Reklama

Polska

Częstochowa: pokaz filmu „Dwie korony”

Późnym wieczorem 10 października w Cinema City w Częstochowie odbył sięspecjalny pokaz filmu „Dwie korony” w reżyserii Michała Kondrata. Na projekcję filmu mieszkańców Częstochowy zaprosił tygodnik katolicki „Niedziela”. Pokaz filmu odbył się dokładnie w 35. rocznicę kanonizacji o. Maksymiliana Kolbe, której dokonał Jan Paweł II, 10 października 1982 r. w Rzymie oraz 100. rocznicę powstania Rycerstwa Niepokalanej.

[ TEMATY ]

film

Bożena Sztajner/Niedziela

W pokazie filmu wzięli udział m. in. bp senior Antoni Długosz, bp Andrzej Przybylski – biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej, o. Michał Legan – paulin, publicysta „Niedzieli”, osoby życia konsekrowanego, mieszkańcy Częstochowy.

Zobacz zdjęcia: Pokaz filmu "Dwie korony" w Częstochowie

„Znaliśmy i znamy św. o. Maksymiliana Kolbe od strony jego męczeńskiej śmierci. Jednak film „Dwie korony” pokazuje nam o. Kolbego jako człowieka przekraczającego wszelkie granice” - podkreśliła redaktor naczelna „Niedzieli”, Lidia Dudkiewicz.

Następnie o. Michał Legan wprowadzając w tematykę filmu zaznaczył, że „przeżywamy renesans kina religijnego także w Polsce” - Kino przecież zaczęło się od wielkich tematów chrześcijańskich – mówił o. Legan.

Reklama

- Film „Dwie korony” to połączenie fabuły z dokumentem. Reżyser filmu Michał Kondrat daje świadectwo o swoim doświadczeniu o. Kolbego. Widzimy z jednej strony odkrywanie św. Maksymiliana, ale też fascynację jego postacią – kontynuował o. Legan i dodał, że „film pokazuje, że prawdziwe życie świętego to codzienne zmaganie”.

O. Legan przypomniał również, że pierwszym ważnym filmem o św. Maksymilianie Kolbe w dziejach kina był dramat biograficzny w reżyserii Krzysztofa Zanussiego z 1991 r. pt. „Życie za życie: Maksymilian Kolbe” –Tamten film pokazał życie św. Maksymiliana od strony doświadczenia Franciszka Gajowniczka, za którego o. Kolbe poszedł na śmierć do bloku nr 11 w Auschwitz – zaznaczył o. Legan.

W filmie „Dwie korony” jego widzowie mogą zobaczyć nieznane dotąd powszechnie fakty z życia o. Maksymiliana Kolbe, począwszy od jego dzieciństwa, aż do heroicznej decyzji o oddaniu życia za współwięźnia w Auschwitz. W filmie poznajemy św. Maksymiliana, który dla zdobycia całego świata dla Niepokalanej używa, jak na swoje czasy, najnowocześniejsze środki, by wydawać „Rycerza Niepokalanej” w nakładzie miliona egzemplarzy. W obrazie

Reklama

Michała Kondrata widzimy nowatorskie podejście o. Kolbego do mediów, a także dzieła ewangelizacji. Poznajemy późniejszego świętego jeszcze jako studenta w Rzymie i młodego seminarzystę, który planował loty w kosmos, a potem z odwagą pojechał na misje do Japonii.

Na piękno filmu składa się również refleksyjna muzyka Roberta Jansona.

Odtwórcą głównej roli jest Adam Woronowicz.

W rolę pozostałych bohaterów wcielili się tacy aktorzy jak m. in. Cezary Pazura, Artur Barciś, Paweł Deląg, Dominika Figurska, Maciej Musiał, Antoni Pawlicki, Sławomir Orzechowski.

2017-10-10 22:05

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dowód na istnienie

Niedziela warszawska 24/2020, str. VI

[ TEMATY ]

film

ks. Jan Zieja

Materiały prasowe

Kadr z filmu Zieja. Nie zabijaj nigdy nikogo w reżyserii Roberta Glińskiego

Ksiądz Jan Zieja przeżył niemal cały XX wiek, i choć nigdy nie chciał być w centrum wydarzeń, był świadkiem i uczestnikiem najbardziej dramatycznych momentów stulecia.

Choć zmarł już prawie 30 lat temu, to pamięć o wybitnym kapłanie jest wciąż żywa, ludzie odkrywają go na nowo. Niedawno odkryli go twórcy filmu Zieja. Nie zabijaj nigdy nikogo. Reżyser Robert Gliński doczekał się premiery filmu, ale nie jego rozpowszechniania. Tuż po premierze pandemia koronawirusa na kilka miesięcy zamknęła kina. Może teraz postać Jana Ziei będzie miała szansę trafić do kolejnego pokolenia?

Kilka życiorysów

Życiorysem ks. Jana Ziei można obdzielić kilka osób. I na ogół nie był biernym uczestnikiem wydarzeń, ale także czynnie na nie wpływał. Widział wydarzenia rewolucji 1905 r., brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, w kampanii wrześniowej.

Był kapelanem przy Komendzie Głównej AK, Szarych Szeregach oraz Batalionach Chłopskich. Blisko współpracował z ratującą Żydów „Żegotą”. W Powstaniu Warszawskim został kapelanem pułku „Baszta”.

Ale przede wszystkim była praca duszpasterza, kapelana w czasach spokoju i pokoju. – W życiu ks. Ziei działo się tyle, że nie da się o tym opowiedzieć w dwugodzinnym filmie – mówi scenarzysta Wojciech Lepianka. – To, co chcieliśmy powiedzieć o ks. Janie, zasygnalizowaliśmy widzom. Wielu nie będzie miało pojęcia o tej postaci. Jak na pierwszy kontakt z nią – wystarczy. I tak chyba zmusi do myślenia i dyskusji.

Entuzjazm od Mickiewicza

Twórcy filmu nie pominęli wojny polsko-bolszewickiej, którą widział z perspektywy okopu i pola walki. I która miała przemożny wpływ na młodego księdza. Został pacyfistą. „Mój wzięty od Mickiewicza entuzjazm malał, gdy przechodziłem przez kolejne pola walk i potyczek. Widziałem, czym naprawdę jest wojna” – wspominał.

Całkowicie się wtedy nawrócił – jak mówi – na przekonanie, że przykazanie „Nie zabijaj” znaczy nigdy nikogo, że udział w wojnie jest przeciw woli Bożej.

– Postawa ks. Ziei wynika z Ewangelii, ale także doświadczeń wojennych – mówi reżyser Gliński. – To, co widział w czasie wojny polsko-bolszewickiej, krew, zwłoki, rany – odbiło się na jego postrzeganiu świata, na jego pacyfizmie.

Doktor Judym

Autorzy filmu musieli pominąć pobyt i działalność kapłana na Polesiu. W latach 30. XX wieku ks. Zieja działał tam jak Doktor Judym, pomagając urszulankom w działalności apostolsko-oświatowej. Dojeżdżał w różne zakątki Polesia pozbawione kościoła, z posługą kapłana i nauczyciela. Zasłynął jako ukochany pasterz rozległej „parafii”.

Był utalentowanym nauczycielem. Miał w Mołodowie swoje dzieła: gimnazjum, uniwersytet ludowy dla gospodarzy. Miejscowi byli spragnieni wiedzy o świecie, o życiu, o Bogu. Znał to, pochodził z biednej chłopskiej rodziny z okolic Opoczna.

Zanosiło się, że będzie chłopem. Ale chęć nauki, zawziętość, potem powołanie przeważyły. Po nauce w domu, na plebanii, w warszawskiej szkole, w 1915 r. wstąpił do seminarium w Sandomierzu. Tam w 1919 r. otrzymał święcenia kapłańskie i rozpoczął studia teologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Ale przyszedł 1920 r.; do wojska, w którym służył jako kapelan, zgłosił się sam.

W zgodzie z pacyfizmem

Po wojnie był prefektem szkół podstawowych m.in. w Zawichoście. W końcu został wikariuszem w Kozienicach. Włączył się również w działalność lewicującego Związku Młodzieży Wiejskiej RP. Przyciągnął go program społeczny.

– Miał swój system wartości i żył według niego. Ale nie był lewicowy ani prawicowy. Był natomiast wyczulony społecznie, na ludzką biedę – zaznacza Gliński. Uważał, że jeżeli komuś brak chleba, to dlatego, że ktoś drugi ten chleb skradł. Skradł, gromadząc u siebie nadmiar!

Gdy wybuchła wojna, ks. Zieja znów poszedł do wojska – jako kapelan. Po kapitulacji trafił w końcu się do podwarszawskich Lasek, gdzie został w zastępstwie ukrywającego się ks. Władysława Korniłowicza kapelanem Zakładu dla Ociemniałych. Trafił na bliskie sobie środowisko. W czasie Powstania Warszawskiego miał przenosić rannych, nierzadko spod pola ostrzału. Godził to z pacyfizmem.

Ksiądz ubogich

Nieżyjący prof. Stefan Swieżawski mówił, że ks. Zieja urzeczywistniał w swoim życiu kapłańskim ideę Kościoła ubogiego. Darzył wielką miłością św. Franciszka z Asyżu, który był dla ks. Jana niedościgłym ideałem.

Kolejne wydarzenia pokazały, że serce ma bardziej po lewej, niż po prawej stronie. Był szczególnie wyczulony na krzywdę. Mówiąc o siódmym przykazaniu, stwierdzał, że Bóg, zaopatrzył ziemię w wystarczającą ilość środków żywności dla ludzi każdej epoki. „Jeżeli komuś brak chleba – wołał z uniesieniem – to dlatego, że ktoś drugi ten chleb skradł. Skradł, gromadząc u siebie nadmiar! Biada tym złodziejom, co nie z głodu, a z chciwości okradają bliźnich! Nie znajdą miłosierdzia u Pana!”.

Bali się

W czerwcu 1945 r. rozpoczął pracę duszpasterską w Słupsku, gdzie początkowo był jedynym księdzem katolickim, obsługującym cztery kościoły w mieście oraz kilka następnych w powiecie. Pracę musiał przerwać ze względów zdrowotnych. Do Warszawy ściągnął ks. Zieję prymas Stefan Wyszyński, chcąc mieć blisko długoletniego przyjaciela. Od 1950 r. ks. Zieja został rektorem kościoła Wizytek.

Publicznie bronił uwięzionego kard. Wyszyńskiego. UB chciała go aresztować, ale górę wziął strach władz przed społecznymi konsekwencjami represji wobec charyzmatycznego kapłana.

Po aresztowaniu kard. Wyszyńskiego, usunął się z Warszawy. Najpierw udał się do Nowej Wsi pod Warszawą, a następnie – gównie dla podreperowania zdrowia – wyjechał do Zakopanego.

Empiryczny dowód

Od 1963 r. aż do śmierci żył i pracował w domu Sióstr Urszulanek Szarych na warszawskim Powiślu. Tam też zmarł 19 października 1991 r. W ostatnich latach życia poświęcał się pracy pisarskiej i duszpasterskiej. Przesłał na ręce polskich uczestników II Soboru Watykańskiego memoriał dotyczący piątego przykazania, wskazując w nim, iż przykazanie „Nie zabijaj” należy rozumieć jako: „Nie zabijaj nigdy nikogo”.

Gdy w czasach PRL trzeba było dać świadectwo, nie chował głowy w piasek. Był sygnatariuszem protestu przeciwko zmianom w Konstytucji PRL w 1975 r., choroba nie przeszkadzała mu w działalności w KOR. W 1976 r. znalazł się wśród założycieli apelu Komitetu Obrony Robotników.

Przesłuchiwany w związku z tym stwierdził, że związał się z nim, bo jawnie wystąpił w obronie słabszych, prześladowanych, poniżanych, pozbawianych pracy, niosąc im pomoc materialną i prawną. Wzywany na przesłuchania ks. Zieja zaczął… ewangelizować esbeków. Osoby związane z nim w tamtym czasie nazywały go z pewną przesadą „empirycznym dowodem na istnienie Boga”, nie myśląc tylko o działalności w KOR.

CZYTAJ DALEJ

Pomoc Kościołowi w Potrzebie: chrześcijaństwo religią najbardziej prześladowaną na świecie

2020-07-16 12:46

[ TEMATY ]

chrześcijaństwo

prześladowania

Adobe Stock

Chrześcijaństwo jest religią najbardziej prześladowaną na świecie. Podkreślił to w rozmowie z tygodnikiem archidiecezji wiedeńskiej „Der Sonntag”, Thomas Heine-Geldern, dyrektor wykonawczy papieskiego dzieła Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKWP).

Ponad 250 milionów chrześcijan żyje w krajach, w których są prześladowani i dyskryminowani, gdzie są traktowani jak „obywatele drugiej klasy”. Mniejszości religijne są często uciskane, spychane na margines, a „w wielu krajach są nimi chrześcijanie”, stwierdził dyrektor PKWP.

Dlatego zadaniem międzynarodowego, katolickiego dzieła pomocy jest zwracanie uwagi na trudne sytuacje związane z wolnością religijną, „nie po to, aby pogłębiać rozdźwięk i ujawniać nienawiść i niezgodę, ale żeby dać tym ludziom głos".

Pomoc Kościołowi w Potrzebie przedstawia co dwa lata raport na temat wolności religijnej na świecie, informujący nie tylko o sytuacji prześladowanych chrześcijan, ale także innych mniejszości religijnych. "Nie chodzi tylko o wsparcie dla chrześcijan, ale także dla buddystów, hinduistów i muzułmanów w sytuacji gdy są oni prześladowani czy dyskryminowani w danym kraju" - zapewnia Heine-Geldern.

Dane wynikające z liczącego ok. 800 stron raportu stanowią podstawę do rozmów z politykami i decydentami, tłumaczył Heine-Geldern. Dodał, że kierowane przez niego papieskie dzieło pomocy stara się ciągle przypominać, że "wolność religijna, wolność wyznawania własnej religii, czy też jej niewyznawania, jest podstawowym prawem człowieka, które należy chronić”. Jego zdaniem choć w zasadzie prawa człowieka mogą być chronione tylko przez organizacje państwowe czy międzynarodowe, to jednak dzieło kościelne może wskazywać, „że jest to dobro, które w sposób szczególny należy chronić".

Aktualnym tematem, wokół którego koncentruje się obecnie w swojej pracy PKWP jest Pakistan. Wprawdzie chrześcijanie stanowią tam tylko dwa procent ludności to jednak ze względu na ogólną liczbę mieszkańców kraju jest ich kilka milionów. Mimo to „w hierarchii społecznej zaliczani są do najniższej grupy i dlatego są dyskryminowani”. Ma to negatywne skutki zwłaszcza obecnie, w okresie pandemii koronawirusa, gdy chrześcijanie są wykluczani z normalnych środków pomocy państwa. Heine-Geldern poinformował, że dlatego PKWP prowadzi obecnie w Pakistanie „pomoc egzystencjalną” dla rodzin chrześcijańskich, „aby mogły one przeżyć”.

Ale są kraje, w których taka pomoc nie jest możliwa. W tym kontekście dyrektor PKWP wymienił np. Iran. Uznane przez państwo mniejszości chrześcijańskie, jak np. Kościół ormiańsko-apostolski, mogą wprawdzie wyznawać swoją religię, ale nie wolno im prowadzić działalności misyjnej. Dlatego niemożliwe są projekty duszpasterskie.

Obecnie bodaj największe pogorszenie sytuacji chrześcijan Heine-Geldern dostrzega w afrykańskich krajach Sahelu. W takich krajach, jak Burkina Faso, Mali, Niger czy Nigeria obcy kaznodzieje islamscy podsycają nienawiść wobec mniejszości. „Coraz częściej dochodzi do sytuacji, w których rośnie też liczba przypadków, w których chrześcijanie są mocno poszkodowani, gdy niszczone są instytucje państwowe, szkoły i ośrodki opieki zdrowotnej. A ponadto żyjący tam chrześcijanie coraz częściej padają ofiarą różnorakich band” - powiedział.

Austriak Thomas Heine-Gelder jest z wykształcenia prawnikiem. Po wielu latach pracy w zarządach zakładów papierniczych, jest od kwietnia 2018 dyrektorem wykonawczym dzieła Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Wcześniej, od 2003, był dyrektorem austriackiego oddziału PKWP.

CZYTAJ DALEJ

Hiszpania: ludzie morza u Matki Bożej Szkaplerznej

2020-07-16 17:18

[ TEMATY ]

Hiszpania

Matka Boża Szkaplerzna

Bożena Sztajner/Niedziela

W Hiszpanii przypadające dziś liturgiczne wspomnienie Matki Bożej Szkaplerznej jest Dniem Ludzi Morza. Zgodnie z tradycją marynarze wypływają z figurą Maryi na barwnie przybranych kutrach i łodziach.

Tak było i dzisiaj choć pandemia nie pozwoliła na zorganizowanie wieczornych procesji ani wspólnego świętowania. W tym roku przypada stulecie duszpasterstwa ludzi morza.

W wielu hiszpańskich portach rybackie łodzie wypłynęły dzisiaj w morze z figurą Matki Bożej Szkaplerznej, aby prosić o opiekę dla siebie i swoich rodzin. Powrót był jednak skromniejszy niż zazwyczaj z powodu koronowirusa. Figura Maryi została przeniesiona do kaplic, gdzie pozostanie przez cały dzień. W tym roku z powodu pandemii na ulice nie wyjdą barwne procesje.

„Ta sytuacja zachęca nas, aby modlić się bardziej niż kiedykolwiek za ludzi morza, którzy pomimo stanu alarmowego swoją pracą podtrzymują ekonomię światową przewożąc podstawowe produkty dla naszego życia. Osobiście cierpią i ponoszą wielkie ofiary – wielu zostało odizolowanych na statkach, kontrakty są zerwane, a porty zamknięte” – napisał bp Luis Quinteiro Fiuza, odpowiedzialny za duszpasterstwo ludzi morza z ramienia Episkopatu. „Wyrażamy naszą wdzięczność kapelanom i wolontariuszom, którzy choć nie mogli wejść na pokład, aby nie szerzyć COVID-19, to jednak znaleźli nowe kreatywne formy, aby kontynuować, wesprzeć i być blisko ludzi morza” – dodał.

Warto zauważyć, że pomimo sekularyzacji święto Matki Bożej Szkaplerznej El Carmen (z Góry Karmel) wciąż cieszy się dużą popularnością w Hiszpanii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję