Reklama

Smutne wieści z Nanga Parbat...

2018-01-28 09:22

wpolityce.pl

Svy123/pl.wikipedia.org

„Ekipa ratunkowa w składzie: Adam Bielecki, Denis Urubko, Jarosław Botor i Piotr Tomala sprowadziła z Nanga Parbat do obozu pierwszego na wysokości 4850 m francuską alpinistkę Elisabeth Revol” - poinformował PAP rzecznik narodowej wyprawy na K2 Michał Leksiński.

„Za godzinę, może dwie, powinny dolecieć tam dwa śmigłowce i zabrać całą piątkę” - dodał.

Wcześniej kierownik komitetu organizacyjnego wyprawy na K2 Janusz Majer przekazał, że „ze względu na pogarszające się warunki atmosferyczne, nie ma już żadnych szans na akcję ratunkową po Tomasza Mackiewicza, który znajduje się na Nanga Parbat na wysokości około 7200 m”.

Jak podkreślił, oficjalne ogłoszenie tej decyzji odkładano z godzinę na godzinę, gdyż ciągle była nadzieja, że nie sprawdzą się prognozy pogody.

Reklama

„Niestety, warunki się pogarszają, wiatr na górze się wzmaga, jego prędkość dochodzi do 80 km na godzinę. Prognozy nie są optymistyczne, zapowiadane są na wieczór opady, a nawet burza śnieżna. W tej sytuacji akcja ratunkowa po Tomasza nie możliwa” - zaznaczył Majer.

Ponadto z wiadomości jaka do niego dotarła, Elisabeth Revol opuszczając Mackiewicza stwierdziła, że „Tomek już nie kontaktował”.

Ekipa polskich himalaistów, uczestnicząca w wyprawie na K2, szczycie odległym od Nanga Parbat w linii prostej o prawie 200 km, dotarła w sobotę pod wieczór dwoma helikopterami blisko obozu pierwszego. Mimo zapadających ciemności, wspinaczkę rozpoczęli Bielecki i Urubko, którzy około drugiej w nocy miejscowego czasu spotkali schodzącą z góry Revol.

Mackiewicz po raz siódmy podjął próbę zdobycia zimą Nanga Parbat, a Revol po raz czwarty. Tym razem wyruszyli we dwójkę, działali w stylu alpejskim, sportowym, bez żadnego wsparcia ze strony tragarzy oraz nie mając tlenu w butlach.

20 stycznia rozpoczęli wspinaczkę na wierzchołek, ale ostatecznie zeszli do obozu drugiego. 22 stycznia z nadesłanego przez Francuzkę SMS wynikało, że są w obozie trzecim, planują wyjście wyżej i atak szczytowy 25 stycznia. Tego dnia byli na wysokości około 8000 m i - według niektórych źródeł - stanęli na wierzchołku. W południe chmury przesłoniły kopułę szczytową, a polsko-francuska para w odwrocie utknęła na wysokości ok. 7400 m.

Nanga Parbat (8126 m) jest jednym z najbardziej wymagających ośmiotysięczników. Należy do szczytów wyjątkowo trudno dostępnych i niebezpiecznych. Świadczy o tym chociażby liczba dotychczasowych zdobywców, nieznacznie przekraczająca 300 osób.

Pod względem wypadków śmiertelnych „Naga Góra” zajmuje niechlubne, drugie miejsce, za K2 (8611 m). Historia podboju to przede wszystkim zmagania niemieckich alpinistów. Próby zdobycia wierzchołka w latach 1895-1950 pochłonęły 31 ofiar, a od 1953 roku drugie tyle. W środowisku alpinistów Nanga Parbat nazywana jest „zabójczą górą”. Posiada największą wysokość względną na świecie - około 7000 m. Baza główna po stronie północnej znajduje się około 3600 m n.p.m i jest najniżej położoną ze wszystkich baz pod ośmiotysięcznikami.

Tagi:
Góry akcja Tomasz Mackiewicz

Reklama

Ks. Sławomir Zyga: chodzenie po górach to trochę życie w pigułce

2019-08-27 14:02

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

Pierwsze doświadczenia wspinaczkowe zdobywał we włoskich Dolomitach. Dziś ma na swoim koncie trzy europejskie czterotysięczniki w Alpach i wspinaczkę na Mont Blanc. Na co dzień jednak zamiast kombinezonu zakłada sutannę i pełni funkcję kanclerza kurii metropolitalnej w Szczecinie. "Chodzenie po górach to trochę życie w pigułce, bo można tam wszystko znaleźć" – mówi ks. dr Sławomir Zyga, który zaliczył m.in. Mönch (4107 m n.p.m.) i Breithorn (4164 m n.p.m.), wspinał się po Mont Blanc i zdobył Mont Blanc du Tacul na wysokości 4248 m n.p.m.

siamensis/fotolia.com

Ks. Sławomir Zyga: Góry trochę większe niż Tatry. Najwyższy szczyt Dolomitów to 3343 m n.p.m. słynna Marmolada z leżącym na niej cały rok lodowcem. Mont Blanc też ma pod 4800 m n.p.m. Nie wiem czy to jest takie hobby, czy raczej forma wypoczywania czynnego, która dojrzewała przez lata, jeszcze za czasów studiów w Rzymie. W lecie jeździłem pomagać w parafii w Dolomitach i zaczęło się od takich wycieczek po różnych szlakach. Włoskie Dolomity są powierzchniowo bardzo duże, jest bardzo wiele pięknych szlaków. Zaczęło się od prostego chodzenia, a potem miałem pewnego towarzysza, który choć był ode mnie starszy o 20 lat, to za młodu służył w Korpusie Alpejskim we Włoszech. Miał duże doświadczenie - był po kursie wspinaczkowym w ramach służby wojskowej i powoli wchodziło się z nim na coraz trudniejsze szlaki. Pierwsze tzw. ferraty, czyli coś w rodzaju naszych łańcuchów. Tylko zamiast łańcucha, jest stalowa lina, w którą można się wpiąć, mając odpowiednią uprząż. Jest o dużo bezpieczniejsze niż tatrzańskie łańcuchy, chociaż szlaki są często technicznie dużo trudniejsze niż na Orlej Perci. Potem kolejne stopnie trudności. Po powrocie do Polski, po studiach, zebrała się grupka kilku przyjaciół, którzy zaproponowali wspólne wędrówki po różnych włoskich ferratach.

youtube.com
Ks. Sławomir Zyga

KAI: Piłkarzy czy inni sportowcy czasem mają w kontraktach zapisany zakaz uprawiania niektórych dyscyplin, bo są zbyt ryzykowne. Jak jest w przypadku kapłanów? Czy jest potrzebna zgoda od biskupa danej diecezji, żeby uprawiać takie bądź co bądź ryzykowne sporty?

- Co to jest ryzykowny sport, jeśli mówimy o wspinaczce w Europie? Czasami widzi się ludzi, którzy idą na bardzo prostych szlakach, niemal na ścieżkach spacerowych i patrzy się na ich obuwie. Byle nierówność, noga skręcona w kostce i już jest problem... Jakikolwiek sport by się nie uprawiało, trzeba mieć rozsądek i pokorę. Nie dochodzić do czegoś za wszelką cenę. Wiele razy zmieniają się warunki atmosferyczne i trzeba umieć zrezygnować. Jeżeli ktoś nie umie zahamować, nie ma pokory, rozsądku, to zwykła jazda na rowerze będzie sportem ekstremalnym, grożącym konsekwencjami nawet do kalectwa włącznie (np. wypadek na ostatnim Tour de Pologne).

- Czy zmaganie się podczas wspinaczki można porównać do zmagania się z własną wiarą?

- Chodzenie po górach to jest hartowanie się, zmierzenie się z jakimś wysiłkiem czy wyzwaniem. I to jest tak, że jak ktoś lubi się po górach wspinać, może to być też jakąś formą rekolekcji. Tu potrzebna jest pokora, rozsądek, przewidywanie. Z drugiej strony pozwala to zauważyć stworzone przez Pana Boga piękno, które jest w przyrodzie. Człowiek zmaga się z własną słabością, bo są szlaki, które wymagają nie tylko umiejętności, ale siły i kondycji. Chodzenie po górach to trochę życie w pigułce, bo można tam wszystko znaleźć. I trudności fizyczne, i psychiczne. Jest pytanie czy podołam, umiejętność podejmowania decyzji, wyzwań, a jednocześnie zdroworozsądkowe patrzenie na rzeczywistość.

- Mówi ksiądz o zdrowym rozsądku. Wanda Rutkiewicz kiedyś powiedziała: "więcej niż wszystkich alpinistów świata, najbardziej podziwiam ich żony". W przypadku księży tego problemu nie ma, ale czy słyszał ksiądz od swoich przyjaciół: "Co robisz? daj spokój. Po co Ci to?"

- Raczej słyszałem: "Fajne, ja tego nie potrafię". Trochę na zasadzie, że też bym tak chciał, być i zobaczyć. Nasi rodzice czy rodzeństwo też mają takie obawy, ale dziś człowiek wyjeżdża w dłuższą podróż samochodem też nie jest bezpiecznie. Jest normalne zainteresowanie czy wrócił, czy przeszedł. Mówię o wspinaczkach europejskich, a nie o himalaizmie, gdzie człowiek przebywa długi czas w warunkach bardzo niskiego ciśnienia, które wymagają od samego organizmu czasem tygodnia aklimatyzacji.

- Powiedział ksiądz o Himalajach, więc zacytuje Simone Moro, który w 2009 roku stanął zimą na szczycie Makalu - ośmiotysięcznik, piąty co do wysokości szczyt świata, położony właśnie w Himalajach Wysokich: "Alpinizm jest niemalże perfekcyjną ekspresją wolności. To nie tylko sport, ale również forma ucieczki, odkrywania samego siebie, eksploracji, przygody i kontemplacji". To jak z tym wspinaniem jest? Czy to życie w pigułce, czy czasem ucieczka od tego codziennego życia i poszukiwanie prawdziwej wolności?

- Na pewno jak się stoi na szczycie, chociażby dolomickiej Marmolady, która jest największym szczytem tego masywu, staje się na lodowej czapie i wokół nie ma żadnego większego szczytu, to robi to rzeczywiście wrażenie. Ale to chyba uprawiając jakikolwiek sport, kiedy zrobi się coś lepiej, szybciej, osiągnie lepszy rezultat, to jest też i satysfakcja. Mówiąc o rekolekcjach, dla mnie pozwala to zupełnie odłączyć się od rzeczywistości i spraw, którymi zajmuję się na co dzień. Myśli się o skale, gdzie położyć rękę, jak znaleźć kolejny chwyt. Jak zmagać się z tą skałą. I człowiek bazuje na własnych umiejętnościach i sile. Oczywiście idziemy w kilka osób, żeby była wzajemna pomoc. Oddziela się jednak od tego, czym jesteśmy na co dzień pochłonięci. Tu każdy ma kontakt z surową i piękną naturą.

- Czy ta pasja pomaga, do czego wzywał Franciszek, "wstawać z kanapy"?

- Niewątpliwie tak. To jest coś, co pomaga podejmować wyzwania, które przynosi codzienność i być ciągle aktywnym, podnosząc sobie poprzeczkę.

- Jak wspinaczka wpływa na przeżywanie wiary?

- Jezus w Ewangelii poucza, że całe Prawo i Prorocy opierają się na przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Dla mnie osobiście weryfikacja tej prawdy, jakby w pigułce, następuje w wysokogórskiej wspinaczce. To tutaj, w walce z własną niewystarczalnością sił, niejednokrotnie zmuszony do zmiany planów lub wręcz do rezygnacji ze zdobycia zaplanowanej ściany np. ze względu na warunki atmosferyczne, widzi się ograniczoność i małość człowieka (nawet technologicznie uzbrojonego w „cudowną” odzież i sprzęt z „kosmicznych” technologii) wobec potęgi dzieła stworzenia. „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” nabiera tutaj szczególnego kształtu, aby nie stawiać siebie – człowieka - w miejsce Boga, lecz stawać w pokorze przed Nim i w zachwycie nad dziełem stworzenia, „bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę” (Mdr 13,5). Pokora w tym przypadku to życie i zdrowie; pycha wręcz przeciwnie.

- Trasy wspinaczkowe realizuje się w zespole, a więc przynajmniej we dwójkę. Zaufanie, oddanie, zespołowość, poświęcenie, pomoc, asekuracja... i tak można wymieniać cechy i sytuacje, które sprawiają, że „miłuj bliźniego swego jak siebie samego” jest czymś tak naturalnym a zarazem koniecznym, jak oddychanie. Mogę powiedzieć – już jako człowiek po pięćdziesiątce – że taka wysokogórska aktywność jest ciągle możliwa nie tylko dlatego, że jest jako takie zdrowie – za które Bogu dziękuję – ale dlatego jeszcze chce się gdzieś iść, bo jest ktoś (są przyjaciele), kto w tym wspiera, i dla którego (dla których) jest się również wsparciem.

- To chyba taka specyfika księży i duszpasterzy akademickich, że zabierają młodzież w góry. U księdza nie skończyło się na przechadzkach po górach, ale czymś bardziej ekstremalnym. To również sposób, żeby tam pokonywać swoje słabości.

- To niewątpliwie szkoła pokonywania trudności i hartowania się. Góry kształtują dobre cechy charakteru. Pamiętam, gdy jako student Politechniki Szczecińskiej niemal biegałem po tych szczytach. Dziś, jak patrzę na to bieganie, to widzę, że trzeba się bronić przed zaliczaniem tras i szczytów. Bo potem nic się z tego nie ma i nic nie pamięta. Można z uśmiechem powiedzieć, że najfajniej wspina się po górach po czterdziestce, bo już nie ma ochoty na bieganie i zaliczanie szczytów, ale na smakowanie tego wysiłku i zmaganie. Czasami jak się uda podejść do takiego świstaka na odległość dwóch metrów i popatrzeć mu prosto w oczy, to jest satysfakcja, że natura nie uznaje ciebie jako intruza czy zagrożenie, ale przyjmuje jako harmonijny element.

- Chciałby ksiądz zdobyć jakiś ośmiotysięcznik?

- Na razie nie mam na to apetytu, ale przypominam sobie, jak przed 10 laty pokazywano mi jedną ferratę w Dolomitach (ferrata Cesare Piazzetta), to myślałem, że nigdy tego nie zrobię, a potem tam byłem. Choć trzeba wiedzieć, kiedy się zatrzymać. Chyba już nie będzie czasu.

- Dziękuje za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Synod dla Amazonii - pierwszy tydzień obrad

2019-10-13 18:57

pb, st, azr (KAI/vaticannews.va) / Watykan

Pierwszy tydzień obrad Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów dla Amazonii poświęcony był głównie przemówieniom uczestników obrad, którzy odnosili się do wybranych treści dokumentu roboczego („Instrumentum laboris”).

youtube.com

Relacja kard. Hummesa

Obrady rozpoczęło wprowadzające wystąpienie relatora generalnego zgromadzenia kard. Cláudio Hummesa. Zwrócił on uwagę na brak kapłanów w Amazonii, „czego konsekwencją jest brak Eucharystii, choćby niedzielnej, a także brak dostępu do innych sakramentów”. „Opieka duszpasterska - mówił - składa się ze sporadycznych wizyt, zamiast odpowiedniej codziennej troski”. Tymczasem „udział w sprawowaniu Eucharystii, przynajmniej w niedzielę, jest konieczny do pełnego i stałego rozwoju wspólnot chrześcijan i do prawdziwego doświadczania Słowa Bożego w życiu ludzi”. Dlatego „na etapie lokalnych konsultacji miejscowe wspólnoty, misjonarze i rdzenni mieszkańcy, postawieni wobec pilnych potrzeb, których doświadczają członkowie większości wspólnot katolickich w Amazonii, poprosili o otwarcie drogi do święcenia żonatych mężczyzn pozostających w swoich wspólnotach, potwierdzając zarazem wielkie znaczenie daru celibatu w Kościele”.

Brazylijski hierarcha dodał, że refleksja powinna dotyczyć też uznania i umocnienia posługi kobiet, które przewodzą wielu wspólnotom katolików w Amazonii. Zachęcił przy tym uczestników Synodu, by nie ulegali tradycjonalizmowi. Zwrócił uwagę, że „tradycjonalizm, który pozostaje związany z przeszłością, to jedno, ale prawdziwa tradycja, która jest żywą historią Kościoła, to coś innego”. Nawiązując do słów papieża Franciszka, przypomniał też, że Bóg jest dawcą nowości i każdorazowo oczekuje od wiernych pełnego zaufania.

Relator generalny przypomniał o potrzebie obrony rdzennych plemion regionu Amazonii, które powinny być traktowane podmiotowo na swoich terenach. Przynaglał też do zajęcia się wyzwaniami ekologicznymi, przypominając, że „troska o wspólny dom” jest częścią misji Kościoła. Wymienił też konkretne wyzwania, z jakimi mierzą się mieszkańcy Amazonii, a którym będą musieli stawić czoła także uczestnicy Synodu w czasie swych obrad. Są to m.in. problem prywatyzacji dóbr naturalnych, takich jak woda, agresywne połowy i polowania, zanieczyszczenia spowodowane przemysłem, będące źródłem chorób, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, handel narkotykami, rosnące patologie w społeczeństwie.

Katolicy pierwszej i drugiej klasy

Kluczowe pytanie, na jakie synod stara się odpowiedzieć brzmi: jak dotrzeć z Jezusem w Eucharystii do tych wspólnot, w których nie ma kapłana? Na przykład w jednym z regionów Amazonii, na terenie odpowiadającym wielkością Włochom, pracuje zaledwie 62 kapłanów. Uczestnicy obrad synodalnych przestrzegli przed podziałem amazońskich wiernych na „katolików pierwszej i drugiej klasy - tych, którzy mogą uczestniczyć w Eucharystii i przyjąć Komunię św. i tych, którzy nie mogą” tego uczynić w każdą niedzielę. Zadali więc pytanie, „jak sprowadzić Jezusa w Eucharystii”, aby nie było katolików „drugiej klasy”, dodając, że pochodzi ono od samych wspólnot pozbawionych Mszy św. i kierownictwa duchowego. Nacisk położyli jednak nie na święcenie żonatych mężczyzn, ale na konieczność ożywienia ewangelizacji i duszpasterstwa powołaniowego.

Ojcowie synodalni wskazali, że celibat jest wielkim darem dla Kościoła, prosząc zarazem o podjęcie refleksji nad możliwością udzielania święceń kapłańskich zaangażowanym we wspólnoty żonatym mężczyznom (tzw. viri probati), ustalając czas trwania i obszar działania ich posługi. Pojawiła się propozycja tworzenia wędrownych grup ewangelizacyjnych, działających na jakimś określonym terenie, w skład których wchodziłby zawsze kapłan lub stały diakon. Ojcowie synodalni wysunęli też propozycję możliwości udzielania diakonatu kobietom, by w ten sposób docenić ich powołanie i rolę w Kościele.

Obrona praw ludności

Mówiono ponadto o konieczności aktywnego włączania się Kościoła w obronę praw ludności tubylczej i o ofierze krwi złożonej w Amazonii zarówno przez misjonarzy, jak i osoby walczące o ochronę swojego terytorium. Przypomniano, że w latach 2003-2017 aż 1 tys. 119 osób zostało zabitych w tym regionie w obronie swej ziemi. Ojcowie synodalni podkreślili, że obowiązkiem Kościoła jest stawanie się głosem prześladowanych i wykorzystywanych ludów Amazonii, a także wspieranie ich w wypracowywaniu praw broniących wspólnego domu i walce z wyzyskiem wielkich koncernów oraz niesprawiedliwością, których padają ofiarą.

W wielu wystąpieniach wybrzmiały też działania zagrażające przetrwaniu plemion tubylczych w Amazonii. Mówiono m.in. konieczności większej ochrony zbiorników wodnych przed zanieczyszczeniami powodowanymi przez międzynarodowe koncerny oraz o powszechnym łamaniu praw mieszkańców Amazonii. W perspektywie zachodzących na świecie zmian klimatycznych przedstawiono postulat rezygnacji z paliw kopalnych szczególnie przez kraje najbardziej rozwinięte, które w największej mierze odpowiadają za zanieczyszczenie klimatu.

Wskazywano na niszczące skutki przemysłu wydobywczego, proponując np. większą kontrolę nad działającymi w Amazonii przedsiębiorstwami w państwach, w których są one zarejestrowane. Mowa była o tym, że niszczenie środowiska naturalnego jest sprzeczne z wiarą chrześcijańską i że za jego ochronę odpowiedzialne są wszystkie kraje, zwłaszcza najbardziej uprzemysłowione. Wskazywano na potrzebę wypracowania nowego modelu rozwoju i postępu.

Wielu ojców postulowało konieczność głębokiego nawrócenia ekologicznego i przemiany stylów życia oraz przypominania o istnieniu grzechów ekologicznych. Proponowano, aby w katechezie przygotowującej do sakramentu pojednania mówić o tych wykroczeniach przeciw Bogu i bliźniemu. Wskazano na potrzebę teologii ekologicznej oraz duszpasterstwa ekologicznego, a także przypominania o bałwochwalstwach z czasów obecnych i minionych oraz zagrożeniach związanych z dzikim kapitalizmem.

Wskazano, że konieczne jest promowanie stylu życia nie jako absolutnych panów stworzenia, lecz jako gości na ziemi. Podkreślono, że ekologia nie jest zaprzeczeniem rozwoju, natomiast chodzi w niej o zrównoważony rozwój, w którym istotną rolę może odgrywać także technologia.

Inkulturacja

W synodalnej auli mówiono także o konieczności przekroczenia mentalności kolonizacyjnej, która w ubiegłych wiekach charakteryzowała misyjne działania w Amazonii. Wskazano na konieczność zachowania tożsamości kulturowej wszystkich zamieszkujących tam ludów. Zauważano, że każda kultura wnosi swój wkład w katolickość Kościoła. Posługując się terminologią ekologiczną podkreślono, że w ten sposób Kościół staje się „wspaniałym bioróżnorodnym ekosystemem duchowym”, wyrażającym się w różnych wspólnotach, kulturach, tradycjach, formach życia konsekrowanego i posługach.

Ojcowie synodalni przypomnieli, że należy podjąć bardziej pogłębioną refleksję nad tubylczymi tradycjami. Podkreślili, że Kościół uznaje to wszystko, co nie jest związane z przesądami, i może być zharmonizowane z duchem liturgii. W tym kontekście postulowali zaczerpnięcie z doświadczenia wielu wspólnot, które posiadają inkulturowane celebracje niektórych sakramentów, jak np. chrztu, małżeństwa, czy kapłaństwa i rozciągnięcie ich (ad experimentum i zgodnie z rozeznaniem teologicznym, liturgicznym i duszpasterskim) w formie katolickiego rytu amazońskiego, by móc przeżywać i celebrować wiarę w Jezusa.

Mówiąc o potrzebie ewangelizacji Amazonii, zwrócono uwagę na konieczność inkulturacji. Wskazano tu przykład Jezusa. Jego wcielenie jest bowiem najwyższym znakiem inkulturacji, ponieważ Słowo Boże przyjęło ludzką naturę, by uczynić przez to widzialną swą miłość do człowieka. Ojcowie synodalni podkreślili, że na tym właśnie polega zadanie Kościoła, który wezwany jest do wcielania się w życie konkretnych ludzi, tak jak robią to misjonarze w Amazonii.

Tryb prac

10 października rozpoczęły się spotkania w małych grupach, które od tej pory odbywają się na zmianę z seriami przemówień. Jedna wspólna relacja z prac grup przewidziana jest na 17 października. Zostanie ona opublikowana. Natomiast cały ostatni tydzień obrad będzie poświęcony dyskusji nad dokumentem końcowym i jego przyjęciem, które przewidziano na 26 października.

Rozpoczęte 6 października zgromadzenie synodalne nt. „Amazonia: nowe drogi dla Kościoła i ekologii integralnej” zakończy się 27 października. Bierze w nim udział 185 ojców synodalnych, w tym trzech Polaków: biskup pomocniczy archidiecezji Santa Cruz de la Sierra w Boliwii Stanisław Dowlaszewicz oraz dwaj hierarchowie posługujący w Brazylii: Romuald Kujawski, ordynariusz diecezji Porto Nacional i Marian Piątek, ordynariusz diecezji Coari.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: kard. Zenon Grocholewski doktorem honoris causa UPJPII

2019-10-14 17:28

md / Kraków (KAI)

Kard. Zenon Grocholewski odbierze w środę tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Uroczystość odbędzie się w ramach obchodów 10. rocznicy nadania Papieskiej Akademii Teologicznej rangi uniwersytetu.

Katarzyna Katarzyńska | Archidiecezja Krakowska

Tegoroczna, jubileuszowa inauguracja roku akademickiego 2019/2020 rozpocznie się w środę 16 października o godz. 10.00 Eucharystią w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie. Będzie jej przewodniczył oraz homilię wygłosi kard. Zenon Grocholewski.

Po Mszy św. w sali konferencyjnej Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się” nastąpi uroczyste wręczenie dyplomu doktora honoris causa kard. Zenonowi Grocholewskiemu, emerytowanemu prefektowi Kongregacji Edukacji Katolickiej. Odbędzie się także immatrykulacja studentów I roku, a pracownicy UPJPII zostaną uhonorowani odznaczeniami i medalami.

Wieczorem tego samego dnia, o godz. 18.30 w katedrze wawelskiej odbędzie się Koncert Jubileuszowy „Nadzieja zawieść nie może”. W programie prapremiera utworów napisanych specjalnie na tę okazję – Missa Spei Sebastiana Szymańskiego oraz Ecce Sacerdos Magnus Dawida Kusza OP w wykonaniu Chóru Psalmodia i Orkiestry Passionart.

Korzenie UPJPII sięgają utworzonego w 1397 roku przez papieża Bonifacego IX, dzięki staraniom św. Królowej Jadwigi, Wydziału Teologicznego w Akademii Krakowskiej. Wydział ten był przedmiotem szczególnej troski arcybiskupa Karola Wojtyły, a od 16 października 1978 roku papieża Jana Pawła II. W motu proprio „Beata Hedvigis” z 8 grudnia 1981 roku polski papież ustanowił Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie.

- Święty papież czuwał nad dalszym rozwojem uczelni z Watykanu, a od 2 kwietnia 2005 roku z Domu Ojca – podkreśla rektor uczelni ks. prof. Wojciech Zyzak, przypominając, że na pierwszym posiedzeniu po pogrzebie Jana Pawła II Senat PAT podjął uchwałę o rozpoczęciu starań o przekształcenie Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie w Uniwersytet Papieski Jana Pawła II.

Starania te popierali wielcy kanclerze PAT: kard. Franciszek Macharski i kard. Stanisław Dziwisz, który zwrócił się do Kongregacji Edukacji Katolickiej 15 października 2005 roku z prośbą o utworzenie Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie. Wydarzenie to poprzedziło wydanie 11 stycznia 2009 roku dekretu erygującego Wydział Nauk Społecznych.

Wcześniej sprawę przekształcenia akademii w uniwersytet poparła Konferencja Episkopatu Polski na 345 Zebraniu Plenarnym w Białymstoku w dniach 26–28 września 2008 roku. Doprowadziło to do ostatecznej decyzji Kongregacji Edukacji Katolickiej, kierowanej przez kard. Zenona Grocholewskiego, która 19 czerwca 2009 roku wydała dekret erygujący Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie. Stwierdza on, że papież Benedykt XVI „dla uczczenia pamięci swojego znakomitego Poprzednika Sługi Bożego Jana Pawła II postanowił Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie podnieść do godności Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II”.

Z okazji rozpoczęcia pierwszego roku działania Uniwersytetu Ojciec Święty Benedykt XVI napisał list: „Wyrażam radość, że właśnie dzisiaj, 16 października, wypełnia się pragnienie moje i mojego poprzednika Sługi Bożego Jana Pawła II: ma miejsce pierwsza, uroczysta inauguracja roku akademickiego na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II”.

W tym samym dniu, w przemówieniu inauguracyjnym pierwszy rektor UPJPII, nieżyjący już ks. prof. Jan Maciej Dyduch stwierdził: „Nasz Uniwersytet Papieski można porównać do płynącej łodzi. Łódź płynie wówczas bezpiecznie, jeśli wszyscy na niej obecni współdziałają we wspólnym rejsie. Jeśli darzą się życzliwością, wzajemnie sobie pomagają i są solidarni. Na łodzi, której na imię Uniwersytet Papieski, płynie cała wspólnota akademicka, pracownicy i studenci, a poniekąd także absolwenci i emeryci. Wszyscy jesteśmy za tę naszą łódź odpowiedzialni”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem