Reklama

15 sierpnia nie odbędzie się uroczystość wręczenia nominacji generalskich i admiralskich

2017-08-08 18:44

Jakub Borowski/wpolityce.pl

Maciej Biedrzycki/KPRP/prezydent.pl

Prezydent Andrzej Duda podjął decyzję, że 15 sierpnia nie odbędzie się uroczystość wręczenia nominacji generalskich oraz admiralskich w Siłach Zbrojnych RP - poinformowało we wtorek Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.

W ocenie prezydenta trwające prace i brak uzgodnień dotyczących nowego systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP nie stwarzają warunków do merytorycznej oraz uwzględniającej potrzeby armii oceny przedstawionych kandydatur do awansów generalskich — podkreśliło BBN.

MON na razie nie komentuje sprawy.

Prezydent - jak zaznaczono - „oczekuje, że w ramach współpracy Biura Bezpieczeństwa Narodowego z Ministerstwem Obrony Narodowej rozwiązania dotyczące systemu kierowania i dowodzenia zostaną wypracowane w najbliższym czasie, co pozwoli na podjęcie stosownych decyzji kadrowych”.

Reklama

Zapowiedziana przez ministra obrony Antoniego Macierewicza zmiana systemu kierowania i dowodzenia wprowadzonego reformą w 2014 r. była kilkakrotnie przedmiotem rozmów prezydenta z ministrem obrony, szefem Sztabu Generalnego i najwyższymi dowódcami. Prezydent przedstawił swoje oczekiwania wobec systemu dowódczego w kwietniu na dorocznej odprawie kierowniczej kadry MON i sił zbrojnych.

Zgodnie z koncepcją MON w miejsce dwóch połączonych dowództw - generalnego i operacyjnego – mają znów powstać odrębne dowództwa rodzajów sił zbrojnych.

Nierozstrzygnięta pozostawała kwestia przyszłego połączonego dowództwa operacyjnego. Jak mówił szef BBN Paweł Soloch, BBN skłania się ku wydzieleniu do tej roli osobnej instytucji, zaś MON – ku strukturze w ramach SG WP.

W czerwcu, po zapoznaniu się z niejawnym raportem z przeprowadzonego przez MON Strategicznego Przeglądu Obronnego - który dotyczył m. in. struktury dowódczej - prezydent polecił BBN opracowanie szczegółowego modelu sił zbrojnych, ich finansowania i systemu dowodzenia. Będące częścią kancelarii prezydenta Biuro Bezpieczeństwa Narodowego wystąpiło do MON o dodatkowe informacje na temat ustaleń przeglądu, przedstawiło też uwagi do załączonego do raportu projektu ustawy zmieniającej strukturę dowódczą. Wg informacji PAP dotychczas BBN nie otrzymało odpowiedzi od resortu obrony.

W ubiegłym tygodniu BBN poinformowało, że prezydent nie ma żadnych informacji mogących podważyć zaufanie do dyrektora departamentu zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi w BBN gen. bryg. Jarosława Kraszewskiego ani nie otrzymał od szefa MON wyjaśnień w sprawie nieformalnych zarzutów, jakie minister obrony Antoni Macierewicz formułował pod adresem Kraszewskiego. Dlatego - podało BBN - prezydent wystąpił do ministra obrony o wyjaśnienia. O sprawie zostali poinformowani premier i minister koordynator ds. służb specjalnych.

W czerwcu SKW wszczęła postępowanie sprawdzające wobec Kraszewskiego, co oznaczało odebranie mu dostępu do informacji niejawnych. MON zapewniło, że niezwłocznie po zakończeniu postępowania sprawdzającego wobec gen. Kraszewskiego wszystkie niezbędne informacje w tej sprawie zostaną przekazane szefowi BBN.

Według mediów powodem działań SKW było to, że Kraszewski zakwestionował propozycje nominacji generalskich przedstawione przez Macierewicza.

Wiosną głośna stała się sprawa pism, jakie prezydent wysłał do szefa MON, m. in w sprawie obsady ataszatów i tworzenia wielonarodowego dowództwa dywizji w Elblągu.

Zgodnie z ustawą o powszechnym obowiązku obrony RP prezydent mianuje na stopnie oficerów na stopnie generałów i admirałów na wniosek ministra obrony.

Jak powiedziała PAP rzeczniczka resortu obrony mjr Anna Pęzioł-Wójtowicz, MON na razie nie komentuje sprawy.

Tagi:
Duda Andrzej

Reklama

Prezydent Duda o kulisach rozmowy z Donaldem Trumpem

2019-09-26 08:50

Głównym tematem naszej rozmowy była współpraca wojskowa, tego było najwięcej. (…) Najbardziej się ciesze, że w Poznaniu będzie Dowództwo Dywizji, bo to wzmacnia obecność amerykańską w Polsce. (…) Nie mamy tematów, gdzie nasza opinii byłaby inna — powiedział gość „Wiadomości” TVP1 prezydent Andrzej Duda, pytany o rozmowę z prezydentem Donaldem Trumpem w Nowym Jorku.

TVP Info

Pytałem również o Syrię, o sytuację w Arabii Saudyjskiej — poinformował Duda.

Prezydent odpowiedział również na zarzut, że rozmowa z prezydentem USA trwała tylko 35 minut.

Toczą się cały czas spotkania w siedzibie ONZ, które nie trwają dłużej niż 15 minuty. My rozmawialiśmy ponad pół godziny — podkreślił Duda.

Mam szybkie łączę z prezydentem, dzięki któremu mogę się połączyć z nim szybko. Parokrotnie rozmawialiśmy. Ostatnio mnie przepraszał, że nie może przyjechać z powodu huraganu. (…) Dla mnie to było całkowicie zrozumiałe — powiedział prezydent.

Prezydent powiedział, że ma nadzieję, że uda mu się przyjechać do Polski — poinformował Duda, pytany, kiedy Donald Trump przyjedzie do Polski.

Myślę, że ten sojusz opłaca się zarówno USA i Polsce. Polsce opłaca się z pewnością — podkreślił.

W rozmowie pojawił się również wątek krytyki prezydenta Francji pod adresem Polski. Macron zarzucił Polsce, że blokuje walkę ze zmianami klimatycznymi.

Uważam, że to była wypowiedź co najmniej nieelegancka, bo nie jest zgodna z prawdą — zaznaczył Duda.

Jest nowa strategia energetyczna, będzie więcej energii ze źródeł odnawialnych. (…) Narazie robimy tyle ile jesteśmy w stanie.

Powinniśmy powoli odchodzić od węgla, ale zaczynając od zmniejszenia jego konsumpcji — zaznaczył Duda.

Chciałbym, aby na naszych uczelniach pracowano nad czystym wykorzystaniem węgla — stwierdził Duda.

Prezydent pytany był również o opinię rzecznika TSUE ws. pytań prejudycjalnych.

Odbieram to jako pewne pokazanie, że sprawa ma podtekst polityczny. (…) Potrzebne jest dobre sądownictwo dyscyplinarne — przyznał.

Jak Duda ocenia obecną kampanię wyborczą?

Chciałbym, aby w kampanii były zachowane granice kultury między ludźmi. Wydaje mi się, że kampania jest w miarę przyzwoicie prowadzona — ocenił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Aborcyjny prezent na Święto Niepodległości

2019-11-10 21:31

Artur Stelmasiak /Niedziela

Kiedy 11 listopada 2019 obchodzimy Święto Niepodległości, nie wszyscy Polacy będą mieli powód do radości. Dokładnie tego dnia traci ważność skarga ws. aborcji do Trybunału Konstytucyjnego. Oznacza to, że w prezencie dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej z okazji 101. rocznicy odzyskania Niepodległości dokładnie 11 listopada umiera kolejna próba ochrony życia. Mimo wielu zapowiedzi i rozbudzanych nadziei będzie tak jak jest, czyli życie straci około trzech maleńkich Polaków dziennie. Kto jest temu winny?

Artur Stelmasiak

Bezpośrednią odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponosi prezes Trybunału Julia Przyłębska, a pośrednią jej polityczni mocodawcy. Wszyscy bowiem nie mają złudzeń, że aborcyjne prawo w Polsce jest niekonstytucyjne, bo dyskryminuje osoby podejrzane o niepełnosprawność. Niestety pani prezes przez ponad 2 lata skutecznie obroniła niekonstytucyjne prawo zezwalające na zabijanie najmniejszych i najbardziej bezbronnych Polaków.

Sprawa aborcji ma jednak dłuższą historię polityczną i bardzo dużą odpowiedzialność ponoszą liderzy partii rządzącej. Pani prezes Przyłębska blokowała rozpatrzenie sprawy aborcji eugenicznej w Trybunale, a partia rządząca równolegle blokowała ustawę obywatelską w Sejmie.

Gdy Prawo i Sprawiedliwość przez osiem lat było w opozycji popierało wszystkie projekty ochrony życia. Kiedy w 2013 roku do sejmu trafił identyczny projekt jak Zatrzymaj Aborcję posłowie Prawa i Sprawiedliwości poparli go jednogłośnie. To wtedy posłowie w sejmie na czele z Jarosławem Kaczyńskim witali Kaję Godek owacją na stojąco.

PiS w swoim programie wyborczym z 2014 r. miał jasno wpisaną ochronę życia. Po przejęciu władzy w 2015 roku liderzy PiS obiecywali, że poprą Stop Aborcji, który chroniłby życie wszystkich dzieci poczętych. Niestety prorządowe media, ani media publiczne nie informowały o projekcie, co doprowadziło do manipulacji i histerii na ulicach.

Po czarnych protestach w 2016 roku liderzy PiS na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim obiecali zakaz aborcji eugenicznej. Środowiska pro-life oraz Konferencja Episkopatu Polski pomogli partii rządzącej wywiązać się z tej obietnicy i przy pełnym poparciu Kościoła przyniesiono do sejmu prawie milion podpisów ws. aborcji eugenicznej. To jest historyczny rekord w tego typu akcjach. Podczas pierwszego czytania w sejmie projekt uzyskał rekordową liczbę popierających go posłów. Większość za życiem była tak miażdżąca, że ocierała się prawie o większość konstytucyjną.

Po pierwszym czytaniu projekt Zatrzymaj Aborcję trafił do Komisji Rodziny i Polityki Społecznej, a w miedzy czasie uzyskał także pozytywną opinię sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Na tym dobre wieści z sejmu się skończyły, bo ówczesna szefowa komisji Rodziny poseł Bożena Borys-Szopa przez wiele tygodni skutecznie blokowała rozpatrywanie projektu. Nawet, gdy dochodziło do głosowania na komisji to większość polityków PiS głosowało w koalicji z posłami PO i Nowoczesnej skutecznie torpedując dalsze prace nad ochroną życia. W lipcu 2018 roku powołano specjalną podkomisję, do której weszli starannie wyselekcjonowani posłowie PiS. Okazało się, że to najgorsza podkomisja chyba w historii sejmu, bo nie zebrała się ani razu. Osobiście za obronę aborcji eugenicznej odpowiedzialni są posłowie PiS: Grzegorz Matusiak (przewodniczący), Anita Czerwińska, Ewa Kozanecka, Urszula Rusecka, Teresa Wargocka. Na szczęście projekty obywatelskie takie jak Zatrzymaj Aborcję przechodzą na następną kadencję sejmu i nic nie szkodzi, by politycy wreszcie się zajęli sie tym wielkim apelem pro-life prawie miliona Polaków.

Kilka tygodni przed złożeniem projektu Zatrzymaj Aborcję 107. posłów głównie z PiS złożyło wniosek do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej. Ta droga wydawała się łagodniejsza, bo mniej polityczna i omijająca sejmowe waśnie oraz społeczne emocje. Trybunał Konstytucyjny już kiedyś stanął na wysokości, gdy lewica w 1996 roku wprowadziła aborcje ze względów społecznych. Prezes TK prof. Andrzej Zoll uporał się wówczas z aborcją w pięć miesięcy. Przeszedł do historii jako wybitny prawnik i mąż stanu ws. konstytucyjnej ochrony życia. Natomiast Julia Przyłębska zapisze się w historii, jako prezes TK, która przez ponad 2 lata blokuje sędziów przed orzekaniem i jest skuteczną obrończynią niekonstytucyjnego prawa do zabijania nienarodzonych dzieci.

Kilka dni temu ogrodzenie Trybunału Konstytucyjnego zostało udekorowane wstążeczkami. Niestety nie były to wstążki biało-czerwone, ale tylko czerwone, bo symbolizowały ofiary aborcji. Kokardek było ponad sto, a powinno być ok. 2100, bo tyle dzieci zostało "legalnie" zabitych w polskich szpitalach od 27 października 2016 roku, gdy wniosek posłów został złożony w Trybunale Konstytucyjnym. Wniosek do TK ws. aborcji eugenicznej traci ważność dokładnie 11 listopada 2019 roku z okazji 101. rocznicy odzyskania niepodległości. To bardzo "brzydki prezent" dla Polaków i trochę smutne jest tegoroczne święto.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Posłanka Lewicy przewodniczącą sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny

2019-11-14 11:53

lk (KAI) / Warszawa

Magdalena Biejat z Lewicy została wybrana przewodniczącą sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny, w której czeka na rozpatrzenie obywatelski projekt "Zatrzymaj aborcję". - Jestem przekonana, że dla nas wszystkich tutaj w centrum jest człowiek, od prawa do lewa - przekonywała Biejat. Jej kontrkandydatem był Grzegorz Braun z Konfederacji, który prosił o wybór, gdyż w tej komisji "ważą się sprawy życia i śmierci w Polsce". Ostatecznie nie został nawet wiceprzewodniczącym komisji.

pl. wikipedia.org
Magdalena Biejat

Zgodnie z regulaminem, przewodniczącym komisji zostaje poseł, który otrzyma najwięcej głosów. Na tę funkcję kandydowali Magdalena Biejat z Lewicy oraz Grzegorz Braun (Konfederacja). Posłanka wygrała, otrzymując 25 głosów.

Po wyborze Magdalena Biejat wyraziła przekonanie, że dla wszystkich członków komisji "w centrum jest człowiek, od prawa do lewa". - Możemy w różny sposób definiować najważniejsze potrzeby i sposób ich rozwiązywania, ale jestem przekonana, że będziemy potrafili ze sobą konstruktywnie współpracować, a rozwiązania, które będą wychodziły z tej komisji będą jak najlepsze dla Polek i Polaków - dodała.

Grzegorz Braun, zgłaszając swą kandydaturę, powiedział, że w tej komisji sejmowej "ważą się sprawy życia i śmierci w Polsce". - Przed tą komisją staje sprawa bezpieczeństwa życia ludzkiego, bez względu na płeć, wiek, wyznanie, samopoczucie, stan zdrowia, kondycję finansową. My chcielibyśmy, żeby człowiek był bezpieczny w Polsce, żeby życie ludzkie nie było zagrożone - powiedział poseł Konfederacji.

"Aborcja z przesłanek eugenicznych jest szczególnie perfidnym zamachem na nasze zasady cywilizacyjne i szczególnie tragiczne jest praktykowanie tej zasady antycywilizacyjnej w Polsce w odniesieniu do najbardziej bezbronnych, tak małych, że nie mogą się nawet odezwać we własnej obronie" - mówił dalej Braun.

Jak dodał, komisja polityki społecznej i rodziny zajmować się będzie także innymi zagadnieniami, jak np. kwestie ubezpieczeń społecznych, ale najistotniejsze są "sprawy początków życia ludzkiego". - Jesteście tutaj panami i paniami życia i śmierci - zwrócił się do pozostałych członków komisji.

"Kompromis aborcyjny, tak usilnie rekomendowany w Polsce przez kolejne dekady, stawia nas, szanowni państwo, cywilizacyjnie, dokładnie na poziomie wybitnych działaczy socjalistycznych XX wieku, a konkretnie Trzeciej Rzeszy Adolfa Hitlera" - powiedział Grzegorz Braun.

Jego zdaniem, oddanie przewodniczenia obradom komisji przedstawicielom Lewicy będzie "prostą drogą do zamiecenia pod dywan, włożenia do kolejnej zamrażarki w Trybunale w najlepszym wypadku, projektów ustaw, które mają na celu gwarancję bezpieczeństwa życia ludzkiego".

Grzegorz Braun zgłosił następnie swoją kandydaturę na jednego z wiceprzewodniczących, ale otrzymał jedynie pięć głosów (przy 15 przeciwnych).

Wiceprzewodniczącymi komisji zostały wybrane Urszula Rusecka (PiS), Magdalena Okła-Drewnowicz (KO), Agnieszka Ścigaj (PSL-Kukiz`15) i Teresa Wargocka (PiS).

Do sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny trafił w ubiegłej kadencji, w celu rozpatrzenia, obywatelski projekt "Zatrzymaj aborcję". Jego celem jest wykreślenie z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży tzw. przesłanki eugenicznej, pozwalającej na aborcję dzieci, u których stwierdzono podejrzenie nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Pod projektem podpisało się 850 tys. Polaków. Dokument nie był jednak w żaden sposób procedowany. Miała się nim zająć specjalna podkomisja, ale jej członkowie nie zebrali się w tym celu ani razu.

Zgodnie z zasadą dyskontynuacji, "Zatrzymaj aborcję" jak projekt obywatelski nie musi być zgłaszany ponownie do laski marszałkowskiej w nowej kadencji, zatem posłowie komisji mogą się nim zająć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem