Reklama

„Holokaust” Żołnierzy Wyklętych

2018-03-01 19:32

Artur Stelmasiak

fot: muzeumzolnierzywykletych.pl
Żołnierze NZW z patrolu por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" polegli w walce stoczonej 5 lipca 1953 r.

Żołnierze Niezłomni byli ścigani i mordowani przez komunistów, jak Żydzi przez nazistów. Jedni i drudzy mieli zniknąć z powierzchni ziemi i z kart historii.

Wyobraźmy sobie, że w 1944-45 roku na terytorium Polski wkracza złowroga armia i zamienia nasz kraj w jedno wielkie getto. Pozornie wszystko wygląda normalnie, ludzie chodzą do pracy, dzieci do szkoły, a także rusza odbudowa zrujnowanego państwa. Zorganizowano nawet wybory, w których co dziesiąty Polak głosował na komunistów, a komuniści i tak otrzymali wynik o ponad 800 procent zawyżony. W ten sposób wyłonione nowe władze, które nie był Polskie, bo były jedynie namiestnikami, których zadaniem było zniewolenie Polaków.

Większość zamkniętych w komunistycznym getcie rodaków częściowo pogodziła się z faktem tego zniewolenia. Chcieli zachować biologiczną ciągłość narodu i pielęgnować wolność innymi sposobami. Jednak oprócz nich byli również tacy, którzy stanęli do walki, bo nie godzili się na przywiezioną ze wschodu nową okupację. To ich nazywamy Żołnierzami Wyklętymi, Niezłomnymi, bohaterami Powstania Antykomunistycznego.

W pierwszym etapie motywy walki Żołnierzy Wyklętych były podobne do intencji, którymi kierowali się Powstańcy Warszawscy. Liczyli na wybuch wojny, podczas której Polskie Państwo Podziemne znów będzie nieformalnym gospodarzem na naszej ziemi. Najpierw była to walka o niepodległość Polski, a później jedynie o honor i ludzką godność. Mieli bowiem do wyboru - zginąć w boju, zostać zakatowanym w areszcie lub iść na współpracę i donosić na kolegów.

Reklama

Dziś, gdy toczy się dyskusja o polsko-żydowskiej historii oraz próbuje się dewaluować zbrojny opór podziemia antykomunistycznego, celowo porównuje sytuację Wyklętych do żydowskiego getta. Przecież oni tak jak Żydzi byli ścigani, jeszcze bardziej torturowani i równie skutecznie mordowni. Jedynie powody ich eksterminacji były inne. Hitlerowi chodziło o wyeliminowanie ludzkiej rasy, a Stalinowi o zwasalizowanie Polski i Polaków. Ci, którzy sprzeciwiali się jego woli, mieli zniknąć z powierzchni ziemi. Po 1945 roku komuniści kontynuowali więc ludobójstwo na polskich elitach, które rozpoczęli pięć lat wcześniej w Katyniu. Nawet technika była ta sama - strzał w tył głowy.

W ostatnim okresie zaprowadzania powojennego "porządku" sytuacja podziemia antykomunistycznego była praktycznie identyczna do tej, w której znaleźli się Żydzi w czasie niemieckiej okupacji. Gospodarstwa, w których ukrywali się partyzanci były palone razem z inwentarzem. Były takie regiony w Polsce, że w każdej wsi dochodziło do aresztowań mieszkańców, a nierzadko więziono całe rodziny. Tym, którzy dawali partyzantom żywność lub odzież, groziło więzienie. Na tych, którzy pomagali bardziej aktywnie, czekały tortury i wysokie wyroki z karą śmierci włącznie.

W tłumaczeniu na język polski słowo holokaust oznacza ofiarę i zagładę. Bez wątpienia Żołnierze Niezłomni ulegli zagładzie i stali się ofiarami komunistycznej zbrodni. Końcowy etap ich beznadziejnej walki można porównać do boju, który stoczyli Powstańcy w Getcie Warszawskim. Skoro moralnej oceny żydowskich Powstańców nikt nie deprecjonuje, to dlaczego wciąż słyszymy oszczerstwa pod adresem Powstania Antykomunistycznego. Podobnie, jak dla walczących w getcie, również dla Żołnierzy Wyklętych śmierć z bronią w ręku była błogosławieństwem, najlepszym, najłagodniejszym i najbardziej ludzkim sposobem umierania.

Tagi:
komentarz

Reklama

Medialne „5 minut” ufundowane na mowie nienawiści i dzieleniu społeczeństwa

2019-05-07 20:33

Antoni Szymański Senator RP / Gdańsk (KAI)

Redaktor Jażdżewski zlekceważył imponderabilia rzetelnej i uczciwej komunikacji, które człowiekowi mediów nie powinny być obce, a jego przemówienie było klasycznym, podręcznikowym wręcz przykładem mowy nienawiści – pisze w swym komentarzu senator Antoni Szymański.

Archiwum prywatne
Antoni Szymański Senator IX Kadencji

3 Maja 2019 roku na Uniwersytecie Warszawskim przekroczona została granica kultury politycznej i ogólnoludzkiej. Nieznany szerszej redaktor Leszek Jażdżewski wygłosił przemówienie w którym brutalnie zaatakował instytucję Kościoła Katolickiego i uczynił świadomy krok w kierunku skłócania polskiego społeczeństwa.

Zaistniałej sytuacji nie warto byłoby poświęcać szczególnej uwagi, gdyby nie trzy ważne okoliczności czasu i miejsca. Po pierwsze przemówienie miało miejsce w czasie uroczystych obchodów święta narodowego – rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja, po drugie - wygłoszone zostało w poważnym miejscu to jest na Uniwersytecie Warszawskim i po trzecie - stanowiło wprowadzenie do wykładu przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska. Te trzy aspekty sytuacji powodują, że nie sposób przejść obojętnie nad tezami, które obiegły media. Oto niektóre z nich:

• Kościół katolicki w Polsce, obciążony niewyjaśnionymi wciąż skandalami pedofilskimi, opętany walką o pieniądze i o wpływy stracił moralny mandat do sprawowania funkcji sumienia narodu.

• Gdyby dziś Chrystus pojawił się na świecie, zostałby ponownie ukrzyżowany – przez tych, którzy na krzyżu zbudowali sobie trony.

• Agendę układają nam dziś cyniczni wrogowie nowoczesności, czarnoksiężnicy, którzy liczą, że przy pomocy zaklęć i manipulacji złymi emocjami, zdobędą władzę nad duszami Polaków.

• Po kilku godzinach zapasów ze świnią w błocie, orientujesz się, że świnia to lubi (powszechnie odebrane jako wypowiedź o Kościele Katolickim).

Od wielu lat uczestniczę w życiu publicznym i pamiętam, że z różnych mównic padały słowa brutalne, groteskowe i nonsensowne. Niestety nie brakuje działaczy i ideologów, próbujących zbudować swój wizerunek na arogancji okazywanej powszechnie uznawanym autorytetom, a w szczególności osobom duchownym i instytucjom kościelnym. Jednak nadal gdy czytam tego typu hasła ogarnia mnie smutek. Spowodowany jest on zarówno treścią jak i formą wypowiedzi.

Redaktor Jażdżewski zlekceważył imponderabilia rzetelnej i uczciwej komunikacji, które człowiekowi mediów nie powinny być obce. Serwując w stosunku do Kościoła katolickiego tak ciężkie zarzuty jak: chciwość, rządza władzy, cynizm, manipulowanie opinią publiczną, obskurantyzm i zacofanie; nie przytoczył ani jednego argumentu na poparcie swoich tez. Zamiast tego zastosował znaną technikę erystyczną, przedstawiając własne stwierdzenia jako „powszechnie uznawane prawdy”.

Na potrzeby wystąpienia zebrał w jeden katalog stereotypy wypełniające współczesną propagandę antyklerykalną i „wyemitował je w eter” ku uciesze niezbyt wymagającej intelektualnie części audytorium. Swoje tezy ubrał w kiczowatą metaforykę, pełną tak „błyskotliwych” stwierdzeń jak przesądzenie o ukrzyżowaniu Chrystusa przez księży, czy wzmianka o świni uwielbiającej zapasy w błocie.

Wolałbym, aby zamiast powtarzania krzywdzących i uogólniających komunałów, dziennikarz skupił się na faktach. Nikt nie powinien mieć pretensji, gdy publicznie naświetlane są trudne zdarzenia i przez to wzrasta obywatelska świadomość w obszarze problemów życia społecznego czy religijnego. Z pewnością jako społeczność ludzi wierzących, nie powinniśmy uchylać się przed nawet najbardziej gorzką prawdą i podtrzymywać idealistycznych złudzeń. Nie wolno nam jednak pozwolić na mieszanie faktów z subiektywną oceną i zgodzić się na stosowanie niesprawiedliwych uogólnień.

Redaktor Jażdżewski popełnił taką samą nieuczciwość intelektualną jak twórcy filmu „Kler”, którzy świadomie rezygnując z przedstawienia pozytywnych przykładów księży, zawarli w swoim obrazie sugestię, iż „wszyscy oni tacy (czyli pijani, bezwzględni i skorumpowani) są”. Żenująca enuncjacja red. Jażdżewskiego aspirowała do rangi eksperckiej opinii, wygłoszonej w szczególnie poważnym miejscu i doniosłym czasie. W takich wypadkach od autora oczekuje się więcej obiektywizmu i powściągliwości w stosowaniu licentia poetica. A skoro o okolicznościach wypowiedzi mowa, to warto wspomnieć, że o samym wydarzeniu uchwalenia Konstytucji 3 Maja, padły być może dwa zdania. Święto narodowe potraktowane zostało instrumentalnie jako okazja do zaprezentowania własnych ekstremalnych zapatrywań. Wskazuje to wymownie na autopromocyjne intencje mówcy.

Martwi mnie brak zahamowań etycznych, obserwowany u niektórych osób, dążących do przebicia się w mediach za każdą cenę. To nie jest dobry trend w polskiej czy jakiejkolwiek innej przestrzeni publicznej. Dlatego apeluję do mediów, autorytetów naukowych, a także inteligencji ogółu obywateli, aby nie dać się wmanipulować w niebezpieczną grę socjotechniczną, w której ceną czyjejś indywidualnej rozpoznawalności jest pogłębienie podziałów społecznych.

Zasmuca mnie również aprobująca postawa uczestników spotkania o czym świadczyły oklaski jakie otrzymał mówca. Zbyt łagodnie wypowiadają się szefowie ugrupowań opozycyjnych o tej wypowiedzi zaś główny gość uroczystości Donald Tusk, którego wszak „supportował” Jażdżewski - milczy.

Moim zdaniem przemówienie Jażdżewskiego było klasycznym, podręcznikowym wręcz przykładem mowy nienawiści.

Bez wątpienia Leszek Jażdżewski miał swoje „5 minut”. Gdyby oceniać efekty jego działania w kategoriach pragmatyki politycznej to istotnie jego nazwisko dominuje w nagłówkach czołowych publikatorów. Odpowiedzmy sobie tylko: jak długo, jakie są skutki i społeczna cena takiego działania?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tajemnica Trójcy Świętej

2013-05-20 15:07

Ks. Mariusz Frukacz
Niedziela Ogólnopolska 21/2013, str. 28-29

Rozpoczynając naszą modlitwę, a także w najważniejszych momentach naszego życia czynimy na sobie znak krzyża: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. W ten sposób powierzamy nasze życie Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu. Życie każdego z nas ma swoje źródło w Bogu. Uświadamiamy sobie tę prawdę, kiedy w dzisiejszą uroczystość stajemy wobec tajemnicy Trójcy Świętej. „Tajemnica Trójcy Świętej stanowi centrum tajemnicy wiary i życia chrześcijańskiego. Tylko sam Bóg, objawiając się, może nam pozwolić poznać się jako Ojciec, Syn i Duch Święty” - czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego (n. 261). Ponadto „objawiona prawda Trójcy Świętej znajduje się od początku u źródeł żywej wiary Kościoła” (KKK n. 249).

Prawda o Trójcy Świętej najbardziej objawia się podczas sakramentu chrztu św. Jesteśmy wówczas włączeni do wspólnoty Kościoła w imię Trójcy Przenajświętszej. Dzisiaj również warto przypomnieć sobie tę prawdę wiary, że Trójca Święta jest jednością. Jako chrześcijanie nie wyznajemy trzech Bogów, ale jednego w trzech Osobach. Warto jest w tym miejscu przywołać świadectwo św. Grzegorza z Nazjanzu, który pisał: „Przede wszystkim strzeżcie tego cennego depozytu, dla którego żyję i walczę, z którym pragnę umrzeć, który pozwala mi znosić wszelkie cierpienia i gardzić wszystkimi przyjemnościami. Mam na myśli wyznanie wiary w Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Dzisiaj powierzam je wam” („Orationes”, 40, 41: PG 36, 417).

Życie każdego z nas powinno być oddaniem chwały Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu. Winniśmy codziennie zanurzać nasze życie w Bogu, tak by w naszych sercach panował pokój. Katechizm uczy nas, że „całe życie chrześcijańskie jest komunią z każdą z Osób Bożych, bez jakiegokolwiek ich rozdzielenia. Kto oddaje chwałę Ojcu, czyni to przez Syna w Duchu Świętym; kto idzie za Chrystusem, czyni to, ponieważ Ojciec go pociąga, a Duch porusza” (KKK n. 259).

Oczywiście, by w pełni zrozumieć to, że nasze życie jest zjednoczone z Bogiem, potrzebujemy Ducha Prawdy, który nas o tym pouczy. Starajmy się całe nasze życie oddać Bogu. Niech będzie ono na chwałę Trójcy Świętej. Czyńmy wszystko, aby tak było. Każdego dnia podejmujmy walkę o nasze dusze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Diecezja toruńska ma ośmiu nowych diakonów

2019-06-17 12:31

Ewa Jankowska

- Nasi bracia nie jedli i nie pili z Panem Jezusem, jak Apostołowie po Zmartwychwstaniu, ale musieli przez wiarę doświadczyć tego, że Pan Bóg ich zaprasza, by byli przy Jego stole – mówił bp Józef Szamocki podczas święceń diakonatu, które odbyły się 15 czerwca w toruńskiej katedrze. Święcenia w stopniu diakonatu przyjęło ośmiu akolitów Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu.

Wojciech Fałkowski

Bp Szamocki w homilii zaznaczył, że „diakoni są sługami Kościoła, wezwanymi do pomocy kapłanom, by wspólnie głosili dobroć Boga słowem i czynem, przepowiadając Ewangelię, wyjaśniając Pisma podczas homilii”. Jednak najważniejszą ich posługą jest wzrastać w postawie ofiarności „w okazywaniu miłości napotkanym ludziom, do których będą posłani”.

Zapewnił o modlitwie wiernych za przystępujących do święceń diakonatu, mówiąc: - Wiemy, jak bardzo dzisiaj Kościołowi na całym świecie, ale i w Polsce, potrzeba kapłanów całkowicie oddanych posłudze.

Wyraził wdzięczność rodzicom za pobożne wychowanie, pomoc w kształtowaniu i rozeznawaniu powołania w domach rodzinnych. Podziękował kapłanom i siostrom zakonnym, pośród których wzrastali kandydaci do święceń, za obecność, pamięć i modlitewne prowadzenie. Ksiądz Biskup podkreślił szczególną wagę funkcji diakona, powiedział, że „każdy z nas w drodze do nieba potrzebuje spotkać sługę Słowa Bożego, sługę Bożej miłości, kogoś, kto pomoże odkryć i zapewni, zwłaszcza w chwilach trudnych, że Bóg nie zapomniał nas kochać – po to jest diakon”.

Hierarcha nawiązał do słów św. Pawła zapisanych na kartach Pisma Świętego, które są wskazówkami do życia z Bogiem. Podkreślił, że nowi diakoni, a w przyszłości kapłani, nie mają upadać na duchu, ale mają mówić odważnie, także o sprawach przykrych i niewygodnych, nie powinni uciekać się do podstępów, ani nie fałszować Słowa Bożego. Następnie dodał, że mają oni „poddawać się osądowi każdego człowieka, głosząc jedynie prawdę, a tym samym głosić nie siebie, ale Jezusa jako Pana”.

Ksiądz Biskup zwrócił uwagę, że w posłudze diakona zawierzenie Bogu jest najważniejsze. Polecił, by nowi diakoni modlili się, zawierzając swoje słabości i kruchość, wszelkie trudy, by nie liczyli na siebie, ani na środki materialne, ale by wszystkie sprawy oddawali Bogu i mocy Ducha.

Na zakończenie przytoczył słowa patrona toruńskiego seminarium, bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego, w których zawarł on istotę swojej kapłańskiej drogi.

Po homilii kandydaci do święceń złożyli przyrzeczenia celibatu, posłuszeństwa i wierności modlitwie brewiarzowej, czym wyrazili chęć przyjęcia święceń. W czasie Litanii do Wszystkich Świętych akolici modlili się, leżąc krzyżem, a wierni spraszali na nich Ducha Świętego.

Najważniejszym momentem święceń jest nałożenie rąk Księdza Biskupa na głowę każdego z kandydatów i odmówienie modlitwy konsekracyjnej. Ten symbol pieczętuje przyjęcie święceń diakonatu. Następnie diakoni przyjęli z rąk bp Szamockiego księgę Ewangelii, co jest symbolem gotowości do postępowania według jej zasad.

Na koniec uroczystości nowo wyświęceni diakoni podziękowali Księdzu Biskupowi za udzielenie święceń, moderatorom seminaryjnym, profesorom uniwersyteckim, proboszczom parafii, z których się wywodzą, księżom, siostrom zakonnym, rodzinom i przyjaciołom oraz wszystkim wiernym za modlitwę. – Niech wzorem dla nas, nowo wyświęconych diakonów, będzie Ten, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz, aby służyć – podkreślił dk. Przemysław Witkowski.

Po zakończonej Liturgii nowi diakoni wraz ze swoimi rodzicami, kapłanami, siostrami zakonnymi i społecznością seminaryjną dzielili radość wspólnego stołu. Bp Józef Szamocki wręczył nowym diakonom dekrety posyłające ich do rocznej posługi duszpasterskiej w parafiach Torunia.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem