Reklama

Nauka

Papiescy astronomowie zachęcają do oglądania zaćmienia księżyca

Do obserwacji nieba zachęcają dziś również astronomowie z papieskiego obserwatorium w Castel Gandolfo. O godz. 21.30 rozpocznie się najdłuższe od stu lat całkowite zaćmienie księżyca. Potrwa 103 minuty.

[ TEMATY ]

astronomia

Księżyc

pixabay.com

Jak podkreśla ks. Gabriele Gionti, jezuita z Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego, oglądanie rozgwieżdżonego nieba może nam pomóc nie tylko w poznaniu wszechświata. Niekiedy pozwala ono również odkryć wielkość Boga i prawdę o człowieku – mówi ks. Gionti.

"My w obserwatorium watykańskim oglądamy niebo w ten sam sposób, co inni astronomowie – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Gionti. – Ale bardzo często niebo jest to też dla nas źródłem duchowej inspiracji, bo niebo opowiada nam chwałę Boga, by posłużyć się słowami Psalmu. W pięknie wszechświata odkrywamy pośrednio piękno Boga. Mówię pośrednio, ponieważ nie jest to oczywiście jakiś naukowy dowód na istnienie Boga. Wszyscy jednak, którzy obserwują niebo zdają sobie sprawę, jak niepokaźny jest człowiek wobec ogromu wszechświata. I stąd rodzi się pytanie, jak to możliwe, że człowiek tak mały niczym ziarnko piasku stawia sobie pytania, które zdają się być nieskończenie większe niż on sam. Człowiek odkrywa w sobie poczucie nieskończoności, które nie przystaje do jego ograniczoności. I znowu nie wprost odsyła nas to do Boga, który dla nas ludzi wierzących jest stwórcą tej harmonii, którą odkrywamy w kosmosie".

2018-07-27 20:15

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kaganek z gromochronem

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 24-25

[ TEMATY ]

nauka

astronomia

klasztor

Ks. Adrian Put

Wnętrze żagańskiej biblioteki kryje m.in. unikatowe egzemplarze ksiąg z XVII czy XVIII wieku

Była tu piąta największa biblioteka średniowiecznej Europy. I pierwszy na obecnych ziemiach polskich obiekt, który już od 1769 r. miał piorunochron. To także tu powstało jedno z pierwszych w Europie obserwatoriów astronomicznych i stała stacja meteorologiczna.

Mowa o dawnym opactwie Kanoników Regularnych Reguły Świętego Augustyna w Żaganiu, na terenie województwa lubuskiego. To miejsce koniecznie trzeba odwiedzić. Zachęcają do tego nie tylko zabytki, ale i wspaniała historia.

Księstwo

– Księstwo żagańskie zostało wydzielone z księstwa głogowskiego ok. 1274 r. W rękach Piastów Śląskich było ok. 200 lat. W 1472 r. książę Jan II żagański sprzedał je Sasom. Oni panowali tu przez ponad 70 lat. Następnie rządzili Habsburgowie, Luksemburczycy, zaś w 1628 r. księstwo zdobył Albrecht von Wallenstein, wódz z czasów wojny trzydziestoletniej. Po nim w księstwie panowali Lobkowicze (ok. 140 lat), a w końcu kupili je książę Piotr Biron i francuscy Talleyrandowie – powiedziała Halina Gacek, przewodniczka po żagańskim klasztorze. Warto odnotować, że jedna z przedstawicielek tego rodu – Dorota de Talleyrand-Périgord, księżna kurlandzka i księżna żagańska, uczyniła z Żagania prawdziwą perłę kultury i życia towarzyskiego tej części Europy. W czasach Adolfa Hitlera księstwo żagańskie było enklawą francuską na terenie III Rzeszy, którą anektowano w 1935 r. To spowodowało, że po II wojnie światowej sprawa dóbr żagańskich była, mówiąc delikatnie, niewyjaśniona. – Decyzje wielkich mocarstw dotyczyły ziem niemieckich nad Odrą i Bałtykiem, ale przecież dobra żagańskie należały do francuskiego obywatela. W latach 1947-67 prowadzone były pertraktacje między rządem polskim a Francuzami na temat księstwa żagańskiego. Ostatecznie zostało ono przez nas kupione za 2,5 mln dol. Jak wieść gminna niesie, płaciliśmy za nie węglem. Ponoć ostatni wagon poszedł na Zachód w 1983 r. Tytularnie księstwo istnieje więc dalej, ale jest ono własnością Polski – wyjaśniła Halina Gacek.

Księstwo żagańskie, wraz z biblioteką, kupiła Polska za 2,5 mln dolarów. Płaciliśmy węglem

Miasto

– Żagań to prawdziwa perła zabytków, jednak ciągle jeszcze mało odkryta. To nie tylko dawny klasztor, ale także pałac książęcy z parkiem czy też znany w całej Europie dawny obóz jeńców wojennych z II wojny światowej, w którym miała miejsce słynna tzw. wielka ucieczka jeńców alianckich (zekranizowana w amerykańskim filmie wojennym z 1963 r. w reżyserii Johna Sturgesa – przyp. ks. A.P.). Także tu znajduje się słynna kaplica Grobu Pańskiego – opowiadał z pasją Sebastian Kulesza, zastępca burmistrza Żagania.

Legenda głosi, że Żagań został założony przez księżną Żagannę w VIII wieku. Była to wówczas osada rybacka nad Bobrem, która później została przeniesiona na miejsce, gdzie dziś znajduje się plac Klasztorny. Trudno dokładnie określić, kiedy miało to miejsce, jednak już w 1184 r. stał tu murowany kościół. W drugiej połowie XIII wieku urzędował w Żaganiu książę Przemko, prawnuk Henryka Brodatego, i to on w 1284 r. sprowadził na ten teren Kanoników Regularnych Reguły Świętego Augustyna. Ci na początku XIV wieku zaczęli wznosić klasztor. Książę Konrad Garbaty przeniósł swoją siedzibę na teren obecnego pałacu książęcego, a zamek zostawił kanonikom. Książę ten po drugiej stronie miasta ufundował także klasztor Franciszkanów. W XV wieku zatrzymał się w nim i nauczał św. Jan Kapistran.

Klasztor

Klasztor Kanoników istniał w Żaganiu do 1810 r. Dzisiaj jest to najwspanialszy przykład budownictwa sakralnego między Wrocławiem a Szczecinem oraz między Berlinem a Poznaniem. – Od połowy XIV wieku działało w nim skryptorium. Zakonnicy kopiowali księgi, kupowali je lub dostawali w darze. To spowodowało, że na przełomie XIV i XV wieku założono tu stałą bibliotekę, która w XVI wieku miała ok. 800 rękopisów i ok. 250 inkunabułów. W tamtym czasie takich bibliotek, które miały zbiory liczące powyżej 1000 woluminów, było ok. dziesięciu w Europie. Nasza żagańska była piątą z kolei pod względem liczby zgromadzonych ksiąg. Po likwidacji opactwa te najstarsze zbiory zostały wywiezione do Wrocławia i znajdują się w Bibliotece Uniwersyteckiej. W 1965 r. przeprowadzono badania, z których wynika, że do dzisiaj zachowało się we Wrocławiu jeszcze 518 rękopisów. I jest to największy zbiór rękopisów na terenie Polski pochodzący z jednej biblioteki. Obecne książki przechowywane tu, w Żaganiu, to oryginalne druki kanoników pochodzące z XVII, XVIII i XIX wieku, a także książki przywiezione tu po wojnie z okolicznych bibliotek. Mamy tego jeszcze ok. 2 tys. tomów. Biblioteka jest dla nas cudem. Samo to, że się do dzisiaj zachowała i ma tak unikalny zbiór – mówiła p. Gacek.

Niestety, tak naprawdę księgozbiór żagański do dzisiaj nie jest przebadany. Wiemy, że przez lata w bibliotece przechowywano ponad 10 tys. tomów. Najgorsze ogołocenie nastąpiło jednak w czasach powojennych. Aż do lat 80. XX wieku książki były stąd systematycznie wywożone. Gdy wybudowano nową bibliotekę w Zielonej Górze, zabrano wówczas z Żagania 650 tomów. Niestety, nie wiemy, gdzie znajdują się pozostałe zbiory. – Znane są czasem historie poszczególnych książek, jak ta z Biblioteki Jagiellońskiej, gdzie znajduje się tzw. Śpiewnik głogowski. Obecnie jest to najstarszy, bo pochodzący z XV wieku, śpiewnik w Europie. Choć z nazwy „głogowski”, to powstał tutaj, w Żaganiu – podkreśliła p. Gacek.

Kaganek oświaty

Z klasztorem związany był m.in. opat Johann von Felbiger, główny komisarz edukacji cesarstwa, reformator edukacji i pedagog. – Za jego czasów Żagań stał się centrum edukacyjnym Śląska, a wprowadzane przez niego sposoby edukacyjne określano jako „metoda żagańska”. Działały tu seminarium nauczycielskie i drukarnia. Dzięki jego zabiegom wydano tzw. Katechizmy śląskie w językach niemieckim i polskim. Jemu zawdzięczamy tak wspaniałe wydawnictwo jak Nowo zebrane obiecadło do sylabizowania y czytania dla potrzeby osobliwie Gornego Sląska szkół, po polsku y po niemiecku wyprawione. To za jego czasów założono na wieży klasztoru stałe obserwatorium astronomiczne i stację meteorologiczną, a na wieży kościoła w 1769 r. położono jeden z pierwszych w Europie piorunochronów, czy jak to się wówczas mówiło: gromochron – zaznaczyła p. Gacek.

– Biblioteka jest dziś po renowacji, która zakończyła się w 2018 r. Teraz rozpoczął się kompleksowy remont całego obiektu. Trwają przygotowania do udostępniania zwiedzającym kolejnych pomieszczeń, m.in. sali multimedialnej. Przed nami jeszcze wiele pracy, ale już dzisiaj serdecznie zapraszamy każdego, kto chce odkryć to wspaniałe miejsce – dodał ks. kan. Władysław Tasior, kustosz dawnego opactwa i proboszcz miejscowej parafii.

CZYTAJ DALEJ

TVP zapowiada transmisje liturgii Triduum Paschalnego z Jasnej Góry

2020-03-30 13:51

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Transmisje liturgii Triduum Paschalnego z kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze przeprowadzi Telewizja Polska. Liturgie w Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielką Sobotę rozpoczną się o godz. 18.00. Transmisje zostaną przeprowadzone na antenie TVP3 w paśmie ogólnopolskim.

W sobotę, 4 kwietnia, przed Niedzielą Palmową, w TVP1 o godzinie 20:00 zostanie nadane Orędzie okolicznościowe abp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

W Wielki Piątek, 10 kwietnia, TVP1 o godz. 20.50 przeprowadzi transmisję Drogi Krzyżowej z udziałem papieża Franciszka.

W Niedzielę Wielkanocną, 12 kwietnia o godz. 7.00 TVP1 będzie transmitować Mszę św. z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, a o godz. 11.00 - Mszę św. Zmartwychwstania Pańskiego i błogosławieństwo Urbi et Orbi z Watykanu.

W Poniedziałek Wielkanocny, 13 kwietnia, o godz. 7.00 w TVP1 będzie transmitowana Msza św. z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, o godz. 11.00 Msza św. z Jasnej Góry, a o godz. 12.00 na tej samej antenie - modlitwa Regina Coeli z Watykanu.

W Wielką Sobotę 11 kwietnia, o godzinie 20.00 w TVP1, Orędzie Wielkanocne wygłosi abp Stanisław Gądecki.

W Niedzielę Wielkanocną o 9.00 w TVP1 pokazany zostanie program "Ziarno", zatytułowany "Z miłości za nas wszystkich!" a o 9.30 - reportaż "Wielkanocna radość śpiewania z Arką Noego".

Redakcja Programów Katolickich TVP rekomenduje także inne pozycje. W Wielką sobotę w TVP1 o godz. 9.00 pokazane zostaną świąteczne wydania Studia Raban i Rodzinnego Ekspresu - kolejno o 9.00 i 9.30 - oraz dwa filmy fabularne: o godz. 10.00 "Bernadetta. Cud w Lourdes" a o 21.30 - "Niebo istnieje naprawdę".

CZYTAJ DALEJ

Przewodniczący Episkopatu: dziękuję polskim kapłanom

2020-04-09 12:21

[ TEMATY ]

kapłani

Joanna Adamik

- Dziękuję wszystkim polskim kapłanom za niezmienne pełnienie posługi kapłańskiej i celebrowanie liturgii mimo braku wiernych w kościołach. Dziękuję w szczególności za sprawowanie sakramentu pokuty. Serdecznie dziękuję za wszystkie inicjatywy charytatywne, jakie pojawiły się w tym czasie w Kościele – mówił nawiązując do stanu epidemii abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Msza Krzyżma transmitowana była z katedry poznańskiej przez Telewizję Polską.

Publikujemy tekst homilii wygłoszonej przez metropolitę poznańskiego.

„Drodzy Bracia w biskupstwie i kapłaństwie, Osoby życia konsekrowanego,

Wszyscy Widzowie uczestniczący we Mszy św. Krzyżma za pomocą Polskiej Telewizji!

Skąd jesteś? – pyta każdego z nas dzisiaj poeta. „Skąd jesteś? Z Ziemi Świętej, gdzie jagody winne, psalmy, jadło, napoje... i milczenie inne” (ks. Jan Twardowski, Miłość miłości szuka). Stamtąd, z jerozolimskiego Wieczernika dotarły do nas dwa największe dary naszego Zbawiciela: Eucharystia i Kapłaństwo; oba dary ściśle ze sobą powiązane.

Dlatego w każdy Wielki Czwartek – w zwyczajnych okolicznościach – kapłani wszystkich diecezji na świecie gromadzą się wokół biskupa na wspólnym sprawowaniu Eucharystii. Tego dnia ponawiają też swoje przyrzeczenia złożone w dniu święceń kapłańskich. Tak wspólna Eucharystia, jak i odnowienie przyrzeczeń pozwalają nam odnaleźć się razem w tajemnicy jedynego, wiecznego Kapłaństwa Chrystusa, w którym wszyscy uczestniczymy.

W tym roku jednak – po raz pierwszy – nasze wspólne spotkanie jest niemożliwe. Polscy kapłani – podobnie jak w czasie wojny – nie mogą przybyć do katedry i razem ze swoimi biskupami dziękować za Eucharystię i Kapłaństwo. Jedna epidemia pokrzyżowała plany wszystkich. Ci kapłani, którzy każdego roku przybywali na tę chwilę do katedry, teraz posmutnieli. Być może dopiero dzięki epidemii wyraźniej uświadomiliśmy sobie, jak wielkim dobrem jest wspólnota kapłanów. I chociaż wyznaczyliśmy sobie w diecezjach inny dzień naszego spotkania celem odnowienia przyrzeczeń kapłańskich, to jednak w głębi serca doświadczamy, że zostaliśmy pozbawieni czegoś niezwykle cennego, co nie zawsze docenialiśmy w wystarczający sposób.

Mimo tego, chciałbym w dzisiejszych okolicznościach – w duchowej łączności z jerozolimskim Wieczernikiem i dla pożytku samych kapłanów – powiedzieć kilka słów o dwóch sprawach: o celibacie kapłańskim oraz o wyzwaniach, jakie stawia przed kapłanami panująca obecnie w Polsce epidemia. Inaczej mówiąc – najpierw o znaku kapłańskiej miłości otwartej na wszystkich, a następnie – o konkretnej formie realizacji tej miłości.

1. Celibat kapłański

Pierwszym tematem jest kapłański celibat. Wiemy, że od dnia 30 stycznia tego roku rozpoczęła się w Niemczech tzw. „droga synodalna”, czyli debata duchownych i świeckich na temat podziału władzy w Kościele, nowych urzędów dla kobiet, opcjonalnego wyboru celibatu i możliwości zmian w katolickiej etyce seksualnej. Nie tylko bliskość terytorialna, ale i mnogość kontaktów wzajemnych między naszymi krajami sprawia, że w tych okolicznościach także polscy kapłani powinni dogłębnie przemyśleć, czym jest dla nas kapłański celibat. I nie idzie tu tylko o niemiecką drogę synodalną, nie tylko o debatę wokół synodu o Amazonii, ale także o naszą własną drogę.

W tej kwestii wypada rozpocząć od zwrócenia uwagi na to, że dzisiejszy kapłan winien być nie tylko człowiekiem wykształconym, wyróżniającym się szacunkiem dla wiernych, ale najpierw i przede wszystkim człowiekiem wyróżniającym się – dzięki gorliwej praktyce celibatu – jak najściślejszym utożsamieniem się z Chrystusem.

a. Wiemy, że najważniejszym uzasadnieniem celibatu nie są żadne racje pragmatyczne, lecz życie samego Jezusa. Celibat kapłański nie wynika bowiem z jednej z rad ewangelicznych (czystości, ubóstwa, posłuszeństwa), ale z podobieństwa urzędu pasterskiego do sposobu życia Jezusa, który swoje życie oddał za owce i przez całe swoje życie zachowywał stan dziewiczy, całkowicie poświęcając się służbie Bogu i ludziom. Stąd ontologiczny związek między kapłaństwem a celibatem (kard. Robert Sarah z Benedyktem XVI Josephem Ratzingerem, Z głębi naszych serc, Warszawa 2020, s.79.109.138).

Zachowanie czystości przez Jezusa – rzadko spotykane w starotestamentalnej praktyce – szybko wprowadziło uczniów w zdumienie. Gdy więc Jezus poruszył temat nierozerwalności małżeństwa: „Rzekli Mu uczniowie: ‘Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić’. Lecz On im odpowiedział: ‘Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!’” (Mt 19,10-12).

To Jezusowe stwierdzenie jest radą, która odnosi się tylko do „niektórych”. Do tych mianowicie, którzy „mogą pojąć”. A „mogą ją pojąć” ci, „którym jest to dane”. Te słowa podkreślają wyraźnie moment osobistego wyboru, a równocześnie dar szczególnej łaski, jaką otrzymuje człowiek po to, aby mógł dokonać takiego właśnie wyboru.

Bezżenność dla królestwa niebieskiego – jako owoc charyzmatycznego wyboru – pozostaje wyjątkiem w obliczu stanu małżeńskiego, który jest zwyczajnym sposobem bytowania człowieka na ziemi. W obu przypadkach, tj. w przypadku braków wrodzonych („trzebieńcy, którzy takimi się z żywota matki narodzili”) oraz braków spowodowanych przez działanie człowieka („trzebieńcy, których takimi ludzie uczynili”) idzie o stan przymusowy, niedobrowolny. Natomiast w trzecim przypadku Jezus mówi o „trzebieńcach dla królestwa niebieskiego”, ażeby uwydatnić dobrowolny i nadprzyrodzony charakter tego stanu. Jest to stan dobrowolny, gdyż bezżenni tej kategorii „sami się takimi uczynili”. Jest to stan nadprzyrodzony, ponieważ uczynili to „dla królestwa niebieskiego”.

Wszystkich bezżennych „dla królestwa niebieskiego” Zbawiciel wzywa do podejmowania bardzo trudnych prac apostolskich, złączonych z wieloma niewygodami, jakie trzeba dobrowolnie znosić, aby tym sposobem głębiej uczestniczyć w Jego własnym losie (por. Paweł VI, Sacerdotalis caelibatus, 22; Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich..., tom 3: Chrystus odwołuje się do zmartwychwstania). A jednocześnie wszystkim tym, którzy dla królestwa Bożego opuścili dom, rodzinę, żonę, dzieci – Zbawiciel obiecuje obfite dary (Łk 18,29-30).

b. Zdumiewające jest to, że Ewangelista Mateusz nie odnotował żadnej natychmiastowej reakcji uczniów na te słowa wypowiedziane przez Jezusa (Mt 19). Z wyraźną reakcją spotkamy się natomiast w pismach apostolskich, a zwłaszcza w pismach Apostoła Pawła. Jest to pośredni dowód na to, że słowa te zapadły głęboko w świadomość pierwszego pokolenia uczniów. O kim bowiem, jeśli nie o Jezusie można powiedzieć, że żył On bezżenny „dla królestwa niebieskiego”? Co zaś odnosi się do Niego, odnosi się także do tych, którzy w Kościele sprawują posługę kapłańską: „Gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa” (J 12,26). Ci, którzy dokonują takiego wyboru jak Jezus, robią to nie tylko w tym celu, aby uczestniczyć w zadaniu kapłańskim jakie spełnia Chrystus, ale również, aby wieść taki sam rodzaj życia.

Paweł Apostoł powie o tych, którzy wybierają małżeństwo, że „dobrze” czynią, natomiast o gotowych żyć w dobrowolnym bezżeństwie powie, że czynią „lepiej” (por. l Kor 7,38). Owa „wyższość” bezżenności w stosunku do małżeństwa nie oznacza – w autentycznej Tradycji Kościoła – jakiegoś upośledzenia małżeństwa czy pomniejszenia jego wartości. Nie oznacza też poparcia dla takich sposobów wartościowania lub działania, które mają swoją podstawę w manichejskim rozumieniu ciała i płci, małżeństwa i rodzicielstwa. Ewangeliczna i autentycznie chrześcijańska „wyższość” dziewictwa i bezżenności, jest podyktowana względem na Królestwo niebieskie. Dlatego – uczy św. Jan Chryzostom – ten, kto przystępuje do kapłaństwa, winien być czysty jakby gdyby mieszkał w niebie (De sacerdotio, 1, III, 4).

A chociaż kapłaństwo ze swej istoty nie domaga się dziewictwa – jak to się wynika z praktyki Kościoła pierwotnego i tradycji Kościołów wschodnich (DK, 16) – to jednak Sobór Watykański II nie zawahał się potwierdzić prastare prawo celibatu kapłańskiego, wyjaśniając przyczyny, które za nim przemawiają: „Przez dziewictwo zaś lub celibat zachowywany ze względu na Królestwo niebieskie, prezbiterzy są poświęcani Chrystusowi z nowych i wyjątkowych powodów, łatwiej, niepodzielnym sercem trwają przy Nim, z większą swobodą w Nim i przez Niego poświęcają się służbie Boga i ludzi, sprawniej służą Jego Królestwu i dziełu nadprzyrodzonego odrodzenia i stają się w ten sposób zdatniejszymi do przyjęcia szerszego ojcostwa w Chrystusie. W ten sposób więc wyznają przed ludźmi, że chcą się poświęcić niepodzielnie powierzonemu sobie zadaniu, a mianowicie poślubienia wiernych jednemu mężowi i okazania ich Chrystusowi jako dziewicę czystą. I tak przywołują na pamięć to tajemnicze małżeństwo ustanowione przez Boga i mające w przyszłości być w pełni objawione, przez które Kościół posiada jedynego Oblubieńca Chrystusa. Stają się oni ponadto żywym znakiem tego przyszłego świata, obecnego już przez wiarę i miłość, w którym synowie zmartwychwstania ani nie wychodzą za mąż, ani się żenią” (Presbyterorum ordinis, 16). Ten ścisły związek między dziewictwem Jezusa a dziewictwem stanu kapłańskiego pozwala nam łatwiej uczestniczyć w godności i zadaniach Chrystusa, wiecznego Kapłana.

Rady apostoła Pawła ofiarują jeszcze inne argumenty na rzecz celibatu kapłańskiego: „Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie” (1 Kor 7,32-33). Towarzyszą temu – zdaniem apostoła nieuniknione „udręki w ciele” i „rozterki” (1 Kor 7,31.34).

„Nie wystarczą tu jednak zwykłe racje pragmatyczne, wynikające z potrzeby większej dyspozycyjności: dysponowanie większą ilością czasu mogłoby łatwo przerodzić się w również pewną formę egoizmu, pozwalającą oszczędzić sobie ofiar i trudów, jakich wymaga wzajemna akceptacja i wzajemne wspieranie się w małżeństwie. Mogłoby zatem prowadzić do zubożenia duchowego lub zatwardziałości serca” (kard. Robert Sarah z Benedyktem XVI Josephem Ratzingerem, Z głębi naszych serc, Warszawa 2020, 134).

c. Celibat z wyboru zawsze był uważany za znak „większej” miłości; znak miłości nie znającej żadnych wyjątków i bodziec do miłości otwartej na wszystkich. Kapłan bowiem podejmuje celibat nie dlatego, że ludzka płodność jest zła, ale dlatego, by mógł poświęcić się wyższej formie płodności, tj. rodzeniu dzieci duchowych. By mógł służyć przyprowadzaniu do Chrystusa tych, którzy Go nie znają. Pomagać odradzaniu w Chrystusie tych, którzy zginęli na skutek grzechu. We wzbudzaniu większej gorliwości pośród tych, którzy kochają Chrystusa. Inaczej mówiąc, energia, jaka zostałaby spożytkowana w małżeństwie służbie ciału, zostaje przekształcona tak, aby służyć rodzeniu w Duchu (por. abp Fulton Sheen, Kapłan nie należy do siebie, Sandomierz 2018, s. 89). Stąd jakieś podobieństwo kapłana do Boga: „od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi” (Ef 3,15).

Zafascynowany Chrystusem kapłan (Flp 3,12) – i tak przez Niego prowadzony, aby mógł dla Niego poświęcić wszystkie swoje siły – staje się bardziej podobny do Chrystusa dzięki tej miłości, jaką wiekuisty Kapłan umiłował Kościół, swoje Ciało, poświęcając dla tego Kościoła całego siebie (por. Paweł VI, Sacerdotalis caelibatus, 26). Jan Paweł II podkreślał, iż celibat nie jest tylko jakimś ‘prawnym dodatkiem’ do sakramentu kapłaństwa, ale jest dojrzałym zaangażowaniem osobowym w stosunku do Chrystusa i Kościoła. Kapłaństwo nie jest funkcją, lecz stanem życia (kard. Robert Sarah z Benedyktem XVI…, s.124).

Celibat jest znakiem wolności, która służy Bogu i innym. Powołanie duszpasterskie kapłanów z reguły jest powiązane ze służbą określonej wspólnocie ludu Bożego, w której każdy czeka na pamięć, na troskę, na miłość. Serce kapłana – aby było gotowe do takiej służby, do takiej troski i do takiej miłości – musi być wolne. W tym sensie kapłaństwo hierarchiczne czyli „służebne” jest właśnie – według tradycji naszego Kościoła – jak najściślej podporządkowane powszechnemu kapłaństwu wiernych.

W odróżnieniu od zobowiązania się do wypełniania trzech rad ewangelicznych, dzięki czemu niektórzy realizują swój osobisty charyzmat składając śluby zakonne, kandydat do kapłaństwa – ufając w pomoc Bożą – podejmuje prostą decyzję, zgadza się na przyjęcie tej formy życia ze względu na sprawowanie posługi kapłańskiej. Kiedy kapłan porzuca swoją posługę lub zostaje z niej usunięty, jeśli to możliwe, otrzymuje dyspensę od swojego dobrowolnego zobowiązania – w odróżnieniu od sytuacji kobiet i mężczyzn stanu zakonnego – nie można tu jednak powiedzieć, że złamał on śluby (por. kard. Gerhard Ludwig Müller, Listy o kapłaństwie, Kraków 2019, 236-237).

c. Papież Paweł VI nie wierzył w to, że zniesienie celibatu kościelnego przyniesie wzrost liczby powołań kapłańskich. Dzisiejsza praktyka innych Kościołów i wspólnot religijnych, które zezwalają swoim duchownym na zawieranie małżeństwa wskazuje na coś wręcz przeciwnego. Przyczyn zmniejszania się liczby powołań do kapłaństwa trzeba szukać gdzie indziej. Leżą one w tym, że – tak w jednostkach, jak i w rodzinach – wygasł prawie całkowicie zmysł spraw boskich i świętych i że prawie wcale nie docenia się dziś Kościoła, który mocą swego posłannictwa troszczy się o zbawienie ludzi przez wiarę i sakramenty (por. Paweł VI, encyklika Sacerdotalis caelibatus, 49). Przyczyną mniejszej liczby powołań nie jest to, że w Kościele zaginęły charyzmaty, lecz to, że przestrzeń dla rozwoju charyzmatu została zamknięta (Joseph Ratzinger, Opera Omnia: Głosiciele Słowa i słudzy waszej radości, Lublin 2012, s. 147).

Nie sądzę – mówił podczas synodu amazońskiego bp de Queiroz Vieira – by to celibat był głównym problemem na drodze budzenia nowych powołań kapłańskich. Istnieją inne problemy, jak nasza niespójność życia i niewierność. Potrzeba więc prostoty życia, głoszenia prawdy ewangelijnej, współczucia i bliskości z cierpiącymi, zdolności do ofiary. Mimo różnych przejawów słabości i załamań poszczególnych kapłanów, jesteśmy świadomi tego, że przechowujemy ten skarb w naczyniach glinianych, lecz jednocześnie wiemy, że jest to „skarb”. To, że nie wszyscy są święci czy to, że popadli w różne formy klerykalizmu jest smutne i zasługuje na potępienie, jednakże jedno drzewo nie może nam przysłaniać całego lasu – mówił kard. Marc Ouellet.

Celibat dobrze przeżywany jest koniecznym świadectwem w obliczu współczesnej, panseksualnej kultury, która z jednej strony podejmuje różne akcje w imię moralności, a z drugiej strony nieustanie rozbudza potrzeby seksualne, nawet pośród dzieci. Pokolenia superaktywne w sensie seksualnym są bowiem obiektem łatwiejszych manipulacji ideologicznych i źródłem większych zysków. Celibat jest atakowany, bo – mimo różnych swoich niewierności – jest on świadectwem tego, że można żyć w czystości. A takie świadectwo jest bardzo ważne także dla małżonków, którzy pragną pozostać wiernymi sobie i żyć w harmonii z nauką katolicką.

Im bardziej w dzisiejszym świecie doskonała powściągliwość jest uważana przez wielu za niemożliwą, tym wytrwalej prezbiterzy powinni – wraz z Kościołem – wypraszać sobie łaskę wierności, używając wszelkich pomocy – tak nadprzyrodzonych, jak i naturalnych – jakie są dla wszystkich dostępne. Modlitwa, połączona z sakramentami Kościoła i ascezą będzie – pośród trudności – umacniać naszą nadzieję, dodawać ufności i odwagi do potwierdzenia naszego wyboru, zawsze pamiętając o tym, że przyszłość kapłaństwa kryje się w radykalizmie ewangelicznym.

2. Czas epidemii

a. Druga sprawa to epidemia i nasza na nią reakcja. W Izajaszowej „Księdze Pocieszenia” (Iz 40-66) pojawia się proroctwo skierowane do ludu Izraela przebywającego na wygnaniu. Prorok pociesza naród izraelski zapowiedzią wyzwolenia, radosnego powrotu do ojczyzny, odnowienia ludu Bożego, Jerozolimy i świątyni.

Zapowiada nadejście Pomazańca, który tak mówi o sobie: „Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać razy serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski u Pana, i dzień pomsty dla naszego Boga; aby pocieszać wszystkich zasmuconych, …” (Iz 61,1-2).

To proroctwo zrealizowało się już w czasach perskich, w V wieku przed Chr., gdy po decyzji króla perskiego Cyrusa (Ezd 1,1-4) Żydzi powrócili z Babilonu do Jerozolimy (458 przed Chr.). W tym czasie narodziła się ta szczególna forma życia żydowskiego, nazywana dzisiaj judaizmem.

b. Jednakże Izajaszowa zapowiedź królestwa Bożego wykracza daleko poza czysto historyczne ramy VI i V w. przed Chr., bo pocieszenie ograniczone do doczesności jest zawsze przemijające. Dlatego autor Mądrości Syracha dopatrzy się w tym proroctwie nie tylko ziemskiej, ale i eschatologicznej pociechy dla ludu Bożego: „Wielkim duchem ujrzał rzeczy ostateczne i pocieszył lamentujących na Syjonie” – powie autor natchniony (Syr 48,24).

Te rzeczy ostateczne wypełnił Pan Jezus, który w synagodze nazaretańskiej powiedział: „Duch Pański spoczywa na mnie, ponieważ mnie namaścił i posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4,19-19). To, co Izajasz powiedział o swoich czasach, w rzeczywistości wypełniło się w Jezusie i odnosiło do Niego. To On sprawił, że ślepi widzą, chromi – chodzą, a ubodzy po dziś dzień – słyszą Dobrą Nowinę.

c. A jaka rola – w świetle Izajaszowego proroctwa oraz panującej epidemii – przypada nam dzisiaj? Jest to podobna rola do tej, jaką pełnił nasz Zbawiciel: „Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać razy serc złamanych, […] pocieszać wszystkich zasmuconych,…” (Iz 61,1-2).

Gdzie więc panuje przygnębienie, rozdrażnienie, depresja, jaką wywołuje w człowieku i społeczeństwie epidemia, tam rodzi się szczególne wyzwanie dla nas biskupów i kapłanów. Gdy ludzie pytają: dlaczego dobry Bóg dopuszcza na nas zło? Dlaczego koronawirus?, kapłan – idąc za głosem Ducha Świętego – nie może popełnić błędu, bo brak właściwej odpowiedzi na te pytanie jest najczęstszą przyczyną porzucenia wiary przez ludzi.

Dlaczego Pan Bóg nie eliminuje choroby i cierpienia, dlaczego nie eliminuje zła? Starożytna, ateistyczna odpowiedź brzmi: ponieważ Bóg nie troszczy się o nic. Epikur uczył: „Albo Bóg chce usunąć zło, a nie może, albo może, a nie chce, albo ani nie chce, ani nie może, albo i chce i może. Jeśli chce, a nie może, to znaczy, że jest niedołężny, co nie może dotyczyć Boga. Jeżeli może, a nie chce, tzn. że jest zawistny, co również nie może być cechą Boga. Jeżeli ani nie chce, ani nie może, jest zawistny i niedołężny, przeto nie jest Bogiem. Jeżeli chce i może – co jedynie przystoi Bogu – skąd więc zło? Albo dlaczego go nie usuwa?” (w: Laktancjusz, O gniewie Boga, XIII).

Klasyczną chrześcijańską odpowiedź na ten ateistyczny zarzut znajdziemy u Laktancjusza, który uczy: „Pan Bóg może cokolwiek zechce i nie ma w nim żadnego niedołęstwa, lub zawiści. Bóg może więc usunąć zło, lecz nie chce. A nie usuwa dlatego, ponieważ dał człowiekowi mądrość. Gdy Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo wlał mu jednocześnie mądrość, polegającą na odróżnianiu tego co dobre, od tego, co złe. Gdyby usunął zło, musiałby jednocześnie usunąć ludzką mądrość, czyli zdolność rozróżniania dobra i zła i wybierania tego, co dobre. Wszystko zatem istnieje ze względu na człowieka, tak zło jak i dobro. Inaczej mówiąc, Pan Bóg pozostawia człowiekowi wolność”.

W rzeczy samej, z tego właśnie powodu Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński mógł powiedzieć: „Największa nieznana człowieka: serce. Tak wspaniałe, że Bóg o nie zabiega. Tak potężne, że może oprzeć się miłości Wszechmocnego. Tak mdłe, że chwyta je w sieci niejedna słabość. Tak szalone, że może zburzyć wszystko szczęście i wszelki ład. Tak wierne, że nie zdoła go zrazić nawet przewrotna niewierność. Tak naiwne, że idzie na lep każdej słodyczy. Tak pojemne, że pomieści w sobie wszystkie sprzeczności” (kard. Stefan Wyszyński, Stoczek, 1 czerwca 1954).

Jak my – jako kapłani – możemy wzmocnić ludzką wolność w człowieku w czasie pandemii? Możemy to uczynić tylko i wyłącznie w pełnym poddaniu się kierownictwu Ducha Świętego. Praktyczne rady w tym względzie daje nam św. Augustyn. Ten Doktor Kościoła radzi: Należy „upominać niezdyscyplinowanych, pocieszać małodusznych, podtrzymywać słabych, zbijać argumenty przeciwników, strzec się złośliwych, nauczać nieumiejętnych, zachęcać leniwych, mitygować kłótliwych, powstrzymywać ambitnych, podnosić na duchu zniechęconych, godzić walczących, pomagać potrzebującym, uwalniać uciśnionych, okazywać uznanie dobrym, tolerować złych i [niestety!] kochać wszystkich”. W trudnej sytuacji mamy przekazywać nadzieję, która rodzi się z wiary.

Drodzy bracia w biskupstwie i kapłaństwie, nasza praca duszpasterska domaga się tego, abyśmy zawsze byli – także w obecnych okolicznościach – blisko ludzi i blisko wszystkich spraw ludzkich niezależnie od tego, czy będą to sprawy osobiste, rodzinne, czy społeczne. Abyśmy byli blisko tych spraw na sposób kapłański. Tylko wtedy będziemy sobą; tylko wtedy będziemy wierni naszemu własnemu powołaniu. Naszym zadaniem jest służyć ludziom w wymiarach „doczesności”, ale zawsze w tej perspektywie, która jest ostateczna; która jest perspektywą zbawienia wiecznego. Nasi bracia w wierze, a nawet niewierzący oczekują od nas, że tę perspektywę potrafimy im zawsze ukazać, że będziemy jej autentycznymi świadkami, że będziemy szafarzami łaski (por. Jan Paweł II, List do kapłanów na Wielki Czwartek – 1979).

Zakończenie

Na koniec, dziękuję wszystkim polskim kapłanom za niezmienne pełnienie posługi kapłańskiej i celebrowanie liturgii mimo braku wiernych w kościołach. Dziękuję w szczególności za sprawowanie sakramentu pokuty. Serdecznie dziękuję za wszystkie inicjatywy charytatywne, jakie pojawiły się w tym czasie w Kościele (zbiórki żywności, za kampanię #PomocDlaSeniora i #WdzięczniMedykom, spontaniczne zbiórki na respiratory organizowane przez kapłanów, za Kapłańską Jałmużnę Postną i zbiórki na pomoc szpitalom celem zakupu sprzętu medycznego, za telefony i infolinie dla tych, którzy potrzebują duchowego wsparcia).

Nie zapominajmy o naszych chorych współbraciach, a także o starszych kapłanach, którzy – mimo wielu dolegliwości – pamiętają o nas i wstawiają się za nami.

Nie zaniedbujmy duszpasterstwa powołaniowego. Sługa Boży abp Fulton Sheen – powołując się na badania statystyczne – powiedział, że ponad 50% chłopców w wieku 13-14 lat żywi pragnienie kapłaństwa, lecz jedno ostre słowo kapłana może zniszczyć każde powołanie.

Dziękuję każdemu z Was za dzisiejszą wspólnotę duchową i trwanie przed telewizorami mimo przydługiego kazania. Maryi, Matce Kapłanów powierzam każdego z was i waszą codzienną posługę. Niech Ona pozwoli nam służyć Bogu i ludziom z coraz większą wiarą i gorliwością. Niech przypomina nam, że Kościół przeżył już w swoich dziejach niejedną epidemię. I niech nam pozwoli powtórzyć: „Nie bójcie się!” (Mt 28,5). „Wszystkie troski wasze przerzućcie na [Boga], gdyż Jemu zależy na was” (1 P 5,7). Amen”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję