Reklama

Węgiersko-polska tablica odsłonięta w Sanktuarium bł. ks. Popiełuszki

2018-09-28 20:25

Łukasz Krzysztofka

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

W kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu bp Piotr Jarecki poświęcił dwujęzyczną tablicę z wezwaniem do bł. ks. Jerzego Popiełuszki. W ceremonii uczestniczyli Orsolya Zsuzsanna Kovács, Ambasador Węgier, Miklós Soltész, sekretarz stanu ds. Kościołów, mniejszości narodowych i pomocy humanitarnej prześladowanych chrześcijan w Kancelarii Premiera Węgier oraz przedstawiciele polskich władz państwowych i samorządowych.

Uroczystość rozpoczęła się od Mszy św., której przewodniczył i homilię wygłosił bp Piotr Jarecki, warszawski biskup pomocniczy. Odnosząc się do liturgii, hierarcha wskazał, że spotyka się w niej to, co zmienne, z tym, co stałe. – Kohelet mówi, że żyjemy w rzeczywistości zmiennej. A to, co stałe wyznał Piotr, mówiąc: Ty jesteś Mesjasz. To jest zawsze stałe i niezmienne. Ale można dodać jeszcze jedną zmienną – jest czas komunizmu i czas końca komunizmu. I Węgrzy, i Polacy to przeżyli. Ale jest też coś stałego, o czym mamy obowiązek mówić: stały jest Jezusa Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek. Naszym zadaniem jest wprowadzanie Jezusa w zmienność tego świata – mówił bp Jarecki, podkreślając, że jest to warunkiem tego, aby człowiek się nie zagubił, a społeczeństwa mogły się rozwijać. Przykładem i nauczycielem takiej postawy był bł. ks. Jerzy Popiełuszko, od którego trzeba uczyć się traktowania wiary nie jako sprawy jedynie prywatnej.

Zobacz zdjęcia: Węgiersko-polska tablica odsłonięta w Sanktuarium bł. ks. Popiełuszki

Bp Jarecki dodał także, że takie, jak dzisiejsza, inicjatywy mówią o tym, że wiara ma owocować w życiu całych społeczeństw, Europy i świata. Hierarcha wskazał również, odwołując się do nauczania bł. ks. Jerzego, że człowiek nie wystarcza samemu sobie i jeśli chce się rozwinąć, ma tylko jedną drogę – otworzyć się na nadprzyrodzoność. Podkreślił, że każda zmiana, która ma prowadzić ku lepszemu, zaczyna się zawsze w sercu człowieka. – To nie struktury tworzą człowieka, ale człowiek struktury – zauważył kaznodzieja. Przypomniał także, że człowiek tu na ziemi nie zbuduje królestwa Bożego. – Nie można wykorzenić w stu procentach grzechu, cierpienia, niesprawiedliwości, tego, co nazywamy krzyżem. Potrzeba nam otworzyć się na Jezusa, aby to wszystko nie zniszczyło nam kultury, trzeba przeżywać z Nim nasze słabości. To jest kultura chrześcijańska, wyprowadzona z wiary w Jezusa Chrystusa – powiedział bp Jarecki, dodając, że to człowiek jest centrum, zasadą i celem wszystkich działań społecznych.

Po Mszy św. pod marmurową tablicą, znajdującą się przy wejściu do zakrystii, głos zabrał min. Miklós Soltész z Węgier. Przywołał postać św. Jana Pawła II, który uczył także Węgrów, jak bronić wiary i znosić cierpienia. - Choć bł. ks. Popiełuszko nie przeżył nawet połowy tych lat, co Jan Paweł II, to mimo młodego wieku bronił zawsze uciśnionych i tych, którzy byli w potrzebie. Bronił zawsze ojczyzny i zawsze przeciwstawiał się zagrożeniu. Uczył nas, abyśmy zawsze stawali murem za sobą i tak się bronili – powiedział minister Soltész. Zauważył, że dzisiaj jesteśmy uczeni czegoś przeciwnego. – Uczą nas tego, abyśmy byli egoistami. Nie jest potrzebny patriotyzm, miłość ojczyzny, raczej jest potrzeba burzenia tradycji; nie jest potrzebne chrześcijaństwo w Europie, choć symbolika Maryi jest obecna nawet w fladze Unii Europejskiej. Życie bł. ks. Jerzego pokazuje coś przeciwnego – trzeba być silnym, podjąć walkę, być wytrwałym i umacniać wiarę – podkreślił. Podziękował także naszemu narodowi za tak wspaniałe postacie, jak św. Jan Paweł II i bł. ks. Jerzy.

Reklama

List na uroczystość nadesłał min. Jan Józef Kasprzyk, szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Napisał w nim, że ks. Jerzy był skromnym człowiekiem, nie szukającym poklasku, a obserwując z góry tę uroczystość, na którą przybyło tak wielu znakomitych gości, czuje się pewnie lekko zakłopotany. „Służył ludziom i wartościom, nie oczekując niczego w zamian. A jednak sławę zyskał już za życia. Dla ludzi stał się autorytetem, dla komunistycznych władz znienawidzonym obiektem ataków, z których ostatni uderzył mocno i boleśnie. Skąd ta furia? Przecież w ks. Jerzym nie było nic, co uzasadniałoby taką nienawiść. Była w nim prostota ewangelicznego przekazu. Może właśnie dlatego dla władz stał się tak groźnym przeciwnikiem. Jego sława nie zgasła po śmierci, ale kult związany z jego osobą umacnia się. Tablica, którą odsłonimy w miejscu, gdzie działał, będzie po wieki głosić jego przesłanie” – napisał minister Kasprzyk.

Po przemówieniach bp Jarecki poświęcił tablicę, na której widnieją herby Węgier i Polski oraz napis w języku węgierskim i polskim: „Księże Jerzy, wstawiaj się do Boga za narodem węgierskim, bądź naszym niebieskim patronem! Ambasada Węgier w Warszawie”. Na zakończenie uroczystości w kościele odśpiewano hymn Węgier, po czym przedstawiciele Ambasady Węgierskiej złożyli kwiaty na grobie bł. ks. Jerzego.

Po ceremonii w Domu Pielgrzyma Amicus odbyła się druga część uroczystości - prezentacja książki o księdzu Jerzym Popiełuszce autorstwa Imre Molnara. Książka przedstawia biografię Kapelana „Solidarności”, a także drogę do beatyfikacji oraz cuda i łaski otrzymane za jego wstawiennictwem. Do blisko 150-stronicowego, bogato ilustrowanego albumu przedmowę napisał Prezydent RP Andrzej Duda, a wstępem opatrzył Premier Węgier Viktor Orban. – Zamordowanie ks. Jerzego było dla nas ogromnym szokiem. Czuliśmy wszyscy, że przyszłość Węgier jest w Polsce – mówił Molnar. Wyraził nadzieję, że z tą książką ks. Jerzy znów wróci na Węgry. – Czuję ogromną wdzięczność wobec Polski. Tak wiele nam pomogliście. Ks. Jerzy mówił za nas, Węgrów. Nasz naród nie chciał mówić, choć mógł, ale zachłysnął się pozornym dobrobytem komunizmu. Za ten pakt z diabłem Węgrzy zgubili swoją duszę – powiedział Molnar. Podkreślił, że ks. Jerzy cierpiał i umarł również za sprawę węgierską. W opinii publicznej jednak na Węgrzech był przedstawiany jedynie jako działacz antykomunistyczny, wręcz anarchistyczny, który chciał zburzyć system komunistyczny. – Ta książka to podziękowanie dla ks. Jerzego. Pisana była, aby obudzić sumienie narodu węgierskiego, aby przyjaźń polsko-węgierska miała dobre podstawy, na których można budować. Przesłanie i misja bł. ks. Jerzego są bardzo aktualne do dzisiaj – zaznaczył autor.

Tagi:
Warszawa bł. Jerzy Popiełuszko Węgry

Reklama

Boże, błogosław Węgrów

2019-12-04 07:07

O tym, czy Polak i Węgier to nadal dwa bratanki, jakie szanse ma projekt Trójmorza i dlaczego Węgry nie chcą przyjmować imigrantów – mówi ambasador Węgier w Polsce dr Orsolya Zsuzsanna Kovács w rozmowie z Piotrem Grzybowskim
Niedziela Ogólnopolska 49/2019, str. 42-43

Sławomir Dynek/Cogito Media
Orsolya Zsuzsanna Kovács – ambasador Węgier w Polsce

Piotr Grzybowski: – „Polak, Węgier – dwa bratanki’’ to przysłowie znane zarówno nad Wisłą, jak i nad Dunajem. Czy ono jest wciąż aktualne?

Orsolya Zsuzsanna Kovács: – Często słyszę pytanie, na czym polega istota przyjaźni polsko-węgierskiej i sądzę, że najlepiej sformułował to Teofil Łapiński, jeden z legionistów, którzy walczyli na Węgrzech w 1849 r. Zapytany wówczas, dlaczego przybyło na Węgry kilka tysięcy polskich legionistów, powiedział, że przyjaźń polsko-węgierska to miłość i interes. Myślę, że i dzisiaj jest to bardzo aktualne. Z jednej strony – wzajemna sympatia, której nawet nie trzeba tłumaczyć, bo tak po prostu jest, z drugiej – również interes – bo mamy wspólną historię i doświadczenia. Wystarczy popatrzeć na mapę, by się zorientować, z czego wynikają nasze wspólne interesy geopolityczne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Szymon Hołownia wystartuje w wyborach prezydenckich w 2020 r.

2019-12-08 18:55

lk / Gdańsk (KAI)

Publicysta i dziennikarz, zaangażowany w działalność charytatywną Szymon Hołownia ogłosił w niedzielę 8 grudnia swój start w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Na spotkaniu programowym w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim zaprezentował najważniejsze postulaty swojego programu politycznego. - Chcę Polski tak solidarnej, jak najsłabszy, a nie najsilniejszy w niej - mówił.

Magdalena Pijewska/Niedziela

"Coś się kończy, więc coś się zaczyna" - tak Hołownia zapowiadał od kilku dni w mediach społecznościowych swoją decyzję o starcie w wyborach prezydenckich. W niedzielę popołudniu na spotkaniu pod nazwą "Dlaczego i po co?" wyjaśnił, jakie są jego polityczne plany.

Na początku spotkania zaprezentowano badania, wedle których aż 73 proc. Polaków uważa, że prezydent naszego kraju nie musi być związany z żadną partią polityczną. Tę tezę sam Hołownia rozwinął później w swoim przemówieniu.

Na wstępie wyjaśnił, że swą decyzję ogłasza w Gdańsku, gdyż jest to miasto, w którym bardzo dobrze jest zaczynać nową rzeczywistość. Jest to jednak też miasto, w którym niemal rok temu zginął tragicznie ugodzony nożem prezydent Paweł Adamowicz, a jego śmierć - do której nawiązał Hołownia - wstrząsnęła całą Polską. - To coś, co wtedy pękło, zaczęło pękać we mnie wcześniej - mówił dziennikarz, nawiązując także do głębokiego podziału, jaki dotknął polskie społeczeństwo po katastrofie smoleńskiej w 2010.

Hołownia stwierdził, że te wydarzenia sprawiły, iż Polska zaczęła tracić swoje wewnętrzne fundamenty, tworzące wspólnotę całego narodu. - W szoku jednak nie można nigdy pozostać. Jeżeli zło ma zwyciężyć z dobrem, to musi być odskocznią do czynienia dobra, a nie miejscem, w którym się zostaje - stwierdził.

"Na co mam czekać? Co jeszcze musi się stać, żebym porzucił wygodną kanapę recenzenta rzeczywistości?" - pytał Hołownia retorycznie i dodał, że chce swojej córce i jej pokoleniu zostawić coś więcej niż tylko dziennikarski dorobek lub złudną popularność w mediach społecznościowych.

Jak powiedział, współczesny świat jest przestrzenią wielkich możliwości, w tym tych, jakie dają nowe technologie, ale też miejscem zagrożonym przez zanieczyszczenie klimatu oraz wielkie podziały społeczne - niezrozumiały konsumpcjonizm z jednej strony, a dotkliwy głód z drugiej strony.

Polska rzeczywistość z kolei zdominowana jest według niego przez spory, które dotarły już do wielu środowisk, a nawet rodzin. Sporów tych nie równoważy dobrobyt czy lepsza ściągalność podatków, którą chwalą się rządzący. Hołownia nazwał to ironicznie "polską szkołą kompromisu" i z ubolewaniem stwierdził, że ów kompromis jest traktowany niemalże pogardliwie, jako kapitulacja z podtrzymywania własnych argumentów.

"Dlaczego nie możemy być różni, ale równi, a nie lepsi i gorsi?" - pytał. - W Polsce, choć kalendarz pokazuje coś innego, nie skończyły się jeszcze lata 90. XX wieku z ich niekończącymi się sporami o wszystko, z uprawianiem polityki siekierą - dodał.

Od dwudziestu lat mamy wiek XXI, w którym problemy powinno się rozwiązywać nie siekierą, a skalpelem - mówił. Jego zdaniem, dziś jest czas nowych wyzwań i nowych pokoleń, które bardzo często nie chodzą na wybory. - Dlaczego nie chodzą? Bo partie - zajęte tym, kto będzie przewodniczącym - mówią o wszystkim, tylko nie o tym, co dla nich najważniejsze: jaki świat zostawi im nasze pokolenie? - kontynuował Hołownia.

Dziennikarz przedstawił następnie swoje postulaty. Stwierdził, że chce "Polski solidarnej, która jest tak silna, jak najsłabszy, a nie najsilniejszy w niej". To kraj, który "bardziej niż o ławeczki niepodległości i strzelnice w każdym powiecie dba o 14 mln wykluczonych komunikacyjnie Polaków".

W jego postulatach znalazła się także troska o dzieci wykluczone z dostępu do opieki psychiatrycznej, osoby w kryzysie bezdomności czy o "transseksualną dziewczynę, która skoczyła z Mostu Łazienkowskiego w Warszawie, bo czuła się zaszczuta przez naszą wspólnotę".

Hołownia powiedział, że chce Polski, w której "każdy akt prawny jest oglądany pod kątem skutków dla powietrza, dla wody, dla Ziemi, bo bez nich wyborca PiS czy PO, katolik czy ateista, kończy tak samo".

Polska w jego programie wyborczym jest też aktywna obywatelsko oraz silna w strukturach samorządowych, na które nie czyha centralny rząd. Ma to być Polska "rozmawiająca, a nie przemawiająca", także w kontekście polityki zagranicznej.

Zdaniem dziennikarza, trzeba dążyć do tego, by Polska była zakorzeniona w europejskiej wspólnocie, mającej dobre relacje z USA, ale też zauważającej swoich sąsiadów, także tych mniejszych.

Hołownia opowiedział się także za takim modelem państwa, w którym głównego tonu nie nadają partie polityczne wyciągające ręce po to, co wspólne: spółki skarbu państwa, media publiczne, samorządy, sądy oraz "po historię i po Kościół".

"Mówię to jako katolik: trzeba dziś przeprowadzić w Polsce, dla dobra tej Polski i tego Kościoła, przyjazny rozdział Kościoła od państwa" - powiedział. - I wiem, bo widzę to od lat na własne oczy, że tego wszystkiego nie będzie w stanie zrobić nikt, kto wywodzi się z partii. Nie może uzdrowić tego chorego systemu ktoś, kto jest jego częścią - tłumaczył Hołownia.

- System się zawiesił. Żeby się odwiesił, w maju 2020 r. musimy w nim zamontować niepartyjny bezpiecznik - dodał.

Jego zdaniem, prezydent w polskim systemie ustrojowym nie jest "stróżem żyrandola", jak ów urząd nieraz pogardliwie określano. Ma, w opinii Hołowni, całe mnóstwo ustrojowych narzędzi do tego, aby być gwarantem tego, że w Polsce znajdzie się miejsce zarówno dla wyborców PiS, PO, PSL, Konfederacji i innych partii. Chodzi o to, by żyć w takiej Polsce, w której "ludzie nie zgadzają się ze sobą koniecznie, ale taką, w której - mimo, że się nie zgadzają - umieją się lubić i szanować".

Ma to być Polska, w której ważne święta jednoczą, a nie dzielą; taka, w której "tym, czym powinien zajmować się spowiednik, nie zajmuje się minister", wreszcie taka, w której "zamiast walczyć z ideologiami, próbuje się zrozumieć ludzi" - To mało? - zapytał Hołownia.

Swoje programowe przemówienie zakończył przypomnieniem, że w maju przyszłego roku Polacy wybiorą nowego prezydenta oraz deklaracją skierowaną do uczestników spotkania w Gdańsku: "Chcę w nich kandydować. Chcę się u was ubiegać o tę pracę. Chcę, żebyście mi powierzyli funkcję stróża naszej narodowej wspólnoty. Nie wesprą mnie partyjne przelewy i wielki biznes, nie potrzebuję ich, bo mam was. I to wam przez najbliższe pół roku chcę opowiedzieć o Polsce moich marzeń, która jest w naszym zasięgu: Polsce solidarnej, Polsce zdrowiejącego środowiska, Polsce samorządnej i obywatelskiej".

Szymona Hołownię już uwzględniono w najnowszym sondażu zaufania przeprowadzonym przez IBRiS na zlecenie portalu Onet.pl. Z badań przeprowadzonych 6-7 grudnia wynika, że dziennikarz cieszy się zaufaniem 20,2 proc. badanych, z czego 8,1 proc deklaruje, że zdecydowanie mu ufa. Jednocześnie, aż 46,1 proc. badanych zaznaczyło, że nie zna jego nazwiska. Hołownia pozostaje obojętny dla 20,3 proc. badanych.

Liderem sondażu jest prezydent Andrzej Duda, któremu ufa ponad 45 proc. badanych.

Szymon Hołownia ma 43 lata. Jest publicystą i pisarzem. Pracował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Newsweeku Polska", tygodniku "Ozon" i "Rzeczpospolitej". Jest stałym felietonistą "Tygodnika Powszechnego". W latach 2007–2012 był dyrektorem programowym stacji telewizyjnej Religia.tv. W TVN prowadził etyczny talk-show "Między sklepami" (2007-2010) a wraz z Marcinem Prokopem współprowadził m.in. program "Mam talent!" (2008–2019).

Dwa razy został laureatem nagrody Grand Press: w kategorii "Wywiad" za rozmowę z teologiem ks. prof. Jerzym Szymikiem i w kategorii "Dziennikarstwo specjalistyczne" za wywiad z etykiem i filozofem dr. Kazimierzem Szałatą. Jest też laureatem Nagrody „Ślad” im. bp. Jana Chrapka.

Dwukrotnie przebywał w nowicjacie zakonu dominikanów. Ma na swoim koncie liczne publikacje dotyczące chrześcijaństwa i jego codziennego praktykowania, m.in. "Kościół dla średnio zaawansowanych", "Tabletki z krzyżykiem" czy "Bóg, kasa i rock'n'roll" (wspólnie z M. Prokopem).

Jest od lat zaangażowany jest w działalność pomocową jako założyciel Fundacji Dobra Fabryka, której celem statutowym jest wspieranie osób z biedniejszych regionów świata, a także Fundacji Kasisi, która opiekuje się Domem Dziecka prowadzonym przez Siostry Służebniczki Maryi Panny Niepokalanie Poczętej w Zambii.

Szymon Hołownia jest żonaty z Urszulą Brzezińską-Hołownią, zawodowym oficerem Wojska Polskiego i pilotką myśliwca MiG-29, mają jedną córkę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież na wystawie „100 żłóbków”

2019-12-09 21:45

pb / Rzym (KAI)

Papież Franciszek obejrzał dziś po południu wystawę „100 żłóbków”, otwartą 8 grudnia w Sali Piusa X w pobliżu Watykanu. Po podpisaniu 1 grudnia w Greccio listu apostolskiego „Admirabile signum” dał w ten sposób kolejny znak swej dbałości o tę tradycję wiary.

BOŻENA SZTAJNER

Papieżowi towarzyszył przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji abp Rino Fisichella, który przedstawiał Ojcu Świętemu kolejne dzieła. Franciszek indywidualnie witał się z twórcami żłóbków, towarzyszącymi im artystami i ich rodzinami. Na koniec wspólnie z nimi odmówił modlitwę i udzielił im błogosławieństwa.

W czasie trwającej 45 minut papieskiej wizyty chór kameralny Kodály z Budapesztu śpiewał pieśni bożonarodzeniowe.

Wystawa powstała z inicjatywy Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji. Jest na niej ponad 130 szopek z 30 krajów. Współorganizatorem ekspozycji, którą można zwiedzać za darmo do 12 stycznia, jest ambasada Węgier przy Stolicy Apostolskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem