Reklama

W wolnej chwili

Premiera polsko-brytyjskiego filmu o Dywizjonie 303

- Wpływ pilotów z Dywizjonu 303 był przeogromny i tak naprawdę nie wiemy, czy bitwa o Anglię bez udziału polskich pilotów mogłaby być wygrana – przyznał David Blair, reżyser superprodukcji „303. Bitwa o Anglię”, której uroczysta premiera z udziałem twórców i aktorów odbyła się w Multikinie Złote Tarasy w Warszawie.

[ TEMATY ]

film

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

- Mimo że urodziłem się i wychowałem w Wielkiej Brytanii, zawsze uważałem, że jestem Polakiem i ja oraz moi wspólnicy mieliśmy cel pokazać całemu światu coś pozytywnego o Polakach. Chcieliśmy pokazać całemu światu, na co stać Polaków – zaznaczył producent filmu Krystian Kozłowski. Historia Polaków walczących o swoją ojczyznę nawet poza jej granicami jest Kozłowskiemu szczególnie bliska bowiem jego dziadkowie brali udział w bitwie o Monte Cassino i osiedlili się w Anglii.

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Film będzie pokazywany nie tylko w Polsce, ale i m.in. w Wielkiej Brytanii, Japonii, Chinach, Korei, Niemczech, USA.

David Blair, reżyser filmu, przyznał, że przed przystąpieniem do realizacji zdjęć niewiele wiedział o historii dywizjonu 303. - Po przeczytaniu scenariusza zdałem sobie sprawę z tego, że doszło tu do niesprawiedliwości, dlatego że wkład polskich pilotów w wygranie bitwy o Anglię nie był powszechnie znany. Ogólnie w Wielkiej Brytanii wszyscy sądzą, że wojna została wygrana przez Brytyjczyków przy niewielkim udziale USA. To jest bardzo niesprawiedliwe i ten wkład Polaków nie powinien być w żadnym razie zapomniany – podkreślił reżyser.

Reklama

Brytyjsko-polski film opowiada historię legendarnych lotników z Dywizjonu 303, którzy stali się najskuteczniejszymi pilotami podczas bitwy o Anglię w okresie II wojny światowej. Ten film to opowieść o jednym z najcenniejszych polskich skarbów historycznych, o legendzie, której nawet władze komunistyczne nie były w stanie stłamsić ani zdławić. Dywizjon 303 stał się fenomenem, który łączył żelazną dyscyplinę, rzetelną wiedzę i ułańską brawurę. A wszystko to po to, aby walczyć o Polskę, walczyć na obcym niebie o rodzinny kraj.

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Film wejdzie na ekrany kin 17 sierpnia. Honorowy patronat nad produkcją objął Prezydent RP Andrzej Duda, minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz ora wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Selin. Patronem medialnym filmu jest „Niedziela”.

2018-08-10 10:59

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dowód na istnienie

Niedziela warszawska 24/2020, str. VI

[ TEMATY ]

film

ks. Jan Zieja

Materiały prasowe

Kadr z filmu Zieja. Nie zabijaj nigdy nikogo w reżyserii Roberta Glińskiego

Ksiądz Jan Zieja przeżył niemal cały XX wiek, i choć nigdy nie chciał być w centrum wydarzeń, był świadkiem i uczestnikiem najbardziej dramatycznych momentów stulecia.

Choć zmarł już prawie 30 lat temu, to pamięć o wybitnym kapłanie jest wciąż żywa, ludzie odkrywają go na nowo. Niedawno odkryli go twórcy filmu Zieja. Nie zabijaj nigdy nikogo. Reżyser Robert Gliński doczekał się premiery filmu, ale nie jego rozpowszechniania. Tuż po premierze pandemia koronawirusa na kilka miesięcy zamknęła kina. Może teraz postać Jana Ziei będzie miała szansę trafić do kolejnego pokolenia?

Kilka życiorysów

Życiorysem ks. Jana Ziei można obdzielić kilka osób. I na ogół nie był biernym uczestnikiem wydarzeń, ale także czynnie na nie wpływał. Widział wydarzenia rewolucji 1905 r., brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, w kampanii wrześniowej.

Był kapelanem przy Komendzie Głównej AK, Szarych Szeregach oraz Batalionach Chłopskich. Blisko współpracował z ratującą Żydów „Żegotą”. W Powstaniu Warszawskim został kapelanem pułku „Baszta”.

Ale przede wszystkim była praca duszpasterza, kapelana w czasach spokoju i pokoju. – W życiu ks. Ziei działo się tyle, że nie da się o tym opowiedzieć w dwugodzinnym filmie – mówi scenarzysta Wojciech Lepianka. – To, co chcieliśmy powiedzieć o ks. Janie, zasygnalizowaliśmy widzom. Wielu nie będzie miało pojęcia o tej postaci. Jak na pierwszy kontakt z nią – wystarczy. I tak chyba zmusi do myślenia i dyskusji.

Entuzjazm od Mickiewicza

Twórcy filmu nie pominęli wojny polsko-bolszewickiej, którą widział z perspektywy okopu i pola walki. I która miała przemożny wpływ na młodego księdza. Został pacyfistą. „Mój wzięty od Mickiewicza entuzjazm malał, gdy przechodziłem przez kolejne pola walk i potyczek. Widziałem, czym naprawdę jest wojna” – wspominał.

Całkowicie się wtedy nawrócił – jak mówi – na przekonanie, że przykazanie „Nie zabijaj” znaczy nigdy nikogo, że udział w wojnie jest przeciw woli Bożej.

– Postawa ks. Ziei wynika z Ewangelii, ale także doświadczeń wojennych – mówi reżyser Gliński. – To, co widział w czasie wojny polsko-bolszewickiej, krew, zwłoki, rany – odbiło się na jego postrzeganiu świata, na jego pacyfizmie.

Doktor Judym

Autorzy filmu musieli pominąć pobyt i działalność kapłana na Polesiu. W latach 30. XX wieku ks. Zieja działał tam jak Doktor Judym, pomagając urszulankom w działalności apostolsko-oświatowej. Dojeżdżał w różne zakątki Polesia pozbawione kościoła, z posługą kapłana i nauczyciela. Zasłynął jako ukochany pasterz rozległej „parafii”.

Był utalentowanym nauczycielem. Miał w Mołodowie swoje dzieła: gimnazjum, uniwersytet ludowy dla gospodarzy. Miejscowi byli spragnieni wiedzy o świecie, o życiu, o Bogu. Znał to, pochodził z biednej chłopskiej rodziny z okolic Opoczna.

Zanosiło się, że będzie chłopem. Ale chęć nauki, zawziętość, potem powołanie przeważyły. Po nauce w domu, na plebanii, w warszawskiej szkole, w 1915 r. wstąpił do seminarium w Sandomierzu. Tam w 1919 r. otrzymał święcenia kapłańskie i rozpoczął studia teologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Ale przyszedł 1920 r.; do wojska, w którym służył jako kapelan, zgłosił się sam.

W zgodzie z pacyfizmem

Po wojnie był prefektem szkół podstawowych m.in. w Zawichoście. W końcu został wikariuszem w Kozienicach. Włączył się również w działalność lewicującego Związku Młodzieży Wiejskiej RP. Przyciągnął go program społeczny.

– Miał swój system wartości i żył według niego. Ale nie był lewicowy ani prawicowy. Był natomiast wyczulony społecznie, na ludzką biedę – zaznacza Gliński. Uważał, że jeżeli komuś brak chleba, to dlatego, że ktoś drugi ten chleb skradł. Skradł, gromadząc u siebie nadmiar!

Gdy wybuchła wojna, ks. Zieja znów poszedł do wojska – jako kapelan. Po kapitulacji trafił w końcu się do podwarszawskich Lasek, gdzie został w zastępstwie ukrywającego się ks. Władysława Korniłowicza kapelanem Zakładu dla Ociemniałych. Trafił na bliskie sobie środowisko. W czasie Powstania Warszawskiego miał przenosić rannych, nierzadko spod pola ostrzału. Godził to z pacyfizmem.

Ksiądz ubogich

Nieżyjący prof. Stefan Swieżawski mówił, że ks. Zieja urzeczywistniał w swoim życiu kapłańskim ideę Kościoła ubogiego. Darzył wielką miłością św. Franciszka z Asyżu, który był dla ks. Jana niedościgłym ideałem.

Kolejne wydarzenia pokazały, że serce ma bardziej po lewej, niż po prawej stronie. Był szczególnie wyczulony na krzywdę. Mówiąc o siódmym przykazaniu, stwierdzał, że Bóg, zaopatrzył ziemię w wystarczającą ilość środków żywności dla ludzi każdej epoki. „Jeżeli komuś brak chleba – wołał z uniesieniem – to dlatego, że ktoś drugi ten chleb skradł. Skradł, gromadząc u siebie nadmiar! Biada tym złodziejom, co nie z głodu, a z chciwości okradają bliźnich! Nie znajdą miłosierdzia u Pana!”.

Bali się

W czerwcu 1945 r. rozpoczął pracę duszpasterską w Słupsku, gdzie początkowo był jedynym księdzem katolickim, obsługującym cztery kościoły w mieście oraz kilka następnych w powiecie. Pracę musiał przerwać ze względów zdrowotnych. Do Warszawy ściągnął ks. Zieję prymas Stefan Wyszyński, chcąc mieć blisko długoletniego przyjaciela. Od 1950 r. ks. Zieja został rektorem kościoła Wizytek.

Publicznie bronił uwięzionego kard. Wyszyńskiego. UB chciała go aresztować, ale górę wziął strach władz przed społecznymi konsekwencjami represji wobec charyzmatycznego kapłana.

Po aresztowaniu kard. Wyszyńskiego, usunął się z Warszawy. Najpierw udał się do Nowej Wsi pod Warszawą, a następnie – gównie dla podreperowania zdrowia – wyjechał do Zakopanego.

Empiryczny dowód

Od 1963 r. aż do śmierci żył i pracował w domu Sióstr Urszulanek Szarych na warszawskim Powiślu. Tam też zmarł 19 października 1991 r. W ostatnich latach życia poświęcał się pracy pisarskiej i duszpasterskiej. Przesłał na ręce polskich uczestników II Soboru Watykańskiego memoriał dotyczący piątego przykazania, wskazując w nim, iż przykazanie „Nie zabijaj” należy rozumieć jako: „Nie zabijaj nigdy nikogo”.

Gdy w czasach PRL trzeba było dać świadectwo, nie chował głowy w piasek. Był sygnatariuszem protestu przeciwko zmianom w Konstytucji PRL w 1975 r., choroba nie przeszkadzała mu w działalności w KOR. W 1976 r. znalazł się wśród założycieli apelu Komitetu Obrony Robotników.

Przesłuchiwany w związku z tym stwierdził, że związał się z nim, bo jawnie wystąpił w obronie słabszych, prześladowanych, poniżanych, pozbawianych pracy, niosąc im pomoc materialną i prawną. Wzywany na przesłuchania ks. Zieja zaczął… ewangelizować esbeków. Osoby związane z nim w tamtym czasie nazywały go z pewną przesadą „empirycznym dowodem na istnienie Boga”, nie myśląc tylko o działalności w KOR.

CZYTAJ DALEJ

Mława: 300. rocznica śmierci twórcy Gorzkich Żali

2020-07-10 14:52

[ TEMATY ]

Gorzkie żale

Zdjęcia: Grażyna Kołek/Niedziela

Droga krzyżowa z Lourdes Marii de Haykod

Mława w diecezji płockiej obchodzi 300. rocznicę śmierci ks. Wawrzyńca Stanisława Benika – twórcy popularnego nabożeństwa Gorzkich Żali.

Ks. Benik mieszkał i pracował w tym mieście. Zaplanowano koncerty i sympozjum dla dorosłych oraz grę edukacyjną dla młodego pokolenia.

Z inicjatywami dotyczącymi 300. rocznicy śmierci ks. Wawrzyńca Stanisław Benika (1674-1720) wystąpiło Towarzystwo Miłośników Twórczości Tekli Bądarzewskiej w Mławie. W planach są m.in. koncerty muzyczne.

Dla dzieci i młodzieży przygotowano escape room, dzięki któremu młody odbiorca mógł poznać strukturę nabożeństwa Gorzkich Żali oraz postać samego autora. Planowane jest też sympozjum poświęcone ks. Benikowi. Główna uroczystość rocznicowa odbędzie się w Mławie 4 października. Mszy św. z tej okazji będzie przewodniczył biskup płocki Piotr Libera.

Z towarzystwem przy jubileuszu współpracuje parafia św. Stanisława BM w Mławie, gdzie pracował ks. Benik oraz Diecezjalny Instytut Muzyki Kościelnej „Musicum” w Płocku.

„Gorzkie Żale autorstwa ks. Benika nadały pasyjny charakter Wielkiemu Postowi. Nie ma lepszego miejsca do uhonorowania tej postaci niż Mława, gdzie misjonarz pracował do śmierci 23 kwietnia 1720 roku i gdzie został pochowany” – mówi ks. Marcin Sadowski, dyrektor „Musicum”.

Zaznacza, że Gorzkie Żale były bardzo popularne w przeszłości i do dziś jest odprawiane w każdej parafii. Wiele osób nie wyobraża sobie bez nich Wielkiego Postu.

„Najpiękniejsza część poświęcona Matce Bożej oddaje ból Maryi patrzącej na cierpiącego Syna. To nabożeństwo miało wpływ na ukształtowanie się takiego charakteru Wielkiego Postu jaki znamy” – podkreśla duszpasterz.

Ks. Wawrzyniec Stanisław Benik (1674-1720) jest twórcą jednego z najpopularniejszych nabożeństw Wielkiego Postu - Gorzkich Żali. Jest to nabożeństwo rdzennie polskie. Nie powstało w diecezji płockiej – ks. Benik przygotował je, kiedy pracował w Warszawie, w 1707 roku, w kościele św. Krzyża. Pierwowzór został wykonany w 1698 roku – była to przeróbka łacińskiej pasji „Fasciculus myrrhae” z 1697 r.

Później ks. Benik został przeniesiony do Mławy w diecezji płockiej, gdzie Misjonarze św. Wincentego a Paulo podjęli pracę duszpasterską na terenie parafii św. Stanisława BM. Ks. Benik od 1713 roku był proboszczem mławskiej parafii, tam też, prawdopodobnie w marcu 1713 roku, Gorzkie Żale zabrzmiały w diecezji płockiej po raz pierwszy.

CZYTAJ DALEJ

Pomoc dla niepełnosprawnych

2020-07-10 21:02

Pomoc dla niepełnosprawnych

Dzięki wparciu Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i innych instytucji udało się utrzymać wiele miejsc pracy. Podjęto ograniczenie ryzyka zakażenia m.in. w Domach Pomocy Społecznej.

Środowiskowe Domy Samopomocy, Warsztaty Terapii Zajęciowej, Centra Integracji Społecznej i inne placówki wsparcia dziennego, do których uczęszczają osoby z niepełnosprawnościami zostały zamknięte 11 marca, jednak mimo że nie prowadziły swojej standardowej działalności, otrzymywały stuprocentowe dofinansowanie do swoich działań. Jak informuje Ewa Kopolovets, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej i Zdrowia Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach, przed ponownym otwarciem placówek wojewoda dostarczył do nich środki ochrony osobistej, tj. maseczki, płyny do dezynfekcji, przyłbice i fartuchy.

– Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej rozstrzygnęło też konkurs na programy z Funduszu Solidarnościowego. W przyszłym tygodniu wojewoda podpisze umowy na dotacje z jednostkami, które otrzymają wsparcie w ramach programu "Opieka Wytchnieniowa" oraz na usługi opiekuńcze dla osób niepełnosprawnych. Łącznie przekazane zostanie wsparcie w wysokości prawie sześć milionów złotych – informuje Ewa Kopolovets.

Andrzej Michalski, dyrektor oddziału świętokrzyskiego Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, podkreślił, że PFRON przez cały czas wspiera pracodawców, którzy zatrudniają osoby z niepełnosprawnościami. – Od 1 kwietnia zwiększyliśmy dofinansowanie do wynagrodzeń osób z niepełnosprawnościami, jak również dodatki za schorzenia specjalne. Wspieramy także zakłady aktywności zawodowej, które miały problemy w tym okresie. Mogą one uzyskiwać rekompensaty do wynagrodzeń dla osób niepełnosprawnych – wylicza dyrektor Michalski.

Do tej pory w całym kraju przyznano 49 takich rekompensat na kwotę 600 tysięcy złotych. Dzięki pomocy PFRON-u od początku pandemii udało się utrzymać 280 tysięcy miejsc pracy osób niepełnosprawnych.

– Żadne nie zostało zlikwidowane. Nie stracili pracy także pracownicy zatrudnieni w placówkach świadczących pomoc dla osób niepełnosprawnych, nawet gdy ich działanie zostało czasowo wyłączone lub ograniczone – uzupełnia senator Krzysztof Słoń.

Alina Rogula, dyrektor Domu Pomocy Społecznej im. św. Brata Alberta przy ul. Żeromskiego w Kielcach, podkreśla, że dzięki wsparciu finansowemu uczestnicy warsztatów terapii zajęciowej i ich rodziny mogli łatwiej przetrwać kryzys, który nadal trwa.

– Ta sytuacja najbardziej dotknęła Domy Pomocy Społecznej. W nich nie da pracować się zdalnie i ciężko jest zachować dystans, bo z człowiekiem trzeba być blisko. Nasze mieszkanki nie mogą korzystać z wyjść, a odwiedziny są tylko przez szybę i to jest dla nich dużym problemem – stwierdza.

Od początku pandemii, w województwie świętokrzyskim, przypadki zakażenia koronawirusem odnotowano w trzech Domach Pomocy Społecznej.

Oprac. A.D.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję