Reklama

Rajd konny – 100 km na 100 – lecie odzyskania przez Polskę niepodległości

2018-09-14 09:51

Zofia Białas

Ewa Misiak

Pomysłodawcą rajdu był ks. Marek Jelonek, proboszcz parafii p.w. św. Bartłomieja Apostoła w Czarnożyłach, zapalony miłośnik koni. Komandorem rajdu został Romuald Chabinowski ze stadniny „Wzgórze koni” w Rychłowicach.

Inicjatywę księdza Marka wsparła Gmina Czarnożyły i Powiat Wieluński. Rajd trwał trzy dni. Rozpoczął się Mszą św. w kościele św. Bartłomieja w Czarnożyłach i złożeniem kwiatów pod pomnikami pamięci na miejscowym cmentarzu. Kolejne etapy rajdu to miejscowość Konopnica, Krzeczów, Wierzchlas. W sobotę 8 września rajd przejechał przez Wieluń.

Zobacz zdjęcia: Rajd Konny

Uczestnicy rajdu złożyli wiązankę biało – czerwonych kwiatów pod tablicą upamiętniającą Józefa Piłsudskiego – animatora polskiej niepodległości i Wielunian poległych w wojnie 1920 r. Zakończenie rajdu odbyło się w niedzielę 9 września podczas dożynek powiatowych w Białej.

Tagi:
rajd

Reklama

Na tropach historii

2018-08-08 10:23

Aleksandra Wojdyło
Edycja toruńska 32/2018, str. VIII

Aleksandra Wojdyło
Złożenie kwiatów na grobie Franciszka Jadanowskiego ps. Lew w Radomnie

Ziemia lubawska, czyli północno-wschodnie krańce diecezji toruńskiej, do dziś kryją wiele nieznanych wątków historii okresu II wojny światowej oraz lat powojennych walk z okupantem sowieckim. Stowarzyszenie Reduta Tradycji i Historii Ziemi Lubawskiej oraz Towarzystwo Miłośników Ziemi Lubawskiej 28 lipca po raz drugi zorganizowały samochodowo-motocyklowy Rajd Szlakiem Wyklętych Ziemi Lubawskiej. Tropiciele historii, jadąc z hasłem: „Bóg – Honor – Ojczyzna”, oddali hołd tym, którzy poświęcali swoje życie w walce z komunistycznym aparatem bezpieczeństwa. Szczególnymi uczestnikami byli członkowie rodzin Żołnierzy Wyklętych, m.in. Krzysztof Bukowski, syn por. Edmunda Bukowskiego ps. Edmund, Elżbieta Przeradzka, siostra Józefa Rydla ps. Tygrys, Andrzej Sarnowski, bratanek por. Marcjana Sarnowskiego ps. Cichy.

Otręba, Skarlin, Radomno

Rajd wystartował sprzed tzw. Rydlówki, czyli chaty nr 46 w Otrębie k. Nowego Miasta Lubawskiego, w której w lipcu 1946 r. został założony oddział ROAK pod dowództwem Marcjana Sarnowskiego „Cichego”. Na cmentarzu parafialnym w Skarlinie złożono kwiaty i zapalono znicze na grobie Józefa Igielskiego, o którym opowiedział jego wnuk Dawid. Z kolei przy grobie Franciszka Jadanowskiego ps. Lew w Radomnie członkowie Reduty podzielili się swoją wiedzą o niezłomniej rodzinie Jadanowskich i ich walce o wolną Polskę.

Lubawa

Kolumna rajdowa z zabytkowymi pojazdami wojskowymi przejechała następnie do Lubawy, gdzie wzbudziła duże zainteresowanie mieszkańców. Tam przedstawiciele Lubawskiego Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych opowiedzieli o podziemiu zbrojnym na ziemi lubawskiej ze szczególnym uwzględnieniem konspiracyjnej działalności oddziału partyzanckiego działającego w latach 1945-47 pod dowództwem Wacława Borożyńskiego ps. Icek. W kaplicy Sióstr Miłosierdzia Rafał Tesmer przedstawił postać i działalność s. Antoniny Schneider. Żyła w latach 1901-74, urodziła się w Złotnikach k. Poznania. Po ukończeniu szkoły handlowej pracowała w Wielkopolskiej Izbie Rolniczej. Była łączniczką w powstaniu wielkopolskim. Konspiracyjna działalność wymuszała zachowanie tajemnicy wobec rodziców, którzy nie rozumieli często nocnych działań córki, co poskutkowało wyrzuceniem jej z domu rodzinnego. W 1927 r. Antonina wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Wincentego a Paulo w Poznaniu. Od 1933 r. przebywała w Lubawie, gdzie kierowała Fundacją Kupnera, założyła Dom Małego Dziecka oraz Dom Starców, a w Szpitalu św. Jerzego rozbudowała oddział zakaźny. Po wybuchu wojny nadal niosła pomoc ludności polskiej, m.in. wysyłając paczki do obozów, wykupując Polaków z więzień niemieckich, pomagając dzieciom osadzonym w obozie karnym dla młodocianych w Lubawie, prowadząc aktywną działalność konspiracyjną, przekazując fałszywe dowody tożsamości. W porozumieniu z Józefem Zażembłowskim, komendantem placówki AK Lubawa, pracującym w urzędzie gminnym, ukrywała na oddziale zakaźnym żołnierzy, leczyła partyzantów. To tylko nieliczne działania s. Antoniny – niezłomnej zakonnicy, której w podziękowaniu za wiarę i patriotyzm w 2016 r. wystawiono pomnik.

Góra Dylewska, Pietrzwałd, Wysoka Wieś

Kolejnym miejscem poszukiwania lokalnej historii była Góra Dylewska i wieś Pietrzwałd oraz Wysoka Wieś. Tam rajdowcy wysłuchali wykładu Rafała Tesmera na temat działalności w rejonie lidzbarskim partyzanckiego oddziału ppor. Stanisława Balli ps. Sowa. Natomiast Michał Ostapiuk z Olsztyńskiej Delegatury IPN wyjaśnił pojęcie „Żołnierze Wyklęci”, następnie zaprezentował 5. Wileńską Brygadę AK, która działała nie tylko na Wileńszczyźnie, ale też na Warmii i Mazurach oraz Pomorzu.

Rumian

Meta rajdu była we wsi Rumian, gdzie do wieczora trwały przy ognisku rozmowy o Polsce i jej bohaterach. Uczestnicy podkreślali, że takich osób i miejsc nie wolno zapomnieć. Ważne jest także przekazywanie tej pamięci następnym pokoleniom. I chociaż nie wszyscy walczący na ziemi lubawskiej mają dziś swoje groby, w przyszłości będą prowadzone badania nad odnalezieniem ich szczątków, ponieważ w ten sposób przywracamy ich imiona i spełniamy swój obowiązek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bł. ks. Michał Sopoćko
Wierzę, że on do mnie mówi

2019-04-10 10:24

Z aktorem Maciejem Małysą rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 20-21

Mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję – mówi „Niedzieli” Maciej Małysa aktor filmowy i teatralny – odtwórca roli bł. ks. Michała Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”

Kadr z filmu „Miłość i Miłosierdzie”
Maciej Małys, Janusz Chabior i Kamila Kamińska – odtwórcy postaci ks. Michała Sopoćki, malarza Eugeniusza Kazimirowskiego i s. Faustyny Kowalskiej

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Proszę powiedzieć, w jaki sposób został Pan zaangażowany do roli ks. Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”?

MACIEJ MAŁYSA: – Mojego bohatera miał zagrać inny aktor, ale z jakiegoś powodu zrezygnował. Okazało się, że trzeba dosyć szybko znaleźć odtwórcę ks. Sopoćki. To zadanie otrzymała moja koleżanka, która zastanawiała się, kogo do tej roli polecić. Przyznała, że szukała aktora, jak to nazwała, z wnętrzem. I jakoś tak się stało, że pomyślała o mnie. Późnym wieczorem napisała na messengerze, że ma dla mnie propozycję. Oddzwoniłem. Gdy przeczytałem scenariusz, stwierdziłem, że jestem zainteresowany rolą. Pojechałem na spotkanie z reżyserem. To był dzień imienin Michała – a więc i ks. Sopoćki, i reżysera Michała Kondrata. A na dodatek w tym dniu mijała 10. rocznica ogłoszenia spowiednika s. Faustyny błogosławionym...

– Znał Pan wcześniej historię jego życia?

– Na początku wiedziałem, że był spowiednikiem s. Faustyny. Zresztą odnoszę wrażenie, że większość osób wie na temat ks. Sopoćki niewiele. Znają św. Faustynę, św. Jana Pawła II, ale o bł. ks. Michale Sopoćce wiedzą mniej. Tymczasem to postać niesamowita. Dużo tracimy, nie znając jego życia, w które zostało wpisanych wiele niezwykłych, wręcz cudownych wydarzeń...

– Z Pana słów i gestów łatwo odczytać, że teraz może Pan długo i barwnie mówić o swym bohaterze. Jak się Pan przygotowywał do zagrania tej roli?

– Gdy już wiedziałem, że zagram spowiednika s. Faustyny, to kupiłem „Dziennik” ks. Michała Sopoćki. Zresztą nadal do niego wracam. Tam są takie myśli, których nie sposób przeczytać na raz. Sięgnąłem także po „Dzienniczek” św. Faustyny. Oczywiście, wcześniej o nim wiedziałem, ale znałem tylko fragmenty, zwłaszcza te zasłyszane przy różnych okazjach. W „Dzienniczku” odszukałem wszystkie zapiski odnoszące się do ks. Sopoćki. Poznałem, co pisała o nim św. Faustyna i co mówił jej na temat spowiednika Pan Jezus. Czytałem to wszystko z wypiekami na twarzy. Myślałem: – To o mnie! (śmiech). Wracałem do tych fragmentów i krok po kroku poznawałem niezwykłego człowieka. I powoli budowałem rolę. Pomogły także rozmowy z reżyserem, ale też z moim bratem, dla którego bł. ks. Sopoćko jest osobą bliską. Dziś mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję.

– Jaki obraz człowieka, kapłana wyłania się z „Dziennika” ks. Sopoćki?

– To poważny kapłan – chociaż osoba pracująca przy filmie przekonywała mnie, że był człowiekiem pogodnym, radosnym. Z moich spostrzeżeń wynika, że miał dystans do siebie, że dużo od siebie wymagał. Przykładem mogą być uwagi zapisane, gdy skończył 79 lat i stwierdził: „...drżę na myśl, że mogę stanąć przed sądem Bożym z pustymi rękami...”. A przecież tyle zrobił! Proszę zobaczyć, jaka pokora. My z reguły jesteśmy surowi, ale dla innych, a sobie raczej pobłażamy. U niego było na odwrót – siebie widział w bardzo krytycznym świetle. Poza tym, aby zrealizować zamierzenie, nie ustawał w działaniu. Był niezwykle pracowity. Z notatek wynika, że bardzo mu zależało na ludziach. W tym, co robił, był bardzo uczciwy. Nigdy nie stwarzał wokół siebie jakiejś otoczki niezwykłości, jakiegoś szczególnego powołania. Wiemy np., że s. Faustyna pisała „Dzienniczek” na polecenie ks. Sopoćki. Już po jej śmierci ks. Michał przyznał, że polecił jej robić notatki, ponieważ był bardzo zajęty i nie zawsze miał czas, aby jej słuchać. Łatwiej mu było w wolnej chwili czytać to, co napisała. Ale ks. Sopoćko nigdy nie przypisał sobie szczególnej roli w powstaniu „Dzienniczka”. Warto przypomnieć, że wiedział, iż kult nie od razu zostanie wprowadzony, ale konsekwentnie realizował powierzone mu dzieło. Nie zrażał się przeciwnościami. Miał świadomość, że im jest trudniej, tym bardziej jego misja ma sens. Myślę, że mieć zaprzyjaźnionego takiego świętego – to supersprawa. Zresztą Jan Paweł II mówił, że warto się przyjaźnić ze świętymi, bo to jest przyjaźń na zawsze. Dlatego cieszę się, że się zaprzyjaźniłem z bł. Michałem Sopoćką. Wierzę, że on do mnie mówi.

– Jak?

– Dam przykład. Ks. Sopoćko pyta Faustynę o pewną sprawę i ona zapewnia go, że zapyta o to Pana Jezusa. Ale podczas Eucharystii, którą ks. Sopoćko odprawia, przychodzi odpowiedź. Jednak ks. Michał nie odbiera tego jako słów Jezusa, wraca do tematu w rozmowie z Faustyną, która stwierdza, że przecież Pan Jezus już mu na to pytanie odpowiedział... I stąd refleksja, że my jesteśmy tak blisko Pana Jezusa, przyjmujemy Go w czasie Eucharystii, a wciąż o Nim zapominamy. On jest, a my Go nie widzimy, nie uświadamiamy sobie Jego obecności.

– Uczestniczył Pan w watykańskiej premierze filmu. Jakie wrażenia?

– Była ekscytacja. W Watykanie widziałem film po raz pierwszy. To była wersja angielska z włoskimi napisami. Pokaz zorganizowano w sali kinowej Filmoteki Watykańskiej w Palazzo San Carlo za Spiżową Bramą. Myślałem, że to będzie większa sala, ale siedzący obok mnie dziennikarz wyjaśnił, iż od pewnego czasu premiery odbywają się właśnie w tym miejscu, które jest bardziej kameralne. Zauważyłem tam wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej i od razu pomyślałem, że to zapewne ślad po Janie Pawle II. A w premierze uczestniczyli m.in. dostojnicy Kurii Rzymskiej, a także wikariusz generalny Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny Joseph G. Roesch i były arcybiskup Palermo kard. Salvatore De Giorgi, który bardzo starannie przygotował wprowadzenie do filmu – widać było, że włożył w to wystąpienie wiele energii. Niesamowite było to, że watykańska premiera filmu odbyła się w przeddzień 60. rocznicy wprowadzenia przez Stolicę Apostolską zakazu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia według wizji s. Faustyny. Był to więc symboliczny moment, takie domknięcie tematu. W każdym razie dla nas, twórców filmu, ta premiera to wielkie szczęście i radość, że odbyła się właśnie w Watykanie. Bardzo chciałem tam być.

– A reakcje?

– Było dużo emocji. Zapamiętałem m.in. reakcję siedzącego obok mnie dziennikarza, który zaśmiał się głośno, gdy zobaczył, jak malarz reaguje na ciągłe uwagi Faustyny na temat powstającego obrazu. Dla mnie to było potwierdzenie, że film pokazuje w sposób naturalny to, co się wydarzyło, że nie ma w nim patosu, że wyeksponowano w nim ludzką naturę.

– Komu poleciłby Pan prawdziwą historię Miłości i Miłosierdzia?

– Jako pierwsze przychodzą mi do głowy osoby, które tej historii nie znają. Marzeniem by było, żeby ten film stał się przyczynkiem do nawrócenia. By Miłosierdzie „zadziałało” w taki sposób, że po obejrzeniu filmu jego poruszony odbiorca zaczyna na własną rękę szukać kolejnych informacji o Miłosierdziu i jego apostołach. Kolejną grupę mogą stanowić osoby, o których wspominaliśmy na początku rozmowy. To ludzie, którzy wiedzą, że ks. Sopoćko był spowiednikiem Faustyny. Być może po obejrzeniu filmu tacy widzowie zechcą bliżej poznać ks. Michała. Myślę, że na pewno ich ubogaci, jeśli wejdą w duchowość błogosławionego kapłana. Film ukazuje wiele wątków, wydarzeń, faktów, które warto poznać. Przykładem może być historia powstania pierwszego obrazu, jego niezwykłe losy. Ale warto pamiętać, co Pan Jezus powiedział na ten temat Faustynie: „Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej” (Dz. 313). Myślę, że o tym trzeba pamiętać, kiedy modlimy się przed obrazem Jezusa Miłosiernego czy to w Wilnie, czy w Łagiewnikach, czy w wielu innych zakątkach świata. Upowszechnieniu tej prawdy o Bożej łasce służy ten film.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: ponad 12 tys. skautów było molestowanych seksualnie

2019-04-25 17:05

pb (KAI/repubblica.it) / Nowy Jork

Od 1944 do 2016 r. w Stanach Zjednoczonych ofiarą molestowania seksualnego padło 12 254 skautów. Sprawcami byli ich opiekunowie w ramach działalności organizacji harcerskiej Boy Scouts of America.

pixabay.com

Dane te ujawniła prof. Janet Warren z Uniwersytetu Wirginii, która przez pięć lat miała dostęp do danych z akt dotyczących opiekujących się skautami wolontariuszy, których usunięto z powodu nadużyć seksualnych, jakich się dopuścili.

Po 109 latach działalności Boy Scouts of America, skupiający 2,4 mln chłopców, są zagrożeni likwidacją z powodu konieczności wypłaty milionowych odszkodowań ofiarom.

Część przypadków wykorzystywania seksualnego wypłynęła na światło dzienne w 2012 r., jednak dotychczas nie była znana ani skala zjawiska, ani liczba ofiar.

Również adwokat Jeff Anderson, obrońca części ofiar, opublikował nazwiska 180 wolontariuszy skautingu oskarżonych o pedofilię w stanie Nowy Jork i zaapelował do nieujawnionych jeszcze ofiar o składanie doniesień do prokuratury.

Ze swej strony władze Boy Scouts of America wydały oświadczenie, w którym zawarły słowa przeprosin wobec ofiar i zapewniły, że „nic nie może być ważniejsze od bezpieczeństwa i ochrony dzieci”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem