Reklama

Święto Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana

2012-11-26 14:44

aw / Warszawa/KAI

Święto Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana obchodzone jest w Polsce od 2013 r. Ma ono przyczynić do świętości życia duchowieństwa oraz być inspiracją do modlitwy o nowe, święte i liczne powołania kapłańskie.

Papież Benedykt XVI zaproponował, żeby do kalendarza liturgicznego wprowadzić nowe święto ku czci Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana. Jest to odpowiedź Ojca Świętego na postulaty zgłaszane przez różne episkopaty, ale przede wszystkim środowiska zakonne dla upamiętnienia Roku Kapłańskiego, który był obchodzony od 19 czerwca 2009 do 11 czerwca 2010 r. Jest to odpowiedź papieża na potrzebę obchodzenia takiego święta. (Do tej pory w Mszale Rzymskim jest tylko Msza wotywna, którą często kapłani sprawują z okazji pierwszego czwartku miesiąca, gdy w sposób szczególny modlimy się o powołania kapłańskie i dziękujemy Chrystusowi za ustanowienie sakramentu Eucharystii i kapłaństwa).

Benedykt XVI wyznaczył dzień na takie święto - czwartek po niedzieli Zesłania Ducha Świętego, czyli tydzień przed uroczystością najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, zwaną Bożym Ciałem. Nowością jest propozycja Ojca Świętego, żeby święto to było fakultatywne, dowolne, i by episkopaty same decydowały, czy takie święto jest w danym kraju potrzebne, czy też nie widzą potrzeby wprowadzenia go do kalendarza i chcą pozostać przy dotychczasowej ilości dni chrystologicznych. Warto przypomnieć, że określenia "święto", świadczy o randze dnia liturgicznego. W kalendarzu liturgicznym najwyższe rangą są uroczystości, zaś dzień, określony jako święto jest niższy rangą i wierni nie są zobowiązani do udziału we Mszy św. Nie byłby to więc dzień wolny i biskupi nie będą się domagać kolejnego dnia wolnego od pracy.

Reklama

To nowe święto wpisuje się w cykl uroczystości i świąt, szczególnych dni, obchodzonych po zakończeniu cyklu paschalnego. Radość wielkanocna ze Zmartwychwstania Chrystusa i Jego zwycięstwa trwa pięćdziesiąt dni, kończy go uroczysty 50. dzień - Zesłanie Ducha Świętego - który pieczętuje świąteczny okres obchodów liturgicznych. I dopiero po zakończeniu tego okresu w określone dni, mające rangę uroczystości czy święta, powraca się do pewnych tajemnic wiary, które zaistniały w Wydarzeniu Wielkanocnym. Wówczas nie było możliwości świętowania konkretnej tajemnicy, konkretnego aspektu wiary, ponieważ Triduum Paschalne i Wielkanoc zawiera jak w pigułce całą naszą wiarę, to, co jest najważniejsze, więc godzina po godzinie objawiają się kolejne tajemnice, które rozważamy i przeżywamy.

W Wieczerniku w Wielki Czwartek wieczorem świętujemy ustanowienie sakramentu Eucharystii, ale zaraz się zaczyna świętowanie Męki Pańskiej, bo przecież Msza Wielkiego Czwartku zaczyna Triduum Męki Chrystusa. Nie ma czasu na uroczyste obchody ku czci Eucharystii. Dlatego została ustanowiona specjalna uroczystość - Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, by ten sakrament uczcić. W Wielki Piątek Jezus kona na krzyżu, następuje moment przebicia Jego Serca. Nie ma w liturgii wielkopiątkowej miejsca na rozbudowanie wątku uczczenia miłości Boga, objawionej w przebitym Sercu Jezusa - stąd oddzielna uroczystość - Najświętszego Serca Pana Jezusa - także po zakończeniu cyklu uroczystości paschalnych.

I ta propozycja - święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana - wpisuje się w ten ciąg. Jezus w Wieczerniku ustanawia sakrament kapłaństwa. Sam objawia się poprzez całe Misterium Paschalne i to, czego dokonuje - że On jest najwyższym Kapłanem, On składa ofiarę, tak naprawdę jedyną skuteczną - za grzechy świata. W Wielki Czwartek, podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej, gdy wspólnota wiernych zgromadzi się w danej parafii, nie bardzo jest miejsce dla uczczenia kapłaństwa Chrystusa, w które wpisane jest kapłaństwo ludzi, przyjmujących sakrament święceń, by przez nich Pan Jezus Swoje kapłaństwo wykonywał. Stąd potrzeba pogłębienia tej tajemnicy i wprowadzenia odrębnego święta.

Wielkanoc przynosi tyle tematów, że one się nie "mieszczą" w tych dniach. Wszystkie te tematy są świętowane, ale szybko następują kolejne tajemnice. Gdyby chciało się później adorować jeden aspekt - uczcić go, dziękować Bogu - zachodzi potrzeba ustanowienia oddzielnego święta w ciągu roku.

Tagi:
święto

Taki zwykły, że aż święty

2019-10-01 13:55

Jarosław Kumor
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 18-19

Z zewnątrz nikt szczególny. Krótkie włosy, niezbyt charakterystyczna twarz, małomówny, nieśmiały. W środku duchowy tytan z przepastną wiedzą teologiczną i niewzruszonym panowaniem nad sobą. Oto on – Wenanty, franciszkanin z Galicji

www.wenanty.pl
O. Wenanty Katarzyniec, w tle kościół w Czyszkach, miejsce pracy o. Wenantego

Moja historia ze sługą Bożym o. Wenantym Katarzyńcem, zmarłym niemal sto lat temu franciszkaninem, urodzonym w małej wiosce niedaleko Lwowa, zaczęła się od lektury biografii św. Maksymiliana.

Promotor Maksymilian

Parokrotnie natrafiłem tam na wypowiedzi założyciela Niepokalanowa o tym skromnym, prostym człowieku, o przyjaźni, która ich łączyła. Ilekroć pojawiał się wątek o. Wenantego, doświadczałem swego rodzaju wewnętrznego pokoju, jakiejś sympatii, która mimochodem przychodziła, a odnosiła się przecież do człowieka, którego znałem z kart jednej tylko książki, gdzie w dodatku był on dość sporadycznie wspominany.

Kiedy gruchnęła wieść o tym, że red. Tomasz Terlikowski bierze się po o. Maksymilianie za biografię właśnie tego sługi Bożego pochowanego w urokliwej Kalwarii Pacławskiej na Podkarpaciu, gdzie ów franciszkanin spędził ostatnie lata życia, czekałem z niecierpliwością. W międzyczasie przyswajałem różne informacje na jego temat dostępne w internecie (głównie na prowadzonej przez o. Edwarda Staniukiewicza OFMConv z Kalwarii Pacławskiej stronie: wenanty.pl).

Odwiedziny

Nim w moje ręce trafiła biografia o. Katarzyńca, wraz z braćmi z redakcji Drogi Odważnych wybraliśmy się do miejsca jego pochówku. Był to czas wielu rozmów, m.in. ze wspomnianym o. Staniukiewiczem, który podarował mi książkę o o. Wenantym swojego autorstwa. Był to też czas rozmowy z samym o. Wenantym. Nie wiem, ile czasu spędziłem przed jego grobem, ale minuty płynęły mi wtedy zupełnie inaczej, rzadko kiedy tak odpoczywałem.

Ten sługa Boży ugruntował po tym wyjeździe swoją pozycję cichego patrona Drogi Odważnych, kogoś stojącego za plecami naszego głównego orędownika w niebie – św. Maksymiliana. Tak było za życia obu zakonników, tak jest i teraz – jeden w cieniu, drugi na pierwszej linii.

Oczywiście, obie książki pochłonąłem jednym tchem. Jednocześnie stałym elementem mojego dnia stała się modlitwa o beatyfikację o. Wenantego spisana przez samego św. Maksymiliana i przez niego kolportowana na obrazkach z wizerunkiem o. Katarzyńca, które wydrukował po jego śmierci. Dość szybko się zorientowałem, że umiem tę modlitwę na pamięć. To pomaga, bo mogę odmówić ją dosłownie gdziekolwiek, i sprawia, że ten zwyczajny, skromny, prosty zakonnik towarzyszy mi po cichu każdego dnia.

Generalnie: nuda

Te dwa słowa usłyszałem od jednego z moich przyjaciół po tym, jak przeczytał biografię o. Wenantego, bezpośrednio po lekturze książki o św. Maksymilianie. Rzeczywiście, porównanie obu życiorysów pod kątem podejmowanej aktywności, pewnego rozmachu działań daje takie wrażenie. Ojciec Wenanty nie był na studiach w Rzymie, nie założył żadnej wspólnoty, nie jeździł na misje, nie był zagorzałym apologetą ani ewangelizatorem, ale z jakiegoś powodu o. Maksymilian był po jego śmierci przekonany o jego świętości i obrał go za patrona startującego wówczas czasopisma „Rycerz Niepokalanej”. Można powiedzieć, że nie miał wyjścia.

Kiedy o. Maksymilian poszukiwał autorów do „Rycerza”, bardzo zależało mu na obecności w tym gronie o. Wenantego. Ten był już bardzo chory i nie chciał się podjąć tego zobowiązania, ale zapewnił swojego przyjaciela, że po śmierci bardziej wydatnie będzie w stanie wesprzeć to dzieło. Tak się rzeczywiście stało. Pierwszy numer „Rycerza” ukazał się 9 miesięcy po śmierci o. Wenantego, a szef redakcji nie miał wątpliwości, za czyją przyczyną znalazły się pieniądze na jego wydanie. I, oczywiście, nie była to jedyna taka sytuacja.

To był początek, dzięki któremu o. Wenanty nosi dziś przydomek „brat bankomat”, bo jak potwierdzają franciszkanie z Kalwarii Pacławskiej, jest on bardzo skutecznym orędownikiem w sprawach finansowych i biznesowych. Ciekawy paradoks: „nudne” życie na ziemi i brak jakichś znaczących epizodów związanych z pieniędzmi skutkuje obfitością środków finansowych wyproszonych za jego wstawiennictwem. Być może Bóg chce przez to pokazać, że pieniądze powinny iść w naszym życiu w parze ze skromnością, pokorą i konsekwencją w realizowaniu codziennych obowiązków.

Pan siebie samego

Bardzo łatwo byłoby spłycić opowieść o o. Wenantym do określenia „brat bankomat”, tak jak często ograniczamy naszą wiedzę o św. Maksymilianie do jego męczeńskiej śmierci. Tymczasem za świętością jednego i drugiego nie stoją li tylko męczeństwo czy świadectwa finansowego błogosławieństwa, ale to zwykła codzienność, która w swojej systematyczności życia duchowego i głębi relacji z Bogiem była prostą drogą do nieba.

Zawsze na wyobraźnię działa mi jeden cytat ze wspomnień św. Maksymiliana o o. Katarzyńcu, odnoszący się do ich pierwszego spotkania, gdy nie byli jeszcze kapłanami: „Spokój upiększający obcowanie z nim wskazywał, że jest on panem samego siebie”. Te słowa opisują 20-letniego ledwie człowieka, który dopiero ma zacząć pogłębiać swoją duchowość w murach lwowskiego seminarium Franciszkanów. Dziś możemy zupełnie nie zdawać sobie sprawy, o co chodziło św. Maksymilianowi, bo komputery i telefony bardzo skutecznie odbierają nam kontakt z samymi sobą, w zamian dając kontakt z całym światem. Ojcu Wenantemu ten konktakt nie był do niczego potrzebny, siebie bowiem znał doskonale.

Z jego biografii łatwo jest wyciągnąć wyobrażenie człowieka głęboko skupionego i uporządkowanego wewnętrznie, kogoś, kto doskonale zna swoje wnętrze i wie, co się w nim dzieje w danym momencie. Po lekturze jego życiorysów mam nieodparte wrażenie, że właśnie to jest pewnym zwornikiem jego świętej codzienności i wykonywania zwykłych czynności w niezwykły sposób.

Wikariusz, spowiednik, nauczyciel

Tylko jeden rok przetrwał jako wikariusz na parafii. Wyjeżdżać musiał pod osłoną nocy, by ludzie nie widzieli, że go „tracą”. Jako spowiednik i kaznodzieja był dla nich skarbem, ale Bóg widział go już po tak krótkim czasie kapłaństwa jako magistra franciszkańskiego nowicjatu we Lwowie.

Szczególnie na tym etapie jego życia objawił się pewien piękny charyzmat, którym był obdarzony, a który sprawił, że o. Wenanty stał mi się jeszcze bardziej bliski. Otóż od czasu do czasu mam w mojej wspólnocie za zadanie powiedzieć coś mądrego do braci w ramach konferencji czy filmów formacyjnych. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, kogo powinienem prosić o patronowanie tej nauczycielskiej posłudze. Ojciec Katarzyniec, jak zaświadczają jego słuchacze zarówno z wiejskiej parafii, jak i z seminarium, miał dar przekazywania zawiłych prawd teologicznych w prosty i przystępny sposób, nie tracił przy tym głębi poruszanego tematu. Jest to coś, czego mi brakuje i w czym chciałbym o. Wenantego naśladować.

Patron dla młodych

Ojciec Wenanty odszedł w wieku 32 lat. W zasadzie całe jego życie to była młodość. Jaka ona była? Co było dla niej charakterystyczne? Do głowy przychodzi mi jedno słowo: pasja. Oczywiście, miał etapy pewnych kryzysów, gdy sam w wieku 15-16 lat z trudem się utrzymywał w wielkim mieście – we Lwowie. Miał jeden taki rok szkolny, gdy jego oceny mocno powędrowały w dół. Mógł poczuć odrzucenie, gdy w pierwszym podejściu nie przyjęto go do zakonu, ale kazano mu skończyć szkołę (na co nie miał grosza przy duszy i nie miał już serca prosić rodziców) i w dodatku polecono, by nauczył się najpierw łaciny. I to jest sytuacja, w której objawiło się, według mnie, najmocniej jego młodzieńcze serce, pełne pasji i samozaparcia. Co zrobił? Zagryzł zęby, uznał, że widocznie taka jest wola Boża, i wziął się do ciężkiej pracy.

Ile trzeba mieć w sobie pasji, by jako 18-latek zarobić dla siebie na cały rok kształcenia się i przez ten sam rok zacząć biegle władać łaciną? Tak bardzo Bóg był jego pasją. Tak bardzo jego pasją były Kościół i zakon franciszkański. Był człowiekiem orkiestrą – wychowywał, wykładał, kierował duchowo, spowiadał, dokształcał w razie braków szkolnej wiedzy i wszystko to robił na najwyższym poziomie i bez rozgłosu, zwyczajnie. Oto zwykły, święty zakonnik – o. Wenanty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tajemnice chwalebne

Ks. Robert Strus
Edycja zamojsko-lubaczowska 43/2003

Bożena Sztajner/Niedziela

1. Tajemnica Zmartwychwstania Chrystusa

„Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy [tak] płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?». Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono». Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa…” (J 20, 11-14).
Chrystus zmartwychwstał i przez swoje zmartwychwstanie zwyciężył grzech, śmierć, smutek, rozpacz; przywrócił światu radość i nadzieję. Czy my, jako chrześcijanie, jesteśmy ludźmi nadziei i radości paschalnej? Czy nie za bardzo koncentrujemy się na tym, co jest negatywne, złe, co jest „grobem”?. Abyśmy mogli kosztować owoców zmartwychwstania, musimy jak Maria Magdalena odwrócić się od grobu i zobaczyć Zmartwychwstałego.

2. Tajemnica Wniebowstąpienia Pańskiego

„Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (J 14, 1-3).
Pan Jezus wstąpił do nieba, gdzie dla każdego z nas przygotował miejsce, wieczne mieszkanie w domu Ojca. Słowo „dom” wyraża to, co jest najpiękniejsze w naszym życiu; dom to miłości, pokój, poczucie bezpieczeństwa; do domu się powraca, za domem się tęskni. Dlatego nasze życie to tak naprawdę wędrówka do domu Ojca w niebie.

3. Tajemnica Zesłania Ducha Świętego

„Teraz idę do Tego, który Mnie posłał, a nikt z was nie pyta Mnie: «Dokąd idziesz?» Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce. Jednakże mówię wam prawdę; pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was” (J 16, 5-7).
Chrystus po swoim wniebowstąpieniu posłał wierzącym w Niego Ducha Świętego. Dzięki Duchowi Świętemu nasz Zbawiciel jest obecny i działa w Kościele. Duch Święty daje nam to, czego świat dać nam nie może. Jeżeli otworzymy się na Jego działanie, doświadczymy w naszym życiu: miłości, radości, pokoju, cierpliwości… - owoców działania Pocieszyciela.

4. Tajemnica Wniebowzięcia Matki Bożej

„Wtedy Maryja rzekła: «Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo ujrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny»” (Łk 1, 46-55).
Maryja doświadczyła wiele „wielkich rzeczy” od Wszechmocnego. Jedną z nich jest to, że została z duszą i ciałem wzięta do nieba. Jako pierwsza z ludzi cieszy się tym, co jest przygotowane dla każdego z nas. Pamiętajmy jednak, jaka była droga Maryi do wniebowzięcia. Była to droga wiary, służby, miłości i ofiary. My też mamy podążać tą drogą, jeżeli chcemy jak Maryja znaleźć się w niebie.

5. Tajemnica Ukoronowania Matki Bożej w niebie

„Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno (…). I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. (…) Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę Moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata” (J 17, 20-24).
Tajemnica ukoronowania Maryi to symbol chwały, jakiej doświadcza Maryja w niebie. Korona symbolizuje władzę, panowanie, ale też bogactwo, szczęście, radość. Fakt ukoronowania Matki Bożej na królową wyraża również prawdę, jak wielkiego szczęścia doświadcza Maryja w niebie. Tego szczęścia my też doświadczymy, jeżeli poprzez wiarę i miłość zespolimy się w jedno z Chrystusem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Mazur: Sercem misji Kościoła jest modlitwa

2019-10-20 19:45

mag / Warszawa (KAI)

Współczesny świat potrzebuje świadków Chrystusa - podkreślił bp Jerzy Mazur zachęcając do gorliwej modlitwy za misje. Ona, jak zaznaczył - jest „Sercem misji Kościoła”. Bez niej misjonarz jest niczym ciało bez duszy, czy okręt bez sternika i kompasu. W Światowy Dzień Misyjny Przewodniczący Komisji KEP ds. Misji celebrował Mszę św. w stołecznej bazylice Świętego Krzyża.

Werbiści

W homilii bp Mazur przypomniał, że każdy ochrzczony jest zobowiązany do dzielenia się wiarą z innymi. Nawiązując do papieskiego orędzia na Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny podkreślił, że chrześcijanin jest jednocześnie uczniem Jezusa i misjonarzem. - Od nas zależy, czy Chrystus będzie głoszony wśród tych, którzy Go jeszcze nie znają, a jest ich ponad 5 mld. na świecie – powiedział duchowny.

Podkreślił, że w Bożych oczach każdy człowiek jest ważny, ponieważ „jest przez Pana miłowany”. – Ten kto tego doświadczył wyrusza w drogę ponieważ jest pobudzony, by wyjść ze swoich ograniczeń, jest pociągnięty i sam pociąga innych dając siebie, nawiązując relacje rodzące życie – mówił bp Mazur.

Zaznaczył, że prawdziwy misjonarz wpatrzony jest w Chrystusa, który uczy nas posłuszeństwa woli Boga. – Jezus zawsze miał świadomość, że został posłany przez Ojca i Jego misją jest wypełnić powierzone Mu zadanie poprzez głoszenie Dobrej Nowiny potwierdzanej cudami oraz śmierć na Krzyżu i Zmartwychwstanie.

Bp Mazur podkreślił, że sercem misji Kościoła jest modlitwa. – To nie jest jakiś wzlot do Boga, czy dodatek do naszego bycia i działania, ale postawa życiowa wyrażająca naszą wiarę. To także styl życia i gwarancja przynoszenia owoców. Bez niej, nie uda nam się wypełnić otrzymanej od Pana misji, nie uda się wzrastać w świętości oraz pomagać innym na tej drodze – przekonywał duchowny. Dodał, że modlitwa pozwala także trwać członkom Kościoła w prawdziwej jedności.

Przywołując postać Mojżesza powiedział, że by ludzie mogli poznać Chrystusa potrzeba rąk nieustannie wzniesionych do nieba. - Świadomość tego miała zarówno św. Teresa od Dzieciatka Jezusa, jak i Sługa Boża Paulina Jaricot, która tworząc Żywy Różaniec stworzyła światowy system wspierania misji – zwrócił uwagę bp Mazur.

Zachęcał do modlitwy za całe dzieło misyjne Kościoła, by „Duch Święty wzbudził nową wiosnę misyjną dla wszystkich ochrzczonych”. – Dzisiejszy świat bardziej słucha świadków niż nauczycieli – podkreślił.

- Nie ustawajcie w modlitwie. Wspierajcie misjonarzy i misjonarki, zwłaszcza poprzez modlitwę różańcową, o którą prosiła Maryja podczas objawień w Gietrzwałdzie. Przypominała, że silą Kościoła jest gorliwa modlitwa w jego intencji i za tych, którzy w nim posługują – powiedział Przewodniczący Komisji KEP ds. Misji.

Zwrócił również uwagę na potrzebę wsparcia materialnego działalności misyjnej Kościoła.

Zebrana podczas Światowego Dnia Misyjnego w świątyniach na całym świecie taca, zgodnie z decyzją Ojca Świętego powinna być przekazana na Fundusz Solidarności z którego Kongregacja Ewangelizacji Narodów wspiera ubogie Kościoły na terytoriach misyjnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem