Reklama

Polska

Abp Fisichella do Polaków: Kościół i każdy z nas potrzebuje świadectwa!

- Świadectwo jest konieczne dla życia Kościoła jak też i dla życia każdego z nas, ponieważ wszyscy potrzebujemy świadectwa - mówił dziś przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji abp Rino Fisichella na Jasnej Górze, do uczestników IV Kongresu Nowej Ewangelizacji nt. "Matura, czy inicjacja chrześcijańska? Bierzmowanie w kontekście nawrócenia pastoralnego".

[ TEMATY ]

przemówienie

Magdalena Pijewska

Abp Rino Fisichella

Sakrament Bierzmowania a ewangelizacja

Częstochowa, 24 października 2017

Jestem biskupem od 19 lat i niestety nie liczyłem, ile osób: chłopców, dziewczyn, dorosłych, wybierzmowałem w tym czasie. Z pewnością dziesiątki tysięcy. Musimy pamiętać, iż właśnie dlatego, że Sakrament ten przynależy do posług Biskupa, w historii Kościoła Zachodniego jest on otrzymywany w różnych momentach życia wiernych, oddalając go od Chrztu Świętego. Co sprawiłem tymże udzielonym Sakramentem, zarezerwowanym właściwie Biskupowi?

Reklama

Zobacz zdjęcia: Kongres Nowej Ewangelizacji

„Moc” Ducha

Po pierwsze, powiedziałbym, że dałem świadectwo Mocy Boga (δύναμις/dunamis). Tak właśnie, świadectwo Jego mocy i Jego łaski, które zawsze stoją na pierwszym miejscu. Czym jest moc Boża? W jaki sposób wchodzi ona w relacje z Sakramentem Bierzmowania? Spojrzenie na Słowo Boże pozwoli nam zrozumieć znaczenie tej relacji.

1.„Moc” oznacza przede wszystkim uznanie ze Bóg jest Stwórcą wszystkiego co istnieje. Jest to siła, która porusza i prowadzi historię ludzi i historię osobistą każdego z nas. Mówiąc o „Mocy”, nie możemy zapomnieć o słowach z Księgi Hioba, które przywołują na myśl właśnie modlitwę tego Sakramentu: „On ma potęgę i rozum (dosłownie za tekstem greckim: σοφία καὶ δύναμις/sofia kai dunamis, czyli mądrość i moc), rozsądek znać w Jego planach. […] U Niego zwycięstwo i siła (dosłownie za tekstem greckim: κράτος/kratos, czyli potęga-moc). W Starym Testamencie wszystko jest w rekach Boga i nic nie umyka Jego woli zbawienia.

2. W Nowym testamencie sens i znaczenie mocy Bożej wzbogacają się o element jeszcze bardziej interesujący, ponieważ moc Jezusa jest wyrażona w świetle Jego bycia Mesjaszem. Warto przywołać w tym miejscu „wartość”, którą posiada „Mesjasz”, ponieważ termin ten jest połączony ściśle z tematem Bierzmowania. Mesjanizm jest faktycznie aspektem dominującym, który od 4000 lat znajduje się w historii człowieka. Od 2000 lat natomiast historia pewnego ludu jest zorientowana, jak ukazuje to on sam na wiele sposobów, na oczekiwanie rzekłbym nawet spazmatyczne na Mesjasza, podczas gdy historia nowego ludu potwierdza, że w Jezusie z Nazaretu definitywnie zakończyło się oczekiwanie mesjanistyczne. Liturgia, a zatem i wiara, ogłasza Jezusa Mesjaszem. W Piśmie Świętym termin „Mesjasz” (aram. meshihā, ebr. māshīah, imiesłów czasownika masahah) oznacza „namaszczony”. Po grecku termin ten tłumaczony jest jako „christós”, przyjmując następnie łacińską formę „christus”. Nic bardziej zadziwiającego w historii języka: czasownik staje się nazwa własną!

3. Przede wszystkim musimy popatrzeć na teksty św. Łukasza, aby docenić oryginalność, która jest zawarta w znaczeniu tego terminu „Mesjasz”. Ewangelista poświęca dużo czasu temu tematowi, odnosząc się właśnie do mocy Jezusa jako tego, który „posiada pełnię Ducha Świętego”: „powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei” (Łk 4,14). Wszystko w życiu Jezusa jest podporządkowane „mocy” Ojca: Jego narodzenie z Dziewicy Maryi: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię” (Łk 1,35); moc, dzięki której leczy i czyni cuda: „była w Nim moc Pańska, że mógł uzdrawiać” (Łk 5,17). Dla Łukasza „moc” jest tą właściwością, którą par excellence posiada Jezus. Potwierdza to scena z uczniami z Emaus: „To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu” (Łk 24,19) oraz przemowa Piotra: „Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą” (Dz 10,38).

4. Jeśli w taką moc właśnie jest „wyposażony” Chrystus, to również i Jego uczniowie, którzy stali się „apostołami” Ewangelii. Skoro apostołowie opowiadają dzieła, których On dokonał i przekazują słowa, które On wypowiedział, posiadają dzięki Jego naturze te same „właściwości”. To nie przypadek, że Jezus właśnie apostołom powierzył swoja „moc”, aby czynili to, co On sam czynił: „Wtedy zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób” (Łk 9,1). Ale nie tylko – u św. Jana znajdujemy fragment, w którym Jezus przekazuje apostołom swoją moc przebaczenia grzechów oraz czynienia miłosierdzia (zob. J 20,23). Jednym słowem, Jezus obiecuje wyraźnie swoim uczniom, że będą również „przyobleczeni mocą z wysoka”, aby stali się wiernymi świadkami Jego Ewangelii (zob. Łk 24,49). Podobnie dzieje się u św. Pawła. Jego aktywność ewangelizacyjna realizuje się w cieniu mocy Ducha Świętego: „mocą znaków i cudów, mocą Ducha Świętego. Oto od Jerozolimy i na całym obszarze aż po Illirię dopełniłem [obwieszczenia] Ewangelii Chrystusa (Rz 15,19). W końcu ta sama „moc” Ducha Świętego jest obecna we wspólnocie i buduje drogę komunii, którą każdy wierzący w Chrystusa jest wezwany do uczynienia swoją, w celu wyrażenie najlepiej jak to tylko możliwe życia łaską: „A Bóg, [dawca] nadziei, niech wam udzieli pełni radości i pokoju w wierze, abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję” (Rz 15,13). Jest to ważny tekst, ponieważ pozwala nam pojąc w mocy daru Ducha, czym jest życie duchowe oraz życie wiary, które to każdy wierny jest wezwany do przemierzenia jako świadek „nadziei”. Nadzieja jest właśnie tym, co wyróżnia chrześcijanina, ponieważ czyni go wiernym w oczekiwaniu na spotkanie z Panem oraz jednocześnie oznacza bogactwo jego świadectwa jako pełne zaufania zawierzenie w Nim.

5. Te krótkie rozważania są bardzo ważne dla zrozumienia Bierzmowania. Kto przyjmuje Sakrament, ten jest „namaszczany”, aby otrzymać moc Ducha Świętego, dzięki której staje się świadkiem „w Kościele i w świecie” (por. Prefacja o Bierzmowaniu) nadziei Chrystusa Zmartwychwstałego. Jest wspierany namaszczeniem, aby stał się głosicielem Ewangelii i misjonarzem miłości Chrystusa. Dary Ducha, którym jest wypełniony, są konieczne, aby droga wiary mogła zawsze wzrastać oraz być wspierana w celu posiadania udziału w życiu wspólnoty, w którym bierzmowany bierze udział, budując ją jako widzialny znak jedności trynitarnej. Gdziekolwiek byśmy nie popatrzyli, to widzimy i doświadczamy wręcz namacalnie, że bierzmowany to jest wierzący włączony w życie Chrystusa i Jego Kościoła jako żywy znak ciągłej akcji Ducha Świętego, który w nim działa, przemieniając jego życie i czyniąc skutecznym jego świadectwo.

Droga do przebycia

Drugim aspektem, który wyraża Bierzmowanie, jest ściśle powiązany z jego konfiguracją z innymi Sakramentami: jest to bowiem sakrament inicjacji chrześcijańskiej. Nie możemy ukryć trudności duszpasterskich, które dziś są obecne na szerokich drogach wspólnoty chrześcijańskiej. Faktycznie, mówiąc o sakramentach inicjacji chrześcijańskiej, mówimy o trzech sakramentach oddzielonych od siebie na przestrzeni lat. Jeśli z punktu widzenia teologicznego jasna jest sukcesja: Chrzest, Bierzmowanie i Eucharystia, to z duszpasterskiego punktu widzenia nastąpiła zmiana: Chrzest, Eucharystia, Bierzmowanie. Zmiana ta doprowadziła z czasem do weryfikacji wieku Bierzmowania. Samo w sobie nie jest to problemem, ale może się nim stać w przypadku treści Sakramentu. Tym, do czego często dochodzi, jest fakt determinowania przesz aspekty duszpasterskie treści Sakramentu, podczas gdy powinno się to odbywać na odwrót: to Sakrament determinuje życie wspólnoty! Stajemy często przed definiowaniem Sakramentu jako funkcji duszpasterskiej, podczas gdy powinno to być na odwrót: to duszpasterstwo powinno być rozumiane w kluczu Sakramentu.

Odnieść Bierzmowanie do tematu inicjacji chrześcijańskiej pozwala pojąć pewne aspekty, które często są zacienione w naszym duszpasterstwie.

1. Po pierwsze fakt, iż Sakrament Namaszczenia Krzyżmem ukierunkowuje na upodobnienie do Chrystusa. Chrzest ze swej natury włącza w Chrystusa, tak jak Eucharystia pozwala mieć udział bezpośredni w Ciele Chrystusa. Nacisk na wymiar pneumatologiczny Sakramentu Bierzmowania mógłby w sposób ryzykowny przysłonić scenariusz chrystologiczny tegoż Sakramentu. Nieprzypadkowo Wprowadzenie teologiczno-pastoralne do Obrzędów Sakramentu Bierzmowania zaświadcza: „Przez dar Ducha Świętego wierni zostają bardziej upodobnieni do Chrystusa i umocnieni, aby składali Mu świadectwo i budowali Jego Ciało w wierze i miłości” (nr 2). Pierwszy wymiar, który powinien być opisany, jest zatem taki, iż Sakrament ten, podobnie do pozostałych dwóch Sakramentów, włącza w sposób bardziej bezpośredni do „misterium paschalnego Chrystusa”, pozwalając na zrozumienie nowości egzystencji chrześcijańskiej. Oto, dlaczego staje się ważnym przypomnienie na początku naszego spotkania tego powiązania pomiędzy Sakramentem Bierzmowania a Mesjaszem. Duch, który zostaje podarowany w Sakramencie Bierzmowania, namaszcza wierzącego, aby upodobnić całe jego życie do życia Namaszczonego Pana. Sceną programową, którą św. Łukasz prezentuje z posługi Jezusa w synagodze w Nazarecie, jest wyznacznikiem misji każdego wierzącego, który przyjął namaszczenie. Pan komentuje w rozdziale 61 u proroka Izajasza: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim”. Po tym jak Jezus otrzymał chrzest w Jordanie, w synagodze zaświadcza, że On jest Namaszczonym Boga, ponieważ posiada pełnię Ducha oraz ma misję ewangelizowania. Kto zatem otrzymał namaszczenie Ducha, otrzymał również misję ewangelizowania.

2. Z tej perspektywy widać, iż koniecznie należy przyjąć konsekwencje, które wypływają z tego namaszczenia, a które to wyciskają dwojaki ślad w bierzmowanym: a) a mianowicie, jest on prowadzonym przez Ducha, b) aby głosić Ewangelię. To zorientowanie na Chrystusa staje się przyjęciem odpowiedzialności, aby dzielić z Nim tą samą misję głoszenia pięknej wiadomości. Bierzmowany jest w pełni nazwany „cristoforo” (z gr. niosącym Chrystusa). Co znaczy zatem i jak się wyjaśnia fakt, że Namaszczenie sprawia, iż wierzący staje się odpowiedzialny za swoje upodobnienie do Chrystusa?

3. W pierwszym rzędzie oznacza to sprawianie doświadczenia skuteczności łaski, która działa. U początku naszego życia wierzącego jest zawsze akcja Boga, która przemienia serce i sprawia, że człowiek przylega do Słowa, które usłyszał. Z pomocą przychodzi nam tu fragment o Lidii z Dziejów Apostolskich. Jak to zwykle u Łukasza bywa, używa on szczegółowego opisu niektórych momentów z podróży apostolskich Pawła. Tenże Paweł, po odłączeniu się od Barnaby, rozpoczął przeprawę przez różne regiony z zamiarem zobaczenia, „jak się mają bracia we wszystkich miastach, w których głosiliśmy słowo Pańskie” (Dz 15,36). Po przejściu przez Syrię i Cylicję, w Listrze spotkał Tymoteusza, jednego ze swoich najdroższych i najwierniejszych uczniów (por. 1 Kor 16,10; Fil 2,19; Tm 3,10), którego zostawi po sobie najprawdopodobniej w Kościele efeskim (1 Tm 1,3). Kontynuując podróż, Apostoł dochodzi do Frygii oraz Galacji, aby zejść następnie do Troady gdzie, w nocnej wizji, otrzymuje polecenie przejścia przez Macedonię. Posłuszny wizji, Paweł żegluje do Samotraki, aby wejść dzień później do Neapolu, a następnie do Filippi „głównego miasta tej części Macedonii, które jest [rzymską] kolonią” (Dz 16,11-12). W kolejny, sobotni dzień, razem z Tymoteuszem, Apostoł rozpoczyna nauczanie do kobiet z miasta zebranych za bramą, nad rzeką, „gdzie było miejsce modlitwy” (Dz 16,13). Obecna na tym nauczaniu była również „kobieta z miasta Tiatyry imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę” (Dz 16,14), która to słuchając Apostoła Pawła, wierzy jego słowu, nawraca się i daje się ochrzcić wraz z całą rodziną (Dz 16,15). Opowieść o nawróceniu nie różni się zbytnio od innych tym podobnych relacji. Jest jednak jeden szczegół, który zwraca nasza uwagę i domaga się pewnego podkreślenia. Ewangelista mówi: „Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła” (Dz 16,14). Wiemy, że dla Pawła wiara polega przede wszystkim na przylgnięciu do nauczania Apostołów. Musimy w tym miejscu dodać jedną ważną informację: aby móc przylgnąć do Słowa i zaakceptować je w sobie, koniecznym jest, aby Pan otworzył nam serce i umysł, byśmy mogli zrozumieć, że to słowo jest Słowem Boga. Nie ma wątpliwości, iż to wyrażenie o otwartym sercu odnosi się działania Ducha w głębi człowieka, aby go doprowadzić do wiary. Tylko wtedy, gdy jesteśmy oświeceni przez Ducha, możliwe jest uwierzenie.

4. Wiara, jak to obserwujemy, pozostaje dla nas celem głównym każdego sakramentu. W przypadku Bierzmowania jednak możemy zaświadczyć o wybitnej akcji Ducha Świętego, który swoją obecnością wspiera drogę wierzącego. Przylgnięcie do Chrystusa wiąże się z wyznaniem wiary w Niego. To wyznanie jest aktem wolnym oraz świadomym, poprzez który powierzamy się Panu. Z pomocą przychodzi nam tutaj Apostoł Paweł. Dla niego bowiem wiara jest przyjęciem głoszenia misterium paschalnego Chrystusa. W tym sensie wyznanie wiary zawarte w Pierwszym Liście do Koryntian (15,3-5), a przede wszystkim słowa podkreślone przez Pawła: „tak nauczamy i tak wyście uwierzyli” (1 Kor 15,11), posiadają wartość pragmatyczną. W kilku słowach Apostoł ukazuje oryginalność wiary chrześcijańskiej, która odróżnia ją od innych. Potwierdza przede wszystkim, że wiara ta jest skoncentrowana na wydarzeniu paschalnym: to znane wydarzenie historyczne, które ma bezpośrednich świadków męki, śmierci oraz zmartwychwstania Pana. Wiara ta jest przekazywana poprzez głoszenie Kościoła, który czyni je widzialnym tak w swoim życiu liturgicznym, jak i w swoim dziele misyjnym. W końcu wiara ta jest doświadczeniem bezpośrednim, prawdziwym i realnym, bez którego apostoł nie zrozumiałby swojej misji oraz swojego życia: „A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15 14).

5. Już tych kilka wyżej wymienionych elementów pozwala nam na zweryfikowanie szczególnej zawartości naszego dzisiejszego spotkania w tym temacie:

a. Myślę, że byłoby pożyteczne, aby młodzi ludzie znali na pamięć te wersety, które stanowią pierwsze wyznanie wiary wspólnoty chrześcijańskiej. Wszystko jest wyrażone w tych czterech czasownikach, które stanowią istotę tajemnicy: umarł, został pogrzebany, zmartwychwstał i ukazał się. Należy sprawić, by zrozumieli, że jest to fakt historyczny o podwójnym znaczeniu: I) przynależy do historii (to nie jest mit, to nie jest wymysł, to nie owoc fantazji; t prawdziwe wydarzenie, co do którego posiadamy dowody). II) W tymże samym czasie fakt ten przynależy do mojej historii osobistej: bo jeśli nie zmartwychwstał, to moje życie pozostaje w sprzeczności samo ze sobą.

b. Wydarzenie to jest przekazane przez wspólnotę chrześcijańską, Kościół, do której to wspólnoty przynależę również i ja, ponieważ stanąłem przed biskupem i powiedziałem mu moje imię. Kościół czyni zmartwychwstanie Chrystusa widzialnym poprzez swoje dzieła. O jakże decydującym jest dla tego, kto przynależy do Kościoła, aby odkrył, że głoszenie Ewangelii łączy się ze świadectwem dzieł miłosierdzia. W tym świetle powracają do nas słowa Papieża Franciszka: „Jesteśmy powołani, aby rozwijać kulturę miłosierdzia w oparciu o odkrycie spotkania z innymi: kulturę, w której nikt nie patrzy na innych obojętnie lub odwraca wzrok, gdy widzi cierpienie innych. Uczynki miłosierdzia są „rękodziełem”: żaden z nich nie jest taki sam jak inny; nasze ręce mogą je kształtować na tysiąc sposobów i chociaż inspiruje je jeden Bóg i jest jedna „materia”, z której są wykonane, czyli samo miłosierdzie, to każdy nabywa odrębną formę. Uczynki miłosierdzia dotyczą w istocie całego życia człowieka. Dlatego możemy stworzyć prawdziwą rewolucję kulturalną, rozpoczynając właśnie od prostoty czynów, które mogą ogarnąć ciało i ducha, czyli życie ludzi. Jest to zaangażowanie, które wspólnota chrześcijańska może uczynić własnym, będąc świadomą, że Słowo Pana zawsze wzywa ją do porzucenia obojętności i indywidualizmu, w których chcielibyśmy się zamknąć, by prowadzić życie wygodne i bezproblemowe” (Misericordia et misera, nr 20).

Myślę o pokoleniu młodych obecnych lat, których nie tylko musimy przygotować na wielkie wyzwania, ale którzy muszą zetrzeć się z trudnościami, których znaki już teraz obserwujemy. Często widzę w obliczach tych młodych ludzi, że nudzi ich codzienność; wydają się popchnięci pragnieniem dewastowania bardziej niż konstruowania; czują dreszcz na myśl o ucieczce od zaangażowania, aby następnie marzyć z otwartymi oczami o jakimś wyimaginowanym świecie, który nie istnieje; rzucają się w przepaść śmierci, jakby to była droga do wolności; ubóstwiają to, co zabronione, a co popycha ich do czynienia gestów nie mających kompletnie sensu… w sumie, mamy powierzyć w ręce właśnie takich młodych budowanie ich własnego życia, które wskazuje na rzeczy istotne i nadaje sens. Możemy tego dokonać na drodze miłosierdzia. Miłosierdzie jest istotą Ewangelii i prowokuje do zrozumienia nas samych jako włączonych w krąg miłości i przebaczenia, który angażuje w świadectwo solidarności i braterstwa.

6. Wszystko to oznacza, że w życiu wiary jesteśmy zawsze w drodze. To nie dojrzałość wiary albo dojrzałość ludzka znaczą tę drogę, pozwalając przyjąć Sakrament Bierzmowania. Jest dokładnie na odwrót. Ten, kto rozumie głęboką wartość wiary wie, że staje przed podróżą, która trwa całe życie. Teologia św. Pawła pozwala w tym kontekście na dodanie kilku elementów bardzo pożytecznych przy opisie tej podróży wiary. Apostoł potwierdza, że podróż ta jest w stanie zakwalifikować ludzkie życie jako rzeczywistość dynamiczną: rozpoczyna się ona od zaakceptowania chrztu, który usprawiedliwia i zmierza do coraz większego upodobnienia człowieka wierzącego do Chrystusa w Jego misterium zbawienia. Z tego powodu jest to właśnie zaangażowanie, które trwa całe życie i nie zna czegoś takiego jak przerwa czy jakakolwiek wymiana w trakcie. Należy biec aż do końca, aby osiągnąć nagrodę: „Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. […] Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię” (1 Kor 9,24.26)

Wierzyć „w Boga” zatem oznacza przede wszystkim wierzyć osobie. To powoduje pragnienie lepszego poznania tej osoby i wejścia z nią w relację miłości. Wyrażenie „wierzyć w Boga” ukazuje więc cel wiary: ciągły wzrost w zaufaniu i w powierzaniu Bogu wiedząc, że On sam się w nas zaangażował, ofiarując swojego Syna. Przypomina nam o tym piękny tekst św. Augustyna: Czym innym jest wierzyć Jemu, czym innym jest wierzyć Go, a czym innym jeszcze wierzyć w Niego. Wierzyc Jemu oznacza wierzyć, że prawdziwym jest wszystko to, co powiedział; wierzyć Go równoznaczne jest z uznaniem Go za Boga; wierzyć w Niego oznacza kochać Go (Kazanie 169,13). „Wierzyć w Jezusa” wyraża zatem wiarę w spotkanie osobiste. Nie stajemy tu przed żadna teorią ani mitem, czy też przed jakąś informacją dotyczącą kogoś żyjącego w innej epoce. Wierzyc w Niego oznacza spotkać Go osobiście, zostać podbitym Jego miłością, chcieć żyć w jedności z Nim. Błogosławiony J. H. Newman tak o tym pisał: „Chrześcijaństwo jest prawdą żyjącą, która się nigdy nie starzeje. Niektórzy mówią o nim jako o fakcie z historii, która w sposób niebezpośredni wpływa na życie dzisiejsze. Nie mogę pozwolić na to, aby chrześcijaństwo zostało zamknięte w historii. Oczywiście, ono ma swoje korzenie w chwalebnej przeszłości, jednak jego moc jest mocą obecną. To nie jest temat badan archeologicznych i aby go odkryć nie musimy odwoływać się do dokumentów na wpół umarłych albo nawet umarłych. Wręcz przeciwnie, odwołujemy się do naszej wiary, która jest żywa w swoich tematach zawsze żywych; odwołujemy się do daru, który jest zawsze możliwy do uzyskania i dania owocu. Nasza jedność z chrześcijaństwem jest w tym, co Niewidoczne, a nie w przeszłości bez aktualności” (Gramatyka Przeświadczenia, tłum. własne).

7. Wyznanie wiary jest zatem powierzeniem się tajemnicy bez obaw o bycie przez nią zatopionym. Tajemnica ta jest istotną częścią życia i z pewnością rozum jej nie zniszczy. Żyjemy tajemnicą i jesteśmy tajemnicą również my sami, a jednak nic tak nie fascynuje i nie niepokoi umysłu jak właśnie tajemnica, zanim nie dotrze ona do portu pewności. Nie możemy obawiać się rozmowy o tajemnicy z młodymi ludźmi. Przeciwnie, dobrze by było, abyśmy ich wychowali ku tajemnicy. Wiara bowiem kładzie tajemnice u początków swojej podróży, a nie na jej końcu, kiedy to człowiekowi wszystko wydaje się już nie do naprawienia, a żadne wyjaśnienie nie jest już wystarczające. Przyjmując w sobie tajemnicę Boga, który z miłości staje się człowiekiem, bierzmowany, przede wszystkim w kontekście naszej kultury naukowej, stara się ciągle postawić pytania z zamiarem pojęcia tego, w co wierzy. W swoim dziele Proslogion sw. Anzelm napisał wiele stron niesamowicie głębokich, starając się połączyć prymat wiary z pragnieniem coraz większego zrozumienia umysłem tego, w co się wierzy i co się kocha: „Naucz mnie, jak mam Cię szukać, i ukaż się poszukującemu! Bo nie mogę Cię szukać, jeśli mnie nie pouczysz, ani Cię znaleźć, jeżeli się nie ukażesz. Obym Cię szukał swym pragnieniem, obym Cię pragnął, szukając, obym Cię znalazł, miłując, a miłował, znajdując. […] Nie staram się bowiem zrozumieć, abym uwierzył, ale wierzę, bym zrozumiał. Albowiem i w to wierzę, że jeżeli nie uwierzę, nie zrozumiem.”

8. Wszystko to staje się szczególnie prowokujące, jeśli weźmiemy pod uwagę nową kulturę, z którą się spotykamy, jest mianowicie kultura cyfrowa. Nie zmęczę się nigdy powtarzaniem z cala mocą, że jeśli myślimy o tej kulturze jako tylko o „narzędziach” działania, to już straciliśmy możliwość zrozumienia tego fenomenu. „Narzędzia”, które używamy, są konsekwencją nadciągającej nowej kultury, która widoczna jest już na horyzoncie. Pomyślmy chociażby o internecie i o komórce, żeby przywołać tylko te dwa przykłady. Internet i komórka zmodyfikowały już nasz sposób zachowywania się, ponieważ zmieniły nasz język. Młodzi ludzie żyją tymi środkami tak, jakby przynależały do ich ciała, a w niektórych aspektach, jakby były przedłużeniem organizmu. Coraz mniej komunikujemy werbalnie, zastępując słowa wiadomością sms lub aplikacjami jak Whatsapp, które pozwalają komunikować obrazami. Ale nie tylko! Internet nas kontroluje i uprzedza nasze pytania, nie dając nam nawet czasu na napisanie całego słowa, którego szukamy. Fakt uprzedzania myśli doprowadza w sposób nieunikniony do pewnej formy umysłowego lenistwa, która po kawałeczku eliminuje sens krytyczny, niszcząc w rezultacie zdolność do stawiania pytań. Nic bardziej niebezpiecznego dla wiary, która, jak już to widzieliśmy, bez potrzeby stawiania pytań, traci swoją siłę. Ta nowa kultura stawia przed nami na nowo problem prawdy. Jak ją osiągnąć i jak ja wyrazić. Nie ucieknie się od tego wymiaru, ponieważ stanowi on istotę osobistej egzystencji oraz doświadczenia wiary. Włączyć młodych w nową kulturę, nie pozbawiając ich zmysłu krytycznego, jest entuzjastycznym wyzwaniem, które możemy podjąć i realizować z mądrością.

9. Kolejnym aspektem, który myślę, że powinniśmy omówić, jest udział w budowaniu wspólnoty chrześcijańskiej. Wiara ma Kościół za swój podmiot. To sprawia, że wymiar wspólnotowy będzie się wyrażał w całym życiu wspólnoty: w wyznawaniu wiary, liturgii, modlitwie, świadectwie nie dzieje się nic innego, jak właśnie ucieleśnienie tego wymiaru wspólnotowego. Wychowanie do wyznawania wiary jako „my wierzymy” jest zadaniem, które pozwoli na odkrycie bogactwa życia wspólnotowego ponad indywidualizm chwili obecnej. Już od początku chrześcijaństwa wierzący rozumiał swoje stawanie się chrześcijaninem jako wejście do wspólnoty odkupionych. Rozrzucona po całym świecie, będąca na różnych kontynentach, w różnych narodach i władająca rożnymi językami wspólnota Kościoła, zawsze wyznawała jedną wiarę w Zmartwychwstałego Pana, Syna Bożego i Zbawcę ludzkości. Konkretnym i ewidentnym znakiem tejże wiary był od zawsze chrzest: poprzez ten akt każdy potwierdzał własny wybór nawrócenia siebie samego na Ewangelię, którą Kościół głosił. To od tejże wiary, która rodzi się z przekonania, że Kościół jest Matką, która rodzi zawsze nowych synów i córki, ponieważ nigdy nie skończy się lud wybrany przez Boga, który będzie oddawał cześć nieustanną Jego imieniu. W tym kontekście są jeszcze bardziej aktualne słowa biskupa z Tagasty: „Czcijcie, kochajcie, sprawiajcie, żeby był poznany Kościół Święty, Matka wasza, jak Jeruzalem niebieskie, święte miasto Boga. Ono przynosi owoc i wzrasta w wierze na całym świecie, o której to usłyszeliście. To Kościół Boga żywego, kolumna i moc prawdy” (Kazanie 214)

Po 2000 lat naszej historii nic się nie zmieniło z tej perspektywy. Kościół kontynuuje głoszenie Słowa Bożego jako ostateczną odpowiedź na pytanie o sens każdej osoby i prosi, aby ci, którzy otrzymują namaszczenie Duchem Świętym, stali się w pełnym tego słowa znaczeniu synami Boga i chrześcijanami. To jest właśnie to, co pozwala każdemu nie czuć się już więcej gościem ani cudzoziemcem w jakiejkolwiek części świata by się nie znalazł. Istnieje zatem wspólnota chrześcijańska, w której to każdy ochrzczony jest u siebie w domu, ponieważ Kościół wyznaje swoja wiarę i celebruje Eucharystie jako kulminacyjny moment swojej egzystencji.

10. Ostatni aspekt, który chciałbym poruszyć, to wielki temat świadectwa. Bierzmowany, po tym wszystkim, co już powiedzieliśmy, jest wezwany do zaofiarowania swojego świadectwa wiary. Prorockie słowa Pawła VI zawarte w Adhortacji Evangelii nuntiandi są aktualne aż do naszych dni i mają siłę, aby nas prowokować: „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (nr 40-41). Konieczność dania świadectwa osobistego i wspólnotowego pochodzi z samej zawartości tego, co się chce wyznać. Chrześcijaństwo bowiem nie jest ideologią, ale życiem. Lepiej nawet: jest życiem człowieka, który uczynił swoją egzystencję tak bardzo przejrzystą, że stała się perfekcyjnie zgodna tak w myśleniu, jak i w działaniu. Jednym słowem: ponieważ świadectwo i świadek są miłością Ojca, który staje się widocznym, zatem świadectwo każdego z wierzących oraz Kościoła całego nie tylko jest należne w stosunku do tej miłości, ale również musi zanieść je do każdego człowieka, którego spotka na swojej drodze. Tak właśnie wykonuje się ostatni akt świadectwa: ten, kto je otrzymuje staje się z kolei świadkiem. Niemożliwym jest, aby świadectwo dane z miłością, które ma za swój obiekt Miłość, nie sprowokowało i „uwiodło” drugiego człowieka, który staje się „kochankiem” („Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” Jr 20,7). A ponieważ tylko miłość jest w pełni przekonująca, musimy podsumować twierdzeniem, że świadectwo tylko wtedy będzie naturalne i zgodne, jeśli zostanie dane z miłością i dzięki sile miłości dla prawdy.

Świadectwo jest zatem konieczne dla życia Kościoła jak też i dla życia każdego z nas, ponieważ wszyscy potrzebujemy świadectwa. Będzie ono tym bardziej prowokujące, im bardziej uda nam się wyrazić je poprzez autentyczny język. To może zostać wyrażone, patrząc na nauczanie Pierwszego Listu św. Jana Apostoła, za pośrednictwem wierności: „To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami”; następnie nadchodzi rozeznanie oraz bezinteresowność: „aby radość wasza była pełna”; kończąc myśl wzięciem udziału: „abyście i wy mieli współuczestnictwo” (1 J 1,1-3; J 15,11). Świadectwo staje się tym sposobem wejściem w życie człowieka, prowokacją do wyjścia z siebie samego i do pójścia na spotkanie z drugim.

Wraz ze świadectwem życia, zawartość katechezy staje się językiem, który nie jest zarezerwowany dla wybranych, ale jest obiektem uniwersalnej komunikacji. Hermeneutyka świadectwa pozwoli zrozumieć to, jak każde pojedyncze świadectwo zaciąg dług w stosunku do tego pierwszego i fundamentalnego świadectwa, które sam Bóg dał światu. Jezus z Nazaretu, „wierny świadek” (Ap 3,14) jest syntezą, prototypem i paradygmatem każdego świadectwa chrześcijańskiego. Istnieje ciągła dynamika w Jego świadectwie, która w nim się rozpoczyna, aby osiągnąć następnie głęboką intymność i wypłynąć jako miłość trynitarna. Dynamika ta staje się regułą dla świadectwa wiernych oraz narzędziem, które wzywa do nawrócenia. Świadectwo tak rozumiane uzyskuje nowy sens sobie tylko właściwy: przechodzi mianowicie ze sfery zewnętrznej komunikacji międzyludzkiej do sfery intymnej i właściwej dla każdego z nas. Poprzez świadectwo każdy z nas dysponuje sobą samym w najbardziej wyrazistym akcie ekstremalnej wolności, do której ten tylko jest zdolny, kto daje siebie samego drugiemu w sferze intymnej, a nie poprzez jakieś formy zewnętrzne; daje całość swojej osoby wraz z tym, co ma najcenniejsze – własnym słowem jako gwarancją prawdy.

Matka Miłosierdzia

Między pierwszymi wyrażeniami, jakimi zwracaliśmy się do Maryi, słowa: Matko Miłosierdzia są z całą pewnością jednymi z najbardziej znanych oraz najcenniejszych dla skarbca modlitw ludu chrześcijańskiego. W modlitwie „Witaj Królowo” (łac. Salve Regina) temat miłosierdzia powraca wielokrotnie. Na początku mówimy: „Matko Miłosierdzia”, dodając natychmiast „słodyczy nasza”, która to jest charakterystyką osoby miłosiernej, ponieważ wskazuje na bliskość matki, która swoim spojrzeniem pozwala zrozumieć każdemu z nas, że jesteśmy kochani. Następnie powracamy do tego tematu mówiąc: „miłosierne oczy Twoje na nas zwróć” i mając pewność w sercu, że jej miłość jest z nami i towarzyszy nam aż do momentu przebaczenia naszych grzechów. Miłosierdzie jest sercem modlitwy „Witaj Królowo”, ponieważ jest sercem samej Ewangelii oraz Objawienia całego.

Skąd bierze swój początek ta modlitwa tak pełna miłości i pobożności?

18 lipca 1013 roku Gertruda, żona Wolfrada, hrabiego z Altshausen w Szwabii, urodziła syna. Mały chłopiec, był tak bardzo kaleki i zdeformowany, że rodzina szybko się go pozbyła, traktując go jako plamę na honorze domu. Chłopiec nie mógł stać na nogach i nie chodził. Skonstruowano mu specjalne krzesło, ponieważ z powodu kalectwa nie potrafił również siedzieć. Jego palce były tak słabe i pokrzywione, że nie był w stanie również pisać, a jego usta tak zdeformowane, że z ledwością wypowiadał słowa, które trudno było zrozumieć. Chłopiec miał na imię Herman, ale nazywano go Chromym bądź tez Kulawym. Herman został wysłany do klasztoru, żeby zaopiekowali się nim zakonnicy. W klasztorze Reichenau, w pobliżu jeziora niedaleko Konstancji, został serdecznie przyjęty przez zakonników. Może wydawać się paradoksem, ale chłopiec, nie wiadomo jak, nauczył się matematyki, języka greckiego, łacińskiego, arabskiego, astronomii oraz muzyki. O ile bardzo zdeformowane było jego ciało, o tyle bardzo inteligentny i głęboki umysł posiadał. Miał świetną pamięć oraz genialne myśli. Nigdy się nie poddawał i nigdy nie był bezczynny. Wydawałoby się, że powinien czuć się nieszczęśliwy, a jednak to on właśnie dawał osobom przebywającym wokół niego szczęście i pokój. W jego biografii, która dotrwała do naszych czasów, znajdują się pochwały: przyjacielski, otwarty na rozmowy, zawsze uśmiechnięty, radosny, tolerancyjny, o szlachetnej duszy. Z powodu zapalenia opłucnej, po dniach naznaczonych bólem, Herman zmarł 24 września 1054 roku, otoczony zakonnikami oraz wieloma przyjaciółmi, po przyjęciu Ciała Chrystusa.

W swoim życiu Herman doświadczył bólu i odsunięcia na margines ze względu na swoje ogromne kalectwo. Nikt najprawdopodobniej nie dałby mu większych szans w życiu, a z całym prawdopodobieństwem, w innych czasach i innych kulturach, zostałby zabity po urodzeniu lub rzucony ze Skały Tarpejskiej motywując jego śmierć tym, że życie takiego kaleki byłoby zapewne nieszczęśliwe. Jeśli tak by się stało, to dziś nie modlilibyśmy się słowami „Witaj Królowo – Salve Regina”. Właśnie temu niepełnosprawnemu człowiekowi, porzuconemu przez rodzinę, ale przyjętemu przez miłość chrześcijańską, jesteśmy winni modlitwę maryjną, którą od wieków Kościół zachowuje jako modlitwę miłosierdzia. Herman doświadczył na sobie potęgi miłosierdzia i stał się poetą oraz głosicielem Matki Miłosierdzia. Ale nie tylko. To właśnie Hermanowi zawdzięczamy również hymn Alma Redemptoris Mater (Matko Odkupiciela z niewiast najsławniejsza). Modlitwa ta, być może mniej znana, ale zawsze obecna jako hymn do Maryi Dziewicy, który jest śpiewany od wieków. Herman doświadczył w swoim ciele cierpienia, a jednak wzywał Matkę Odkupiciela jako „przechodnią bramę do raju wiecznego”, Gwiazdę Morską”, jako podnoszącą „lud upadający, w grzechach swych uwikłany, powstać z nich pragnący”. Słowa pełne nadziei, które właśnie ze słabości ciała Hermana czerpią swą siłę i radość przemienienia, która dokona się w dniu ostatecznym.

W różnych sytuacjach naszego życia miejmy nasz wzrok utkwiony w miłosiernych oczach Maryi Dziewicy. Nikt tak jak Ona nie może zrozumieć, co kryje się w głębi naszych serc, ponieważ to Ona jest Matka Zbawiciela. Trzymała w swoich ramionach Syna Bożego wiedząc, jaki będzie owoc bólu, śmierci i zmartwychwstania. Od niej pochodzi nadzieja, która nie zawodzi, od niej wypływa siła miłości, która wszystko pojmuje, wszystko okrywa, wszystko znosi.

2017-11-24 12:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież do biskupów: niech rejon śródziemnomorski będzie obszarem pokoju i braterstwa

2020-02-23 11:19

[ TEMATY ]

przemówienie

papież Franciszek

Bari

vatican.va

Niech region ten będzie miejscem pokoju, braterstwa i gościnnego przyjmowania imigrantów, niech zapanują tu sprawiedliwość i pomyślność dla wszystkich – życzył Franciszek biskupom z państw basenu Morza Śródziemnego, uczestniczącym w międzynarodowym spotkaniu "Morze Śródziemne granicą pokoju". Papież spotkał się z nimi 23 lutego w bazylice św. Mikołaja w Bari na zakończenie wydarzenia, rozpoczętego 19 bm.

Oto polski tekst przemówienia Ojca Świętego (bez dodatków, improwizowanych na żywo w trakcie wypowiedzi):

Drodzy bracia,

Cieszę się ze spotkania z wami i jestem wdzięczny każdemu z was za przyjęcie zaproszenia Włoskiej Konferencji Biskupiej do wzięcia udziału w tym spotkaniu, które gromadzi Kościoły Morza Śródziemnego. Kiedy w swoim czasie kardynał Bassetti przedstawił mi tę inicjatywę, natychmiast ją zaakceptowałem z radością, dostrzegając w niej możliwość rozpoczęcia procesu słuchania i konfrontacji, aby przyczynić się do budowania pokoju na tym kluczowym obszarze świata. Z tego powodu chciałem być obecny i zaświadczyć o wartości tkwiącej w nowym wzorcu braterstwa i kolegialności, którego jesteście wyrazem.

Uważam za znamienną decyzję o umiejscowieniu tego spotkania w Bari – mieście tak ważnym ze względu na jego więzi z Bliskim Wschodem, a także z kontynentem afrykańskim. Jest to wymowny znak tego, jak głęboko zakorzenione są powiązania między różnymi narodami i tradycjami. Ponadto diecezja Bari od zawsze podtrzymywała dialog ekumeniczny i międzyreligijny, niestrudzenie pracując nad ustanowieniem więzi wzajemnego szacunku i braterstwa. To nie przypadek, że właśnie tutaj półtora roku temu postanowiłem spotkać się z przywódcami wspólnot chrześcijańskich Bliskiego Wschodu w ważnym momencie konfrontacji i komunii, aby pomóc Kościołom siostrzanym podążać razem i poczuć się bliższymi sobie.

W tym szczególnym kontekście zgromadziliście się, aby zastanowić się nad powołaniem i losem regionu Morza Śródziemnego, nad przekazywaniem wiary i krzewieniem pokoju. To Mare nostrum jest miejscem fizycznym i duchowym, w którym ukształtowała się nasza cywilizacja jako wynik spotkania różnych ludów. Właśnie ze względu na swe położenie morze to zobowiązuje ludy i kultury, które się z nim stykają, do stałej bliskości, zachęcając je do pamiętania o tym, co je łączy i do zapamiętania, że tylko żyjąc w zgodzie mogą cieszyć się z szans, jakie oferuje ten region z punktu widzenia zasobów, piękna terenu, różnych tradycji ludzkich.

W naszych czasach znaczenie tego obszaru nie zmalało w następstwie procesów określanych przez globalizację. Wręcz przeciwnie, globalizacja podkreśliła rolę Morza Śródziemnego jako skrzyżowania interesów i wydarzeń znaczących ze społecznego, politycznego, religijnego i gospodarczego punktu widzenia. Morze Śródziemne pozostaje obszarem strategicznym, którego równowaga wywiera swój wpływ także na inne części świata.

Można powiedzieć, że jego wymiary są odwrotnie proporcjonalne do jego wielkości, co prowadzi nas do porównania go nie tyle do oceanu, ile do jeziora, jak to już uczynił Giorgio La Pira. Nazywając je „wielkim Jeziorem Tyberiadzkim”, zasugerował on analogię między czasami Jezusa a naszymi, między środowiskiem, w którym On się poruszał, a tym, w którym żyją narody, zamieszkujące je dzisiaj. I tak, jak Jezus działał w różnorakim kontekście kultur i przekonań, tak też my umieszczamy siebie w strukturze wielowymiarowej i wielopłaszczyznowej, rozdartej podziałami i nierównościami, które powiększają niestabilność. W tym epicentrum głębokich porozrywanych linii oraz konfliktów gospodarczych, religijnych, wyznaniowych i politycznych jesteśmy wezwani do dawania świadectwa jedności i pokoju. Czynimy to, wychodząc od naszej wiary i przynależności do Kościoła, zadając sobie pytanie, jaki wkład, jako uczniowie Pana, możemy oferować wszystkim mężczyznom i kobietom obszaru śródziemnomorskiego.

Przekazywanie wiary musi czerpać owoce z dziedzictwa, które przechowuje region śródziemnomorski. Jest to spuścizna strzeżona przez wspólnoty chrześcijańskie, ożywiane katechezą i sprawowaniem sakramentów, kształtowaniem sumienia oraz osobistym i wspólnotowym słuchaniem Słowa Pańskiego. W szczególności w pobożności ludowej doświadczenie chrześcijańskie znajduje wyraz równie ważny, jak nieodzowny: doprawdy pobożność ludu jest najczęściej wyrazem prostej i prawdziwej wiary.

Na tym obszarze zasobem o ogromnym potencjale są również skarby artystyczne, które łączą treści wiary z bogactwem kultur, z pięknem dzieł sztuki. Jest to dziedzictwo, które nieustannie przyciąga miliony turystów z całego świata i należy go starannie strzec jako cennego spadku otrzymanego „na kredyt”, który trzeba przekazać przyszłym pokoleniom.

Na tym tle głoszenie Ewangelii nie może być oddzielone od zaangażowania na rzecz dobra wspólnego i pobudza nas do działania w roli niestrudzonych budowniczych pokoju. Dziś obszarowi śródziemnomorskiemu zagraża wiele ognisk niestabilności i wojen, zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i w różnych państwach Afryki Północnej, a także między różnymi grupami etnicznymi, religijnymi i wyznaniowymi. Nie możemy zapominać o wciąż nierozwiązanym konflikcie między Izraelczykami a Palestyńczykami, który grozi niesprawiedliwymi rozwiązaniami, a zatem zapowiadającymi nowe kryzysy.

Wojna, która kieruje zasoby materialne na zakup broni i na wysiłek zbrojny, odciągając je od żywotnych czynności społeczeństwa, takich jak wsparcie rodzin, służba zdrowia i oświata, jest „nonsensem”, zgodnie ze słynnym wyrażeniem św. Jana XXIII (enc. "Pacem in terris", 127). Innymi słowy, jest prawdziwym szaleństwem, ponieważ szaleństwem jest niszczenie domów, mostów, fabryk, szpitali, zabijanie ludzi i niszczenie zasobów, zamiast budowania stosunków międzyludzkich i gospodarczych. Jest to obłęd, z którym nie możemy się pogodzić: wojny nigdy nie będzie można uważać za coś normalnego ani zaakceptować jako nieunikniony sposób uregulowania rozbieżności i sprzecznych interesów.

Ostatecznym celem każdego społeczeństwa ludzkiego pozostaje pokój tak bardzo, że można powtórzyć, iż „nie ma żadnej alternatywy dla pokoju” . Nie ma jakiejkolwiek rozsądnej alternatywy dla pokoju, ponieważ wszelki projekt wyzysku i panowania szpeci zarówno atakujących, jak i zaatakowanych. Ujawnia też krótkowzroczną koncepcję rzeczywistości, zważywszy, że pozbawia on przyszłości nie tylko innych, ale także samych siebie. Wojna jawi się jako porażka wszelkiego planu ludzkiego i Bożego: wystarczy odwiedzić jakieś miejsce lub miasto będące widownią konfliktów, aby zdać sobie sprawę z tego, że z powodu nienawiści ogród zamienia się w nieużytek i odludzie, a ziemski raj w piekło.

Niezbędnym warunkiem wstępnym budowania pokoju, który Kościół i wszelkie instytucje cywilne muszą zawsze uważać za priorytet, jest sprawiedliwość. Jest ona łamana tam, gdzie nie uwzględnia się potrzeb ludzi i gdzie niesprawiedliwe interesy gospodarcze przeważają nad prawami jednostek i wspólnoty. Sprawiedliwość utrudnia również kultura odrzucenia, która traktuje ludzi tak, jakby byli rzeczami oraz rodzi i wzmacnia nierówności, tak że nad brzegami tego samego morza żyją społeczeństwa obfitości i takie, w których wielu walczy o przetrwanie. Do przeciwstawienia się takiej kulturze zdecydowanie przyczyniają się niezliczone dzieła miłosierdzia, edukacji i formacji, prowadzone przez wspólnoty chrześcijańskie. I za każdym razem, gdy diecezje, parafie, stowarzyszenia, wolontariusze lub poszczególne osoby starają się wspierać opuszczonych lub potrzebujących pomocy, Ewangelia zyskuje nową atrakcyjność.

W dążeniu do dobra wspólnego - które jest innym imieniem pokoju - należy przyjąć kryterium wskazane przez tegoż La Pirę: kierujcie się „oczekiwaniami ludzi ubogich” . Zasada ta, której nigdy nie można odkładać na podstawie wyrachowania lub z powoływaniem się na niestosowność, jeśli jest traktowana poważnie, pozwala na radykalną zmianę antropologiczną, która czyni wszystkich bardziej ludzkimi.

Na co się zresztą zda społeczeństwo osiągające nieustannie nowe wyniki technologiczne, ale stające się mniej solidarne wobec potrzebujących? Wraz z głoszeniem Ewangelii przekazujemy natomiast logikę, w której nie ma ostatnich, i staramy się, aby Kościół, przez coraz aktywniejsze zaangażowanie stawał się znakiem uprzywilejowanej troski o maluczkich i ubogich, ponieważ „niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze” (1 Kor 12,22) i „gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki” (1 Kor 12,26).

Wśród tych, którym w regionie Morza Śródziemnego jest najciężej, są osoby uciekające przed wojną lub opuszczające swe ziemie w poszukiwaniu życia godnego człowieka. Liczba tych braci – zmuszonych do porzucenia osób ukochanych i ojczyzny oraz narażonych na skrajną biedę – powiększyła się ze względu na narastanie konfliktów oraz z powodu dramatycznych warunków klimatycznych i środowiskowych na coraz większych obszarach. Łatwo jest przewidzieć, że zjawisko to, ze swą dziejową dynamiką, głęboko naznaczy region Morza Śródziemnego, na które państwa i wspólnoty religijne nie mogą być nieprzygotowane. Dotyczy to krajów, przez które przechodzą przepływy migracyjne i będących miejscem przeznaczenia, ale też rządów i Kościołów państw pochodzenia migrantów, których przyszłość ubożeje wraz z wyjazdem wielu młodych.

Zdajemy sobie sprawę, że w różnych kontekstach społecznych upowszechniło się poczucie obojętności, a nawet odrzucenia, co każe myśleć o postawie piętnowanej w wielu przypowieściach ewangelicznych, o tych, którzy zamykają się w swoim bogactwie i niezależności, nie zauważając tych, którzy czy to słowami czy po prostu swoim stanem ubóstwa wołają o pomoc. Toruje sobie drogę poczucie strachu, prowadzące do wznoszenia obrony przed tym, co instrumentalnie przedstawia się jako inwazję. Retoryka konfliktu cywilizacji służy jedynie usprawiedliwieniu przemocy i podsycaniu nienawiści. Niedomagania lub, w każdym razie, słabość polityki i sekciarstwo są przyczynami radykalizmów i terroryzmu. Wspólnota międzynarodowa poprzestała na interwencjach zbrojnych, podczas gdy powinna budować instytucje gwarantujące równe szanse i miejsca, w których obywatele mogliby czuć się odpowiedzialnymi za dobro wspólne.

Ze swej strony, bracia, zabieramy głos, aby prosić rządy o troskę o mniejszości i o wolność religijną. Prześladowania, których ofiarami są przede wszystkim, ale nie tylko, wspólnoty chrześcijańskie, są raną, rozdzierającą nasze serce, która i nie może pozostawiać nas obojętnymi.

Jednocześnie nigdy nie pogodzimy się z faktem, iż ci, którzy szukają nadziei drogą morską, umierają bez otrzymania pomocy lub że ci, którzy przybywają z daleka, stają się ofiarami wykorzystywania seksualnego, są niedostatecznie wynagradzani lub są wynajmowani przez mafię.

Oczywiście gościnność i godna integracja to etapy niełatwego procesu; trudno sobie jednak wyobrazić stawienie mu czoła przez wznoszenie murów. W ten sposób uniemożliwia się raczej dostęp do bogactwa, jakie niesie druga osoba, która zawsze stanowi okazję do rozwoju. Kiedy wyrzekamy się pragnienia komunii, wpisanego w serce człowieka i w dzieje narodów, to przeciwdziałamy procesowi jednoczenia się rodziny ludzkiej, który już wytycza sobie drogę pośród tysięcy przeciwności.

W tej dziedzinie Morze Śródziemne ma szczególne powołanie: jest to morze wymieszania, „kulturowo zawsze otwarte na spotkania, dialog i wzajemną inkulturację”. Położenie nad Morzem Śródziemnym stanowi zatem niezwykły potencjał: nie pozwólmy, aby z powodu ducha nacjonalistycznego szerzyło się przekonania przeciwne, to znaczy, aby były uprzywilejowywane państwa trudniej dostępne i bardziej odizolowane geograficznie. Jedynie dialog pozwala się spotkać, przezwyciężyć uprzedzenia i stereotypy, lepiej poznać samych siebie.

Pod tym względem szczególną szansę stanowią nowe pokolenia, gdy jest im zapewniony dostęp do zasobów i znajdują się w warunkach, aby stać się czynnymi twórcami swej drogi życiowej: wówczas okazują się siłą zdolną do rodzenia przyszłości i nadziei. Osiągnięcie tego jest możliwe tylko tam, gdzie jest akceptacja nie powierzchowna, lecz szczera i życzliwa, praktykowana przez wszystkich i na wszystkich poziomach, na codziennej płaszczyźnie stosunków międzyludzkich, a także na poziomie politycznym i instytucjonalnym, oraz krzewiona przez twórców kultury i tych, którzy ponoszą większą odpowiedzialność za kształtowanie opinii publicznej.

Dla tych, którzy wierzą w Ewangelię, dialog ma wartość nie tylko antropologiczną, ale także teologiczną. Słuchanie brata jest nie tylko aktem miłosierdzia, ale także sposobem słuchania Ducha Bożego, który z pewnością działa także w drugim człowieku i przemawia ponad granicami, w jakich często usiłujemy ujarzmiać prawdę. Znamy ponadto wartość gościnności: „przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę” (Hbr 13,2).

Konieczne jest wypracowanie teologii przyjęcia i dialogu, która na nowo odczytałaby i zaproponowała nauczanie biblijne. Można ją wypracować jedynie wówczas, jeśli dołożymy wszelkich starań, aby uczynić pierwszy krok i nie będziemy wykluczali ziaren prawdy, powierzonych także innym. W ten sposób konfrontacja treści różnych wyznań może dotyczyć nie tylko prawd, w które wierzymy, ale także szczególnych tematów, które stają się punktami kluczowymi całej doktryny.

Nazbyt często historia przeżywała sprzeczności i walki oparte na wypaczonym przekonaniu, że przeciwstawiając się tym, którzy nie podzielają naszego przekonania, bronimy Boga. W rzeczywistości ekstremizmy i fundamentalizmy zaprzeczają godności człowieka i jego wolności religijnej, powodując upadek moralny i pobudzając do antagonistycznej koncepcji stosunków międzyludzkich. Z tego też powodu pilną potrzebą jest bardziej ożywione spotkanie różnych wyznań religijnych, pobudzane przez szczery szacunek i zamiary pokoju.

Spotkanie takie wynika ze świadomości, określonej w Dokumencie o ludzkim braterstwie, podpisanym w Abu Zabi, że „autentyczne nauki religii zachęcają nas do trwania zakorzenionymi w wartościach pokoju; do wspierania wartości wzajemnego zrozumienia, braterstwa ludzkiego i harmonijnego współistnienia”. Także w sprawie pomocy dla ubogich i przyjmowania migrantów można osiągnąć bardziej aktywną współpracę między grupami religijnymi i różnymi wspólnotami, tak aby konfrontację ożywiały wspólne cele i aby towarzyszyło jej czynne zaangażowanie. Ci, którzy razem trudzą się, by budować pokój i praktykować gościnność, nie będą już mogli zwalczać się z powodu wiary, ale pójdą drogami konfrontacji pełnej szacunku, wzajemnej solidarności, dążenia do jedności.

Są to życzenia, które pragnę przekazać wam, drodzy współbracia, na zakończenie owocnego i pokrzepiającego spotkania w minionych dniach. Zawierzam was wstawiennictwu apostoła Pawła, który jako pierwszy przepłynął Morze Śródziemne, stawiając czoła wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwom i przeciwnościom, aby nieść wszystkim Ewangelię Chrystusa: niech jego przykład wskazuje wam drogi, na których trzeba nadal radośnie i wyzwalająco angażować się na rzecz przekazywania wiary w naszych czasach.

Jako polecenie przekazuję wam słowa proroka Izajasza, aby dawały nadzieję i przekazywały siłę wam i każdej z waszych wspólnot. W obliczu spustoszenia Jerozolimy po wygnaniu prorok nadal dostrzegał przyszłość pokoju i dobrobytu: „Zabudują prastare rumowiska, podniosą z gruzów dawne budowle, odnowią miasta zburzone, świecące pustkami od wielu pokoleń” (Iz 61,4) ). Oto dzieło, jakie Pan wam powierza dla tego umiłowanego obszaru śródziemnomorskiego: odbudowa zerwanych więzi, podźwignięcie miast zniszczonych przez przemoc, sprawienie, aby rozkwitł na nowo ogród tam, gdzie dziś są ziemie jałowe, zaszczepienie nadziei tym, którzy ją utracili i zachęcenie tych, którzy zamknęli się w sobie, by nie bali się brata. Niech Pan towarzyszy waszym krokom i niech błogosławi wasze dzieło pojednania i pokoju.

CZYTAJ DALEJ

Nie żyje Paweł Królikowski

2020-02-27 13:54

[ TEMATY ]

zmarły

aktor

Paweł Królikowski

wikpedia.org

Aktor miał 58 lat. Zmagał się z chorobą neurologiczną. Przed laty wycięto mu tętniaka mózgu. W grudniu 2019 roku ponownie trafił do szpitala. Do śmierci nie opuścił placówki.

Informację potwierdziła w rozmowie z PAP Ewa Leśniak ze Związku Artystów Scen Polskich.

Jak podaje portal Onet.pl, Paweł Królikowski po operacji i powrocie do zdrowia przez pewien czas był jurorem w programie "Twoja twarz brzmi znajomo". Z powodu choroby musiał jednak zrezygnować z obowiązków zawodowych.

W kwietniu 2020 roku Paweł Królikowski skończyłby 59 lat. Zostawił żonę oraz piątkę dzieci.

Przeczytaj także: Na szczęście trzeba pracować
CZYTAJ DALEJ

Testament miłości

2020-02-27 20:24

[ TEMATY ]

Częstochowa

siostry

muzeum

spektakl

ośrodek

Józefitki

Anna Przewoźnik/Niedziela

Widowisko muzyczne „Po śladach Ojca ubogich”

W ramach obchodów jubileuszu 100 rocznicy śmierci świętego kapłana Zygmunta Gorazdowskiego, założyciela zgromadzenia sióstr św. Józefa, 27 lutego br. w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie, odbyła się premiera widowiska muzycznego „Po śladach Ojca ubogich”.

W spotkaniu jubileuszowym udział wziął bp Andrzej Przybylski, biskup diecezji częstochowskiej. Obecne były siostry z różnych placówek, na czele z generalną zakonu, s. Wandą Matysik, ks. Andrzej Sobota, proboszcz parafii pw. Krzyża św. na terenie której znajduje się Ośrodek Wychowawczy, kapelan ośrodka, dyrektor Radia Jasna Góra o. Andrzej Grad, poseł Lidia Burzyńska, prezydent Ryszard Stefaniak, przedstawiciele Kuratorium Oświaty.

- Postanowiliśmy radować się z gośćmi tym jubileuszem wspólnie z dziećmi, siostrami, pracownikami oraz naszymi przyjaciółmi. Wszystko to, by uczcić jubileusz dla nieba - mówi dyrektor Ośrodka s. Ezechiela Wolak. W roku jubileuszowym, w którym obchodzimy stulecie narodzin dla nieba św. Zygmunta Gorazdowskiego, pochylamy się nad tą szczególną dla nas postacią. Staramy się zgłębić jego życie i drogę do świętości, na nowo odkryć duchowe dziedzictwo, jakie nam pozostawił. - Obchodzimy ten jubileusz w całym zgromadzeniu i przez cały rok. Nasz dom przyjął formę dziękczynienia, poprzez przypominanie świętego na różne sposoby, również poprzez widowisko.

Dziewczynki z ośrodka, poprzez spektakl teatralny, pokazały życie św. Zygmunta Gorazdowskiego i jego bliskość z Bogiem. Wszystko poprzez muzykę i ruch. Jedyne słowa, które padły ze sceny, to słowa świętego Zygmunta:

„Wszechmogący zmiłuj się nad kornym sługą Twoim, użycz mi siły abym mógł wypełnić posłannictwo twe, a całe życie poświecę dla dobra bliźnich”.

Słowa te były życiowym przesłaniem świętego, który chciał służyć Bogu. Siostry, na wzór założyciela, pełnią takie miłosierdzie wobec drugiego człowieka.

- Staramy się odpowiadać na znaki czasów właśnie na wzór św. Zygmunta – mówi s. Ezechiela Wolak. Na co dzień, opiekując się dziewczętami, które posiadają orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego, realizujemy swoje powołanie, wspierając dziewczynki i ich rodziny.

W ośrodku mamy pod opieką 52 dziewczynki. Na scenie wystąpiły niemal wszystkie.

Siostra Aurelia Mokrzan - inicjatorka i pomysłodawczyni przedstawienia - zaznacza, że taniec jest jej pasją. - Kocham taniec i stąd przez klika miesięcy rodziło się pragnienie, w sercu i na modlitwie, by przygotować spektakl, który poruszy widzów. Zależało mi, by poczuli, że Pan Bóg jest dobry, jest blisko każdego człowieka, że kocha i daje nam świętych.

- Długo pracowałyśmy nad tym przedstawieniem, ale to, co dzisiaj zobaczyłam, przerosło moje oczekiwania. Dziewczynki dokładnie wiedziały co przekazują. Modliłyśmy się przy każdej próbie, wiedziałam, że czują duchowość tego świętego i to poruszało. Ważne jest to, że światła, muzyka, nagłośnienie, prezentacja tekstowa – wszystko było wspaniałe! To też zasługa Krzysztofa Witkowskiego, dyrektora muzeum – dodaje siostra.

Ks. Zygmunt Gorazdowski ogłoszony został świętym w 2005 roku przez papieża Benedykta XVI, wcześniej w 2001 r. został ogłoszony błogosławionym przez św. Jana Pawła II. Dlatego miejsce nie jest przypadkowe - mówi siostra dyrektor. To dwaj polscy święci. W tym roku splatają się setne urodziny św. Jana Pawła II i 100 urodziny dla nieba św. Zygmunta Gorazdowskiego. To nie przypadek, tym bardziej, że w zbiorach Muzeum znajduje się medal św. Zygmunta Gorazdowskiego – mówi dyrektor Ośrodka s. Ezechiela.

Zobacz zdjęcia: Testament miłości

Skoro jubileusz to podczas świętowania pojawił się tort, podziękowania i dyplomy dla osób zaprzyjaźnionych z ośrodkiem.

Do sióstr Józefitek szczególne podziękowania za niesienie miłości bliźnim, skierował Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki. List od Premiera przeczytała posłanka Lidia Burzyńska (PIS).

Na zakończenie spotkania wszyscy goście otrzymali perełki„Czyli duchowe myśli św. Zygmunta”.

CZYTAJ DALEJ
Projekt Niedzieli na Wielki Post
#ODKUPIENI

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję