Reklama

Wywiady

Dr Szałata: dopóki nie wygramy walki z biedą - nie wygramy walki z trądem

Problem trądu będziemy mieli tak długo, jak długo nie zlikwidujemy trądów moralnych, biedy, niesprawiedliwości społecznej. Dopóki nie wygramy walki z biedą nie wygramy walki z trądem – powiedział w rozmowie z KAI dr Kazimierz Szałata, prezes Fundacji Polskiej Raoula Follereau. Dziś obchodzony jest Światowy Dzień Trędowatych.

[ TEMATY ]

wywiad

ARCHIWUM KAZIMIERZA SZAŁATY

Paulina Godlewska (KAI): - 28 stycznia obchodzony jest Światowy Dzień Trędowatych. W Polce obchody tego Dnia organizuje Fundacja Polska Raoula Follereau. Na czym skupia się jej działalność?

Dr Kazimierz Szałata: - Nawiązuje ona do tradycji wielkiego ruchu zainicjowanego przez francuskiego misjonarza i filozofa Raoula Follereau. Przy okazji pisania artykułu o Karolu de Foucauld spotkał on na Saharze dziwnych ludzi zamkniętych w swego rodzaju obozie koncentracyjnym. To było jego pierwsze spotkanie z trędowatymi. Kiedy pytał czy można im jakoś pomóc, towarzyszący mu ludzie mówili, że trędowaci umarli już za życia i nie warto się nimi zajmować. Kiedy wrócił do Francji stwierdził, że jeżeli w ten sposób traktujemy tych, którzy potrzebują pomocy, to nie mamy prawa nazywać się ludźmi kulturalnymi, a tym bardziej chrześcijanami.
Follereau podjął więc najpierw inicjatywy dla ratowania chrześcijańskiej kultury Europy, która była zagrożona różnymi postaciami trądu duchowego. W roku 1943 spotkał siostrę Eugenię, która wróciła z Wybrzeża Kości Słoniowej i opowiedziała mu o losie ludzi pozbawionych jakiejkolwiek opieki. Razem podjęli decyzję, że trzeba wreszcie coś zrobić, wywołać powszechną rewolucję, która zmieni nasz stosunek do ludzi trędowatych, ludzi, którzy od najdawniejszych czasów byli wyrzucani na margines życia społecznego i religijnego. Wymarzyli sobie, że zaczną budować wioski dla trędowatych, w których można by było ich pielęgnować, leczyć ale też byłoby to miejsce, gdzie mogliby normalnie żyć - zakładać rodziny czy uczyć się. Pierwsza taka wioska powstałą w Adzopé na północ od Abidjanu. Później podobne wioski pojawiały się na całym świecie.
Żeby zdobyć środki na leczenie trędowatych Raoul Follereau objechał ponad 32 razy kulę ziemską głosząc proste orędzie o miłości Boga do człowieka. Inicjator obchodów Światowego Dnia Trędowatych Raoul Follereau podkreślał, że 28 stycznia, to dzień walki z „wszelkim trądem” a więc nie tylko tym wywołanym bakterią Hansena, ale też z bezbożnością, relatywizmem moralnym czy egoizmem. To przez ten trąd, który rozwija się w krajach bogatych, ludzie cierpią na tę straszną chorobę, chociaż od lat ’80 – trąd jest uleczalny.
Ojciec Święty Jan Paweł II mówił, że także w Polsce trzeba mówić o trędowatych, bo oni potrzebują naszej pomocy i to jest jedno z ważniejszych dzieł Kościoła katolickiego w jego historii. Zajmowali się nimi przecież ludzie święci św. Franciszek z Asyżu, św. Damian, czy Matka Teresa z Kalkuty. Zajmował się nimi również francuski rycerz św. Maurycy, który podobno miał leczyć trędowatych pocałunkiem. To piękna metafora, która jest wciąż aktualna dlatego, że mamy leki na trąd, ale jak się okazuje nie wszyscy mają do nich dostęp. Trzeba to zmienić, dotrzeć do tych ludzi, otworzyć dla nich nasze serca. Trzeba złożyć ten pocałunek – czyli zająć się człowiekiem, ukochać go, nawet jeżeli jest odrażający.

- Dlaczego Pan zajął się polską gałęzią tej Fundacji?

- Przed rokiem 1995, podobnie jak większość z nas, nie miałem pojęcia, że istnieje trąd. Nie znałem takiego myśliciela jak Follereau, chociaż zajmuję się filozofią. Z perspektywy czasu widzę, że to była pewna logiczna, konsekwentna droga, którą prowadzi nas Bóg. Wykładałem wtedy etykę na ówczesnej Akademii Medycznej i razem ze studentami założyliśmy konwersatorium etyki „Medycyna na miarę człowieka”. Bardzo szybko doszedłem do wniosku, że mówienie o etyce i podawanie wzruszających przykładów to za mało.
Zaczęliśmy więc podejmować pierwsze akcje charytatywne. Zająłem się też pracą formacyjna w Międzynarodowym Centrum Formacji Chrześcijańskiej założonym przez prof. Patricka de Laubier. Podczas jednej z sesji tegoż centrum spotkałem w Genewie pana André Récipon, który – jak się później okazało, był synem duchowym Raoula Follereau i kontynuatorem jego dzieła. Po krótkiej rozmowie powiedział mi wtedy, że ktoś taki, jak ja jest mu bardzo potrzebny. Ktoś, kto potrafi z filozofii uczynić wiedzę praktyczną. Tydzień później w Paryżu wręczył mi misję tworzenia fundacji Raoula Follereau w Europie Środkowo-Wschodniej. Bardzo szybko zafascynowała mnie postać Follereau i jego dzieło. Dzięki tekstom tego francuskiego humanisty zrozumiałem, że wbrew pozorom, filozofia jest nauką praktyczną. Prowadzi ona do mądrości. A cóż jest bardziej praktycznego, niż mądrość, która poprzez doświadczenie prawdy kieruje nas do dobra, manifestującego się w zapełnianiu uczynków miłosierdzia.

- Kiedy po raz pierwszy wyjechał Pan spotkać się z trędowatymi i jak wyglądało to spotkanie?

- Pierwszy raz wyjechałem na afrykański Sahel, gdzie bieda i zagrożenie życia ludzi jest powodowana przez choroby, susze i brak dostępu do wody. Dotyka to Mali, Wybrzeża Kości Słoniowej, Nigru czy Burkina Faso. Podczas tej wizyty uświadomiłem sobie jak bardzo nie rozumiemy tych krajów. Pamiętam, że zabrałem ze sobą cukierki dla dzieci, które mi się roztopiły po drodze. Zresztą niektóre z dzieci, które spotykałem na bezdrożach sawanny, wolałyby żebym miał w kieszeni proso albo torbę ryżu, bo z cukierkami nie bardzo wiedziały co zrobić. Zdziwiło mnie również bardzo, że siostry, które niedawno założyły swój dom, mają problem z dostępem do wody. Jedna z nich, żeby utrzymać ogródek, woziła wodę na rowerze z miejsca oddalonego o kilka kilometrów. Okazało się, że 10 lat temu wybudowały one klasztor nad rzeką, w której od kilku lat nie pojawia się woda. Dramat Sahelu, gdzie wciąż trąd jest groźny, łączy się w sposób szczególny z biedą i coraz trudniejszymi warunkami sanitarnymi. Europa uwolniła się przecież od trądu nie dzięki antybiotykom, które jeszcze nie były znane, ale dzięki temu, że podniósł się poziom życia na Starym Kontynencie.

- Jak wygląda codzienność osób, które pracują w ośrodkach dla trędowatych?

- Przede wszystkim misjonarze mieszkają razem z chorymi dzieląc ich los, tak jak to robił o. Bejzyn i o. Damian. Są jakby jednymi z nich. Ważną rolę pełnią również ludzie świeccy, ale mając rodziny, nie mogą do końca poświecić chorym swojego czasu.
Dlatego Follereau swoją akcję na rzecz trędowatych oparł na współpracy z siostrami zakonnymi, które są z nimi na co dzień. Zajmują się chorymi, ale również ich rodzinami. Uczą ich uprawy roli, szycia, rzemiosła, żeby człowiek wyleczony z trądu mógł zarabiać na życie, bo bardzo często nie może on już wrócić do normalnej pracy. Ludzie boją się go i bardzo często łatwiej jest wyleczyć trędowatego z trądu, niż świadomość ludzką z lęku przed tym, kto był trędowaty, i po wyleczeniu nikomu już nie zagraża. W wielu rejonach świata raz „naznaczony” człowiek nie może się z tego uwikłania uwolnić do końca życia.
W ośrodkach dla trędowatych jest zazwyczaj kaplica, ośrodek duszpasterski, szpital, ale również szkoła i warsztaty, gdzie trędowaci uczą się zawodu i zarabiają na życie. Wśród zajmujących się trędowatymi nie brakuje też polskich misjonarzy i misjonarek. Siostra Noemi Świeboda ze zgromadzenia św. Józefa prowadzi szpital z oddziałem dla trędowatych w Kongo Brazzaville, siostra Róża Gąsior ze zgromadzenia służebnic Ducha Świętego opiekuje się trędowatymi w ośrodku Funda w Kongo, siostra Stefania Gembalczyk wspiera swoją posługą ośrodek Ramgarh w Indiach, siostra Marcela Deptuła misjonarka Świętej Rodziny opiekuje się trędowatymi w Zambii, dr Helena Pyz leczy chorych na trąd w ośrodku założonym przez polskiego pallotyna o. Adama Wiśniewskiego Jeevodaya w Indiach.

- Wracając na grunt polski, co Fundacja Raoula Follereau w ramach swojej działalności robi w naszym kraju?

- Od 16 lat, we współpracy z Komisją Episkopatu Polski do spraw Misji, organizujemy w Zielonce k. Warszawy Festiwal misyjny „Bóg mnie kocha”, który jest największą cykliczną imprezą misyjną w Polsce. Przy fundacji działa także Misyjne Apostolstwo Niepełnosprawnych Dzieci, poszerzone rok temu o Misyjne Apostolstwo Chorych Dzieci. Dzieci losują misjonarza i składają przyrzeczenie, że będą się za niego modlić i poszerzać swoją wiedzę o kraju, w którym przebywa i o jego zgromadzeniu. To ruch zainicjowany przez moją śp. córkę Anię Szałatę, która od najmłodszych lat jeździła na wózku inwalidzkim. W 2002 roku Ania zginęła na przejściu dla pieszych zostawiając nam wiele cennych pomysłów na aktywność misyjną dzieci na wzór św. Tereski z Lisieux. Organizujemy również co roku obchody Światowego Dnia Chorych i Światowego Dnia Trędowatych. Jesteśmy zaangażowani także w pomoc na Ukrainie, gdzie wspieramy ośrodki pomocy przy parafiach katolickich. Od pięciu lat wspieramy funkcjonowanie Szkoły Katedralnej UO UKSW w Łucku. Jeśli chodzi o Afrykę, to wspieramy ośrodki dla trędowatych, ale również ośrodki dzieci dotkniętych chorobą głodową. Realizujemy m.in. program „Kozy dla Afryki”. W jego ramach dziecko wychodząc z ośrodka dożywiania dostaje kozę, która żywi całą rodzinę.

- Co w tym roku w Polsce złoży się na obchody Światowego Dnia Trędowatych?

- W tym roku zorganizowaliśmy szeroką akcję informacyjną. Niewiele osób wie o tym szczególnym Dniu obchodzonym w Kościele. Akcja ma przypomnieć ludziom, że w najbiedniejszych krajach żyją jeszcze i cierpią ludzie chorzy na zapomnianą chorobę. Przypomnieć, że powinniśmy im pomóc i modlić się zarówno za trędowatych, jak i za niosących im pomoc misjonarzy. To także okazja do wsparcia materialnego dzieła na rzecz trędowatych. Dlatego w ostatnia niedzielę stycznia na całym świecie, przed kościołami. zbierane są pieniądze na ten cel. Do każdej diecezji przekazaliśmy materiały informacyjne. Informacje będą również w mediach. Każdego roku tego dnia jestem w jakiejś parafii, by mówić o trądzie oraz o wielkim, trwającym od wieków dziele Kościoła katolickiego na rzecz opieki nad trędowatymi. W tym roku będzie to parafia w Gołąbkach. Wieczorem wybieram się do Bychawy, gdzie od lat w obchody dnia trędowatych angażuje się miejscowa szkoła i parafia. Każdego roku, po każdej Mszy św. dzieci prezentują w kościele spektakl poświęcony ludziom chorym na trąd i niosących im pomoc misjonarzy.

- Czy tego dnia w Polsce będą organizowane zbiórki na rzecz chorych na trąd?

- Z pewnością będą organizowane zbiórki przez parafie, które każdego roku włączają się w dzieło pomocy chorym na trąd. Pieniądze trafiają na konto Fundacji a następnie za pośrednictwem Międzynarodowej Unii Stowarzyszeń Raoula Follereau z siedzibą w Paryżu trafią tam, gdzie są najpilniejsze potrzeby. Są to środki niezbędne dla utrzymania ośrodków leczniczo-opiekuńczych funkcjonujących dzięki funduszowi Dnia Trędowatych.
Co prawda, podstawowe leki na trąd są bezpłatnie dystrybuowane przez Światową Organizację Zdrowia, ale chorzy wymagają szerokiego, kompleksowego leczenia, co wiąże się z kosztami, na które nie stać chorych pozostających bez wsparcia socjalnego ze strony biednych społeczeństw. Trędowaci wyleczeni z trądu często mają nigdy nie gojące się rany. W wielu wypadkach konieczna jest interwencja chirurgiczna i skomplikowane leczenie neurologiczne. Potrzebna jest rehabilitacja i protezowanie.
Część pieniędzy zebranych w ostatnią niedzielę stycznia trafia na wsparcie koniecznych badań naukowych. W tym roku Międzynarodowa Komisja Medyczna chce zorganizować misje diagnostyki mobilnej, realizowane przez ekipy, które pójdą w głąb lasów tropikalnych, na bezdroża pustyni, do najdalszych wiosek po to, aby szukać tam chorych. Trędowaci często ignorują objawy choroby, bo trąd nie boli. Najpierw wygląda to niegroźnie, pojawiają się plamy na ciele, ale przy braku świadomości, że trzeba natychmiast podjąć leczenie, chorzy trafiają na nie za późno dlatego zostają kalekami na całe życie. Pilotażowy program takich ekip realizowany na Madagaskarze pokazał, że osób chorych na trąd może być nawet 4 razy więcej niż podają oficjalne dane. Konieczne jest też kontynuowanie badań nad opracowaniem mniej skomplikowanej i szybszej terapii. Obecnie trwa ona od 6 do 12 miesięcy i wymaga stałego przyjmowania leków, bo nawet drobne odstępstwa mogą zniweczyć działanie antybiotyków. Nie ma też do tej pory szczepionki na trąd.

- Co mówią dane statystyczne na temat trędowatych?

- Jeszcze w latach 70. szacowano, ze na świecie jest kilkanaście milionów trędowatych. Dziś wiemy dokładnie, że od tamtej pory wyleczono 16 mln osób. Wśród wyleczonych z trądu ponad 4 mln stanowią ludzie ciężko okaleczeni, którzy do końca życia muszą pozostać pod opieką specjalistycznych ośrodków zwanych leprozoriami. Nie wiemy dokładnie ilu aktualnie jest trędowatych na świecie. Wiemy, że każdego roku rejestruje się około 200- 250 tys. nowych przypadków - tyle bowiem osób trafia co roku na leczenie. W ciągu pierwszych piętnastu lat po zastosowaniu skutecznej terapii liczba 16 mln chorych spadła do 0.5 mln a potem do 250 tys. Od kilku lat nie notujemy jednak żadnego postępu, który dawałby nadzieje na całkowite wyeliminowanie tej strasznej choroby. Nie mamy więc złudzenia, że pewnego dnia pozbędziemy się problemu trądu. Trzeba by było zmobilizować wszystkie kraje, wszystkie międzynarodowe organizacje, żeby osiągnąć lepsze rezultaty. Trąd pojawił się nawet w Europie wraz z napływem uchodźców, ale tu, gdzie mamy dostęp do medycyny, nie stanowi on szczególnego zagrożenia.
Problem trądu będziemy mieli tak długo jak długo nie zlikwidujemy trądów moralnych, biedy, niesprawiedliwości społecznej. Dopóki nie wygramy walki z biedą - nie wygramy walki z trądem.

2018-01-28 07:26

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Stawiamy na profesjonalistów

O muzyce sakralnej z Pawłem Łukaszewskim, kompozytorem i dyrygentem Chóru Katedry Warszawsko-Praskiej „Musica Sacra”, rozmawia Magdalena Wojtak.

Magdalena Wojtak: Chór Katedry Warszawsko-Praskiej „Musica Sacra” znany jest nie tylko w kraju, lecz także poza granicami Polski. Zespół ma na swoim koncie wiele prestiżowych nagród. Co jest tajemnicą waszego sukcesu?

Prof. Paweł Łukaszewski: Stanowimy jedną wielką rodziną. Jesteśmy zgraną grupą, której bliskie jest piękno muzyki sakralnej. Chór tworzymy niemal 20 lat. Choć przez ten czas członkowie zespołu zmieniali się, jego podstawowy skład tworzą chórzyści dawnego Chóru Akademii Teologii Katolickiej. Zależy nam, aby jakość muzyki sakralnej wykonywanej w czasie liturgii była jak najlepsza.

CZYTAJ DALEJ

Posty nakazane zachowywać

Niedziela warszawska 46/2003

Iwona Sztajner

Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół
Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania

Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej

Milena Kindziuk: - Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście?

Ks. dr Krzysztof Kosek: - Przez to wprowadziły one sporo zamieszania, szczególnie u osób niezbyt dokładnie zorientowanych w tej kwestii. Przecież post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele. I nadal zaproszeni jesteśmy, aby tej tradycji przestrzegać. Na marginesie dodam, że statuty zakończonego niedawno IV Synodu naszej archidiecezji stwierdzają, że w Wigilię Bożego Narodzenia należy zachować wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

- Ale list biskupów na temat nowej wersji przykazań kościelnych, który ma być czytany w Adwencie w kościołach, nie mówi, by zachowywać tradycję i nie spożywać pokarmów mięsnych w Wigilię.

- Bo to jest oczywiste. Wigilia z języka łacińskiego oznacza „czuwanie, oczekiwanie”. Pan Jezus często zapraszał swoich uczniów do zajęcia takiej właśnie postawy, ponieważ nie znają dnia ani godziny Jego przyjścia. Post religijny jest bowiem wyrazem panowania ducha nad ciałem, oczekiwania, pragnienia spotkania z Chrystusem, jedności z Nim. Przez to pomaga on przygotować się do danej uroczystości, głębiej ją przeżywać. Podobnie zresztą jest z postem w Wielką Sobotę. W niektórych domach spożywa się mięso już po poświęceniu pokarmów, w innych dopiero po Wigilii Paschalnej w Wielką Noc. Też jest to kwestia tradycji. Myślę jednak, że warto tu uświadomić sobie, czym jest post, jakie prawdy pomaga przeżywać. Każdemu, kto zastanowi się, jakie chwile z życia Jezusa przeżywamy w Wielką Sobotę, na pewno łatwiej będzie zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów.

- Jedno z przykazań w nowej wersji mówi, że należy zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od zabaw. Jakie są okresy „nakazane” w ciągu roku?

- Chodzi o piątki całego roku i o czas Wielkiego Postu. Wiele kontrowersji budzi czas Adwentu - nie ma on charakteru pokutnego - jest czasem radosnego oczekiwania. Ale oczekiwania, które ma być wypełnione prostowaniem ścieżek życia, przygotowaniem miejsca dla Pana w sercu - by mógł się tam narodzić. A ten proces nawrócenia wymaga ciszy, refleksji, skupienia. Już po Bożym Narodzeniu rozpoczyna się czas szczególnych zabaw - karnawał.

- Grzechem jest więc spożywanie mięsa w piątki?

- Tak, pod warunkiem, że czyni się to z wyboru. Jeśli ktoś stołuje się poza domem i w stołówce nie ma wyboru menu, może skorzystać z dyspensy od zachowania wstrzemięźliwości. Zaproszony jest do odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego, złożenia jałmużny postnej.
Generalnie, powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w piątki obowiązuje katolików, którzy ukończyli 14. rok życia. Ścisły post w Środę Popielcową i Wielki Piątek, czyli jeden posiłek do syta w ciągu dnia, obowiązuje katolików pomiędzy 18. a 60. rokiem życia.

- Można jednak nie jeść mięsa, ale w to miejsce kupić sobie inne przysmaki. Jaki sens ma wtedy taki post?

- Ważne jest właściwe rozumienie terminu: post. Nie chodzi tylko o to, aby nie jeść potraw mięsnych. Potrawy mięsne z reguły są droższe, dlatego odmawiając ich sobie jesteśmy zachęcani, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na potrzeby ludzi najuboższych. W wielu kościołach można spotkać puszki z napisem „Jałmużna postna”. Jeżeli na przykład ktoś jest wegetarianinem i normalnie nie je mięsa, jest zaproszony do tego, by w inny sposób narzucić sobie wstrzemięźliwość w jedzeniu i okazać swą łączność z Chrystusem, bo piątek to przecież dzień Jego męki i śmierci.

- Biskupi sugerują, że we wszystkie piątki w ciągu całego roku należy uszanować charakter pokuty, dlatego katolicy nie powinni w tym dniu uczestniczyć w zabawach. Znaczy, że nie powinno się iść na przykład na dyskotekę w piątek?

- Zdecydowanie nie powinno! Jeżeli piątek jest dniem solidarności z Chrystusem cierpiącym dla mojego zbawienia, to oczywiste jest, że nie mogę się w tym dniu bawić. Podobnie, jeśli obchodzę rocznicę śmierci bliskiej mi osoby, nie będę w tym dniu urządzał balu ani brał udziału w zabawie, to po prostu nie wypada.

- Nowością jest piąte przykazanie kościelne, zobowiązujące wiernych do troski o materialne potrzeby wspólnoty Kościoła. Nie występowało ono w poprzednich sformułowaniach. Co to znaczy w praktyce?

- Jest to odwołanie do coraz szerszego udziału wiernych świeckich w życiu Kościoła. Minęły czasy, kiedy Kościół posiadał wielkie dobra i w szerszym stopniu był mecenasem sztuki i kultury. Minęły czasy kolatorów, którzy troszczyli się o potrzeby materialne Kościoła. Z pewnym wzruszeniem można czytać opisy pierwszych Eucharystii, gdy wierni przynosili na nie dary. Po zakończeniu zanoszono chorym Komunię św., starano się także o zaspokojenie ich potrzeb materialnych.
Dziś wierni świeccy zaproszeni są do troski o potrzeby materialne Kościoła - by miał środki na sprawowanie kultu, prowadzenie działalności apostolskiej czy charytatywnej. Przecież tak prozaiczne sprawy jak oświetlenie świątyni, ogrzanie, utrzymanie w czystości czy wynagrodzenie świeckich pracowników wymaga pewnych środków. Pomijam tu sprawy związane z inwestycjami, konserwacją dzieł sztuki. W wielu parafiach działają już także - obok rad duszpasterskich - rady ekonomiczne; świeccy w bardzo konkretny sposób wspomagają swych duszpasterzy w sprawach związanych z zabezpieczeniem materialnych potrzeb parafii.
Przykazanie to mobilizuje do refleksji nad rozumieniem własności prywatnej - za pomocą dobrego użytku z pieniądza mamy zapewnić sobie wieczne szczęście. Pan Jezus mówił o niebezpieczeństwie bogactw, a Łazarz został odrzucony nie z powodu swego bogactwa, ale dlatego, że nie dostrzegał ludzi będących w potrzebie. Bardzo popularne jest obecnie słowo „sponsor” - wiele działań Kościoła nie byłoby możliwych, gdyby właśnie nie zaangażowanie materialne określonych osób, które bardzo konkretnie wypełniają normę V przykazania kościelnego.

- A po co w ogóle są przykazania kościelne, skoro jest 10 przykazań Bożych?

- Przykazania kościelne są próbą interpretacji, uszczegółowienia, przybliżenia powinności, które spoczywają na każdym wierzącym. Kościół posiada własne, przyrodzone prawo stanowienia prawa, na przykład kanonicznego, liturgicznego. Całe nauczanie Kościoła jest głoszeniem Dobrej Nowiny objawionej w Jezusie Chrystusie. W tym świetle należy odczytywać przykazania kościelne. Są one służbą temu najważniejszemu przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

- Mogłoby ich więc na dobrą sprawę nie być?

- Oczywiście, mógłby istnieć sam Dekalog, bo on jest najważniejszy. Ale przykazania kościelne wyjaśniają pewne normy. Ważne jest, by pamiętać, że Kościół nie ma władzy nad Dekalogiem, bo pochodzi on od samego Boga. Stąd Dekalog jest niezmienny. Natomiast prawo kościelne ma charakter dynamiczny, podlega zmianom, stąd zmiana przykazań kościelnych. Najwyższym prawem w Kościele jest zbawienie dusz i temu celowi służą także zmiany w przykazaniach kościelnych.

- Czy nieprzestrzeganie przykazań kościelnych zatem jest grzechem?

- Jeżeli przykazanie kościelne mówi, żeby uczestniczyć we Mszy św. w niedziele i święta, to dotyka normy ustanowionej przez przykazania Boże. A ich nieprzestrzeganie zawsze pozostaje grzechem.

- A jeżeli nie dotyka Dekalogu?

- To jest radą, ma służyć dobru duchowemu człowieka a odrzucenie tych rad jest przynajmniej grzechem zaniedbania dobra, które mogłem uczynić.

- Czyli nie trzeba się z tego spowiadać...

- Dla przykładu: pierwsze i drugie przykazanie wyrażają minimalne oczekiwania Kościoła wobec człowieka wierzącego. Weźmy na przykład drugie przykazanie kościelne: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Czym jest sakrament pokuty? Na spowiedzi mamy obowiązek wyznania grzechów ciężkich. Codziennie jednak doświadczamy ludzkich słabości, które są przyczyną grzechów określanych mianem powszednich. Zbyt długi odstęp między korzystaniem z sakramentu pokuty może prowadzić do pewnego zobojętnienia, znieczulenia sumienia na grzech, a więc do rozluźnienia relacji z Chrystusem. Kwestia częstotliwości w korzystaniu ze spowiedzi to sprawa osobistej wrażliwości, dobrze uformowanego sumienia. Życie przynosi tyle sytuacji, które chcemy przeżyć w sposób szczególny: święta, rocznice ślubu, śmierci, imieniny i urodziny własne czy bliskich - wszystkie one są także okazją do spotkania z Chrystusem w sakramencie pokuty.

- Podobnie w odniesieniu do sakramentu Eucharystii?

- Trudno chyba nazwać człowiekiem gorliwym w wierze kogoś, kto do Komunii Świętej przystąpi - jak wymaga tego Kościół w III przykazaniu - raz w roku w okresie wielkanocnym. Jest to minimum związku z Chrystusem, który ofiaruje się za nas w każdej Eucharystii i zaprasza nas na swoją ucztę.

- A dlaczego w przykazaniu zostały rozdzielone spowiedź od pokuty?

- Myślę, że chodzi o uzmysłowienie roli sakramentu pokuty i Eucharystii. Ludzie często spowiadają się: „Ostatni raz byłem u spowiedzi i Komunii św. wtedy i wtedy”. Panuje taki pogląd, że do Komunii przystępujemy tylko raz po spowiedzi. A jest to błędem.

- Jak długo zatem można przyjmować Komunię po ostatniej spowiedzi, jeżeli nie ma się grzechu ciężkiego?

- Nie ma tu wyznaczonej granicy. Każdy ocenia to według własnego sumienia.
Uczestnicząc w każdej Mszy św. słyszymy słowa: „Bierzcie i jedzcie”. Jesteśmy zatem zaproszeni, aby w sposób pełny brać udział w każdej Mszy. A pełny udział w niej polega także na przyjęciu Komunii. Oczywiście, był czas w historii Kościoła, gdy do Komunii przystępowano raz na kilka lat, i czynili tak nawet ludzie święci. Na fali posoborowej odnowy Kościoła jesteśmy zaproszeni do pełniejszego uczestniczenia i przeżywania Eucharystii. A że często nie czujemy się godni przyjmować Komunii? Pamiętajmy, że Msza św. rozpoczyna się aktem skruchy, pokuty. Stajemy przed Chrystusem w prawdzie o naszej słabości. Podobnie przed Komunią wyrażamy swoją niegodność słowami setnika: „Panie, nie jestem godzien...”. Św. Franciszek Salezy mówił, że potrzebują Komunii chorzy, aby wyzdrowieć, i silni, aby nie upaść. Bardzo głębokie wskazania na temat przystępowania do Komunii św. możemy znaleźć w Naśladowaniu Chrystusa Tomasza á Kempis. Jest to zresztą temat na osobną rozmowę.

- Pozostało jeszcze pierwsze przykazanie kościelne. W drugiej części mówi ono o powstrzymaniu się od prac niekoniecznych. Katechizm wyjaśnia: Są to „prace i zajęcia, które utrudniają oddawanie czci Bogu, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego”. Co to znaczy w praktyce?

- W chrześcijaństwie niedziela jest „małą Wielkanocą”, pierwszym dniem tygodnia, w którym Kościół w szczególny sposób celebruje tajemnicę zmartwychwstania Chrystusa. Jest niedziela i Msza św. zadatkiem, antycypacją odpoczynku zbawionych w niebie, obrazem uczty, na którą Chrystus zaprasza w niebie. Dlatego Kościół przypomina, by powstrzymać się w tym dniu od prac niekoniecznych - od tego wszystkiego, co przeszkadza w pełnym bliskości obcowaniu z Bogiem. A więc takich, które z powodzeniem można wykonać przez sześć pozostałych dni. Mam na myśli: pranie, sprzątanie, robienie zakupów itp. Wydaje mi się, że w kontekście tego przykazania trzeba nam przeprowadzić namysł nad zdolnością świętowania - czy nie sprowadza się ono tylko do oglądania telewizji, mocno zakrapianego alkoholem biesiadowania przy stole, bez głębszej refleksji nad treścią przeżywanego święta. Czy chrześcijańskie świętowanie nie zakłada spotkania rodziny (na które w tygodniu nie zawsze jest czas), wspólnego posiłku, rozmowy - a nie wymiany informacji, jak dzieje się w codziennym zabieganiu - dzielenia się swoimi radościami i trudnościami, a wszystko to w atmosferze nadziei, jaką przynosi spotkanie z Bogiem przeżyte na modlitwie czy Eucharystii.

- Jesteśmy zwolnieni z obowiązku udziału w świętach, które są w Polsce dniami pracy: Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła. Nie jest to pójście na łatwiznę?

- Jest to wzięcie pod uwagę rzeczywistości. Zniesienie obowiązku udziału we Mszy św. w te święta jest realizacją uprawnień, które kodeks prawa kanonicznego przyznaje Konferencji Episkopatu. Ona, za zgodą Stolicy Apostolskiej, może znieść obowiązek udziału we Mszy św. w niektóre święta lub przenieść je na niedzielę. Mimo tego w dalszym ciągu katolicy zaproszeni są do udziału we Mszy św. w te dni. Np. wiele grup dziewczęcych szczególnie czci Maryję w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia - one z pewnością będą tego dnia uczestniczyły we Mszy św.

- List pasterski o nowych przykazaniach mówi też o tzw. „świętach nakazanych”. Jakie to święta?

- Przesłanie biskupów ma ułatwić wiernym rozstrzyganie dylematów związanych z wymogiem uczestnictwa w liturgii w dni świąteczne, które nie są wolne od pracy. Biskupi poprosili Stolicę Apostolską o zgodę na przeniesienie uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku na siódmą niedzielę wielkanocną. Świętem nakazanym pozostaje uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli) i w tym wypadku biskupi wyrażają nadzieję, że „nadejdzie taki czas, kiedy to ważne święto stanie się dniem wolnym od pracy”. Nie ma natomiast obowiązku udziału we Mszy św. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła - choć biskupi zachęcają, by zgodnie z tradycją uczestniczyć w liturgii w tych dniach.

- Przykazania kościelne wyrażają więc istotne treści dla wierzących.

- W sumie są one zaproszeniem do pogłębienia osobistej relacji z Bogiem, do wyrażenia jej w życiu codziennym, do podjęcia odpowiedzialności za dzieła prowadzone przez Kościół, ale zachęcają też do przemyślenia, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy jest owocem osobistego wyboru, pochodzi z przekonania, doświadczenia w życiu miłości Bożej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Testament miłości

2020-02-27 20:24

[ TEMATY ]

Częstochowa

siostry

muzeum

spektakl

ośrodek

Józefitki

Anna Przewoźnik/Niedziela

Widowisko muzyczne „Po śladach Ojca ubogich”

W ramach obchodów jubileuszu 100 rocznicy śmierci świętego kapłana Zygmunta Gorazdowskiego, założyciela zgromadzenia sióstr św. Józefa, 27 lutego br. w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie, odbyła się premiera widowiska muzycznego „Po śladach Ojca ubogich”.

W spotkaniu jubileuszowym udział wziął bp Andrzej Przybylski, biskup diecezji częstochowskiej. Obecne były siostry z różnych placówek, na czele z generalną zakonu, s. Wandą Matysik, ks. Andrzej Sobota, proboszcz parafii pw. Krzyża św. na terenie której znajduje się Ośrodek Wychowawczy, kapelan ośrodka, dyrektor Radia Jasna Góra o. Andrzej Grad, poseł Lidia Burzyńska, prezydent Ryszard Stefaniak, przedstawiciele Kuratorium Oświaty.

- Postanowiliśmy radować się z gośćmi tym jubileuszem wspólnie z dziećmi, siostrami, pracownikami oraz naszymi przyjaciółmi. Wszystko to, by uczcić jubileusz dla nieba - mówi dyrektor Ośrodka s. Ezechiela Wolak. W roku jubileuszowym, w którym obchodzimy stulecie narodzin dla nieba św. Zygmunta Gorazdowskiego, pochylamy się nad tą szczególną dla nas postacią. Staramy się zgłębić jego życie i drogę do świętości, na nowo odkryć duchowe dziedzictwo, jakie nam pozostawił. - Obchodzimy ten jubileusz w całym zgromadzeniu i przez cały rok. Nasz dom przyjął formę dziękczynienia, poprzez przypominanie świętego na różne sposoby, również poprzez widowisko.

Dziewczynki z ośrodka, poprzez spektakl teatralny, pokazały życie św. Zygmunta Gorazdowskiego i jego bliskość z Bogiem. Wszystko poprzez muzykę i ruch. Jedyne słowa, które padły ze sceny, to słowa świętego Zygmunta:

„Wszechmogący zmiłuj się nad kornym sługą Twoim, użycz mi siły abym mógł wypełnić posłannictwo twe, a całe życie poświecę dla dobra bliźnich”.

Słowa te były życiowym przesłaniem świętego, który chciał służyć Bogu. Siostry, na wzór założyciela, pełnią takie miłosierdzie wobec drugiego człowieka.

- Staramy się odpowiadać na znaki czasów właśnie na wzór św. Zygmunta – mówi s. Ezechiela Wolak. Na co dzień, opiekując się dziewczętami, które posiadają orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego, realizujemy swoje powołanie, wspierając dziewczynki i ich rodziny.

W ośrodku mamy pod opieką 52 dziewczynki. Na scenie wystąpiły niemal wszystkie.

Siostra Aurelia Mokrzan - inicjatorka i pomysłodawczyni przedstawienia - zaznacza, że taniec jest jej pasją. - Kocham taniec i stąd przez klika miesięcy rodziło się pragnienie, w sercu i na modlitwie, by przygotować spektakl, który poruszy widzów. Zależało mi, by poczuli, że Pan Bóg jest dobry, jest blisko każdego człowieka, że kocha i daje nam świętych.

- Długo pracowałyśmy nad tym przedstawieniem, ale to, co dzisiaj zobaczyłam, przerosło moje oczekiwania. Dziewczynki dokładnie wiedziały co przekazują. Modliłyśmy się przy każdej próbie, wiedziałam, że czują duchowość tego świętego i to poruszało. Ważne jest to, że światła, muzyka, nagłośnienie, prezentacja tekstowa – wszystko było wspaniałe! To też zasługa Krzysztofa Witkowskiego, dyrektora muzeum – dodaje siostra.

Ks. Zygmunt Gorazdowski ogłoszony został świętym w 2005 roku przez papieża Benedykta XVI, wcześniej w 2001 r. został ogłoszony błogosławionym przez św. Jana Pawła II. Dlatego miejsce nie jest przypadkowe - mówi siostra dyrektor. To dwaj polscy święci. W tym roku splatają się setne urodziny św. Jana Pawła II i 100 urodziny dla nieba św. Zygmunta Gorazdowskiego. To nie przypadek, tym bardziej, że w zbiorach Muzeum znajduje się medal św. Zygmunta Gorazdowskiego – mówi dyrektor Ośrodka s. Ezechiela.

Zobacz zdjęcia: Testament miłości

Skoro jubileusz to podczas świętowania pojawił się tort, podziękowania i dyplomy dla osób zaprzyjaźnionych z ośrodkiem.

Do sióstr Józefitek szczególne podziękowania za niesienie miłości bliźnim, skierował Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki. List od Premiera przeczytała posłanka Lidia Burzyńska (PIS).

Na zakończenie spotkania wszyscy goście otrzymali perełki„Czyli duchowe myśli św. Zygmunta”.

CZYTAJ DALEJ
Projekt Niedzieli na Wielki Post
#ODKUPIENI

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję