Reklama

Nigeria: zabójstwo katolickiego kapłana

2017-09-04 16:06

ks. gs (KAI) / Abudża

Mikamatto/Foter/Creativ Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY2.0)

W Nigerii uprowadzono i zamordowano katolickiego kapłana, ks. Cyriacusa Onunkwo z diecezji Orlu w stanie Imo. Jak podają miejscowe media, powołując się na doniesienia policji, został on porwany przez uzbrojonych mężczyzn w piątek, 1 września a następnie zamordowany.

Jego ciało odnaleziono następnego dnia w sobotę w jego samochodzie. Ks. Onunkwo jechał na pogrzeb swego ojca. Komisarz miejscowej policji zapewnił, że śledztwo rozpoczęło się zaraz po zgłoszeniu zaginięcia kapłana.

Ks. Onunkwo urodził się w miejscowości Osina. Święcenia kapłańskie przyjął 29 listopada 2003 roku. W ostatnich latach w Nigerii dochodziło do uprowadzeń księży. Zazwyczaj dokonywano ich na tle rabunkowym i nie miały znamion terrorystycznych.

Tagi:
ksiądz śmierć Afryka

Ks. Prusak SJ: problem odejść księży wymaga głębszej analizy

2019-06-28 21:36

Rozmawiała Maria Czerska / Warszawa (KAI)

- Każdy przypadek odejścia z kapłaństwa to osobna historia. Być może jednak łączy je jakiś głębszy problem, który wymagałby pewnej systemowej analizy – twierdzi ks. Jacek Prusak SJ, teolog, psycholog i psychoterapeuta. W rozmowie z KAI jezuita zwraca m.in. uwagę na problem oderwania formacji seminaryjnej od realiów późniejszego życia księdza diecezjalnego.

Bożena Sztajner/Niedziela

KAI: – Trzeba sobie powiedzieć, że te ostatnie tygodnie nie przynoszą w gruncie rzeczy niczego nowego. Mamy największa liczbę odejść z kapłaństwa w Europie. W skali światowej jesteśmy na drugim miejscu, po USA. Rocznie odchodzi 30–40 księży, również znani i cenieni. Od pewnego czasu to zjawisko jednak narasta. Niepokojące są również samobójstwa wśród księży i kleryków. Okazuje się, że problem dotyczy różnych miejsc w Polsce i duchownych w różnym wieku, o różnym doświadczeniu kapłańskim.

Ks. Jacek Prusak: - Faktycznie w ostatnich tygodniach mamy do czynienia z pewną kumulacją tych przypadków. Te, o których wiemy, nie są ze sobą powiązane personalnie, ale być może łączy je jakiś głębszy wspólny problem. Niewątpliwie coś dzieje się w Kościele w Polsce. Coś dzieje się z duchownymi w naszym Kościele.

- Co, zdaniem Ojca, się dzieje?

– Każdy przypadek to oczywiście odrębna historia. Wydaje mi się jednak, że zjawiska te nie są wystarczająco analizowane od strony systemowej. I takiej odpowiedzi systemowej brakuje gdy mówimy o odejściach z kapłaństwa w Polsce.
Jeśli chodzi o odejścia księży – od kilkudziesięciu lat prowadzone są badania na temat motywów podejmowania takich decyzji. Przeważają cztery. Pierwszy to zakochanie się/pragnienie założenia rodziny. Drugi to obiekcje w stosunku do celibatu. Trzeci to konflikt z przełożonymi i instytucją Kościoła. Czwarty dotyczy poważnych problemów osobistych o podłożu duchowym bądź psychicznym. Należy jednak pamiętać, że zdecydowana większość księży, którzy odchodzą z kapłaństwa ma podwójną motywację wynikająca z poczucia osamotnienia bądź niedocenienia oraz dodatkowych okoliczności, które inicjują kryzys wierności powołaniu.
Warto by było jednak zastanowić się głębiej, czemu te motywy, które nie są przecież nowe, działają dziś z większa siłą. Ciekawym wątkiem, o którym mówili sami księża, którzy zdecydowali się porzucić kapłaństwo, jest pewna bariera, jaką niegdyś stwarzał pontyfikat Jana Pawła II. Niektórzy myśleli o odejściu od dawna, lecz nie byli w stanie podjąć takiej decyzji za życia polskiego papieża. Mieli poczucie, że to jest osobista zdrada Wojtyły. Gdy zmarł, było to dla nich trochę jak śmierć rodzica, którego się teraz już swoją decyzją nie zrani.
Innym czynnikiem są zmiany jakie zaszły w społecznej percepcji księdza jako pośrednika między Bogiem a ludźmi oraz osoby publicznego zaufania. Prywatyzuje nam się wiara, a księża z tym sobie coraz gorzej radzą, bo religijność można kontrolować, ale wiary się nie da. Wierni zaczynają postrzegać księdza bardziej „zwyczajnie” i księża tak też zaczynają postrzegać samych siebie. Jest w pewnym sensie większe społeczne przyzwolenie na niedoskonałość, ale nie na obłudę. Coraz więcej księży mówi otwarcie o tym, że przeszkodą dla ich kapłaństwa jest celibat i że nie chcieliby rezygnować z kapłaństwa ale nie mogą dłużej tak żyć.
Myślę, że wierni doceniają uczciwość takiej deklaracji. Wolą to niż zakłamanie, podwójne życie, ukazywane m.in. w filmie „Kler”, w filmie Sekielskich. Tym być może tłumaczyć można oklaski, które rozległy się w kościele po ogłoszeniu decyzji o odejściu przez proboszcza w Tychach. Księża też mają poczucie, że podwójne życie to najgorsze rozwiązanie.
Kolejna ważna sprawa, niewystarczająco poruszana – to relacje księży z biskupem, ich zawodowy, formalny charakter. To jest problem z obu stron. Mówią o tym księża skarżący się na biskupa i biskup skarżący się na swoich księży.
Warto też wspomnieć o słabości psychicznej niektórych młodych kapłanów, którzy dodatkowo wystawieni są na coraz większy stres. Poziom akceptacji i zaufania dla księży w społeczeństwie od lat spada. Jest zupełnie inny niż niegdyś, gdy się wychowywali lub gdy myśleli o powołaniu. Ludzie są coraz bardziej wymagający, coraz bardziej krytyczni. Dawny model polskiego księdza zderza się z kulturową rzeczywistością, do której nie pasuje i pojawiają się kryzysy.
Dodałbym na koniec problem, jakim jest mała znajomość samych siebie u kleryków a nawet księży. Identyfikowanie się z „rolą księdza” nie wystarcza do określenia siły powołania, nawet jeśli samo pragnienie jest szczere. Wydaje mi się, że w polskim modelu formacji kleryków i młodych księży mylnie założono, że formacja ludzka to formacja do celibatu a nie do dojrzałości a dojrzałość to ugodowość, unikanie napięć, kościelny konformizm.

- Jakiego rodzaju wsparcia ze strony wspólnoty potrzebują księża?

– To jest złożona kwestia. Duchowni nie są uczeni tego, żeby mieć przyjaźnie poza kręgiem swoich kolegów w kapłaństwie. Koledzy mogą być z dzieciństwa, z ławki szkolnej albo z seminarium. Po święceniach duchowni są już księżmi pozostającymi zawsze w asymetrycznej relacji do wiernych. Obie strony mogą się co najwyżej lubić, ale nie może być mowy o jakiejś emocjonalnej zależności. Niektórzy więc maskują swoje człowieczeństwo. W sposób uproszczony traktują twierdzenie, że miłość Boga i miłość do Boga wystarczy im do szczęścia. Ukrywają osamotnienie, ujawniając to ewentualnie jedynie przed kolegami, w przekonaniu, że księdza zrozumie tylko drugi ksiądz.
Dla wielu zakochanie to pierwsze tak intensywne doświadczenie emocjonalne w życiu. Wielu wtedy myśli, że stracili powołanie albo, że nigdy powołania nie mieli. Wcale nie szukają wtedy pomocy. Najczęstszy scenariusz jest taki, że zakochany ksiądz przychodzi po pomoc dopiero w tym momencie, gdy podjął decyzję o odejściu. Zresztą nawet jak sygnalizuje to wcześniej przełożonemu, biskupowi, często może usłyszeć – „to ci przejdzie!”, „przeniesiemy cię, żebyś nie miał kontaktu z tą kobietą”, „czas goi rany...”. To jest za mało.

- Kapłani muszą radzić sobie sami?

- – Nie muszą. Niestety sami księża, zwłaszcza diecezjalni, mówią o tym, że cała formacja seminaryjna od strony ludzkiej jest formacją do życia w samotności pomiędzy innymi księżmi.

- Co należałoby zmienić?

- – Nie chciałbym być recenzentem programu formacji seminaryjnej w Polsce, bo nie zajmuję się wprost formacją kleryków. Wielu księży zwraca jednak uwagę, że model tej formacji oparty jest na modelu zakonnym, który nijak nie przystaje do realiów życia księdza diecezjalnego. Przygotowanie do kapłaństwa odbywa się w sztucznym środowisku a nie w realiach życia. Po święceniach człowiek ląduje na parafii, gdzie rzeczywistość w niczym nie przypomina tego, co dzieje się na co dzień w seminarium.
Pamiętam, jak abp Ryś przed laty w trakcie publicznej debaty mówił o swoim doświadczeniu, gdy był jeszcze rektorem seminarium w Krakowie. Bardzo się starał, by neoprezbiterom wybrać jak najlepsze parafie. Zależało mu, by mieli ułatwiony start. Okazało się, że jeszcze przed końcem wakacji połowa z tych młodych księży przyjechała z pretensjami. To był taki szok, doświadczenie tak odmienne od seminaryjnego. Kompletnie sobie nie radzili, a przecież mieli dobrane „pod siebie” parafie w jednej z najbardziej religijnych diecezji w Polsce.
Zgadzam się z tezą, że obecny model formacji seminaryjnej nie bardzo odpowiada zadaniom, z jakimi się styka ksiądz. Jeśli pozostanie nie zmieniony, prawdopodobnie będziemy mieć z czasem więcej dysfunkcji niż korzyści. Ale przyznam, że nie wiem, jakie konkretne rozwiązania należałoby przyjąć.

- Ciekawy wydaje się model proponowany na Drodze Neokatechumenalnej, gdzie kleryk a potem kapłan pozostaje we wspólnocie, ma żywy kontakt z rodzinami.

– Tak, przyszły ksiądz powinien być formowany we wspólnocie wiernych, to jest jego naturalne środowisko. Natomiast Neokatechumenat to konkretna droga, konkretny wybór. Nie da się tego narzucić wszystkim.
Wśród księży pojawiają się głosy, że być może kleryk powinien być formowany we wspólnocie parafialnej. Mieszkać na parafii i dojeżdżać na zajęcia do seminarium.
Inna sprawa, że nie ma idealnej formacji. I żaden, najlepszy nawet model nie sprawi, że księża nie będą odchodzić z kapłaństwa, przeżywać kryzysów itp. Jako terapeuta przypomniałbym głęboką intuicję Junga, który twierdził, że „największe i najważniejsze problemy w życiu są w zasadzie nie do rozwiązania. Nie można ich nigdy rozwiązać, można z nich jedynie wyrosnąć”. Zawsze jednak warto pozostać otwartym na pomoc i z niej korzystać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Przybylski: kto nosi szkaplerz musi być człowiekiem spowiedzi

2019-07-17 12:46

ks.mf / Częstochowa (KAI)

„Przyjąć szkaplerz, to oznacza mieć w sobie nieustannie decyzję zdejmowania starych szat, ubrań grzechu” – mówił w homilii bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej, który wieczorem 16 lipca we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z góry Karmel przewodniczył Mszy św. w klasztorze pw. Miłosierdzia Bożego Sióstr Karmelitanek Bosych w Częstochowie.

Marian Florek

Na początku Mszy św. bp Przybylski przypomniał, że szkaplerz wiernie nosił od swojej młodości św. Jan Paweł II. - Czas ucieka, a szkaplerz wiedzie nas ku wieczności. Dla każdego z nas ten czas ucieka, ale to oznacza, że jesteśmy młodsi dla nieba – mówił bp Przybylski.

W homilii biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej podkreślił, że „szkaplerz to święta szata. Dla proroka Eliasza szata był bardzo ważnym znakiem przyobleczenia się w Boga”. - Przyjęcie szkaplerza, noszenie go, to nie jest tylko prosty gest. Przyjąć szatę, zmienić szatę w Biblii, oznacza decyzję na nowe życie. Każdy, kto nosi szkaplerz, każdego dnia odnawia tę decyzję nowego życia w Chrystusie – kontynuował duchowny.

Bp Przybylski przypomniał, że "nie można szkaplerza nosić na brudnym sercu". - Każdy, kto przyjmuje i nosi szkaplerz, musi być człowiekiem spowiedzi, ciągłego nawrócenia – mówił bp Przybylski i dodał: „Żeby przyoblec nową szatę, trzeba stanąć jakby nago nie w sensie cielesności, ale w sensie gotowości do tego, aby powiedzieć: Żadne bogactwa tego świata, żadne mody tego świata nie są moim celem w życiu”.

16 lipca porannej Mszy św. w klasztorze sióstr karmelitanek bosych w Częstochowie przewodniczył o. Marian Zawada, przeor Karmelitów Bosych z Krakowa. - We współczesnym świecie żyjemy odarci z miłości, dobrego imienia czy życzliwości. I jest w człowieku potrzeba osłonięcia, ochrony – mówił w homilii o. Zawada.

Karmel w Częstochowie powstał z fundacji poznańskiej 28 kwietnia 1957 r. Erygowany został dekretem z dnia 19 marca 1957 r. Od 10 listopada 1978 r. klasztor pozostaje pod jurysdykcją biskupa diecezjalnego. Kaplica klasztoru Miłosierdzia Bożego została otwarta i poświęcona 7 listopada 1982 r. W 1983 roku wspólnota zrealizowała fundację nowego klasztoru w Szczecinie, a w 2007 roku w Oziornoje na terenie Kazachstanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kościół wspomina dziś św. Brygidę - współpatronkę Europy

2019-07-23 10:07

ts (KAI) / Warszawa

23 lipca przypada liturgiczne święto Brygidy Szwedzkiej. Żyła ona w latach 1303-1373 i była jedną z najwybitniejszych postaci Kościoła, świętych i mistyczek swoich czasów. W 1999 r. papież Jan Paweł II ogłosił ją patronką Europy, wraz ze św. Katarzyną ze Sieny i św. Benedyktą od Krzyża (Edytą Stein). Również Szwecja uważa św. Brygidę za swoją patronkę.

Wikipedia

- Brygida może stać się dla współczesnych kobiet zachętą do odgrywania pierwszorzędnej roli w społeczeństwie, które będzie otaczać szacunkiem jej godność i pozwoli jej na równi z mężczyzną brać udział w wypełnianiu Bożego planu w odniesieniu do ludzkości - pisał w 2002 r. papież Jan Paweł II w specjalnym przesłaniu do przełożonej generalnej Zakonu Najświętszego Zbawiciela Świętej Brygidy, matki Tekli Famiglietti z okazji rozpoczęcia uroczystości 700. rocznicy urodzin św. Brygidy.

Św. Brygida pochodziła z zamożnej rodziny szwedzkiej z Finstad koło Uppsali. Już wcześnie zauważono, że była inna niż jej rówieśnicy. Kiedy miała siedem lat, miała się jej ukazać Matka Boska, która ukoronowała ją złotą koroną. W rok później miała następną wizję, w której ukazał się jej ukrzyżowany Jezus.

Chociaż od najmłodszych lat odznaczała się głęboką wiarą i marzyła o wstąpieniu do klasztoru, to jednak w wieku 14 lat, jak to często zdarzało się wówczas w rodach możnowładców, została żoną syna gubernatora Ulfa Gudmarssona. Miała z nim ośmioro dzieci, a jedną z jej córek była inna późniejsza wybitna święta średniowiecza - Katarzyna Szwedzka. Brygida i jej mąż byli powszechnie szanowani, m.in. ze względu na szeroką działalność dobroczynną.

Po kilkuletnim pobycie na dworze królewskim, w 1341 r. pielgrzymowała do Santiago de Compostela z mężem, który w drodze powrotnej zachorował, po czym wstąpił do cystersów, gdzie po kilku latach zmarł. Brygida osiadła wówczas w domu zakonnym, związanym z cystersami, gdzie prowadziła bardzo surowe życie ascetyczne.

W tym też czasie doznała objawień, pod których wpływem zaczęła pisywać listy do możnych tego świata, przepowiadając im ich przyszłe losy. Znane są m.in. jej ostrzeżenia i surowe napomnienia pod adresem krzyżaków, którym przepowiedziała ich upadek ("zostaną wyłamane ich zęby i skruszone ostrza ich mieczy"). Z wielką gorliwością przekazywała orędzie o Bożym miłosierdziu, zapisując słowa Pana: "Dopóki człowiek żyje, bramy nieba stoją dla niego otworem. Jeżeli ludzie zmienią swoje życie, i Ja złagodzę swój wyrok".

Przyczyniła się do zażegnania kilku wojen w Europie i zaprowadzenia pokoju. Ale największą sławę i trwałe miejsce w historii Kościoła zapewniły jej listy z 1352 r. do papieża Innocentego VI (1352-62), przebywającego wówczas w Awinionie, aby jak najszybciej wracał do Rzymu. Gdy nie odniosło to skutku, Brygida niezrażona, kontynuowała swą korespondencję z jego następcą, bł. Urbanem V (1362-70). Ten ostatni, właśnie pod wpływem listów szwedzkiej mistyczki, wrócił do Rzymu w 1367 r., ale z powodu zamieszek w tym mieście, znów je opuścił. Brygida przepowiedziała mu wtedy rychłą śmierć, co istotnie niebawem nastąpiło. Jej nalegania i wezwania kierowane do papieży przyczyniły się w wielkim stopniu do położenia kresu niewoli awiniońskiej, choć ona sama już tego nie doczekała.

Innym trwałym śladem działalności szwedzkiej świętej było założenie ok. 1346 r. w otrzymanej w darze od króla Vadstenie Zakonu Najświętszego Zbawiciela, znanego później jako brygidki. Pierwszą opatką klasztoru założonego ściśle według wskazań Brygidy została jej córka, św. Katarzyna.

Święta wiele pielgrzymowała, m.in. kilkakrotnie do Rzymu, a także do Ziemi Świętej (1371-72); wkrótce po powrocie z tej ostatniej podróży zmarła. Ciało jej złożono w klasztorze w Vadstenie. Już w 1391 r. Bonifacy IX ogłosił ją świętą.

- Św. Brygida wielokrotnie mówiła o reformie - zaznacza w rozmowie z KAI badacz jej dziejów, prof. Alf Härdelin. - Zawsze, kiedy mówiła o reformie, miała na myśli pojedynczego człowieka, a zwłaszcza osobistą odnowę osób sprawujących władzę - uważa profesor uniwersytetu z Uppsali. Jego zdaniem, Brygida nie wierzyła, żeby nawet dobrze pomyślane zmiany polityczne czy inicjatywy prawne mogły zreformować społeczeństwo. Była przekonana, że odnowa społeczeństwa może nastąpić tylko wówczas, gdy każdy dokona indywidualnej odnowy w swoim życiu osobistym i zawodowym. Taka odnowa stanowiła w jej mniemaniu punkt wyjścia do prawdziwej pokuty i nawrócenia. - Tak więc można śmiało powiedzieć, że Brygida była reformatorką społeczeństwa - uważa prof. Härdelin.

Zakon brygidek miał początkowo charakter kontemplacyjny. Po okresie rozkwitu z biegiem czasu w XIX w. domy zakonne uległy kasacie. Dzieło reformy zakonu podjęła w 1911 r. matka Elżbieta Hasselblad. Za zgodą papieża zmodyfikowała reguły św. Brygidy i zakon ze ściśle kontemplacyjnego nabrał charakteru apostolsko-kontemplacyjnego. Nową gałąź oficjalnie zatwierdzono w 1920 r. Obecnie zakon posiada 21 placówek na trzech kontynentach i liczy 570 zakonnic. Ze starej gałęzi, istniejącej od czasów średniowiecznych, pozostało tylko pięć klasztorów. Dom macierzysty sióstr brygidek znajduje się w Rzymie.

W Polsce pierwszy klasztor brygidek został założony w 1396 r. w Gdańsku z inicjatywy wielkiego mistrza krzyżackiego Konrada von Jungingena. Drugi klasztor ufundował ok. 1426 r. król Władysław Jagiełło w Lublinie, z wdzięczności za zwycięstwo grunwaldzkie. W XIX w. klasztory brygidek zostały skasowane przez władze kościelne i świeckie. Ostatni zamknięto w Grodnie w 1920 r. Obecnie brygidki mają w Polsce dwa domy (od 1991 r.) w Częstochowie i Gdańsku. Gdańskie brygidki pracują m.in. w Centrum Ekumenicznym założonym przez ks. prałata Henryka Jankowskiego w Gdańsku-Oliwie.

Strojem zakonnym sióstr jest szary habit z czarnym pasem. Na głowie noszą koronę ułożoną z trzech białych lnianych pasków. Łączy je pięć czerwonych punktów symbolizujących pięć ran Jezusa.

Przed kilkoma laty przedstawiciele Kościołów, wspólnot i organizacji z sześciu krajów europejskich założyli w Vadstenie międzynarodowe ekumeniczne Societas Brigitta-Europa (SBE). W swojej działalności czują się oni związani z osobą oraz klasztorami założonymi przez średniowieczną mistyczkę. Celem stowarzyszenia jest "pogłębianie świadomości bogactwa duchowego wniesionego przez tę świętą w całej Europie oraz podkreślenie jej aktualnego znaczenia". Ponadto przewiduje ono bliższą współpracę między poszczególnymi klasztorami brygidek oraz dni skupienia prowadzone przez siostry z Zakonu Najświętszego Zbawiciela Świętej Brygidy. Organizowane są też letnie spotkania dla młodzieży oraz imprezy kulturalne. Kolejnym elementem pracy SBE jest społeczne znaczenie św. Brygidy dla współczesnych, a także wydanie nowego, naukowo opracowanego zbioru jej przepowiedni, przetłumaczonego na najważniejsze języki świata.

W 2009 roku ukazała się w Polsce płyta z utworami naszych współczesnych kompozytorów dedykowanymi patronom Europy. Znajduje się na niej również hymn poświęcony św. Brygidzie. Autorem tej kompozycji jest Włodzimierz Korcz.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem