Reklama

Modlitwa

Iskra Miłosierdzia także za kratkami

W diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej wiele miejscowości włączyło się w ogólnopolską akcję "Iskra Miłosierdzia". Modlili się także osadzeni w Zakładzie Karnym w Czarnem. - Więźniowie są odizolowani od świata, ale nie wypadli poza nawias Kościoła - mówi ks. Marcin Gajowniczek, kapelan.

[ TEMATY ]

koronka

Graziako

Duszpasterz w Zakładzie Karnym w Czarnem cieszy się, że wśród jego podopiecznych znaleźli się chętni do włączenia się w akcję. W kaplicy stawiło się kilkunastu osadzonych. - Dla więźniów to także zatrzymanie się w codzienności: przerywają pracę, rezygnują z wyjścia na spacerniak, szybciej jedzą obiad - mówi ks. Gajowniczek.

- Oni także są częścią Kościoła powszechnego. Odbywają kary za popełnione w świecie przestępstwa, są odizolowani od tego świata, ale nie wypadli poza nawias Kościoła: modlą się, korzystają z sakramentów, przeżywają wiarę - dodaje duszpasterz.

W Koszalinie, wierni zgromadzili się m.in. przy Domu Miłosierdzia Bożego, niedaleko ruchliwego skrzyżowania dwóch ważnych ulic w mieście.

Reklama

- Jesteśmy tu też, aby pokazać, że nie wstydzimy się naszej wiary, dlatego nie ograniczamy się z modlitwą tylko do miejsc sakralnych takich, jak kaplice i kościoły. Wychodzimy na ulice, żeby powiedzieć światu, że wierzymy w Boże Miłosierdzie - mówi s. Zofia Piotrowska ze zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, która prowadziła modlitwę.

Wśród uczestników były osoby w różnym wieku. Oprócz intencji ogólnopolskich, niektórzy z nich przyszli, aby prosić Boga o miłosierdzie w ważnych dla siebie sprawach. - Kochamy Jezusa i przyznajemy się do Niego na co dzień. On nas prowadzi, Jemu powierzamy nasze sprawy, modlimy się do Niego w naszych potrzebach. Dzisiaj szczególnie prosimy o cud pracy - dzieli się Eliza Wiśniewska, która na modlitwę przed Dom Miłosierdzia przyszła z mężem i niedawno narodzonym synem.

Wierni w ramach akcji "Iskra Miłosierdzia" gromadzili się w wielu miejscowościach w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, m.in. w: Słupsku, Pile, Kołobrzegu, Białogardzie, Darłowie, Bobolicach, czy Rymaniu.

2017-09-28 18:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bp Kamiński: Święto Miłosierdzia Bożego i koronka są jak koło ratunkowe

Nie przestawajmy nigdy wołać Jezu ufam Tobie, zwłaszcza wtedy, gdy zło wydaje się wygrywać. Ostatnie słowo należy do Boga i Jego miłosierdzia - zaapelował bp Romuald Kamiński, który przewodniczył Mszy św. w Domu św. s. Faustyny w Ostrówku.

Duchowny przypomniał, że "miłosierdzie jest niezmiennym stanem zlitowania się Boga nad naszymi brakami, których sami nie jesteśmy uzupełnić, ani ich przezwyciężyć". Wyraził również wdzięczność Opatrzności Bożej za to, że św. s. Faustyna, zanim wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, przez rok pracowała w Ostrówku jako pomoc domowa u rodziny Lipszyców.

– Na co dzień zwykła dziewczyna - naturalna w swoim sposobie zachowania, pogodna, pełna życzliwej i bezinteresownej miłości dla ludzi, a przy tym jako siostra skupiona, wyciszona, gorliwie spełniająca swoje nieraz bardzo proste obowiązki. Chciała się Bogu podobać i jemy samemu służyć. Oddała się do dyspozycji, aby Bóg wykorzystał to co po ludzku słabe, kruche, pokorne, niezaradne – mówił bp Kamiński.

Wskazał, że u podstaw duchowości Apostołki Bożego Miłosierdzia leży najpiękniejsza tajemnica naszej wiary, mówiąca o miłości miłosiernej Boga do każdego człowieka. – Często rozważała, co Bóg uczynił dla człowieka przy jego stworzeniu, ile Syn Boży wycierpiał dla naszego zbawienia, jak wielkie skarby Bóg pozostawił dla nas w Kościele świętym. Owocem tych wewnętrznych rozważań i głębokich duchowych przeżyć są teksty zawarte w Dzienniczku mówiące o dobroci Boga objawionej w stworzeniu całego kosmosu, aniołów i ludzi - wskazywał bp Kamiński. Podkreślił, że w szczególnie w dzisiejszych czasach Święto Miłosierdzia Bożego i modlitwa koronką są jak koło ratunkowe.

– Tak jak wielcy odkrywcy, uczeni, ubogacają nasze życie przydatnymi wynalazkami, ułatwiają nam życie, udostępniają nowe technologie, znajdują nowe leki, tak Jezus poprzez Siostrę Faustynę dał na dzisiejsze czasy – pełne pychy, odstępstw od Boga, kiedy zabija się nienarodzone dzieci, bluźni ze świętości, zatraca się prawdziwy obraz człowieka jako dziecka Bożego, kiedy rujnuje się rodzinę jako fundament życia społecznego – dał swoją Podobiznę - Obraz z jego szczególnymi atrybutami; święto Miłosierdzia; Koronkę do Bożego Miłosierdzia i nabożeństwo Godziny Miłosierdzia – zaznaczył kaznodzieja.

Bp Kamiński w homilii przypomniał także, że św. Jan Paweł II w trzecim roku swojego pontyfikatu poświecił Bożemu Miłosierdziu encyklikę "Dives in misericordia". - Uzmysłowił nam, że miłosierdzie nie polega na najbardziej współczującym spojrzeniu na zło moralne, fizyczne czy materialne, ale w „swoim właściwym i pełnym kształcie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i człowieku” - wskazywał hierarcha.

Przypominając trójkę apostołów Bożego Miłosierdzia - św. Jana Pawła II, św. s. Faustynę Kowalską i bł. ks. Michała Sopoćko - podkreślił, że papież-Polak nauczał o niewyczerpanej gotowości Boga w przyjmowaniu marnotrawnych synów. - Ograniczyć te gotowość może jedynie nasz upór, zła wola, brak gotowości do pokuty. Miłosierdzie nie oznacza pobłażliwości wobec wszelkich przejawów zła. Musimy pamiętać, że warunkiem przebaczenia jest prawdziwy żal za grzechy i pragnienie naprawienia wyrządzonego zła - zaznaczył bp Kamiński.

CZYTAJ DALEJ

Niestrudzony pasterz narodu

2020-05-28 04:40

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Prymas Tysiąclecia

39. rocznica śmierci

reprodukcja Łukasz Krzysztofka

Modlitwa przy trumnie kard. Stefana Wyszyńskiego. W prawym górnym rogu, przy sztandarze "Solidarności" bł. ks. Jerzy Popiełuszko.

"Wszystkie nadzieje to Matka Najświętsza, i jeżeli jaki program, to Ona". Te słowa swojego testamentu maryjnego wypowiedział na łożu śmierci kard. Stefan Wyszyński. 28 maja 1981 r. w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego odszedł do Domu Ojca.

W tym czasie w rezydencji Arcybiskupów Warszawskich trwała nieustanna modlitwa najbliższych współpracowników umierającego Prymasa. Lekarze cały czas czuwali. Nad ranem pogłębiły się zaburzenia pracy serca. Podawane leki nie przynosiły poprawy. Oddech stawał się coraz słabszy. Czuwający całą noc kardiolog stwierdził nadchodzącą agonię. Przy łożu zebrali się lekarze i domownicy. Ks. Bronisław Piasecki, kapelan Prymasa, prowadził modlitwy za konających. Kard. Wyszyński trzymał w dłoni zapaloną gromnicę, znak zmartwychwstania i życia. Leżał na prawym boku z przechyloną głową.

O godz. 4.40 nastąpiło zatrzymanie oddechu. Ustała praca serca. Lekarze stwierdzili zgon. Zebrani wokół odmawiali różaniec – tajemnice dźwigania krzyża, śmierci, zmartwychwstania i wniebowstąpienia. „Tej ostatniej chwili – jak zanotował ks. Piasecki – towarzyszy cisza i spokój. Jest to śmierć niezwykle spokojna, bez dostrzegalnych oznak konania”.

W kaplicy Domu Arcybiskupów ks. prał. Jerzy Dąbrowski celebrował o godz. 5.00 pierwszą Mszę św. żałobną za zmarłego Prymasa. Po niej ciało Kardynała zostało ubrane w purpurową sutannę, szaty liturgiczne, fioletowy ornat. Na piersi krzyż biskupi z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej, na palcu pierścień, dłonie oplecione różańcem, z którym za życia nigdy się nie rozstawał. W momencie przenoszenia ciała do trumny ubierający dostrzegli na twarzy Prymasa pojawiający się uśmiech.

Zgodnie z wolą kard. Wyszyńskiego, jego trumna została zamknięta i przeniesiona do sali audiencjonalnej na parterze domu arcybiskupiego. Obok trumny postawiono obraz Matki Bożej Częstochowskiej, która towarzyszyła mu każdego dnia.

Wydano komunikat lekarski o śmierci Prymasa. Gdy wiadomość podały rozgłośnie radiowe, do Domu Arcybiskupów zaczęły przychodzić tysiące mieszkańców stolicy, aby oddać hołd swojemu biskupowi.

Telegram na ręce kard. Franciszka Macharskiego przesłał z polikliniki Gemelli w Rzymie Ojciec św. Jan Paweł II. „Na wiadomość o śmierci umiłowanego brata w biskupstwie, wielkiego syna Kościoła i naszego narodu, księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego, arcybiskupa metropolity gnieźnieńskiego i warszawskiego, Prymasa Polski, łączę się w bólu i modlitwie z całym Kościołem w Ojczyźnie i wszystkimi moimi rodakami. Przeżywając tajemnicę Wniebowstąpienia Pańskiego, proszę Najlepszego Ojca o wieczną nagrodę dla niestrudzonego pasterza i nieustraszonego świadka Ewangelii Chrystusowej. Ufam, że Pani Jasnogórska, Matka Kościoła, której tak bezgranicznie zawierzył, okaże Mu swojego Syna. Wsparty nadzieją chwalebnego zmartwychwstania, krzepię zbolałe serca wszystkich drogich braci i sióstr moim apostolskim błogosławieństwem” – napisał ranny po zamachu Jan Paweł II.

Wieczorem do Domu Arcybiskupów Warszawskich przybył kard. Franciszek Macharski, który przewodniczył obrzędom pogrzebowym przy trumnie zmarłego. Wśród gości był też m.in. brat Roger z ekumenicznej wspólnoty w Taize. Z ul. Miodowej kondukt pogrzebowy wyruszył do kościoła seminaryjnego przy Krakowskim Przedmieściu.

Rozpoczęła się wielka, narodowa żałoba. Już pierwszego dnia wpłynęło ponad 1600 listów kondolencyjnych z całego świata. Osób chcących pożegnać się z Prymasem były już nie tysiące, ale dziesiątki tysięcy. Do kościoła seminaryjnego ustawiały się długie kolejki. A pogrzeb, który odbył się 31 maja na ówczesnym pl. Zwycięstwa stał się wielką manifestacją religijno-patriotyczną. Zgromadził ok. pół miliona osób, które przybyły, aby oddać cześć swojemu Prymasowi i niekoronowanemu królowi Polski.

CZYTAJ DALEJ

Pokazywał i uczył nas jedności

2020-05-29 00:30

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

archikatedra warszawska

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Kard. Wyszyński doskonale wiedział, że jeśli Kościół da się podzielić, nie przetrwa czasu próby – powiedział kard. Kazimierz Nycz w homilii w czasie Mszy św. w 39. rocznicę śmierci Prymasa Tysiąclecia w archikatedrze warszawskiej.

Uroczystą, koncelebrowaną Eucharystię pod przewodnictwem metropolity warszawskiego odprawiło kilkudziesięciu kapłanów diecezjalnych i zakonnych. Wśród nich ks. Bronisław Piasecki, kapelan prymasa Wyszyńskiego i świadek jego ostatnich dni. We Mszy św. uczestniczyli alumni warszawskiego seminarium duchownego, siostry zakonne, poczty sztandarowe, członkowie Archikonfraterni Literackiej, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń katolickich oraz wierni z warszawskich parafii, a także pielgrzymi z Zuzeli – rodzinnej miejscowości Prymasa Tysiąclecia.

Kard. Nycz w homilii podkreślił, że jeszcze pięć miesięcy temu wszyscy spodziewaliśmy się, iż za kilka dni będziemy zgromadzeni na beatyfikacji na pl. Piłsudskiego, podobnie jak w czasie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II czy wielkiego pogrzebu Prymasa trzy dni po jego śmierci. – Te nadzieje nie zostały przekreślone. Znalazły one swoje wzmocnienie w tym niespodziewanym czasie, który Bóg dał nam wszystkim, abyśmy się lepiej przygotowali do beatyfikacji kard. Wyszyńskiego – mówił.

– To wydarzenie, które po ludzku prymasowi Wyszyńskiemu się należy, jest potrzebne również nam, abyśmy zgromadzeni raz jeszcze mogli wyśpiewać wielkie „Te Deum” Kościoła i narodu polskiego za wielkie życie Prymasa. Nie traćmy nadziei i trzymajmy dzień 28 maja w naszych sercach, bo jest zarezerwowany na liturgiczne wspomnienie kard. Wyszyńskiego – zaznaczył metropolita warszawski.

Hierarcha przypomniał, że obecny okres w roku liturgicznym jest “czasem, gdy Jezus prowadzi nas do Wieczernika i modli się za wszystkich, którzy dzięki słowu apostołów w Niego uwierzą”. – My także jesteśmy zaproszeni do Wieczernika. Jezus modli się również za nas. Jesteśmy owocem świadectwa i wiary apostołów. W Wieczerniku, do którego nas przyprowadza słyszymy „aby byli jedno”- podkreślił kard. Nycz i wskazał na jedność wewnątrz Trójcy Świętej jako wzór jedności ludzi między sobą.

Metropolita warszawski zwrócił uwagę, że dla Prymasa wołanie i troska o jedność były ważnym wymiarem pasterskiej działalności, nie tylko w kontekście ekumenicznym. – Chodziło o jedność Kościoła w Polsce, targanego próbą podzielenia. Prymas Wyszyński wiedział, że jeśli Kościół da się podzielić, to nie przetrwa czasu próby.

- Kard. Wyszyński wiedział, że za wypowiedziane w 1953 r. „non possumus” będzie czekało go więzienie. Ale w pewnym sensie uważał, że to błogosławiony czas, który pozwolił mu głosić Ewangelię w zupełnie nowy sposób – zauważył kard. Nycz i dodał, że uwięzienie sprawiło, iż nie tylko urósł autorytet Prymasa wśród ludzi Kościoła i systemu, ale dzięki internowaniu mógł wiele spraw przemodlić, przemyśleć i złożyć ofiarę ze swojego cierpienia. Właśnie wtedy bowiem powstały Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, Wielka Nowenna i wiele inicjatyw związanych z Tysiącleciem Chrztu Polski. – Trzy lata uwięzienia to jeden z najważniejszych momentów życia Prymasa – mówił kard. Nycz.

Przypomniał także, że drogi życia Prymasa Tysiąclecia zeszły się drogami kard. Karola Wojtyły. – Z tego spotkania i pięknej współpracy narodził się wybór Karola Wojtyły na papieża. Czasami banalizujemy trochę te relacje dwóch wielkich Polaków, mówiąc, że Karol Wojtyła był w cieniu Prymasa, a później Prymas w cieniu Papieża, ale to naprawdę nie o to chodzi. Tam nie było żadnych cieni, ale blask dwóch wielkich ludzi Kościoła. Oni byli niezwykle komplementarni względem siebie. Bardzo kochali Kościół i Matkę Najświętszą – mówił metropolita warszawski

Kard. Nycz zachęcił do modlitwy o owoce beatyfikacji kard. Wyszyńskiego, aby za rok móc spotkać się w archikatedrze przy jego relikwiach. Podkreślił ponadto, że wśród tych owoców są klerycy archidiecezji warszawskiej, z których dwudziestu będzie w najbliższą sobotę wyświęconych na kapłanów. – To spora liczba, jak na obecne czasy, dlatego mamy za co Bogu dziękować. Przez wstawiennictwo Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego módlmy się, aby we wszystkich polskich seminariach nie brakowało powołań – zaapelował.

Po Mszy św. kapłani przeszli procesyjnie do kaplicy z grobem Prymasa Tysiąclecia, gdzie odczytano fragment Ślubów Jasnogórskich i odśpiewano Apel Jasnogórski.

Ostatnim punktem uroczystości rocznicowych był wykład prof. Krzysztof Koehlera pt. „Wizja obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski”. Prelegent podkreślił, że prymas Wyszyński dochodzi do idei Millenium, kiedy jest uwieziony i rzucony w samotność. Pierwszym, przełomowym momentem było ułożenie 8 grudnia 1953 r. aktu osobistego oddania się Matce Bożej w niewolę. – Sam będąc w niewoli, Prymas poświęca wszystko Maryi i „transcenduje” niewolę fizyczną, zgadzając się na bezwarunkowe rozporządzanie sobą – mówił prof. Koehler.

Również Śluby Jasnogórskie, będące analogią do Ślubów Lwowskich króla Jana Kazimierza, a także nawiązanie do bohaterskiej obrony Jasnej Góry, symbolizującej obronę chrześcijańskiego ducha narodu miały jeszcze ściślej zjednoczyć naród polski z Maryją. – Peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej była jak zamek błyskawiczny, który zszywa naród. Prymasowi leżało na sercu budowanie wspólnoty narodowej – podkreślił prof. Koehler i dodał, że kard. Wyszyński z Janem Pawłem II doskonale zdawali sobie sprawę, jak bardzo niebezpieczne może być rozłączanie polskości od katolicyzmu. - Bez pogłębiania wiary Polacy się rozproszą – zaznaczył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję