Reklama

Europa

Abp Gądecki w Dniu Przyjaźni Polsko-Węgierskiej

Przed tym, by patriotyzm „nie przerodził się w niezdrowy nacjonalizm, ksenofobię czy pogardę dla innych” przestrzegł abp Stanisław Gądecki podczas Mszy św. w katedrze św. Michała w Veszprém na Węgrzech odprawionej w ramach obchodów Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. - Prawdziwa przyjaźń nie jest ekskluzywna, zamknięta w swoim własnym gronie, ona otwiera się na innych, kreśląc w ten sposób nowe perspektywy na przyszłość - stwierdził przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

[ TEMATY ]

Polacy

dni przyjaźni

Węgrzy

PKWP

W liturgii uczestniczyli prezydenci obu państw: Andrzej Duda i János Áder z małżonkami. Mszę koncelebrowali m.in. prymas Węgier kard. Péter Erdő i przewodniczący Konferencji Episkopatu Węgier bp András Veres.

Swoje przemówienie metropolita poznański rozpoczął od zacytowania po węgiersku i po polsku słynnego przysłowia: „Polak, Węgier – dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki, oba zuchy, oba żwawi, niech im Pan Bóg błogosławi”. Zastanawiając się, czym jest przyjaźń, hierarcha wskazał, że „kto chce być przyjacielem, ten musi szukać prawdy o sobie i o przyjacielu, a nie jest to łatwe”, gdyż każdy „proces poznawania siebie owocuje nie tylko odkrywaniem swoich zalet, lecz także swoich wad i niedociągnięć”. - Tylko przyjaciel potrafi mówić o nich tak, żeby nas to zmieniało i zachęcało do pracy nad sobą - stwierdził abp Gądecki.

Dodał, że przyjaźń oznacza „szczerość, zaufanie, dzielenie się smutkami i radościami, dodawanie otuchy, niesienie pociechy, wspomaganie przykładem”. - Zakłada ona i rozwija wielkoduszność, bezinteresowność, sympatię i solidarność. Jeśli przyjaźń ma być wierna i szczera wymaga wyrzeczeń, prawości, wzajemności szlachetnych i godziwych przysług. Od przyjaciela oczekuje się w sposób szczególny gotowości do poświęcenia - mówił przewodniczący KEP.

Reklama

Ponadto prawdziwa przyjaźń „nie pozwala się zniszczyć przez zawiść. Nie ulega ochłodzeniu z powodu podejrzeń. Wzrasta pośród trudności. Przyjaciel nie zdradza, ani nie mówi o mnie źle, nie pozwala też na krytykowanie nas pod naszą nieobecność, występuje w naszej obronie”.

- Przyjaciel jest kimś, kto nas szanuje i jest przez nas szanowany – nie dzięki bogactwu, ale na podstawie jedności myśli. Prawdziwa przyjaźń jest bezinteresowna, gdyż bardziej polega na dawaniu niż na otrzymywaniu; nie szuka własnej korzyści, lecz dobra przyjaciela. Dobrze powiedział o przyjacielu ten, kto go nazwał „połową swojej duszy” - zauważył metropolita poznański, dodając, że przyjaciele „mają wspólny cel”.

Przypomniał, że „Polaków z Węgrami łączą pradawne więzy braterstwa”. - W X wieku – prawie równocześnie – weszliśmy razem do rodziny narodów chrześcijańskich i połączył nas ten sam chrzest święty. Chrzest Polski miał miejsce w 966 roku, chrzest Węgier w 974 roku. Fakt ten połączył nas z Rzymem i kulturą chrześcijańską. Łączą nas także święci. Św. Wojciech i córka Ludwika Wielkiego, Jadwiga Andegaweńska, koronowana w 1384 roku na króla Polski, apostołka Litwy, święta patronka Polski - wyliczał hierarcha.

Reklama

Zwrócił uwagę, że łączą nas także wybitni władcy, m.in. Ludwik I Wielki, Władysław III Warneńczyk, Stefan Batory. Łączą nas również „wspólne klęski”, ale i „wspólne zwycięstwa”, a także pomoc jaką Węgry udzieliły Polsce podczas wojny polsko-bolszewickiej, w okresie II wojny światowej, oraz „wspólne doświadczenia związane z życiem pod panowaniem komunistycznym”, w tym masowe oddawanie krwi i przekazywanie lekarstw dla uczestników rewolucji węgierskiej w 1956 r. Łączy nas wreszcie „wspólne odzyskanie wolności” w wyniku Jesieni Ludów w 1989 r.

- W świetle tej wspólnej historii trzeba zabiegać o to, aby Węgry i Polskę łączyła nas nie tylko wspólna przeszłość, ale również wspólna przyszłość - zaapelował przewodniczący KEP.

Swe przemówienie zakończył słowami: „Niech żyją Węgry! Niech żyje Polska!”.



Abp Stanisław Gądecki Słowo z okazji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej (Vesprém - 24.03.2018).

Szanowny Panie Prezydencie Węgier, Szanowny Panie Prezydencie Polski wraz z Małżonką, Marszałkowie Sejmu i Senatu, Eminencjo, Księże Prymasie, Przewodniczący Episkopatu Węgier, Metropolito Vesprém! Wszyscy drodzy zgromadzeni tu wierni,

„Lengyel, magyar – két jó barát, Együtt harcol s issza borát, Vitéz s bátor mindkettője, Áldás szálljon mindkettőre”. Polska wersja tego przysłowia brzmi: „Polak, Węgier – dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki, oba zuchy, oba żwawi, niech im Pan Bóg błogosławi”.

1. To popularne powiedzenie mówi o pięknym zjawisku, jakim jest przyjaźń między Węgrami i Polakami. Co to jest przyjaźń? Istnieje wiele definicji przyjaźni, przyjaźń bowiem należy do tego rodzaju uczuć, które dobrze znamy, ale które trudno opisać.

Oczywiste jest jednak to, że kto chce być przyjacielem, ten musi szukać prawdy o sobie i o przyjacielu, a nie jest to łatwe. Często chcemy być postrzegani jako lepsi i mądrzejsi. Często też pielęgnujemy w sobie fałszywe wyobrażenie o naszym przyjacielu. Każdy zaś proces poznawania siebie owocuje nie tylko odkrywaniem swoich zalet, lecz także swoich wad i niedociągnięć. Tylko przyjaciel potrafi mówić o nich tak, żeby nas to zmieniało i zachęcało do pracy nad sobą.

Prawdziwy przyjaciel nie może mieć dla nas dwóch twarzy. Przyjaźń oznacza przecież szczerość, zaufanie, dzielenie się smutkami i radościami, dodawanie otuchy, niesienie pociechy, wspomaganie przykładem. Zakłada ona i rozwija wielkoduszność, bezinteresowność, sympatię i solidarność. Jeśli przyjaźń ma być wierna i szczera wymaga wyrzeczeń, prawości, wzajemności szlachetnych i godziwych przysług. Od przyjaciela oczekuje się w sposób szczególny gotowości do poświęcenia.

Prawdziwa przyjaźń nie pozwala się zniszczyć przez zawiść. Nie ulega ochłodzeniu z powodu podejrzeń. Wzrasta pośród trudności. Przyjaciel nie zdradza, ani nie mówi o mnie źle, nie pozwala też na krytykowanie nas pod naszą nieobecność, występuje w naszej obronie. „Wierny bowiem przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł” (Syr 6,14).

Przyjaciel jest kimś, kto nas szanuje i jest przez nas szanowany – nie dzięki bogactwu, ale na podstawie jedności myśli. Prawdziwa przyjaźń jest bezinteresowna, gdyż bardziej polega na dawaniu niż na otrzymywaniu; nie szuka własnej korzyści, lecz dobra przyjaciela. Dobrze powiedział o przyjacielu ten, kto go nazwał „połową swojej duszy”.

Przyjaciele mają wspólny cel. Do czegoś wspólnie dążą i w tym dążeniu pragną przekształcać, rozwijać samych siebie i swoją przyjaźń. Jednym słowem przyjaźń jest bardzo blisko miłości, o której św. Paweł mówi: „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma” (1 Kor 13,4-7).

2. Biblia mówi nam wielokrotnie przyjaźni, ale szczególnie piękny jej przykład znajdujemy w postaciach Dawida i Jonatana. „Jonatan zaś zawarł z Dawidem związek przyjaźni, umiłował go bowiem jak samego siebie” (1 Sm 18,3). Przykład ten uczy nas, że w przyjaźni najważniejsza jest wspólnota dusz. Jest to coś więcej niż zwyczajne lubienie kogoś; to jakaś subtelna forma miłości.

„Przyrzeczenie zaś, które złożyliśmy ja i ty, jest takie: Oto Pan między mną a tobą na wieki” (1 Sm 20,23). W tym zdaniu z kolei podana jest recepta na trwałą i piękną przyjaźń: „Pan między mną a tobą”. Przyjaźń chrześcijan nigdy nie jest tylko dwustronną relacją, ona zawsze ma szczególne odniesienie do Trzeciego, tzn. do Boga. I tylko wtedy posiada ona swój najgłębszy sens. „Pan między mną a tobą” – oto zasada, która każe nieustannie pytać samego siebie: czy to, czego pragnę dla mojej przyjaźni, jest rzeczywiście tym, czego pragnie dla niej Bóg?

3. Ktoś mógłby w tym momencie powiedzieć: to wszystko prawda. Szlachetna przyjaźń między ludźmi jest możliwa i urzekająca, ale czy tego rodzaju relacja jest możliwa między narodami? W starożytności mówiło się, owszem, o istnieniu takiej możliwości, lecz tylko między narodami, które łączą – prawdziwe, albo domniemane - więzy pokrewieństwa. Tego zaś nie można powiedzieć o Polakach i Węgrach. Innym argumentem przemawiającym za przyjaźnią polityczną była siła: narody sprzymierzały się z silniejszymi, bo warto było do nich przyłączyć. W dzisiejszym świecie Węgrzy i Polacy do takich narodów nie należą.

a. A jednak, mimo tego, Polaków z Węgrami łączą pradawne więzy braterstwa. W X wieku – prawie równocześnie – weszliśmy razem do rodziny narodów chrześcijańskich i połączył nas ten sam chrzest święty. Chrzest Polski miał miejsce w 966 roku, chrzest Węgier w 974 roku. Fakt ten połączył nas z Rzymem i kulturą chrześcijańską.

Łączą nas także święci. Św. Wojciech i córka Ludwika Wielkiego, Jadwiga Andegaweńska, koronowana w 1384 roku na króla Polski, apostołka Litwy, święta patronka Polski. Z jej fundacji został odnowiony uniwersytet w Krakowie (1400).

b. Łączą nas wybitni władcy. W 1370 królem Polski został władca Węgier Ludwik I zwany w węgierskiej historiografii Wielkim. Ponad pół wieku później, w 1440 roku, oba państwa połączyła znowu osoba wspólnego króla. Został nim Władysław III Warneńczyk, syn Władysława Jagiełły, zabity w bitwie pod Warną (1444). W drugiej połowie XV wieku Zygmunt Stary zanim został królem Polski, przebywał na dworze swego brata, króla Węgier Władysława II Jagiellończyka. Także władca Siedmiogrodu Stefan Batory w 1575 roku został wybrany królem Polski.

c. Łączą nas również wspólne klęski. W latach 1241–1242 Węgry, podobnie jak i wiele krajów wschodniej Europy zostały zniszczone przez najazdy mongolskiej Złotej Ordy. Także Polska doświadczyła wtedy dotkliwej porażki w bitwie pod Legnicą (1241). W 1526 roku w bitwie pod Mohaczem - oprócz 18.000 rycerzy węgierskich - zginęło 3.000 rycerzy polskich. W tym okresie do Polski wyemigrowało wielu Węgrów. W Tarnowie schronił się między innymi król Węgier Jan Zápolya, którego żoną została Izabela, córka Zygmunta Starego. Klęską zakończyła się też rewolucja węgierska (1848–1849). W walkach po stronie węgierskiej uczestniczył wówczas trzytysięczny legion polski pod wodzą gen. Józefa Wysockiego. Węgierskim bohaterem narodowym stał się wtedy Józef Bem (urodzony w 1794 roku w Tarnowie), naczelny wódz powstania węgierskiego.

d. Łączą nas też wspólne zwycięstwa. Podczas wojny polsko-bolszewickiej Węgry były jedynym krajem w regionie, który zaoferował pomoc militarną Polsce. Rząd Węgier przekazał w 1920 roku na własny koszt – drogą przez Rumunię – zaopatrzenie wojskowe. Związek między naszymi narodami umocnił się w okresie II wojny światowej. Premier Węgier Pál Teleki odmówił Adolfowi Hitlerowi możliwość dokonania inwazji na Polskę także z terytorium Węgier. Po jego inwazji na Polskę, na Węgrzech znalazło schronienie ponad sto tysięcy polskich uchodźców. Tam też - mimo nacisków niemieckich - rząd Horthy’ego do końca listopada 1940 zezwalał na oficjalne funkcjonowanie poselstwa polskiego w Budapeszcie. Przy cichej aprobacie władz węgierskich, ewakuowano stamtąd do maja 1940 około 35 tysięcy żołnierzy Wojska Polskiego, co miało istotne znaczenie w utworzeniu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

e. Łączą nas wspólne doświadczenia związane z życiem pod panowaniem komunistycznym. Wtedy to Poznaniu w 1956 roku wybuchł strajk generalny. Ok. 100 tys. robotników protestowało domagając się chleba, wolności i Boga. W tym samym roku w Budapeszcie wybuchła rewolucja węgierska - entuzjastycznie poparta przez Polaków - którzy masowo oddawali wówczas krew i lekarstwa dla rannych bojowników węgierskich. Później mieliśmy do czynienia z wieloma powtarzającymi się protestami Polaków przeciwko rządom komunistycznym: studencki marzec 1968, masakra na Wybrzeżu 1970, Czerwiec 1976. Ruch „Solidarności”, strajk okupacyjny w kopalni Wujek (1981), strajki w okresie stanu wojennego. W rezultacie tych wstrząsów łączy nas wreszcie wspólne odzyskanie wolności. W wyniku Jesieni Ludów w 1989 roku tak Polska jak i Węgry stały się państwami demokracji parlamentarnej. W 1991 roku podjęły współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej. A 1 maja 2004 roku obydwa państwa stały się członkami Unii Europejskiej. W końcu – wspólną decyzją parlamentu Węgier i Polski – dzień 23 marca został uznany Dniem Przyjaźni Polsko-Węgierskiej (2007).

f. W świetle tej wspólnej historii trzeba zabiegać o to, aby Węgry i Polskę łączyła nas nie tylko wspólna przeszłość, ale również wspólna przyszłość. Patriotyzm, czyli miłość do własnej ojczyzny, będący charakterystyczną cechą naszych narodów, jest wielką wartością. Trzeba jednak troszczyć się nieustannie o to, aby nie przerodził się on w niezdrowy nacjonalizm, ksenofobię czy pogardę dla innych. Mądrość Syracha poucza: „W trzech rzeczach upodobałem sobie, które są przyjemne Panu i ludziom: zgoda wśród braci, przyjaźń między sąsiadami oraz żona i mąż dobrze zgadzający się wzajemnie” (Syr 25,1). Prawdziwa przyjaźń nie jest ekskluzywna, zamknięta w swoim własnym gronie, ona otwiera się na innych, kreśląc w ten sposób nowe perspektywy na przyszłość. Na koniec, chciałbym zapewnić wszystkich Węgrów - w imieniu Kościoła katolickiego w Polsce, tj. polskich biskupów, duchowieństwa, osób konsekrowanych i wiernych świeckich - o naszej o serdecznej solidarności z Wami. Modlę się o błogosławieństwo Boże dla Was o to, by Pan Bóg strzegł Was, darzył pokojem, rozwojem materialnym i duchowym. Niech Bóg błogosławi Węgrów! Niech Bóg błogosławi Polaków!

+ Stanisław Gądecki Arcybiskup Metropolita Poznański Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

Vesprém, 24 marca 2018 roku.

2018-03-24 12:18

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Węgry: ludzie interesują się Kongresem Eucharystycznym, bo brak im Jezusa

[ TEMATY ]

Węgry

Węgrzy

kongres eucharystyczny

Budapeszt

Vatican News

Kard. Erdő z dziećmi uczestniczącymi w przygotowaniach do Kongresu Eucharystycznego

Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny, który w przyszłym roku odbędzie się w Budapeszcie cieszy się na Węgrzech niespodziewaną popularnością. Zakrojone na szeroką skalę przygotowania stały się okazją do wielu inicjatyw modlitewnych, kulturalnych i charytatywnych – mówi kard. Péter Erdő, prymas Węgier.

Kongres odbędzie się od 13 do 20 września pod hasłem „Wszystkie moje źródła są w Tobie”. Otwarte już zostały zapisy. Zgłaszają się uczestnicy z całego świata. „Warto się zapisać jak najwcześniej. Wtedy koszty są niższe. Łatwiej też można zorganizować pobyt i program dużych grup” – mówi arcybiskup Ostrzyhomia i Budapesztu.

Jak podkreśla kard. Erdő, program Kongresu uwzględnia przemiany, które zaszły w podejściu do Eucharystii, a konkretnie ponowne odkrycie adoracji Najświętszego Sakramentu, zwłaszcza wśród młodych.

„Wielkie zainteresowanie Kongresem Eucharystycznym wynika z tego, że ludzie są dziś zgłodniali i spragnieni. Chcą spotkać Jezusa, świadomie lub nieświadomie. To nie my budzimy ich zainteresowanie. Pociąga ich przesłanie, które mamy im do zaoferowania. I to powinniśmy im przekazać. O to musimy się starać, aby nasze świadectwo było autentyczne – mówi Radiu Watykańskiemu kard. Erdő. – Są też pewne znaki, które wskazują, że zachodzą pewne zmiany w kulturze. Na przykład nowa popularność adoracji Najświętszego Sakramentu, adoracji wieczystej. Kilkadziesiąt lat temu myślano, że to tylko przejaw tradycji, pobożności ludowej, a tymczasem dziś to właśnie młodzi wyszukują okazji do adoracji eucharystycznej. W konsekwencji w wielu kościołach wprowadzono adorację, albo stałą, albo przynajmniej okresową, w czasie, gdy kościół jest otwarty. W tym przejawia się również fakt, że to pokolenie jest bardzo «wizualne»”.

Kard. Erdő zapewnia, że uczestników Kongresu Eucharystycznego w Budapeszcie czeka bardzo bogaty program. Uwzględniono potrzeby ludzi młodych, a także rodzin z małymi dziećmi. Popołudnia będą otwarte na program kulturalny przy współpracy z teatrami i muzeami w węgierskiej stolicy. Jednego dnia przewidziano też wyjazd pociągiem do Ostrzyhomia do grobu kard. Józsefa Mindszenty'ego oraz z okazji 750. rocznicy śmierci założyciela paulinów bł. Euzebiusza z Ostrzyhomia. Ten punkt programu, jak powiedział kard. Erdő, jest przygotowywany wraz z paulinami z Częstochowy.

CZYTAJ DALEJ

Włochy: epidemia, która trwa ponad 40 lat…

2020-03-26 13:02

[ TEMATY ]

epidemia

koronawirus

PAP

Świat zamierał z przerażenia, gdy słyszał, że w ciągu jednej doby z powodu COVID-19 zmarło ponad 600 osób. Gdy każdego dnia, od ponad 40 lat we Włoszech zabija się kilkaset dzieci w łonach matek, wszyscy śpią spokojnie…

Od ponad miesiąca świat z niepokojem patrzy na Włochy dotknięte epidemią COVID-19.Okazuje się jednak, że mimo tak kryzysowej sytuacji, w której naturalnie zmienia się sposób myślenia o wartości ludzkiego życia a kolejne zgony wprowadzają niepokój o życie własne i najbliższych, Włosi wciąć nie podejmują refleksji o trawiącej ich od dziesięcioleci epidemii… Można by rzec, że do jednej plagi dodają drugą, wykonywaną „na życzenie”…

Aborcja - pilny przypadek...


Obowiązujące obecnie we włoskich szpitalach restrykcje, mające na celu ograniczenie kontaktów i udostępnianie miejsc najbardziej dziś potrzebującym, nie dotyczą jednak „przypadków pilnych”. Do takich, obok poważnych obrażeń, problemów sercowych, konieczności wykonania przeszczepu oraz innych sytuacji klinicznych związanych z bezpośrednim zagrożeniem życia, zalicza się także wykonywanie aborcji. A zatem, odraczane są zabiegi pacjentów z dolegliwościami ortopedycznymi, okulistycznymi, nawet pacjentów onkologicznych, jeśli zabieg można przełożyć bez ryzyka dla chorego. Ale kiedy chodzi o zabijanie dziecka w łonie matki, to jest to już „przypadek pilny”.

Jak słusznie podkreśla autorka jednego z włoskich portali, pośpiech wywodzi się w tym przypadku nie z niebezpieczeństwa o życie, ale raczej z woli śmierci, tzn. woli uniknięcia narodzin dziecka za wszelką cenę i na wszystkie sposoby. Okropny wyrok śmierci wobec niewinnego bez obrony…

Walka o miejsca i personel w walce z COVID-19 w tej sytuacji już nie obowiązuje… Czyli na jednym łóżku umiera kolejna osoba na koronawirusa, której nikt nie udziela pomocy, bo trzeba zająć się zabójstwem kolejnego człowieka… Chorzy nie są leczeni, ale zabijanie maleńkich dzieci nadal się dokonuje! W wyniku aborcji 500 dzieci dziennie, czyli 22 dzieci na godzinę traci we Włoszech życie.

Prezes Stowarzyszenia “Ora et Labora in Difesa della Vita” podkreśla, że wiele szpitali znajduje się pod ogromną presją, przede wszystkim w Lombardii w innych regionach północy, gdzie skoncentrowana jest największa liczba zakażeń COVID-19. Poszukiwane są nowe źródła finansowania a wystarczyłoby, aby pieniądze przeznaczone na aborcje (każdy region płaci za każdą aborcję nawet do 5 tys. euro!) skierować na obecne ogromne potrzeby związane z zarządzaniem kryzysowym. Podobnie także cały personel zatrudniony do przeprowadzania tych zbrodni, które wołają o pomstę do Boga i do przyszłych pokoleń, mógłby służyć jako pomoc w powstrzymaniu epidemii.

Domowa aborcja na życzenie?

„Na pomoc” w tej sytuacji spieszą panie ze Stowarzyszenia AMICA (Associazione Medici Italiani Contraccezione e Aborto), powstałego w 2015 r. w celu zapewnienie wszystkim kobietom dostępu i wolności wyboru w zakresie różnych możliwych technik aborcji. Związani z tą organizacją ginekolodzy Anna Pompili i Mirella Parachini w liście zamieszczonym na portalu „Quotidiano Sanità” zauważyły, że to bardzo nieekonomiczne w obecnej sytuacji, aby dokonywać aborcji w szpitalach, zamiast zlecać aborcję farmakologiczną. Autorki listu są oburzone niemożliwością bądź zablokowaniem możliwości dostępu do procedury aborcji farmakologicznej w Lodi w Lombardii, gdzie praktykowane jest prawie wyłącznie chirurgiczne przerywanie ciąży. Domowa aborcja farmakologiczna jest przecież bezpieczna, wymaga mniejszej liczby kontroli, co jest zaletą nie tylko z ekonomicznego punktu widzenia, ale także z punktu widzenia możliwości zarażenia się COVID-19 czy innymi.

Wzywają zatem do rozsądku: nieuzasadniona hospitalizacja zdrowych ludzi to marnotrawstwo zasobów gospodarczych, zajęcie łóżek odbieranych tym, którzy naprawdę tego potrzebują. Ta wybitna troska o życie i bezpieczeństwo człowieka wyrażana przez osoby, które dążą do ułatwienia procedur zabójstwa człowieka razi chyba każdego…

Panie ubolewają, że ta „trudna i złożona sytuacja” [tzn. poczęte dziecko – przyp. MZ] wciąż jeszcze napotyka się z antynaukowymi uprzedzeniami, ideologią, która czyni ludzi tak ślepymi i nierozsądnymi, prowadząc do wyborów mających na celu pokazanie, że we Włoszech kobiety muszą się dobrze zastanowić przed aborcją.

Alerty bezpieczeństwa, wyjątkowe środki ostrożności, ogłaszanie stanów epidemiologicznych, wzywanie do zachowania kwarantanny, szacowanie strat gospodarczych… Świat a wraz z nim także nasze „małe światy” w przeciągu kilku dni wirus postawił na głowie… Odebrał życie ludziom, których śmierć jest dramatem dla wielu rodzin, zaskoczonych nagłą utratą bliskiej, kochanej osoby.

Gdy każdego dnia setki dzieci pozbawia się życia „zgodnie z prawem” i politycznie poprawną wolnością, każdy idzie spać spokojnie, nie myśląc o tym, że wciąż dokonuje się plaga niszczenia ludzkości i cywilizacji, która w zatrważającym tempie pozostawia ślady okrutnej śmierci na obliczu naszego świata… W obliczu koronawirusa władze państw działają błyskawicznie. Kiedy politycy równie sprawnie wezmą się za ratowanie abortowanych dzieci?

CZYTAJ DALEJ

Abp Józef Kupny: W swoim przesłaniu to wciąż te same święta

2020-04-03 21:15

Agnieszka Bugała

Abp Józef Kupny skierował list, w którym podpowiada w jaki sposób przeżyć Wielki Tydzień i Zmartwychwstanie Jezusa podporządkowując się decyzjom władz państwowych i kościelnych.

Kochani Dolnoślązacy, Bracia i Siostry,

przed nami święta paschalne, największe i najważniejsze święta naszej chrześcijańskiej wiary. Ze względu na ograniczenia wprowadzone przez rząd, księża będą sprawować liturgię Wielkiego Tygodnia przy pustych kościołach, a większość z was połączy się ze swoją wspólnotą za pośrednictwem radia, telewizji i internetu.

O ile jednak obchody tych świątecznych dni w swojej zewnętrznej formie będą różniły się od tych, do których przyzwyczailiśmy się przez lata, o tyle w swoim przesłaniu i treści będą to wciąż te same święta. Niosą one ogromny ładunek nadziei, która płynie z pustego grobu Jezusa. To przecież czas, w którym świętujemy zwycięstwo naszego Boga nad cierpieniem i śmiercią. To święta, które mówią, że ostatnie słowo w historii świata nie należy do zła, ale do dobrego i miłosiernego Ojca, który jest w niebie.

Na pewno zabraknie nam pewnym obrzędów liturgicznych, ale nie mam wątpliwości że Zmartwychwstały Jezus będzie z nami. Sprawując obrzędy liturgiczne w naszej wrocławskiej archikatedrze, duchowo będę łączył się z każdą i każdym i proszę, na ile to możliwe: stwórzmy wspólnotę ludzi wierzących.

W Wielki Czwartek nie przeżyjemy obrzędu obmycia nóg, upamiętniającego to, co Jezus uczynił w czasie Ostatniej Wieczerzy, ale proszę, byście tego dnia uczynili jakiś gest miłosierdzia, dobry uczynek wobec drugiego człowieka. Przeczytajcie w swoich rodzinach fragment Ewangelii opisujący ustanowienie Eucharystii i pomódlcie się za swoich duszpasterzy.

W Wielki Piątek nie będzie nam dane podejść w kościołach do krzyża, by ucałować ten znak wielkiej miłości Boga do człowieka. Dlatego tego dnia proszę, przygotujcie adorację krzyża w waszych domach. Zdejmijcie krzyże, które wiszą na ścianach waszych mieszkań i ustawcie je w ważnym dla was miejscu. Jeśli to możliwe, odprawcie wspólnie Drogę Krzyżową. Niech każdy z domowników odda cześć temu krzyżowi, który jest z wami każdego dnia w roku, który jest częścią waszego życia i waszej codzienności.

W Wielką Sobotę nie będzie zorganizowane święcenie pokarmów, ale to okazja, by wrócić do starożytnej tradycji wzajemnego błogosławienia siebie w domach. Niech rodzice uczynią znak krzyża na czołach dzieci, niech ten sam gest uczynią wobec siebie małżonkowie. Przypomni wam to przyjęty chrzest, przez który zostaliśmy włączeni w śmierć Chrystusa i w Jego Zmartwychwstanie.

Liturgia chrzcielna jest bowiem bardzo ważnym elementem Wigilii Paschalnej, którą będziemy sprawować wieczorem w naszych kościołach. Proszę wam też, byście tego dnia w swoich rodzinach wspólnie odmówili wyznanie wiary, tak jak wypowiadamy je w czasie niedzielnej Eucharystii. Wypowiadając słowa „i zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo", zatrzymajcie się na chwilę ciszy, uklęknijcie rozważając tę prawdę, która stanowi centrum naszego chrześcijańskiego życia.

W Niedzielę Wielkanocną zaś proszę przed śniadaniem pomódlcie się, błogosławiąc pokarmy, które znajdą się na waszym stole. To będzie trudny czas. Wiem, że dla wielu z was to pierwsze od kilkudziesięciu lat święta Wielkiej Nocy bez możliwości uczestnictwa w liturgii. Niech wasze domy staną się świątyniami, w których Zmartwychwstały Jezus będzie zawsze zwyciężał zło, cierpienie i śmierć.

Jestem z wami. Modlę się za Was. Wierzę, że niedługo minie to ciężkie doświadczenie i spotkamy się w naszych wspólnotach, radując się swoją obecnością i bliskością. Serdecznie was pozdrawiam i z serca błogosławię.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję