Reklama

Sandomierz: odpust u sióstr klarysek

2017-08-11 15:59

apis / Sandomierz

Bożena Sztajner/Niedziela

W liturgiczne wspomnienie św. Klary z Asyżu biskup sandomierski Krzysztof Nitkiewicz odwiedził klasztor Zakonu Świętej Klary pw. Niepokalanego Poczęcia NMP. W homilii hierarcha zwrócił uwagę, że życie klauzurowe klarysek stanowi cenny dar dla lokalnego Kościoła, do którego należą.

Podczas homilii wygłoszonej do sandomierskich sióstr klarysek biskup sandomierski mówił o znaczeniu i roli zakonów klauzurowych.

– Każdy szczegół w życiu św. Klary jest fascynujący. Weźmy na przykład okoliczności opuszczenia przez nią rodzinnego domu, gdzie nie było zgody, aby poszła śladami św. Franciszka. Ucieka więc przez otwór w ścianie, którym podczas pogrzebów spuszczano trumnę z ciałem zmarłego. To jest bardzo symboliczne. Umrzeć dla świata, aby należeć wyłączenie do Chrystusa. Zdać się tylko na Niego, rezygnując z innych zabezpieczeń. On jest jedyną dopuszczalną gwarancją – mówił biskup.

Ordynariusz podkreślił, że zakonnice obchodzące dziś swoje święto jako duchowe córki św. Klary wybrały podobną drogę, otrzymując od Pana Jezusa nowe życie.

Reklama

- Jeśli naprawdę umarłyście dla świata, otrzymałyście od Pana Jezusa nowe życie. Życie z Nim, dla Niego, dla nas wszystkich. Cieszcie się tym darem i proście Boga, abyście mogły go dzielić z innymi. Myślę tu o nowych powołaniach – wskazywał kaznodzieja.

Hierarcha podkreślił, że życie klauzurowe klarysek stanowi również cenny dar dla lokalnego Kościoła, do którego należą.

- Dziękujemy Bogu za sandomierski klasztor klarysek, zdając sobie sprawę z tego, jak ważnym jest miejscem. Ważnym przez modlitwę wypełniającą wszystkie pory dnia, ważnym przez milczenie i medytację, przez umartwienie, przez świadectwo. W Boskiej ekonomii zbawienia jesteśmy ze sobą złączeni, jedni żyją i pracują dla drugich. W ten sposób klauzura oddzielająca Was materialnie od świata, zacieśnia naszą duchową jedność – podkreślał biskup.

Siostry klaryski przybyły do Sandomierza 12 czerwca 2007 roku. Ich wspólnota liczy 7 zakonnic. W 2008 r. rozpoczęły budowę sandomierskiego konwentu. Proszą o wsparcie modlitewne i materialne.

To, co je wyróżnia wśród osób konsekrowanych to ścisła klauzura, radykalne ubóstwo, którego wyrazem jest wyrzeczenie się nie tylko rzeczy, ale także przestrzeni, kontaktów z ludźmi. Ich głównym zadaniem jest modlitwa.

Pierwsza polska klaryska bł. Salomea – córka Leszka Białego, księcia krakowskiego wraz z kilkoma siostrami przybyłymi z Pragi Czeskiej utworzyły w XIII w. wspólnotę w Zawichoście i wbudowały tam klasztor.

Tagi:
zakonnica Sandomierz bp Krzysztof Nitkiewicz

Sprawa jest złożona

2019-10-08 14:18

Rozmawia ks. Wojciech Kania
Niedziela Ogólnopolska 41/2019, str. 24-25

O dialogu katolicko-prawosławnym i problemach związanych z powstaniem Prawosławnej Cerkwi Ukrainy z bp. Krzysztofem Nitkiewiczem, przewodniczącym Rady ds. Ekumenizmu KEP, rozmawia ks. Wojciech Kania

Bożena Sztajner/Niedziela
Bp Krzysztof Nitkiewicz, ordynariusz sandomierski

KS. WOJCIECH KANIA: – Według różnych danych statystycznych, w Polsce mieszka od 1 do 2 mln Ukraińców. Niektórzy z nich przychodzą do naszych świątyń lub w inny sposób uczestniczą w życiu Kościoła katolickiego. Zawierają także małżeństwa z katolikami. Jak Ksiądz Biskup ocenia taką integrację na płaszczyźnie religijnej?

BP KRZYSZTOF NITKIEWICZ: – Powinniśmy pamiętać, że mieszkańcy Ukrainy są w zdecydowanej większości prawosławni. Mówi się o 71 proc., chociaż religijność kształtuje się nierównomiernie. Ateizacja prowadzona w czasach ZSRR odcisnęła swoje piętno szczególnie na wschodzie kraju. Na Ukrainie są także grekokatolicy, łacinnicy, Ormianie apostolscy i katoliccy, protestanci. Obok nich jest spora grupa nieochrzczonych. Gdy Ukraińcy przyjeżdżają do naszego kraju, mogą znaleźć parafie odpowiadające swojej przynależności kościelnej. Jest ważne, abyśmy nie uprawiali przy tej okazji prozelityzmu i nie robili z nich na siłę lub podstępem katolików. Jednocześnie trzeba uczynić wszystko, aby czuli się wśród nas dobrze – jest to także szansa, żeby poznać inne Kościoły, ich liturgię i zwyczaje.

– O naszych wschodnich sąsiadach zrobiło się ostatnio głośno w związku z powstaniem Prawosławnej Cerkwi Ukrainy.

– Owszem, sporo się na ten temat mówiło w środkach masowego przekazu, z tym że w centrum uwagi znalazły się głównie relacje Ukraina – Rosja, a także kampania przed wyborami prezydenckimi na Ukrainie. Powszechnie wiadomo, że prezydent Petro Poroszenko bardzo mocno się zaangażował w sprawę utworzenia jednej samodzielnej, czyli autokefalicznej Cerkwi prawosławnej na Ukrainie. Miała ona powstać z istniejących dotychczas: Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej, związanej hierarchicznie z patriarchatem moskiewskim, Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego oraz Ukraińskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej. Ostatecznie połączyły się tylko dwie ostatnie i utworzyły Prawosławną Cerkiew Ukrainy. Nazwisko Poroszenki znalazło się w tomosie, porównywalnym do naszej bulli apostolskiej. W związku z tym jego rywal do prezydentury Wołodymyr Zełenski, wówczas aktor i komik, robił sobie niewybredne żarty z cerkiewnej terminologii. Już jako prezydent spotkał się z patriarchą Bartłomiejem, ale przecież w internecie nic nie ginie. Tomos nadający autokefalię został podpisany 5 stycznia br. przez patriarchę ekumenicznego Bartłomieja, który dzień później w Fanarze (Stambuł) przekazał go Epifaniuszowi (Dumence) wybranemu na zwierzchnika nowej Cerkwi.

– Co to może oznaczać dla nas, katolików?

– Uważam, że jest to wewnętrzna sprawa prawosławia, do której nie powinniśmy się mieszać. Tym bardziej że ani Ojciec Święty Franciszek, ani watykański sekretarz stanu, ani żadna dykasteria Kurii Rzymskiej nie wypowiedzieli się oficjalnie na ten temat. Owszem, w dzienniku „L’Osservatore Romano” ukazała się 7 stycznia br. relacja ze wspomnianego wydarzenia w Fanarze, lecz każde słowo było wyważone. Rzym nie wydał również żadnych wiążących instrukcji, jeśli chodzi o relacje z duchownymi i wiernymi Prawosławnej Cerkwi Ukrainy. Jeśli więc idzie o płaszczyznę duszpasterską, obowiązują nas przepisy Kodeksu prawa kanonicznego i nimi trzeba się kierować. Należy jednak pamiętać, że przed trzema laty Franciszek wprowadził zmiany w normach dotyczących sakramentów chrztu i małżeństwa. Chodziło o to, aby współbrzmiały one z Kodeksem kanonów Kościołów wschodnich, który został wydany 7 lat po kodeksie łacińskim.

– Czy zaistniała sytuacja nie wpłynie negatywnie na dialog katolicko-prawosławny?

– Są już konsekwencje dotyczące Międzynarodowej Komisji mieszanej do dialogu teologicznego między Kościołem katolickim a Kościołem prawosławnym. Miałem okazję uczestniczenia w dwóch ostatnich jej posiedzeniach, w Ammanie i Chieti. Współprzewodniczącym komisji jest obok kard. Kurta Kocha hierarcha patriarchatu konstantynopolitańskiego abp Hiob (Getcha). Dlatego już 19 października 2018 r. metropolita Hilarion poinformował papieża Franciszka, że z powodu ingerencji patriarchy Bartłomieja w sprawy Cerkwi na Ukrainie patriarchat moskiewski zawiesił swoje uczestnictwo w pracach wspomnianej komisji. Dialog bilateralny Moskwa – Rzym jest natomiast kontynuowany. Podobnie zresztą jak dialog Rzym – Konstantynopol, czego wyrazem było przekazanie patriarsze Bartłomiejowi relikwii św. Piotra Apostoła. Pewien niepokój wzbudza wypowiedź Epifaniusza, który nie wykluczył w przyszłości zjednoczenia jego Cerkwi z „patriotyczną Cerkwią Ukrainy”, czyli z grekokatolikami. Dlatego bardzo dobrze się stało, że w ostatnim czasie Franciszek spotkał się w Rzymie najpierw z synodem stałym Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej, a na początku września z całym (wielkim) synodem złożonym ze wszystkich biskupów. Biorąc jeszcze pod uwagę wojnę w Donbasie i aneksję przez Rosję Krymu, sytuacja na Ukrainie wymaga naprawdę wielkiej mądrości.

– Jest jakaś szansa na uznanie Prawosławnej Cerkwi Ukrainy przez wszystkie prawosławne patriarchaty i Cerkwie autokefaliczne?

– Powtórzę, że mogę mówić jedynie z pozycji obserwatora, chociaż ta problematyka jest mi bliska. Pod koniec sierpnia niektóre media ogłosiły, niezgodnie z prawdą, że Grecka Cerkiew Prawosławna uznała Prawosławną Cerkiew Ukrainy. Tymczasem chodziło o komunikat z posiedzenia synodu stałego (a więc ograniczonej liczbowo grupy hierarchów), który wypowiedział się ogólnie na temat kanonicznego prawa patriarchy ekumenicznego Konstantynopola do udzielenia autokefalii oraz przywileju przysługującego zwierzchnikowi Cerkwi Greckiej abp. Hieronimowi II, żeby zajmować się sprawą uznania nowej Cerkwi na Ukrainie. Arcybiskup Hieronim już zapowiedział, że nie podejmie żadnych działań, lecz przekaże tę kwestię do rozpatrzenia Świętemu Synodowi Cerkwi Greckiej, który liczy ok. 80 biskupów. Bo chociaż w przeszłości Konstantynopol udzielał autokefalii różnym Cerkwiom, to jednak przypadek ukraiński wygląda zupełnie inaczej. To jest jak na razie jedyna „nowość” – pozostałe patriarchaty i Cerkwie autokefaliczne nie podjęły żadnych działań w kierunku uznania decyzji Konstantynopola, mają natomiast różne wątpliwości.

– Czego dotyczą punkty sporne?

– Zacznę od tego, że my, katolicy, patrzymy na prawosławie przez pryzmat naszej teologii i prawa kanonicznego, co może prowadzić do niewłaściwych wniosków. Sprawa jest niewątpliwie złożona. Wspomnę tylko, że chodzi głównie o zakres uprawnień patriarchy ekumenicznego, o cerkiewną jurysdykcję na Ukrainie, która do 1686 r. należała, owszem, do Konstantynopola, ale potem została przekazana Moskwie. Nawiasem mówiąc, historycznym tłem są tutaj wojny Rzeczypospolitej z Rosją i Turcją oraz unia brzeska. Chodzi wreszcie o status kanoniczny Epifaniusza, który otrzymał sakrę biskupią (chirotonię) od „patriarchy” Filareta w momencie, gdy ten, z powodu samowolnego utworzenia na Ukrainie tzw. patriarchatu kijowskiego, był ekskomunikowany i przeniesiony do stanu świeckiego. W przypadku terytorium kanonicznego i jurysdykcji podobne problemy występują w niektórych katolickich Kościołach wschodnich, szczególnie teraz, w dobie masowej emigracji. Nie można również zapominać, że w przypadku Ukrainy sprawą interesują się Rosja i przynajmniej kilka innych krajów. O wiele bardziej złożony wydaje się natomiast problem biskupa, który został wydalony ze stanu duchownego, a następnie przywrócony do swojej rangi hierarchicznej, bo taką decyzję podjął patriarcha Bartłomiej wobec Filareta (Denysenki) i Makarego (Małetycza) i zdjął z nich ekskomunikę. Jaką wartość mają podejmowane przez niego akty władzy święceń i rządzenia po depozycji i obecnie? Myślę, że warto tutaj sięgnąć po komunikat Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego z 15 listopada ub.r. Może jakiś katolicki teolog wzruszy ramionami, bo nie będzie widział problemu. Nasze kryteria teologiczne oraz prawne mają tu jednak ograniczone zastosowanie. Prawosławie ma swoje cerkiewne kanony, swój sposób postępowania i na pewno znajdzie się właściwe rozwiązanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cierpienie błogosławieństwem?

2019-11-22 09:53

ks. Jarosław Grabowski

Cierpienie budzi w nas lęk, strach, boimy się cierpienia. Zbyt często o nim słyszymy. Widzimy cierpienie innych i sami go doświadczamy. Ono jest wciąż obecne, jest tak blisko. Robimy wszystko, by uniknąć cierpienia, zarówno tego fizycznego jak i duchowego. Czy to dobra metoda? W jaki sposób uczynić z cierpienia błogosławieństwo? Czy da się?

freelyphotos.com

Można próbować uciec przed cierpieniem, ale nie uda się to nawet za cenę naszej wytrwałości i zaradności. Jeżeli uda się zrzucić krzyż z jednego ramienia, pojawi się on na drugim. Jeżeli unikniemy go dzisiaj, już drugi jest przygotowany na jutro. Czy warto się temu opierać? Czy warto to przeklinać? Czy to pomoże?

Przecież nie zrzucimy z siebie krzyża, a nasze opieranie się czyni go jeszcze bardziej uciążliwym i cięższym. W ten sposób zło nie tylko pozostaje, ale staje się dwukrotnie większe. Jeżeli natomiast przyjmiemy krzyż, ten staje się lżejszy. Przekonamy się nawet w pewnej chwili, że to nie my niesiemy krzyż, ale że krzyż niesie nas.

Przyjęte cierpienie odwraca do góry nogami całe nasze życie, prowadzi do lepszego zrozumienia siebie i innych. Tylko przez łzy można dostrzec prawdziwą wartość życia. Wydaje się, że ten kto nie cierpiał, zna życie tylko powierzchownie. „Cierpienie wyostrza wzrok - mówił schorowany ks. Józef Tischner – pomaga dostrzec wartość ludzkiego życia.

Być może na zewnątrz widzimy gorzej, ale kiedy zaglądamy do wewnątrz, w zakamarki naszego serca, widzimy lepiej. Być może dopiero w cierpieniu naprawdę spotykamy się sami ze sobą.

Każde cierpienie jest wielką tajemnicą i dlatego tak do końca nie jesteśmy w stanie pojąć jego sensu. Odpowiedzi na ten problem powinniśmy szukać nie gdzie indziej tylko w męce Jezusa Chrystusa.

Jezus wiedział, że cierpi dla zbawienia wszystkich ludzi. Przez cierpienie miał zbliżać ludzi do Boga – swego Ojca. Czy to się udało? Zdecydowanie tak. Wisząc na krzyżu, mógł zobaczyć owoc swego cierpienia. Jeden z łotrów – ten dobry, powiedział do Niego: „Jezu, wspomnij o mnie, gdy wejdziesz do swego królestwa” (Łk 23, 42). Łotr nawrócił się, powrócił do Boga. I to jest właśnie jeden z owoców cierpienia – nawrócenie człowieka. To, czego nie uczyniły żadne słowa, uczyniło cierpienie, a właśnie postawa cierpiącego Jezusa.

I tak czasami bywa, że choćby człowiek usłyszał tysiące pięknych słów i pouczeń, nie nawróci się. Dopiero patrząc na mężne znoszenie cierpienia drugiego człowieka, jego serce kruszy się i zwraca do Boga.

Człowiek nie może zamknąć się we własnym cierpieniu, bo wtedy szybko się załamie. Gdy pojawi się cierpienie, zamiast pytać Boga: Dlaczego? Za jakie grzechy? Zadajmy pytanie: Dla kogo to cierpienie? Tylko Bóg wie, co jest dla nas naprawdę dobre, bo On patrzy szerzej i głębiej na nasze życie. Bóg widzi je w całości, dlatego trzeba Mu zaufać. „Cierpienie jest drogą przemiany i bez cierpienia niczego nie można zmienić” (Benedykt XVI).

__________________________

Fragmenty tekstu pochodzą z książki ks. Jarosława Grabowskiego - "O Bogu po ludzku", wyd. Edycja św. Pawła

Więcej o książce: ksiegarnia.niedziela.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek w Tajlandii

2019-11-22 17:32

st, tom, kg, pb (KAI) / Bangkok

„Uczniowie Chrystusa, uczniowie misjonarze” - takie było motto trzydniowej (20-23 listopada) wizyty papieża Franciszka w Tajlandii. W ramach swej 32. podróży zagranicznej papież odwiedzi jeszcze Japonię (23-26 listopada).

Vatican News

Franciszek przyleciał do Bangkoku 20 listopada. Na lotnisku powitano go tradycyjnym wieńcem z kwiatów. Jako pierwsza podeszła do papieża jego 77-letnia kuzynka, s. Ana Rosa Sivori, która była jego tłumaczką podczas całej wizyty. Urodzona w Argentynie salezjanka mieszka i pracuje w Tajlandii od ponad 50 lat.

W kaplicy nuncjatury Ojciec Święty odprawił Mszę, a za pośrednictwem nagranego telefonem krótkiego filmu, pozdrowił młodzież uczestniczącą w czuwaniu modlitewnym w Bangkoku. W improwizowanym przesłaniu Franciszek podkreślił, że „dwie rzeczy są potrzebne w życiu: serce otwarte na Boga i wyruszenie w drogę”. Przywołał alpejską pieśń, która mówi, że w sztuce wspinania się nie jest ważne to, by nie upadać, ale to, by nie pozostawać na ziemi. Zaproponował młodym dwie rzeczy: po pierwsze, aby nie trwali w upadku, ale podnosili się szybko, a przede wszystkim pozwalali, aby inni pomagali im powstać. Apelował, by nie spędzali swego życia siedząc na kanapie, ale byli twórczy w życiu, kształtowali je, działali, szli naprzód, zawsze wyruszali w drogę. Franciszek zapewnił młodych, że angażując się wielkim sercem otwierają się na prawdziwe szczęście.

Spotkanie z władzami

Rano 21 listopada Franciszek przybył do Pałacu Rządowego. Powitał go tam premier gen. Prayuth Chan-ocha wraz z oddziałem kompanii honorowej. Odegrano hymny państwowe i przedstawiono delegacje obydwu stron. Po zakończeniu oficjalnej ceremonii powitania, papież i szef rządu odbyli 15-minutową rozmowę, po czym wygłosili przemówienia podczas spotkania z przedstawicielami władz, zwierzchnikami religijnymi, korpusem dyplomatycznym oraz reprezentantami społeczeństwa obywatelskiego.

Chan-ocha przypomniał, że wizyta Franciszka zbiega się z 350. rocznicą ustanowienia misji katolickiej w ówczesnym Syjamie i z 50. rocznicą nawiązania stosunków dyplomatycznych między Tajlandią a Stolicą Apostolską. Wyraził „najwyższy podziw dla szlachetnych inicjatyw” papieża na rzecz wspierania zgody między ludźmi, rozwijania zasobów ludzkich, szczególnie wśród młodzieży, wykorzeniania ubóstwa, propagowania równości społecznej, zachowaniu stworzenia i pokoju na całym świecie.

Z kolei Franciszek wskazał na globalne problemy, przed którymi stoi dziś świat, a które wymagają rozwijania stanowczego wysiłku na rzecz sprawiedliwości międzynarodowej i solidarności między narodami. Zdystansował się od globalizacji widzianej w kategoriach ściśle ekonomiczno-finansowych, która anuluje najważniejsze różnice kształtujące piękno i duszę narodów. Wezwał do ich poszanowania w imię dobra przyszłych pokoleń.

Przestrzegł przed ignorowaniem kryzysu migracyjnego. Przypomniał, że sama Tajlandia, znana z gościnności udzielonej migrantom i uchodźcom, stanęła w obliczu tego kryzysu z powodu napływu uchodźców z krajów sąsiednich. Wezwał wspólnotę międzynarodową do odpowiedzialnego i dalekowzrocznego rozwiązania problemu uchodźców i promocji bezpiecznej, uporządkowanej i uregulowanej migracji.

Podziękował rządowi tajlandzkiemu za wszelkie działania podejmowane na rzecz pomocy ofiarom wyzysku, niewolnictwa, przemocy i wykorzystania. Nawiązując do obchodzonej w tym roku 30. rocznicy Konwencji o Prawach Dziecka, zaapelował o ochronę dzieci, ich rozwoju społecznego i intelektualnego, dostępu do edukacji, a także ich rozwoju fizycznego, psychicznego i duchowego.

Tego dnia Ojciec Święty złożył również wizytę królowi Ramie X. Prywatne spotkanie w Pałacu Królewskim Amphorn, czyli Królewskiej Siedzibie w Niebie, trwało pół godziny.

W świątyni buddyjskiej

Z Pałacu Rządowego Ojciec Święty udał się do buddyjskiej świątyni Ratchabophit Sathit Maha, która jest siedzibą najwyższego patriarchy Tajlandii. Wchodząc tam papież oraz towarzyszące mu osoby zdjęli buty.

Witając Franciszka 92-letni patriarcha Ariyavongsagatanana IX przypomniał, że 35 lat temu w tej samej świątyni jego poprzednik podejmował Jana Pawła II. Towarzyszyła temu atmosfera wzajemnego szacunku i serdecznego dialogu, a obydwaj okazali wzajemną gościnność, „dając w ten sposób świadectwo, że są dobrymi ludźmi i świętymi przywódcami”.

Patriarcha przypomniał, że pod posągiem Buddy w tej pagodzie znajdują się relikwie króla Ramy V, którego w 1897 r. przyjął w Watykanie Leon XIII. Nieco dalej spoczywają prochy innych monarchów, również przyjętych przez papieży: Ramy VII i jego małżonki – przez Piusa XI w 1934 r. oraz Ramy IX – przez Jana XXIII w 1960 r.; ten ostatni władca podejmował później Jana Pawła II w Bangkoku w 1984 r. „Nasi przodkowie w wierze cieszyliby się na nasz widok i widząc postęp w naszej głębokiej i trwałej przyjaźni” - powiedział 20. patriarcha. Swe przemówienie zakończył słowami Buddy: „Ci, którzy nie czynią źle swym przyjaciołom, są szanowani w każdym miejscu”.

Z kolei Ojciec Święty przypomniał, że większość Tajów wyznaje buddyzm i przepoiła nim swój sposób oddawania czci życiu i swoim przodkom, prowadzenia wstrzemięźliwego stylu życia opartego na kontemplacji, oderwaniu od świata, ciężkiej pracy i dyscyplinie, zaś szczególnym znakiem buddysty jest uśmiech.

Papież przypomniał wkład w dialog buddyjsko-katolicki swoich poprzedników: Pawła VI, który prawie 50 lat temu przyjął w Watykanie 17. patriarchę wraz z grupą mnichów buddyjskich, oraz Jana Pawła II, który 35 lat temu odwiedził 18. patriarchę. Zwrócił też uwagę, że sam niedawno przyjął delegację mnichów ze świątyni Wat Pho. „Są to małe kroki, które pomagają świadczyć nie tylko w naszych wspólnotach, ale także w naszym świecie, tak bardzo pobudzającym do propagowania i generowania podziałów i wykluczeń, że możliwa jest kultura spotkania” - zaznaczył Franciszek.

Wskazał, że wobec istniejących różnic i podziałów ważne jest, aby religie ukazywały się coraz bardziej jako światło nadziei, będąc promotorami i gwarantami braterstwa. Podziękował za to, że katolicy cieszą się w Tajlandii wolnością religijną i od lat żyją w zgodzie z wyznawcami buddyzmu. Zapewnił o zaangażowaniu Kościoła katolickiego „na rzecz umocnienia otwartego i nacechowanego szacunkiem dialogu w służbie pokoju i dobrobytu tego narodu”.

Ojciec Święty wręczył patriarsze Dokument o Ludzkim Braterstwie, podpisany w lutym br. w Abu Zabi. Skomentował go słowami: „Musimy wspólnie pracować, aby ludzkość była bardziej braterska”. Po krótkiej rozmowie ze zwierzchnikiem tajskiego buddyzmu, papież pozował do zdjęcia z 35 mnichami z klasztoru Wat Pho.

Wśród chorych

W szpitalu św. Ludwika Franciszek spotkał się z chorymi i niepełnosprawnymi. W audytorium oczekiwało go około 700 osób. „Jesteś dla nas «Człowiekiem Słowa», żyjącym tym, co głosi i który zawsze ma ramiona otwarte dla każdego. Twoja obecność jako Wikariusza Chrystusa jest zawsze dla nas błogosławieństwem od samego Chrystusa” – powiedział, witając papieża, dyrektor placówki. Zwrócił uwagę, że szpitale katolickie w Tajlandii pokazują jasno, że nie są nastawione na zysk i nigdy nie rywalizują z innymi, ale chcą jedynie głosić Dobrą Nowinę Jezusa Chrystusa „miłością i współczuciem”, bo „tam, gdzie jest miłość, tam jest Bóg”.

Ze swej strony Franciszek zwrócił uwagę, że pracownicy szpitala pełnią jedno z najwspanialszych dzieł miłosierdzia, ponieważ ich wysiłek na rzecz zdrowia znacznie wykracza poza godne pochwały samo tylko praktykowanie medycyny. „Trzeba przyjąć i podtrzymywać życie, jak to się dzieje na ostrym dyżurze szpitala, aby zostało potraktowane ze szczególnym współczuciem, rodzącym się z szacunku i umiłowania godności każdego człowieka” - zaznaczył papież.

Przypomniał, że w tym roku szpital św. Ludwika obchodzi 120-lecie istnienia. „Ileż osób zyskało ulgę w swoim bólu, pocieszenie w swoich utrapieniach i towarzyszenie w samotności!” - powiedział i poprosił pracowników szpitala, aby ich „apostolstwo” było „coraz bardziej znakiem i symbolem Kościoła wychodzącego, który, pragnąc przeżywać swoją misję, odnajduje odwagę niesienia uzdrawiającej miłości Chrystusa cierpiącym”.

Następnie papież odwiedził chorych przebywających w salach szpitalnych.

Msza na stadionie

Na stadionie narodowym Supachalasai Franciszek odprawił Mszę św. Wcześniej pojechał w papamobile na sąsiedni stadion Thephasadin, by pozdrowić zebranych również tam wiernych (uczestniczyli oni w liturgii za pośrednictwem wielkiego telebimu), a następnie wjechał na właściwy stadion narodowy, pozdrawiając i błogosławiąc zgromadzonych, którzy powiewali chorągiewkami w watykańskich i tajlandzkich barwach. Była też grupa pielgrzymów z flagami chińskimi. Skandowano okrzyki po włosku: „Viva il Papa!”. W sumie w Eucharystii wzięło udział ponad 60 tys. osób., wśród których byli wierni z krajów sąsiedzkich: Laosu i Kambodży.

Ołtarz ustawiono pośrodku płyty stadionu. Msza św. odprawiana była po angielsku (z Modlitwą Eucharystyczną po łacinie), pieśni śpiewano po łacinie i po tajsku, czytania biblijne zabrzmiały po tajsku, zaś homilię Franciszek wygłosił po hiszpańsku (z tłumaczeniem na tajski).

Wskazał, że pierwsi misjonarze, którzy przybyli na te ziemie, zrozumieli, że „należą do rodziny znacznie większej niż ta, która jest zrodzona z więzów krwi, kultury, regionu lub przynależności do określonej grupy”. Wyruszyli oni „w drogę, by szukać członków tej swojej rodziny, których jeszcze nie znali”. - Uczeń-misjonarz nie jest najemnikiem wiary ani werbownikiem prozelitów, lecz żebrakiem, który uznaje, że brakuje mu braci, sióstr i matek, z którymi mógłby celebrować i świętować nieodwołalny dar pojednania, jaki Jezus daje nam wszystkim: uczta jest gotowa, wyjdźcie na poszukiwanie tych wszystkich, których spotkacie po drodze - podkreślił Franciszek. Dlatego 350. rocznica utworzenia wikariatu apostolskiego Syjamu „nie oznacza nostalgii za przeszłością”, ale jest wdzięcznym wspomnieniem, „które pomaga nam wyjść z radością, aby dzielić się nowym życiem, pochodzącym z Ewangelii, ze wszystkimi członkami naszej rodziny, których jeszcze nie znamy”.

- Wszyscy jesteśmy uczniami-misjonarzami, kiedy postanawiamy stać się żywą częścią rodziny Pana i czynimy to, dzieląc się z innymi, tak jak On to uczynił: nie bał się zasiąść do stołu z grzesznikami, aby ich zapewnić, że u stołu Ojca i stworzenia było miejsce zarezerwowane także dla nich. Dotknął tych, którzy uważali się za nieczystych, a pozwalając się im dotknąć, pomógł im zrozumieć bliskość Boga, a ponadto zrozumieć, że byli błogosławieni - mówił Ojciec Święty, myśląc szczególnie o „dzieciach i kobietach narażonych na prostytucję i handel, oszpeconych w swojej najbardziej autentycznej godności”; o „młodych niewolnikach narkotyków i nonsensu, co doprowadza do przyćmienia ich spojrzenia i zniweczenia ich marzeń”; o „migrantach pozbawionych swoich domów i rodzin, a także o wielu innych, którzy podobnie jak oni mogą czuć się zapomniani, osieroceni, porzuceni, pozbawieni siły, światła i pociechy z przyjaźni z Jezusem Chrystusem, bez przygarniającej ich wspólnoty wiary, bez perspektywy sensu i życia; o „wyzyskiwanych grzesznikach, lekceważonych żebrakach”.

- Należą oni do naszej rodziny, są naszymi matkami i naszymi braćmi. Nie pozbawiajmy naszych wspólnot ich twarzy, ich ran, uśmiechów, ich życia. Nie pozbawiajmy też ich ran i urazów miłosiernego namaszczenia Bożej miłości. Uczeń-misjonarz wie, że ewangelizacja nie polega na pomnażaniu akcesów ani wydawaniu się możnymi, ale na otwieraniu drzwi, aby przeżywać i dzielić się miłosiernym i uzdrawiającym uściskiem Boga Ojca, który czyni nas rodziną - wskazał papież.

Zachęcił tajskich katolików, by szli „naprzód drogą, śladami pierwszych misjonarzy, aby spotkać, odkryć i rozpoznać z radością wszystkie twarze matek, ojców i braci, którymi Pan chce nas obdarzyć, a których brakuje na naszej niedzielnej uczcie”.

Pod koniec liturgii arcybiskup Bangkoku, kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij podziękował Franciszkowi za jego „stałe świadectwo”, które skłania do wcielania w życie - za jego przykładem - „miłosiernej miłości Chrystusa do każdego człowieka, do całej ludzkości”. Po papieskim błogosławieństwie przedstawiono tradycyjne tańce z czterech regionów Tajlandii. Opuszczającemu stadion Ojcu Świętemu towarzyszyła pieśń „Let love be the bridge” (Niech miłość będzie mostem) i światło kilkudziesięciu tysięcy latarek telefonów komórkowych trzymanych wysoko w dłoniach przez wiernych.

Spotkanie z duchowieństwem

Trzeci dzień swej wizyty (22 listopada) papież rozpoczął od spotkania z kapłanami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami i katechetami w parafii św. Piotra. Witając Ojca Świętego bp Joseph Prathan Sridarunsil z diecezji Surat Thani na południu kraju podkreślił, że katolicy tajscy są częścią kontynentu azjatyckiego, na którym „ludzie są bardzo dumni ze swych wartości religijnych i kulturalnych, obejmujących umiłowanie milczenia i kontemplacji, prostotę, harmonię, nieprzywiązywanie wagi do dóbr materialnych, niestosowanie przemocy, ducha twardej pracy, dyscyplinę, umiarkowane życie, pragnienie wiedzy i poszukiwania filozoficzne”. Swe świadectwo nawrócenia na wiarę w Chrystusa złożyła s. Benedykta ze Zgromadzenia Misjonarek Maryi (ksawerianek), pochodząca z rodziny buddyjskiej

Papież wyraził wdzięczność wszystkim osobom konsekrowanym za ich ciche męczeństwo wierności i codzienne poświęcenie, które wydaje owoce. „Pan nie powołał nas po to, by nas posłać w świat, abyśmy ludziom narzucili obowiązki czy brzemiona cięższe, od tych, które już dźwigają, i których jest wiele, ale aby dzielić z innymi radość, piękną perspektywę, nową i zadziwiającą” - powiedział papież i przywołał „pragmatyczne i prorocze” słowa swojego poprzednika Benedykta XVI, że Kościół nie rozszerza się poprzez prozelityzm, ale przez przyciąganie.

Zachęcił zgromadzonych, aby nie bali się szukać nowych symboli i obrazów, szczególnej muzyki, które pomogłyby Tajlandczykom rozbudzić zadziwienie, które chce dać Pan. „Nie powinniśmy obawiać się coraz większej inkulturacji Ewangelii. Trzeba poszukiwać nowych form dla przekazywania Słowa zdolnego, by wstrząsnąć i rozbudzić pragnienie poznania Pana: Kim jest ten człowiek? Kim są ci ludzie, którzy idą za krzyżem?” - tłumaczył Franciszek.

Powiedział, że z pewnym bólem stwierdził, gdy przeczytał, że dla wielu wiara chrześcijańska jest obca, że jest to religia obcokrajowców. Zachęcił do głoszenia wiary „w dialekcie”, tak jak matka śpiewa kołysanki swojemu dziecku. Trzeba „nadać jej tajlandzkie oblicze i «ciało», co oznacza o wiele więcej, niż sporządzenie tłumaczeń. To pozwolenie, aby Ewangelia pozbyła się dobrych, ale obcych szat, aby zabrzmiała muzyką, która jest dla was na tych ziemiach swojską i sprawienie, aby dusze naszych braci pulsowały tym samym pięknem, które rozpaliło nasze serca” - przekonywał papież.

Wezwał, by w imię powołania, wyjść ze swoich ograniczeń, i w obliczu osób, które spotykamy na ulicy, najbardziej potrzebujących, usuniętych na margines, pogardzanych w mieście, sierot, osób starszych odkrywać piękno i drugiego jak brata. Wtedy nie jest on już sierotą, porzuconym, usuniętym na margines czy pogardzanym. „Teraz ma oblicze brata, brata odkupionego przez Chrystusa. To znaczy być chrześcijaninem!” - zaznaczył Franciszek.

Za św. Pawłem VI przypomniał, że jednym z najgorszych wrogów ewangelizacji jest brak zapału. „Gorliwość zakonnika, zakonnicy, kapłana i katechety karmi się tym podwójnym spotkaniem: z obliczem Pana i z obliczem braci” - zaznaczył papież. Na zakończenie wezwał: „Proszę was bardzo, nie ulegajcie pokusie, by myśleć, że jesteście nieliczni. Myślcie raczej, że jesteście małymi narzędziami w twórczych rękach Pana. On napisze waszym życiem najpiękniejsze karty historii zbawienia na tych ziemiach”.

Spotkanie z biskupami Azji

W sanktuarium bł. Mikołaja Bunkerda Kritbanrunga Franciszek spotkał się z biskupami Tajlandii i Federacji Konferencji Biskupich Azji (FABC). Witając papieża, kard. Kriengsak Kovithavanij zapewnił, że przybyli oni, aby posłuchać, co Ojciec Święty ma im do powiedzenia na temat ich roli jako pasterzy „małej trzódki” w Azji - ojczyźnie największych tradycyjnych religii świata.

Franciszek zachęcił ich do gorliwości o ewangelizację we wszystkich Kościołach lokalnych Azji. Przypomniał, że w 2020 r. planowane jest Zgromadzenie Ogólne FABC w 50. rocznicę jej powstania. Wezwał, by biskupi Azji, idąc za przykładem pierwszych misjonarzy, zmierzyli się i oceniali teraźniejszość oraz misję ze znacznie szerszej i bardziej nowatorskiej perspektywy, na wzór „świętych, którzy nas poprzedzili i stawili czoło trudnościom występującym w ich epoce”.

Papież przestrzegł przed budowaniem struktur i mentalności kościelnej, które mogą warunkować ewangelizacyjny dynamizm. „Dobre struktury służą, kiedy jest życie, które je ożywia, podtrzymuje i osądza. Bo bez autentycznego ewangelicznego ducha, bez wierności Kościoła swojemu powołaniu, każda nowa struktura w krótkim czasie ulega degradacji” - zaznaczył Franciszek. Zachęcił azjatyckich hierarchów, aby w misjonarskiej pracy kierowali się „impulsami Ducha Świętego” i nie odrzucali żadnej ziemi, ludu, kultury ani sytuacji oraz nie szukali jakiejś ziemi z gwarancjami sukcesu. „Chciałbym podkreślić, że misja, zanim zostaną podjęte działania, które trzeba przeprowadzić lub projekty do realizacji, wymaga wyrobienia spojrzenia i «węchu»; wymaga ojcowskiej i matczynej troski, ponieważ owca ginie, kiedy pasterz uważa ją za zaginioną, a nigdy wcześniej” - powiedział papież.

Przestrzegł biskupów przed zajmowaniem lub domaganiem się nie wiadomo jakiego miejsca i pierwszeństwa. „Jak wiele musimy się nauczyć od was, którzy w wielu waszych krajach lub regionach jesteście mniejszością, i nie dajecie się dlatego ponieść czy zarazić kompleksem niższości czy narzekaniem, że nie czujecie się uznani!” - podkreślił Franciszek. Wezwał, aby pamiętali, że także oni są częścią ludu z którego pochodzą. „Zostaliśmy wybrani sługami, a nie jako szefami lub panami. Oznacza to, że musimy towarzyszyć tym, którym służymy, z cierpliwością i życzliwością, słuchając ich, szanując ich godność, zawsze promując i doceniając ich inicjatywy apostolskie” - powiedział papież.

Przypomniał, że wiele spośród krajów azjatyckich zostało zewangelizowanych przez osoby świeckie. „Miały one możliwość mówienia dialektem swego ludu, dokonując prostej i bezpośredniej inkulturacji, nie teoretycznej ani ideologicznej, ale będącej owocem pasji dzielenia się Chrystusem” - powiedział Franciszek.

Po spotkaniu z biskupami, które zakończyła wspólna modlitwa „Anioł Pański”, w sali przy sanktuarium papież odbył rozmowę z członkami Towarzystwa Jezusowego, do którego sam należy.

Na uniwersytecie

O budowanie dialogu społecznego i międzyreligijnego , a także wnoszenie wkładu w obronę godności człowieka zaapelował Franciszek spotykając się przedstawicielami różnych religii oraz świata akademickiego Tajlandii na Uniwersytecie Chulalongkorna. Papież przywitał się z każdym z 18 przywódców religijnych: buddyzmu, islamu, braminizmu-hinduizmu i sikhizmu, jak również różnych wyznań protestanckich i prawosławia.

Przewodniczący Komisji ds. Dialogu Międzyreligijnego i Ekumenizmu episkopatu Tajlandii, bp Chusak Sirisut poprosił Franciszka, by zechciał się podzielić „swoją mądrością i dobrymi radami nie tylko z katolikami, ale także z całą ludzkością”. Chór młodzieżowy, złożony z przedstawicieli różnych religii, wykonał pieśń - modlitwę w intencji pokoju.

Papież przypomniał, że uniwersytet nosi imię króla, który był pierwszą głową państwa niechrześcijańskiego przyjętą na audiencji w Watykanie przez Następcę św. Piotra. Podkreślił zasługi tego monarchy dla zniesienia niewolnictwa i w tym kontekście zaapelował o walkę z procederem handlu ludźmi.

Nawiązał do obecnej sytuacji w świecie, gdzie szybkie postępy współistnieją z konfliktami i degradacją środowiska naturalnego człowieka. „Dziś naszedł czas, aby odważnie wyobrazić sobie logikę spotkania i wzajemnego dialogu jako drogę, wzajemną współpracę jako sposób zachowania oraz wzajemne poznanie jako metodę i kryterium, aby w ten sposób zaoferować nowy paradygmat rozwiązywania konfliktów, przyczynić się do porozumienia między osobami i do ochrony stworzenia” - przekonywał Franciszek.

Wskazał na znaczenie wkładu, jaki w to dzieło mogą wnieść religie i uniwersytety. Chodzi o budowanie na uznaniu i poszanowaniu godności osób, na promowaniu integralnego humanizmu, zdolnego do uznania i obrony naszego wspólnego domu, na odpowiedzialnym zarządzaniu, które chroniłoby piękno i obfitość przyrody. Dlatego papież zaapelował o tworzenie instancji, w których możliwe byłyby spotkanie i współpraca. Zachęcił do budowania kultury opartej na wspólnych wartościach, które prowadzą do jedności, wzajemnego szacunku i zgodnego współistnienia.

Msza dla młodzieży

Wieczorem w katedrze pw. Wniebowzięcia NMP Franciszek odprawił Mszę św. dla młodzieży. Entuzjastycznie witały go tysiące młodych ludzi, dla których nie starczyło miejsca w świątyni, lecz mogli oni uczestniczyć w liturgii na zewnątrz dzięki telebimom. Msza odprawiana była w języku angielskim i po łacinie, z czytaniami biblijnymi po tajsku. Homilię papież wygłosił po hiszpańsku (jeden z księży tłumaczył ją na tajski).

Franciszek przypomniał młodym, że są „dziedzicami wspaniałej historii ewangelizacji”, która została im „przekazana jako święty skarb”. Głęboko zakorzeniona wierność ich przodków skłoniła ich do czynienia dobrych uczynków i do wzniesienia „świątyni, zbudowanej z żywych kamieni, aby mogli nieść miłosierną miłość Boga ludziom swoich czasów”. Mogli to uczynić, ponieważ byli przekonani o tym, że „Bóg przemówił do nich z czułością, ogarnął ich miłością silną, na zawsze”.

- Drodzy przyjaciele, aby ogień Ducha Świętego nie zgasł i abyście mogli utrzymać wasze oczy i serca przy życiu, trzeba być dobrze zakorzenionymi w wierze naszych starszych: ojców, dziadków i nauczycieli. Nie po to, aby być więźniami przeszłości, ale by nauczyć się tej odwagi, która pomoże nam odpowiedzieć na nowe sytuacje historyczne. Ich życie przetrwało wiele prób i cierpień. Ale po drodze odkryli, że tajemnicą szczęśliwego serca jest bezpieczeństwo, które odnajdujemy, gdy jesteśmy zakotwiczeni, zakorzenieni w Jezusie: w Jego życiu, w Jego słowach, w Jego śmierci i zmartwychwstaniu - przekonywał Franciszek.

Stwierdził, że bardzo go boli, gdy „niektórzy proponują młodym ludziom budowanie przyszłości bez korzeni, jakby świat zaczął się w tej chwili”. Albowiem bez „tego silnego poczucia zakorzenienia możemy zostać zdezorientowani przez «głosy» tego świata, które ubiegają się o naszą uwagę. Wiele z nich jest kuszących, są propozycjami dobrze «zmanipulowanymi», które początkowo wydają się piękne i intensywne, choć z czasem zostawiają jedynie pustkę, znużenie, samotność i apatię i doprowadzają do zgaszenia tej iskry życia, którą Pan zapalił pewnego dnia w każdym z nas”.

- Drodzy młodzi! Jesteście nowym pokoleniem, z nowymi nadziejami, marzeniami i nowymi pytaniami. Z pewnością także z pewnymi wątpliwościami, ale zakorzenionymi w Chrystusie. Zachęcam was, abyście nadal żyli radością i nie bali się ufnie patrzeć w przyszłość. Zakorzenieni w Chrystusie, patrzcie z radością i ufnością. Taki stan wynika ze świadomości, że Pan nieskończenie nas szuka, spotyka i miłuje. Pielęgnowanie przyjaźni z Jezusem jest oliwą niezbędną, by oświecić drogę, waszą drogę, ale także tych wszystkich, którzy was otaczają: przyjaciół, sąsiadów, kolegów ze szkoły, studiów i pracy, nawet tych, którzy się z wami całkiem nie zgadzają - zapewnił Ojciec Święty.

Na zakończenie Mszy św. kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij podziękował papieżowi za wizytę w Tajlandii i wyraził nadzieję, że to „dziękczynienie woli” przemieni się w działania i oddanie życia Bogu; i że „od tej pory Kościół katolicki w Tajlandii krok po kroku, dzień po dniu, stawać się będzie wspólnotą świadków”, przyczyniając się do budowy „braterskiej ludzkości”, potrzebnej naszym czasom, i uformowaną na wzór relacji miłości Trójcy Świętej.

Przed końcowym błogosławieństwem także papież podziękował wszystkim, którzy umożliwili jego wizytę w Tajlandii i współpracowali przy jej realizacji. - Niech Pan wynagrodzi was swoją pociechą i pokojem, którą tylko On może obdarzyć. I pozostawiam wam zadanie: nie zapomnijcie o mnie w modlitwie - powiedział Franciszek.

Opuszczając katedrę papież błogosławił jeszcze i przytulał młodych niepełnosprawnych, głuchych, niewidomych, dotykając ich chorych oczu, uszu... Przeszedł także wśród młodzieży zgromadzonej przed świątynią, witając się ze stojącymi najbliżej. W domu parafialnym pobłogosławił jeszcze 25 kamieni węgielnych do nowo budowanych kościołów w Tajlandii, po czym odjechał do nuncjatury apostolskiej.

Był to ostatni publiczny punkt programu jego wizyty w Tajlandii, skąd jutro (23 listopada) rano, po Mszy św. odprawionej w kaplicy nuncjatury, odleci do Japonii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem