Reklama

Abp Józef Michalik: w głos bp. Kazimierza Ryczana wsłuchiwała się cała Polska

2017-09-19 17:55

dziar / Kielce / KAI

TER
Bp Kazimierz Ryczan

„W jego głos wsłuchiwała się cała Polska i była mu wdzięczna za ducha odwagi, szczególnie wtedy, gdy jeszcze całkiem niedawno wzywano do odejścia od chrześcijańskiej kultury i tradycji, a także do "wygaszania Polski" - mówił w homilii podczas Mszy św. pogrzebowej abp Józef Michalik, były Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Biskup senior diecezji keileckiej zmarł 13 września w wieku 78 lat.

„Bp Kazimierz Ryczan przeciwstawiał się tym głosom, które pojawiały się w wydawałoby się uczciwych pismach i u istotnych luminarzy, piszących o tym, że polskość to nie jest normalność, że to polskie piekło, które sami autorzy gorliwie rozpętywali. Bolały nas kłamstwa i antyklerykalna propaganda. Potrzebny był wówczas głos Jana Pawła II, kardynała Stefana Wyszyńskiego, ale także głos bp. Kazimierza Ryczana” – podkreślał abp Michalik.

„Często przychodziliśmy do niego po słowo prawdziwe i zgodne z prawdą (…); jako biskupi czekaliśmy na jego słowo, przewodniczył naszym rekolekcjom, prowadził pielgrzymki ludzi pracy, dzielił ich troski” – przypomniał abp Michalik, kreśląc sylwetkę zmarłego biskupa kieleckiego, uwzględniając jego dążenie do nieustannego budowania wspólnoty, troskę o solidarność kapłańską, odpowiedzialność za słowo, jego dorobek naukowy i kaznodziejski.

„Żyjemy dla Pana i umieramy dla Pana” – mówił hierarcha, zachęcając do kontemplacji słów: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,25-26.28-29).

Reklama

„Fascynację ojcostwem Boga” i „szukanie z Nim kontaktu” nazwał jednym z najważniejszych zadań kapłańskich, o czym doskonale wiedział zmarły bp Ryczan, który bycie uczniem Chrystusa utożsamił z „zaproszeniem do rodziny Bożej”. – „Przez całe życie budował Boży dom, a drzwi tego domu – domu jego serca, były szeroko otwarte dla kapłanów i wszystkich wiernych” – podkreślał abp Michalik. W posłudze pasterskiej był zawsze wierny swemu wezwaniu biskupiemu: „W więzach wspólnoty”.

Wspomniał szczególne okoliczności jego narodzin, o czym mówiła śp. mama bp. Ryczana: - „Od jego poczęcia wiedziałam, że Bóg chce go mieć dla siebie”. Lekarze w narodzinach Kazimierza widzieli zagrożenie dla życia dziecka i matki.

Abp Józef Michalik pokrótce przypomniał kapłańskie życie bp. Ryczana i realizację przez niego spuścizny biskupa Czesława Kaczmarka, gdy rozpoczął on posługę biskupią w diecezji kieleckiej, gdy zaczął on jej służyć w latach 90. Hierarcha diecezję i ziemię kielecką nazwał „uosobieniem chrześcijańskiej Polski - pars maior Poloniae - miejscem początków polskiego”.

Mówił także o rozumieniu przez zmarłego biskupa kieleckiego - kapłańskiej misji. W jednym ze swych najdłuższych kazań – na pogrzebie proboszcza w Szewnie, gdzie późniejszy biskup był wikariuszem, w homilii pogrzebowej powiedział: - „Kapłan posłany jest do ludzi, bo bez ludzi nic nie znaczy (…), ale nie może przypodobać się ludziom za cenę prawdy i wierności Kościołowi”.

Mówił także o naukowej drodze biskupa, od asystentury, przez doktorat, przez studia we Francji i Belgii, habilitację, profesurę. – „Nominacja biskupia oderwie go nieco, ale przerwie naukowej pracy?” – przypomniał. Wspominał także „imponujący wykaz publikacji naukowych oraz imponujący dorobek kaznodziejski bp. Kazimierza Ryczana”, doceniany przez wielu innych biskupów. – „We współpracy ten mocny człowiek odznaczał się wielkim taktem i kulturą bycia” – podkreślał abp Michalik.

Abp Józef Michalik zauważył także, że ks. prof. Kazimierz Ryczan otrzymał jako biskup i pasterz ziemię szczególną – pełną miejsc kultu, która wydała wielu świętych, błogosławionych, pisarzy, a za prekursora naukowej homiletyki wskazał ks. prof. Zygmunta Pilcha.

„Wiele, o wiele więcej można by mówić o kapłańskiej służbie bp. Kazimierza Ryczana, ale pora poświęcić czas na modlitwę” – zakończył abp Michalik, polecając zmarłego biskupa kieleckiego opiece MB Łaskawej Kieleckiej.



A oto pełen tekst homilii abp. Michalika:

Życie człowieka jest wędrówką poprzez różne sytuacje i wydarzenia, wśród których nieustannie czegoś się uczymy i jednocześnie zdajemy nasz ludzki egzamin.

Św. Paweł przypominał nam przed chwilą, że: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie (Rz 14, 7). A chrześcijanin dopowie z wiarą, że: żyjemy dla Pana… i umieramy dla Pana, bo w życiu i śmierci należymy do Pana. Bowiem życie człowieka wierzącego, to radość i nadzieja poruszania się w obecności Bożej; stąd, z tego niezwykłego źródła każdy człowiek ma szansę czerpać mądrość i moc, odwagę i optymizm w najtrudniejszych sytuacjach życiowych. Jakże inaczej wyglądałyby relacje ludzkie i życie narodów, gdybyśmy tak naprawdę, realnie aż do końca, żyli w obecności Bożej i pamiętali, że: wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga… i każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu (Rz 14, 10).

Wiem, że mówienie o odpowiedzialności sumienia i o tym, że będziemy musieli zdać sprawę Bogu z myśli i czynów, z pragnień i dokonań naszego życia, nie należy do tematów popularnych. Ale czy można pominąć rzeczywistość śmierci, gdy otaczamy trumnę kogoś bliskiego, komu dziś ofiarujemy nasz czas, nasz trud obecności i nasza modlitwę?

Dobrze, że tu dziś jesteśmy, bo Pan Jezus chce nam żyjącym powiedzieć coś szczególnie ważnego. Jak słyszeliśmy przed chwilą, chce odkryć pewną tajemnicę zakrytą przed mądrymi i roztropnymi, a objawi ją prostaczkom, ludziom prostego serca (zob. Mt 11, 25). Tą tajemnicą jest wiedza o Bogu, którego nie zna nikt, tylko Boży Syn. On chce nam powiedzieć, że Bóg jest ojcem, owszem, osądza nas i czyny nasze, ale z wyrozumiałością Ojca. Jakże ufnie brzmi Chrystusowa zachęta: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię… uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie… (Mt, tamże). To zaproszenie Chrystusa dociera do wszystkich, ale w szczególny sposób przyjmuje je kapłan, traktując je jako osobiste zadanie. Fascynacja Ojcostwem Boga i nieustanne szukanie z Nim kontaktu, to chyba największa radość kapłańskiego życia. Odczuć bliskość tej Miłości i dzielić się nią z ludźmi, to wprowadzać nowy porządek w świecie oparty o trwały fundament Nadprzyrodzoności wpisanej w doczesność.

Śp. bp Kazimierz Ryczan wiedział, że zostać uczniem Chrystusa oznacza przyjąć zaproszenie do przynależenia do rodziny Bożej, do życia zgodnego z Jego sposobem życia, bo: Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest mi bratem, siostrą i matką (Mt 12, 50). Przez całe życie budował Boży dom, a drzwi tego domu; domu jego serca, były szeroko otwarte dla kapłanów i wszystkich ludzi, braci i sióstr, którym służył swoją dyspozycyjnością, posługą słowa i posługą sakramentów. Budować wspólnotę było przecież hasłem jego pasterskiego posługiwania: In vinculo communionis. Na pogrzebie swego pierwszego proboszcza z Syberii bp Ryczan wygłosił wyjątkowo długą homilię. Mówił o kapłaństwie i o krzyżowej drodze kapłana, który „czeka niejednokrotnie na Cyrenejczyka… i jak Jezus rozgląda się za Weroniką… Kapłan posłany jest do ludzi… sam bez ludzi nic nie znaczy. Kapłaństwo samo dla siebie nie ma sensu. Kapłaństwo jest dla wiernych, dla wspólnoty… ale… kapłan nie może przypodobać się ludziom za cenę głoszonej prawdy. Nie może tego zrobić za cenę wierności Kłowi” (28.01.1997). Bez ścisłego zjednoczenia z Chrystusem i Kłem, kapłan nic nie znaczy.

Ks. Prof. Kazimierz Ryczan przyszedł do posługi biskupa kieleckiego z żywego środowiska nauki i kultury chrześcijańskiej, jakim jest w Polsce od stu lat KUL. Święcenia biskupie przyjął w katedrze kieleckiej i umocniony modlitwą i opieką tutejszej Pani łaskawej podjął dziedzictwo posługi swoich wielkich poprzedników: biskupa Stanisława Szymeckiego i biskupa męczennika Czesława Kaczmarka, który stał się na wieki przestrogą i demaskatorem zafałszowania ateistycznej ideologii komunizmu, a każda ideologia nie wiem, że prawda o niewinności i męczeństwie człowieka przebije się przez największe zakłamania, manipulacje i przemoc propagandy.

Ziemia kielecka to zreszta pars maior et melior Polski, chrześcijaństwa w Ojczyźnie naszej. Tu przecież leży prastara Wiślica z uśmiechniętą Łokietkową figurą Matki i Królowej Maryi, to przecież ziemia Jana Długosza, błogosławionych biskupów Wincentego Kadłubka i bł. Jerzego Matulewicza, ziemia Tadeusza Kościuszki, Sienkiewicza i Żeromskiego. To przecież środowisko kieleckie wydało wybitnych naukowców, z których wielu ciągle twórczo ubogaca rodzimą kulturę, a spośród zmarłych wymienię wybitnego jeszcze sprzed wojny prekursora naukowej i duszpasterskiej homiletyki Ks. Zygmunta Pilcha – twórcy „Przeglądu Homiletycznego”.

Ks. Prof. Dr hab. Kazimierz Ryczan przyszedł do Kielc z KUL-u, gdzie pracował naukowo, pełniąc też z oddaniem ważne funkcje służebne jako, że był dyrektorem konwiktu księży studentów oraz dziekanem wydziału teologicznego, ale wyrastał w środowisku przemyskim, które od dawna żyło atmosferą umiłowania Kościoła i Ojczyzny, ożywianą w trudnych czasach przez św. Biskupa Józefa Sebastiana Pelczara i przez wychowawczą pracę rektora Seminarium bł. Ks. Jana Balickiego, czy też niezłomnego budowniczego kościołów biskupa Ignacego Tokarczuka.

Kazimierz Ryczan urodził się w Żurawicy k. Przemyśla (10 lutego 1939 roku), jako drugi z trzech synów Stanisława i Joanny. Jego śp. Matka wyznała kiedyś: „od jego poczęcia wiedziałam że Bóg chce go mieć dla siebie, bo lekarz uważał z racji na poważną chorobę, że Kazimierz nie powinien się urodzić”. Tak się złożyło, że w tej pobożnej, żurawickiej rodzinie Pan Bóg upatrzył sobie i powołał do kapłaństwa także jego drugiego brata Józefa.

Życiorys Kazimierza jest prosty, charakterystyczny dla jego czasu: matura i wstąpienie do Seminarium Duchownego w Przemyślu, potem 2-letnia przerwa na służbę wojskową (jednostka artyleryjska w Morągu); 16 kwietnia 1963 roku święcenia kapłańskie w katedrze przemyskiej z rąk biskupa Franciszka Bardy, wikariaty w dwóch parafiach, studia na KUL (teologia pastoralna). Następnie przez pięć lat jest duszpasterzem akademickim w Rzeszowie i profesorem w WSD w Przemyślu, a potem znów wraca na KUL jako asystent w Instytucie Pastoralnym i równocześnie kontynuuje pracę naukową (doktorat, stypendia naukowe w Instytucie Katolickim w Paryżu, i w Belgii w Lǿven), uwieńczoną habilitacją. Nominacja na biskupa nieco go oderwie, ale nie przerwie pracy profesorskiej. Wykaz jego publikacji jest imponujący. Widać też, że wiele czasu, Si i serca poświęcał młodym adeptom nauki. Dla studentów i szukających naukowej rady i pomocy miał zawsze czas.

Imponujący jest kielecki dorobek kaznodziejski biskupa Kazimierza. Jako biskupi także czekaliśmy na jego mądre, przemyślane i pełne treści słowo. Przewodniczył naszym rekolekcjom, chociaż wiązało się to z niemałym trudem. Przewodniczył ogólnopolskim pielgrzymkom ludzi Świata Pracy, a jako długoletni pasterz „Solidarności” dzielił troskę o etykę życia społecznego. Przez wiele lat był też przewodniczącym Rady Episkopatu do spraw Społecznych, członkiem Rady Stałej oraz innych gremiów. We współpracy, ten mocny człowiek odznaczał się wielkim taktem, kultura bycia i gotowością do pomocy. W trudnym okresie zdecydowanie bronił Radia Maryja i Telewizji TRWAM, doceniając potrzebę wolnego głosu o pełnej niezależności i ortodoksji katolickiej.

Często przychodziliśmy do niego po słowo mądre, treściwe i uczciwie zgodne z prawdą. Niejednokrotnie cała Polska wsłuchiwała się w słowa biskupa Kazimierza Ryczana i była mu wdzięczna za ducha odwagi.

A przecież byliśmy świadkami „wygaszania Polski” i to nie tylko w okresie wojennym. Przecież i w ostatnich 25 latach niejednokrotnie słuchaliśmy z ust niektórych współczesnych „luminarzy”, że trzeba wygasić polskość jako przywiązanie do tradycji, że trzeba zerwać z chrześcijańską kultura narodu. Ze zgrozą czytaliśmy w pewnych, zdawałoby się uczciwych pismach, że „Polska to niemoralność”, że „polskość to polskie piekło”, które zresztą sami autorzy gorliwie rozpętywali. Bólem napełniały nas manipulacje i walki z krzyżem, a także kłamstwa i antyklerykalna propaganda, za wszelką cenę próbująca usunąć obecność Boga i Bożego prawa z życia społecznego w Europie i w Ojczyźnie naszej. Potrzebny był wtedy i potrzebny jest zawsze – ludziom i narodom – proroczy głos św. Jana Pawła II i sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, potrzebny i cenny był głos społecznika i pasterza biskupa Kazimierza Ryczana.

W spuściźnie homiletycznej biskupa Kazimierza uderzyły mnie jednak szczególnie kazania na pogrzebach księży i ich rodziców, których jest bardzo dużo, bo tworzenie „więzów wspólnoty” (vincula communions) biskup Kazimierz zaczynał od swoich księży. We wstępie do zbioru homilii pogrzebowych poświęconych kapłanom pisał: „Wezwani przez Pana pozostają nadal obecni w ziemskim życiu. Tu budowali fundamenty domu, któremu na imię Polska. Tu budowali fundamenty domu, któremu na imię Kł… przypierali Boga do murów Jego obietnicy, przebaczali i prosili o przebaczenie… (pragnę) błagać dla twórców ziemskiego domu o zbawienny kąt w komu Boga Ojca” – Dom, kapłański dom, dom otwarty dla kapłanów. To była prawdziwa potrzeba jego serca. I nie zawiódł się na swoich kapłanach.

Przekonałem się o tym i budowałem widokiem ponad setki księży kieleckich, którzy stanęli przy swoim biskupie w dniu pogrzebu jego matki w odległej Żurawicy, a także w dniu jego Złotego Jubileuszu kapłaństwa w rodzinnej parafii.

Chciałoby się wiele jeszcze powiedzieć o pięknej kapłańskiej służbie biskupa, którego dziś żegnamy, ale pora poświęcić czas na modlitwę, potrzebuje jej jak każdy człowiek w momencie przejścia do wieczności. Jeszcze tylko jedna refleksja.

Tradycja i mądrość ludzkości kazała szczególnie cenne skarby chronić przed zniszczeniem czy wrogiem – najbezpieczniej zakopywano je w ziemi.

Ciało człowieka, które było mieszkaniem duszy, więcej, mieszkaniem Ducha Świętego, także składamy do ziemi. Ono nie przepadnie, oczekuje zmartwychwstania. Ciało biskupa Kazimierze, którzy żył i umarł dla Pana przyniesiemy do katedry, „jego kościoła” pod opiekę Pani Łaskawe, którą tak czcił, tak chętnie odwiedzał i głosił Jej chwałę. Niech mu wyprasza łaskawość miłosierdzia Zbawiciela, niech w nim rozpozna miłość swego Syna, do którego upodabniał się całym życiem, a przecież i Pan Jezusa chciał go do siebie upodobnić przez krzyż choroby i cierpienia zwłaszcza ostatnich lat i dni.

Razem ze śp. biskupem Kazimierzem módlmy się do Matki Najświętszej: Gdy kres dni przede mną stanie, Przez Twą Matkę dojść mi, Panie Do zwycięstwa palmy daj.

Matko Syna zrodzonego, Co dla dobra cierpiał mego, Ze mną się podzielić chciej.

W ogniu, Panno, niech nie płonę, Więc mnie w swoją weź obronę, Gdy nadejdzie sądu gniew.

Krzyż Chrystusa niech mnie broni, Niech mnie Jego śmierć osłoni I otworzy łaski zdrój.

Kiedy umrze moje ciało, Obleczona wieczną chwałą Dusza niech osiągnie raj. Amen.

Tagi:
pogrzeb bp Kazimierz Ryczan

Reklama

Biskup stróżem Tajemnic miłości Boga i godności człowieka

2017-10-04 10:52

Abp Józef Michalik
Edycja przemyska 41/2017, str. 4

W katedrze kieleckiej 19 września odbyły się uroczystości pogrzebowe śp. biskupa seniora kieleckiego Kazimierza Ryczana, syna ziemi przemyskiej. Mszy św. przewodniczył abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski, homilię wygłosił arcybiskup senior Józef Michalik. Bp Kazimierz Ryczan został pochowany w krypcie biskupów kieleckich. W tym numerze „Niedzieli Przemyskiej” zamieszczamy tekst homilii abp. Józefa Michalika

Bożena Sztajner/Niedziela
Bp Kazimierz Ryczan. Rekolekcje Bożogrobców na Jasnej Górze, 2015 r.

Życie człowieka jest wędrówką poprzez różne sytuacje i wydarzenia, wśród których nieustannie czegoś się uczymy i jednocześnie zdajemy nasz ludzki egzamin. Św. Paweł przypomniał nam, że „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie” (Rz 14,7), a chrześcijanin dopowie z wiarą, że żyjemy dla Pana… i umieramy dla Pana, bo w życiu i śmierci należymy do Pana.

Życie człowieka wierzącego to radość i nadzieja poruszania się w obecności Bożej; stąd, z tego niezwykłego źródła każdy człowiek ma szansę czerpać mądrość i moc, odwagę i optymizm w najtrudniejszych sytuacjach życiowych. Jakże inaczej wyglądałyby relacje ludzkie i życie narodów, gdybyśmy tak naprawdę, realnie aż do końca żyli w obecności Bożej i pamiętali, że „Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga… i każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu” (Rz 14,10).

Przyjął zaproszenie Chrystusa

Wiem, że mówienie o odpowiedzialności sumienia i o tym, że będziemy musieli zdać sprawę Bogu z myśli i czynów, z pragnień i dokonań naszego życia, nie należy do tematów popularnych. Ale czy można pominąć rzeczywistość śmierci, gdy otaczamy trumnę kogoś bliskiego, komu dziś ofiarujemy nasz czas, nasz trud obecności i naszą modlitwę?

Dobrze, że tu dziś jesteśmy, bo Pan Jezus chce nam, żyjącym, powiedzieć coś szczególnie ważnego. Jak słyszeliśmy przed chwilą, chce odkryć pewną tajemnicę „zakrytą przed mądrymi i roztropnymi, a objawi ją prostaczkom”, ludziom prostego serca (por. Mt. 11,25). Tą tajemnicą jest wiedza o Bogu, którego nie zna nikt tylko Boży Syn. On chce nam powiedzieć, że Bóg jest Ojcem, owszem, osądza nas i czyny nasze, ale z wyrozumiałością Ojca. Jakże ufnie brzmi Chrystusowa zachęta: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię… uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie…” (tamże). To zaproszenie Chrystusa dociera do wszystkich, ale w szczególny sposób przyjmuje je kapłan, traktując je jako osobiste zadanie. Fascynacja Ojcostwem Boga i nieustanne szukanie z Nim kontaktu, to chyba największa radość kapłańskiego życia. Odczuć bliskość tej Miłości i dzielić się nią z ludźmi, to wprowadzać nowy porządek w świecie oparty o trwały fundament nadprzyrodzoności wpisanej w doczesność.

Śp. bp Kazimierz Ryczan wiedział, że zostać uczniem Chrystusa, oznacza przyjąć zaproszenie do przynależenia do rodziny Bożej, do życia zgodnego z Jego sposobem życia, bo „Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest mi bratem, siostrą i matką” (Mt 12,50). Przez całe życie budował Boży dom, a drzwi tego domu; domu jego serca były szeroko otwarte dla kapłanów i wszystkich ludzi, braci i sióstr, którym służył swoją dyspozycyjnością, posługą słowa i posługą sakramentów. Budować wspólnotę było przecież hasłem jego pasterskiego posługiwania: „In vinculo communionis”.

Ziemia patriotów

Ks. prof. Kazimierz Ryczan przyszedł do posługi biskupa kieleckiego z żywego środowiska nauki i kultury chrześcijańskiej, jakim jest w Polsce od stu lat KUL. Święcenia biskupie przyjął w katedrze kieleckiej i umocniony modlitwą i opieką tutejszej Pani Łaskawej podjął dziedzictwo posługi swoich wielkich poprzedników: biskupa Stanisława Szymeckiego i biskupa męczennika Czesława Kaczmarka, który stał się na wieki przestrogą i demaskatorem zafałszowania ateistycznej ideologii komunizmu, a każda ideologia nie wie, że prawda o niewinności i męczeństwie człowieka przebije się przez największe zakłamania, manipulacje i przemoc propagandy.

Ziemia kielecka to zresztą „pars maior et melior Polski” i chrześcijaństwa w Ojczyźnie naszej. Tu przecież leży prastara Wiślica z uśmiechniętą Łokietkową figurą Matki i Królowej Maryi, to przecież ziemia Jana Długosza, błogosławionych biskupów Wincentego Kadłubka i  Jerzego Matulewicza, ziemia Tadeusza Kościuszki, Sienkiewicza i Żeromskiego. To przecież środowisko kieleckie wydało wybitnych naukowców, z których wielu ciągle twórczo ubogaca rodzimą kulturę, a spośród zmarłych wymienię wybitnego sprzed wojny jeszcze prekursora naukowej i owocnej duszpastersko homiletyki ks. Zygmunta Pilcha – twórcy „Przeglądu Homiletycznego”.

Ks. Prof. Kazimierz Ryczan przyszedł do Kielc z KUL-u, gdzie pracował naukowo, pełniąc też z oddaniem funkcje służebne, jako dyrektor konwiktu księży studentów oraz dziekan Wydziału Teologicznego, ale wyrastał w środowisku przemyskim, które od dawna żyło atmosferą umiłowania Kościoła i Ojczyzny, ożywianą w trudnych czasach przez św. bp. Józefa Sebastiana Pelczara i przez wychowawczą pracę rektora Seminarium bł. ks. Jana Balickiego czy też niezłomnego budowniczego kościołów abp. Ignacego Tokarczuka.

Naukowiec

Kazimierz Ryczan urodził się w Żurawicy k. Przemyśla (10 lutego 1939 r.), jako drugi z trzech synów Stanisława i Joanny. Jego śp. matka wyznała kiedyś: „Od jego poczęcia wiedziałam, że Bóg chce go mieć dla siebie”, bo lekarz uważał, z racji na poważną chorobę, że Kazimierz nie powinien się urodzić. Tak się złożyło, że w tej pobożnej, żurawickiej rodzinie Pan Bóg upatrzył sobie i powołał do kapłaństwa także jego drugiego brata, Józefa.

Życiorys Kazimierza jest prosty, charakterystyczny dla jego czasu: matura i wstąpienie do Seminarium Duchownego w Przemyślu, potem 2-letnia przerwa na służbę wojskową (jednostka artyleryjska w Morągu); 16 kwietnia 1963 r. święcenia kapłańskie w katedrze przemyskiej z rąk bp. Franciszka Bardy, wikariaty w dwóch parafiach, studia na KUL (teologia pastoralna). Następnie przez pięć lat jest duszpasterzem akademickim w Rzeszowie i profesorem w WSD w Przemyślu, a potem znów wraca na KUL jako asystent w Instytucie Pastoralnym i równocześnie kontynuuje pracę naukową (doktorat, stypendia naukowe w Instytucie Katolickim w Paryżu i w Belgii, w Leuven), uwieńczoną habilitacją. Nominacja na biskupa nie przerwie pracy profesorskiej. Wykaz jego publikacji jest imponujący. Widać też, że wiele czasu, sił i serca poświęcał młodym adeptom nauki. Dla studentów i szukających naukowej rady i pomocy miał zawsze czas.

Duch odwagi

Imponujący jest też kielecki dorobek kaznodziejski biskupa Kazimierza. Także jako biskupi czekaliśmy na jego mądre, przemyślane i pełne treści słowo. Przewodniczył naszym rekolekcjom, chociaż wiązało się to z niemałym trudem. Przewodniczył ogólnopolskim pielgrzymkom ludzi Świata Pracy, jako ich duszpasterz. Przez wiele lat był też przewodniczącym Rady Episkopatu ds. Społecznych, członkiem Rady Stałej oraz innych gremiów. We współpracy ten mocny człowiek odznaczał się wielkim taktem, kulturą bycia i gotowością do pomocy. W trudnym okresie zdecydowanie bronił Radia Maryja i Telewizji Trwam, doceniając potrzebę wolnego głosu o pełnej niezależności i ortodoksji katolickiej. Często przychodziliśmy do niego po słowo mądre, treściwe i uczciwie, zgodne z prawdą. Niejednokrotnie cała Polska wsłuchiwała się w to słowo bp. Kazimierza Ryczana i była mu wdzięczna za ducha odwagi.

A przecież „wygaszanie Polski” to nie tylko wspomnienie okresu powojennego. Przecież i w ostatnich 30 latach niejednokrotnie słuchaliśmy z ust niektórych współczesnych „luminarzy”, że trzeba wygasić polskość jako przywiązanie do tradycji, że trzeba zerwać z chrześcijańską kulturą narodu. Ze zgrozą czytaliśmy w pewnych, zdawałoby się uczciwych pismach, że „Polska to nienormalność”, że „polskość to polskie piekło”, które zresztą sami autorzy gorliwie rozpętywali. Bólem napełniały nas manipulacje i walki z krzyżem, a także kłamstwa i antyklerykalna propaganda, za wszelką cenę próbująca usunąć obecność Boga i Bożego prawa z życia społecznego w Europie i w Ojczyźnie naszej. Potrzebny był wtedy i potrzebny jest zawsze – ludziom i narodom – proroczy głos św. Jana Pawła II i sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, potrzebny i cenny był głos społecznika i pasterza bp. Kazimierza Ryczana.

W spuściźnie homiletycznej biskupa Kazimierza uderzyły mnie jednak szczególnie kazania na pogrzebach księży i ich rodziców, których jest bardzo dużo, bo tworzenie „więzów wspólnoty” (vincula communionis) biskup Kazimierz zaczynał od swoich księży. To była prawdziwa potrzeba jego serca. I nie zawiódł się na swoich kapłanach. Przekonałem się o tym i budowałem widokiem ponad setki księży kieleckich, którzy stanęli przy swoim biskupie w dniu pogrzebu jego matki w Żurawicy, a także w dniu jego Złotego Jubileuszu kapłaństwa w rodzinnej parafii.

Pod opiekę Pani Łaskawej

Tradycja i mądrość ludzkości kazała szczególnie cenne skarby chronić przed wrogiem – najbezpieczniej zakopywano je w ziemi. Ciało człowieka, które było mieszkaniem duszy, więcej, mieszkaniem Ducha Świętego, także składamy do ziemi. Ono nie przepadnie, oczekuje zmartwychwstania. Ciało biskupa Kazimierza, który żył i umarł dla Pana, przynieśliśmy do katedry, „jego kościoła” pod opiekę Pani Łaskawej, którą tak czcił, tak chętnie odwiedzał i głosił Jej chwałę. Niech mu wyprasza łaskawość miłosierdzia Zbawiciela, niech w nim rozpozna miłość swego Syna, do którego upodabniał się całym życiem, a przecież i Pan Jezus chciał go do siebie upodobnić przez krzyż choroby i cierpienia, zwłaszcza ostatnich lat i dni.

Razem ze śp. biskupem Kazimierzem módlmy się do Matki Najświętszej:
Gdy kres dni przede mną stanie,
Przez Twą Matkę dojść mi Panie,
Do zwycięstwa palmy daj.

Matko Syna zrodzonego,
Co dla dobra cierpiał mego,
Ze mną się podzielić chciej.

W ogniu Panno niech nie płonę,
Ty mnie w swoją weź obronę,
Gdy nadejdzie sądu gniew.

Krzyż Chrystusa niech mnie broni,
Niech mnie Jego śmierć osłoni,
I otworzy łaski zdrój.

Kiedy umrze moje ciało,
Obleczona wieczną chwałą,
Dusza niech osiągnie raj. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy

2019-10-22 15:55

BP KEP / Warszawa (KAI)

Abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, poprosił papieża Franciszka o ustanowienie św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy. Dziś, podczas kongresu „Europa Christi”, inicjatywę wsparł kard. Stanisław Dziwisz.

Arturo Mari, Adam Bujak/Biały Kruk

Publikujemy komunikat Biura Prasowego Konferencji Episkopatu Polski:

Przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki, w imieniu Konferencji Episkopatu Polski, zwrócił się do Ojca Świętego Franciszka z prośbą o ustanowienie św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy. Prośbę tę 22 października 2019 r., podczas kongresu „Europa Christi”, wsparł kard. Stanisław Dziwisz.

W 2020 roku mija 100. rocznica urodzin św. Jana Pawła II i 15. rocznica Jego odejścia do Domu Ojca. W związku z tymi ważnymi dla Kościoła w Polsce i Kościoła Powszechnego rocznicami, abp Stanisław Gądecki podkreślił: „Pontyfikat papieża z Polski wypełniony był przełomowymi decyzjami i doniosłymi wydarzeniami, które zmieniły oblicze papiestwa i wpłynęły na bieg historii Europy i świata”. Przewodniczący Episkopatu skierował prośbę do Ojca Świętego Franciszka o ogłoszenie św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy.

„Bogactwo pontyfikatu św. Jana Pawła II – przez licznych historyków i teologów określanym Janem Pawłem II Wielkim – wypływało z bogactwa jego osobowości – poety, filozofa, teologa i mistyka, realizując się w wielu wymiarach, od duszpasterstwa i nauczania, poprzez kierowanie Kościołem powszechnym, aż po osobiste świadectwo świętości życia” – napisał w liście do Ojca Świętego Franciszka abp Gądecki. Zwrócił też uwagę na to, że wielkim osiągnięciem pontyfikatu św. Jana Pawła II był Jego udział w przywróceniu Europie jedności, po ponad pięćdziesięcioletnim podziale, którego symbolem była żelazna kurtyna. Przewodniczący Episkopatu zaznaczył: „Po jednoczącym i kulturotwórczym przepowiadaniu Ewangelii przez świętych Cyryla i Metodego oraz świętego Wojciecha, ponad tysiąc lat później, owoce ich działalności – nie tylko w wymiarze społecznym, ale i religijnym – znalazły swego obrońcę i kontynuatora w osobie papieża Polaka”.

Kard. Stanisław Dziwisz w czasie wystąpienia na kongresie „Europa Christi” wsparł prośbę abp Stanisława Gądeckiego skierowaną do Ojca Świętego Franciszka. Podkreślił, że papież Polak powinien zostać uznany za doktora Kościoła i współpatrona naszego europejskiego domu. Powiedział: „Trzeba stwierdzić, iż papież Wojtyła to nie tylko wielki współczesny doktor Kościoła, ale i wybitny patron dla Europy, który ma ogromnie wiele do powiedzenia wszystkim, zarówno wierzącym, jak i niewierzącym”.

Przeczytaj także: Kard. Dziwisz: Święty Jan Paweł II Wielki patronem Europy i doktorem Kościoła
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Decyzja Prokuratury ws. obrazu Matki Bożej z tęczową aureolą

2019-10-23 12:09

red/wpoloityce.pl

Osoby, które podczas czerwcowego Marszu Równości w Częstochowie niosły wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z tęczową aureolą nie dopuściły się przestępstwa obrazy uczuć religijnych - uznała częstochowska prokuratura, umarzając postępowanie w tej sprawie.

youtube.com

Postępowanie umorzono ze względu na brak znamion czynu zabronionego — powiedział w środę PAP prok. Piotr Wróblewski z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Dochodzenie toczyło się w Prokuraturze Rejonowej Częstochowa-Północ. Trafiło do niej kilka doniesień osób, które obserwowały marsz i poczuły się urażone zachowaniem organizatorów i uczestników zgromadzenia.

Uczestnicy zorganizowanego 16 czerwca marszu mieli tęczowe flagi i elementy odzieży – skarpetki, czapki czy torby; nieśli także tęczową flagę z wizerunkiem orła białego, a także pojawiającą się także w innych miejscach kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, na którym aureola otaczająca głowy Maryi i Dzieciątka miała tęczowe barwy. To właśnie obraz niesiony przez uczestników marszu rozpalił emocje wśród kontrmanifestantów. Krzyczeli: „Oddać obraz!” i na chwilę zablokowali trasę przemarszu.

Postępowanie toczyło się pod kątem art. 196 Kodeksu karnego. Stanowi on, że „kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Jak wyjaśnił prok. Wróblewski, zgodnie z wykładnią, musi to być czyn, który nosi znamiona wulgarności i ma na celu ubliżenie osobom wyznającym religię.

Z argumentacji postanowienia o umorzeniu wynika, że sama tęcza, symbol tęczy, takiego charakteru ubliżającego czy wulgarnego nie ma; brak też dowodów, że organizatorzy marszu mieli na celu obrazę uczuć religijnych — wskazał prokurator.

W II Marszu Równości w Częstochowie brało udział ok. 600 osób. Legalny marsz był zakłócany przez kontrmanifestantów, rekrutujących się m.in. ze środowiska kibiców, którzy nie mieli zgody władz miasta na manifestację. Policja informowała po imprezie, że nie odnotowała poważniejszych zdarzeń i naruszeń prawa, na kilka osób nałożono mandaty.

Częstochowska prokuratura prowadziła wcześniej podobne postępowanie, dotyczące transparentu z białym orłem na tęczowym tle, niesionym na wcześniejszym Marszu Równości w tym mieście. Także w tamtym przypadku nie dopatrzyła się przestępstwa i umorzyła śledztwo. Biegły, który wypowiedział się w tej sprawie ocenił, że niesiony podczas manifestacji przedmiot trudno uznać za flagę, był to jedynie transparent z aluzyjną interpretacją flagi, a intencją jego twórców nie było znieważenie symboli państwowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem