Reklama

Polska

Abp Józef Michalik: w głos bp. Kazimierza Ryczana wsłuchiwała się cała Polska

„W jego głos wsłuchiwała się cała Polska i była mu wdzięczna za ducha odwagi, szczególnie wtedy, gdy jeszcze całkiem niedawno wzywano do odejścia od chrześcijańskiej kultury i tradycji, a także do "wygaszania Polski" - mówił w homilii podczas Mszy św. pogrzebowej abp Józef Michalik, były Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Biskup senior diecezji keileckiej zmarł 13 września w wieku 78 lat.

[ TEMATY ]

pogrzeb

bp Kazimierz Ryczan

TER

Bp Kazimierz Ryczan

„Bp Kazimierz Ryczan przeciwstawiał się tym głosom, które pojawiały się w wydawałoby się uczciwych pismach i u istotnych luminarzy, piszących o tym, że polskość to nie jest normalność, że to polskie piekło, które sami autorzy gorliwie rozpętywali. Bolały nas kłamstwa i antyklerykalna propaganda. Potrzebny był wówczas głos Jana Pawła II, kardynała Stefana Wyszyńskiego, ale także głos bp. Kazimierza Ryczana” – podkreślał abp Michalik.

„Często przychodziliśmy do niego po słowo prawdziwe i zgodne z prawdą (…); jako biskupi czekaliśmy na jego słowo, przewodniczył naszym rekolekcjom, prowadził pielgrzymki ludzi pracy, dzielił ich troski” – przypomniał abp Michalik, kreśląc sylwetkę zmarłego biskupa kieleckiego, uwzględniając jego dążenie do nieustannego budowania wspólnoty, troskę o solidarność kapłańską, odpowiedzialność za słowo, jego dorobek naukowy i kaznodziejski.

„Żyjemy dla Pana i umieramy dla Pana” – mówił hierarcha, zachęcając do kontemplacji słów: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,25-26.28-29).

Reklama

„Fascynację ojcostwem Boga” i „szukanie z Nim kontaktu” nazwał jednym z najważniejszych zadań kapłańskich, o czym doskonale wiedział zmarły bp Ryczan, który bycie uczniem Chrystusa utożsamił z „zaproszeniem do rodziny Bożej”. – „Przez całe życie budował Boży dom, a drzwi tego domu – domu jego serca, były szeroko otwarte dla kapłanów i wszystkich wiernych” – podkreślał abp Michalik. W posłudze pasterskiej był zawsze wierny swemu wezwaniu biskupiemu: „W więzach wspólnoty”.

Wspomniał szczególne okoliczności jego narodzin, o czym mówiła śp. mama bp. Ryczana: - „Od jego poczęcia wiedziałam, że Bóg chce go mieć dla siebie”. Lekarze w narodzinach Kazimierza widzieli zagrożenie dla życia dziecka i matki.

Abp Józef Michalik pokrótce przypomniał kapłańskie życie bp. Ryczana i realizację przez niego spuścizny biskupa Czesława Kaczmarka, gdy rozpoczął on posługę biskupią w diecezji kieleckiej, gdy zaczął on jej służyć w latach 90. Hierarcha diecezję i ziemię kielecką nazwał „uosobieniem chrześcijańskiej Polski - pars maior Poloniae - miejscem początków polskiego”.

Reklama

Mówił także o rozumieniu przez zmarłego biskupa kieleckiego - kapłańskiej misji. W jednym ze swych najdłuższych kazań – na pogrzebie proboszcza w Szewnie, gdzie późniejszy biskup był wikariuszem, w homilii pogrzebowej powiedział: - „Kapłan posłany jest do ludzi, bo bez ludzi nic nie znaczy (…), ale nie może przypodobać się ludziom za cenę prawdy i wierności Kościołowi”.

Mówił także o naukowej drodze biskupa, od asystentury, przez doktorat, przez studia we Francji i Belgii, habilitację, profesurę. – „Nominacja biskupia oderwie go nieco, ale przerwie naukowej pracy?” – przypomniał. Wspominał także „imponujący wykaz publikacji naukowych oraz imponujący dorobek kaznodziejski bp. Kazimierza Ryczana”, doceniany przez wielu innych biskupów. – „We współpracy ten mocny człowiek odznaczał się wielkim taktem i kulturą bycia” – podkreślał abp Michalik.

Abp Józef Michalik zauważył także, że ks. prof. Kazimierz Ryczan otrzymał jako biskup i pasterz ziemię szczególną – pełną miejsc kultu, która wydała wielu świętych, błogosławionych, pisarzy, a za prekursora naukowej homiletyki wskazał ks. prof. Zygmunta Pilcha.

„Wiele, o wiele więcej można by mówić o kapłańskiej służbie bp. Kazimierza Ryczana, ale pora poświęcić czas na modlitwę” – zakończył abp Michalik, polecając zmarłego biskupa kieleckiego opiece MB Łaskawej Kieleckiej.



A oto pełen tekst homilii abp. Michalika:

Życie człowieka jest wędrówką poprzez różne sytuacje i wydarzenia, wśród których nieustannie czegoś się uczymy i jednocześnie zdajemy nasz ludzki egzamin.

Św. Paweł przypominał nam przed chwilą, że: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie (Rz 14, 7). A chrześcijanin dopowie z wiarą, że: żyjemy dla Pana… i umieramy dla Pana, bo w życiu i śmierci należymy do Pana. Bowiem życie człowieka wierzącego, to radość i nadzieja poruszania się w obecności Bożej; stąd, z tego niezwykłego źródła każdy człowiek ma szansę czerpać mądrość i moc, odwagę i optymizm w najtrudniejszych sytuacjach życiowych. Jakże inaczej wyglądałyby relacje ludzkie i życie narodów, gdybyśmy tak naprawdę, realnie aż do końca, żyli w obecności Bożej i pamiętali, że: wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga… i każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu (Rz 14, 10).

Wiem, że mówienie o odpowiedzialności sumienia i o tym, że będziemy musieli zdać sprawę Bogu z myśli i czynów, z pragnień i dokonań naszego życia, nie należy do tematów popularnych. Ale czy można pominąć rzeczywistość śmierci, gdy otaczamy trumnę kogoś bliskiego, komu dziś ofiarujemy nasz czas, nasz trud obecności i nasza modlitwę?

Dobrze, że tu dziś jesteśmy, bo Pan Jezus chce nam żyjącym powiedzieć coś szczególnie ważnego. Jak słyszeliśmy przed chwilą, chce odkryć pewną tajemnicę zakrytą przed mądrymi i roztropnymi, a objawi ją prostaczkom, ludziom prostego serca (zob. Mt 11, 25). Tą tajemnicą jest wiedza o Bogu, którego nie zna nikt, tylko Boży Syn. On chce nam powiedzieć, że Bóg jest ojcem, owszem, osądza nas i czyny nasze, ale z wyrozumiałością Ojca. Jakże ufnie brzmi Chrystusowa zachęta: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię… uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie… (Mt, tamże). To zaproszenie Chrystusa dociera do wszystkich, ale w szczególny sposób przyjmuje je kapłan, traktując je jako osobiste zadanie. Fascynacja Ojcostwem Boga i nieustanne szukanie z Nim kontaktu, to chyba największa radość kapłańskiego życia. Odczuć bliskość tej Miłości i dzielić się nią z ludźmi, to wprowadzać nowy porządek w świecie oparty o trwały fundament Nadprzyrodzoności wpisanej w doczesność.

Śp. bp Kazimierz Ryczan wiedział, że zostać uczniem Chrystusa oznacza przyjąć zaproszenie do przynależenia do rodziny Bożej, do życia zgodnego z Jego sposobem życia, bo: Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest mi bratem, siostrą i matką (Mt 12, 50). Przez całe życie budował Boży dom, a drzwi tego domu; domu jego serca, były szeroko otwarte dla kapłanów i wszystkich ludzi, braci i sióstr, którym służył swoją dyspozycyjnością, posługą słowa i posługą sakramentów. Budować wspólnotę było przecież hasłem jego pasterskiego posługiwania: In vinculo communionis. Na pogrzebie swego pierwszego proboszcza z Syberii bp Ryczan wygłosił wyjątkowo długą homilię. Mówił o kapłaństwie i o krzyżowej drodze kapłana, który „czeka niejednokrotnie na Cyrenejczyka… i jak Jezus rozgląda się za Weroniką… Kapłan posłany jest do ludzi… sam bez ludzi nic nie znaczy. Kapłaństwo samo dla siebie nie ma sensu. Kapłaństwo jest dla wiernych, dla wspólnoty… ale… kapłan nie może przypodobać się ludziom za cenę głoszonej prawdy. Nie może tego zrobić za cenę wierności Kłowi” (28.01.1997). Bez ścisłego zjednoczenia z Chrystusem i Kłem, kapłan nic nie znaczy.

Ks. Prof. Kazimierz Ryczan przyszedł do posługi biskupa kieleckiego z żywego środowiska nauki i kultury chrześcijańskiej, jakim jest w Polsce od stu lat KUL. Święcenia biskupie przyjął w katedrze kieleckiej i umocniony modlitwą i opieką tutejszej Pani łaskawej podjął dziedzictwo posługi swoich wielkich poprzedników: biskupa Stanisława Szymeckiego i biskupa męczennika Czesława Kaczmarka, który stał się na wieki przestrogą i demaskatorem zafałszowania ateistycznej ideologii komunizmu, a każda ideologia nie wiem, że prawda o niewinności i męczeństwie człowieka przebije się przez największe zakłamania, manipulacje i przemoc propagandy.

Ziemia kielecka to zreszta pars maior et melior Polski, chrześcijaństwa w Ojczyźnie naszej. Tu przecież leży prastara Wiślica z uśmiechniętą Łokietkową figurą Matki i Królowej Maryi, to przecież ziemia Jana Długosza, błogosławionych biskupów Wincentego Kadłubka i bł. Jerzego Matulewicza, ziemia Tadeusza Kościuszki, Sienkiewicza i Żeromskiego. To przecież środowisko kieleckie wydało wybitnych naukowców, z których wielu ciągle twórczo ubogaca rodzimą kulturę, a spośród zmarłych wymienię wybitnego jeszcze sprzed wojny prekursora naukowej i duszpasterskiej homiletyki Ks. Zygmunta Pilcha – twórcy „Przeglądu Homiletycznego”.

Ks. Prof. Dr hab. Kazimierz Ryczan przyszedł do Kielc z KUL-u, gdzie pracował naukowo, pełniąc też z oddaniem ważne funkcje służebne jako, że był dyrektorem konwiktu księży studentów oraz dziekanem wydziału teologicznego, ale wyrastał w środowisku przemyskim, które od dawna żyło atmosferą umiłowania Kościoła i Ojczyzny, ożywianą w trudnych czasach przez św. Biskupa Józefa Sebastiana Pelczara i przez wychowawczą pracę rektora Seminarium bł. Ks. Jana Balickiego, czy też niezłomnego budowniczego kościołów biskupa Ignacego Tokarczuka.

Kazimierz Ryczan urodził się w Żurawicy k. Przemyśla (10 lutego 1939 roku), jako drugi z trzech synów Stanisława i Joanny. Jego śp. Matka wyznała kiedyś: „od jego poczęcia wiedziałam że Bóg chce go mieć dla siebie, bo lekarz uważał z racji na poważną chorobę, że Kazimierz nie powinien się urodzić”. Tak się złożyło, że w tej pobożnej, żurawickiej rodzinie Pan Bóg upatrzył sobie i powołał do kapłaństwa także jego drugiego brata Józefa.

Życiorys Kazimierza jest prosty, charakterystyczny dla jego czasu: matura i wstąpienie do Seminarium Duchownego w Przemyślu, potem 2-letnia przerwa na służbę wojskową (jednostka artyleryjska w Morągu); 16 kwietnia 1963 roku święcenia kapłańskie w katedrze przemyskiej z rąk biskupa Franciszka Bardy, wikariaty w dwóch parafiach, studia na KUL (teologia pastoralna). Następnie przez pięć lat jest duszpasterzem akademickim w Rzeszowie i profesorem w WSD w Przemyślu, a potem znów wraca na KUL jako asystent w Instytucie Pastoralnym i równocześnie kontynuuje pracę naukową (doktorat, stypendia naukowe w Instytucie Katolickim w Paryżu, i w Belgii w Lǿven), uwieńczoną habilitacją. Nominacja na biskupa nieco go oderwie, ale nie przerwie pracy profesorskiej. Wykaz jego publikacji jest imponujący. Widać też, że wiele czasu, Si i serca poświęcał młodym adeptom nauki. Dla studentów i szukających naukowej rady i pomocy miał zawsze czas.

Imponujący jest kielecki dorobek kaznodziejski biskupa Kazimierza. Jako biskupi także czekaliśmy na jego mądre, przemyślane i pełne treści słowo. Przewodniczył naszym rekolekcjom, chociaż wiązało się to z niemałym trudem. Przewodniczył ogólnopolskim pielgrzymkom ludzi Świata Pracy, a jako długoletni pasterz „Solidarności” dzielił troskę o etykę życia społecznego. Przez wiele lat był też przewodniczącym Rady Episkopatu do spraw Społecznych, członkiem Rady Stałej oraz innych gremiów. We współpracy, ten mocny człowiek odznaczał się wielkim taktem, kultura bycia i gotowością do pomocy. W trudnym okresie zdecydowanie bronił Radia Maryja i Telewizji TRWAM, doceniając potrzebę wolnego głosu o pełnej niezależności i ortodoksji katolickiej.

Często przychodziliśmy do niego po słowo mądre, treściwe i uczciwie zgodne z prawdą. Niejednokrotnie cała Polska wsłuchiwała się w słowa biskupa Kazimierza Ryczana i była mu wdzięczna za ducha odwagi.

A przecież byliśmy świadkami „wygaszania Polski” i to nie tylko w okresie wojennym. Przecież i w ostatnich 25 latach niejednokrotnie słuchaliśmy z ust niektórych współczesnych „luminarzy”, że trzeba wygasić polskość jako przywiązanie do tradycji, że trzeba zerwać z chrześcijańską kultura narodu. Ze zgrozą czytaliśmy w pewnych, zdawałoby się uczciwych pismach, że „Polska to niemoralność”, że „polskość to polskie piekło”, które zresztą sami autorzy gorliwie rozpętywali. Bólem napełniały nas manipulacje i walki z krzyżem, a także kłamstwa i antyklerykalna propaganda, za wszelką cenę próbująca usunąć obecność Boga i Bożego prawa z życia społecznego w Europie i w Ojczyźnie naszej. Potrzebny był wtedy i potrzebny jest zawsze – ludziom i narodom – proroczy głos św. Jana Pawła II i sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, potrzebny i cenny był głos społecznika i pasterza biskupa Kazimierza Ryczana.

W spuściźnie homiletycznej biskupa Kazimierza uderzyły mnie jednak szczególnie kazania na pogrzebach księży i ich rodziców, których jest bardzo dużo, bo tworzenie „więzów wspólnoty” (vincula communions) biskup Kazimierz zaczynał od swoich księży. We wstępie do zbioru homilii pogrzebowych poświęconych kapłanom pisał: „Wezwani przez Pana pozostają nadal obecni w ziemskim życiu. Tu budowali fundamenty domu, któremu na imię Polska. Tu budowali fundamenty domu, któremu na imię Kł… przypierali Boga do murów Jego obietnicy, przebaczali i prosili o przebaczenie… (pragnę) błagać dla twórców ziemskiego domu o zbawienny kąt w komu Boga Ojca” – Dom, kapłański dom, dom otwarty dla kapłanów. To była prawdziwa potrzeba jego serca. I nie zawiódł się na swoich kapłanach.

Przekonałem się o tym i budowałem widokiem ponad setki księży kieleckich, którzy stanęli przy swoim biskupie w dniu pogrzebu jego matki w odległej Żurawicy, a także w dniu jego Złotego Jubileuszu kapłaństwa w rodzinnej parafii.

Chciałoby się wiele jeszcze powiedzieć o pięknej kapłańskiej służbie biskupa, którego dziś żegnamy, ale pora poświęcić czas na modlitwę, potrzebuje jej jak każdy człowiek w momencie przejścia do wieczności. Jeszcze tylko jedna refleksja.

Tradycja i mądrość ludzkości kazała szczególnie cenne skarby chronić przed zniszczeniem czy wrogiem – najbezpieczniej zakopywano je w ziemi.

Ciało człowieka, które było mieszkaniem duszy, więcej, mieszkaniem Ducha Świętego, także składamy do ziemi. Ono nie przepadnie, oczekuje zmartwychwstania. Ciało biskupa Kazimierze, którzy żył i umarł dla Pana przyniesiemy do katedry, „jego kościoła” pod opiekę Pani Łaskawe, którą tak czcił, tak chętnie odwiedzał i głosił Jej chwałę. Niech mu wyprasza łaskawość miłosierdzia Zbawiciela, niech w nim rozpozna miłość swego Syna, do którego upodabniał się całym życiem, a przecież i Pan Jezusa chciał go do siebie upodobnić przez krzyż choroby i cierpienia zwłaszcza ostatnich lat i dni.

Razem ze śp. biskupem Kazimierzem módlmy się do Matki Najświętszej: Gdy kres dni przede mną stanie, Przez Twą Matkę dojść mi, Panie Do zwycięstwa palmy daj.

Matko Syna zrodzonego, Co dla dobra cierpiał mego, Ze mną się podzielić chciej.

W ogniu, Panno, niech nie płonę, Więc mnie w swoją weź obronę, Gdy nadejdzie sądu gniew.

Krzyż Chrystusa niech mnie broni, Niech mnie Jego śmierć osłoni I otworzy łaski zdrój.

Kiedy umrze moje ciało, Obleczona wieczną chwałą Dusza niech osiągnie raj. Amen.

2017-09-19 17:55

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nazywany był „Patriarchą Wałbrzycha”

2020-05-26 18:07

Niedziela świdnicka 22/2020, str. IV

[ TEMATY ]

pogrzeb

Msza św.

bp Ignacy Dec

Mirosław Benedyk

Ostatniemu pożegnaniu przewodniczył biskup senior Ignacy Dec

W ostatnich tygodniach pożegnaliśmy wieloletniego proboszcza parafii św. Jerzego i Matki Bożej Różańcowej w Wałbrzychu, wybitnego duszpasterza ks. inf. Juliana Źrałkę.

Podczas dwudniowych ceremonii żałobnych zasłużonego infułata żegnali biskupi świdniccy, kapłani, siostry zakonne, najbliższa rodzina, aktualni i dawni parafianie. W tym czasie popłynęło wiele słów wdzięczności za jego oddanie Bogu i ludziom, a także podziękowania dla tych, z których pomocy korzystał w ostatnim okresie swego życia. Przywoływano wspomnienia związane z jego osobą, jako księdza, duszpasterza, kapelana, ojca duchownego, przewodnika, praktyka teologii pastoralnej. – Z szacunku zwany był „Patriarchą Wałbrzycha” – powiedział Leszek Olszewski, wieloletni przewodniczący rady parafialnej.

CZYTAJ DALEJ

Zielone Świątki, tatarak w kątki!

Po Bożym Narodzeniu i Wielkanocy przez długie wieki w sposób najbardziej uroczysty świętowano właśnie Zesłanie Ducha Świętego. Jest to jedno z najstarszych świąt Kościoła wprowadzone już w II w. To Duch Święty napełnił mocą i żywą wiarą Apostołów tak, by na całym świecie mogli głosić prawdy wiary Chrystusowej.
W początkach chrześcijaństwa święto nosiło nazwę pentekoste - pięćdziesiąt dni po Wielkiej Nocy. W Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, tradycje zielonoświątkowe łączą się jeszcze z elementami obyczajów pogańskich, szczególnie z tymi, które wiązały się ściśle ze świętem rolników i pasterzy. Obfitowały one w pieśni, modlitwy, procesje błagalne wśród pól o dobry urodzaj. W narożnikach pól zatykano gałązki zieleni, by chronić od gradobicia.
Różne regiony Polski dopracowały się nieco odmiennego obyczaju zielonoświątkowego, ale wszystkie łączyła radość z tej najpiękniejszej pory roku. Domy i obejścia musiały być udekorowane kaskadami zieloności, wśród której pierwsze miejsce zajmowały brzezina, jodła, klon i tatarak. Gałęzie zatykano za obrazy i belki, układano je na sprzętach i pułapach, a podłogę wysypywano rześko pachnącym tatarakiem.
„Musiało być wszędzie zielono: w oknach, ścianach, płotach - musiało się mienić świeżym liściem (...). W okolicach Pińczowa na ten dzień mieszkańcy wsi rozrzucają tatarak po podłodze w izbach i przed sieniami, a ponadto majętniejsi włościanie pieką na te święta placek z twarogiem, powszechnie tu nazywany kołaczem” (W. Siarkowski, Materyjały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, reprint Kielce 2000, s. 25).
Zieleń była od czasów pogańskich łączona z tymi dniami. Zielone wieńce zdobiły głowy dziewcząt, a wieńce z liści brzozy, dębu i klonu zakładano nawet na szyje koni i rogi bydła, zaś wianuszki z polnych kwiatów opasywały szyje gęsi i kaczek. Wybór liści nie był przypadkowy; delikatna brzoza miała wzbudzać miłość i sympatię, dąb zapewniał przyjaźń i długie życie, a klon - zdrowie. Wierzono, że cechy te przechodzą z liści na zwierzęta.
Zielonym Świętom towarzyszyły zabawy ludowe, m.in. gonitwy czy wdrapywanie się na wysoki słup zwany majem (np. w okolicach Bliżyna), chodzenie po domach z „gaikiem” i zbieranie datków. Nie brakowało wówczas zabaw o charakterze matrymonialnym. Zdaniem przede wszystkim Oskara Kolberga, jak i innych etnografów, zwyczaje tego święta trzeba łączyć z tradycją sobótkową. W naszym regionie była ona szczególnie związana z Łysicą i okolicami Świętego Krzyża, gdzie świętowano według wręcz pradawnego schematu pogańskiego, a ponadto łączono to z organizacją w tych dniach jarmarku.
Jeszcze w średniowieczu Kościół zwalczał te zabawy jako uporczywe pozostałości pogańskie, pozwalając tylko na „majenie obejść zielenią, jako otwieranie zielonych bram dla Ducha Świętego, aby zechciał nawiedzić domy dla oświecenia serc i umysłów mieszkańców” (H. Szymanderska, Polskie tradycje świąteczne, Świat Książki, Warszawa 2003, s. 258). W 1468 r. król Kazimierz Jagiellończyk zakazał urządzania w tych dniach zgromadzeń na Łysej Górze. Z powodu „niezliczonych, gorszących wypadków” Kościół zabraniał także surowo obrzędów na Łyśćcu, ale zebrania przeniosły się wówczas na Górę Witosławską - prawdopodobnie dawne pogańskie miejsce kultowe w Paśmie Jeleniowskim.
Zwyczaj ogni sobótkowych w drugi dzień Zielonych Świąt do niedawna bywał praktykowany w niektórych rejonach. Tak oto Władysław Anczyc pisał przed laty o sobótkach:
„Rzecz szczególna, że gdy w innych stronach Polski obrzęd ten od wieków odbywa się w wigilię św. Jana, w Krakowskiem palą sobótki w dzień Zielonych Świątek. Wieczorem od Ojcowa do Lanckorony, od Wzgórz Chełmskich aż po mogiłę Wandy, cały widnokrąg goreje tysiącami ognisk po wzgórkach, jak nieprzejrzane obozowisko wśród nocy. Przy każdym ognisku mnóstwo włościan otacza kręgiem palący się stos gałęzi i słomy, wciąż podsycany. W pośrodku bucha ciemnym płomieniem beczka smolna umyślnie na ten cel u smolarzy zakupiona. Dookoła stosu biegają chłopcy, często skaczący przez ogień, jakby przez kąpiel dla oczyszczenia grzechów...”.
Od 1931 r. Zielone Świątki stały się świętem ruchu ludowego, kiedy to stare tradycje zaczęto łączyć z wystąpieniami i wiecami ludowymi. W polskim kalendarzu Zielone Święta trwały dwa dni aż do r. 1957, kiedy to drugi dzień przestał być dniem wolnym

Charakterystyczną rośliną Zielonych Świątek jest balsamiczny tatarak, powszechnie używany od XVI w., gdyż wcześniej ta pospolita roślina, zarastająca bujnie brzegi stawów i strumieni, nie była znana.
Tatarak przywędrował z Azji. Przywieźli go do Pragi z Konstantynopola posłowie cesarscy przy tureckim dworze, skąd rozpowszechnił się po całej Europie Środkowej. Równie dobrze mógł przybyć do Polski z najazdami tatarskimi. Jednakże już w starożytności stosowany był do okadzania sprzętów i pomieszczeń. Dotąd Indianie Ameryki Północnej, gdy są zmęczeni, stosują proszek lub wywar z tataraku. Ludowe nazwy tej rośliny to: tatarczuk, tatarskie ziele, ajer, bluszcz, kalmus, łobzie, szuwar. Liście tataraku były używane jako podkładka do wypieku chleba, a jego kłącza - do pielęgnacji włosów. Bywa on także stosowany do wyrobu suchej konfitury z tataraku i kalmusówki bądź wykwintnych likierów, a także dodawany do mięs. Niestety, tego rodzaju tatarakowe tajniki kulinarne, pozostają raczej tajemnicą naszych prababek.

CZYTAJ DALEJ

Co jest niezbędne do życia?

2020-05-31 13:10

[ TEMATY ]

Jasna Góra

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Nocne kołatanie

Twitter Jasna Góra

– Każdego roku przybywamy na Jasną Górę, aby przez Serce Maryi kołatać do Serca Boga w różnych sprawach: Kościoła, Ojczyzny, rodzin, młodzieży, chorych i zagubionych, a dzisiaj także o beatyfikację sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego – powiedziała „Niedzieli” s. Agnieszka Świderska, niepokalanka. Siostry Maryi Niepokalanej podjęły inicjatywę „Nocne kołatanie u Matki Najświętszej na progu beatyfikacji sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego” abp. Wacława Depo i 30 maja czuwały na Jasnej Górze.

Siostry Maryi Niepokalanej pragną – jak kard. Stefan Wyszyński – podążać z Maryją, aby z Nią nieść Jezusa współczesnemu światu, wchodząc do szkół, przedszkoli, szpitali, wydawnictw czy biur. Dlaczego każdego roku przybywają na Jasną Górę, aby zawierzyć się Matce Bożej i wsłuchiwać się w bicie Jej serca, aby przez serce Maryi kołatać do Serca Boga w różnych sprawach: Kościoła, Ojczyzny, rodzin, młodzieży, chorych i zagubionych, a dzisiaj także o rychłą beatyfikację sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego.

Siostry rozważały temat: „Maryja – Niewiasta Eucharystii. Uczestniczyły w Apelu Jasnogórskim z błogosławieństwem abp. Depo, czuwaniu na podstawie tekstów sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, konferencji wygłoszonej przez o. Tomasza Leśniewskiego, paulina i Mszy św. o północy w wigilię uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił o. Tomasz Leśniewski, paulin. Mówił w niej o przestrzeniach działania Ducha Świętego i Jego owocach. Każdego dnia bowiem człowiek potrzebuje Ducha Świętego, jak każdego dnia potrzebuje wody, ognia, wiatru, miłości, obłoku i światła. – Bez Ducha Świętego umieramy, bez Ducha Świętego nie ma życia – podkreślił. Symbolizacja Ducha Świętego jasno pokazuje, że jest On niezbędny. – Jak otwierać się na Ducha Świętego? – pytał kaznodzieja. W nawiązywaniu do Ewangelii wyjaśnił: – Tam, gdzie Bóg jest uwielbiony, przychodzi Duch Święty, czyli w przestrzeniach takich, jak: modlitwa, sakramenty i miłość, np. konkretny czyn troski o drugiego człowieka. – Doświadczanie miłości Boga i drugiego człowieka daje siłę do życia i ułatwia drogę do świętości, bo nie da się żyć bez miłości – powiedział o. Leśniewski. Miłość to też Duch Święty, a Eucharystia daje życie, aby przekazywać je braciom. W tym kontekście zachęcał: – Uwielbiaj Boga! Jak Maryją dziękowała uwielbieniem Boga, magnificat. Wejdźmy w takie postawy: Eucharystia, modlitwa, sakrament pokuty i pojednania. Uwielbiajmy Boga naszym życiem i w naszym życiu na wzór Matki Jezusa.

O życiu, o drodze przez Maryję do Jezusa i o nocnym kołataniu opowiada s. Agnieszka Świderska, niepokalanka:

„Rys maryjny sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego jest dominujący w duchowości Prymasa Tysiąclecia. Na kapłańskiej drodze od początku Maryja była dla niego drogowskazem. Uważał siebie za niewolnika Matki Jezusa i z Nią realizował wolę Bożą każdego dnia. Jasna Góra była domem dla Prymasa, gdzie spotykał się z Matką i tu umacniał siły.

Jasna Góra jest także domem dla każdej niepokalanki. Tu bowiem, w domu Matki, napełniamy serca i umacniamy ducha w realizacji powołania. Bł. Honorat Koźmiński powołał do istnienia nasze zgromadzenie jako wotum wdzięczności Bogu za przywilej Niepokalanego Poczęcia NMP w 1891 r.

Stwierdzenie kard. Stefana Wyszyńskiego: „Wszystko postawiłem na Maryję”, jest bardzo bliskie duchowości naszej rodziny zakonnej. Każda siostra zawierza siebie Maryi Niepokalanej, stając się Jej szczególną własnością. W sposób uroczysty dokonuje się to w przed dzień ślubów wieczystych. Ponadto zawierzamy opiece naszej Matki, ludzi których spotykamy na naszej drodze, a szczególnie mieszkańców miast.

Przed odejściem do domu Ojca Prymas powiedział, że jedyny program to Matka Najświętsza. Dla niepokalanki Niepokalana jest droga do Jezusa, ale także mistrzynią i nauczycielką, od Niej uczymy się być Jezusowe.

Maryi zawierzamy się bez granic i tu ogarnięte spojrzeniem Matki, wsłuchujemy się w bicie Jej serca. Dlatego każdego roku przybywamy na Jasną Górę, aby czuwając, uczyć się wdrażać w życie maryjną postawę: „Oto ja, służebnica Pańska”.

A przez serce Maryi kołatać do Serca Boga w różnych sprawach Kościoła, Ojczyzny, rodzin, młodzieży, chorych i zagubionych, a dzisiaj także o beatyfikacje sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego.

Kard. Stefana Wyszyńskiego wszędzie szedł z Matką Pana. Córki Maryi Niepokalanej także zawsze podążają z Maryją, aby z Nią nieść Jezusa współczesnemu światu, wchodząc do szkół, przedszkoli, szpitali, wydawnictw czy biur. A nie nosząc habitów, mają szczególną łatwość wchodzenia w środowiska z darem ewangelicznej postawy.

Również z Maryją Niepokalaną stajemy przy Sercu Jezusa, aby wynagradzać za zło Ojczyzny i świata i przez ten wymiar także kołatać do miłosiernego Serca Boga.

Przedstawicielki naszego zgromadzenia współpracowały ze sługą Bożym kard. Stefanem Wyszyńskim w Lublinie, m.in. s. Jolanta.

Od sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego uczymy się, jak tu, na Jasnej Górze, zostawiać dziecięcą, ufną modlitwę, aby nadal trwało prymasowskie kołatanie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję