Reklama

Polska

Kard. Sarah: Europa nie wie dziś, czym jest, ani gdzie zmierza!

- Europa, która została zbudowana na wierze w Chrystusa, obecnie znajduje się w okresie cichej apostazji - przyznał dziś kard. Robert Sarah w Warszawie na kongresie "Europa Christi". Dodał, że Polska, która wydała tylu świętych w XX stuleciu, ma szczególną misję w Europie: winna dawać świadectwo, że sercem narodu jest jego kultura oraz, że duszą tej kultury jest wiara. Winna też być "strażnikiem Europy" i ostrzegać przed niebezpieczeństwami, które wynikają z cichej apostazji starego kontynentu.

[ TEMATY ]

Europa Christi

Bożena Sztajner/Niedziela

Sesja Kongresu Ruchu "Europa Christi" na UKSW w Warszawie

Prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów przyznał, że Europa przeżywa od dwóch wieków bezprecedensowy kryzys cywilizacyjny. W symboliczny sposób otworzyły go słowa Fryderyka Nietzschego: "Bóg umarł! Myśmy go zabili". "Europa znajduje się od tego czasu w nieprzerwanym kryzysie spowodowanym m. in. dwoma ateistycznymi ideologiami, a obecnie pogrąża się w nihilizmie" - dodał.

Kardynał podkreślił, że po upadku Związku Sowieckiego, kiedy wiele narodów odzyskało wolność oraz demokrację, wydawało się, że rozpoczyna się dla Europy nowy, pozytywny okres. Jednakże Unia Europejska dokonała wówczas znamiennego wyboru - tak aby nie odwoływać się do chrześcijańskich korzeni europejskiej cywilizacji. Rozpoczęła więc budowę swoich instytucji nie na określonych wartościach lecz na pewnych abstrakcjach, takich jak wolny rynek, równość jednostek oraz indywidualistycznie pojmowane prawa człowieka. Zdaniem kard. Saraha był to wielki błąd, gdyż wszelkie prawa powinny bazować na koncepcji godności osoby ludzkiej. Powinna ona stać u podstaw wszelkiego prawa stanowionego, w tym prawa poszczególnych państw. Są to przecież wartości, które nie wynikają z niczyjego nadania lecz z wyższego porządku. "To tylko Bóg jest źródłem wartości, które oddają istotę człowieka i które winny być niepodważalne" - podkreślił purpurat.

Tymczasem - jego zdaniem - Unia Europejska uwierzyła, że źródła chrześcijańskie europejskiej cywilizacji mogą być zastąpione przez "nowy humanizm", oderwany od religii, który zagwarantuje trwały pokój. - W ten sposób została zagubiona prawda historyczna o źródłach europejskiej cywilizacji, a także podstawy autentycznego humanizmu, którego właśnie ten kontynent był kolebką - podkreślił kardynał.

Reklama

Kard. Sarah zaznaczył dalej, że Objawienie jak i doświadczenie Kościoła wykazuje, że źródłem wszelkiego zła jest dobrowolne odcięcie się człowieka od Boga. - A Europa, która została zbudowana na wierze w Chrystusa, odcinając się od swych chrześcijańskich korzeni, obecnie znajduje się w okresie cichej apostazji - podkreślił kardynał.

Zacytował następnie słowa Jana Pawła II z adhortacji "Ecclesia in Europa" wzywające u progu trzeciego tysiąclecia Europę do odnalezienia samej siebie poprzez powrót do swych chrześcijańskich źródeł. Podkreślił, że to dziedzictwo nie dotyczy tylko przeszłości, ale winno być ono przekazywane następnym pokoleniom. Na nich właśnie musi być budowana Europejska współczesność. - A tymczasem Europa sama nie wie czym jest, ani gdzie zmierza - dodał.

Kard. Sarah podkreślił następnie, że "kryzys duchowy Europy prowadzi do poważnego kryzysu antropologicznego". Jedną z jego konsekwencji jest systematyczna destrukcja rodziny. - Pod płaszczykiem walki przeciwko jakiejkolwiek dyskryminacji niektórzy chcą zatrzeć różnicę pomiędzy rodziną a związkami homoseksualnymi, promując bardzo różnorodne modele nie oparte na trwałym związku mężczyzny i kobiety - wykazywał. - Europa nie będzie Europą, jeśli ta podstawowa komórka jaką jest rodzina zniknie, albo zostanie zamieniona na coś innego - przekonywał. Wyjaśnił, że "nie chodzi tu o dyskryminację osób homoseksualnych, ale o to, aby zrozumieć czym w istocie jest małżeństwo". Tłumaczył, że "jeśli związek homoseksualny będzie uznawany za małżeństwo i rodzinę, to staniemy się świadkami zatarcia wizerunku człowieka i osoby ludzkiej, który został przecież stworzony mężczyzną i kobietą".

Zdaniem kardynała, ta "aktualna apostazja jaką przeżywa Europa, nie może przejść bez konsekwencji dla człowieka, a humanizm nie może być jakąś ideologią zła i w istocie jego karykaturą". I dlatego - jak podkreślił - Jan Paweł II, który osobiście doświadczył dramatu nazizmu i komunizmu, nie wahał się postawić znaku równości pomiędzy nihilizmem a totalitaryzmem. Autentyczny bowiem humanizm europejski był zawsze ożywiany Ewangelią.

Następnie watykański hierarcha nawiązał do obchodzonej niedawno 1050. rocznicy chrztu Polski. Przyznał, że to właśnie dzięki chrześcijaństwu Polska wyszła ze swej prehistorii i ukształtowała się jako jeden scalony naród. Podkreślił, że "dusza polska jest chrześcijańska albo jej w ogóle nie ma". Ponadto chrześcijaństwo stworzyło tutaj źródła kultury. - Dzięki temu Polska, która potrafiła heroicznie stawić czoła w przeszłości różnym ideologiom zła, ma dziś siłę aby stawić czoła nowym wyzwaniom antropologicznym i moralnym - podkreślił kardynał, za co otrzymał burzliwe oklaski. Dodał, że "polska dusza zawiera w sobie wewnętrzną siłę, by przeciwstawić się syrenim śpiewom nowego ateistycznego mesjanizmu. Ale pod warunkiem, o ile będzie wierna przysiędze chrztu".

Przyznał, że w doskonały sposób wyraził to Jan Paweł II podczas swej pierwszej pielgrzymki do Polski z 1979 r. w słowach: "Nie można zrozumieć człowieka bez Chrystusa, nie można zrozumieć historii Polski bez Chrystusa".

- Polska wskazuje dziś drogę, gdy odmawia automatycznego podporządkowania się nakazom, które płyną z zewnątrz, z nurtu liberalnej globalizacji - przyznał kard. Sarah. A odnosząc się do aktualnego problemu przyjmowania uchodźców, zauważył, że każdy imigrant jest bytem ludzkim i należy mu się szacunek, ale nie można zapominać o integralnym związku praw człowieka i jego obowiązków. A więc imigrant, który przybywa z innej kultury czy środowiska religijnego, nie może oczekiwać relatywizacji dobra wspólnego narodu, do którego przybywa.

Dodał też, że każdy człowiek ma przede wszystkim prawo do pozostania w swej ojczyźnie, a państwa europejskie ponoszą odpowiedzialność w dużej mierze za destabilizację na Bliskim Wschodzie. A to ona zmusiła ludzi do ucieczki. Wyjaśnił, że przyjmowanie wszystkim do Europy nie jest żadnym rozwiązaniem problemów tego ogarniętego wojną regionu świata.

Podkreślił, że ideologia indywidualizmu liberalnego chce dziś prowadzić budowy do świata ponadnarodowego i jednowymiarowego, którego jedynym ideałem będzie konsumpcja, ale tego kierunku rozwoju nie da się zaakceptować.

Na zakończenie kard. Sarah wezwał Polskę, aby była wierna obietnicom chrztu. Dodał, że "Polska, która miała tylu świętych w XX wieku, m. in. Faustynę, Maksymiliana Kolbe, Jerzego Popiełuszkę i Jana Pawła II musi dziś promować w Europie humanizm chrystianocentryczny".

- Polska winna dawać świadectwo, że sercem narodu jest jego kultura oraz, że duszą tej kultury jest wiara w Boga. Polska musi być strażnikiem Europy, winna ostrzegać Europę przed niebezpieczeństwami, które wynikają z cichej apostazji - podkreślił kard. Sarah.


Publikujemy pełen tekst wykładu kard. Roberta Saraha, prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów:

Sytuacja Europy

Już od ponad wieku Europa przeżywa największy w swojej historii kryzys cywilizacyjny. Kryzys ten, choć nie jest zjawiskiem nowym, nie przestaje się pogłębiać. Nietzche już w roku 1880 zauważył znaki będące zapowiedzią kryzysu: „Bóg umarł. Zabiliśmy Go.” Z dużą przenikliwością przewidział, że to wydarzenie duchowe, metafizyczne i moralne będzie tragiczne w skutkach.

Rzeczywiście, znikanie Boga z życia i z myśli Europejczyków doprowadziło do „wojny bogów” (Max Weber, „Naukowiec i polityk”, konferencje wygłoszone w latach 1917-1919), czyli do nieprzezwyciężonej sprzeczności między systemami wartości a ideologiami, a więc do tego, co zostało nazwane dwiema wojnami światowymi i zimną wojną. Europa, doświadczona owym kryzysem nihilistycznym, kryzysem polegającym na lenistwie duchowym, wywołała wstrząs na całym świecie.

Początkowo mogło się wydawać, że Europa zdoła pokonać swoje dawne demony, i że, po upadku Imperium sowieckiego, wkroczy w erę trwałego pokoju, stając się wzorem demokracji, pomyślności i tolerancji, źródłem nadziei dla licznych ludów. Cóż miałoby być podstawą takiego odrodzenia? Na zakończenie długiej dyskusji, na początku roku 2000, w momencie poszerzenia się o kraje Europy środkowej i wschodniej, Unia europejska postanowiła nie uznać chrześcijańskich korzeni ludów europejskich, cywilizacji europejskiej.

Zdecydowała się więc oprzeć swoje instytucjonalne przedsięwzięcie na abstrakcjach, w tym wypadku na wartościach formalnych: na prawach człowieka, wolności i równości jednostek, wolnym rynku dóbr i osób.

Lecz był to wielki i poważny błąd - jak stwierdził Kardynał Joseph Ratzinger: nie chcieć uznać, że „prawa ludzkie i godność ludzka bezwarunkowo muszą być przedstawiane jako wartości nadrzędne w stosunku do każdego prawa państwowego. Te prawa ludzkie nie są dziełem prawodawcy, i nie nadaje się ich obywatelom, lecz istnieją jako prawa własne, których prawodawca zawsze powinien przestrzegać: przede wszystkim powinien je przyjmować jako wartości pochodzące z porządku wyższego. Ten niepowtarzalny charakter godności ludzkiej, nadrzędny wobec każdego działania politycznego i każdej decyzji politycznej, ostatecznie odnosi się do Stwórcy. Jedynie Bóg może ustanawiać wartości, które stanowią o istocie człowieka, i które pozostają nienaruszalne. Wartości, którymi nikt nie może manipulować stanowią bezwzględną gwarancję naszej wolności i wielkości człowieka; wiara chrześcijańska widzi w tym tajemnicę Stwórcy i człowieka stworzonego na obraz Stwórcy, zgodnie z wolą Bożą. Dziś prawie nikt bezpośrednio nie zaprzeczy nadrzędnego charakteru godności ludzkiej i podstawowych praw ludzkich wobec każdej decyzji politycznej, gdyż koszmary nazizmu i jego teorii rasistowskiej wciąż jeszcze zbyt wyraźnie tkwią w naszej pamięci” (Kardynał Joseph RATZINGER, „Europa, jej podwaliny dziś i jutro”, Ibid.)

Unia Europejska przypuszczała, że zanegowanie jej chrześcijańskiego źródła umożliwi wprowadzenie nowego humanizmu jako rękojmi stabilności i pokoju. W jaki sposób przezwyciężyć „wojnę bogów”, w jaki sposób uniknąć rozłamów wewnątrz społeczeństw i między społeczeństwami coraz bardziej wielokulturowymi? Unia europejska odpowiedziała: budując panteon myślowy, zdolny przyjąć tę różnorodność wierzeń i wartości uznanych za równoważne.

W imię tolerancji niektórzy postanowili więc pominąć prawdę, gdyż uznali, że poszukiwanie prawdy może rodzić konflikty i wojny. Od tamtej pory prawda historyczna o pochodzeniu cywilizacji europejskiej i prawda o humanizmie, którego kolebką stała się Europa, zostały odrzucone.

Niektórzy, chcąc usprawiedliwić to odrzucenie, odpowiadali twierdząco na następujące pytanie: czy chcąc zwrócić się ku przyszłości i pójść naprzód, nie należałoby odciąć się od przeszłości, pełnej gwałtu, agresji, nienawiści? Od jakiej przeszłości należałoby się jednak odciąć? Czy naprawdę można się oczyścić z własnej przeszłości, nie czerpiąc z własnej duszy kryterium pozwalającego nazwać wszelkie rodzaje zła i bólu, by w ten sposób pojednać się ze sobą i z innymi?

Teraz ja z kolei zadaję pytanie: Czy Europa może się odciąć od dramatów XX wieku, w których równocześnie odegrała rolę winowajcy i ofiary, jeśli nie rozpozna ich głęboko ukrytych przyczyn? I w jaki sposób ma je rozpoznać, skoro uparcie trwa w swojej amnezji?

Kościół Chrystusa, Odkupiciela człowieka, ma duże doświadczenie zła. Potrafi rozróżnić, skąd zło pochodzi, i co stanowi nieodzowny warunek podjęcia walki przeciw złu. Umie nazwać pokusy, gdyż jest Oblubienicą Tego, „który zna serce człowieka”. Pierwotnym źródłem wszelkiego zła jest dobrowolne odcięcie się od Boga. Europa zbudowała się na wierze w Chrystusa, a dziś trwa w „stanie milczącej apostazji”.

Chciałbym tu zacytować fragment adhortacji świętego Jana Pawła II skierowany do Europy, słowa jakże wciąż ważne: „Europo, która jesteś na początku trzeciego tysiąclecia: Bądź na powrót sobą! Bądź samą sobą! Odkryj na nowo swe źródła. Ożyw swoje korzenie. W ciągu wieków otrzymałaś skarb wiary chrześcijańskiej. Fundamentem twego życia społecznego czyni on zasady Ewangelii, i ślady tego widoczne są w sztuce, literaturze, myśli i kulturze twoich narodów. Jednak dziedzictwo to nie należy wyłącznie do przeszłości; jest ono programem na przyszłość, który należy przekazać nadchodzącym pokoleniom, gdyż jest źródłem życia ludzi i narodów, którzy wspólnie będą kształtowali kontynent europejski.” („Ecclesia in Europa”)

Czy można się więc dziwić, że Europa naprawdę nie wie, kim jest? Nie zdając sobie sprawy, skąd pochodzi, nie wie również, dokąd zmierza, ani czego chce. Nie utożsamiając się ze swoim pochodzeniem nie może wydać dobrego owocu. Staje się więc niebezpieczeństwem dla samej siebie, bo czyż można się troszczyć o siebie nie znając siebie? W jaki sposób się bronić skoro nie wiadomo, czego należy bronić?

A Europa, ognisko uniwersalności, staje się także niebezpieczeństwem dla innych ludów, gdyż siłą rzeczy zaraża innych rozpaczą, która ją prześladuje, nihilizmem, który ją zżera, i głębokim kryzysem antropologicznym, który ją niszczy.

Misja Polski w zdezorientowanej Europie

Na czym, w takiej sytuacji, polega dziś misja Polski wobec Europy? Wasz kraj świętuje w tym roku 1050 rocznicę swojego chrztu.

Do obchodów tysiąclecia przygotowało dziewięć lat modlitwy, której życzył sobie polski episkopat z kardynałem Wyszyńskim na czele. Skuteczność tej wielkiej nowenny sięgnęła poza granice waszego kraju. Oczywiście mam na myśli wybór Karola Wojtyły na stolicę świętego Piotra, a także potężny ruch Solidarność, zrzeszający przede wszystkim robotników, lecz właściwie cały naród, ruch, który wstrząsnął podstawami bloku sowieckiego i przez to zmienił oblicze świata.

Na początku swojej ostatniej opublikowanej książki, „Pamięć i tożsamość”, święty Jan Paweł II nazwał specyficznie nowoczesną formę zła „ideologią zła”. Tajemnica nieprawości wyraziła się w historii ludzkiej na bardzo wiele sposobów. Korzeniem zła w jego nowoczesnej postaci jest owo skupienie umysłu na wytwarzaniu swoich własnych produktów - idei. Umysł ludzki staje się swoim własnym idolem, gdyż odcina się od rzeczywistości, a więc od jej przyczyny, od samego Boga.

Ów prometejski plan co do nowego człowieka wcielił się w dwie wielkie ideologie totalitarne, które w sposób szczególny dotknęły naród polski w jego ciele i duszy: nazizm i komunizm. Te dwie ideologie zła stały się przyczyną bardzo wielu cierpień fizycznych, moralnych, psychologicznych i duchowych. Ponieważ sam człowiek zaczął być traktowany jak narzędzie, poszczególny byt przestał się liczyć; liczyło się jedynie „rozśpiewane jutro”, albo przyszłość, która stawała się straszliwym bóstwem, rozporządzającym losami wszystkich i wszystkiego.

Obie te ideologie opierały się na diabelskim kłamstwie twierdząc, że niosą ludziom zbawienie, że nareszcie rozwiążą ludzką tajemnicę we wszystkich jej możliwych wymiarach. Te doczesne mesjanizmy spustoszyły Europę i świat, mobilizując energię, wiarę i nadzieję milionów ludzkich istnień, spragnionych absolutu. Pod pozorem tworzenia nowego człowieka stosowały jedynie bezwzględną, samowolną siłę. Najpodlejszy cynizm przywdział szatę szczytnych, jakoby humanistycznych ideałów. Dzięki Bogu, ideologie te zniknęły z ziemi europejskiej. Europa zamknęła tę kartę swojej historii, nawet jeśli w dalszym ciągu jest głęboko zraniona jako miejsce, w którym zrodziły się obie te ideologie.

Święty Jan Paweł II w swojej książce „Pamięć i tożsamość” każe nam się zastanowić, czy przypadkiem nie stoimy ponownie w obliczu innej ideologii zła, subtelniejszej, mniej widocznej, gdyż bardziej podszywającej się pod skłonności istoty ludzkiej zranionej grzechem pierworodnym (chciwość, pycha, rozwiązłość, itd.)? Trudniejszej do nazwania, gdyż kształtującej powietrze, którym oddychamy, a także nasze mentalności i schematy myślowe, nasze przyzwyczajenia życiowe i kryteria dokonywanych wyborów... Ideologia ta jest nie mniej prometejska niż dwie poprzednie. Jej motorem jest upojenie wywołane przekraczaniem wszelkich granic na rzecz boga pieniądza, oraz wola systematycznego niszczenia świadomości moralnej. Ona również pragnie zbudować nowego człowieka, i z tego tytułu jest nie mniej totalitarna niż jej poprzedniczki. Jej bożyszczem jest nie państwo totalne, lecz jednostka totalna, pozbawiona wszelkiego zakorzenienia w naturalnych wspólnotach, takich jak rodzina i naród. W imię postępu technicznego i ekonomicznego jednostka ta staje się koczownikiem podporządkowanym falowaniom świata rządzonego przez imperatyw upowszechnionej zmienności i szalone pragnienie zerwania z ludzkim losem i z właściwymi mu ograniczeniami, na rzecz coraz większej rozkoszy. Tak więc „płynne życie”, o którym mówił Zygmunt Bauman, polski socjolog żydowskiego pochodzenia, wciąż jest skutkiem nieprzerwanego wiru ekscytacji i uzależnień, z jak największą korzyścią dla firm wielonarodowych.

Europa, udręczona sześćdziesięcioma latami masakr, nie nawiązała do humanizmu, którego przecież była kolebką. W jaki zresztą sposób miałaby się doń odwołać, skoro odcięła się od tego, co zrodziło ten humanizm, od wiary w Chrystusa, Słowo wcielone, przyjmujące na siebie całą naszą ludzką naturę?

Duchowy kryzys Europy siłą rzeczy spowodował kryzys antropologiczny, z którego Europa już może się nie podnieść. Systematyczne niszczenie rodziny propaguje się w imię wartości demokratycznych, których pierwotny sens został wypaczony. Pod pozorem walki z dyskryminacją pragnie się zatrzeć różnice płci w małżeństwie i wspierać wzorce rodzinne, w myśl których miłość małżeńska i przekazywanie życia stają się elementami możliwymi do rozdzielenia.

W tym wypadku także możemy się oprzeć na przenikliwej analizie i zbawiennych ostrzeżeniach Benedykta XVI przypominającego nam, że „tożsamość europejska wyraża się w małżeństwie i w rodzinie, i że Europa nie byłaby Europą, gdyby rodzina, ta podstawowa komórka organizmu społecznego, znikła i została całkowicie przekształcona”. Niestety wszyscy jesteśmy dziś świadkami gwałtownej agresji wobec małżeństwa i rodziny, zagrożonych zniszczeniem. . „Na zasadzie silnego przeciwieństwa, dodał Benedykt XVI, obecnie to osoby homoseksualne paradoksalnie domagają się, by ich wspólne życie zostało uznane prawnie, by je mniej lub bardziej upodobnić do małżeństwa. Skłonność ta odcina nas od całej moralnej historii ludzkości, w której, mimo różnorodnych prawnych form matrymonialnych, małżeństwo, zgodnie ze swoją istotą, zawsze było jednak uważane za szczególną łączność mężczyzny i kobiety, otwartą na dzieci, a więc w ten sposób tworzącą rodzinę. Nie chodzi tu więc o dyskryminację, chodzi o świadomość tego, czym jest osoba ludzka, jako mężczyzna i kobieta, i w jaki sposób ich wspólne życie może uzyskać formę prawną. Jeśli, z jednej strony, ich wspólne życie będzie się coraz bardziej odcinało od form prawnych, i jeśli, ponadto, charakter związku osób homoseksualnych coraz częściej będzie uważany za taki sam, jak charakter małżeństwa, wówczas zaniknie obraz istoty ludzkiej, czego konsekwencje mogą być nad wyraz poważne”. (Kardynał Joseph RATZINGER, "Europa, jej podwaliny dziś i jutro", Ibid.}

W imię konstruktywizmu opartego na prawdziwej nienawiści wobec natury ludzkiej, zamierza się doprowadzić do zniszczenia męskości i kobiecości, aby w ten sposób promować w całym świecie niezróżnicowanie płci.

Na rządy rozwijających się krajów Afryki, Azji i Oceanii wywiera się skandaliczną presję poprzez szantaż, zmuszając je do współpracy z tą zabójczą ideologią. Kiedy życie ludzkie postrzega się jako materiał dany po to, by nim zarządzać, wówczas transhumanizm staje się celem mobilizującym zasoby medycyny, nauki i techniki. Człowiek, ponieważ utracił daną mu przez Boga łaskę uczestniczenia w Jego własnym Życiu, stara się własnymi siłami ponownie zaspokoić swoje pragnienie absolutu, szczęścia i nieśmiertelności. Obecny konstruktywizm i charakteryzująca go zawziętość niszczenia są jednoznacznymi oznakami „dramatu humanizmu ateistycznego”, gdyż on zawsze ostatecznie musi zanegować sam siebie. Tak stało się w przypadku nazizmu i komunizmu.

Obecna apostazja musi wywierać wpływ na sposób, w jaki europejski człowiek postrzega sam siebie. Humanizm również może się stać ideologią zła. Albo raczej tego rodzaju ideologia może chcieć zaistnieć jako rozwinięcie/przerośnięcie humanizmu chrześcijańskiego, lecz w gruncie rzeczy jest wyłącznie jego perwersyjną karykaturą. Święty Jan Paweł II, który doświadczył nazizmu i komunizmu, nie bał się wykazać analogii między tymi totalitaryzmami i wywrotowym charakterem zbaczającej ze swojego toru „liberalnej demokracji” czy indywidualizmu „praw człowieka”, głoszonego w różnych deklaracjach.

Prawdziwy humanizm europejski zyskał swój twórczy wymiar dzięki Ewangelii. Wiara w Boga-Człowieka pozwoliła mu przyjąć całą prawdę, całe piękno i dobro zawarte w dziedzictwie greckiej i łacińskiej starożytności. Narody europejskie stały się sobą przyjmując chrzest.

Szczególnie wyraża się to w przypadku Polski. Jak powiedział święty Jan Paweł II, „wydarzenie to miało decydujące znaczenie dla narodzin narodu i dla kształtowania się jego tożsamości chrześcijańskiej. (...) Jako naród, Polska wyszła ze swojej prehistorii i zaczęła istnieć w historii.” Różne plemiona słowiańskie, czyli Polanie, Wiślanie, Ślężanie, Pomorzanie, Mazowszanie, wspólnie przyjmując wiarę katolicką ostatecznie stworzyły jeden organizm narodowy. Dusza Polski jest więc chrześcijańska lub wcale jej nie ma. Pośród najokrutniejszych prześladowań, pozbawiona wszelkiej suwerenności politycznej, Polska pozostała sobą pogłębiając swoją wiarę, zachowując pamięć swojego chrztu, i mając głęboką świadomość obowiązków i praw nadanych jej przez tę wiarę.

Wiara chrześcijańska nie tylko dała narodom twórczy wymiar, lecz także dała im cywilizację, to znaczy stworzyła zespół narodów mających to samo pochodzenie: „Rozprzestrzenianie się wiary na kontynencie sprzyjało kształtowaniu się różnych ludów europejskich, zaszczepiając im kultury o różnych cechach, jednak powiązane ze sobą dziedzictwem wspólnych wartości, tych wartości, które były zakorzenione w Ewangelii. Tak więc pluralizm kultur narodowych rozwinął się w oparciu o wartości wyznawane na całym kontynencie.” (Pamięć i tożsamość)

Polska, ponieważ umiała bohatersko stawić opór dawnym ideologiom zła, ma zasoby potrzebne, by stawić czoło nowym wyzwaniom antropologicznym i moralnym. Dusza Polski ma siłę wewnętrzną, potrzebną, by oprzeć się nowym zwodniczym sygnałom mesjańskiego konstruktywizmu. Zdoła to uczynić pod jednym warunkiem: że dochowa wierności obietnicom swojego chrztu. Raz jeszcze zacytujmy słowa znakomitego syna polskiego narodu, który, w tym samym mieście, gdzie się dziś znajdujemy, w roku 1979, zachęcał was do zachowania wierności Chrystusowi głoszonemu przez Kościół, pomimo komunistycznej tyranii. W ten sposób wskazał na misję, którą wyznaczył Polsce w odniesieniu do innych ludów Europy. O czym miała ona świadczyć, w porę i nie w porę, wobec potęg tego świata?

„Kościół przyniósł Polsce Chrystusa — to znaczy klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek. Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa.

I dlatego Chrystusa nie można wyłączać z dziejów człowieka w jakimkolwiek miejscu ziemi. Nie można też bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski — przede wszystkim jako dziejów ludzi, którzy przeszli i przechodzą przez tę ziemię. Dzieje ludzi! Dzieje narodu są przede wszystkim dziejami ludzi. A dzieje każdego człowieka toczą się w Jezusie Chrystusie. W Nim stają się dziejami zbawienia.

Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury. To jej najmocniejszy zrąb. To jej rdzeń i siła. Otóż tego, co naród polski wniósł w rozwój człowieka i człowieczeństwa, co w ten rozwój również dzisiaj wnosi, nie sposób zrozumieć i ocenić bez Chrystusa.

Jeśli jest rzeczą słuszną, aby dzieje narodu rozumieć poprzez każdego człowieka w tym narodzie — to równocześnie nie sposób zrozumieć człowieka inaczej jak w tej wspólnocie, którą jest jego naród. Wiadomo, że nie jest to wspólnota jedyna. Jest to jednakże wspólnota szczególna, najbliżej chyba związana z rodziną, najważniejsza dla dziejów duchowych człowieka. Otóż nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego — tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas — bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie. Nie sposób zrozumieć tego narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną — bez Chrystusa.” (Homilia Jana Pawła II, wygłoszona na placu Zwycięstwa 2 czerwca 1979)

Tak więc Polska wskazuje drogę, nie chcąc automatycznie przyjmować pewnych rozporządzeń, wydawanych w ramach liberalnej globalizacji, zgodnych z logiką napływu migracyjnego, którą różne instancje chciałyby dziś narzucić. Wasz kraj zaznał komunistycznego internacjonalizmu, pogardzającego suwerennością i kulturą ludów w imię ograniczającego je ekonomizmu. Każdy emigrant jest oczywiście istotą ludzką godną poszanowania w swoich prawach, lecz praw ludzkich nigdy nie można oddzielać od związanych z nimi obowiązków. Czy można więc negować naturalne prawo określonego ludu do rozróżniania między uchodźcą politycznym i religijnym z jednej strony, który, chcąc ratować życie, ucieka z rodzinnej ziemi, a emigrantem ekonomicznym, chcącym ostatecznie się gdzieś osiedlić, nie uznając jednak przyjmującej go kultury za swoją?

Emigrant, szczególnie jeśli wywodzi się z innej kultury i religii, i jeśli uczestniczy w szeroko zakrojonym ruchu populacyjnym, nie jest absolutem relatywizującym prawo naturalne i wspólne dobro ludów. Każdy człowiek ma przede wszystkim prawo do życia w swoim kraju. Papież Franciszek z mocą przypomniał, że państwa europejskie często ponoszą częściową odpowiedzialność za destabilizację krajów stających się ośrodkami emigracyjnymi.

Problemu uchodźców nie da się rozwiązać u podstaw, przyjmując wszystkich pragnących osiedlić się w Europie. Ideologia indywidualizmu liberalnego popiera krzyżowanie ras, by tym bardziej wyrównywać naturalne granice ojczyzny i kultury, i tworzyć świat post-narodowy i jednowymiarowy, którego jedynymi wymiarami byłaby produkcja i konsumpcja. Powtarzam z pełnym przekonaniem: nam chodzi o współpracę we wspomaganiu integralnego rozwoju ludów dotkniętych wojną, korupcją i niesprawiedliwością globalizacji. Nie o to chodzi, by sprzyjać wykorzenianiu jednostek i ubożeniu ludów.

Niektórzy chętnie cytują fragmenty Słowa Bożego, chcąc, by przysłużyły się one powszechnej zmienności i wielokulturowości. Z łatwością szafuje się obowiązkiem gościnności wobec obcokrajowca w podróży, by w ten sposób uprawomocnić ostateczne przyjęcie emigrantów.

Kościół szanuje naturalne mediacje, które Stwórca uznał w swojej mądrości. Geniusz chrześcijański stał się wcieleniem Boga w ludzkim świecie nie po to, by świat zniszczyć, lecz by przyjąć na siebie odpowiedzialność za świat i wynieść go do chwały jego Bożego przeznaczenia. Święty Ireneusz z Lyonu mawiał: „Deus homo factus est ut homo fieret Deus: Bóg stał się człowiekiem, by człowiek stał się Bogiem”. Pomimo naszych rzeczywistych ograniczeń mamy pozwolić, aby Bóg odcisnął w każdym z nas swoje Oblicze, i aby każda ludzka twarz jaśniała światłem Bożym. Do tego zostaliśmy powołani Absolut nie niszczy naturalnych granic, lecz je szanuje, gdyż są dobre i potrzebne człowiekowi. To tylko fałszywe mesjanizmy, usiłując naśladować Boże Objawienie i promując nowego człowieka, odrzucają naturalne granice składające się na świat ludzki.

Polska, wierna obietnicom swojego chrztu, Polska, która rozświetliła XX wiek obecnością świętych takich jak siostra Faustyna, Maksymilian Kolbe, Jan Paweł II, powinna promować humanizm chrystocentryczny. Powinna świadczyć o tym, że sercem narodu jest jego kultura, i że duszą kultury jest wiara w Boga. Polska powinna być strażnikiem, ostrzegającym Europę przed niebezpieczeństwem jej milczącej apostazji.

2017-10-22 18:11

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Chrześcijanie, nie dajcie sobie odebrać Europy!

Taki był tytuł mojej wypowiedzi na sesji III Międzynarodowego Kongresu Ruchu „Europa Christi” we Lwowie. Hasło tegorocznego kongresu brzmiało: „Europa Christi – Europa dwóch płuc – Europa Ewangelii, prawdy i pokoju”, we Lwowie zaś podjęto także temat zaproponowany – „Wpływ chrześcijaństwa na stabilność narodów Europy”.

Na Ukrainie, do której świetnie pasuje miano wschodniego płuca Europy, podejmowaliśmy zagadnienia, które dotyczyły nie tylko tego kraju, ale także całego kontynentu europejskiego. Europy nie tylko tej geograficznej, ale też Europy jako kultury obecnej na całym ziemskim globie. Prelegentami byli profesorowie zarówno z Ukrainy, jak i z Polski. W lwowskiej sesji wzięli także udział nuncjusz apostolski na Ukrainie abp Claudio Gugerotti, metropolita lwowski obrządku łacińskiego abp Mieczysław Mokrzycki, abp Tomasz Peta z Astany w Kazachstanie, bp Marian Buczek i biskup pomocniczy lwowski Edward Kawa. Ta ciekawa sesja była wydarzeniem, które kończyło nasz tegoroczny kongres. Z ogromną wdzięcznością przyjęliśmy przekazane nam przez nuncjusza apostolskiego pozdrowienia od Ojca Świętego Franciszka.

Jak wspomniałem, na sesji analizowaliśmy Europę pod kątem Ewangelii, prawdy i pokoju. Na Ukrainie nie ma pokoju, zabijani są ludzie, toteż temat kongresu wybrzmiał tam w szczególny sposób. Czy Europa jest kontynentem Ewangelii? Znaczące były tu słowa abp. Mokrzyckiego, który podczas homilii stwierdził, że: „na naszych oczach dokonuje się marginalizacja życia religijnego i jego skuteczna eliminacja z przestrzeni publicznej”. – Geniusz, który przez wieki dawał świadectwo wiary, wznosząc katedry, dziś, porzuciwszy wiarę, potrafi te budowle burzyć (...). Jesteśmy we Lwowie. Ta część Europy doświadczyła już wielkiego zniszczenia nie tylko świątyń, ale i takich ludzkich wartości, jak moralność, sprawiedliwość, prawda, uczciwość i wzajemny szacunek. Doświadczona bardzo boleśnie jednak się przebudziła i powstaje z kolan. Obecnie dokonuje się tutaj wielka odbudowa tego, co zniszczyła cywilizacja nieprawości – powiedział.

Słowa księdza arcybiskupa pobudzają do refleksji, że jako chrześcijanie Europy nie możemy sobie pozwolić jej odebrać. Dlatego wielkim głosem wołamy: Europa ma chrześcijańskie korzenie! Jest Chrystusowa. To kontynent Ewangelii, prawdy i pokoju. Nie wolno nam tego skarbu zaprzepaścić.

CZYTAJ DALEJ

Miesięczne nabożeństwo ku czci św. Józefa

2020-02-27 15:31

[ TEMATY ]

nowenna

nowenna pompejańska

nowenna do św. Józefa

marzec

źródło: http://nowenny.pl/miesiac-ku-czci-sw-jozefa

Miesięczne nabożeństwo wg Bartola Longo, autora nowenny pompejańskiej. Jak mówiła św. Teresa: „Nie pamiętam, bym kiedykolwiek prosiła św. Józefa o jaką rzecz, której by mi nie wyświadczył”. Przez cały marzec będziesz otrzymywać nabożeństwo w formie audycji na youtube.

Zapraszamy do dołączenia do miesięcznego, internetowego nabożeństwa ku czci świętego Józefa! Odbędzie się ono w marcu, miesiącu poświęconym przez Leona XIII właśnie świętemu Józefowi.

Autorem jest bł. Bartolo Longo, autor nowenny pompejańskiej i gorliwy czciciel św. Józefa. Pod wpływem niezwykłego cudu, jaki miał miejsce w sanktuarium w Pompejach, zbudował ołtarz ku jego czci i napisał specjalne, miesięczne nabożeństwo. Każdy dzień nabożeństwa to krótka lektura duchowa, modlitwa i zadanie, ktore pogłębią Twoją więź ze św. Józefem.

Podejmij wyzwanie, prosząc o łaski dla siebie i bliskich

Teraz i ty możesz dołączyć do wspólnej modlitwy! Poświęć mniej niż kwadrans dziennie, a przekonasz się o niezwykłości św. Józefa i jego wielkiej mocy, jako naszego orędownika w niebie.

Jak dołączyć?

Całe nabożeństwo będzie dostępne bezpłatnie na Youtube w marcu. Aby otrzymywać każdego dnia kolejne nagrania do odsłuchania, wybierz jedną z możliwości:

1. Powiadomienia na e-mail

To najprostsza metoda: zapisz się na stronie http://nowenny.pl/miesiac-ku-czci-sw-jozefa – a dzięki temu otrzymasz kolejne dni nabożeństwa bezpośrednio na swój adres e-mail!

2. Korzystasz z Youtube? Włącz subskrypcję!

Na naszym kanale youtubowym dostępna jestplaylista

Kliknij „Subskrybuj”, a wtedy otrzymasz powiadomienia przez kolejne dni modlitwy.

3. Masz konto na Facebooku?

Dołącz do wydarzenia na naszym profilu: Zobacz i kliknij „Wezmę udział”.

Ważne!

• Pamiętaj, że nasze nabożeństwo trwa tylko w marcu – miesiącu św. Józefa. Aby nie przegapić, dołącz najpóźniej w ostatnim dniu lutego.

• Zaproś do nabożeństwa inne osoby, przesyłając dalej wiadomość o tej inicjatywie.

• Każdy dzień nabożeństwa na Youtube i Facebooku możesz udostępniać dalej swoim znajomym. Niech jak najwięcej osób przekona się o mocy św. Józefa.

CZYTAJ DALEJ

Robert Gliński: Liczę na to, że film „Zieja” zostawi pragnienie spotkania i dialogu

2020-02-29 09:12

[ TEMATY ]

wywiad

film

ks. Jan Zieja

pl.wikipedia.org

Liczę na to, że mój obraz ks. Ziei pozostawi pragnienie spotkania i dialogu ponad podziałami – mówi Robert Gliński w rozmowie z KAI. Reżyser filmu „Zieja” opowiada o kulisach powstania produkcji, wyzwaniach jakie stały przed twórcami, przybliża postać ks. Ziei oraz odnosi się do aktualnej sytuacji w polskim społeczeństwie i Kościele.

Dawid Gospodarek (KAI): Czy znał Pan historię ks. Jana Ziei, zanim pojawiła się propozycja zrobienia o nim filmu?

Robert Gliński: O ks. Ziei słyszałem, bo był kapelanem Szarych Szeregów. Nie znałem go. Inicjatywa tego filmu wyszła od ks. Aleksandra Seniuka, rektora kościoła sióstr Wizytek w Warszawie. Ksiądz Zieja również był rektorem tego kościoła, od 1950 do 1959 roku, dlatego ks. Seniuk czuje się trochę takim spadkobiercą myśli, kazań, tego wszystkiego, co jego poprzednik reprezentował. Wiem, że stara się też o jego proces beatyfikacyjny.

-Jak przygotowywał się Pan do realizowania filmu o księdzu Ziei?

- Zawsze, gdy się robi film, trzeba zdobyć jak najwięcej informacji o postaci i jej biografii, czyli przede wszystkim przeczytać jak największą ilość książek. W związku z tym przeczytałem co się dało. Z pomocą przyszedł również ks. Aleksander Seniuk, który dostarczył mi sporo poświęconych ks. Ziei artykułów z różnych pism z ostatnich trzydziestu lat, bardzo duży materiał - dość obszerne teksty w „Więzi”, „Znaku”, nawet w tygodnikach kulturalnych. Obejrzałem też filmy dokumentalne, które powstały o ks. Ziei. Oczywiście przeczytałem jego kazania, które są szalenie interesujące, poruszają różne zagadnienia, wartości, postawy. To wszystko jest naprawdę kopalnią wiedzy o tym, co ks. Zieja myślał, jaki miał stosunek do wiary, do religii, do człowieka, no i przede wszystkim do Ewangelii.

- A spotkał się Pan z kimś, kto pamięta jeszcze ks. Zieję?

- Tak, rozmawiałem z kilkoma osobami, które go znały. Zależało mi na tym, by poznać jego, nazwijmy to „energię”, jego osobowość, charakter, nawet pewne zewnętrzne charakterystyczne cechy.

- Ogromny materiał. Jak z niego wybrać to, co sensownie zmieści się w filmie?

- Rzeczywiście długo myślałem, jak to wszystko zebrać i ile włączyć do filmu, bo to w końcu jest film fabularny. Pierwotnie ks. Seniuk, gdy przyszedł do producenta Włodzimierza Niderhausa z pomysłem na ten film, myślał o filmie dokumentalnym. Niezbyt był zadowolonych z filmów, które powstały do tej pory. Producent powiedział, że są już filmy dokumentalne, więc pora zrobić fabułę. No i wtedy się zaczęło, ponieważ nie było łatwo wymyślić scenariusz filmu fabularnego, którego bohaterem byłby ksiądz Zieja. Jak? On był człowiekiem świętym, dobrym, otwartym. Jak robić film o człowieku, który się nie zmienia i jest cały czas taką „chodzącą świętością”?

- W filmie fabularnym bohater musi przeżywać jakiś dramat, musi się zmieniać, musi mieć jakieś upadki, żeby mógł się podnieść. U Ziei nic takiego nie było. Gdy propozycja realizowania tego filmu trafiła do mnie, na początku myślałem sobie - fantastyczny z niego gość, ale to nie jest materiał na film fabularny, który ma jakiś przebieg, który ma interesującą dramaturgicznie narrację, napięcie, punkty zwrotne. Zaczęliśmy się głębiej przyglądać zebranemu materiałowi i w końcu okazało się, że coś ważnego jest jednak w tej postaci. Otóż wydarzenia, w które Zieja się angażował, w których brał czynny udział, mają bardzo wiele wspólnego z naszymi współczesnymi czasami. I to tak mnie złapało, że uznałem, że będzie z tego materiał na film-moralitet o dniu dzisiejszym.

- Jak wypracowaliście tę dramaturgię?

- W prosty sposób - wprowadziliśmy antybohatera. Mamy księdza Zieję, który jest spiżowym pomnikiem wartości. Skontrastowaliśmy go z „diabłem”, który go próbuje osaczyć, kupić, ugryźć, oczywiście przedstawiając różnego rodzaju argumenty, typu: „musi ksiądz dla dobra swoich przyjaciół tak zrobić”, „w imię wyższych racji musi ksiądz zrobić coś niezbyt moralnego”... To był nasz pomysł na konflikt, spór, polemikę o wartości i dyskusję o historii. Te rozmowy, a właściwie taki pojedynek słowny, pomiędzy SB-kiem, którego gra Zbigniew Zamachowski, a księdzem Zieją, którego gra Andrzej Seweryn, stanowią fundament narracyjny filmu. Z tego fundamentu robimy wycieczki w historie, które się zdarzyły w życiu naszego bohatera. A więc wędrujemy do wojny bolszewickiej i do lat dwudziestych ubiegłego wieku, kiedy ks. Zieja działał aktywnie na polu duszpasterskim. Potem okupacja, kampania wrześniowa, powstanie warszawskie, lata 50. i aresztowanie kard. Wyszyńskiego. Pokazujemy, jaką reprezentował wtedy postawę, jakie wygłaszał wtedy kazania.

- Wspomniał Pan, że materiał o ks. Ziei, jaki zebrał, był duży. Czy pojawiły się jakieś konkretne dylematy, co z tej bogatej historii i osobowości zamieścić w filmie?

- Bardzo, bardzo wiele takich trudnych wyborów. Ks. Zieja pakował się we wszystko, w co się dało w historii XX wieku. Sporo wydarzeń, które już były opisane w scenariuszu, zdecydowaliśmy się potem usunąć. Ba, niektóre nawet nakręciliśmy, ale nie zmieściły się w filmie, bo to już trzeba by robić długi serial.
Na przykład bardzo ciekawy motyw - ks. Zieja zawsze chciał mieć swoją parafię. Zdarzało się, że miał je przez krótki czas, jednak przez swoje działania i realizację wizji duszpasterskiej te parafie tracił. Na przykład - to bardzo piękny epizod - przybył do parafii na wschodzie i chciał w tej parafii zrobić nabożeństwo dla kilku wyznań, czyli dla prawosławnych i dla gminy żydowskiej, bo akurat nie mieli gdzie się modlić. Chciał ich wszystkich zaprosić do kościoła. Czyli chciał wprowadzić w życie formę ekumenizmu w duchu Jana Pawła II, a działo się to w latach 20-tych ubiegłego wieku. Oczywiście to spotkało się z niechęcią parafian. Nie wiem, jak hierarchowie się do tego odnosili...

- Przed II Soborem Watykańskim raczej też sceptycznie. Można powiedzieć, że to bardzo prorocze intuicje i działania ks. Ziei...

- Tak, to było piękne i tę scenę też nakręciliśmy. Jest dość ciekawa filmowo, takie obrazki ludowe troszkę wystylizowane, ale już było za dużo materiału i scena poszła do kosza.
Albo, na przykład, jak obejmował inną parafię, to powiedział, że nie będzie zbierać ofiary na tacę w czasie Mszy. Konsternacja zapadła przede wszystkim wśród wiernych, zostało to bardzo źle odebrane. Pamiętam, że biskup ordynariusz tej diecezji nawet bardzo dobrze to przyjął, ale społeczność parafialna nie.
Takich „wyskoków” ks. Ziei było bardzo dużo, ale nie ze wszystkiego skorzystaliśmy.

- W filmie przewija się też nauczanie ks. Ziei, jego kazania...

- Te kazania to naprawdę bardzo ciekawy materiał. Jest ich sporo, w filmie oczywiście mogliśmy dać tylko kilka wybranych fragmentów. Przecież byłby to nudny film, gdyby ksiądz Zieja ustami Andrzeja Seweryna głosił kazanie trwające 15 minut... Przygotowaliśmy więc takie syntezy jego kazań, które są włożone w kontekst konkretnych scen. Kazanie o prawdzie, o miłości, o przebaczeniu… Mam nadzieję, że jak ktoś zainteresuje się tymi treściami, może sięgnie do kazań, bo naprawdę warto.

- W jednym z kazań zaprezentowanych w filmie, tuż po uwięzieniu prymasa Wyszyńskiego, ks. Zieja zaczyna przypominać postać o. Ludwika Wiśniewskiego OP, wypowiada jego słowa... Była tu jakaś inspiracja tym dominikaninem?

- Przyznam, że tak. To, co powiedział o. Wiśniewski na pogrzebie prezydenta Pawła Adamowicza, jest uniwersalne, odnosi się do różnych epok. Ja bym spojrzał na to jeszcze szerzej - musimy zatrzymać fale nienawiści, musimy zacząć rozmawiać, musimy być otwarci i nie możemy się zgodzić na nienawiść, która czasami prowadzi do tragicznych rozwiązań… Ale potem z tej tyrady wyłania się część druga, która mówi o przebaczeniu - że należy wszystkim przebaczyć, nawet wrogom.
W tym kazaniu jest jeszcze taki fragment, w którym ks. Zieja mówi – i to jest dosłowny cytat - „Prymasa opuścili wszyscy, został mu tylko wierny Niemiec i pies”. Niemiec to był ks. prałat Wojciech Zink, ówczesny rządca diecezji warmińskiej, który jako jedyny nie podpisał listu lojalności biskupów wobec władz PRL. A pies, co pokazaliśmy w filmie - ugryzł UB-ka, który przyszedł aresztować prymasa.

- W tych kazaniach są rzeczywiście słowa z tekstów ks. Ziei, czy skomponowane na potrzeby filmu?

- Trochę skomponowałem. Zamieściłem na przykład cytat Bonawentury, żołnierza AK Batalionu „Zośka”, o przebaczeniu. Akurat w temacie powstania siedzę od lat i bardzo mi to pasowało. Było dwóch braci Romockich - Jan „Bonawentura” i Andrzej „Moro”, obaj zginęli w powstaniu, ich matka została sama. Bonawentura był poetą o bardzo prawicowych poglądach, ale jednocześnie w swojej wrażliwości uważał, że to obciążenie, jakie przeżywali Polacy, wywodzące się z nienawiści do Niemców i z chęci zabijania wroga, bardzo niszczy psychikę, duszę. I napisał piękny wiersz o wybaczeniu: „Na przebaczenie im przeczyste. Wlej w nas moc, Chryste!”.

- Co dzisiaj ks. Zieia może mówić dziś polskiemu Kościołowi?

- Jest w filmie scena o prawdzie, którą jak zauważyłem, obecni na widowni duchowni często odbierają osobiście. Rozmowa o prawdzie, związana z tymi zakrętami, które dziś zdarzają się Kościele. „Tylko prawda może nas oczyścić, tylko prawda może nas wyzwolić” - mówił w kazaniach Jan Paweł II, bazując oczywiście na słowach Chrystusa, który mówił o oczyszczającej sile prawdy. Cała idea spowiedzi przecież polega na tym, że wyzwalamy się z mętnej wody, w której jesteśmy zanurzeni, bo prawda nas oczyszcza. Na tym polega siła prawdy i myślę, że to jest dla Kościoła dzisiaj bardzo ważne. Sprawa miłości i wybaczania swoim prześladowcom – wyimaginowanym czy prawdziwym – jest w każdej epoce bardzo ważna. W naszych czasach, pełnych napięć, konfliktów, nienawiści z jednej i z drugiej strony, musimy o tym właśnie pamiętać, mieć to przed oczami.

- Scena z rekolekcji dla biskupów, w bibliotece na Jasnej Górze...

- To jest piękne miejsce. Ta biblioteka jest wspaniała, stara, ma kilkaset lat. Czuje się w niej wielkość tradycji, siłę historii. Myśmy tam nic nie dodawali scenograficznie tylko weszliśmy, wprowadziliśmy statystów, którzy grali biskupów, ustawiliśmy krzesła. Cała reszta została.

- I tam widzieliśmy, że mowa ks. Ziei była trudna dla biskupów...

- Ksiądz Zieja mówi, że prawdę trzeba postawić ponad wszystko, ponad nas, ponad nasze obyczaje, przyzwyczajenia, ale również ponad Kościół – myślę, że mówi to o instytucji, że prawda jest taką wartością, która jest najwyższa i musimy na nią spojrzeć jak na absolut. Rzeczywiście na twarzach niektórych biskupów widzimy reakcje zaniepokojenia.

- A co ksiądz Zieja, a może Pan tym filmem, chce powiedzieć polskiemu społeczeństwu, politykom?

- Nie jestem działaczem politycznym, więc trudno mi komentować. Tym co uderza mnie w życiu politycznym, jest ciągła niemożność rozmowy i dogadania się. Myślę, że to wszystko się nam bardzo zaostrzyło. Dziwi mnie to. Dlaczego nie możemy rozmawiać, nawet jeśli mamy inne poglądy, nawet jeśli reprezentujemy zupełnie inne wartości? To co ks. Zieja sobą wniósł do naszego życia, to właśnie taka otwartość. On był współzałożycielem Komitetu Obrony Robotników i to, że ten komitet istniał przez cztery lata - tak też uważają niektórzy członkowie KORu - jest zasługą ks. Ziei, który potrafił zneutralizować napięcia, kłótnie. Tam było bardzo dużo różnych osobowości. I gdyby nie ks. Zieja, to pewnie po trzech miesiącach ten komitet rozpadłby się. Mieliśmy tam pana Macierewicza i pana Michnika, można sobie wyobrazić, że tam następowały ostre spięcia, które ks. Zieja rzeczywiście potrafił rozładować.

- Patrzę na czasy obecne i czuję, że taka postać na pewno byłaby potrzebna. Mamy jakieś przekonania, wartości, więc powinniśmy rozmawiać, nie rezygnując z tego, co nas tworzy, nie rezygnując z naszej tożsamości, osobowości, charakteru. Powinniśmy okazywać sobie szacunek i umieć się spotkać, dialogować. Bo czy nie byłoby piękne, gdyby np. pan Kaczyński z panem Tuskiem spotkali się i kulturalnie porozmawiali przy kawie, oczywiście nie rezygnując ze swoich poglądów i postaw...

- Świat polityczny to jedna rzecz, ale te zjawiska, czasem może kreowane, mają poważny i bolesny wpływ na napięcia i podziały w społeczeństwie, w rodzinach…

- Tak, a to przecież byłaby piękna scena, może nawet można powiedzieć „rekolekcje narodowe” - taki program w telewizji publicznej, gdzie pokazuje się rzeczywiście realny dialog, gdzie przedstawiciele różnych stron umieliby pokazać też co ich łączy, a nie tylko kłótnie i różnice. To są smutne kłótnie, zwłaszcza gdy wiemy, że dziś skłóceni politycy przed laty potrafili się kolegować i współpracować.

- Z pewnością są wartościowe wszelkie inicjatywy, które mogłyby namacalnie pokazać, że dialog i spotkanie są możliwe, mimo różnic. I jestem przekonany, że to da się robić. Ale nie trzeba patrzeć na politykę, szukając podziałów – wśród polskich katolików, wyznających przecież tę samą wiarę, mających jeden cel – też są czasem nawet bardzo ostre podziały...

- W filmie „Dwóch papieży” bardzo trafnie ukazano ten wewnątrzkościelny podział. Teraz w Watykanie spór pomiędzy opcją „benedyktyńską”, a „franciszkańską” jest dosyć wyraźny, czasem obserwujemy jak kardynałowie i biskupi wojują. Byłem jakiś czas temu na Mszy w bazylice św. Piotra w Rzymie, gdzie jeden z biskupów mówił w kazaniu językiem dość mocno odbiegającym od narracji papieża Franciszka, miałem wrażenie, że go krytykuje i dziwiłem się, że nawet pod nosem papieża nie ma oporów...
Mamy teraz w Kościele konflikt o wartości, o obyczaj, o różne sposoby realizowania misji. W „Dwóch papieżach” akurat pięknie pokazano, że Benedykt rozmawia z Franciszkiem, chociaż są pomiędzy nimi diametralnie różnice. I to jest piękne w tym filmie, dające nadzieję. Liczę na to, że mój obraz ks. Ziei pragnienie takiego spotkania i dialogu ponad podziałami pozostawi.
***
Robert Ignacy Gliński (ur. 1952) – reżyser filmowy i teatralny, dokumentalista, scenarzysta i pedagog, profesor sztuki filmowej. W latach 2008–2012 był rektorem Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. W latach 2011-2014 dyrektor Teatru Powszechnego w Warszawie. Członek Polskiej Akademii Filmowej.

- Wyreżyserował m. in.: Niedzielne igraszki (1983), Superwizja (1990), Wszystko, co najważniejsze... (1992), Kochaj i rób co chcesz (1997), Cześć Tereska (2000), Święta polskie (2004), Homo.pl (2007), Kamienie na szaniec (2014), Czuwaj (2017), Zieja (2020).

***


Film “Zieja” został wyprodukowany przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w koprodukcji z Telewizją Polską, przy współfinansowaniu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej oraz Miasta Lublin. Reżyseria: Robert Gliński. Scenariusz: Wojciech Lepianka. Obsada: Andrzej Seweryn (ks. Jana Zieja), Mateusz Więcławek (ks. Jan Zieja młody), Zbigniew Zamachowski (Adam Grosicki), Sławomir Orzechowski (Pułkownik Adamiec), Sonia Bohosiewicz (Krystyna Żelechowska), Redbad Klynstra (kpt. Szafrański), Tadeusz Bradecki (prymas Stefan Wyszyński). Film trafi do kin 13 marca.
Jednym z patronów medialnych jest Katolicka Agencja Informacyjna.

CZYTAJ DALEJ
Projekt Niedzieli na Wielki Post
#ODKUPIENI

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję