Reklama

Papież do młodzieży z fundacji Scholas Occurrentes: łączcie marzenia z roztropnością

2018-05-12 09:55

kg (KAI/VaticanNews) / Rzym

screenshot/TV Vaticana

Oddawajcie się marzeniom o wielkich rzeczach, kroczcie naprzód, nie bojąc się ryzyka w życiu, ale zawsze bądźcie roztropni, gdyż roztropność nie ogranicza, ale kanalizuje waszą energię – powiedział Franciszek do młodych słuchaczy z fundacji Scholas Occurrentes. 11 maja odwiedził on jej siedzibę w Rzymie, gdzie spotkał się z nowym pokoleniem jej formatorów i otworzył – za pośrednictwem połączenia wideo – nowe siedziby Scholas w Argentynie (Buenos Aires), Mozambiku, Kolumbii i w Stanach Zjednoczonych (pierwsza placówka tego rodzaju).

Po połączeniu się z nowymi siedzibami Ojciec Święty udzielił swego błogosławieństwa nie tylko im, ale także wysiłkom, marzeniom, trudnościom, które musiały przeżyć i przeżywają Scholas Occurrentes, aby rozwijać swe posłannictwo. W wygłoszonym po włosku przemówieniu papież pobłogosławił też wszystkich tych, którzy pracują w fundacji, którzy marzą i wierzą w młodość i w młodych. „Niech Pan błogosławi pracę wszystkich, którzy pracują tutaj, a także tym, którzy sprzeciwiają się temu projektowi, aby dostrzegli w nim drogę życia” – życzył biskup Rzymu.

Poproszono go, aby przesłał orędzie do młodych, zwłaszcza tych, którzy w swych krajach mają pójść do wyborów prezydenckich. Ojciec Święty odpowiedział, aby młodzi nie zasypiali i nie tracili zdolności marzenia, to znaczy aby patrzyli dalej, aby wiedzieli, że marzenie można zakotwiczyć w rzeczywistości. Życzył im też, aby nie dali się okraść z nadziei, gdyż nadzieja nie zawodzi i prowadzi ich naprzód, do tych osiągnięć, których pragną.

Franciszek zachęcił również młodych, aby walczyli o życie, o swe marzenia, aby nie cieszyli się zawczasu, gdyż najsmutniejszą rzeczą jest widok emeryta już w wieku 15, 20 czy 25 lat. Dlatego wezwał ich do podejmowania ryzyka, ale zawsze z roztropnością, która nie jest hamulcem, ale jest kanałem całej tej młodzieńczej energii, sprawia, że ryzyko to nie rozproszy się i nie zaginie, ale skanalizuje się w coś dobrego – podkreślił papież.

Reklama

Przypomniał ponadto młodym, że ojczyzna nie zaczyna się od nich, ale muszą spoglądać za siebie, ku swoim korzeniom, ku korzeniom swych narodów, które są źródłem tożsamości ich i ich rodzin. „Podejmujcie te korzenie i zróbcie krok naprzód. Musicie zrobić ten krok, ale nogą wspartą na korzeniach, bo jeśli nie, to upadniecie” – zachęcał i przestrzegał Ojciec Święty.

Podczas swej wizyty w rzymskiej siedzibie fundacji Franciszek zamknął także III Międzynarodowe Spotkanie Młodzieży, zorganizowane we współpracy z włoskim Ministerstwem Oświaty, Uniwersytetów i Badań i rozpoczęte 7 maja. Grupa światowej sławy artystów podarowała papieżowi obraz, wykonany w celu wspierania Programu Szkół Sztuki „Malując mosty”.

Scholas Occurrentes to światowa sieć szkół pod patronatem Kościoła katolickiego, utworzona w celu wspierania więzi między wszystkimi szkołami na świecie. Stawia sobie za zadanie dzielenie się projektami w celu wzajemnego wzbogacenia się, zwłaszcza szkół z mniejszymi środkami, na rzecz edukacji bez wykluczeń. Pierwsze placówki tego rodzaju powstały po podpisaniu odpowiedniego porozumienia przez znanych piłkarzy: Argentyńczyka Lionela Messiego i Włocha Gianluigiego Buffona w sali konferencyjnej Papieskiej Akademii Nauk 13 sierpnia 2013 r. Odbył się wówczas towarzyski mecz piłki nożnej dla uczczenia papieża między drużynami Argentyny i Włoch.

Poprzednikami takich szkół były programy „Szkoły Sąsiadujące” i „Szkoły Siostrzane”, powstałe z inspiracji ówczesnego arcybiskupa Buenos Aires Jorge Mario Bergoglio. Ich linią przewodnią były słowa obecnego papieża: „Połączyć szkoły, sport ludowy i solidarność”. Uważał on, że znane postacie, zwłaszcza sportu, będą wychowywać miliony dzieci swoim przykładem oraz że sport i sztuka ludowa stanowią wspaniałe narzędzia kształtowania wartości.

19 marca 2014 r. Stolica Apostolska oficjalnie uznała Scholas Occurrentes jako prywatną fundację kanoniczną, podlegającą od sierpnia 2015 r. Kongregacji ds. Duchowieństwa. Przewodniczą jej profesorowie José María del Corral i Enrique Palmeyro, którzy wraz z bp. Marcelo Sanchezem Sorondo tworzą kierownictwo Scholas. Fundacja ma własny hymn “Sembradores del encuentro” (Siewcy spotkania). Ma ona własne kapituły na każdym kontynencie: 3 w Ameryce Łacińskiej, 2 w Europie oraz po 1 w Ameryce Północnej i Afryce.

Tagi:
Franciszek

Reklama

Franciszek do Polaków: pamiętajcie, że Chrystus was kocha

2019-06-26 12:31

st (KAI) / Watykan

„Chrystus żyje nieustannie; kocha nas, ofiaruje nam siebie, jako źródło miłosierdzia, przebaczenia, odkupienia” - przypomniał Ojciec Święty pozdrawiając pielgrzymów polskich podczas dzisiejszej audiencji generalnej w Watykanie. Franciszek nawiązał do przypadającej w najbliższy piątek uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Grzegorz Gałązka

"Pozdrawiam serdecznie pielgrzymów polskich. W piątek przypada uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Przypomina nam ona, że Chrystus żyje nieustannie; kocha nas, ofiaruje nam siebie, jako źródło miłosierdzia, przebaczenia, odkupienia. W Nim możemy odnaleźć pokój ducha, który często zakłóca w nas niepewność, smutek, poczucie grzechu. Ofiarujmy Bożemu Sercu samych siebie, całe nasze życie, czas rozpoczętych wakacji. Życzę wszystkim dobrego wakacyjnego wypoczynku. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" - powiedział papież do Polaków.

Papieską katechezę streścił po polsku ks. prał. Sławomir Nasiorowski z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej:

Drodzy bracia i siostry, Dzieje Apostolskie przypominają, że owocem Pięćdziesiątnicy, wylania Ducha Bożego na pierwszą wspólnotę chrześcijańską, był fakt nawrócenia około trzech tysięcy osób, które przyjęły chrzest, otrzymały dar Ducha Świętego, przylgnęły do Chrystusa. Ta grupa, wzór każdej wspólnoty wierzących, stała się zaczynem dzieła ewangelizacji, rodziną Bożą. Wszyscy trwali w nauce Apostołów, w łamaniu chleba i w modlitwach. Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie” (por. Dz 2, 42. 47). Złączeni wzajemną miłością, dzielili się z innymi Słowem Bożym, chlebem, tym, co posiadali. Kościół Jerozolimski szybko stał się źródłem nowej społeczności, zdolnej do przemieniania świata w duchu sprawiedliwości, braterstwa, troski o innych. Źródłem komunii i wrażliwości na potrzeby braci było autentyczne życie liturgią. Należy życzyć, by liturgia, którą przeżywamy, nie była dla nas jakimś tajemniczym obrzędem, ceremonią, lecz autentycznym doświadczeniem obecności Zmartwychwstałego Pana, Jego miłości, spotkaniem z braterską wspólnotą wierzących. Pamiętajmy, że nasze świadectwo może być tym, co przyciąga, fascynuje i zdobywa innych dla Chrystusa (por. Evangelii gaudium, 14).

W dzisiejszej audiencji udział więzili między innymi: neoprezbiterzy archidiecezji częstochowskiej i diecezji sosnowieckiej; członkowie Scholi Mariackiej z Krakowa; pielgrzymi z parafii św. Ojca Pio z Wrocławia- Partynic; z parafii Podwyższenia Krzyża Świętego z Sanoka; św. Józefa z Tomaszowa Lubelskiego; Parafii św. Michała Archanioła w Sieprawiu (arch. krakowska); z parafii Ducha Świętego w Mielcu; z parafii św. Katarzyny w Nowym Targu; z parafii św. Henryka w Sulęcinie (diec. zielonogórsko-gorzowska); Grupa ministrantów z parafii Najśw. Serca Pana Jezusa w Jastrzębiu Zdroju; Nauczyciele z Zespołu Szkół w Leśnej Podlaskiej; Orkiestra Urzędu Miasta Kowal; Grupa nauczycieli ze Szkoły Podstawowej nr 1 im. św. Jana Pawła II w Suchej Beskidzkiej; Grupa pielgrzymkowa nauczycieli ze Szkoły Podstawowej im. Bp. Chrapka w Starych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jezuici reagują na oskarżenie o pedofilię

2019-05-20 13:00

mip (KAI) / Warszawa

"Relacja pani Magdy Gacyk jest dla ojca Prowincjała i dla nas wszystkich wstrząsem" - czytamy w przesłanym KAI oświadczeniu delegata ds. ochrony dzieci i młodzieży w Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego. Oświadczenie odnosi się do wspomnień dziennikarki zamieszczonych w mediach społecznościowych.

pixabay.com

"Odnosząc się do przytaczanej przez media historii pani Magdy Gacyk, która wyznaje na Facebooku, że była w dzieciństwie molestowana przez nieżyjącego już księdza jezuitę oraz wobec licznych zapytań mediów o tę sprawę oświadczam, że relacja pani Magdy Gacyk jest dla ojca Prowincjała i dla nas wszystkich wstrząsem" - napisał o. Wojciech Żmudziński SJ, delegat ds. ochrony dzieci i młodzieży.

Duchowny wskazuje, że jeśli sprawcą był jezuita, "to ze wstydem i żalem przepraszamy za wyrządzoną krzywdę".

"Niestety podane przez panią Magdę Gacyk elementy informacji nie pozwalają odpowiedzialnie zidentyfikować sprawcę. Dlatego też, jeśli ktoś ma wiedzę, która pomogłaby dojść do prawdy i ustalić jednoznacznie jego tożsamość, prosimy o kontakt pod adresem: pma-socio@jezuici.pl" - czytamy w komunikacie. "Na ten adres prosimy także zgłaszać wszelkie inne sytuacje, w których mogło dojść do nadużyć seksualnych ze strony członków naszej Prowincji zakonnej" - mówi jezuita.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem