Reklama

Bp Jourdan: wizyta papieża okazją do zbliżenia się Estończyków do Boga

2018-08-27 16:33

pb / Tallin (KAI)

wikipedia.org

Estonia jest państwem bardzo zeświecczonym. Wizyta papieża Franciszka stanie się dla wielu Estończyków okazją do choćby niewielkiego zbliżenia się do Boga - taką nadzieję ma bp Philippe Jourdan. Ojciec Święty odwiedzi ten bałtycki kraj 25 września. W rozmowie z KAI administrator apostolski Estonii przypomina wizytę św. Jana Pawła II w Tallinie przed 25 laty, od której zaczęła się droga wiary wielu tamtejszych katolików.

- Czasy komunistyczne były wielką traumą. Ale czasem naprawdę trudno powiedzieć, czy jakiś problem jest spadkiem tej epoki czy pojawił już wcześniej. Przez pięćset lat Kościół katolicki w Estonii był albo zlikwidowany, albo prześladowany. Tak działo się już na długo przed nastaniem czasów komunistycznych.
Jednym z wielkich problemów, z jakim mamy do czynienia w estońskim społeczeństwie jest rozbicie rodzin. Podobnie jest w innych krajach europejskich, ale w Estonii zjawisko to ma masowy charakter. Trudno jednak powiedzieć, czy jest to spadek czasów komunistycznych, czy też dzieje się tak bardziej z powodu mentalności skandynawskiej. Ale z pewnością komunizm ponosi tu swoją część odpowiedzialności.
W XX wieku około 20 proc. mieszkańców Estonii zostało deportowanych na Syberię. Ta trauma, moim zdaniem, nie może zniknąć w ciągu 25 lat. Potrzeba na to więcej czasu.

- Przeglądając historię Kościoła w Estonii, nie udało mi się znaleźć biskupa, który byłby rdzennym Estończykiem.

- Ja także, choć szukałem od czasu ewangelizacji Estonii w XIII wieku, nie znalazłem śladu biskupa-Estończyka. Ale pracujemy na tym i jeśli Bóg da Estonii pokój, a Kościołowi w Estonii trochę przestrzeni do działania, to wierzę, że jest tylko kwestią czasu, by tak się stało.
Trzeba przy tym wziąć pod uwagę, że na początku lat 70. XX wieku było w Estonii zaledwie pięciu czy sześciu Estończyków-katolików. Nie 500-600 czy 5-6 tysięcy, ale pięciu lub sześciu! Pokazuje to sytuację wyjściową. Przy takiej liczbie trudno mówić o licznych powołaniach kapłańskich. Obliczyłem, że od reformacji aż do naszych czasów było zaledwie pięciu księży-Estończyków. Pięciu w ciągu pięciu stuleci, z czego czterech żyje obecnie. Mamy więc pod tym względem najlepszą sytuację w historii!
Aby dojść do sytuacji, w której Estończyk zostanie biskupem, potrzebujemy więcej lokalnych powołań kapłańskich. Uważam, że tak się niechybnie stanie, tak jak stało się ostatnio w Finlandii, która otrzymała pierwszego biskupa-Fina, tak jak się stało w Szwecji, która ma biskupa-Szweda od 15 lat, tak jak się stało w Norwegii. Konieczne jest, by Kościół trochę dojrzał.
Czy już mój następca będzie Estończykiem? Za wcześnie o tym mówić. Staramy się pobudzać powołania i wspierać dojrzewanie Kościoła, aby któregoś dnia można było mianować Estończyka biskupem.

- A jaki jest obecny stan powołań kapłańskich i zakonnych?

- Oprócz czterech księży-Estończyków, jest też kilku zakonników, ale mieszkają oni zagranicą, bo przecież nie mamy tu wszystkich zgromadzeń zakonnych. Zdarza się, że młodzi Estończycy nawiązują kontakt ze zgromadzeniem, którego tutaj nie ma. A wtedy trudno, by wracali do kraju. Powołania pojawiają się dość skąpo.
Ale każdego roku mamy sporo nawróceń na katolicyzm. Widzę też, że w katolickich rodzinach wzrasta całe pokolenie ludzi młodych. Myślę, że wśród nich zrodzą się powołania. Tym bardziej, że niektórzy się nad tym zastanawiają. Jestem tu optymistą, bo widzę, że Kościół rośnie, dojrzewa, że młodzi są dość otwarci na temat powołań.
Dwa lata temu pewien starszy pastor protestancki powiedział mi: „Znałem Kościół katolicki w Tallinie w czasach komunistycznych i gdy widzę go teraz, to rozumiem, że macie powody, by dziękować Bogu, bo uczynił z wami cud”. Kościół katolicki był maleńkim ziarnem, być może najmniejszym ze wszystkich, które jednak wzrosło.

- Czy to maleńkie ziarno, które wzrosło jest dziś obecne także w życiu społecznym Estonii?

- Tak, choć oczywiście nie możemy być obecni we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Ale jest taka domena, w której Kościół katolicki jest najbardziej znany. To domena wychowania i szkolnictwa. W czasach komunistycznych nie było w Estonii żadnej szkoły prywatnej, a tym bardziej chrześcijańskiej. To Kościół katolicki rozpoczął zakładanie szkół już w 1994 r., najpierw w Tallinie, a następnie w uniwersyteckim mieście Tartu (Dorpat). Szkoły katolickie, szczególnie ta w Tartu, mają dobrą reputację i są dobrze znane w całym kraju. W ostatnich latach zaczęły nas naśladować inne Kościoły: luteranie i prawosławni też założyli małe szkoły. Ale to Kościół katolicki odegrał rolę katalizatora w dziedzinie szkolnictwa.

- A jakie są relacje Kościoła z państwem?

- Relacje z państwem są bardzo dobre. Władze okazały duże zainteresowane zaproszeniem papieża do Estonii i włączyły się w organizację wizyty. Są bardzo zadowolone z tego, że Franciszek przyjeżdża do Estonii, bo widzą w tym znak solidarności z wciąż nowym, młodym państwem. Dlatego bardzo nam pomogły. A jednocześnie jest to państwo bardzo zeświecczone. Także w Estonii mamy ustawodawstwo deformujące wizję małżeństwa, które wchodzi w życie wszędzie w Europie. Kościół katolicki, razem z luterańskim i prawosławnym, stara się podejmować dyskusję, by pomóc władzom lepiej zrozumieć, jakie są podstawowe wartości ludzkie, rodzinne, w dziedzinie życia. Ale ta dyskusja jest bardzo trudna.

- A jak wyglądają relacje ekumeniczne?

- Są dobre. Mamy Estońską Radę Kościołów, której jestem wiceprzewodniczącym, przewodniczy zaś arcybiskup luterański. Regularnie się spotykamy. Znaczące jest to, że - w przeciwieństwie do Finlandii czy Szwecji - Kościoły w Estonii są zgodne w kwestiach moralnych, zwłaszcza dotyczących życia rodzinnego. Dlatego są w stanie tworzyć wspólny front i zajmować wspólne stanowisko. To warte uwagi, bo Kościół katolicki jest zbyt mały, by samemu bronić np. wartości chrześcijańskiego małżeństwa, tego, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny itd. Ważne, że z innymi Kościołami możemy dawać wspólne świadectwo, choć nasze stanowiska nie zawsze są dokładnie takie same, ale w zasadniczych punktach są identyczne. Udało nam się, dzięki Bogu, wykonać razem dobrą pracę.

- Jest Ksiądz Biskup Baskiem z Francji. Jak więc trafił Ksiądz Biskup do Estonii, na drugi kraniec Europy?

- W bardzo prosty sposób. Gdy upadł Związek Radziecki, nieliczni katolicy w Estonii podlegali nuncjuszowi apostolskiemu w państwach bałtyckich, który rezyduje w Wilnie na Litwie. Szybko zorientował się on, że nie da się kierować Kościołem w Estonii na odległość. Zaczął więc szukać księży, którzy przyjadą z zagranicy, nauczą się języka estońskiego i będą mogli pomóc na miejscu. Najpierw prowadził poszukiwania w Niemczech, ze względu na wielowiekowe więzi między Niemcami i Estonią. Jednak nie znalazł tam chętnych. Zwrócił się więc ku Francji.
Otrzymałem propozycję wyjazdu, gdy byłem duszpasterzem akademickim w Paryżu. Nuncjusz zadzwonił z pytaniem, czy byłbym gotów wyjechać do Estonii i być tam jego prawą ręką. Poprosiłem o kilka dni na zastanowienie się. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, było poszukanie jakichś informacji o tym kraju. Muszę przyznać, że nie było ich wtedy we Francji zbyt wiele... Natychmiast też kupiłem książkę do nauki estońskiego, który jest bardzo trudnym językiem. Była tylko jedna. Po kilku dniach wyraziłem zgodę na wyjazd i na Zesłanie Ducha Świętego 1996 r. znalazłem się w Estonii.
Od razu zacząłem się uczyć języka estońskiego, ale także rosyjskiego, bo duża część katolików jest tu rosyjskojęzyczna. Rosyjski trochę już znałem z czasów, gdy odbywałem studia inżynierskie (zanim zostałem księdzem, byłem inżynierem dróg i mostów). W tamtych czasach francuskie przedsiębiorstwa prowadziły budowy w Związku Radzieckim, dlatego uczyłem się rosyjskiego.
Ale nic dziwnego, że znalazłem się w Estonii. W końcu pierwszy tutejszy biskup Estonii, którego imię zachowało się w historii, najprawdopodobniej pochodził z Francji. Tak więc nawet w XII wieku było możliwe, by Francuz został biskupem w Estonii!

Rozmawiał Paweł Bieliński (KAI)

Philippe Jourdan (ur. 1960) w czasie studiów w Krajowej Szkole Dróg i Mostów w Paryżu został numerariuszem Opus Dei. W 1987 r. obronił doktorat z filozofii na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie, a rok później przyjął święcenia kapłańskie. Był duszpasterzem akademickim w Paryżu i ojcem duchownym Prałatury Opus Dei we Francji. W 1996 r. został wikariuszem generalnym administratora apostolskiego Estonii, a trzy lata później także proboszczem parafii katedralnej w Tallinie. Od 2005 r. jest biskupem-administratorem apostolskim Estonii (jego nominację ogłoszono w przeddzień śmierci Jana Pawła II).

Tagi:
Franciszek na Litwie Łotwie i Estonii

Bałtowie podsumowują papieską wizytę

2018-09-26 18:58

vaticannews / Ryga (KAI)

Katolicy w krajach nadbałtyckich zastanawiają się nad przebiegiem i owocami zakończonej 25 września podróży apostolskiej Franciszka. Od sztywnej poprawności do wybuchów entuzjazmu i radości – tak atmosferę towarzyszącą temu wydarzeniu opisuje posługujący na Łotwie były współpracownik Radia Watykańskiego o. Tadeusz Cieślak.

Grzegorz Gałązka

"Wizyta Ojca Świętego w stolicy Estonii może służyć za podsumowanie całej jego podróży po krajach bałtyckich: najpierw sztywna poprawność, niemal obojętność goszczącego go miasta, później życzliwe zainteresowanie, a wreszcie radość i entuzjazm. Patrzyłem na to z punktu widzenia jednego z pielgrzymów przybywających na spotkanie z Franciszkiem" - wspomina kapłan.

Zauważył, że kierowana przezeń łotewska grupa młodzieżowo-zakonna towarzyszyła papieżowi po kolei w Wilnie, Kownie, Agłonie i Tallinie, "znosząc po drodze trudy jesiennego pielgrzymowania". "Bardzo szybko okazało się, że możemy nie tylko Ojca Świętego słuchać, ale też sami ewangelizować, przechodząc rozśpiewaną i rozmodloną kolumną wśród prawdopodobnie nieświadomych niczego przechodniów i turystów. W kilku momentach udało się wykonać spontanicznie uliczny „flash-mob”, przyciągając uwagę przypadkowych ludzi ku sprawom wiary i osobie papieża" - zaznaczył polski jezuita.

Zwrócił uwagę, że "ciekawy był z kolei odbiór Franciszka przez Bałtów": słuchaczy przywykłych raczej do rozwlekłej i nieco patetycznej retoryki zaskakiwał jego prosty, niemal surowy styl ekspresji, stłumiony głos, zwięzłość wypowiedzi. Tłumaczono to nawet osłabieniem czy chorobą papieża, choć z drugiej strony właśnie wielkie wrażenie robiło przechodzenie do istoty rzeczy bez zbędnych słów: "Pamięć historyczna ma być korzeniem tożsamości, a nie jej obciążeniem; nawet w otchłani zła Bóg wyciąga rękę do człowieka; wiara to nie sprawa prywatna, ale powołanie do tworzenia wspólnoty, mimo istniejących różnic wieku, języka czy poglądów; trwanie na peryferiach to nie tylko ryzyko, ale i szansa m.in. dla ewangelizacji; pragnąc miłości i miłosierdzia najpierw sami je dawajmy innym, poczynając od bliskich".

"Te proste prawdy zapadały w serca. Trzeba będzie do nich jeszcze wielokrotnie powracać w pracy duszpasterskiej i wtedy – jestem o tym przekonany – wydadzą owoce" - zakończył swą wypowiedź ks. T. Cieślak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cała Polska zapłakała

2012-12-17 13:16

Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 52/2012, str. 8-9

„Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom” - przestrzegał proroczo 180 lat temu Zygmunt Krasiński

BOŻENA SZTAJNER

Przeor Jasnej Góry na wieść o profanacji dokonanej w drugą niedzielę Adwentu w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej powiedział: - Cała Polska zapłakała, również w sposób fizyczny. Wielu ludzi zwróciło swoje przerażone serca ku Jasnej Górze. Dziękujemy za tę troskę naszego narodu o klasztor, o sanktuarium, o Jasną Górę. Dziękujemy za modlitwy, za słowa wsparcia, a wszystkim służbom - za ich profesjonalną i sprawną akcję spieszenia z pomocą ochrony Jasnej Góry przed tymi, którzy nie wiedzą, co czynią. Wielu z nas atak na Cudowny Obraz odczytuje jako atak na samą istotę polskości.

Przebieg wydarzeń

Przypomnijmy fakty, które nami wszystkimi wstrząsnęły w niedzielę 9 grudnia 2012 r. Otóż tego dnia o godz. 7.45, tuż po zakończeniu Mszy św. wspólnotowej konwentu jasnogórskiego, miała miejsce próba zniszczenia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Mężczyzna rzucił w Obraz bańkami w kształcie żarówek, wypełnionymi czarną substancją, która rozprysła się na cały ołtarz, dosięgła nawet róży ofiarowanej Matce Bożej przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Sprawcę natychmiast ujął br. Paweł Bryzek, paulin, a straż porządkowa przekazała go policji. Po incydencie Kaplica została zamknięta. Na miejsce przybyli abp senior Stanisław Nowak oraz bp Jan Wątroba, aby sprawdzić stan ikony i podjąć modlitwę ekspiacyjną. Obraz nie został naruszony, gdyż chroni go kuloodporna szyba. O godz. 11.45 Kaplicę Matki Bożej otwarto i udostępniono pielgrzymom. Pod przewodnictwem o. Sebastiana Mateckiego, podprzeora Jasnej Góry, rozpoczęło się nabożeństwo przebłagalne z udziałem obecnego generała Zakonu Paulinów o. Izydora Matuszewskiego.

Sprawcą zbezczeszczenia Cudownego Obrazu okazał się 58-letni mieszkaniec Świdnicy. Po jego przesłuchaniu do Sądu Rejonowego w Częstochowie został skierowany wniosek o aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. Prokuratura postawiła mu zarzuty zniszczenia dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury i obrazy uczuć religijnych. Jerzy D. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu przestępstw, złożył obszerne wyjaśnienia i nie wykazał skruchy. Grozi mu do dziesięciu lat więzienia. Prokurator zlecił opracowanie opinii psychiatrycznej.

Obudź się, Polsko!

W południe o. Józef Płatek przewodniczył Mszy św. ekspiacyjnej. W homilii zauważył, że obecnie w Polsce atakuje się kolejno trzy najświętsze znaki chrześcijaństwa: Krzyż, Biblię oraz Ikonę - te trzy symbole wiary były uroczyście niesione przez młodych ludzi z całego świata na Szczyt Jasnogórski i adorowane na VI Światowym Dniu Młodzieży w 1991 r., podczas modlitwy pod przewodnictwem Jana Pawła II. - Widzimy, jak kolejno dokonuje się w naszej Ojczyźnie profanacja tych świętych dla nas, chrześcijan, znaków - mówił. Zacytował słowa Henryka Sienkiewicza dotyczące potopu szwedzkiego: „Dziwnie szatan jest na to miejsce zawzięty. I dokłada wszelkich starań, aby nabożeństwu tu przeszkodzić i wiernych jak najmniej do udziału w nim dopuścić. Bo nic tak do takiej desperacji piekielnego dworu nie przywodzi, jak widok czci dla Tej, która głowę węża starła”.

O. Płatek sięgnął też do słów poety Zygmunta Krasińskiego, który 180 lat temu przestrzegał w proroczej wizji: „Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom. Podłość będzie nagradzana orderami lub zaszczytami. Lud ogłupiać będą wódką lub innymi elementami, elity szlifami i stanowiskami, a za głowę tych, co będą stawiać opór, wystawi się watahy, cenę, aby się rozprawić z nimi w stosownej chwili”.

- Trzeba nam wszystkim dużo rozsądku, rozwagi i powagi. Może Pan Bóg dał ten znak nam, stróżom, i wszystkim czcicielom Jasnogórskiej Bogarodzicy, że nadeszła pora i czas przebudzić się w Adwencie. Niedawno wołano: Polsko, obudź się! Jest to kolejny sygnał dla nas, żeby nie zejść na manowce, nie stoczyć się w dół, ale też nie zmarnować swojego życia - mówił o. Płatek.

Modlitwa ekspiacyjna za znieważenie Obrazu trwała na Jasnej Górze przez cały dzień. Na zakończenie każdej Mszy św. śpiewany był błagalny hymn „Święty Boże, Święty Mocny”.

Charakter ekspiacyjny miał także 9 grudnia Apel Jasnogórski w Kaplicy Matki Bożej, któremu przewodniczył przeor Jasnej Góry o. Roman Majewski. Mieszkańcy Częstochowy i pielgrzymi, przedstawiciele zakonów męskich i żeńskich oraz kapłani z abp. Wacławem Depo bardzo licznie przybyli na tę wieczorną modlitwę Polaków. (Tekst rozważania apelowego, będącego formą przebłagania za dokonaną profanację, wydrukowany jest w całości na stronach 9 i 10 bieżącego numeru „Niedzieli”).

Ekspiacja Częstochowy

Metropolita częstochowski abp Wacław Depo na wiadomość o próbie uszkodzenia Cudownego Obrazu Matki Bożej zwrócił się z prośbą do wszystkich diecezjan, aby wraz ze swoimi duszpasterzami przybywali na Jasną Górę na modlitwę przebłagalną. Zaprosił na comiesięczne jasnogórskie czuwanie nocne z 11 na 12 grudnia - na wielką modlitwę ekspiacyjną całego Kościoła częstochowskiego „za wszystkie profanacje i świętokradztwa, jakie mają miejsce w tych dniach i miesiącach na terenie archidiecezji. Są one skutkiem trwającej od dłuższego czasu antykościelnej i antychrześcijańskiej nagonki niektórych ugrupowań politycznych i mediów” - stwierdził.

Metropolita Częstochowski powiadomił, że modli się także za dopuszczających się wszelkich aktów wandalizmu. Zauważył, iż są oni z jednej strony ich sprawcami, a z drugiej - ofiarami skrzętnie prowadzonej manipulacji antyreligijnej, a czasem ludźmi pogubionymi, którym należy pomóc. „Proszę Boga o łaskę obudzenia sumień wszystkich Polaków, a w sposób szczególny rządzących zarówno naszym miastem, jak i Ojczyzną” - wyznał.

Zgodnie z zapowiedzią abp. Depo, w nocy z 11 na 12 grudnia odbyło się na Jasnej Górze czuwanie modlitewne archidiecezji częstochowskiej, wynagradzające Bogu za próbę zniszczenia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. W rozważaniu apelowym rozpoczynającym czuwanie Metropolita Częstochowski mówił: - Dzisiaj, przychodzimy do Ciebie, aby obok słów: JESTEM, PAMIĘTAM… wypowiedzieć w Apelowej przysiędze mocne CZUWAM. To słowo wypowiadamy z mocą, aby obudzić uśpione sumienia. Wypowiadamy je nad tymi, którym grozi utrata duchowego słuchu i duchowego wzroku, a tym samym i dziedzictwa dzieci Bożych. Czuwaj nad nami wszystkimi, abyśmy nie zagubili dróg do Twojego Syna, Jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi.

Abp Depo zwrócił uwagę, że to kolejne zranienie oblicza Matki i Syna, na podobieństwo profanacji Obrazu przez husytów w 1430 r., nie może być odbierane wyłącznie w kategoriach odejścia od rozumu czy aktu niewiary. - Ewangelie i Dzieje Apostolskie dostarczają nam aż nadto dowodów, że ludzie chorzy garnęli się do Jezusa, aby u Niego znaleźć pomoc i obronę - podkreślił. - Oni nigdy nie wystąpili przeciw Niemu! Przychodzimy dzisiaj do Ciebie, Maryjo, aby wsłuchać się w bicie Twojego Serca, które wzięło w siebie ten cios, aby przetworzyć go w siłę i jedność dla Narodu i Kościoła, bo przecież jesteś naszą przedziwną pomocą i obroną - mówił z ufnością.

Metropolita Częstochowski zarządził, aby w niedzielę 16 grudnia w kościołach archidiecezji zorganizowano nabożeństwa ekspiacyjne, z odmówieniem Aktu Wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny i odśpiewaniem suplikacji. Ogłaszając to zarządzenie, przypomniał słowa Ojca Świętego Benedykta XVI z 12 września 2012 r., które wobec profanacji Obrazu stały się bardzo aktualne: „Często w obliczu zła mamy poczucie, że nic nie jesteśmy w stanie zrobić, ale to właśnie nasza modlitwa jest pierwszą i najskuteczniejszą odpowiedzią, jaką możemy dać i która umacnia nasz codzienny wysiłek, by chronić dobro”.

Niemiecki protestant przyczynił się do zabezpieczenia Cudownego Obrazu

Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został uratowany dzięki zabezpieczającej go szybie kuloodpornej. O. Józef Płatek, na prośbę „Niedzieli”, podał ważne szczegóły. Uznał, że chcąc mówić o szybie ochraniającej Obraz, trzeba sięgnąć do dnia 23 lutego 1981 r., kiedy to był on generałem Zakonu Paulinów. Właśnie wtedy członkowie Komisji ds. Konserwacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej podczas spotkania z nim, z o. Konstancjuszem Kunzem - ówczesnym przeorem Jasnej Góry oraz z o. Melchiorem Królikiem - referentem ds. konserwacji Obrazu, przy okazji proponowanych prac remontowo-konserwatorskich przy hebanowym ołtarzu w Kaplicy Matki Bożej, wysunęli propozycję zabezpieczenia Cudownego Obrazu kuloodporną szybą. Miało to zapewnić Obrazowi ochronę, a także przemawiały za tym racje konserwatorskie. O. Józef Płatek nawiązał wtedy kontakt z o. Janem Wiesławem Bochenkiem - przeorem klasztoru paulińskiego w Mainburgu w Niemczech i poprosił o pomoc w realizacji tej inicjatywy.

Do prac konserwatorskich przy ołtarzu Matki Bożej przystąpiono na początku 1984 r. W tym czasie o. Jan Bochenek powiadomił o możliwości zakupienia odpowiedniej szyby w Niemczech, jednak jej cena przerastała możliwości Zakonu Paulinów. Ojciec Generał zobowiązał o. Jana Nalaskowskiego - wikariusza generalnego, władającego doskonale językiem niemieckim, i o. Konstancjusza Kunza oraz ojców pracujących w Niemczech do poszukiwania sponsorów dla tej fundacji. Podjęto różne próby zorganizowania funduszu, a o. Jan Nalaskowski dotarł z prośbą do Caritas Konferencji Episkopatu Niemiec, która przeznaczyła na ten cel dużą, lecz mimo wszystko niewystarczającą kwotę. Znaleźli się wkrótce nowi ofiarodawcy. Ze znaczącą pomocą dołączył prof. Helmut Seling, protestant, dyrektor muzeum w Monachium.

Ostatecznie dzięki trosce ówczesnego zarządu jasnogórskiego: o. Rufina Abramka - przeora Jasnej Góry, o. Jana Golonki - kuratora jasnogórskich zabytków, o. Leona Chałupki - administratora Jasnej Góry, o. Izydora Matuszewskiego - kustosza oraz pomocy prof. Helmuta Selinga udało się doprowadzić do końca konserwację jasnogórskiego ołtarza poświęconego Bogarodzicy i umieścić w nim szybę kuloodporną, ochraniającą Cudowny Obraz. Odrestaurowany ołtarz wraz z wmontowaną szybą został poświęcony 8 grudnia 1986 r. przez kard. Józefa Glempa, prymasa Polski.

O. Józef Płatek podał jeszcze inny ważny fakt. Okazuje się, że w 1981 r., na dwa dni przed swoją śmiercią, kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski, na ręce generała Zakonu Paulinów przekazał znaczną ofiarę na odnowę Ołtarza Ojczyzny i Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze, jako swój jubileuszowy dar dla Dziewicy Wspomożycielki. On również bardzo zabiegał o bezpieczeństwo Obrazu Jasnogórskiego.

Tak udało się odtworzyć okoliczności, w jakich doszło do wzmocnienia ochrony Obrazu, ze znaczną pomocą niemieckiego protestanta. Dzięki temu 9 grudnia 2012 r. Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został nienaruszony mimo brutalnego ataku.

Modlitwa ekspiacyjna trwa w całej Polsce i poza jej granicami. A w jasnogórskiej zakrystii wyłożono księgi, do których pielgrzymi wpisują słowa żalu i zadośćuczynienia za publiczne znieważenie Najświętszej Ikony Jasnogórskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bracia 24h

2019-10-18 15:05

Marian Florek

Na pierwszy rzut oka trudno ich odróżnić od ojców zakonnych. Noszą takie same, przypisane dla danego zakonu, szaty. Na powitanie serwują szczery, serdeczny uśmiech; otwierają na oścież serca i ramiona. Chociaż nie są obiektem szczególnych zainteresowań mediów, to jednak na widok telewizyjnej kamery się nie peszą. Chętnie dzielą się myślami na temat swojego powołania.

Marian Florek

Przedstawiają proste, wiarygodne, czasami żarliwe świadectwo życia. Nic nie ujmując ojcom, zakonnym kapłanom, należy oddać braciom zakonnym to, co braterskie w ich powołaniu i posłudze i to, co ich odróżnia od innych profesji. Pytany o tę zauważalną przez postronnego obserwatora różnicę bp Jacek Kiciński CMF, przewodniczący Komisji ds. Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego KEP, sięga do historii zakonów i przypomina, że pierwsi krzewiciele życia monastycznego byli tylko braćmi. Dalej zgodził się z opinią, że powołanie brackie ma swą specyfikę, obecną również w jakiś sposób w ojcowsko-kapłańskiej posłudze. „Tam gdzie nie dociera miłość Boga Ojca przez posługę kapłanów, tam my wchodzimy z darem pociechy, służby i dobrego słowa” powiedział br. Hieronim, duchacz. I rzeczywiście bracia chociaż nie mają przywileju przeistaczania w imieniu Chrystusa chleba i wina w Ciało i Krew Pańską to jednak swoją posługą i miłością potrafią przemieniać ludzkie cierpienia i łzy w sens, który nas wszystkich umacnia w cierpliwym znoszeniu przeciwności dnia codziennego.

Sami bracia, pytani o swoje powołanie, wskazują na tajemnicę. Trudno im tak po ludzku wytłumaczyć, dlaczego podjęli taki trud służenia Bogu i ludziom. I zgodnie, jak br. Serafin (bonifrater) i br. Dawid (redemptorysta), potwierdzają opinię, że nie ma kryzysu brackich powołań. Bóg stale powołuje, ale brak odwagi u młodych mężczyzn aby porzucić „oswojone życie”, i poddać się woli Pana Boga i zostać Jego bratem.

I właśnie pod hasłem „Być bratem Boga” w dniach od 17 do 18 października br. odbyła się 37. Pielgrzymka Braci Zakonnych na Jasną Górę. Rozpoczęła się od spotkania w Auli Jana Pawła II, w której grupa ok. 200 braci pod przewodnictwem braci redemptorystów odmówiła Jutrznię i wysłuchała słów umocnienia bp. Jacka Kicińskiego. Potem hierarcha w Kaplicy Matki Bożej odprawił dla brackich pielgrzymów Mszę św., na której wstępie wszystkich zebranych w imieniu Jasnej Góry powitał podprzeor o. Jan Poteralski.

Po obiedzie bracia zebrali się w bazylice jasnogórskiej i pod kierunkiem braci salwatorianów odmówili Koronkę do Miłosierdzia Bożego, a potem udali się na wały aby odprawić Drogę Krzyżową. Bracia z poszczególnych zgromadzeń nieśli krzyż w rytm rozważań przygotowanych przez braci chrystusowców.

Po zakończonej Drodze Krzyżowej w Domu Pielgrzyma odbyło się spotkanie przy kawie i ciastku.

W drugim i ostatnim dniu pielgrzymki harmonogram zajęć był podobny. Jutrzni przewodniczyli bracia michalici, a konferencyjny wykład zaprezentował ks. Dariusz Wilk, generał Zakonu Michalitów, który podczas odprawionej tradycyjnie w Kaplicy Matki Bożej Mszy św. - wygłosił również homilię

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem