Reklama

Polska

Ruszyła rekrutacja wolontariuszy Szlachetnej Paczki

Co najmniej 13,5 tys. wolontariuszy w ponad 900 rejonach zaangażują w tym roku w swoje działania Szlachetna Paczka i Akademia Przyszłości. W ubiegłym roku pomoc w ramach akcji otrzymało ponad 20 tys. rodzin, a łączna wartość materialna wsparcia przekazanego im przez darczyńców sięgnęła 54 mln zł. Podopiecznymi Akademii Przyszłości było natomiast 2300 dzieci.

2018-07-17 18:45

[ TEMATY ]

szlachetna paczka

Wolontariusze SZLACHETNEJ PACZKI i AKADEMII PRZYSZŁOŚCI to osoby, które aktywnie działają na rzecz swoich społeczności, angażują się, podejmują wyzwania i biorą sprawy w swoje ręce. Jak mówi ks. Jacek WIOSNA Stryczek, pomysłodawca obu projektów, "kiedy coś robią, to im to wychodzi". Są jak współcześni bohaterowie. Właśnie dlatego nazywani są SuperW.

W Szlachetnej Paczce ich głównym zadaniem jest dotarcie do rodzin żyjących w trudnych warunkach. Wolontariusze spotykają się z nimi w ich domach, poznają ich sytuację i potrzeby, a następnie określają, jaki rodzaj pomocy da im największą szansę na realną poprawę ich kondycji. Wnikają do świata, do którego inni nie chcą albo boją się wejść, nawiązują autentyczne relacje i pomagają się przełamać ludziom, którzy przez wielu zostali skreśleni.. SuperW szukają dla nich darczyńców i organizują przekazanie przygotowanego przez nich wsparcia materialnego, ale dla rodzin często większe znaczenie ma samo to, że ktoś się nimi zainteresował, wysłuchał i podpowiedział, jak spróbować wyjść z pułapki biedy.

Wolontariusze Akademii Przyszłości mają nieco inne zadania, lecz ich sens jest podobny. Przez cały rok regularnie, raz w tygodniu, indywidualnie spotykają się z dziećmi, które borykają się z problemami w szkole. Wiele z nich pochodzi z trudnych środowisk. Misją SuperW nie jest udzielanie korepetycji, ale przeprowadzenie dziecka od porażki w szkole do sukcesu w życiu. Dla małego studenta Akademii, Wolontariusz staje się przyjacielem i mentorem. Otwiera się na jego potrzeby, uczy je wygrywać, wzmacnia jego dobre strony, podnosi jego samoocenę i sprawia, że dziecku zaczyna się chcieć. Wykorzystuje przy tym nowoczesne narzędzia, m.in. oryginalny, stworzony na potrzeby Akademi Przyszłości System Motywatorów Zmiany, który opiera się na metodologii projektowania doświadczeń.

Reklama

O skuteczności działań wolontariuszy AKADEMII najlepiej świadczy to, że ponad 80% podopiecznych projektu w ostatniej edycji (2017/2018) zadeklarowało, że wreszcie uwierzyło w siebie, dowiedziało się, w czym są dobrzy i odnosiło sukcesy. Niemal wszystkie dzieci (94%) zgodnie przyznały natomiast, że na zajęciach z SuperW "było radośnie".

- Trzy główne korzyści z wolontariatu w Paczce i Akademii to wpływ, rozwój i ludzie. Wpływ, bo zmieniasz otoczenie w którym żyjesz i pomagasz w mądry sposób najbardziej potrzebującym. Rozwój, bo zdobywasz nowe kompetencje - współpracy z zespołem, zarządzania projektami, ale też PR czy logistyki; to od wolontariusza zależy, w co się zaangażuje. Wolontariat w CV bardzo podnosi szanse na znalezienie dobrej pracy – mówi Joanna Sadzik, dyrektor Stowarzyszenia WIOSNA, które realizuje oba projekty.

- Czego się nauczyłam w Paczce? - pyta Natalia, wolontariuszka z Świętokrzyskiego. - Tego jak współpracować z ludźmi. W taki konkretny sposób: gdy jest dużo zadań, obowiązków, gdy trzeba się dzielić pracą. Poza tym odpowiedzialności, systematyczności. No i tego, żeby się nie bać! Otworzyłam się na ludzi i za to jestem Paczce bardzo wdzięczna. Kiedyś zadzwonienie do kogoś obcego z prośbą o pomoc w konkretnej sprawie stanowiło dla mnie ogromne wyzwanie. Wstydziłam się, obawiałam, nie do końca wiadomo czego. A teraz – wiem, że to żaden problem, już się nie blokuję. Działam - tłumaczy.

Kandydaci na SuperW mogą się zgłaszać do 30 września. By zostać wolontariuszem Szlachetnej Paczki lub Akademii Przyszłości, wystarczy wejść na stronę www.superw.pl i wypełnić krótki, intuicyjny formularz zgłoszeniowy. Następne kroki to rozmowa i jednodniowe wdrożenie. Po nich pozostaje już tylko podjąć decyzję i podpisać umowę. Nie warto zwlekać, bo kolejność zgłoszeń ma znaczenie. Finał Szlachetnej Paczki, nazwany "weekendem cudów" odbędzie się w tym roku 8-9 grudnia.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szlachetna Paczka: pomoc dotarła do ponad 14,5 tys. rodzin i osób samotnych

2019-12-11 19:38

[ TEMATY ]

szlachetna paczka

W tegoroczną edycję Szlachetnej Paczki zaangażowało się 553 400 darczyńców, dzięki którym udało się pomóc 14 562 rodzinom i osobom samotnym z całego kraju – poinformowano podczas konferencji prasowej podsumowującej sztandarowy projekt Stowarzyszenia „Wiosna”. Łączna wartość przekazanej pomocy materialnej wyniosła niemal 46 mln zł.

W porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosła liczba osób zaangażowanych w przygotowywanie dedykowanej pomocy wybranej rodzinie. Średnio jedną paczkę kompletowało 38 osób. Wzrosła także średnia wartość jednej paczki. W świątecznych pakunkach od darczyńców rodziny znajdowały rzeczy o średniej wartości 3149 zł.

W 19. edycję Szlachetnej Paczki zaangażowanych było ponad 11 tys. osób, które poświęcały swój wolny czas, odwiedzając łącznie 23 726 rodzin z najdalszych zakątków kraju. Wolontariusze Szlachetnej Paczki spotykają się z potrzebującymi kilkukrotnie. Poznają ich historie, potrzeby, marzenia. W tym roku wolontariusze odbyli łącznie aż 37 750 spotkań z tymi, którym zabrakło szczęścia. „Bardzo często uścisk dłoni, serdeczny uśmiech czy krótka rozmowa potrafią wnieść w życie potrzebujących to, co najważniejsze – impuls do zmiany, nadzieję na wyjście z trudnej sytuacji. Właśnie w tym tkwi sedno mądrej pomocy, w której ekspertami są wolontariusze Szlachetnej Paczki” – podkreślają organizatorzy przedsięwzięcia.

Jednym z priorytetów tegorocznej edycji Szlachetnej Paczki było odwiedzenie takich rodzin, do których z pomocą nie dotarł wcześniej nikt inny. Dzięki wsparciu finansowemu dobroczyńców Paczki, w tym roku udało się utworzyć aż 112 nowe rejony pomocy w całym kraju. Łącznie pomoc trafiała do potrzebujących z 633 lokalizacji rozsianych po całej Polsce. Nadal jednak istnieje wiele zapomnianych miejsc walki ze skrajnym ubóstwem, do których Paczka chce dotrzeć w kolejnych latach. Jak wynika z najnowszego Raportu o Biedzie, corocznej publikacji przygotowywanej przez Szlachetną Paczkę, w Polsce żyje ponad 2 miliony osób walczących ze skrajnym ubóstwem, w tym niemal pół miliona dzieci.

Jak wynika z doświadczeń wolontariuszy pukających do tysięcy domów na terenie całego kraju, w wielu przypadkach pomoc materialna nie wystarcza, by rodzina na trwałe wyszła z biedy, dlatego Paczka rozwija dodatkowe formy pomocy – tzw. paczki specjalistyczne, czyli Paczkę Prawników, Paczkę Lekarzy oraz Paczkę Seniorów. Tam, gdzie pomoc materialna jest niepotrzebna albo niewystarczająca, istnieje możliwość zgłoszenia danej rodziny do jednego z programów pomocy dodatkowej.

Paczka Seniorów umożliwia spotkania osób starszych z danego rejonu w celu aktywizacji i integracji społecznej. Paczka Lekarzy oraz Paczka Prawników polegają na zaoferowaniu spotkań ze specjalistami w dziedzinie prawa oraz medycyny. Osoby, które znalazły się w trudnej sytuacji z powodu choroby czy problemów prawnych, bardzo często nie wiedzą nawet, do kogo mogą się zwrócić, jak otworzyć sobie drogę do poprawy. Spotkania ze specjalistami są dla nich szansą na realną zmianę w życiu.

Finał tegorocznej edycji Szlachetnej Paczki odbył się 7-8 grudnia w całej Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Zawód podwyższonego ryzyka

2019-09-10 12:59

Niedziela Ogólnopolska 37/2019, str. 10-12

[ TEMATY ]

media

Tomasz Adamowicz/FORUM

Jakiś czas temu miałem spotkanie w zespole szkół na Podkarpaciu, gdzie uczniowie, na prośbę księdza, głośno odmówili modlitwę w mojej intencji. W Gdańsku natomiast na mój widok ktoś odkręcił szybę w aucie i wygrażał mi, krzycząc, że pracuję w szczujni… – tak o realiach swojej pracy opowiada znany dziennikarz telewizyjny Krzysztof Ziemiec

KATARZYNA WOYNAROWSKA: – Czy media to dziś realna czwarta władza, zdolna zmienić sposób myślenia ludzi, ocenę rzeczywistości?

KRZYSZTOF ZIEMIEC: – Świat tak szybko się zmienia, a szczególnie ten między Bugiem a Odrą, że dzisiaj media są rzeczywiście czwartą władzą i wielu dziennikarzy ma często nieporównywalnie większy wpływ na politykę niż sami politycy. Czasem dziwię się niektórym, że chcą iść do polityki, bo będąc obecnym w mediach np. jako ekspert, mają większy wpływ na wybory Polaków – na kształtowanie naszych umysłów – niż politycy.

– W czasie kampanii wyborczej ten wpływ na wybory polityczne Polaków widać znacznie wyraźniej...

Mariusz Książek/Niedziela

– Zawsze tak jest w kampanii. Ale mam wrażenie, że obecnie wielu dziennikarzy przekroczyło dawniej nieprzekraczalną granicę. Kiedyś nie zdarzały się sytuacje, żeby znany dziennikarz angażował się już nie tylko w popieranie jakiegoś polityka, ale w zbieranie podpisów pod jego kandydaturą! Najbardziej smutne jest dla mnie jednak to, że nie dla wszystkich to, o czym teraz mówię, jest oczywiste. Wielu dziennikarzy krytykuje takie zachowania, ale równie wielu postępuje podobnie lub nie widzi w tym nic nagannego i tłumaczy np., że dziennikarz jest też obywatelem. Dziennikarz opisujący politykę takich rzeczy nie może robić. Więc to też pokazuje, że obecnie media są jak najbardziej czwartą władzą. Mają ogromny wpływ na rzeczywistość.

– A więc są w Polsce dwa wrogo nastawione do siebie plemiona, które dysponują własnymi mediami. Naprawdę liczą się tylko politycznie zaangażowani dziennikarze?

– To jest bardzo trudne pytanie, bo zależy, jak się na to spojrzy. Zwolennicy jednej partii będą dziennikarzy, którzy próbują być obiektywni, nazywać propagandystami, bo uznają, że tylko „nasi” dziennikarze są obiektywni, zwłaszcza jeśli ujawnią afery partii, której nie lubimy. I odwrotnie. Zwolennicy tamtej drugiej partii powiedzą to samo o mediach przeciwników. Niektórzy tak mocno się okopali na tych stanowiskach, że straszliwie trudno jest się wznieść, niczym dron, ponad to i ocenić sprawę obiektywnie...
Ale powiem coś jeszcze – mam wrażenie, że nasi odbiorcy zmienili się również w szerszej perspektywie i chcą słuchać i czytać tylko „swoich”. Dla przykładu: dziś czytelnicy pani pisma nie wezmą do rąk „Newsweeka” i odwrotnie – czytelnicy „Newsweeka” uznają, że czytanie „Niedzieli” im uchybia, jest jak plama na honorze...
Dziś widzowie takiej czy innej telewizji w dużej mierze już nawet nie chcą wyważonego stylu dziennikarstwa z dzieleniem włosa na czworo. Dla nich tzw. symetryści to frajerzy, którzy nie opowiedzieli się jeszcze po jednej czy drugiej politycznej stronie. Odbiorcy, szczególnie stacji telewizyjnych czy niektórych czasopism społeczno-politycznych, które już dawno zostały nazwane tygodnikami tożsamościowymi, nie oglądają tej drugiej stacji, nie czytają tej drugiej gazety. Czasem, gdy dziennikarz usiłuje być zbyt obiektywny, traci nawet na znaczeniu – bo jest, zdaniem widza czy czytelnika jednej ze stron, zbyt miękki, wahający się...

– A zatem czego odbiorca oczekuje od dziennikarza? Że powie mu to, co chce usłyszeć?

– Coraz częściej tak. Ale przede wszystkim chce krwi, oczywiście, w cudzysłowie. Chce emocji, a nie nudnej dyskusji. Na pewno nie oczekuje programu, w którym dzieli się włos na czworo. Woli, by dziennikarz przybił do ściany tych, których nie lubi. Więc gdy dziennikarz stara się być obiektywny i wyważony, staje się dla wielu odbiorców nijaki, czyli po prostu niewiarygodny.

– To na czym polega dobre dziennikarstwo? Rozmawiałam niedawno z młodymi dziennikarzami, którzy przekonywali mnie, że dziś dziennikarz musi być przede wszystkim szybki i efektywny...

– Bo musi! Każdy dziennikarz musi opanować w pierwszej kolejności szybkość i efektywność. To nie są już czasy, że gdy coś ustalano rano na kolegium, to do wieczora to obowiązywało. Dzisiaj to, co ustali się rano, już w południe jest nieaktualne, a wieczorem ma wartość archiwalną. Dzisiaj trzymanie ręki na pulsie jest nieporównywalnie trudniejsze niż kiedyś, dlatego że wydarzenia się dzieją nieporównywalnie szybciej. Na tych 12 czy 15 platformach internetowych newsy pojawiają się co kilka sekund. Kiedyś się czekało, co napiszą w gazetach albo co powiedzą wieczorem w wiadomościach, dzisiaj ludzie mają to on-line na portalach i w mediach społecznościowych. Politycy często omijają dziennikarzy „bajpasem” i wrzucają swój komentarz na Twittera, Facebooka czy innego komunikatora, dając w ten sposób do zrozumienia, że już nie potrzebują dziennikarzy, żeby się komunikować ze światem...

– Zapytam więc ponownie o dobre dziennikarstwo...

– Dziennikarz, moim zdaniem, musi być przede wszystkim ciekawy świata, innych opinii, musi umieć słuchać – nawet, a może przede wszystkim tych, z którymi się nie zgadza. Nawet jeśli mówią rzeczy niezgodne z jego światopoglądem. To jest dzisiaj bardzo trudne, choćby ze względu na te bębny informacyjne, które nadają nieustannie, i to z wielu stron.
Podstawa to umiejętność słuchania i dyskusji bez atakowania rozmówcy. Tymczasem ktoś, kto nie atakuje, nie jest agresywny, dziś uważany jest za słabego.

– A co z dziennikarstwem refleksyjnym, pogłębionym, co z reportażem, zwłaszcza tym literackim, z wywiadem, analizą jakiegoś zjawiska?

– Gdybyśmy w tej chwili zapytali kogoś na ulicy, czym jest dziennikarstwo, odpowiedziałby zapewne, że informacją. A przecież dziennikarstwo ma wiele barw, gatunków... Z przykrością przyznaję, że te inne gatunki mają coraz mniejsze grono odbiorców. I są to raczej odbiorcy, nazwijmy ich, dojrzali i wyrobieni. Dam przykład – Telewizja Polska cały czas pokazuje Teatr Telewizji o bardzo dobrej porze, w tzw. prime time... Ale teatr i tak przegrywa z popularnym serialem, kabaretem czy koncertem muzycznym. Ludzie nie mają dziś ochoty, nie mają sił ani czasu na oglądanie programów wymagających uwagi czy jakiegoś przygotowania. Oczywiście, Teatr Telewizji nadal – dzięki Bogu – ma ogromną widownię i oglądalność może największą w tej części Europy, ale zmęczeni ludzie wolą obejrzeć koncert z gwiazdami, kabaret czy ulubiony serial, a nie Teatr Telewizji czy widowisko nawet bardzo znanego reżysera. Ludzie się zmieniają, więc trzeba iść za widzem, za czytelnikiem. Trzeba czuć jego zapotrzebowanie. Bo inaczej nasza praca nie miałaby sensu.

– Kiedyś się mówiło, że telewizja kształtuje gust odbiorcy. A kto kształtuje gust ludzi od telewizji?

– Telewizja już chyba nie kształtuje gustów... Bo dziś to wszystko odbywa się w internecie. Mam trójkę dzieci i widzę, że one wszystko mają w telefonie komórkowym albo na tablecie. I to są serwisy, blogi, wpisy ich bohaterów, o których my, ludzie w średnim wieku, nie mamy zielonego pojęcia. I to one, a nie z całym szacunkiem media tzw. tradycyjne, kształtują gust młodego pokolenia. Telewizja, prasa i radio są ważne, ale nie są jedyne w tym kształtowaniu naszych gustów czy decyzji. To się bezpowrotnie skończyło. Znów posłużę się przykładem. Dla ludzi w średnim wieku i starszych w tym sezonie wyznacznikiem zachowań, tematem rozmów i komentarzy był serial „Zniewolona”. Ale w tym samym czasie młodzi ludzie mogą nie wiedzieć nawet, o co chodzi. Coraz więcej młodych nie ma w domu telewizora, bo nie jest im do niczego potrzebny. Nie słuchają radia, bo muzyki słuchają tylko ze specjalnych platform. Gdy zobaczą urywek jakiegoś programu w internecie, podkreślam – urywek, wtedy być może będą chcieli zobaczyć więcej, ale najczęściej ten fragment im wystarczy. Nieraz spotykam się z tym w mojej pracy dziennikarskiej, że młodych interesuje tylko atrakcyjny fragment. Na szczęście TVP ma portal internetowy, który umieszcza to, o czym mówimy i dzięki temu idzie to dalej w świat. Miałem ostatnio niezwykłego gościa – Żyda polskiego pochodzenia, który ocalał z Zagłady. Był 1 września na trybunie honorowej w Warszawie obok prezydenta RP, prezydenta Niemiec i wiceprezydenta USA. W moim programie powiedział bardzo stanowczo, że Niemcy nie mają co przepraszać, tylko mają nam zapłacić odszkodowania za wojenne zbrodnie, bo przeprosiny to za mało. Gdyby nie media społecznościowe, ten mocny przekaz usłyszałoby pewnie tylko dojrzałe pokolenie. Dzięki portalowi internetowemu TVP ta wypowiedź dotarła także do młodych, zmieniając – być może – ich punkt widzenia czy światopogląd.

– Jest Pan dziennikarzem ponad dwadzieścia lat. Na ile w tym czasie zmienił się sposób uprawiania dziennikarstwa?

– Zmienili się bardzo ludzie, niestety, na niekorzyść. Bywa, że nie potrafią ze sobą rozmawiać. To smutne, bo mam wrażenie, że dzisiaj dziennikarze toczą ze sobą mocniejsze boje polityczne niż sami politycy.
Poszły też w dół standardy. Kiedyś uczono mnie, że każdą informację trzeba sprawdzić dwa razy, i to w różnych źródłach, nim się ją opublikuje. Dzisiaj nikt niczego już nie sprawdza. Nikt się w takie rzeczy nie bawi, bo każdy chce być pierwszy. Jak będzie pierwszy, to będzie cytowany i nagradzany. Zyska uznanie, co w tym zawodzie jest arcyważne.
Drugą, znacznie groźniejszą chorobą dziennikarską, są dziś tzw. fake newsy, czyli zwyczajne kłamstwa. Dawniej nie miało prawa coś takiego się zdarzyć. Obecnie fake newsów używa się powszechnie, żeby kogoś obrzucić błotem, zniszczyć, złamać mu życie. Odkręcanie tego potem jest bardzo trudne, bo nikt nie będzie czytał sprostowań, natomiast wszyscy w nieskończoność będą powtarzać raz wyprodukowane bzdury... Proszę sobie przypomnieć, że niedawno poważny portal internetowy podał kłamliwą informację, okraszając ją jeszcze bardziej kłamliwym zdjęciem, na którym Donald Trump zamiast przyjechać do Polski grał w golfa w Irlandii. Okazało się, że to było zdjęcie sprzed 6 lat. Zupełnie niedawno jeszcze takie rzeczy robili wyłącznie internauci amatorzy, a dziś poważna redakcja. To czego mamy oczekiwać od odbiorców? Dlatego coraz częściej powtarzam, że dziś każdy musi nauczyć się czytać media, bo inaczej coraz trudniej będzie nam dostrzec, gdzie jest prawda, a gdzie fałsz.

– A nie ma Pan ochoty rzucić tego wszystkiego i zacząć np. utrzymywać się z pisania książek?

– Tak... Miałem, i to niejeden raz od samego początku dziennikarskiej pracy. Ale mam rodzinę na utrzymaniu (śmiech), a z pisania książek w Polsce się nie wyżyje. Miewam takie momenty, ale potem... no właśnie. Jeżeli ktoś ma mocną duchowość, to wie, że wszystko jest po coś. Nawet najtrudniejsze wydarzenia w życiu, momenty załamania czy zawahania może są po to, żeby zdać sobie sprawę, że jestem dobry w tym, co robię, a złe głosy podpowiadają, żebym odszedł i rzucił wszystko. Wielu by pewnie tego chciało... Po mnie przyjdą inni, pozostaje pytanie: czy lepsi?
Dziennikarstwo to zawód wymagający wielkiego wysiłku intelektualnego i emocjonalnego. Każdy zawód twórczy, a dziennikarstwo jest takim zawodem, wymaga wyrzeczeń. Trzeba sprostać wyzwaniom w życiu zawodowym i prywatnym. I pewne rzeczy się gubi, czasem bezpowrotnie. Może przyjść chwila, że nie zechcą mnie już w redakcji, a w rodzinie już mnie nie rozpoznają... Wielu ten błąd popełnia, nie dbając o dom.

– Łatwiej jest dziennikarzowi wierzącemu w Boga?

– Trudniej, bo wierzący więcej od siebie wymaga, przynajmniej ja mam takie wrażenie. Na wiele spraw w pracy patrzę przez pryzmat grzechu i teraz wiele osób, które będą to czytały, powie: – Przecież ty grzeszysz codziennie... A ja sobie myślę, że grzeszę jak każdy, bo każdy z nas jest słaby. Mój zysk polega na tym, że mogę sobie zdać z tego sprawę, przyznać się do grzechu, wyspowiadać się i poprawić. Rozmawiałem kiedyś ze znanym, czyli często krytykowanym politykiem, i zapytałem, czy nie ma dość takiego życia. A on mi odpowiedział, że choć nieraz chciał rzucić politykę, zawsze przypominało mu się, że jest Ktoś ważniejszy, Kto nadaje głębszy sens jego wysiłkom, i to w znacznie dalszej perspektywie niż kilka dni czy tygodni. Mogę się pod tym podpisać. Wszystkie te trudne emocjonalne chwile traktuję jako element próby, sprawdzian, czy się zachowam przyzwoicie, czy nie, czy stanę po stronie prawdy, czy kłamstwa. Moi oponenci być może pukają się w tej chwili w głowę, ale mówię to szczerze. Tylko wiara pomogła mi wytrwać w tym zawodzie, inaczej dawno bym zwariował. Pomogła przejść przez najtrudniejsze chwile życia. Wiara i rodzina, a to się w jakimś sensie łączy, to moje fundamenty. Bez nich byłbym innym człowiekiem, innym dziennikarzem.

CZYTAJ DALEJ

Auschwitz to szczyt nienawiści do człowieka

2020-01-26 14:39

[ TEMATY ]

Auschwitz

Mazur/episkopat.pl

Auschwitz-Birkenau

Auschwitz-Birkenau to „szczyt nienawiści do człowieka” – napisali biskupi europejscy w liście z okazji 75-ej rocznicy wyzwolenia obozu. Sprzeciwiają się w nim wszelkim przejawom deptania godności człowieka, w tym rasizmowi, ksenofobii i antysemityzmowi.

Hierachowie zaapelowali do współczesnego świata o pojednanie i pokój oraz o poszanowanie prawa każdego narodu do istnienia, a także do wolności, niepodległości i zachowania własnej kultury. Zauważyli, że mimo dramatycznych doświadczeń przeszłości, świat, w którym żyjemy, ciągle jest pełen zagrożeń i przemocy. „Nadal mają miejsce okrutne wojny, przypadki ludobójstwa, prześladowania, różne formy fanatyzmu, mimo iż historia uczy nas, że przemoc nigdy nie prowadzi do pokoju, ale rodzi cierpienie i śmierć” – czytamy w liście.

Następnie biskupi przypomnieli słowa wypowiedziane przez kolejnych Papieży w miejscu zagłady. „Nigdy jeden naród nie może rozwijać się kosztem drugiego, za cenę drugiego, za cenę jego uzależnienia, podboju, zniewolenia, za cenę eksploatacji, za cenę jego śmierci” – powiedział, zatrzymując się przed tablicą w języku hebrajskim, Jan Paweł II, podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 r. Z kolei Benedykt XVI, 27 lat później, zauważył, że ofiary nazistów nie chcą „wywoływać w nas nienawiści, ale raczej pokazują, jak straszne jest jej dzieło”. Papież Franciszek odwiedził obóz w 2016 r., ale nie wygłosił tam przemówienia. Zostawił za to wpis w księdze pamiątkowej: „Panie miej miłosierdzie nad Twym ludem! Panie przebacz tak wielkie okrucieństwo”. W liście biskupi cytują też słowa Franciszka, wypowiedziane kilka dni temu, w których wzywa, aby rocznica wyzwolenia obozu stała się dla każdego okazją do zatrzymania, zamilknięcia i powrotu do pamięci. „Potrzebujemy tego, aby nie stać się obojętnymi” – mówił Ojciec Święty.

Przypomnieli wymowny znak pojednania, którym był list biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 r. „Chociaż po II wojnie światowej pojednanie między narodami wydawało się po ludzku niemożliwe, to jednak – zjednoczeni w miłości do Jezusa Chrystusa – potrafiliśmy przebaczać i prosić o przebaczenie. Doświadczenia z przeszłości uczą, jak ważne i owocne jest budowanie Europy narodów pojednanych i wybaczających sobie nawzajem” – czytamy w liście.

Na koniec zapraszają, aby 27 stycznia o godzinie 15.00, czyli w godzinie wyzwolenia Auschwitz-Birkenau, zapalić świecę i pomodlić się za ludzi pomordowanych w obozach zagłady ze wszystkich narodowości i wyznań oraz za ich bliskich. „Niech nasza modlitwa pogłębi pojednanie i braterstwo, którego przeciwieństwem jest wrogość oraz niszczycielskie konflikty i podsycane nieporozumienia. Niech zwycięża w nas moc miłości Jezusa Chrystusa” – zaapelowali biskupi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję