Reklama

Prezydent: podpiszę ustawę zakazującą aborcji

2017-10-12 12:26

prezydent.pl

Krzysztof Sitkowski

Wywiad z prezydentem Andrzejem Dudą ukazał się w tygodniku „Gość Niedzielny” 12 października 2017 roku.

„Gość Niedzielny”: Kiedy ostatnio uprawiał pan swój ulubiony sport - jazdę na nartach?

Prezydent Andrzej Duda: W zimie tego roku. Dlaczego pan pyta?

Ponieważ można odnieść wrażenie, że nie jedzie już pan koleinami wyznaczanymi przez PiS, lecz przeciera własny szlak.

Jestem prezydentem Rzeczypospolitej. Obiecałem w kampanii wyborczej, że będę słuchał Polaków, że będę otwarty na argumenty różnych stron, i tak robię. Oczywiście staram się realizować program, z którym szedłem do wyborów. Nie ukrywam, że jest to program w większości kwestii zbieżny z programem PiS, bo przecież z tej partii się wywodzę. Jeśli jednak padają propozycje, które są z nim sprzeczne, to mam prawo powiedzieć „nie”.

Projekty dotyczące Krajowej Rady Sądownictwa oraz Sądu Najwyższego, które pan zawetował, były sprzeczne z programem PiS?

Z trzech ustaw sądowych przedstawionych przez PiS, a właściwie przez Zjednoczoną Prawicę, jedną podpisałem - o ustroju sądów powszechnych, która wzmacnia nadzór administracyjny ministra sprawiedliwości nad sądami. W programie PiS takie rozwiązanie jest i ja sam to popieram. Co do KRS - uważam, że wybór sędziów to tego gremium nie powinien być jednopartyjny, stąd moja propozycja wyboru sędziów do KRS większością 3/5 w Sejmie.

Czy w czasie spotkania z prezesem Jarosławem Kaczyńskim 6 października udało się dojść do porozumienia w sprawie ustaw sądowych?

Rozmawialiśmy o ustawach o KRS i SN, a także o sprawach, które były ostatnio omawiane na spotkaniu kierownictwa PiS. Prezes Kaczyński poinformował mnie, że w trakcie prac parlamentarnych klub PiS chce wprowadzić pewne poprawki do ustaw. Będę mógł je ocenić, wtedy kiedy zobaczę je na piśmie. Wkrótce mam je otrzymać.

Dlaczego nie zgadza się pan na wybór zwykłą większością, czyli w obecnej sytuacji tylko przez PiS?

Parlament wybiera wiele gremiów wieloosobowych i najczęściej składają się one z osób z różnych opcji. Spójrzmy na przykład na obecny skład KRS. Spośród czterech posłów wyłonionych przez Sejm tej kadencji dwóch nie jest ze Zjednoczonej Prawicy, lecz z opozycji. Dlaczego? Ponieważ istnieje niepisana zasada, aby w ciałach kolegialnych zasiadali przedstawiciele różnych opcji, oczywiście w odpowiednich proporcjach. Dlaczego teraz wybór sędziów do KRS miałby mieć charakter jednopartyjny? Przecież to jest jednak ciało od Sejmu odrębne, związane z władzą sądowniczą. Nie powinno być tak, że do danego sędziego zostanie przyklejona partyjna łatka. Stąd mój pomysł wymagający ponadpartyjnego kompromisu.

Jednak jedna partia może zdobyć większość 3/5 i wówczas sama wybierze sędziów do KRS, a więc zasada, jaka przyświeca tej propozycji nie będzie spełniona.

Od 1989 roku żadna partia nie uzyskała w Sejmie większości 3/5. Biorąc pod uwagę ordynację wyborczą, zdobycie takiej większości jest bardzo trudne. Dotychczasowe doświadczenie pokazuje, że potrzeba do tego kilku ugrupowań.

PiS zgadza się na 3/5 w pierwszym kroku, ale krytykuje zaproponowaną przez pana metodę, zakładającą, że gdy sędziów do KRS nie zdoła wybrać Sejm, to w drugim kroku jeden poseł mógłby oddać tylko jeden głos na danego kandydata. Jarosław Kaczyński uważa, że w takiej sytuacji sędziów powinien wybierać Senat, też większością 3/5.

PiS ma teraz 64 senatorów, a więc więcej niż 3/5. Byłby to zatem wybór dokonany przez jedną partię, a na to się nie zgodzę.

A na 2/3?

Rozwiązanie, które przedstawiłem, uważam za optymalne. Ono daje partiom parlamentarnym szansę na szukanie kompromisu ponadpartyjnego. Co do innych koncepcji - będę się wypowiadał dopiero, kiedy pojawią się jako konkretne propozycje.

Politycy PiS krytykują również pomysł, aby część członków Sądu Najwyższego pozostała na stanowiskach. Projekt PiS przewidywał zwolnienie wszystkich i ewentualną zgodę ministra sprawiedliwości na dalsze sprawowanie funkcji, jeśli jakiś sędzia złoży taki wniosek.

Zawetowałem ten projekt dlatego, że przewidywał olbrzymią władzę ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego nad Sądem Najwyższym. Czegoś takiego do tej pory nie było. Nie zgadzam się na takie rozwiązanie, bo uważam, że minister sprawiedliwości, który w polskim systemie prawnym jest jednocześnie prokuratorem generalnym, nie powinien mieć takiego wpływu na funkcjonowanie Sądu Najwyższego. Zawetowana ustawa dawała prokuratorowi generalnemu prawo do decydowania, który z obecnych sędziów będzie mógł dalej orzekać jako sędzia w SN, i t bez żadnych obiektywnych kryteriów. Na podstawie jakiej oceny minister sprawiedliwości miałby decydować o tym, kto może być dalej członkiem SN? Tam nie były podane żadne kryteria. Ja proponuję kryterium obiektywne, takie, jakie jest w sądach powszechnych, a więc wiek emerytalny 65 lat.

Jakie niebezpieczeństwo wynikałoby z władzy, jaką mógłby mieć nad Sądem najwyższym minister sprawiedliwości i prokurator generalny?

Chodzi o naruszenie zasady trójpodziału władzy i niezależności władzy sądowniczej. Prokurator generalny jest jednocześnie ministrem sprawiedliwości, czyli z jednej strony decyduje o pracy prokuratury, a z drugiej ma stosunkowo dużą władzę administracyjną nad sądami powszechnymi. Miał de facto decydować o składzie Sądu Najwyższego czy jego regulaminie, a przecież jako prokurator generalny jest stroną w sprawach, które toczą się przed Sądem Najwyższym, jego przedstawiciele są oskarżycielami. Na to nie mogłem się zgodzić. Po zapoznaniu się z takimi rozwiązaniami Zofia Romaszewska powiedziała mi: ja nie chcę żyć w kraju, w którym prokurator generalny miałby taką władzę, bo tak nie było nawet za komuny.

Sądząc po reakcjach na weta polityków obozu rządzącego, można dojść do wniosku, że właśnie taką koncepcję ma PiS.

Takiej koncepcji nie ma w programie PiS. Ja takich rozwiązań nie obiecywałem w czasie kampanii prezydenckiej, nie zgadzam się z nimi. W tym programie jest natomiast instytucja skargi nadzwyczajnej, której w zawetowanych projektach nie było. Chcę podkreślić, że celem moich propozycji są głębokie, poważne zmiany w Sądzie Najwyższym. Także personalne, przez wprowadzenie sędziów, którzy zostali nimi po 1989 r., a więc w wolnej Polsce. Tych nowych sędziów będzie potrzeba, gdyż zostaną powołane dwie nowe izby: Dyscyplinarna oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Obywatelskich. Konieczne będzie też zastąpienie tych, którzy przejdą na emeryturę.

Jaka jest nieprzekraczalna granica ewentualnych zmian zaproponowanych przez parlament w pana projektach?

Nie może być tak, że prokurator generalny ma olbrzymią władzę nad Sądem Najwyższym. Musi być obiektywne kryterium przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku. Takim jest przedstawione w moich ustawach kryterium wieku. O wyborze członków KRS nie może decydować jedna partia, ten wybór powinien odbywać się większością 3/5.

Po wetach znalazł się pan w ogniu bardzo ostrej krytyki ze strony polityków PiS. Padały zarzuty dotyczące zatrzymania „dobrej zmiany", zdrady PiS czy obrony ubeckich układów.

Pamiętam, że gdy prezydentem był Lech Kaczyński i toczyły się prace nad ustawą lustracyjną, posłowie na bieżąco relacjonowali mu ich przebieg. Każda, nawet najdrobniejsza zmiana trafiała na biurko prezydenta, a ponieważ miał wątpliwości co do jej kształtu, na końcu dokonał radykalnej zmiany całego projektu. Ja zostałem potraktowany przez niektórych polityków, z jednej partii wchodzącej w skład Zjednoczonej Prawicy, zupełnie inaczej. Najostrzej krytykują mnie nie politycy PiS, ale ci politycy, którzy w 2011 r. dokonali rozłamu w PiS. Wyborcy zapewne pamiętają, jak ostro atakowali śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, choćby za podpisanie traktatu lizbońskiego. Historia trochę się powtarza. Co do samych wet - nie jestem szczęśliwy, że musiało do nich dojść. To była trudna decyzja, poprzedzona wielogodzinnymi analizami prawnymi ustaw. W przeddzień ogłoszenia decyzji, gdy byłem na Jasnej Górze, by modlić się przed obliczem Matki Boskiej Częstochowskiej, była już ona definitywnie podjęta.

Prezes Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej" sugeruje, że konflikt między panem a ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą nie ma podłoża merytorycznego, tylko jest to „spór pokoleniowy między 40-latkami". Jak pan to skomentuje?

To nie jest spór pokoleniowy, to spór o poważne kwestie prawne, a w zasadzie spór o to, jak ma wyglądać przyszłość naszej ojczyzny. Patrzę nie przez pryzmat dwóch czy trzech lat albo najbliższych wyborów, ale zależy mi na dłuższej perspektywie czasowej. Dostrzegam, że jest także świat mojej córki, w którym nie tylko ja będę jeszcze długo egzystował, ale przede wszystkim ona oraz jej rówieśnicy, a potem ich dzieci. Dlatego chciałbym, aby żyli w dobrze ukształtowanej Polsce. W bezpiecznym kraju, silnym państwie, ze sprawiedliwym wymiarem sprawiedliwości.

Abstrahując od wymiaru sprawiedliwości, na czym polega istota różnic między panem a prezesem PiS w reformowaniu Polski?

Jeżeli weźmiemy do ręki program PiS, to zobaczymy, że tych różnic nie ma. Ja pod tym programem partii podpisywałem się, sam go prezentowałem, a teraz realizuję, bo uważam, że jest dobry dla Polski. Cele mamy więc takie same.

Różnice dotyczą metod?

Nie da się ukryć, że w tym wypadku zabrakło współpracy ze strony części obozu rządzącego, o czym mówiłem wcześniej, lub wystąpił pospieszny sposób procedowania ustaw. To na przykład spowodowało, że ustawa o SN zawierała ewidentny błąd, sprzeczne przepisy. Jednak problem dotyczy także warstwy merytorycznej. Tak szerokich kompetencji dla ministra sprawiedliwości jak w zawetowanych ustawach nie ma w żadnym programie PiS i dlatego się na to nie zgodziłem.

Czy te różnice mogą doprowadzić do rozłamu między Panem a obozem PiS?

Przede wszystkim mam poczucie, że jestem prezydentem wszystkich Polaków. Zmiany muszą być wprowadzane w taki sposób, aby Polacy to akceptowali i żeby w istotnym stopniu był zachowany spokój społeczny. Nie chodzi o to, aby nie było protestów, krytyki. W demokracji to normalne, ale nie może być tak, aby zdecydowana większość społeczeństwa nie akceptowała jakichś rozwiązań. Ponad 70 proc. Polaków chce naprawy wymiaru sprawiedliwości, a jednocześnie także ponad 70 proc. Polaków uważa, że dobrze zrobiłem, wetując te dwie ustawy. Polakom nie o taką reformę chodziło.

Ma pan świadomość, że dla osób o umiarkowanych poglądach jest Pan rodzajem „bezpiecznika" chroniącego przed zbyt rewolucyjnymi zmianami?

Jestem przekonany co do tego, że Polacy chcą „bardzo dobrej zmiany". Wierzą, że możemy wspólnie ją realizować. Myślę, że moi rodacy przyjęli z zadowoleniem to, że powiedziałem „nie" dla tego, co ich zaniepokoiło i na pewno „dobrą zmianą" nie było.

Rozważa pan założenie własnego ugrupowania?

Absolutnie nie zamierzam tego robić, nawet o tym nie myślę. Chcę jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki prezydenckie.

W debacie o konstytucji często pojawia się problem, czy powinniśmy mieć system prezydencki, czy kanclerski. Jakie jest pana zdanie?

Osobiście bardziej skłaniam się ku systemowi prezydenckiemu. Dostrzegam też zalety systemu parlamentarno-gabinetowego. Ten system, który funkcjonuje w Polsce, generalnie sprawdził się w swoich głównych założeniach. To, że premiera wyłania większość parlamentarna, a potem wraz z nim decyduje o obsadzie Rady Ministrów, jest czymś funkcjonalnym. Uważam jednak, że trzeba doprecyzować podział kompetencji w ramach władzy wykonawczej, a także wzmocnić pozycję prezydenta w relacjach z ministrami, z którymi ma konstytucyjny obowiązek współpracować. Natomiast nie jestem za tym, aby likwidować funkcję premiera.

Prezes Kaczyński skłania się ku systemowi kanclerskiemu.

Nie jestem zwolennikiem takiego systemu. Podczas naszej rozmowy takie stwierdzenie padło z ust prezesa. Powiedziałem, że jeżeli tak ma być, że prezydent ma pełnić tylko funkcję honorową, bez poważnych kompetencji władczych, jak dziś, to niech będzie wybierany przez zgromadzenie narodowe, a nie przez ogół obywateli. Wprowadzenie systemu kanclerskiego oznaczałoby rezygnację z wyboru prezydenta w wyborach powszechnych. Tymczasem w Polsce taki tryb wyboru prezydenta cieszy się dużą akceptacją społeczną, co widać choćby po frekwencji, która zawsze jest wyższa niż w wyborach parlamentarnych. Pytanie, czy Polacy chcą rezygnować z decydowania, kto będzie ich prezydentem...

Wkrótce trafi do Sejmu obywatelski projekt, który likwiduje prawo do tzw. aborcji eugenicznej - zabijania nienarodzonych dzieci z powodu podejrzenia ich choroby. Jeśli taka nowelizacja zostanie przyjęta przez parlament, podpisze ją pan?

Te dzieci, jeśli uda im się przeżyć i rodzice nie zdecydują się na, niestety, proponowaną obecnie aborcję, są bardzo szczęśliwe. Jest nie do przyjęcia, że dziś w Polsce można je zabijać. To są wspaniali ludzie, którzy swoim życiem mogą zrobić wiele dobrego. Podpiszę ustawę zakazującą aborcji eugenicznej, przede wszystkim aby wykluczyć prawo do zabijania dzieci z zespołem Downa.

Tagi:
rozmowa Duda Andrzej

Prezydent: Okrągły Stół był w Polsce potrzebny, choć jego bilans nie jest jednoznacznie pozytywny

2019-02-06 07:51

- Okrągły Stół był w Polsce potrzebny, choć jego bilans nie jest jednoznacznie pozytywny, ale jest dodatni - mówił we wtorek w Polsat News Prezydent RP Andrzej Duda. Jak przekonywał w programie ,,Wydarzenia i Opinie", bohaterowie polskiej wolności, tacy jak premier pierwszego niekomunistycznego rządu Tadeusz Mazowiecki, powinni mieć swoje pomniki.

Jakub Szymczuk/KPRP

OKRĄGŁY STÓŁ

- Było wiele rzeczy, których mogliśmy uniknąć, wielu ludzi spotkał wręcz tragiczny los. Bilans nie jest jednoznacznie pozytywny, ale jest dodatni. (...) jeśli ktoś pyta, czy się nie opłacało, ja mówię: opłacało się - podkreślił Prezydent, pytany o ocenę Okrągłego Stołu, którego obrady rozpoczęły się trzydzieści lat temu, 6 lutego 1989 roku.

- Oceny są bardzo różne. Dzisiaj mieliśmy niezwykle ciekawą debatę młodzieży w Pałacu Prezydenckim, w Sali Kolumnowej, gdzie Okrągły Stół stał. Debatowali był potrzebny, czy też można go było nie organizować, a i tak uzyskałoby się podobny efekt - powiedział Andrzej Duda. Jak dodał, sam był wówczas młodym człowiekiem. - Miałem 17 lat. Był to dla mnie ogromny przełom, dla mojej rodziny. Była wielka radość, bardzo czekaliśmy i głęboko wierzyliśmy, że to doprowadzi rzeczywiście do zmienienia Polski - ocenił.

- Kiedy patrzymy na naszą dzisiejszą rzeczywistość i porównujemy ją z tym, co było wtedy, chyba nikt nie ma wątpliwości, że oczywiście przez te 30 lat zmieniło się ogromnie. Dzisiaj jesteśmy krajem, który jest członkiem Unii Europejskiej, Sojuszu Północnoatlantyckiego - mówił Andrzej Duda.

Zdaniem prezydenta, "nie ma wątpliwości", że Okrągły Stół "był potrzebny". - Był potrzebny także z jeszcze jednego względu, kiedyś bardzo mocno akcentował to prezydent Lech Kaczyński, który uważał, że tak czy siak Okrągły Stół powinien mieć miejsce, (...) żebyśmy byli tym pierwszym krajem, w którym następowały przemiany. Mur berliński runął, bo Polska dała temu początek - podkreślił Andrzej Duda.

Jak dodał, oponenci Okrągłego Stołu mówią ,,nie trzeba go było organizować, bo trzeba było czekać, aż komuniści bardziej osłabną i dopiero wtedy doprowadzić do zmian ustrojowych. - Stało się to de facto na warunkach komunistów, dzięki temu uwłaszczyli się na państwowym majątku, dzięki temu w polskim życiu publicznym zostało to, co nazywamy postkomunizmem, czyli bardzo wiele patologii, z którymi walczymy do dzisiaj. I to też jest prawda, tylko moim zdaniem jednak ogólny bilans jest dodatni - ocenił prezydent.

Podkreślił, że wielką wartością przemian roku 1989 było to, że ,,rewolucja, która nastąpiła w Polsce, miała charakter bezkrwawy".

Prezydent pytany o wybory 4 czerwca 1989 roku, stwierdził: - Oczywiście, że to ważny moment. W szczególności odzyskanie senatu. I to chciałbym podkreślić.

POMNIK TADEUSZA MAZOWIECKIEGO W WARSZAWIE

- Lech Wałęsa jest bohaterem lat 80., z pewnością można go nazywać bohaterem naszej wolności - mówił prezydent, pytany o ocenę ważnych postaci przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. - Ma ciemne karty w swoim życiorysie, oczywiście, że ma. Szkoda, że kiedyś nie wyznał Polakom prawdy, jak rzeczywiście było, bo myślę, że ogromna cześć ludzi by mu uwierzyła - przekonywał Andrzej Duda. Jak dodał: - Uważam, że ten okres 1989 roku ma pewien szczególny wymiar, osobowy, niezwykle symboliczny, a mianowicie rząd na czele z pierwszym niekomunistycznym premierem Tadeuszem Mazowieckim.

- To były wielkie chwile, powinny być upamiętnione pomnikiem Tadeusza Mazowieckiego - ocenił prezydent Duda. Jego zdaniem, taki pomnik powinien stanąć w Warszawie. - Mam nadzieję, że rada Warszawy podejmie tę inicjatywę - mówił. Pytany, czy jest w tej sprawie w stanie spotkać się z prezydentem Warszawy Rafałem Trzaskowskim odparł: jeżeli tylko będzie taka wola, ja jestem gotów wspierać ten pomysł i tę ideę, bo uważam, że taki pomnik powinien się w Warszawie znaleźć.

- To była postać, wielce zasłużona właśnie jako człowiek, który walczył o odzyskanie przez nas wolności - powiedział prezydent Andrzej Duda o b. premierze Tadeuszu Mazowieckim.

JĘZYK DEBATY PUBLICZNEJ

Na pytanie o to, co zostało po apelach o pojednanie po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, Andrzej Duda odpowiedział: Niestety, tak jak niektórzy przewidywali zostało niewiele.

- Są tacy dziennikarze, którzy podgrzewają spór i to jest złe. Ja nawet powiedziałem w jednym z wywiadów, że jeśli w programie jest np. polityk, czy jakiś publicysta czy ktokolwiek, kto przekracza ramy debaty publicznej, dziennikarz go powinien po prostu ze studia wyprosić. Powiedzieć ,,niestety, nie rozmawiamy w ten sposób, to nie jest język debaty" - przekonywał

Prezydent.

Jak przyznał, nawet on sam, gdy analizuje swoje wypowiedzi z ostatnich 10 lat, to widzi ,,takie momenty, że można było się inaczej wypowiedzieć: subtelniej, delikatniej".

Zapytany o słowa Donalda Tuska, który na Twitterze napisał: ,,Kłamstwo organizowane przez władzę za publiczne pieniądze to perfidna i groźna forma przemocy, której ofiarami jesteśmy wszyscy. I wszyscy powinni solidarnie, w ramach prawa, przeciw temu kłamstwu protestować", Prezydent stwierdził, że ,,przyjął je ze zdumieniem" i odebrał jako atak na polskie władze.

- To jest ostry język, według mnie w tym momencie niepotrzebny. To zdumiewające, że przewodniczący Rady Europejskiej wypowiada się o Polsce w taki sposób. Zwłaszcza, że ma też swoją historię, kiedy był premierem i różne rzeczy można z tego czasu wspominać. Odebrałem to ogólnie jako atak na polskie władze i to mnie zdumiało, bo uważam, że (...) to bardzo daleko idące stwierdzenie - mówił Andrzej Duda.

Odnosząc się do ataku na Magdalenę Ogórek przed siedzibą Telewizji Polskiej, Prezydent stwierdził, że takie zdarzenie nigdy nie powinno mieć miejsca. - Można być krytycznym, można demonstrować, mamy wolność słowa w Polsce. Natomiast obrażanie, czy też fizyczna agresja jest czymś, co nigdy nie powinno mieć miejsca - podkreślił. Przyznał, że ujawnienie w "Wiadomościach" TVP wizerunku osób protestujących "zdziwiło" go i jest tym "zdumiony".

Dopytywany, czy "publiczne media łamią obyczaje" Andrzej Duda odpowiedział: Uważam, że media w ogóle bardzo często pozwalają sobie na zbyt wiele. I uczestnicy programów, i sami dziennikarze pozwalają sobie na zbyt wiele, na zbyt daleko idące słowa, na zbyt ostre wypowiedzi i komentarze. Niestety, zdarza się, że słyszymy nieprawdę i to jest coś, co nie powinno mieć miejsca.

Prezydent Andrzej Duda powiedział, że rozmawiał z przedstawicielami Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, bo uznał, ,,że jest to ten podmiot, z którym jako prezydent na ten temat rozmawiać powinienem". Wyjaśnił, że tą rozmową chce "po pierwsze w jakimś sensie uwrażliwić członków organu na tę kwestię, po drugie mają też oni odpowiednie instrumenty oddziaływania".

ŚMIERĆ PREZYDENTA GDAŃSKA

- Nie uważam, że to jest mord polityczny, dokonał go człowiek, który jest dotknięty chorobą psychiczną - powiedział Prezydent o zabójstwie Pawła Adamowicza.

- Każda władza normalnie funkcjonująca prowadziłaby do tego, że taki człowiek został aresztowany i skazany przez sąd, jeśli dopuścił się przestępstw. To, że to się stało akurat za rządów Platformy, no tak się stało, ale jestem przekonany, że kto by nie rządził, to skutek byłby ten sam. Gdyby rządził PiS siedziałby w więzieniu, gdyby rządziło SLD wierzę, że też by siedział w więzieniu - mówił.

Andrzej Duda wyraził przekonanie, że zabójca Prezydenta Gdańska raczej nie był zwolennikiem jakiejś jednej strony sceny politycznej i dlatego dokonał politycznego mordu. - No nie, on w swojej irracjonalności myślenia, jakiejś zemsty dokonał na tych, których uważał za sprawców swojego nieszczęścia wtedy, czyli sprawiedliwego umieszczenia go w zakładzie karnym - oświadczył Prezydent.

Zaznaczył również, że nie będzie komentować żadnych słów wdowy, która jest dotknięta nieszczęściem. - Byłem na uroczystości pogrzebowej, bo zginął prezydent miasta będący na służbie. (…) To, w której ławce siedziałem jest sprawą wtórną, bardziej organizatorów niż moją - powiedział.

PREZYDENT O JAROSŁAWIE KACZYŃSKIM

Prezydent Andrzej Duda, pytany o publikacje "GW" odparł, że nie widzi w stenogramach nic zdrożnego. Dodał, że ,,odpowiednie organy", takie jak prokuratura, przyjrzą się tej sprawie.

Andrzej Duda został też zapytany, czy premier Mateusz Morawiecki powinien zawiesić w pełnieniu obowiązków rządowego koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego. Wniosek w tej sprawie zapowiedzieli we wtorek politycy PO, którzy wskazywali, że zarówno on, jak i jego zastępca Maciej Wąsik oraz szef CBA Ernest Bejda byli w przeszłości związani ze spółką Srebrna. - Znam niewiele osób uczciwszych niż pan prezes Jarosław Kaczyński i pan minister Mariusz Kamiński - odpowiedział Andrzej Duda.

OBCHODY 80. ROCZNICY II WOJNY ŚWIATOWEJ

- Oczywiście zostaną wysłane zaproszenia do przywódców, do wielkich tego świata, a przede wszystkim do przywódców państw, które brały udział w II wojnie światowej, przede wszystkim po stronie wolnego świata. Uroczystości z zaproszonymi głowami państw będą, jak sądzę, na Westerplatte - powiedział Prezydent. Podkreślił, że Prezydent Donald Trump także otrzyma zaproszenie i ,,ogromnie byśmy się cieszyli, gdyby był z nami".

Jak dodał z przywódcą Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem rozpocznie ten dzień nad ranem od spotkania w Wieluniu - pierwszym polskim mieście, które zostało zbombardowane przez hitlerowskie Luftwaffe, ,,gdzie zbombardowano zwykłych, śpiących ludzi, gdzie dokonano de facto mordu na ludności cywilnej"

KONFERENCJA BLISKOWSCHODNIA W WARSZAWIE

- Jesteśmy członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i organizacja konferencji międzynarodowej, której celem jest stabilizacja sytuacji i zdążanie do uspokojenia niepokojów na Bilskim Wschodzie jest działaniem, które z mojego punktu widzenia jest absolutnie naturalne - mówił Prezydent Duda.

Podkreślił, że będą to bardzo ważne rozmowy, ale Polska występuje tutaj z punktu widzenia państwa neutralnego, które dąży do tego, by prawo międzynarodowe było przestrzegane.

Na pytanie, czy warto rezygnować z dobrych relacji z Iranem organizując konferencję, Prezydent zapewnił, że relacje Polski z Iranem są ,,normalne". - Weryfikowałem to, rozmawiałem z ministrem Jackiem Czaputowiczem. Nie ma tutaj żadnego niepokoju. Jesteśmy państwem neutralnym, organizujemy konferencję, która ma charakter pokojowy, która ma prowadzić do rozwiązania konfliktowych sytuacji na Bliskim Wschodzie - zapewnił.

- Oczywiście uważam, że Iran powinien być częścią dyskusji na ten temat, bo tego bez Iranu się nie zakończy, ale dzisiaj do spotkania przedstawicieli Stanów Zjednoczonych i Iranu nie ma klimatu. Wierzę, że to się zmieni, także dzięki temu, że z tej strony zostaną wypracowane takie propozycje, które będą otwarciem do pewnego kompromisu. A wtedy, rzecz jasna wierzę w to głęboko, że z udziałem Iranu ten kompromis zostanie wypracowany. Ale do tego trzeba zmierzać pewnymi krokami - powiedział Andrzej Duda. (KP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ewa Kowalewska: Wczoraj Irlandia – dzisiaj Polska!

2019-05-19 14:30

Ewa H. Kowalewska, prezes Human Life International w Polsce / Gdańsk (KAI)

Ostatnie wydarzenia w Polsce mogą i powinny budzić nasz największy niepokój. Agresywne konfrontacje, dezinformacja, manipulacje faktami, dezintegrujące społeczeństwo akcje – wszyscy to odczuwamy. Można wyróżnić zasadnicze dwie linie tego ataku. Pierwsza dotyczy naszych dzieci, druga naszych duszpasterzy.

Graziako

Zaledwie 20 lat temu Irlandia była krajem jednoznacznie katolickim. W niedzielnej Mszy uczestniczyło ok. 90% obywateli. W 1983 roku społeczeństwo poparło w referendum poprawkę do konstytucji, zapewniającą prawo do życia dla każdego poczętego dziecka i było z tego bardzo dumne. Większość za wielką wartość uznawała liczną, katolicką rodzinę, opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, która przekazuje wiarę i tradycję swoim dzieciom.

Dzisiejsza Irlandia całkowicie się zmieniła. Demokratycznie wybrany premier Leo Varadkar nie jest chrześcijaninem i publicznie oświadcza, że jest gejem. Doprowadził on do przeprowadzenia dwóch ogólnonarodowych referendów. Pierwsze dotyczące akceptacji tzw. małżeństw jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci, drugie na temat wprowadzenia swobody aborcji na życzenie. Obydwa zdecydowanie wygrał, bo młodzi odcięli się od fundamentalnych zasad moralnych, głoszonych przez Kościół katolicki i z radością poparli jego propozycje. Teraz kościoły świecą pustkami, bo kapłani stracili autorytet, mało kto z młodych chce ich słuchać. Katolicka Irlandia przeżywa dramat utraty wiary.

Tak szybko? Jak to możliwe? To ważne pytania, ponieważ te zmiany nie nastąpiły same z siebie, ale były konsekwentnie stymulowane według określonego programu, nazywanego „scenariuszem irlandzkim”.

Nie ulega wątpliwości, że zastosowana tu została fachowo opracowana inżynieria społeczna. Warto się jej przyjrzeć dokładniej, odnosząc się do tych dwóch referendów. W jaki sposób można zmienić poglądy dorosłych ludzi, w dodatku oparte na fundamencie wiary? Oni są odporni, po prostu wiedzą swoje. Zmiany należy więc rozpoczynać od dzieci.

Otóż w Irlandii ok. 30 lat temu wprowadzono do szkół permisywną edukację seksualną według wzorca brytyjskiego. Irlandzkie dzieci otrzymywały wielką dawkę antychrześcijańskiej ideologii od 4 roku życia po kilka godzin w tygodniu. Pod pretekstem tolerancji uczono je akceptacji dla aktywności osób LGBT (do wyboru) oraz swobody seksualnej i co za tym idzie przyzwolenia na przerywanie niechcianej ciąży. To pokolenie po 30 latach przestało chodzić do kościoła i samo zmieniło obowiązujące prawo.

Kościół katolicki w Irlandii, wcześniej posiadający olbrzymią władzę i autorytet, zdecydowanie przegrał. Pojawiło się wielu kapłanów bez powołania, który dopuszczali się nadużyć. Wystarczyło nagłośnienie skandali. W Irlandii było to wyjątkowo łatwe, bo przypadki pedofilii zdarzały się często. Ludzie nie są ślepi, a krzywdzenie dzieci budzi wielki sprzeciw i obrzydzenie oraz utratę zaufania. W tej sytuacji wielu kapłanów bało się (lub nie chciało) protestować przeciwko pierwszemu referendum. Zabrakło odwagi do głoszenia prawdy. Drugie referendum było jakby kontynuacją pierwszej ofensywy. Młodzi już nie chcieli słuchać, zabrakło autorytetu Kościoła i żywej wiary.

Porównajmy to z obecną sytuacją w jeszcze katolickiej Polsce, która na tle ateizującej się Europy została samotną wyspą i usiłuje bronić swoich wartości. Akcja zmiany świadomości społecznej staje się coraz bardziej agresywna i jest prowadzona dwutorowo, podobnie jak w Irlandii.

Warto się zastanowić, skąd ten atak na nasze dzieci! Batalię przeciwko edukacji seksualnej typu brytyjskiego wygraliśmy wiele lat temu. W polskiej szkole obowiązuje, pozytywny i akceptowany przez rodziców, przedmiot „Wychowanie do Życia w Rodzinie”. Właśnie dzięki dobrej podstawie programowej polska młodzież nadal w większości opowiada się za tradycyjną rodziną i ochroną życia. Atak zaczął się od akcji wmawiania, że w polskiej szkole nie ma edukacji seksualnej. Nie jest to prawda, gdyż realizowana jest edukacja seksualna typu „A” – wychowanie do odpowiedzialności i abstynencji seksualnej nastolatków (według Amerykańskiego Instytutu Pediatrii). Wszystkie badania potwierdzają pozytywne efekty tego przedmiotu. Pomimo tego w mediach nieustannie pojawiają się twierdzenia, że trzeba wreszcie edukację seksualną wprowadzić do szkół i wiele osób, nie znając problemu, publicznie je popiera.

Wyraźnie widać, że podstawowym celem ataku jest właśnie szkoła i nasze dzieci. Wbrew podstawie programowej, obowiązującej w szkołach, gminy kilku dużych miast (np. Gdańska czy Warszawy) podjęły akcje wejścia do szkół z promocją zachowań IGBT oraz ideologii gender. Szokiem dla wielu była wypowiedź nowego wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja, że te propozycje są jedynie programem przejściowym, a celem jest uchwalenie prawa do adopcji dzieci przez tzw. małżeństwa jednopłciowe.

Równolegle pojawiło się zamieszanie w szkolnictwie poprzez strajk płacowy nauczycieli, zagrożenie egzaminów itd. Bardzo poważnym następstwem jest obniżenie autorytetu wielu nauczycieli oraz doprowadzenie do konfrontacji z uczniami. W kontekście akcji strajkowej w ogóle nie poruszano problemu czego, jak i przez kogo są uczone nasze dzieci. Można się spodziewać dalszej konfrontacji z początkiem roku szkolnego. Jeżeli nie uda się powstrzymać akcji wchodzenia przedstawicieli LGBT do polskich szkól, za kilkanaście lat, tak jak w Irlandii, ta młodzież straci wiarę i sama zmieni obowiązujące prawo.

Drugim elementem ataku jest wmawianie społeczeństwu, że za dramaty związane z pedofilią jest odpowiedzialny tylko i wyłącznie Kościół katolicki. Seksualne wykorzystywanie dzieci jest dramatem, wielką ohydą i podlega prawu karnemu. Osoba, która się dopuszcza takich czynów, powinna być surowo ukarana, niezależnie od tego z jakiego środowiska pochodzi i jaki wykonuje zawód. Prawo dla wszystkich powinno być jednakowo surowe. Potrzebujemy obiektywnej prawdy, odpowiednich kar i prewencji. Ofiarom należny jest szacunek i pomoc. Można mieć jednak wątpliwości czy trafianie na łamy gazet jest dla nich w jakimkolwiek stopniu pomocne.

Problem pedofilii w szerokim zakresie ogólnoświatowym dotyczy milionów ludzi, zwłaszcza wykorzystywania biednych dzieci z Azji. Nikt nie przypomina o znanych sprawach sądowych w Polsce dotyczących nauczycieli, psychologów, trenerów, artystów czy znanych osób ze świata polityki i biznesu. Cisza!

Prowadzona akcja propagandowa ma na celu wskazać jako sprawców tylko kapłanów katolickich. Pseudo raport, przekazany papieżowi przez poseł Joannę Scheuring-Wielgus, składał się z doniesień prasowych bez weryfikacji. Na jego podstawie zrobiono mapę przypadków pedofilii w polskim Kościele, sugerującą, że jest to problem powszechny. Mnóstwo w tym pomówień i oszczerstw. Powstają kolejne filmy, których produkcja wiąże się z wielkimi kosztami. Przeciwko Irlandii szły wielkie pieniądze, które stymulowały realizację antykatolickich programów. Warto zadać pytanie, kto finansuje te filmy, manifestacje, raporty i programy czy kampanię „Wiosny” Biedronia, który coraz częściej jest przedstawiany jako kandydat na polskiego premiera.

Bieżących przypadków pedofilii niemal nie ma, więc ktoś wytrwale szuka w przeszłości, aby podgrzewać temat. Wyciągane są nazwiska zmarłych już dawno księży, którzy sami bronić się już nie mogą. Ten temat nie zniknie z naszych mediów. Będzie systematycznie wyciągany, stymulowany w celu podkręcania emocji i budowania postaw antykatolickich. Tymczasem jeżeli odetnie się pasterzy od stada, owce wilki zjedzą! To oczywiste! Kapłan jest krzewicielem wiary i szafarzem sakramentów, koniecznych do zbawienia. Zniszczenie zaufania do kapłanów, niszczy Kościół, pozbawia wiernych ochrony, naraża na odrzucenie wiary.

Widzę na Facebooku wypowiedzi nieznanych mi osób, że po obejrzeniu ostatniego filmu, nie puszczą dziecka do I Komunii. Nikt tego nie blokuje, tak jak moich informacji pro-life. Myślę, że to prowokacje, które mają służyć za przykład do naśladowania. Jeżeli dziecko nie będzie uczestniczyć w katechezie, nie będzie przystępować do sakramentów i uczestniczyć w grupach parafialnych, nie otrzyma żadnej „odtrutki” na indoktrynację ideologiczną serwowaną w szkole czy mediach. O to właśnie chodzi, bo głównym celem tej akcji jest doprowadzenie do kryzysu wiary! Chrystus i Jego przesłanie ma nie istnieć, tak jakby mogło być unicestwione przez ludzki grzech. Wtedy będzie można z nami zrobić dosłownie wszystko. Czyż to nam nie przypomina akcji z czasów komunizmu?

Polska ma szansę się obronić!

Polska nie jest jednak Irlandią. Mamy inne doświadczenia historyczne. Przeszliśmy przez trudny okres przymusowej ateizacji komunistycznej i obroniliśmy swoją wiarę! Do tych doświadczeń trzeba wracać i pokazywać naszym młodym tę perspektywę.

Po naszej stronie jest też czas. Takich zmian nie można przeprowadzić szybko, a oni tego czasu nie mają. Starają się więc atakować coraz bardziej frontalnie, a to budzi większy opór społeczny i daje dużo do myślenia.

Mamy też wiele ruchów i stowarzyszeń katolickich, również skupiających młodzież, które czynią Kościół żywym i zaangażowanym. Nie zabraniajmy dzieciom korzystać z tych spotkań. Te grupy są przyszłością Kościoła i naszą.

Polska jest bogata męczeństwem naszych kapłanów i podczas II wojny światowej, i w okresie dominacji komunizmu. Broni nas przesłanie, wielka odwaga i wiara Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, krew bł. ks. Jerzego Popiełuszki i innych kapłanów bestialsko mordowanych w tamtych trudnych czasach. Mamy przesłanie św. Jana Pawła II na temat małżeństwa i rodziny. Nie dziwią więc próby podważania tych wielkich autorytetów i skandaliczne, nie poparte faktami, próby dyskredytowania Papieża Polaka kłamliwymi pomówieniami, że nie sprzeciwiał się pedofilii w Kościele. Czy nawet bezczelne próby jego „dekanonizacji”! Obrażanie naszych biskupów, krzykliwe i bezpodstawne wnioski o „delegalizację Kościoła”, jakby był jakąś nikomu niepotrzebną, skompromitowaną organizacją pozarządową, bluźniercze ataki na Matkę Bożą Częstochowską, „artystyczne” bluźniercze wystawy i spektakle dopełniają tego obrazu. W przeproszeniu potrzebna jest wielka narodowa modlitwa i ekspiacja. Mieliśmy i mamy wielu wspaniałych kapłanów, którzy są ludźmi wielkich poświęceń – ofiarni, kochani, autentyczni. Stójmy za nimi, brońmy ich i wspomagajmy. Bardzo ich potrzebujemy!

Zachowując spokój, musimy zdać sobie sprawę, że obecny atak na wiarę naszych dzieci jest potężny i podstępny. Posługuje się fake newsami, króluje w liberalnych mediach oraz ukrywa się w ciszy mediów społecznościowych.

Pamiętajmy, że ateiści atakujący Kościół, nie są w stanie zrozumieć, jak wielką siłę daje wiara i żywa Boża obecność. Wygramy z nimi tylko wtedy, jeżeli tę wiarę zachowamy, przekażemy ją naszym dzieciom i pozostaniemy wierni Jezusowi Chrystusowi, który jest naszym Królem i prowadzi swój Kościół. Wszystkie problemy musimy nieustannie zanosić przed Boży tron, prosząc o pomoc w tym dramatycznym zmaganiu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Warszawa: jutro obrady Rady Stałej KEP i szkolenie dla metropolitów

2019-05-21 12:09

mip, mp / Warszawa (KAI)

Jutro, 22 maja, zbierze się w Warszawie na nadzwyczajnym spotkaniu Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski. Będzie ono w dużej mierze poświęcone problematyce wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele. Ponadto w tym samym dniu odbędzie się szkolenie wszystkich arcybiskupów metropolitów z zakresu norm prawnych zawartych w ostatnim motu proprio Franciszka.

episkopat.pl

Nadzwyczajne spotkanie zwołał przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki. Tematem posiedzenia będzie omówienie dalszych działań Kościoła w Polsce ws. ochrony nieletnich.

Natomiast tematem odrębnego, kilkugodzinnego szkolenia dla arcybiskupów metropolitów będą zasady wprowadzane przez list apostolski Motu Proprio „Vos estis lux mundi”, opublikowany przez Stolicę Apostolską 9 maja, a którego normy obowiązywać będą w całym Kościele katolickim od 1 czerwca br. W ramach Kościoła katolickiego w Polsce jest 14 metropolii rzymsko-katolickich oraz jedna greckokatolicka.

Szkolenie prowadzić będą prawnicy kościelni współpracujący z Konferencją Episkopatu Polski – informuje abp Wojciech Polak, który jest delegatem KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży i w ramach Konferencji Episkopatu koordynuje sprawy związane z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich.

Istotą Motu Proprio „Vos estis lux mundi” są regulacje prawne dotyczące całego Kościoła katolickiego w zakresie działań podejmowanych w przypadkach wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Zawierają też one regulacje odnoszące się do biskupów podejrzanych o przestępstwa bądź zaniedbania w tej materii.

Obecnie w skład Rady Stałej wchodzą z urzędu: abp Stanisław Gądecki, przewodniczący KEP, abp Marek Jędraszewski, zastępca przewodniczącego KEP, abp Wojciech Polak, Prymas Polski, kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, bp Artur Miziński, sekretarz generalny KEP.

Z wyboru w Radzie Stałej jest sześciu biskupów diecezjalnych: abp Stanisław Budzik, metropolita lubelski, abp Sławoj Leszek-Głódź, metropolita gdański, abp Józef Kupny, metropolita wrocławski, abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki, abp Wiktor Skworc, metropolita katowicki, bp Andrzej Czaja, biskup opolski.

W skład Rady wchodzi też dwóch biskupów pomocniczych. Są to: bp Marek Mendyk, biskup pomocniczy diecezji legnickiej i bp Piotr Turzyński, biskup pomocniczy diecezji radomskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem