Reklama

Msza św. w Warszawie rozpoczeła centralne obchody Narodowego Święta Niepodległości

2012-11-11 10:52

kos / Warszawa/KAI

AR

Mszą św. z udziałem prezydenta RP Bronisława Komorowskiego i jego małżonki sprawowaną w katedrze polowej Wojska Polskiego rozpoczęły się w Warszawie centralne obchody Narodowego Święta Niepodległości. Eucharystii przewodniczył kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. W homilii biskup polowy WP Józef Guzdek wezwał do jedności i pracy na rzecz Ojczyzny. W południe na Placu Piłsudskiego odbędą się centralne obchody święta, a bezpośrednio po nich rozpocznie się "Marsz dla Niepodległej".

Msza święta rozpoczęła się od wprowadzenia sztandaru RP i odegrania Mazurka Dąbrowskiego.

- Obchodzona dziś 94. rocznica odzyskania niepodległości przypomina nam, że tylko wspólne, zgodne działania mogą przynieść wspaniałe owoce. Żołnierz ofiarował krew, artysta, dyplomata i uczony położył na ołtarzu Ojczyzny swoje talenty, pozostali ofiarowali pracę i poświęcenie. Nam dzisiaj potrzeba narodowej zgody, abyśmy razem udźwignęli brzemię odpowiedzialności za przyszłość naszego narodu i państwa - mówił w homilii bp Guzdek.

Reklama

Biskup polowy podkreślił, że ówczesne, polskie elity zdały egzamin z patriotyzmu, przestrzegł przed zmarnowaniem daru wolności i szansy na budowanie lepszej przyszłości. - Jesteśmy za nią odpowiedzialni przed Bogiem. Trzeba się wyrzec siebie i własnych ambicji, pychy i prywaty; trzeba się umniejszać, aby rósł w potęgę nasz kraj, aby rozwijała się nasza umiłowana Ojczyzna - powiedział.

Biskup Guzdek zauważył, że obecnie najważniejszym celem jest dążenie do rozwoju państwa budowanego w duchu jedności i patriotyzmu. - Potrzebna jest troska o rozwój i unowocześnienie polskiej gospodarki oraz modernizację polskiej armii – gwaranta bezpieczeństwa i nienaruszalności naszych granic. Szczególną odpowiedzialność, graniczącą niemal z heroizmem, należy wykazać na polu wychowania patriotycznego oraz kształcenia dzieci i młodzieży. Środki wydane na ten cel to najlepsza inwestycja dla przyszłości narodu - podkreślił.

Ordynariusz wojskowy przywołał postacie twórców Niepodległej: Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Ignacego Paderewskiego, Władysława Grabskiego, Ignacego Mościckiego, Gabriela Narutowicza i Wincentego Witosa, wspomniał o naukowcach i ludziach kultury. - Potrafili wykorzystać swoje talenty dla dobra wspólnego – dla Polski. Dziś dziękujemy im za to, że dobro Ojczyzny postawili ponad własne korzyści. Tym samym, podobnie jak ewangeliczna wdowa, nic nie zatrzymali dla siebie, ale wszystko złożyli w darze na ołtarzu Ojczyzny - powiedział.

Zdaniem bp. Guzdka "do jedności i wspólnego działania wzywa ołtarz". - On także zobowiązuje do odbudowania wspólnoty, jeśli nasze drogi się rozeszły. Na ołtarzu nie można złożyć daru, który rodzi się z ducha walki przeciw komukolwiek. Do ołtarza mają przystęp jedynie ci, którzy „wprowadzają pokój”. Ołtarz uczy nie tylko ofiarności, lecz także bycia solidarnym i budowania razem - podkreślił.

Przywołał słowa Jana Pawła II o solidarności wygłoszone w Gdańsku, w 1987 roku, podczas III pielgrzymki apostolskiej do Ojczyzny "A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. Nie może być walka silniejsza od solidarności. Nie może być program walki ponad programem solidarności” – apelował bł. Jan Paweł II w Gdańsku, w 1987 roku. Słowa te aktualne są także dziś, gdy jesteśmy świadkami powstawania nowych podziałów i pogłębiania się starych - powiedział.

Eucharystię koncelebrowali z bp. Guzdkiem kapelani ordynariatu polowego oraz duchowni archidiecezji warszawskiej.

We Mszy św. w intencji Ojczyzny w katedrze polowej uczestniczył m. in. prezydent Bronisław Komorowski z małżonką, minister ON Tomasz Siemoniak, szef BBN Stanisław Koziej, generałowie Wojska Polskiego, funkcjonariusze straży granicznej, policji, straży ochrony kolei, służby celnej, przedstawiciele Sejmu i Senatu, ministrowie, władze Warszawy oraz harcerze. Katedrę polową nawiedzili także przedstawiciele bractwa kurkowego oraz Rycerze Jana Pawła II. Obecne były poczty sztandarowe wojska i organizacji kombatanckich. Chór Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego uświetnił liturgię śpiewem.

Po Mszy św. w Pałacu Prezydenckim odbędzie się ceremonia wręczenia odznaczeń państwowych.

W południe na Placu Piłsudskiego w Warszawie, przed Grobem Nieznanego Żołnierza odbędzie się uroczysta zmiana wart. Pod pomnikiem Marszałka Józefa Piłsudskiego złożone zostaną kwiaty. Bezpośrednio po uroczystości na Pl. Piłsudskiego rozpocznie się "Marsz dla Niepodległej" z udziałem prezydenta RP. Pochód złoży hołd twórcom Niepodległej Rzeczpospolitej: Józefowi Piłsudskiemu, Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu, Wincentemu Witosowi, Ignacemu Paderewskiemu, Stefanowi "Grot" Roweckiemu oraz Romanowi Dmowskiemu, pod ich pomnikami złożone zostaną kwiaty.

Tagi:
Warszawa święto Niepodległość

Taki zwykły, że aż święty

2019-10-01 13:55

Jarosław Kumor
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 18-19

Z zewnątrz nikt szczególny. Krótkie włosy, niezbyt charakterystyczna twarz, małomówny, nieśmiały. W środku duchowy tytan z przepastną wiedzą teologiczną i niewzruszonym panowaniem nad sobą. Oto on – Wenanty, franciszkanin z Galicji

www.wenanty.pl
O. Wenanty Katarzyniec, w tle kościół w Czyszkach, miejsce pracy o. Wenantego

Moja historia ze sługą Bożym o. Wenantym Katarzyńcem, zmarłym niemal sto lat temu franciszkaninem, urodzonym w małej wiosce niedaleko Lwowa, zaczęła się od lektury biografii św. Maksymiliana.

Promotor Maksymilian

Parokrotnie natrafiłem tam na wypowiedzi założyciela Niepokalanowa o tym skromnym, prostym człowieku, o przyjaźni, która ich łączyła. Ilekroć pojawiał się wątek o. Wenantego, doświadczałem swego rodzaju wewnętrznego pokoju, jakiejś sympatii, która mimochodem przychodziła, a odnosiła się przecież do człowieka, którego znałem z kart jednej tylko książki, gdzie w dodatku był on dość sporadycznie wspominany.

Kiedy gruchnęła wieść o tym, że red. Tomasz Terlikowski bierze się po o. Maksymilianie za biografię właśnie tego sługi Bożego pochowanego w urokliwej Kalwarii Pacławskiej na Podkarpaciu, gdzie ów franciszkanin spędził ostatnie lata życia, czekałem z niecierpliwością. W międzyczasie przyswajałem różne informacje na jego temat dostępne w internecie (głównie na prowadzonej przez o. Edwarda Staniukiewicza OFMConv z Kalwarii Pacławskiej stronie: wenanty.pl).

Odwiedziny

Nim w moje ręce trafiła biografia o. Katarzyńca, wraz z braćmi z redakcji Drogi Odważnych wybraliśmy się do miejsca jego pochówku. Był to czas wielu rozmów, m.in. ze wspomnianym o. Staniukiewiczem, który podarował mi książkę o o. Wenantym swojego autorstwa. Był to też czas rozmowy z samym o. Wenantym. Nie wiem, ile czasu spędziłem przed jego grobem, ale minuty płynęły mi wtedy zupełnie inaczej, rzadko kiedy tak odpoczywałem.

Ten sługa Boży ugruntował po tym wyjeździe swoją pozycję cichego patrona Drogi Odważnych, kogoś stojącego za plecami naszego głównego orędownika w niebie – św. Maksymiliana. Tak było za życia obu zakonników, tak jest i teraz – jeden w cieniu, drugi na pierwszej linii.

Oczywiście, obie książki pochłonąłem jednym tchem. Jednocześnie stałym elementem mojego dnia stała się modlitwa o beatyfikację o. Wenantego spisana przez samego św. Maksymiliana i przez niego kolportowana na obrazkach z wizerunkiem o. Katarzyńca, które wydrukował po jego śmierci. Dość szybko się zorientowałem, że umiem tę modlitwę na pamięć. To pomaga, bo mogę odmówić ją dosłownie gdziekolwiek, i sprawia, że ten zwyczajny, skromny, prosty zakonnik towarzyszy mi po cichu każdego dnia.

Generalnie: nuda

Te dwa słowa usłyszałem od jednego z moich przyjaciół po tym, jak przeczytał biografię o. Wenantego, bezpośrednio po lekturze książki o św. Maksymilianie. Rzeczywiście, porównanie obu życiorysów pod kątem podejmowanej aktywności, pewnego rozmachu działań daje takie wrażenie. Ojciec Wenanty nie był na studiach w Rzymie, nie założył żadnej wspólnoty, nie jeździł na misje, nie był zagorzałym apologetą ani ewangelizatorem, ale z jakiegoś powodu o. Maksymilian był po jego śmierci przekonany o jego świętości i obrał go za patrona startującego wówczas czasopisma „Rycerz Niepokalanej”. Można powiedzieć, że nie miał wyjścia.

Kiedy o. Maksymilian poszukiwał autorów do „Rycerza”, bardzo zależało mu na obecności w tym gronie o. Wenantego. Ten był już bardzo chory i nie chciał się podjąć tego zobowiązania, ale zapewnił swojego przyjaciela, że po śmierci bardziej wydatnie będzie w stanie wesprzeć to dzieło. Tak się rzeczywiście stało. Pierwszy numer „Rycerza” ukazał się 9 miesięcy po śmierci o. Wenantego, a szef redakcji nie miał wątpliwości, za czyją przyczyną znalazły się pieniądze na jego wydanie. I, oczywiście, nie była to jedyna taka sytuacja.

To był początek, dzięki któremu o. Wenanty nosi dziś przydomek „brat bankomat”, bo jak potwierdzają franciszkanie z Kalwarii Pacławskiej, jest on bardzo skutecznym orędownikiem w sprawach finansowych i biznesowych. Ciekawy paradoks: „nudne” życie na ziemi i brak jakichś znaczących epizodów związanych z pieniędzmi skutkuje obfitością środków finansowych wyproszonych za jego wstawiennictwem. Być może Bóg chce przez to pokazać, że pieniądze powinny iść w naszym życiu w parze ze skromnością, pokorą i konsekwencją w realizowaniu codziennych obowiązków.

Pan siebie samego

Bardzo łatwo byłoby spłycić opowieść o o. Wenantym do określenia „brat bankomat”, tak jak często ograniczamy naszą wiedzę o św. Maksymilianie do jego męczeńskiej śmierci. Tymczasem za świętością jednego i drugiego nie stoją li tylko męczeństwo czy świadectwa finansowego błogosławieństwa, ale to zwykła codzienność, która w swojej systematyczności życia duchowego i głębi relacji z Bogiem była prostą drogą do nieba.

Zawsze na wyobraźnię działa mi jeden cytat ze wspomnień św. Maksymiliana o o. Katarzyńcu, odnoszący się do ich pierwszego spotkania, gdy nie byli jeszcze kapłanami: „Spokój upiększający obcowanie z nim wskazywał, że jest on panem samego siebie”. Te słowa opisują 20-letniego ledwie człowieka, który dopiero ma zacząć pogłębiać swoją duchowość w murach lwowskiego seminarium Franciszkanów. Dziś możemy zupełnie nie zdawać sobie sprawy, o co chodziło św. Maksymilianowi, bo komputery i telefony bardzo skutecznie odbierają nam kontakt z samymi sobą, w zamian dając kontakt z całym światem. Ojcu Wenantemu ten konktakt nie był do niczego potrzebny, siebie bowiem znał doskonale.

Z jego biografii łatwo jest wyciągnąć wyobrażenie człowieka głęboko skupionego i uporządkowanego wewnętrznie, kogoś, kto doskonale zna swoje wnętrze i wie, co się w nim dzieje w danym momencie. Po lekturze jego życiorysów mam nieodparte wrażenie, że właśnie to jest pewnym zwornikiem jego świętej codzienności i wykonywania zwykłych czynności w niezwykły sposób.

Wikariusz, spowiednik, nauczyciel

Tylko jeden rok przetrwał jako wikariusz na parafii. Wyjeżdżać musiał pod osłoną nocy, by ludzie nie widzieli, że go „tracą”. Jako spowiednik i kaznodzieja był dla nich skarbem, ale Bóg widział go już po tak krótkim czasie kapłaństwa jako magistra franciszkańskiego nowicjatu we Lwowie.

Szczególnie na tym etapie jego życia objawił się pewien piękny charyzmat, którym był obdarzony, a który sprawił, że o. Wenanty stał mi się jeszcze bardziej bliski. Otóż od czasu do czasu mam w mojej wspólnocie za zadanie powiedzieć coś mądrego do braci w ramach konferencji czy filmów formacyjnych. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, kogo powinienem prosić o patronowanie tej nauczycielskiej posłudze. Ojciec Katarzyniec, jak zaświadczają jego słuchacze zarówno z wiejskiej parafii, jak i z seminarium, miał dar przekazywania zawiłych prawd teologicznych w prosty i przystępny sposób, nie tracił przy tym głębi poruszanego tematu. Jest to coś, czego mi brakuje i w czym chciałbym o. Wenantego naśladować.

Patron dla młodych

Ojciec Wenanty odszedł w wieku 32 lat. W zasadzie całe jego życie to była młodość. Jaka ona była? Co było dla niej charakterystyczne? Do głowy przychodzi mi jedno słowo: pasja. Oczywiście, miał etapy pewnych kryzysów, gdy sam w wieku 15-16 lat z trudem się utrzymywał w wielkim mieście – we Lwowie. Miał jeden taki rok szkolny, gdy jego oceny mocno powędrowały w dół. Mógł poczuć odrzucenie, gdy w pierwszym podejściu nie przyjęto go do zakonu, ale kazano mu skończyć szkołę (na co nie miał grosza przy duszy i nie miał już serca prosić rodziców) i w dodatku polecono, by nauczył się najpierw łaciny. I to jest sytuacja, w której objawiło się, według mnie, najmocniej jego młodzieńcze serce, pełne pasji i samozaparcia. Co zrobił? Zagryzł zęby, uznał, że widocznie taka jest wola Boża, i wziął się do ciężkiej pracy.

Ile trzeba mieć w sobie pasji, by jako 18-latek zarobić dla siebie na cały rok kształcenia się i przez ten sam rok zacząć biegle władać łaciną? Tak bardzo Bóg był jego pasją. Tak bardzo jego pasją były Kościół i zakon franciszkański. Był człowiekiem orkiestrą – wychowywał, wykładał, kierował duchowo, spowiadał, dokształcał w razie braków szkolnej wiedzy i wszystko to robił na najwyższym poziomie i bez rozgłosu, zwyczajnie. Oto zwykły, święty zakonnik – o. Wenanty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Stella: Papież potrzebuje modlitwy, potraktujmy to poważnie

2019-12-14 15:13

Krzysztof Bronk/vaticannews / Watykan (KAI)

Modlitwa za Papieża jest obowiązkiem każdego katolika. Powinniśmy to potraktować bardzo poważnie, zwłaszcza kapłani, którzy imiennie wspominają Ojca Świętego podczas każdej Mszy św. – apeluje kard. Beniamino Stella, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa.

wikipedia.org

Przypomina on, że Franciszek nieustannie prosi o modlitwę w swojej intencji, od samego początku pontyfikatu. Odniósł się również do słów, które Ojciec Święty wypowiedział podczas spotkania z jezuitami na Madagaskarze. Mówiąc o znaczeniu modlitwy za Papieża, przyznał, że jest kuszony, wręcz osaczony i że tylko modlitwa ludu Bożego może go wyzwolić. Kard. Stella przyznał, że są to słowa tajemnicze. Pokazują jednak, jak bardzo Franciszek musi się zmagać z siłami zła.

"Myślę, że Papież często czuje ciężar tego krzyża, bo sprawowanie posługi Piotrowej jest krzyżem. Ponadto niekiedy odnosi się wrażenie, że nie chodzi tu tylko o krzyż, ale że są za tym, w ukryciu, siły zła, które mogą również kusić Papieża, osaczać go, wprowadzać go w ciemność, sprawiać, że odczuwa samotność i zmęczenie - powiedział Radiu Watykańskiemu kard. Stella. - Papież to też osoba z całym swoim człowieczeństwem, z ciałem i umysłem oraz uczuciami. To człowieczeństwo może być niekiedy wystawione na działanie sił zła. Myślę, że Papież tego doświadcza i odczuwa również ludzką słabość w obliczu tego wielkiego ciężaru i ekstremalnej presji mocy zła przede wszystkim względem jego osoby“.

Zapytany, o co powinniśmy się modlić dla Papieża, kard. Stella przyznał, że on sam modli się dla niego o spokojną noc, o dobry wypoczynek i pogodę ducha.

„Jeśli Papież odpocznie dobrze w nocy, to w ciągu dnia jest bardziej pogodny, odprężony i radosny. A my potrzebujemy żywego spojrzenia Papieża, uśmiechu na twarzy, jasnego umysłu. Chcemy, aby patrzył nam prosto w oczy, był otwarty i uśmiechnięty. Zawsze znaliśmy go właśnie takim. Proszę Boga, aby Papież zawsze miał uśmiechnięte oblicze, pomimo ciężarów i zmęczenia - mówi Radiu Watykańskiemu prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa. - Widzę, że niekiedy jest to uśmiech wymuszony, że to pogodne oblicze nie zawsze jest naturalne. Doceniam ten jego wysiłek, bo ważne jest, aby lud Boży wiedział, że Papież czuje się dobrze, potrafi powiedzieć słowa, które trafiają do serca, aby był zawsze taki, jakiego go znaliśmy przez wszystkie te lata. Papież gościnny, uśmiechnięty, biorący w objęcia".

Nawiązując do przypadającej wczoraj 50. rocznicy święceń kapłańskich Papieża, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa zauważył, że wszyscy kapłani powinni się uczyć od niego duchowej dyscypliny. Pomimo licznych obowiązków, zachowuje on stały program dnia. Zawsze, od samego rana, jest w nim miejsce na modlitwę i rozeznawanie, ze Słowem Bożym w ręku – dodał kard. Stella.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Archidiecezja szczecińsko-kamieńska podarowała szkołę i kościół dla Madagaskaru

2019-12-15 16:04

pk / Szczecin (KAI)

Już w październiku przyszłego roku ma być gotowy nowy kościół i szkoła w Misokitsy w diecezji Morondava na Madagaskarze. Ma to być dar archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej na 50-lecie powstania diecezji.

Paulina Fryszka
Te dzieci potrzebują naszej pomocy

Koszt budowy samego kościoła w stanie surowym to 15 tys. euro. Pieniądze na budowę były zbierane w kościołach diecezji od początku roku. Trwa zbiórka na koszty wyposażenia i na szkołę.

Szczecińska misja wróciła z Madagaskaru. Przedstawiciele Kościoła na Pomorzu Zachodnim zawieźli sprzęt medyczny, szkolny a także pieniądze na budowę szkoły i kościoła w Misokitsy.

Biskup Marie Fabien z diecezji Morondava na Madagaskarze dziękował za wsparcie. - Ta działalność misyjna to odpowiedź na wezwanie Franciszka, żeby wychodzić na obrzeża i nieść Dobrą Nowinę i pomoc tym ludziom – mówił biskup Marie Fabien z diecezji Morondava.

Ks. dr Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, zapowiada, że to początek współpracy z ojcami oblatami, którzy już od 40 lat posługują wśród ubogich w Afryce. Dalej w planach jest adopcja na odległość, która pozwoli na utrzymanie i edukację dzieci w Misokitsy.

- Wzruszającym momentem było to, że zobaczyłem małe dzieci przy budowie szkoły. Pracuje cała wioska. Dzieci przerzucają cement, wożą cegły. Oni mówią, że budują dla siebie i czekają na tą szkołę. Daliśmy im nadzieję i perspektywę rozwoju. I to była potęga wiary, że widzą, że mogą zmienić przyszłość, a potem pomagać lokalnej społeczności – powiedział ks. dr Płaczek.

Dużą część społeczeństwa stanowią animiści, którzy wierzą w wierzenia swoich przodków, bóstwa przyrody. Niektórzy nigdy nie słyszeli o Jezusie.

Ludzie, którzy tam żyją, odwiedzają czarowników. - Znaczące rolę mają lokalni katechiści, którzy przyjęli chrzest i są po lekturze Ewangelii . Oni przedstawiają nową perspektywę. Jeśli nastąpi przełamanie guru, czyli szamana danej wioski i pozwoli dotrzeć do ludzi misjonarzowi, to dalej można ewangelizować – podkreśla ks. dr Płaczek.

W takich osadach Msza św. jest czasem raz na pół roku, ale codzienność to katechizacja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem