Reklama

Polska

Sekretarz Caritas Polska: Dzieci w Aleppo marzą o powrocie do życia sprzed wojny

Na Święta dzieci w Aleppo nie marzą nawet o prostych zabawkach. Siedmioletni Ibrahim chciałby, by powrócili jego tata i dwójka braci, którzy zginęli na wojnie. Kolejne dzieci, o życiu sprzed wojny, kiedy chodziły do szkoły i na plac zabaw - relacjonuje w rozmowie z KAI sekretarz Caritas Polska ks. Marcin Schmidt, który przebywa w Syrii i spędzi Boże Narodzenie z mieszkańcami Aleppo.

[ TEMATY ]

dzieci

Aleppo

Ks. Rafał Cyfka

Publikujemy treść rozmowy:

Dorota Abdelmoula (KAI): Mówiąc o Syrii, często wspomina się, że są to tereny początków chrześcijaństwa, opisywane na kartach Pisma Świętego. Jak ta biblijna ziemia wygląda dziś, tuż przed świętami Bożego Narodzenia?

Ks. Marcin Schmidt: Istotnie, Syria, to ziemia wielokrotnie wymieniana w Biblii, która odegrała bardzo ważną rolę w tym, co możemy nazwać "geografią świętości". Właśnie tu znajduje się m.in. Damaszek, gdzie miało miejsce nawrócenie św. Pawła. Ponadto, jak pamiętamy z Dziejów Apostolskich, to właśnie w Antiochii Syryjskiej, czyli w Syrii, wyznawcy Chrystusa zostali nazwani chrześcijanami.
Dziś chrześcijanie tworzą tu wielobarwną mozaikę Kościołów: mamy tu wspólnoty syriackokatolickie, maronickie, greckokatolickie, łacińskie oraz obrządków prawosławnych. W sumie jest ich 12. Trzeba jednak pamiętać, że liczba chrześcijan zmniejszyła się dziś w Syrii o 75 proc. Przed wojną żyło w Aleppo ok. 300 tys. chrześcijan. Dziś, mówi się, że pozostało ich tu ok. 30-35 tys. I oni tak, jak tylko mogą przygotowują się do świąt Bożego Narodzenia.
W ostatnich dniach uczestniczyłem tu w kilku nabożeństwach, przygotowujących do Bożego Narodzenia. W czwartek np. byłem w kościele greckokatolickim i było to niezwykłe doświadczenie. Ci ludzie naprawdę żyją wiarą i nadzieją, że narodzi się Książę Pokoju, który naprawdę ogłosi w końcu pokój na świecie. Wierzą, że On potrafi przekuć broń na lemiesze - bo dziś potrzeba tu ogromnej pracy, by odbudować ich życie, ich domy, kościoły, szkoły, miejsca pracy.

- W Polsce te przygotowania wyglądają nieco inaczej: na ulicach miast widać świąteczne iluminacje, udekorowane witryny, promocje w centrach handlowych. A co Ksiądz widzi, wychodząc na ulice Aleppo?

- Dobrze, jeśli w ogóle coś widać. Mówię tak, bo w ostatnich dniach Aleppo znów jest bez prądu, który jest tu dostarczany tylko na kilka godzin w ciągu doby, a jesteśmy w okresie zimowym - czyli o godz. 15.00 bardzo szybko zapada tu zmrok. W ostatnich dniach poruszamy się tu w absolutnych ciemnościach.

Natomiast jeśli chodzi o przygotowania do Bożego Narodzenia, to świątecznej atmosfery prawie tu nie czuć. Jedynym akcentem jest wielka choinka, ustawiona na głównym placu miasta, obok której widnieje pokaźnych rozmiarów portret prezydenta i życzenia, w języku rosyjskim. Przy tej choince żołnierze i cywile, chrześcijanie i muzułmanie robią sobie "selfie".
Tym niemniej Aleppo, to dzisiaj bardzo smutne miasto. W zasadzie możemy mówić o dwóch jego częściach: centralnej, chrześcijańskiej, która ucierpiała w czasie wojny, ale nie została całkowicie zniszczona. Tam próbuje pomału przebijać się jakiś optymizm. Otwierane są pierwsze sklepy, a nawet pierwsze kawiarnie, gdzie zaczyna być widoczny bardzo powolny ruch ludzi.
Jednak druga część miasta, czyli wschodnie Aleppo, jest bardzo zniszczona. Szczerze mówiąc, to widok, który wywołuje bardzo niedobre emocje: bezsilność wobec ogromu zniszczenia, wobec ogromu biedy. Odwiedzałem w ostatnich dzielnice wschodniego Aleppo, m.in. Sakour, gdzie wracają ludzie. Oni, zauważając, że nie słychać już tak bardzo strzałów i pocisków moździerzowych, wychodzą z ruin.
Proszę sobie wyobrazić, że w jedna z dzielnic jest w 75 proc. zniszczona i nie ma tam domów, które byłyby nieuszkodzone. Budynki, nawet jeśli całkiem się nie zawaliły, to nie mają drzwi, okien, części ścian. A jednak w tych ruinach żyje 3 tys. muzułmańskich rodzin, które albo pozostały na tym terenie, albo powróciły w ostatnich miesiącach z przechodnich obozów i tułaczki wewnętrznej po Syrii. To był niesamowity widok: kiedy pojechaliśmy tam z wolontariuszami JRS (Jezuickiej Służby Uchodźcom - przyp. KAI), których Caritas Polska wspiera na tym terenie, kiedy ogłaszaliśmy, że za chwilę będzie wydawana żywność - z tych ruin naprawdę zaczęły wychodzić tłumy ludzi, zwłaszcza dzieci!
Nie jestem w stanie opisać tego widoku. Dzieci - bez kurtek, ciepłego obuwia, często w sandałach. A w tej chwili temperatura spada tu do 2-3 stopni, a w nocy poniżej zera.

Reklama

- Jakie życzenia złoży Ksiądz mieszkańcom Aleppo z okazji nadchodzących Świąt? Pokój i pomyślność, których często życzymy, zapewne oznaczają dla tych ludzi konkretne marzenia i potrzeby?

- W ostatnich dniach rozmawiałem o tym z dziećmi, przy okazji przedświątecznych przyjęć, które organizuje tu dla nich Caritas Polska. Pytałem ich, czego życzyliby sobie na tegoroczne Święta. I proszę sobie wyobrazić, że na Święta dzieci w Aleppo nie marzą o konsoli do gier, ani nawet o prostych zabawkach.

Ibrahim, siedmiolatek, chciałby, by powrócili jego tata i dwójka braci, którzy zginęli na wojnie. Kilkuletnia Hannah mówiła, że chciałaby, by w jej dzielnicy znów zamieszkali ludzie. Kolejne dzieci, o życiu sprzed wojny, kiedy chodziły do szkoły i na plac zabaw.
Trudno składać tu życzenia. Ja na pewno życzę i będę im życzył, żeby wytrwali. Żeby cały czas czuli, że nie są sami. Że jesteśmy z nimi my, Polacy. Aby nigdy nie stracili wrażliwości na drugiego człowieka. Bo tutaj biedny spotyka jeszcze biedniejszego. Abyśmy wszyscy uczyli dzielić się tym, co mamy i przede wszystkim nie stracili ufności i wiary w to, że jutro może być lepszy dzień.
Chciałbym opowiedzieć jeszcze jedną historię. Przywiozłem tu świece Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom, które w Polsce stawiamy na tysiącach wigilijnych stołów, przy których siadamy w atmosferze prawdziwej radości, rodzinności, uniesienia. Wczoraj przekazaliśmy tę świecę liderom różnych organizacji i wspólnot pracujących z młodzieżą. Zorganizowaliśmy dla nich wspólne spotkanie, podczas którego zebrali się razem po raz pierwszy od czterech lat, a niektórzy po raz pierwszy w ogóle. I kiedy przekazaliśmy im tę świecę, wyjaśniając jej znaczenie, przyjęli ją ze łzami i postawili przed Najświętszym Sakramentem, bo mieliśmy wspólną adorację. W tym momencie zabrakło prądu, a także tzw. "amperów", czyli elektryczności z rezerwowych generatorów i tylko ta świeca oświetlała monstrancję.
Później słyszałem od wielu osób: wy jesteście dla nas takim światłem. Wasza pomoc i poczucie bliskości jest tym światłem, które pomaga nam dostrzec Chrystusa, który używa waszych rąk, aby nam pomóc. Prosimy, abyście dalej nieśli to światło.
Słysząc te słowa, chciałem życzyć im, aby i oni czuli, że są światłem, że oświetlają drogę, która prowadzi do Chrystusa, tak, abyśmy nie patrzyli jedynie w dół, szukając tego, co jest pierwszą, doraźną pomocą.

- A co my, jako Polacy i członkowie międzynarodowej wspólnoty możemy zrobić, by pomóc spełniać te bożonarodzeniowe życzenia?

- Jeśli chodzi o konkretne działania, to pilną i naprawdę konieczną inicjatywą jest kontynuowanie programu "Rodzina rodzinie". Dziś dzięki tej pomocy, którą od 14 miesięcy Polacy wysyłają do Syrii, pomagamy dokładnie 9743 rodzinom - choć w pierwotnych założeniach planowaliśmy pomoc dla ok. 20 rodzin. Kwota, która dotąd została przekazana tym rodzinom, to, według najnowszych obliczeń, ponad 30 mln złotych. Naprawdę, jesteśmy tu za ten projekt chwaleni, często słyszę: "Shukran Bulanda!" to znaczy: dziękuję Polsko!
Ta pomoc dosłownie pozwala przeżyć i nie są to wyolbrzymione słowa. Odwiedzam te rodziny, spotykam się z wieloma z nich i widzę, że one wciąż potrzebują naszego wsparcia, dzięki któremu mogą kupić jedzenie, opłacić mieszkanie, czy kupić żarówkę. Dosłownie: żarówkę! Spotkaliśmy się z jedną z rodzin, która żyje w kompletnych ciemnościach, bo nie stać jej nawet na kupienie tzw. "amperów". Ta matka powiedziała, że musi zaplanować wydatki na dwa miesiące naprzód, żeby móc kupić jedną ledową żarówkę, bo trójka jej dzieci zaczyna bać się, żyjąc w nieustających ciemnościach.
Drugą forma pomocy są tzw. mikroprojekty przedsiębiorczości - to nowa inicjatywa, którą będziemy realizowali w odpowiedzi na prośby tutejszych biskupów i świeckich mieszkańców. Oni proszą, byśmy pomogli im stanąć na nogi, tworząc miejsca pracy. Jeden taki projekt ma wartość ok. 5-6 tys. dolarów i pozwala na otworzenie sklepu, małej piekarni czy szwalni. A ludzie chcą tu pracować. Syryjczycy są dumni, pracowici, inteligentni. A takie mikroprojekty są konieczne, by mogli się na nowo usamodzielnić.
Trzecia sprawa jest naprawdę pilna, na teraz: potrzebujemy środki na zakup odzieży, zimowych kurtek i butów. Tu są dosłownie tysiące dzieci, które chodzą w klapkach, sandałach, a jest bardzo zimno. Potrzebujemy też funduszy na zakup leków i opału dla wielu rodzin.

- W takim razie powinniśmy pomagać na miejscu, czy także przyjmować uchodźców? Pytam także z tego względu, że w przeddzień Bożego Narodzenia powracają porównania uchodźców do Świętej Rodziny uciekającej do Egiptu.

- Proszę pozwolić, że podzielę się odpowiedzią, jakiej na to samo pytanie udzielił mi kilka dni temu maronicki arcybiskup Aleppo Joseph Tobji. Zwrócił uwagę na coś bardzo ciekawego: Europa, która przejmuje się losem mieszkańców bombardowanych terenów, otwiera granice i przyjmuje wszystkich - w szczególności chrześcijan. Jak tłumaczył abp Tobji to przyczynia się do absolutnego "czyszczenia" Bliskiego Wschodu z obecności chrześcijan - chociaż mamy bardzo dobrą wolę!
Z drugiej strony nie jest przypadkiem, że tu atakowane są w pierwszej kolejności chrześcijańskie szkoły, kościoły i szpitale. Komuś zależy na tym, aby chrześcijanie opuścili Bliski Wschód. I mówił, ze z punktu widzenia chrześcijan z tych terenów musimy zrobić wszystko, by pomóc im tu przetrwać. By chrześcijaństwo tu pozostało!
To nie jest wyzwanie jedynie dla Syrii, ale dla całego Kościoła. Jan Paweł II mówił w kontekście chrześcijan z Bliskiego Wschodu o dwóch płucach, którymi oddycha Kościół. Obecność Kościoła na tych terenach jest więc jakby kwestią fizjologiczną, dotyczącą Ciała Chrystusa! Jeśli zabraknie nam jednego płuca - organizm całego Kościoła odczuje ten wielki brak.
Chcemy wsłuchiwać się w głos tych, którzy proszą nas, byśmy pomagali im przetrwać na miejscu i odbudowywać tu życie. Oni nie chcą stąd wyjeżdżać, choć często są do tego zmuszeni, ze względu na służbę wojskową. Oczywiście, jeśli ktoś dociera do naszych granic, to starajmy się go przyjąć. Mogę tu podać przykład kilku syryjskich rodzin, którymi Caritas Polska zajmuje się w Polsce, a także studenta z Syrii, który dołączył do swoich braci, którzy nauczyli się już polskiego i chcą pozostać w Polsce. Ta pomoc też ma dwa płuca: pomoc tutaj na miejscu i przyjęcie tych, którzy chcą do nas przyjechać i u nas szukają schronienia.

- Patrząc z zewnątrz, mamy świadomość tego, jak ważna jest dla Kościoła wspólnota chrześcijan na Bliskim Wschodzie. A co o sobie samych mówią dziś mieszkańcy np. Aleppo?

- Coraz częściej słyszę od tutejszych mieszkańców, także tych, którzy poświęcili wszystko, by być tu i nieść pomoc potrzebującym, taką opinię: może świat nie rozumie nas i naszych potrzeb? Może zaczyna o nas zapominać? A także bardzo duży lęk, że zarówno ludzie, jak i wielkie organizacje przestaną pomagać Aleppo. Bardzo mocno zmniejszyła się udzielana tu pomoc, ludzie boją się, że duże organizacje, jak FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa - przyp. KAI) wstrzyma dostawy pożywienia. Tutejsi mieszkańcy boją się, że świat znudził się pomocą dla Syrii. Obawiają się, bo media mówią, że sytuacja się poprawiła - co nie jest prawdą. Tu wciąż trwa wojna!
W czwartek rano, o godz. 9.30, niecałe 600 m. od miejsca, w którym przebywałem, uderzył pocisk, który zabił całą 5-osobową rodzinę. Oczywiście, nikt tej informacji nie podął. Każdej nocy słychać ostrzeliwania, bo niecałe 1,5 km od miejsca w którym jesteśmy jest kolejna linia frontu, granicząca z zachodnim Aleppo zajętym przez rebeliantów, którzy cały czas próbują zdobyć kolejne pozycje. Ten kraj wciąż jest rozdarty na kilka terytoriów.

Z kolei chrześcijanie mówią mi, że coraz częściej zadają sobie pytanie: kim my dziś jesteśmy, jako chrześcijanie Syrii, Bliskiego Wschodu? Czego oczekuje od nas Pan Bóg? Jaka jest nasza misja? Zacząłem to rozumieć, odwiedzając tutejsze wspólnoty. Przed wojną Aleppo było podzielone na dzielnice, w których mieszkali członkowie poszczególnych wiar i obrządków. Wojna obaliła te podziały, a miasto stało się globalną wioską, w której mieszają się chrześcijanie i muzułmanie.
Bardzo mocnym doświadczeniem było dla mnie spotkanie z muzułmanami, w dzielnicy, w której pomagają jezuici. Dzieci kojarzą ich zakon z imieniem Jezusa i podczas gier i zabaw z wolontariuszami, często wykrzykują: "Kocham Jezusa!" To jeden z tych wymiarów tego, o czym mówi św. Jan Paweł II i papież Franciszek: kultury spotkania. Paradoksalnie doprowadziła do niej wojna.

- Dziękuję za rozmowę.

2017-12-23 10:14

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ks. Zollner: kryzys taki jak pandemia sprzyja nadużyciom

2020-05-28 20:56

[ TEMATY ]

dzieci

Watykan

młodzież

nadużycia

koronawirus

Vatican News

W sytuacjach kryzysowych, takich jak pandemia koronawirusa, wzrasta liczba nadużyć względem dzieci i młodzieży – ostrzega ks. prof. Hans Zollner SJ z Papieskiej Komisji ds. Ochrony Nieletnich. Podkreśla on, że w ostatnich tygodniach radykalnie wzrosło zapotrzebowanie na pedopornografię, a nieletni są coraz bardziej bezbronni.

Między innymi z tego względu doroczna konferencja o bezpieczeństwie w instytucjach kościelnych będzie poświęcona wyzwaniom związanym z pandemią. Tym razem ze względu na zagrożenie koronawirusem będzie ona miała postać interaktywnych seminariów on line. Pierwsze z nich jest przewidziane na jutro (29 maja). Jak podkreśla ks. Zollner, istnieją poważne powody do obaw.

"Jestem dość zaniepokojony, bo widzimy, że ochrona nieletnich schodzi na dalszy plan. Okazuje się, że jest to sprawa, którą można się zajmować, kiedy inne pilniejsze sprawy zostaną załatwione.

Brakuje zarówno w Kościele, jak i społeczeństwie tej świadomości, że we wszystkich okolicznościach jest to nasz priorytet, który wymaga poświęceń, bo chodzi tu osoby, które same nie mogą się ochronić – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. prof. Hans Zollner SJ.
– Wydaje mi się, że dziś w czasie pandemii na Zachodzie robimy to samo, co dzieje się zazwyczaj w Afryce czy Ameryce Łacińskiej, gdzie nie inwestuje się w ochronę nieletnich pod pretekstem, że są inne pilniejsze potrzeby wynikające z konfliktów zbrojnych, katastrof naturalnych, głodu czy biedy. Na to przeznacza się środki finansowe i na tym skupia się cała uwaga. To samo dzieje się teraz na Zachodzie. Jesteśmy tym bardzo zaniepokojeni. Widzimy, że ochrona nieletnich straciła na znaczeniu“

CZYTAJ DALEJ

Niestrudzony pasterz narodu

2020-05-28 04:40

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Prymas Tysiąclecia

39. rocznica śmierci

reprodukcja Łukasz Krzysztofka

Modlitwa przy trumnie kard. Stefana Wyszyńskiego. W prawym górnym rogu, przy sztandarze "Solidarności" bł. ks. Jerzy Popiełuszko.

"Wszystkie nadzieje to Matka Najświętsza, i jeżeli jaki program, to Ona". Te słowa swojego testamentu maryjnego wypowiedział na łożu śmierci kard. Stefan Wyszyński. 28 maja 1981 r. w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego odszedł do Domu Ojca.

W tym czasie w rezydencji Arcybiskupów Warszawskich trwała nieustanna modlitwa najbliższych współpracowników umierającego Prymasa. Lekarze cały czas czuwali. Nad ranem pogłębiły się zaburzenia pracy serca. Podawane leki nie przynosiły poprawy. Oddech stawał się coraz słabszy. Czuwający całą noc kardiolog stwierdził nadchodzącą agonię. Przy łożu zebrali się lekarze i domownicy. Ks. Bronisław Piasecki, kapelan Prymasa, prowadził modlitwy za konających. Kard. Wyszyński trzymał w dłoni zapaloną gromnicę, znak zmartwychwstania i życia. Leżał na prawym boku z przechyloną głową.

O godz. 4.40 nastąpiło zatrzymanie oddechu. Ustała praca serca. Lekarze stwierdzili zgon. Zebrani wokół odmawiali różaniec – tajemnice dźwigania krzyża, śmierci, zmartwychwstania i wniebowstąpienia. „Tej ostatniej chwili – jak zanotował ks. Piasecki – towarzyszy cisza i spokój. Jest to śmierć niezwykle spokojna, bez dostrzegalnych oznak konania”.

W kaplicy Domu Arcybiskupów ks. prał. Jerzy Dąbrowski celebrował o godz. 5.00 pierwszą Mszę św. żałobną za zmarłego Prymasa. Po niej ciało Kardynała zostało ubrane w purpurową sutannę, szaty liturgiczne, fioletowy ornat. Na piersi krzyż biskupi z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej, na palcu pierścień, dłonie oplecione różańcem, z którym za życia nigdy się nie rozstawał. W momencie przenoszenia ciała do trumny ubierający dostrzegli na twarzy Prymasa pojawiający się uśmiech.

Zgodnie z wolą kard. Wyszyńskiego, jego trumna została zamknięta i przeniesiona do sali audiencjonalnej na parterze domu arcybiskupiego. Obok trumny postawiono obraz Matki Bożej Częstochowskiej, która towarzyszyła mu każdego dnia.

Wydano komunikat lekarski o śmierci Prymasa. Gdy wiadomość podały rozgłośnie radiowe, do Domu Arcybiskupów zaczęły przychodzić tysiące mieszkańców stolicy, aby oddać hołd swojemu biskupowi.

Telegram na ręce kard. Franciszka Macharskiego przesłał z polikliniki Gemelli w Rzymie Ojciec św. Jan Paweł II. „Na wiadomość o śmierci umiłowanego brata w biskupstwie, wielkiego syna Kościoła i naszego narodu, księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego, arcybiskupa metropolity gnieźnieńskiego i warszawskiego, Prymasa Polski, łączę się w bólu i modlitwie z całym Kościołem w Ojczyźnie i wszystkimi moimi rodakami. Przeżywając tajemnicę Wniebowstąpienia Pańskiego, proszę Najlepszego Ojca o wieczną nagrodę dla niestrudzonego pasterza i nieustraszonego świadka Ewangelii Chrystusowej. Ufam, że Pani Jasnogórska, Matka Kościoła, której tak bezgranicznie zawierzył, okaże Mu swojego Syna. Wsparty nadzieją chwalebnego zmartwychwstania, krzepię zbolałe serca wszystkich drogich braci i sióstr moim apostolskim błogosławieństwem” – napisał ranny po zamachu Jan Paweł II.

Wieczorem do Domu Arcybiskupów Warszawskich przybył kard. Franciszek Macharski, który przewodniczył obrzędom pogrzebowym przy trumnie zmarłego. Wśród gości był też m.in. brat Roger z ekumenicznej wspólnoty w Taize. Z ul. Miodowej kondukt pogrzebowy wyruszył do kościoła seminaryjnego przy Krakowskim Przedmieściu.

Rozpoczęła się wielka, narodowa żałoba. Już pierwszego dnia wpłynęło ponad 1600 listów kondolencyjnych z całego świata. Osób chcących pożegnać się z Prymasem były już nie tysiące, ale dziesiątki tysięcy. Do kościoła seminaryjnego ustawiały się długie kolejki. A pogrzeb, który odbył się 31 maja na ówczesnym pl. Zwycięstwa stał się wielką manifestacją religijno-patriotyczną. Zgromadził ok. pół miliona osób, które przybyły, aby oddać cześć swojemu Prymasowi i niekoronowanemu królowi Polski.

CZYTAJ DALEJ

Mieć w sercu doskonałą Miłość

2020-05-28 21:26

Fot. Grzegorz Kryszczuk

Dziesięciu neoprezbiterów, którzy 23 maja przyjęli święcenia kapłańskie z rąk abp Józefa Kupnego, odprawiło Mszę Św. prymicyjną w kaplicy Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Wrocławskiej.

Wspólnota kleryków pożegnała swoich starszych kolegów, którzy już za chwilę podejmą pracę duszpasterską w diecezji. Mszy św. przewodniczył ks. Marcin Józefczyk, który na wstępie przypomniał, że spotkanie odbywa się w czasie nowenny do Ducha Świętego, która jest głęboko wpisana w liturgię Kościoła. - Będziemy za chwilę prosić, aby On przemienił nas wewnętrznie swoimi darami i stworzył serce nowe – mówił neoprezbiter.


- Ilekroć czytam Ewangelię o powołaniu apostołów, nasuwa mi się pytanie dlaczego na tych prostych i niewykształconych ludziach Jezus zaczął budować swój Kościół? Przecież byli uczeni w piśmie, faryzeusze, kapłani starego testamentu. Bo według Ewangelii byli to ludzie zadufani w sobie, obłudni i zakłamani. Oni nie widzieli człowieka, ale tylko i wyłącznie literę prawa – mówił w homilii ks. Sylwester Łaska.

Na zakończenie Eucharystii głos zabrał ks. Kacper Radzki, rektor MWSD. - Drodzy neoprezbiterzy, cieszymy się waszą obecnością po tej stronie ołtarza i życzymy wam, abyście mieli w sercach doskonałą miłość. To spełnienie pragnień Chrystusa wyrażanych w budowaniu jedności zwłaszcza wśród tych, którzy decydują się iść Jego śladami, składając Jego ofiarę i użyczając Jemu samych siebie – życzył ks. Radzki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję