Reklama

Włochy

Rozważania dzisiejszej Drogi Krzyżowej w Koloseum opracowane przez 15 młodych

Widzieć, spotkać, modlić się – to myśl przewodnia rozważań Drogi Krzyżowej, której Ojciec Święty będzie przewodniczył w Wielki Piątek, 30 marca w rzymskim Koloseum. Ich autorami po raz pierwszy jest 15 ludzi młodych.

[ TEMATY ]

Droga Krzyżowa

Rzym

Bert Kaufmann / Foter.com / CC BY-SA

WPROWADZENIE

Teksty rozważań czternastu stacji Drogi Krzyżowej zostały w tym roku napisane przez piętnaścioro młodych osób w wieku od 16 do 27 lat. Mamy zatem do czynienia z dwoma zasadniczymi nowościami: pierwsza nie ma precedensów w przeszłości, a dotyczy wieku autorów – ludzi młodych (dziewięcioro z nich to uczniowie liceum Pilo Alberrelli w Rzymie); druga polega na wymiarze wspólnotowym tej pracy, będącej symfonią wielu głosów o różnych tonach i barwach brzmienia. Nie ma „młodych ludzi”, ale Valerio, Maria, Margherita, Francesco, Chiara, Greta ...

Z entuzjazmem typowym dla ich wieku przyjęli wyzwanie zaproponowane przez papieża bieżącego roku 2018, poświęconego ogólnie młodemu pokoleniu. Uczynili to przy pomocy szczególnej metody działania. Zebrali się wokół stołu i przeczytali teksty Męki Chrystusa według czterech Ewangelii. Stanęli więc przed sceną Drogi Krzyżowej i ją „zobaczyli”. Po przeczytaniu, zachowując niezbędny czas, każdy z młodych wypowiedział się, mówiąc który szczegół sceny wywarł na nim wrażenie. W ten sposób prościej i naturalniej było przypisać poszczególne stacje.

Rozwój tych tekstów naznaczają trzy słowa kluczowe, trzy czasowniki: po pierwsze, jak już wspomniano, widzieć, następnie spotkać się, a na koniec modlić się.

Reklama

Będąc młodymi chcemy widzieć: widzieć świat, widzieć wszystko. Scena Wielkiego Piątku wywiera wielkie wrażenie, także w swoim okrucieństwie: zobaczenie jej może prowadzić do odrazy lub miłosierdzia, a zatem do wyjścia na spotkanie. Właśnie tak, jak Jezus czyni w Ewangelii, każdego dnia, także tego ostatniego dnia. Spotyka Piłata, Heroda, kapłanów, strażników, swoją Matkę, Szymona z Cyreny, kobiety jerozolimskie, dwóch złoczyńców będących jego ostatnimi towarzyszami. Będąc młodymi każdego dnia mamy okazję kogoś poznać, a każde spotkanie jest nowe, zaskakujące. Starzejemy się wówczas, gdy już nikogo nie chcemy widzieć, kiedy zamykający strach zwycięża nad ufną otwartością: strach przed zmianami, ponieważ spotkanie oznacza zmienianie się, gotowość, by powrócić na drogę z nowymi oczami. Widzenie i spotkanie pobudza wreszcie do modlitwy, ponieważ zobaczenie i spotkanie rodzą miłosierdzie, nawet w świecie, który wydaje się być pozbawiony litości i w dzień taki jak ten, ulegający bezsensownemu gniewowi, tchórzostwu i nieuważnemu lenistwu ludzi.

Ale jeśli podążamy za Jezusem naszym sercem, także tajemniczą Drogę Krzyżową, to mogą się wówczas odrodzić odwaga i zaufanie, gdy zobaczymy i otworzymy się na spotkanie doświadczymy łaski modlitwy, już nie sami, ale razem z innymi.

ROZWAŻANIA I MODLITWY

Zredagowane przez

Reklama

I Valerio De Felice

II Maria Tagliaferri i Margherita Di Marco

III Caterina Benincasa

IV Agnese Brunetti

V Chiara Mancini

VI Cecilia Nardini

VII Francesco Porceddu

VIII Sofia Russo

IX Chiara Bartolucci

X Greta Giglio

XI Greta Sandri

XII Dante Monda

XIII Flavia De Angelis

XIV Marta Croppo

Koordynator profesor Andrea Monda

Stacja pierwsza: Jezus na śmierć skazany

Zapytał ich po raz trzeci: «Cóż On złego uczynił? Nie znalazłem w Nim nic zasługującego na śmierć. Każę Go więc wychłostać i uwolnię». Lecz oni nalegali z wielkim wrzaskiem, domagając się, aby Go ukrzyżowano; i wzmagały się ich krzyki. Piłat więc zawyrokował, żeby ich żądanie zostało spełnione. Uwolnił im tego, którego się domagali, a który za rozruch i zabójstwo był wtrącony do więzienia; Jezusa zaś zdał na ich wolę (Łk 23,22-25).

Rozważanie

Widzę Cię, Jezu, przed namiestnikiem, który trzykrotnie próbuje przeciwstawić się woli ludu i w końcu postanawia nie dokonywać wyboru w obliczu tłumu, któremu trzy razy stawiane jest pytanie, a który zawsze podejmuje decyzje przeciwko Tobie. Tłum, czyli wszyscy, to znaczy nikt. Człowiek ukryty w masie zatraca swoją osobowość, jest głosem tysiąca innych głosów. Zanim wyprze się Ciebie, wypiera się siebie samego, rozpraszając swoją odpowiedzialność w tym płynnym tłumie bez oblicza. A jednak jest odpowiedzialny. Oszukany przez wichrzycieli, przez Zło rozprzestrzeniające się w podstępnym i ogłuszającym głosie, to człowiek który Ciebie potępia.

Dzisiaj jesteśmy przerażeni taką niesprawiedliwością i chcielibyśmy od się od niej zdystansować. Ale czyniąc tak, zapominamy o wszystkich tych sytuacjach, kiedy jako pierwsi postanowiliśmy ocalić Barabasza zamiast Ciebie. Kiedy nasze ucho było głuche na wezwanie Dobra, kiedy woleliśmy nie widzieć stojącej przed nami niesprawiedliwości.

Na tym zatłoczonym placu wystarczyłoby, żeby jedno serce zwątpiło, aby jeden jedyny głos podniósł się przeciw tysiącu głosom Zła. Za każdym razem, kiedy życie stawia nas przed wyborem, pamiętajmy o tym placu i tym grzechu. Pozwólmy naszym sercom na zwątpienie i nakażmy naszemu głosowi, by się podniósł.

Modlitwa

Proszę Cię Panie, czuwaj nad naszymi wyborami,

rozjaśniaj je Twoim Światłem,

kultywuj w nas zalążek wątpliwości:

tylko Zło nigdy nie wątpi.

Drzewa, które zapuszczają korzenie w ziemi,

jeśli podlewane są Złym, więdną,

ale Ty umieściłeś nasze korzenie w Niebie

a liście na ziemi, abyśmy Ciebie rozpoznawali i podążali za Tobą.

Stacja druga: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!» (Mk 8, 34).

Rozważanie

Widzę Cię, Jezu, cierniem ukoronowanego, przyjmującego swój krzyż. Przyjmujesz go tak, jak zawsze przyjmowałeś wszystko i wszystkich. Wkładają na Ciebie drewno ciężkie, szorstkie, ale nie buntujesz się, nie odrzucasz tego narzędzia niesprawiedliwych i niegodnych tortur. Bierzesz go na siebie i zaczynasz iść, niosąc go na ramionach. Ileż razy buntowałam się i wściekałam na otrzymane zadania, które postrzegałam jako ciężkie lub niesprawiedliwe. Ty tak nie czynisz. Jesteś tylko o kilka lat starszy ode mnie, dzisiaj powiedziano by, że jesteś jeszcze młody, ale jesteś posłuszny i traktujesz poważnie to, co daje Ci życie, każdą okazję, która się nadarza, jakbyś chciał pójść aż do końca ku rzeczy i odkryć, że zawsze jest coś więcej niż to, co się pojawia, znaczenie ukryte i zaskakujące. Dzięki Tobie rozumiem, że jest to krzyż zbawienia i wyzwolenia, krzyż wspierający w potknięciu, jarzmo lekkie, brzemię, które nie ciąży.

Ze zgorszenia śmierci Syna Bożego, śmierci grzesznika, śmierci złoczyńcy rodzi się łaska ponownego odkrycia w bólu -zmartwychwstania, w cierpieniu - Twej chwały, w udręce - Twego zbawienia. Sam krzyż, dla człowieka symbol poniżenia i cierpienia, objawia się teraz, dzięki łasce Twej ofiary, jako obietnica: z każdej śmierci powstanie życie, a w każdej ciemności zajaśnieje światło. I możemy zawołać: „Witaj Krzyżu, jedyna nadziejo!”.

Modlitwa

Proszę, Panie, spraw abyśmy w świetle krzyża, symbolu naszej wiary,

mogli przyjąć nasze cierpienia i oświeceni Twą miłością,

objąć nasze krzyże, uczynione chwalebnymi przez Twą śmierć i zmartwychwstanie.

Daj nam łaskę spojrzenia na nasze historie

i odkrycia w nich Twej miłości do nas.

Stacja trzecia: Jezus upada po raz pierwszy

On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego (Iz 53, 4).

Rozważanie

Widzę Cię, Jezu, cierpiącego, idącego drogą ku Kalwarii, obarczonego naszym grzechem. I widzę, jak upadasz, z rękoma i kolanami na ziemi, w bólu. Z jakąż pokorą upadłeś! Ileż upokorzenia odczuwasz! Twoja natura prawdziwego człowieka jest wyraźnie widoczna w tym fragmencie Twojego życia. Krzyż, który nosisz, jest ciężki; potrzebowałbyś pomocy, ale kiedy upadasz na ziemię nikt Tobie nie pomaga, co więcej ludzie się z Ciebie naśmiewają, śmieją się na widok Boga, który upada. Może są rozczarowani, może mają fałszywe pojęcie o Tobie. Czasami myślimy, że wierzyć w Ciebie oznacza, iż nigdy w życiu nie upadniemy. Wraz z Tobą upadam także ja, i to razem z moimi ideami, jakie miałem o Tobie: jakże były kruche!

Widzę Cię, Jezu, zaciskającego zęby i całkowicie powierzającego się miłości Ojca. Wstajesz i wznawiasz Twoją drogę. Z tymi pierwszymi krokami w kierunku krzyża, tak niezdecydowanymi, Jezu, przypominasz mi dziecko, które stawia pierwsze kroki ku życiu, traci równowagę, upada i płacze, ale potem zaczyna od nowa. Powierza się w ręce rodziców i nie przestaje; boi się, ale idzie naprzód, bo po strachu nadchodzi ufność.

Swoją odwagą uczysz nas, że niepowodzenia i upadki nigdy nie mogą zatrzymywać naszej drogi i że zawsze mamy wybór: poddać się lub wraz z Tobą powstać.

Modlitwa

Proszę Cię, Panie, przebudź w nas ludziach młodych

odwagę, by powstać po każdym upadku,

tak jak Ty uczyniłeś w drodze na Kalwarię.

Proszę, spraw, byśmy zawsze umieli doceniać

wspaniały i cenny dar życia

i aby niepowodzenia i upadki

nigdy nie były powodem, żeby je odrzucić,

będąc świadomi, że jeśli polegamy na Tobie

możemy powstać i znaleźć siłę, by zawsze iść dalej.

Czwarta stacja: Jezus spotyka swoją matkę

Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu» (Łk 2, 34-35).

Rozważanie

Widzę cię, Jezu, gdy spotykasz swą matkę. Maryja jest tam, idąc zatłoczoną drogą. Obok niej jest wielu ludzi. Jedyną rzeczą, która ją odróżnia od innych jest fakt, że jest tam, aby towarzyszyć swemu Synowi. Sytuacja, która ma miejsce codziennie: matki towarzyszą swoim dzieciom do szkoły lub do lekarza lub zabierają je ze sobą do pracy. Ale Maryja wyróżnia się spośród innych matek: towarzyszy swemu Synowi w drodze ku śmierci. Widzieć, jak umiera dziecko, to najgorszy los, jakiego można życzyć komukolwiek, najbardziej nienaturalny. Jeszcze bardziej okrutny jeśli niewinny syn umiera z rąk wymiaru sprawiedliwości. Cóż za nienaturalna i niesprawiedliwa scena przed moimi oczyma! Moja matka wychowała mnie do poczucia sprawiedliwości i pokładania ufności w życie, ale to, co widzą teraz moje oczy nie ma nic z tego, jest bezsensowne i pełne bólu.

Widzę cię, Maryjo, jak patrzysz na swego biednego Syna: ma ślady biczowania na plecach i musi nieść ciężar krzyża. Zapewne wkrótce pod nim upadnie z powodu trudu. A jednak wiedziałaś, że prędzej czy później to się stanie, zapowiedziano to Tobie. Ale teraz, gdy się to stało, wszystko wygląda inaczej. Zawsze tak jest. Zawsze jesteśmy nieprzygotowani wobec życia, jego surowości. Jesteś teraz smutna Maryjo, jak byłaby na Twoim miejscu każda kobieta, ale nie rozpaczasz. Twoje oczy nie są zgaszone, nie patrzą w pustkę, nie idziesz ze spuszczoną głową. Jaśniejesz także w swoim smutku, bo masz nadzieję, wiesz, że droga Twojego Syna nie będzie tylko w jedną stronę i wiesz, czujesz tak, jak to czują tylko matki, że wkrótce zobaczysz Go na nowo.

Modlitwa

Proszę Cię, Panie, pomóż nam,

byśmy zawsze pamiętali o przykładzie Maryi,

która przyjęła śmierć swojego Syna

jako wielką tajemnicę zbawienia.

Pomóż nam działać ze wzrokiem skierowanym ku dobru innych

i umierać w nadziei zmartwychwstania

oraz ze świadomością, że nigdy nie jesteśmy sami,

ani porzuceni przez Boga, ani przez Maryję,

dobrą matkę, która zawsze troszczy się o swoje dzieci.

Piąta stacja: Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi

Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem (Łk 23,26).

Rozważanie

Widzę Cię, Jezu, zmiażdżonego pod ciężarem krzyża. Widzę, że sam nie dasz rady. Właśnie w chwili największego wysiłku zostałeś sam, nie ma tych, którzy nazywali się Twoimi przyjaciółmi: Judasz Ciebie zdradził, Piotr się zaparł, inni opuścili. Ale oto niespodziewane spotkanie, pewien człowiek, zwykły, który może słyszał o Tobie, a jednak nie poszedł za Tobą, jest właśnie teraz tutaj, po Twojej stronie, ramię w ramię, aby mieć udział w Twoim jarzmie. Nazywa się Szymon i jest cudzoziemcem, który przybywa z daleka, z Cyreny. Dla niego, dzisiaj, to wydarzenie niespodziewane okazuje się być spotkaniem.

Codziennie szczególnie my, młodzi mamy niezliczone spotkania i starcia, nieustannie wchodząc w kontakt z nowymi sprawami, nowymi ludźmi. I to właśnie w nieoczekiwanym spotkaniu, w wypadku, w kłopotliwym zaskoczeniu kryje się okazja do rozpoznania tego, co w bliźnim najlepsze, nawet gdy wydaje się nam inny.

Czasami czujemy się, Jezu, tak jak Ty, opuszczeni przez tych, których uważaliśmy za naszych przyjaciół, pod miażdżącym nas ciężarem. Ale nie wolno nam zapominać, że istnieje Szymon Cyrenejczyk, gotów wziąć nasz krzyż. Nie wolno nam zapominać, że nie jesteśmy sami, a z tej świadomości możemy czerpać siłę do wzięcia na siebie krzyża ludzi będących obok nas.

Widzę cię, Jezu: teraz wydaje się, że odczuwasz trochę ulgi, możesz odetchnąć przez chwilę, że nie jesteś już sam. I widzę Szymona: kto wie, czy doświadczył, że jego jarzmo jest lekkie, kto wie, czy zdaje sobie sprawę, co to nieoczekiwane wydarzenie znaczy w jego życiu?

Modlitwa

Panie, proszę Cię, aby każdy z nas

mógł znaleźć odwagę, by być jak Cyrenejczyk,

który bierze krzyż i podąża za Twoimi krokami.

Niech każdy z nas będzie tak pokorny i silny,

by wziąć na siebie krzyż ludzi, których spotykamy.

Spraw, abyśmy, gdy czujemy się sami,

potrafili rozpoznać na naszej drodze Szymona z Cyreny,

który staje i bierze na siebie nasze brzemię.

Daj nam, abyśmy potrafili w każdej osobie szukać dobra,

być otwartymi na każde spotkanie, nawet w różnorodności.

Proszę Cię, aby każdy z nas

potrafił niespodziewanie odkryć siebie u Twego boku.

Szósta stacja: Weronika ociera twarz Jezusowi

Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic (Iz 53, 2-3).

Rozważanie

Widzę Cię, Jezu, żałosnego, niemal nie do rozpoznania, traktowanego jak ostatni z ludzi. Ledwo idziesz ku swej śmierci z krwawiącą i oszpeconą twarzą, chociaż jak zawsze łagodny i pokorny, zwrócony ku temu, co wysokie. Jakaś kobieta robi sobie miejsce w tłumie, aby zobaczyć dokładnie tę Twoją twarz, która być może wielokrotnie przemawiała do jej duszy i którą miłowała. Widzi ją cierpiącą i chce jej pomóc. Nie pozwalają jej przejść, jest ich wielu, zbyt liczni i uzbrojeni. Ale dla niej to wszystko nie ma znaczenia, jest zdeterminowana, by do Ciebie dotrzeć i udaje się na chwilę Cię dotknąć, pogłaskać Cię swoją chustą. Ma w sobie siłę czułości. Wasze oczy spotykają się na chwilę, twarz patrzy na drugą twarz.

Ta kobieta, Weronika, o której nic nie wiemy, nie znamy jej historii, zyskuje niebo prostym gestem miłości. Zbliża się do Ciebie, patrzy na Twoją twarz z rozdartym sercem i kocha ją jeszcze bardziej niż przedtem. Weronika nie zatrzymuje się na wyglądzie, dziś tak ważnym w naszym społeczeństwie obrazów, ale kocha bezwarunkowo twarz brzydką, niepielęgnowaną, pozbawioną upiększeń i niedoskonałą. Ta twarz, Twoja twarz, Jezu, właśnie w swojej niedoskonałości ukazuje doskonałość Twojej miłości do nas.

Modlitwa

Proszę Cię Jezu, daj mi siłę,

by zbliżyć się do innych ludzi, do każdej osoby,

młodej lub starej, biednej lub bogatej, drogiej mi, lub nieznanej,

i zobaczyć w tych twarzach Twoją twarz.

Pomóż mi nie zwlekać

z pomocą bliźniemu, w którym przebywasz,

jak Weronika przyszła do Ciebie w drodze na Kalwarię.

Siódma stacja: Jezus upada po raz drugi

Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje Jego losem? Tak! Zgładzono Go z krainy żyjących; za grzechy mego ludu został zbity na śmierć [...] Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem (Iz 53, 8.10).

Rozważanie

Widzę Cię, Jezu, jak ponownie upadasz na moich oczach. Upadek po raz kolejny udowadnia, że jesteś człowiekiem, prawdziwym człowiekiem. I widzę, jak wstajesz ponownie, bardziej stanowczy, niż wcześniej. Nie powstajesz z pychą. W Twoim spojrzeniu nie ma pychy, jest miłość. A idąc dalej swoją drogą, powstając po każdym upadku, głosisz swoje Zmartwychwstanie, ukazujesz, że jesteś gotowy, by po raz kolejny wziąć na swe zakrwawione ramiona ciężar grzechu człowieka.

Upadając powtórnie, przekazałeś nam wyraźne orędzie pokory, upadłeś na ziemię, na tę glebę, z której zrodziliśmy się my, „istoty ludzkie”. Jesteśmy ziemią, jesteśmy błotem, jesteśmy niczym w wobec Ciebie. Ale chciałeś stać się takim jak my, a teraz ukazujesz nam, że jesteś blisko nas, z takimi samymi trudami, takimi samymi słabościami, z tym samym potem czoła. Teraz także Ty, w ten piątek, jak to przytrafia się nam, upadłeś na twarz z bólu. Ale masz siłę, by iść naprzód, nie boisz się trudności, jakie możesz napotkać, i wiesz, że u kresu trudu jest Raj. Powstajesz, aby iść tam, aby otworzyć nam bramy Twego królestwa. Jesteś dziwnym królem, królem w prochu.

Czuję zawrót głowy: nie jesteśmy godni, by porównywać nasze trudy i nasze upadki z Twoimi. Twoje są ofiarą, największą ofiarą, jaką moje oczy i cała historia mogłyby kiedykolwiek zobaczyć.

Modlitwa

Proszę Cię, Panie, byśmy byli gotowi powstawać ponownie po upadku,

byśmy mogli się czegoś nauczyć z naszych porażek.

Przypominaj, że gdy zdarza się nam popełniać błędy i upaść,

jeśli jesteśmy z Tobą i ściskamy Twą rękę,

to możemy nauczyć się i ponownie wstawać.

Spraw, abyśmy my młodzi mogli nieść wszystkim Twoje orędzie pokory

i by przyszłe pokolenia otworzyły oczy na Ciebie

i potrafiły zrozumieć Twoją miłość.

Naucz nas pomagać temu, kto cierpi i upada obok nas:

otrzeć jego pot i wyciągnąć rękę, by go podnieść.

Stacja ósma: Jezus spotyka niewiasty z Jerozolimy

A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły”. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?» (Łk 23, 27-31).

Rozważanie

Widzę Cię i słucham, Jezu, mówisz do kobiet, które spotykasz na swej drodze ku śmierci. Przez wszystkie swoje dni spotykałeś wielu ludzi, wychodziłeś na spotkanie i rozmawiałeś ze wszystkimi. Teraz rozmawiasz z kobietami z Jerozolimy, które Cię widzą i opłakują. Ja też jestem jedną z tych kobiet. Ale Ty, Jezu, w swoim napomnieniu używasz słów, które mną wstrząsają, są słowami konkretnymi i bezpośrednimi. Na pierwszy rzut oka mogą zdawać się twarde i surowe, bo są szczere. Jesteśmy dzisiaj doprawdy przyzwyczajeni do świata stworzonego z owijania w bawełnę, zimna hipokryzja przykrywa i filtruje to, co naprawdę chcemy powiedzieć. Coraz bardziej unika się przestróg. Lepiej zostawić drugiego jego własnemu losowi, nie zawracając sobie głowy nakłanianiem go dla jego własnego dobra.

Podczas gdy Ty, Jezu, mówisz do kobiet jak ojciec, nawet je napominając, to Twoje słowa są słowami prawdy i docierają natychmiast osiągając swój cel poprawy, a nie osądu. To inny język niż nasz. Ty zawsze mówisz z pokorą i docierasz prosto do serca.

W tym spotkaniu, ostatnim przed krzyżem, po raz kolejny ukazuje się Twoja niezmierzona miłość dla ostatnich i usuniętych na margines. Kobiety bowiem nie były w tym czasie uważane za godne, by się ich pytać, podczas gdy Ty w swojej dobroci jesteś prawdziwie rewolucyjny.

Modlitwa

Proszę Cię, Panie, spraw, abym

razem z kobietami i mężczyznami tego świata,

mógł się stać się coraz bardziej życzliwy

wobec potrzebujących, tak jak Ty czyniłeś.

Daj nam siłę, by iść pod prąd

i nawiązać autentyczny kontakt z innymi,

przerzucając mosty i unikając zamykania się w egoizmie

prowadzącym nas do samotności grzechu.

Stacja dziewiąta: Jezus upada po raz trzeci

On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie. Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich (Iz 53, 5-6).

Rozważanie

Widzę Cię, Jezu, kiedy upadasz po raz trzeci. Już dwa razy upadłeś i dwa razy powstałeś. Nie ma już ograniczeń dla zmęczenia i bólu, teraz wydajesz się definitywnie pokonany w tym trzecim i ostatnim upadku. Ileż razy w życiu codziennym zdarza się nam upadać? Upadamy tak często, że tracimy rachubę, ale zawsze mamy nadzieję, że każdy upadek będzie ostatnim, bo trzeba odwagi nadziei, aby stawić czoła cierpieniu. Kiedy ktoś upada wiele razy, w końcu siły się załamują, a nadzieje znikają definitywnie.

Wyobrażam sobie, że jestem, Jezu, obok Ciebie, na drodze prowadzącej Cię do śmierci. Trudno pomyśleć, że to Ty właśnie jesteś Synem Bożym. Ktoś już próbował Ci pomóc, ale teraz jesteś wyczerpany, stoisz sparaliżowany i zdaje się, że nie będziesz mógł pójść dalej. Ale oto nieoczekiwanie widzę, że wstajesz, prostujesz nogi i plecy, na ile to tylko możliwe, z krzyżem na ramionach i znowu idziesz. Tak, idziesz na śmierć, ale chcesz tego dokonać aż do końca. To chyba jest miłość. Rozumiem tylko, że niezależnie od tego, ile razy upadniemy, zawsze będzie ostatnia, być może najgorsza, najstraszniejsza próba, w której jesteśmy wezwani, by znaleźć siłę, żeby dojść do końca drogi. Dla Jezusa końcem jest ukrzyżowanie, absurdalność śmierci, ale która objawia głębsze znaczenie, wyższy cel, jakim jest zbawienie nas wszystkich.

Modlitwa

Proszę Cię, Panie, dawaj nam każdego dnia

odwagę, by iść naprzód na naszej drodze.

Spraw, byśmy aż do końca przyjęli

nadzieję i miłość, którą nam dałeś.

Że każdy może stawić czoła wyzwaniom życia

z siłą i wiarą, z jakimi przeżywałeś

ostatnie chwile na swojej drodze

ku śmierci na krzyżu.

Stacja dziesiąta: Jezus z szat obnażony

Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu (J 19, 23).

Rozważanie

Widzę Cię, Jezu, nagiego, jakim Cię nigdy przedtem nie widziałem. Pozbawili Cię szat, o Jezu, i grają o nie w kości. W oczach tych ludzi straciłeś jedyny strzęp godności, jaka Ci pozostała, jedyny przedmiot, jaki posiadałeś na swojej drodze cierpienia. Na początku czasów Twój Ojciec sporządził odzienie dla ludzi, aby ich przyodziać godnością. Teraz ludzie Ciebie z niej odzierają. Widzę Cię, Jezu, i widzę młodego imigranta, zniszczone ciało przybywające do krainy zbyt często okrutnej, gotowej odebrać mu szatę, jedyne jego dobro i sprzedać ją, zostawić go tak tylko z jego krzyżem, takim jak Twój, tylko z jego zmaltretowaną skórą, podobną do Twojej, tylko z jego oczami wielkimi bólem, podobnymi do Twoich.

Ale jest coś, o czym ludzie często zapominają odnośnie do godności: jest ona pod twoją skórą, jest częścią ciebie i zawsze będzie z tobą, a tym bardziej w tej chwili, w tej nagości.

Nagość, z jaką się rodzimy jest tą samą, z jaką przyjmuje nas ziemia u kresu życia. Od jednej matki do drugiej. A teraz tutaj, na tym wzgórzu, jest także Twoja matka, która znowu widzi Cię nagiego.

Widzę Cię i rozumiem wspaniałość i blask Twojej godności, godności każdego człowieka, której nikt nigdy nie może przekreślić.

Modlitwa

Proszę Cię, Panie, spraw byśmy wszyscy uznali

godność właściwą naszej naturze,

nawet gdy stajemy nago i samotnie przed innymi.

Spraw, byśmy zawsze mogli dostrzegać godność innych,

szanować ją i strzec.

Prosimy Cię, daj nam niezbędną odwagę,

by zrozumieć samych siebie ponad tym, co nas przyodziewa;

i zaakceptować przynależną nam nagość,

przypominającą nam o naszym ubóstwie,

które umiłowałeś aż po oddanie za nas życia.

Stacja jedenasta: Jezus przybity do krzyża

Gdy przyszli na miejsce, zwane «Czaszką», ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: «Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią» (Łk 23, 33-34).

Rozważanie

Widzę Cię, Jezu, ogołoconego ze wszystkiego. Chcieli ukarać Ciebie, niewinnego, przybijając Cię do drzewa krzyża. Co ja bym zrobiła na ich miejscu? Czy miałabym odwagę uznać Twoją, moją prawdę? Miałeś siłę dźwigania ciężaru krzyża, tego, że Tobie nie uwierzono, skazania za Twe niewygodne słowa. Dzisiaj nie możemy strawić krytyki, tak jak gdyby każde słowo zostało wypowiedziane, by nas zranić.

Nie ustałeś nawet w obliczu śmierci, głęboko wierzyłeś w swoją misję i ufałeś swojemu Ojcu. Dzisiaj, w świecie Internetu, jesteśmy tak uwarunkowani przez wszystko, co krąży w sieci, że czasami wątpię nawet w moje słowa. Ale Twoje słowa są inne, są silne w Twojej słabości. Przebaczyłeś nam, nie chowałeś urazy, nauczałeś nadstawiania drugiego policzka i posunąłeś się aż do całkowitej ofiary z Twojej osoby.

Rozglądam się wokół i widzę oczy utkwione w ekranie telefonu, angażujące się w sieci społecznościowe, by wyłapać każdy błąd innych, bez możliwości wybaczenia. Ludzie, którzy w ferworze gniewu krzyczą, aby nienawidzić siebie nawzajem z najbardziej bezsensownych powodów.

Patrzę na Twoje rany i jestem świadoma, że teraz nie miałabym Twojej siły. Ale siedzę tu, u Twoich stóp i ogałacam się z wszelkiego wahania, wstaję z ziemi, aby być bliżej Ciebie, nawet o kilka centymetrów.

Modlitwa

Proszę Cię, Panie, spraw abym wobec dobra

była gotowa je rozpoznać;

spraw, bym w obliczu niesprawiedliwości, mogła mieć

odwagę, by wziąć życie w swoje ręce i działać inaczej;

pozwól mi pozbyć się wszystkich lęków,

które jak gwoździe paraliżują mnie i trzymają z daleka

od życia, jakie oczekiwałeś i przygotowałeś dla nas.

Stacja dwunasta: Jezus umiera na krzyżu

Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: «Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego». Po tych słowach wyzionął ducha. Na widok tego, co się działo, setnik oddał chwałę Bogu i mówił: «Istotnie, człowiek ten był sprawiedliwy» (Łk 23, 44-47).

Rozważanie

Widzę Cię, Jezu, a tym razem nie chciałbym Cię widzieć. Umierasz. Miło było patrzeć, gdy mówiłeś do tłumu, ale teraz to już koniec. I nie chcę widzieć końca; zbyt często patrzyłem gdzie indziej, prawie się przyzwyczaiłem do ucieczki przed bólem i śmiercią, znieczuliłem się.

Twój krzyk na krzyżu jest silny, rozdzierający serce: nie byliśmy przygotowani na tak wiele udręk, nie jesteśmy, nigdy nie będziemy. Uciekamy instynktownie, spanikowani, w obliczu śmierci i cierpienia, odrzucamy je, wolimy patrzeć gdzie indziej lub zamykamy oczy. Natomiast Ty pozostajesz na krzyżu, czekasz na nas z otwartymi ramionami, otwierając nam oczy.

To wielka tajemnica, Jezu: kochasz nas, umierając, będąc opuszczonym, oddając Twego ducha, wypełniając wolę Ojca, wycofując się. Zostajesz na krzyżu i to wszystko. Nie próbujesz wyjaśniać tajemnicy śmierci, wypełnienia się wszystkiego, czynisz więcej: przechodzisz przez nią całym swoim ciałem i duchem. Wielka tajemnica, która wciąż zadaje nam pytania i niepokoi; rzuca nam wyzwanie, zachęca do otwarcia oczu, byśmy umieli dostrzec Twoją miłość także w śmierci, a wręcz począwszy od śmierci. Właśnie tam nas umiłowałeś: w naszej najprawdziwszej kondycji, niemożliwej do usunięcia i nieuniknionej. Tam właśnie pojmujemy, choć wciąż niedoskonale, Twoją żywą, autentyczną obecność. Tego zawsze będziemy spragnieni: Twojej bliskości, Twojego bycia Bogiem z nami.

Modlitwa

Proszę Panie, otwórz moje oczy,

abym Cię widział także w cierpieniu,

w śmierci, w końcu, który nie jest prawdziwym kresem.

Zakłóć moją obojętność Twoim krzyżem, wstrząśnij moim odrętwieniem.

Zawsze zadawaj mi pytanie Twoją wstrząsającą tajemnicą,

która pokonuje śmierć i daje życie.

Stacja trzynasta: Jezus zdjęty z krzyża

Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało. Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania (J 19, 38-40).

Rozważanie

Widzę Cię, Jezu, wciąż tam, na krzyżu. Człowieka z ciałem i krwią, ze swoimi słabościami, ze swoimi lękami. Ile wycierpiałeś! Jest to scena nie do zniesienia, być może dlatego, że przesiąknięta człowieczeństwem: to kluczowe słowo, wartość Twojej drogi, naznaczonej cierpieniem i trudem. Właśnie to człowieczeństwo, o którego uznaniu często zapominamy w Tobie i poszukiwaniu w nas samych oraz w innych, zbyt zajęci życiem, które naciska na gaz, ślepi i głusi w obliczu trudności i bólu innych.

Widzę Cię, Jezu: nie jesteś już teraz na krzyżu. Wróciłeś tam, skąd przyszedłeś, leżąc na łonie ziemi, na łonie twojej matki. Teraz cierpienie minęło, zniknęło. To jest godzina współczucia. W Twoim ciele bez życia rozbrzmiewa siła, z jaką stawiłeś czoła cierpieniu. Sens, jaki jemu nadałeś znajduje odzwierciedlenie w oczach tych, którzy wciąż tam są i pozostali blisko Ciebie oraz zawsze pozostaną u Twego boku w miłości, danej i otrzymanej. Dla Ciebie, dla nas, otwiera się nowe życie, niebiańskie, w duchu tego, co się opiera i nie zostaje złamane przez śmierć: miłości. Jesteś tu z nami, w każdej chwili, na każdym kroku, w każdej niepewności, w każdym cieniu. Gdy cień grobu się wydłuża nad Twoim ciałem leżącym w ramionach Twej matki, widzę Ciebie i lękam się, ale nie rozpaczam, ufam, że światło, Twoje światło, znów zajaśnieje.

Modlitwa

Proszę Cię, Panie,

spraw, aby zawsze była w nas żywa nadzieja,

wiara w Twoją bezwarunkową miłość.

Byśmy mogli zawsze podtrzymywać żywe

spojrzenie ku wiecznemu zbawieniu

i mogli znaleźć ukojenie i pokój na naszej drodze.

Stacja czternasta: złożony Jezus do grobu

A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu (J 19, 41-42).

Rozważanie

Już cię nie widzę, Jezu, teraz jest ciemno. Długie cienie spadają ze wzgórz, a w Jerozolimie roi się od lampionów szabatowych, na zewnątrz domów i pokojów. Walczą z bramami nieba, zamkniętymi i nie do zdobycia: na co taka wielka samotność? Kto w taką noc może spać? Miasto rozbrzmiewa płaczem dzieci, śpiewami matek, patrolami żołnierzy: umiera ten dzień i tylko Ty zasnąłeś. Czy śpisz? I na jakim łóżku? Jaki koc ukrywa Cię przed światem?

Z oddali Józef z Arymatei podążał za Twoimi krokami, a teraz na palcach towarzyszy Ci we śnie, zabiera Cię z oczu rozwścieczonych i złych. Całun otula Twoje zziębnięcie, osusza krew, pot i łzy. Zstąpiłeś z krzyża, ale jakże łatwo, Józef podniesie Cię na ramionach, jakże jesteś lekki: nie nosisz ciężaru śmierci, nienawiści ani urazy. Śpisz, jak wówczas, gdy byłeś owinięty ciepłą słomą, a inny Józef trzymał Cię w ramionach. Podobnie jak wtedy, nie było dla Ciebie miejsca, nie masz gdzie złożyć głowy, ale na Kalwarii, na twardej czaszce świata, rośnie ogród, w którym nikt nigdy nie był pochowany.

Gdzie poszedłeś, Jezu? Gdzie zstąpiłeś, jeśli nie w głębię? Gdzie, jeśli nie w miejsce jeszcze nietknięte, do najciaśniejszej celi? Wpadłeś w nasze więzy, w naszym smutku jesteś uwięziony: jak my chodziłeś po ziemi, a teraz pod ziemią, jak my czynisz miejsce.

Chciałbym biec daleko, ale jesteś w moim wnętrzu; nie muszę wychodzić, by Cię szukać, bo zapukałeś do moich drzwi.

Modlitwa

Proszę, Cię Panie, który nie objawiłeś się w chwale,

lecz w milczeniu ciemnej nocy.

Ty, który nie patrzysz na to, co zewnętrzne, ale widzisz w ukryciu

i wkraczasz do głębi,

z głębokości usłysz nasz głos:

byśmy mogli utrudzeni spocząć w Tobie,

rozpoznać w Tobie naszą naturę,

w miłości Twej śpiącej twarzy zobaczyć

nasze utracone piękno.

2018-03-30 11:06

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Piotr w rusztowaniach

2020-06-03 08:44

Niedziela Ogólnopolska 23/2020, str. 40-41

[ TEMATY ]

Watykan

Bazylika

Rzym

św. Piotr

remont

Włodzimierz Rędzioch

O pracach restauratorskich w Bazylice Watykańskiej z architektem Lucą Virgiliem rozmawia Włodzimierz Rędzioch.

Renowacja stulecia

Bazylika św. Piotra z jej gigantyczną kopułą jest symbolem Rzymu, papiestwa i Kościoła katolickiego, a równocześnie symbolem ludzkiego geniuszu.

Gdy papież Paweł III zlecił Michałowi Aniołowi przygotowanie projektu nowej bazyliki, artysta miał już 72 lata i nie myślał o żadnym większym przedsięwzięciu. W końcu przystał na papieską propozycję, postawił jednak dwa warunki: odmówił wynagrodzenia za pracę, gdyż dzieło swe chciał przeznaczyć „na chwałę Boga, na cześć św. Piotra i na zbawienie swojej duszy”, oraz zażądał, by dano mu wolną rękę w projektowaniu i realizacji budowli. Genialny rzeźbiarz zaprojektował kościół na planie krzyża greckiego z trzema wielkimi absydami, na którym spoczywa gigantyczna kopuła. Jest ona osadzona na bardzo wysokim bębnie (bęben albo tambur to podstawa kopuły), który ma ważne znaczenie nie tylko architektoniczne, ale i estetyczne.

CZYTAJ DALEJ

Nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca

[ TEMATY ]

pierwsze soboty miesiąca

BOŻENA SZTAJNER

Osobom, które będą uczestniczyć w pierwszosobotnich nabożeństwach, Maryja obiecuje towarzyszenie w chwili śmierci i ofiarowanie im wszystkich łask potrzebnych do zbawienia.

1. Wielka obietnica Matki Bożej Fatimskiej

W Fatimie 13 lipca 1917 r. Matka Boża powiedziała: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je uratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczyni się to, co wam powiem, wielu zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie”.

„Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej części tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. 10 grudnia 1925 r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce. Dzieciątko powiedziało: “Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.

Maryja powiedziała: “Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

2. Dlaczego ma to być „pięć sobót” wynagradzających, a nie dziewięć lub siedem na cześć Matki Bożej Bolesnej?

Siostra Łucja odpowiada: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.
Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.
Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.
Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.
Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.

Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.

3. Warunki nabożeństwa pierwszych sobót - co jest wymagane, aby uczynić zadość temu nabożeństwu

Warunek 1 - Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca.

„Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi”. Spowiedź można odbyć na przykład w ramach pierwszego piątku miesiąca, pamiętając jednak o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi. Do spowiedzi - co istotne - należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę: Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

Warunek 2 - Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca. Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę: Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną między niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

Warunek 3 - Różaniec (jedna część) w pierwszą sobotę miesiąca. Rozpoczynając różaniec należy wzbudzić intencję wynagradzającą, powiedzieć Matce Najświętszej, że będziemy się modlić, by ratować grzeszników i okazać Jej dowód miłości. Jeśli modlimy się prywatnie, spróbujmy zrobić to własnymi słowami. Jeżeli odmawiamy różaniec we wspólnocie, można odmówić następującą modlitwę: Królowo Różańca Świętego. Oto klękamy do modlitwy, by w pierwszą sobotę odmówić różaniec, o który prosiłaś. Chcemy przez niego zadośćuczynić za grzechy swoje, naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. Pragniemy modlić się szczególnie za tych, którzy najdalej odeszli od Boga i najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wspomóż nas, abyśmy pamiętali o tej intencji wyznaczonej przez Ciebie. Pomóż nam wynagradzać naszym różańcem cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.

Po każdej tajemnicy różańca należy odmówić modlitwę: O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

Warunek 4 - Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca. Podejmujemy piętnaście minut rozmyślania o ściśle określonej przez niebo tematyce: mamy pochylić się nad jedną (lub kilkoma) z tajemnic różańca. Możemy rozmyślać nad dowolną tajemnicą, również nowymi tajemnicami: tajemnicami światła. Wzbudźmy intencję wynagradzającą za grzeszników, którzy nie chcą słuchać Matki Najświętszej ani być Jej dziećmi, którzy okazują Maryi obojętność, a nawet Ją nienawidzą i wiele czynią, by pomniejszyć Jej chwałę. Możemy w tym celu odmówić następującą modlitwę: Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo! Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz Swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać we własne serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam we Fatimie. Proszę, otwórz przede mną Swoje Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ pragnę zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty Różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystkiego, co tylko mogę ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie Słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi Swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Będę wtedy duszą najszczęśliwszą na świecie! Piętnastominutowe rozmyślanie (przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną) 4.1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną: Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz. 4.2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 - 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy. 4.3. Z pokora pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów: a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi, b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny, c. rozważ wcielenie Syna Bożego. 4.4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj: Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen. 5.5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe. Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć. Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia. Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża. 4. A jeśli ktoś nie może spełnić warunków w sobotę, czy może wypełnić je w niedzielę? Siostra Łucja odpowiada: „Tak samo zostanie przyjęte praktykowanie tego nabożeństwa w niedzielę następującą po sobocie, jeśli moi kapłani ze słusznej przyczyny zezwolą na to duszom”.

5. Korzyści: jakie łaski zostały obiecane tym, którzy choć raz je odprawią? „Duszom, które w ten sposób starają się mi wynagradzać - mówi Matka Najświętsza - obiecuję towarzyszyć w godzinie śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia”.

6. Intencja wynagradzająca. Jak ważna jest intencja zadośćuczynienia, przypomina sam Jezus, który mówił siostrze Łucji, że wartość nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Dlatego siostra Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”.

7. Warunki rzeczywiście proste, ale czy są wypełniane? „Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy”- mówi Maryja. Trzeba zatem wypełnić to, o co prosi Niebo. Prośba Maryi dotyczy czterech warunków, zatem wszystkie cztery należy wypełnić, a nie jedynie dowolnie wybrane. Jeśli mowa jest o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, to taka intencja winna nam przyświecać w trakcie nabożeństwa pierwszych sobót. Matka Boża prosi, by Jej towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając o tajemnicach różańcowych, zatem nie zapominajmy o medytacji, której temat jest jasno sprecyzowany i nie ma tu dowolności. Maryja prosi ponadto nie tylko o różaniec, ale również o rozmyślanie, zatem zwróćmy uwagę, by nie utożsamiać rozważań w czasie różańca z rozmyślaniem o tajemnicach różańcowych. Pamiętajmy: medytacja, niezależna od modlitwy różańcowej, jest niezmiernie istotna i nie możemy jej pomijać.

8. Czy nabożeństwo pierwszych sobót jest jeszcze dziś aktualne? Ojciec Święty Benedykt XVI odpowiada: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. „W tym sensie posłanie nie jest zakończone, chociaż obydwie wielkie dyktatury zniknęły. Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom”. Do dziś pozostają również aktualne słowa siostry Łucji: „Najświętsza Maryja Panna obiecała odłożyć bicz wojny na później, jeśli to nabożeństwo będzie propagowane i praktykowane. Możemy dostrzec, że odsuwa Ona tę karę stosownie do wysiłków, jakie są podejmowane, by je propagować. Obawiam się jednak, że mogliśmy uczynić więcej niż czynimy i że Bóg, mniej niż zadowolony, może podnieść ramię swego Miłosierdzia i pozwolić, aby świat był niszczony przez to oczyszczenie. A nigdy nie było ono tak straszne, straszne”. Nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca jest wciąż wezwaniem dla Kościoła i każdego z nas; nadal możemy twierdzić, iż moglibyśmy więcej uczynić, by było ono znane i praktykowane. Rodzi się jednak pytanie: po cóż nam dziś to nabożeństwo? Nie zapominajmy jednak, iż to „Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi”. Zatem sam Stwórca Nieba i Ziemi wyciąga pomocną dłoń człowiekowi przez Maryję, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Siostra Łucja z wielką prostotą poucza wszystkich wątpiących w sens tego nabożeństwa, iż „Bóg jest Ojcem i lepiej od nas rozumie potrzeby swoich dzieci” i pragnie „ułatwić nam drogę dostępu do Siebie”.

Przypomnienie tego nabożeństwa, w czasie, kiedy trwa Wielka Nowenna Fatimska, nabiera szczególnego znaczenia. Stanowi ono bowiem istotę przesłania Matki Bożej i jest wezwaniem skierowanym do każdego z nas. Jeśli mówimy o pobożności fatimskiej, to nie możemy jej utożsamiać jedynie z 13. dniem miesiąca od maja do października. Fatima bowiem woła o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Nie wypełnimy fatimskiego przesłania, jeśli nie będziemy wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty.

Modlitwy Anioła z Fatimy

O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

Zapraszamy wszystkich do włączenia się w dzieło Wielkiej Nowenny Fatimskiej. Więcej informacji: Sekretariat Fatimski os. Krzeptówki 14, 34-500 Zakopane tel. 18/ 20 66 420 www.sekretariatfatimski.pl e-mail: fatima@smbf.pl

CZYTAJ DALEJ

Miłość wykracza poza grób

2020-06-06 23:00

Małgorzata Pabis

III Pielgrzymka Rodzin Dzieci Utraconych przybyła w sobotę 6 czerwca br. do sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Mszy świętej przewodniczył i homilię wygłosił ks. bp Jan Zając, kustosz honorowy sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.

Swoje słowo do pielgrzymów skierował ks. abp Marek Jędraszewski. Metropolita krakowski napisał w nim: „III Ogólnopolska Pielgrzymka Rodzin Dzieci Utraconych do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie ubogacona jest w tym roku szczególną obecnością i wstawiennictwem św. Jana Pawła Wielkiego, którego setną rocznicę urodzin obchodzimy. Nasze myśli biegną do wadowickiego domu, w którym 18 maja 1920 roku przyszedł na świat Karol Józef Wojtyła. Te jakże oczekiwane i radosne narodziny poprzedziła niestety śmierć siostry papieża, która zmarła tuż po urodzeniu. To trudne i wymagające doświadczenie Sług Bożych Emilii i Karola Wojtyłów jest dzisiaj także i waszym doświadczeniem. Przybywacie do łagiewnickiego sanktuarium, aby przed Jezusem Miłosiernym wypowiedzieć wasz ból i cierpienie związane z utratą dzieci w różnych momentach ich życia.

Jak zaznaczył to w jednej ze swoich środowych katechez papież Franciszek, „mrokowi śmierci trzeba stawiać czoła z bardziej intensywnym trudem miłości. W tej wierze możemy pocieszać się nawzajem, wiedząc, że Pan zwyciężył śmierć ran na zawsze. Nasi bliscy nie zniknęli w mroku nicości: nadzieja nas zapewnia, że są w dobrych i silnych rękach Boga. Miłość jest silniejsza od śmierci”. Przestrzenią tej szczególnej modlitwy zawierzenia jest Eucharystia, w której uczestniczycie. Niech pośród jej owoców będzie ufna nadzieja, że miłość jest potężniejsza od śmierci, a nasza rozłąka z bliskimi tylko przejściowa. Polecając wszystkich pielgrzymów Matce Boże Bolesnej oraz wstawiennictwu św. Jana Pawła II, zapewniam o mojej bliskości i udzielam pasterskiego błogosławieństwa”.

W homilii bp Zając powiedział: - Stając przed Jezusem Miłosiernym pragniecie, Drogie Rodziny, przedstawić trudne historie Waszych dzieci utraconych i z drżeniem serca stawiacie pytanie o sens cierpienia, które tak bardzo dotyka ludzkie życie. Pytamy się wprost: po co cierpienie? Nie zawsze wystarczy stwierdzić, że cierpienie to wielka tajemnica. Trudno nam wyjaśnić do końca jego sens. Cierpienie pozornie czyni wielkie spustoszenie w człowieku, w różnych jego sferach. Może nawet nadwyrężyć więź z Bogiem, gdyż człowiek buntuje się przeciw wszechmogącemu Bogu.

Kaznodzieja zadał pytanie: - Dlaczego Bóg zezwala zatem, by cierpienie dotykało człowieka?

Jak mówił bp Zając, wobec cierpienia własnego, ale i drugiego człowieka, konieczne jest stanąć pod krzyżem wobec miłosiernego Jezusa i wpatrując się w Jego rany, usłyszeć w sercu słowa: „Oto jestem z tobą! Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje”.

Kustosz honorowy sanktuarium Bożego Miłosierdzia mówił dalej, że bez przebaczenia Bogu, ale także ludziom, którzy przyczynili się do śmierci dziecka, samemu dziecku, jak i sobie jako rodzicom, trudno zabliźnić rany spowodowane odejściem dziecka. Kaznodzieja zachęcał, by osoby pragnące ukojenia nie bały się przychodzić do Jezusa miłosiernego. Mówił, że miłość wykracza poza grób i sprawia, że między osobami na ziemi, a zmarłymi ciągle trwa niezwykła więź.

- Rodzice dzieci utraconych często zastanawiają się jak może kochać ich Bóg, skoro zabrał im dziecko – kontynuował bp Zając. – Ważne jest wtedy ukazywanie im nadziei życia wiecznego i powtórnego spotkania z dzieckiem w wieczności. W procesie żałoby trzeba też przebaczać. Bo bez przebaczenia Bogu, ludziom, którzy się przyczynili do śmierci dziecka, samemu dziecku, jak i sobie jako rodzicom, trudno zabliźnić rany spowodowane odejściem dziecka.

Kaznodzieja przywołał postaci rodziców św. Jana Pawła II: Karola i Emilii Wojtyłów, którzy utracili córkę w dniu porodu. Zauważył: – Ich mocna i ufna wiara pomagała im przeżywać cierpienia. Oboje małżonkowie mieli zakodowaną prawdę, że życie upływa wśród cierpienia i śmierci, ale smutek i żałość w końcu przemijają. Trzeba je tylko oddać Bogu, który dzierży losy przemijającego świata. Niedawno rozpoczął się ich proces kanonizacyjny. Bóg zatem daje szczególnych orędowników rodzinom dzieci utraconych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję