Reklama

Bł. Jerzy Matulewicz wobec żeńskiego życia konsekrowanego

23 października br. w auli Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach odbyła się sesja naukowa poświęcona bł. Jerzemu Matulewiczowi w 100. rocznicę jego pierwszych kontaktów z żeńskim życiem konsekrowanym. Na seminarium licznie przybyły przedstawicielki żeńskich zgromadzeń zakonnych z całej Polski. Głównym organizatorem sesji było WSD i Zgromadzenie Sióstr Służebnic Jezusa w Eucharystii w Polsce. Sesję poprzedziła Msza św. w intencji kanonizacji bł. J. Matulewicza. Homilię wygłosił prowincjał Marianów ks. Andrzej Pakuła MIC.

Ks. lic. Tomasz Rusiecki, wikariusz biskupi ds. zakonnych, otworzył sesję, przedstawiając pierwsze kontakty Błogosławionego z żeńskim życiem konsekrowanym w Polsce, a także szkicując jego kielecką drogę.
Bł. Jerzy Matulaitis-Matulewicz urodził się 13 kwietnia 1871 r. w Lugine k. Mariampola na Suwalszczyźnie jako ósme dziecko w rodzinie litewskich rolników. Wcześnie osierocony, w 1883 r. wstąpił do gimnazjum w Mariampolu, do którego codziennie pokonywał drogę 5 km. W latach gimnazjalnych zrodziło się jego powołanie do kapłaństwa. „Nie przewidywał, że jego droga do upragnionego kapłaństwa będzie obfitowała w tak wielkie trudności. Z powodu choroby musiał przerwać naukę. Nie załamał się. Pomagał starszemu bratu w pracach w gospodarstwie i w polu, widząc w tym wolę Bożą. Świadkowie opowiadają, że widzieli Jerzego, jak w czasie prac polowych odmawiał Różaniec, a w chwilach przeznaczonych na odpoczynek czytał i uczył się” - mówił ks. Rusiecki.
Do Kielc Matulewicz przyjechał mając 18 lat. Po ukończeniu szkoły średniej w 1891 r. wstąpił do seminarium duchownego w Kielcach. Biskup T. Kuliński skierował go wkrótce do seminarium warszawskiego, gdzie wyróżniał się w nauce i postępowaniu. Dlatego też został wysłany na studia specjalistyczne do Akademii Duchownej w Petersburgu, gdzie przebywał w latach 1895-99. 20 listopada 1898 r. otrzymał święcenia kapłańskie, a w kilka miesięcy później uzyskał tytuł magistra teologii. Jako prezbiter diecezji kieleckiej, w 1899 r. objął na krótko obowiązki wikariusza w parafii Daleszyce, ale zadawniona choroba nogi zmusiła ks. Matulewicza do wyjazdu kuracyjnego do Niemiec. Wtedy także został skierowany na dalsze studia we Fryburgu Szwajcarskim. Choroba odnowiła się i zmusiła ks. Matulewicza do poddania się operacji. Po uzyskaniu doktoratu z teologii (w 1902 r.) Ksiądz powrócił do macierzystej diecezji. Został wikariuszem w Imielnie oraz wykładowcą łaciny i prawa kanonicznego w seminarium (do 1904 r.).
Był to rok przełomowy w życiu Błogosławionego, ze względu na pierwsze kontakty z żeńskimi zgromadzeniami zakonnymi, które pozwoliły mu poznać doniosłość i posłannictwo tego życia.
Paradoksalnie przyczyniła się do tego choroba i opieka, jaką znalazł w domach sióstr. Najpierw został umieszczony w domu zakonnym ukrytego Zgromadzenia Sióstr Posłanniczek Najświętszego Serca Jezusowego w Warszawie. Wkrótce bliżej zetknął się z Siostrami Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo (Szarytkami); bliska znajomość z bł. Honoratem Koźmińskim umożliwiała mu kontakt z zakonami o życiu ukrytym. Miała też wpływ na tworzenie dla nich konstytucji, np. dla Zgromadzenia Sług Jezusa. Pasterza zatroskanego o swój los znalazły w Błogosławionym Siostry Franciszkanki od Cierpiących, Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, Zgromadzenie Sióstr Narodzenia Najświetszej Maryi Panny, Zgromadzenie Córek Maryi Niepokalanej.
W latach 1915-18 Matulewicz był współpracownikiem bp. K. Ruszkiewicza w Komisji Episkopatu Polski ds. Zakonów Żeńskich, wizytatorem, rekolekcjonistą i spowiednikiem. Dla wielu zgromadzeń redagował konstytucje i dostosowywał je do prawa kanonicznego. Utrzymywał także bliskie kontakty i niósł pomoc Siostrom Wynagrodzicielkom Najświętszego Oblicza, Zgromadzeniu Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP, Zgromadzeniu Sióstr św. Kazimierza, Nazaretankom, Urszulankom Szarym, Misjonarkom Świętej Rodziny.
Ksiądz T. Rusiecki podkreślił: „Dostrzegamy u bł. Jerzego Matulewicza bardzo głębokie zrozumienie sensu i potrzeby życia konsekrowanego w Kościele, dzięki kontaktom ze zgromadzeniami żeńskimi, jak i przez fakt bycia marianinem i odnowicielem marianów. Widzimy roztropną, miłosierną troskę Biskupa o poszczególne siostry i o zgromadzenia, które zakładał”.

Bł. Jerzy Matulewicz we wspomnieniach:

S. dr Janina Samolewicz:
„Inicjatywa założenia Zgromadzenia Sióstr Służebnic Jezusa w Eucharystii dojrzewała w myśli bł. Jerzego Matulewicza, który z wielką roztropnością badał znaki czasu, by wydobyć z nich plan Bożej Opatrzności. Zawierzył to też s. Wandzie Jeute, którą osobiście formował przez 20 lat, powierzając jej zadania mistrzyni nowicjatu. Powołane przez bł. J. Matulewicza w diecezji wileńskiej Zgromadzenie otrzymało misję pełnienia dzieł miłosierdzia i nauczania dziewcząt”.

Reklama

S. Maria Motylińska:
„Wieloletnia współpraca między bł. J. Matulewiczem a Zgromadzeniem Posłanniczek przyniosła Kościołowi obfite owoce. Jednym z nich była inspiracja charyzmatem życia ukrytego. Między ks. Matulewiczem a siostrami powstały relacje głębokiej przyjaźni - opartej na wspólnym celu, jakim jest służba Bogu i ludziom.
Bogu chwała za to, że dał Posłanniczkom tak świętego i wielkiego Przyjaciela”.

Bł. Jerzy Matulewicz w komentarzu ks. lic. Wojciecha Skóry, postulatora generalnego MIC został zaprezentowany jako promotor katolickiego żeńskiego życia konsekrowanego dla Wschodu.
W rozmowie z Niedzielą ks. Skóra wyakcentował kilka aspektów, jego zdaniem znamiennych dla postaci i osobowości Błogosławionego: rozumienie przezeń życia konsekrowanego, przeniknięte ideą wspólnotowości i braterskości; bycie sługą i jednocześnie reformatorem życia konsekrowanego; posługiwanie przez szczególne zaangażowanie społeczne, wrażliwość na sprawy narodowościowe; szeroko rozumiana działalność oświatowa; charyzmat założycielski i uniwersalizm, przejawiający się w postrzeganiu życia konsekrowanego przez pryzmat zadań i potrzeb Kościoła katolickiego.
Siostra Janina Samolewicz SJE, współorganizatorka sesji, podkreśliła, że pisma i listy Błogosławionego szczególnie potwierdzają, jak wiele czasu poświęcał siostrom zakonnym.
Zachowało się 80 listów do s. Wandy Jeute (15 to tylko fragmenty), 15 listów do Sióstr Posłanniczek Najświętszego Serca Jezusowego (4 we fragmentach); wśród listów litewskich jest 9 do Sióstr św. Kazimierza, a także listy imienne do poszczególnych sióstr. Dodatkowym źródłem wiedzy na ten temat jest kilkanaście wspomnień sióstr różnych zgromadzeń i korespondencja ze Stolicą Apostolską oraz dokumentacja archiwalna wspólnot zakonnych.
Posługa Błogosławionego wobec zgromadzeń obejmowała: sprawy duchowe, działalność charytatywną, społeczną i oświatowo-wychowawczą, regulacje prawne, pomoc materialną. Szczególne miejsce w posłudze bł. J. Matulewicza zajmowały: Siostry Posłanniczki (Służebnice) Serca Jezusowego, Siostry Ubogich Niepokalanego Poczęcia NMP, Siostry św. Kazimierza, Siostry Służebnice Jezusa w Eucharystii. Siostry wielu wspólnot, powstałych dzięki kierownictwu duchowemu bł. Honorata Koźmińskiego, korzystały również z pomocy duchowej bł. Matulewicza.
Zorganizowana w Kielcach sesja ma być wyrazem wdzięczności i pamięci ze strony żeńskich zgromadzeń zakonnych. Zakończyła ją pielgrzymka kieleckimi śladami Jerzego Matulewicza, m.in. na Karczówkę i do parafii noszącej Jego wezwanie.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kolęda

Termin calendae w starożytnym Rzymie oznaczał pierwszy dzień miesiąca. Najbardziej zaś uroczyście obchodzono calendae styczniowe (festum Calendarium), które rozpoczynały nowy rok. Wtedy to odwiedzano się po domach, obdarowywano podarkami i składano sobie życzenia. Podobnie czyniono w całej Europie w wiekach późniejszych, łącząc już ów zwyczaj ściśle ze świętami Bożego Narodzenia.
Tymczasem w Polsce dawnej 1 stycznia kapłani rozpoczynali odwiedziny duszpasterskie, które określano właśnie mianem kolędy. Trwała ona do 2 lutego - Święta Ofiarowania Pańskiego (Matki Bożej Gromnicznej). Najdawniejsza wzmianka o tej praktyce pochodzi z 1607 r. Wtedy to na synodzie prowincjonalnym w Piotrkowie polecono, aby plebani według starożytnego zwyczaju nawiedzali swoich wiernych po domach, uczyli ich pacierza, prawd wiary i by wchodzili w szczegóły życia, czy jest ono prawdziwie chrześcijańskie. Polecano także, by strapionych pocieszali, a ubogich wspomagali. Z kolei synod chełmski (1624 r.) zachęcał, aby proboszczowie spisywali swoich parafian i zachęcali do częstego korzystania z sakramentów. Owa wizyta miała wpłynąć na ożywienie życia religijnego i moralnego parafii.
Dla wielu rodzin kolęda jest bardzo ważnym wydarzeniem. Już od samego rana trwają w mieszkaniach przygotowania do przyjęcia kapłana. Wizyta duszpasterza jest doskonałą okazją do wspólnej modlitwy, do wyproszenia Bożego błogosławieństwa dla domowników, ale także okazją do szczerej rozmowy.
Jak należy przeżyć wizytę duszpasterską kapłana? Przede wszystkim należy się przygotować duchowo. Najlepiej uczynimy to, przystępując w czasie świąt do Komunii św., a także biorąc czynny udział w modlitwie. Nie wolno też zapomnieć o zewnętrznym przygotowaniu samego miejsca spotkania. Stół należy nakryć białym obrusem, postawić na nim krzyż, zapalone świeczki, Pismo Święte i wodę święconą. Przy tak przygotowanym stole winna zgromadzić się cała rodzina. Obrzęd kolędy nie jest wcale skomplikowany i na pewno sprzyja serdecznemu spotkaniu duszpasterza ze swoimi parafianami. Z jednej strony kapłan ma doskonałą okazję nie tylko poznać swoich wiernych, ale i wgłębić się w ich konkretną sytuację życiową, poznać jej radości, smutki i wyjść naprzeciw z konkretnym działaniem. Z drugiej strony i parafianie mają możliwość bliżej zainteresować się życiem parafii - życiem wspólnoty lokalnego Kościoła.
Jak wygląda kolęda? Zgodnie z wielowiekową tradycją kolęda w Polsce ma następujący przebieg: przed wejściem (bądź w trakcie wchodzenia) do mieszkania (domu) ministranci wraz z domownikami śpiewają kolędę, a w tym czasie jeden z chłopców kreśli na drzwiach napis: C + M + B + bieżący rok, co oznacza: Christus manisionem benedicat ("Niech Chrystus mieszkanie błogosławi"). Następnie kapłan wchodzi do mieszkania i pozdrawia obecnych słowami: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!" (odpowiadamy: "Na wieki wieków. Amen"). Kapłan może również zacząć od słów: "Pokój temu domowi" (tym razem odpowiemy: "I wszystkim jego mieszkańcom"). Następnie wszyscy - jak jedna rodzina, zgromadzona przy jednym stole odmawiają modlitwę, którą nauczył nas Jezus Chrystus (tzn. Ojcze nasz). Po niej kapłan, wypraszając Boże błogosławieństwo dla domowników, modli się następującymi lub podobnymi słowami: "Pobłogosław + Panie, Boże Wszechmogący, to mieszkanie (ten dom), aby w nim trwały: zdrowie i czystość, dobroć i łagodność oraz wierność w wypełnianiu Twoich przykazań; aby zawsze składano Ci dzięki. A błogosławieństwo Twoje niech pozostanie na tym miejscu i nad jego mieszkańcami teraz i na zawsze. Amen". Po czym następuje końcowe błogosławieństwo: "Niech to mieszkanie i wszystkich w nim mieszkających błogosławi Bóg Ojciec i Syn + i Duch Święty. Amen". Pięknym zwyczajem jest, gdy duszpasterz teraz weźmie ze stołu krzyż stanowiący własność rodziny i poda każdemu do ucałowania. Po tym dopiero kropi mieszkanie i domowników wodą święconą i stosownie do potrzeby duszpasterskiej nawiązuje rozmowę, której zawsze powinna towarzyszyć roztropność, delikatność i chrześcijańska zasada miłości.

CZYTAJ DALEJ

Przewodniczący Rady KEP ds. Ekumenizmu: jedności chrześcijan potrzebuje cały współczesny świat

2020-01-18 11:55

[ TEMATY ]

ekumenizm

bp Krzysztof Nitkiewicz

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan

Artur Stelmasiak

Jedności chrześcijan potrzebuje nie tylko Kościół Chrystusowy, lecz cały współczesny świat - podkreśla w rozmowie z KAI bp Krzysztof Nitkiewicz, przewodniczący Rady KEP ds. Ekumenizmu. Jego zdaniem brakuje świadomości ekumenicznej, a jej wzmacnianie jest zadaniem całego Kościoła, w tym świeckich. Przestrzega jednocześnie, by w dialogu ekumenicznym unikać dróg na skróty i uprawiania ekumenizmu na pokaz. W związku z rozpoczynającym się dziś Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan przypominamy opublikowany przed tygodniem wywiad z bp. Krzysztofem Nitkiewiczem.

Tomasz Królak (KAI): Tegoroczny Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan obchodzony będzie w Kościele pod hasłem „Życzliwi bądźmy”. Jak tę zachętę powinniśmy odczytywać w polskich realiach?

- Warto wspomnieć, że autorami materiałów na tegoroczny tydzień modlitw o jedność, a więc i wspomnianego hasła zaczerpniętego z Dziejów Apostolskich, są mieszkańcy Malty. A Malta, podobnie jak Polska, jest krajem w zdecydowanej większości katolickim. Leży na skrzyżowaniu szlaków morskich, dlatego w swojej historii miała wielu gości i przybyszów, poczynając od świętego Pawła, który uratował się u jej brzegów i został życzliwie przyjęty przez mieszkańców wyspy. Później ci mieszkańcy, już chrześcijanie, katolicy przyjmowali pod swoją opiekę i prawosławnych i wiernych Kościołów protestanckich.

Kiedy bierzemy do ręki materiały przygotowane przez Maltańczyków, ludzi należących do różnych Kościołów, to można powiedzieć, że oni podpowiadają nam, co możemy uczynić jeszcze w Polsce, bo sytuacja jest bardzo podobna.

Co do słowa życzliwość, zawartego w haśle tegorocznych obchodów, powinniśmy, jak zachęca program Tygodnia Ekumenicznego, wyrzucić ładunek za burtę, odsunąć to wszystko, co jest ciężarem w relacjach międzyludzkich: zawiść, zazdrość, złość, uprzedzenia, nietolerancję. Myślę, że w sercu każdego z nas jest tego dużo. W odniesieniach między nami, Polakami, te negatywne uczucia, niestety, dają o sobie znać i zatruwają relacje. Jest to jeszcze bardziej widoczne wobec osób, które wyznają credo w inny sposób lub inaczej się modlą.

Musimy więc usunąć uprzedzenie i prosić Chrystusa, aby ukazał nam swoje światło i swoją drogę, którą mamy wspólnie podążać. Bo naszym zadaniem jest podążanie razem drogami zbawienia ze świadomością, że pod opieką Chrystusa nie zginiemy. Nie trzeba się bać, że różnice, które są między nami stanowią mur, którego nie da się usunąć. Wszystko można pokonać!

Bardzo podoba mi się hasło ostatniego dnia obchodów Tygodnia Ekumenicznego: "Przyjmij i daj". Trzeba przyjąć to, co inni nam ofiarują - nie chodzi przy tym jedynie o wartości materialne lecz o świadectwo wiary: prawosławnych, protestantów, anglikanów czy przedstawicieli tzw. wolnych Kościołów, z którymi dziś wchodzimy w dialog. Musimy przypatrywać się ich świadectwu wiary, bo ono też jest ważne i cenne. My tymczasem zaoferujmy im nasze świadectwo. Myśląc i postępując w taki sposób umocnimy się nawzajem duchowo, ożywimy nasze człowieczeństwo i może nastąpi jakiś przełom, chociażby mały krok do przodu we wzajemnych relacjach.

KAI: Czekając na te przełomy warto zapytać, co dialog ekumeniczny przyniósł do tej pory? Czy jesteśmy - chrześcijanie różnych Kościołów - rzeczywiście bliżej siebie? Bo do widzialnej jedności wszystkich chrześcijan jest chyba jeszcze daleko...

- Jeśli spojrzymy, jak wyglądały nasze relacje jeszcze 50 lat temu, przed Soborem Watykańskim II, to zobaczymy, że były i ekskomuniki i rozmaite zakazy i wzajemna wrogość. Niewątpliwie Sobór stał się przełomem, dzięki zaangażowaniu dwóch papieży św. Jana XXIII i św. Pawła VI oraz wielu innych osób, w tym również z Kościołów niekatolickich, które pełniły rolę obserwatorów. Od tego czasu pokonaliśmy ogromną drogę. Niektórzy mają pewnie inne zdanie, może nie widzą całości przemian...

Kiedy rozmawiam z młodymi ludźmi, którzy krytykują Sobór, nie znając realiów przedsoborowych, łapię się czasami za głowę, bo oni nie zdają sobie zupełnie sprawy z tego, jak wiele zmieniło się na lepsze. Oczywiście, my katolicy - podkreślał to i św. Jan Paweł II i Benedykt XVI, a dziś powtarza Franciszek - dążymy do jedności widzialnej, która wyraża się w jedności wiary, sakramentów, hierarchii. Może się wydawać, że droga do niej jest jeszcze długa i niepewna. Zresztą to Duch Święty jest sprawcą jedności, a nie my. Ale powinniśmy zaufać Bogu i, jak mówi papież Franciszek, nie rezygnując z własnej tożsamości, iść dalej razem, próbując budować jedność na różnych frontach i nigdy się nie zniechęcać. Bóg nas zaprasza do współpracy w budowaniu jedności, dlatego bardziej musimy ufać Bogu niż własnym siłom.

KAI: A jak ocenia Ksiądz Biskup stan świadomości ekumenicznej w Polsce, zwłaszcza wśród katolików, którzy przecież dominują? Środowiskom zaangażowanym w dialog między Kościołami jest do siebie bliżej - choćby poprzez świadomość tego, co ich łączy - ale czy zwykłym chrześcijanom także?

- Podczas któregoś z zebrań Zespołu KEP i Polskiej Rady Ekumenicznej narzekałem, że nie ma w naszym kraju wielkiego zainteresowania ekumenizmem, także Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan. Zaczynając zresztą od księży, bo katolickich duchownych, którzy włączają się w obchody tego wydarzenia nie ma niestety zbyt wielu. Pamiętam, że ówczesny przewodniczący PRE, świętej pamięci prawosławny arcybiskup Jeremiasz powiedział coś takiego: ludzie są tacy zapracowani, zabiegani, zmęczeni, mają tyle spraw na głowie i być może, po prostu, nie uświadamiają sobie potrzeby modlitwy o jedność. Myślę, że miał dużo racji, bo człowiek współczesny jest zajęty milionem różnych spraw, zaniedbuje nawet swoje życie religijne. Spójrzmy chociażby na statystyki dotyczące liczb ludzi chodzących regularnie na niedzielną Mszę św., a cóż dopiero Tydzień Ekumeniczny i wspólna modlitwa z chrześcijanami innych Kościołów.

Tak, brakuje nam świadomości ekumenicznej. Jej wzmacnianie jest zadaniem całego Kościoła, w tym świeckich zaangażowanych w różnych ruchach i stowarzyszeniach katolickich, w katechezie. Mamy przecież, dzięki Bogu, takie osoby. Świeccy są wielkim wsparciem dla kapłanów, którzy są często zajęci nie tylko duszpasterstwem ale np. remontami. Nawet jeśli ktoś powie: księże proboszczu, mamy teraz Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, może byśmy coś zrobili z tej okazji, jakieś nabożeństwo, spotkanie, itd. - to będzie jego wkład w dzieło budowania jedności, zaczynając oczywiście od osobistej modlitwy.

Chciałbym, aby świadomość ekumeniczna wzrastała w Ludzie Bożym, bo jedności nie możemy narzucić. Ilekroć w historii była ona narzucana siłą, gdy pojawiała się np. jakaś herezja czy inna okoliczność zagrażająca wspólnocie, tyle razy kończyło się to jeszcze większymi podziałami.

Dzisiaj największym problemem jest obojętność, po prostu obojętność. Tymczasem jedności chrześcijan potrzebuje nie tylko Kościół Chrystusowy, lecz cały współczesny świat.

KAI: Zaangażowanie w dialog ekumeniczny niesie i tę wartość, że wzmacnia świadomości własnej wiary...

- Różnie z tym bywa, o czym przekonałem się jeszcze w okresie pracy w Rzymie. Istnieje chociażby poważne niebezpieczeństwo synkretyzmu religijnego. Jeśli człowiek nie posiada solidnej formacji duchowej, teologicznej to może łatwo w ten synkretyzm popaść. Bardzo ważna jest zatem świadomość tego, kim jestem a więc: najpierw umacniam moją tożsamość religijną, a następnie rozmawiamy ze sobą. Tak to powinno wyglądać. Czasami zdarzają się niestety różnego rodzaju eksperymenty ekumeniczne, które mają jakoby skrócić dystans. Jednak takie działania niczemu dobremu nie służą, wręcz przeciwnie - wprowadzają zamieszanie. Znam przypadki księży, którzy obok imienia papieża i własnego biskupa, wymieniają w kanonie Mszy św. imiona zwierzchników innych Kościołów. Przecież nie mamy prawa modyfikować Mszału zatwierdzonego autorytetem papieża, który tego nie przewiduje. Albo np. wprowadzanie interkomunii według własnego widzimisię, chociaż Kodeks Prawa Kanonicznego mówi jasno co można, a czego nie.

Inną bolączką jest uprawianie ekumenizmu na pokaz i celebrowanie samego siebie, własnej otwartości, zmysłu organizacyjnego, czy geniuszu. Tymczasem mamy oddawać cześć Panu Bogu i być jedno w Jego imię, a nie budować jedność wokół siebie. Ekumenizm musi być chrystocentryczny i mieć przełożenie na codzienne życie.

Pochodzę z Białegostoku. Na Podlasiu ekumenizm jest budowany codziennie, bo ludzie z różnych Kościołów żyją i pracują obok siebie. Czasami obawiam się, że na tych obszarach Polski, gdzie panuje praktycznie wyznaniowy monolit, jesteśmy albo ekumenicznie obojętni, albo robimy różne ekumeniczne fajerwerki, które szybko gasną.

KAI: Centralne nabożeństwo ekumeniczne, które odbędzie się 23 stycznia w Warszawie sprawowane będzie w 20. rocznicę podpisania przez Kościół katolicki oraz Kościoły zrzeszone w Polskiej radzie Ekumenicznej, deklaracji o wzajemnym uznaniu chrztu. Tak więc, jakkolwiek droga do pełnej jedności Kościoła jest zapewne jeszcze długa, to są na tej drodze także ważne znaki nadziei, o których warto przypominać.

- Zgadzam się. Musimy w tym roku głośno przypominać o deklaracji dotyczącej chrztu. Pamiętam, że przywoływano ją podczas obchodów 1050. rocznicy chrztu Polski, kiedy w Poznaniu, była czytana przez przedstawicieli Kościołów, które ją podpisały. Rozmawiałem później z młodymi, którzy nie bardzo wiedzieli jaki to miało cel. Nie uświadamiali sobie po prostu znaczenie tego dokumentu. Musimy więc ciągle deklarację o chrzcie przypominać, mówić o niej, budując wokół niej wzajemne relacje.

Kolejną okazją do wzmacniania jedności stanowi Biblia ekumeniczna, która jest dziełem wielu Kościołów. Oczywiście, poszczególne wyznania mają własne tłumaczenia, używane w swoich liturgiach i nie możemy od nich odejść, bo taki tekst wymaga różnych zatwierdzeń i aprobaty. Niemniej, na wspólnych spotkaniach warto z tej Biblii korzystać. Czytana zaś w zaciszu własnego domu może być ona źródłem niejednego odkrycia, cennej refleksji.

Niestety, za mało osób wie, że ta Biblia ekumeniczna istnieje. Musimy więc popularyzować to dzieło. A także mówić o wszystkim, czego wspólnie już dokonaliśmy i starać się zrozumieć, czego jeszcze Pan Bóg od nas oczekuje na polu kontaktów między Kościołami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję