Reklama

Wspomnienia o Służebnicy Bożej Annie Jenke

Ks. Zbigniew Głowacki
Edycja przemyska 8/2005

Przyszła na świat w Błażowej, w rodzinie o tradycjach nauczycielskich. Wzrastała i dojrzewała w Jarosławiu. Polonistykę studiowała na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez większość swego życia zawodowego pracowała jako nauczycielka języka polskiego w jarosławskich szkołach, wykazując niezwykłą odwagę w dawaniu świadectwa wiary i przynależności do Chrystusa, zwłaszcza w czasach wojującego komunizmu. Była osobą samotną, szczególnie ukierunkowaną na innych ludzi. Porywała młodzież do umiłowania Boga, Ojczyzny i bliźnich. Była znakomitą polonistką i doskonałą wychowawczynią. Nosiła w sobie ciężar krzyża nieuleczalnej choroby. Zmarła przedwcześnie, w opinii świętości. W 1992 r. wszczęto proces beatyfikacyjny, obecnie jest on kontynuowany w rzymskiej kongregacji. Doczesne szczątki Służebnicy Bożej zostały przeniesione z miejscowego cmentarza do krypty kościoła Świętych Mikołaja i Stanisława, który znajduje się na terenie dawnego opactwa jarosławskich benedyktynek. Istniejący tam Ośrodek Kultury i Formacji Chrześcijańskiej ma Ją za patronkę, a na swoim terenie posiada Jej pomnik. 14 lutego br. minęła 29. rocznica śmierci Anny Jenke. Czas znaczony śmiercią pozornie oddala ludzi od siebie. Żywe i bliskie pozostają jednak wspomnienia, jak te niżej przedstawione.
W 1970 r., w przerwie semestralnej piątego roku studiów seminaryjnych, zachorowałem bardzo poważnie i znalazłem się w jarosławskim szpitalu. Niespodziewane i gwałtowne nasilenie choroby pod dużym znakiem zapytania stawiało moją dalszą drogę do kapłaństwa. Wielu życzliwych ludzi posyłał wtedy Pan Bóg w moją beznadziejną sytuację życiową z konkretną pomocą, a przede wszystkim z duchowym wsparciem. Wśród nich była też miejscowa nauczycielka Liceum Plastycznego, Anna Jenke. Na chorego, nieznanego kleryka w szpitalu ukierunkował ją prawdopodobnie przełożony seminaryjny, prefekt ks. dr Stefan Moskwa, który nieco wcześniej pracował w Jarosławiu i opiekował się duchowo powstającymi wtedy kręgami modlitewnymi, z którymi związana była i pani Anna.
Nieznana, o miłej powierzchowności, poważna pani odwiedziła mnie w szpitalu pewnie ze trzy razy. Jej obecność w tym miejscu była szczególna. Często odwiedzający oczekują od chorego sprawozdania ze stanu jego zdrowia, postępującego leczenia, określenia samopoczucia. Przy tym wiele mówią, na wyrost pocieszają i może nieświadomie są zwyczajnie hałaśliwi i męczący. Pani Anna, jako dobry pedagog i wychowawca, podchodziła do tego inaczej. Ona po prostu chciała być przy chorym choćby na chwilkę i nie „brać” od niego, ale coś konkretnego zostawić; swoją cichą współczującą obecność, zapewnienie o modlitwie własnej i innych, kawałeczek czegoś materialnego - skromny zapis książkowy, zawierający proste sentencje o sensie życia i jego radościach. Pamiętam dwie takie książeczki. Jedną był tomik zebranych humorów rysunkowych Lengrena (Profesor Filutek), publikowanych w ówczesnym Przekroju, drugą Mały książę Saint-Exupery’ego. Widocznie musiałem wyrazić zdziwienie na widok tych pozycji, powiedziała bowiem, że tu i teraz nie czas na wielką filozofię i teologię - „to ci wystarczy”. Jeśli wtedy coś więcej mówiła, to na temat swoich „plastusiów”, to znaczy uczniów Liceum Plastycznego. Stanowili oni zawsze specyficzne środowisko „artystyczne”, usiłując zaznaczać tę swoją „profesję” nie zawsze mądrymi zachowaniami i manierami. W ocenie pani Anny, były to zapowiedzi nadchodzących problemów z młodzieżą nie tylko w Jarosławiu, ale i w całym kraju. Prosiła o modlitwę za nich i dodawała, że będąc w szpitalu można im ofiarować coś więcej. Trzeba przyznać, że od pierwszego spotkania, aż do końca, każdy kontakt z panią Anną sprawiał, że człowiek „stawał przed nią duchowo na baczność”. Dotyczyło to zewnętrznego zachowania, poprawności językowej, osądów innych ludzi, umiarkowanego humoru i powagi chwili.
Po ustąpieniu choroby, dzięki życzliwości seminaryjnych przełożonych, a szczególnie rektora ks. Michała Jastrzębskiego i prefekta ks. Stefana Moskwy, powróciłem do swoich kursowych kolegów i razem doszliśmy do naszych święceń kapłańskich w czerwcu 1971 r. Na prymicje zaprosiłem panią Annę. Nic w tym dziwnego, ponieważ po wyjściu ze szpitala utrzymywałem z nią listowny kontakt. Oprócz życzliwych słów, pani Anna włączała w tych listach czasem prośbę o modlitewne memento w intencji jakiegoś Wojtusia z ul. Kraszewskiego, to znów „swojej” Agnieszki od „plastusiów”, polecała ciężko chorą panią Janinę. Szkoda, że nie zachowało się nic z tych Jej perełek dobroci wyrażanych starannie na papierze, ręką prawdziwej polonistki.
Na prymicje jednak nie przyjechała. Przysłała swoje życzenia i zapewnienie o modlitwie. Pani Anna nie bardzo lubiła uczestniczyć w gromadnych i głośnych spotkaniach. Na większe uroczystości w parafialnej farze zabierała ze sobą składane krzesełko i sadowiła się zazwyczaj w pobliżu wyjścia, z dala od ścisku, w poczuciu większego bezpieczeństwa.
Przez kolejne trzy lata po moich święceniach było tak, jak po wyjściu ze szpitala - podtrzymywaliśmy okazjonalny kontakt listowy.
W 1974 r. przebywałem kilka tygodni w Jarosławiu. Ks. dziekan Bronisław Fila zwrócił mi uwagę, że trzeba odwiedzić panią Annę, bo ma kłopoty ze zdrowiem. Byłem w mieszkaniu na ul. Kraszewskiego kilkakrotnie. Rzeczywiście, sprawiała wrażenie osoby bardzo zmęczonej, a niekiedy wręcz obolałej. Nie skarżyła się, raczej obwiniała samą siebie - „taka jestem do niczego!”. Szczególne zmęczenie widać było, gdy wracała ze szkoły. Jednak nawet wtedy, gdy złośliwa choroba czyniła postępy, nie zapominała o swoich „plastusiach” i problemach sąsiadów z pobliskiej ulicy. Żyła religijnym życiem Jarosławia, a szczególnie własnej, farnej parafii. Swoje zdanie potrafiła wypowiedzieć księdzu proboszczowi ze świętym spokojem prosto w oczy: „I laikat nie pomoże, gdy kler niszczy dzieło Boże”. W tym lapidarnym powiedzeniu przekazała proboszczowi więcej treści do przemyślenia czy wspólnego ustalenia, niż w mnogości słów. Sam zresztą to przyznawał wobec swoich współpracowników.
Od października 1974 r. do śmierci pani Anny, przyjeżdżałem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego do Wygarek pod Jarosław, pomagać choremu księdzu proboszczowi w niedzielnej posłudze duszpasterskiej. Do Lublina wracałem wieczorem w niedzielę i po drodze na dworzec jarosławski bardzo często wstępowałem do pani Anny. Ta obecność jakoś była Jej potrzebna. Nie twierdzę, że nie miała bliskich, przyjaciół, ale w tym szczególnym czasie - oprócz trzech, czterech przyjaciółek rówieśniczek, niewielu innych tam widziałem. Bardzo boleśnie przeżywała potęgującą się niemoc zawodową i skracany z konieczności wymiar pracy pedagogicznej. W tym czasie dwa razy pomagałem jej dotrzeć do Nałęczowa na leczenie. Latem 1975 r. jeszcze się fizycznie trzymała, choć sama podróż pociągiem, a potem hałaśliwe towarzystwo w domu wypoczynkowym zupełnie ją wyczerpało. Drugi pobyt w Nałęczowie, parę miesięcy przed śmiercią, łącznie z podróżą był już wymuszony. Siostry zakonne wyrażały niezadowolenie, że przywiozłem im chorą w takim stanie. - Po każdej nocy - tłumaczyły - musimy zmieniać pościel, gdyż z chorego miejsca między łopatkami następuje przykry wyciek ropny. Odwiedzałem ją z bliskiego Lublina i widziałem, że wtedy podwójnie cierpiała. Nie było sensu przedłużać kłopotliwego pobytu, należało wracać do siebie.
Postępująca choroba dokonywała zniszczeń fizycznych w organizmie. Lękiem, poczuciem osamotnienia, bezradnością i „nocą” duszy napinała też boleśnie sfery duchowe. Około 20 lutego 1976 r. przyjechałem jak zwykłe z Lublina na Wygarki i dowiedziałem się, że parę dni temu na jarosławskim cmentarzu odbył się pogrzeb śp. Anny Jenke. Po pewnym czasie przybyłem na Jej grób, by się „wytłumaczyć”, że nie wiedziałem o tych faktach.
Od tamtego czasu minęło 29 lat. Pani Annie przysługuje tytuł służebnicy Bożej, a Jej postać posiada wielu naśladowców, którzy rozkrzewiają przykład Jej życia daleko poza Jarosławiem. Nazywa się Ją w poetyckiej przenośni „Słoneczną Skałą” - czy słusznie? Chyba tak, ale pod warunkiem, że patrzy się na nią tylko od zewnętrznej strony życia - postawy religijno-moralnej w okresie szkolnym, studenckim, w harcerstwie; akcji „kromka chleba”, niezłomności nauczycielki wobec reżimu komunistycznego, funkcji wychowawczej wychodzącej poza mury szkoły, apostolskiej pobożności dojrzałej chrześcijanki. Kto bliżej znał panią Annę, mógł Ją postrzegać, używając tego samego poetyckiego języka, jako „Drżącą Mimozę”. W swoim wnętrzu bowiem była osobą bardzo wrażliwą, wręcz kruchą. Wiedziała o tym i bała się tego swojego stanu, co jeszcze bardziej w ostatnich latach Jej życia pogłębiała nasilająca się choroba. „Moc w słabości się doskonali” - te słowa biblijne w całej swej pełni odnoszą się do Niej. To, że z ukrytej „Drżącej Mimozy” ujawniała się ludzkim oczom i sercom jako „Słoneczna Skała”, z jednej strony jest działaniem łaski Bożej, z drugiej - dowodem na wręcz heroiczną współpracę Służebnicy Bożej z powołaniem do świętości, z równoczesnym pokonywaniem swoich słabości i niedomagań. Czyniła to jako przedstawicielka naszego pokolenia, dlatego w łańcuchu świątobliwych mieszkańców Jarosławia i całego naszego Kościoła przemyskiego jest dla nas bliskim i bardzo żywym ogniwem zachęcającym każdego, w miarę posiadanych możliwości, do wstępowania w swoje ślady. Kościół przemyski modli się o rychłą beatyfikację służebnicy Bożej Anny Jenke, bo wynoszenie kogoś na ołtarze, to ewangeliczne stawianie „światła” na świeczniku, by przykładem świeciło nam wszystkim, w tym przypadku szczególnie nauczycielom i wychowawcom.

Reklama

Zmarł bp Bronisław Dembowski

2019-11-16 10:10

ks. kki / Włocławek (KAI)

Uroczystości pogrzebowe zmarłego dziś biskupa seniora Bronisława Dembowskiego odbędą się w sobotę 23 listopada we Włocławku. Zgodnie z ostatnią wolą, zmarły hierarcha zostanie pochowany w krypcie biskupów we włocławskiej bazylice katedralnej.

wikipedia.org

Uroczystości żałobne rozpoczną się w piątek 22 listopada. Od godz 14.00 odbędzie się modlitewne czuwanie w kurii diecezjalnej we Włocławku. O godz. 14.30 kondukt pogrzebowy wyruszy do katedry, gdzie o godz. 15.00 zostanie odprawiona Msza św. w intencji zmarłego biskupa.

Liturgia pogrzebowa rozpocznie się w sobotę 23 listopada w katedrze włocławskiej o godz. 11.00, gdzie po jej zakończeniu trumna z ciałem zostanie złożona w krypcie biskupów włocławskich.

Wieczorem w piątek 22 listopada we wszystkich kościołach diecezji włocławskiej będzie sprawowana Msza św. w intencji zmarłego biskupa seniora.

Urodził się 2 października 1927 r. w Komorowie, powiat Ostrów Mazowiecka. Miał czworo starszego rodzeństwa. W wieku dziesięciu lat został osierocony przez ojca. W 1942 roku jego matka i jedna z sióstr zostały rozstrzelane w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück.

Należał do Armii Krajowej. Po Powstaniu Warszawskim znalazł się w Mościcach koło Tarnowa, gdzie w 1946 r. uzyskał maturę. W latach 1946–1950 studiował filozofię na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Pisał pracę u profesora Tatarkiewicza. Przez rok pracował w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach jako wychowawca chłopców. W 1950 r. wstąpił do seminarium duchownego w Warszawie. Święcenia kapłańskie otrzymał 23 sierpnia 1953 r. z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego. Był wikariuszem w par. Piastów.

Jesienią 1955 r. rozpoczął studia na Wydziale Filozofii KUL. W 1961 r. uzyskał doktorat w zakresie filozofii teoretycznej. Od końca 1956 r. do marca 1992 r. był rektorem kościoła pw. św. Marcina przy ul. Piwnej w Warszawie i kapelanem mających tam dom zakonny Sióstr Franciszkanek. Od 1957 r. do chwili mianowania biskupem włocławskim był asystentem kościelnym Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie. Współorganizował ogólnopolskie duszpasterstwo niewidomych i do 1975 r. był duszpasterzem niewidomych w Archidiecezji Warszawskiej.

Od 1962 r. wykładał historię filozofii w ATK. W czerwcu 1969 r. uzyskał stopień doktora habilitowanego, a w rok później został powołany na stanowisko docenta w ATK. W tym samym roku rozpoczął wykłady z historii filozofii w Warszawskim Seminarium Duchownym.

W 1981 r. został profesorem nadzwyczajnym. Profesorem zwyczajnym jest od 1990 r. Od 1982 r. był dziekanem Akademickiego Studium Teologii Katolickiej, które w 1988 r. stało się Papieskim Wydziałem Teologicznym. Po ogłoszeniu stanu wojennego w 1981 r. przy współpracy ks. Dembowskiego przy kościele św. Marcina zawiązał się Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności. Od 1984 r. ks. Dembowski był Krajowym Duszpasterzem Ruchu Odnowy w Duchu Świętym.

W 1988 r. ks. Dembowski brał udział w obradach tzw. Okrągłego Stołu. 25 marca 1992 r. została ogłoszona decyzja Ojca Świętego Jana Pawła II o mianowaniu ks. Dembowskiego biskupem włocławskim, święcenia przyjął 20 kwietnia 1992 r. Jako biskup był członkiem Rady Naukowej konferencji Episkopatu Polski (KEP), Rady ds. Ekumenizmu, ds. Apostolstwa Świeckich, ds. Dialogu Religijnego, przewodniczącym Komitetu ds. Dialogu z Niewierzącymi (1996–2004), współprzewodniczącym Komisji Mieszanej ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem Rzymskokatolickim i Kościołem Starokatolickim Mariawitów, był nadal od 1984 r. Krajowym Duszpasterzem Odnowy w Duchu Świętym, był członkiem Międzynarodowej Rady Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej (ICCRS) od 1991 do 2001, asystentem kościelnym Rady Ruchów Katolickich w Polsce.

Jako biskup włocławski utworzył 16 nowych parafii, reerygował kapitułę przy kolegiacie sieradzkiej (1993), dokończył przerwany przez śmierć biskupa Jana Zaręby (1986) II Synod Diecezji Włocławskiej i promulgował jego dekrety (1994), utworzył trzy wikariaty duszpasterskie (1993) i dokonał nowej organizacji dekanatów (1994), erygował Radę Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich (1999).

Bp Dembowski zamknął też proces informacyjny 108 męczenników II Wojny Światowej (1996). 25 marca 2003 r. ogłoszono nominację jego następcy bp. Wiesława Alojzego Meringa.

Od 26 kwietnia 2003 r. biskup Bronisław Dembowski był biskupem seniorem. Pełnił następujące funkcje w KEP: był członkiem Rady ds. Ekumenizmu, współprzewodniczącym Komisji Mieszanej ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem Rzymskokatolickim i Kościołem Starokatolickim Mariawitów, a od 2004 r. Delegatem KEP ds. Odnowy w Duchu Świętym.

Zmarł w nocy w szpitalu we Włocławku. Miał 92 lata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Światowy Dzień Ubogich krzykiem o obecność Boga

2019-11-17 21:33

Maciej Orman, ks. Mariusz Frukacz

– Chodząc po ulicach Częstochowy, spotykamy nie tylko biedę materialną, ale i duchową. Ten dzień jest dlatego krzykiem o obecność Boga pośród nas – mówił 17 listopada w kościele św. Zygmunta w Częstochowie ks. Paweł Dzierzkowski, zastępca dyrektora Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, podczas Mszy św. w intencji ubogich, która jednocześnie rozpoczęła XXI Święto Muzyki

Maciej Orman

– „Biedni to nie są numery, dzięki którym możemy pochwalić się działaniami i projektami. (...) Biedni zbawiają nas, ponieważ pozwalają nam spotkać oblicze Chrystusa” – cytował fragment orędzia papieża Franciszka na III Światowy Dzień Ubogich ks. Paweł Dzierzkowski. – Ten dzień ma uwrażliwić nasze serca na drugiego człowieka. W czasie Eucharystii mamy spotkać Chrystusa, a później dostrzec Jego oblicze w drugim człowieku – wyjaśnił kaznodzieja.

Zobacz zdjęcia: Światowy Dzień Ubogich krzykiem o obecność Boga

Ks. Dzierzkowski zwrócił uwagę na bardzo niebezpieczną formę ubóstwa, jaką jest „brak dialogu, który dotyka naszych relacji”. – Z przerażeniem przypatrujemy się kryzysowi, który wyniszcza nasze rodziny, a który swoje podłoże tak często ma w odrzuceniu Boga. Tam, gdzie pojawia się problem na drodze duchowej, tam człowiek zaczyna uciekać od drugiego człowieka i szuka środków zastępczych. Rodzinny stół zamieniliśmy na komputer, tablet, telefon lub telewizor. To, co miało służyć człowiekowi, doprowadziło do izolacji od bliźniego, wspólnoty i rodziny – wyliczał ks. Dzierzkowski.

– Znakiem dzisiejszych czasów stała się obojętność wobec bliźniego, brak wrażliwości i miłosierdzia, brak przebaczenia sobie nawzajem. Łatwiej nam dzisiaj uciekać od siebie, niż być blisko siebie. Człowiek z takim przekonaniem chce ratować planetę i środowisko, w którym żyje, ale nie jest w stanie zauważyć współczesnego Łazarza, który prosi go o miłosierdzie. Czy to nie paradoks naszych czasów? – pytał retorycznie kaznodzieja.

– Chodząc po ulicach Częstochowy, możemy dostrzec osoby ubogie, bezdomne i uzależnione. Spotykamy nie tylko biedę materialną, ale i duchową, dlatego ten dzień jest też krzykiem o obecność Boga pośród nas – kontynuował.

Dzieląc się świadectwem pracy w częstochowskiej Caritas, ks. Dzierzkowski podkreślał, że osoby bezdomne i uzależnione często tracą poczucie swojej wartości, „bo tak wielu z nas nie potrafi jej w nich dostrzec”.

Mówiąc o osobach krytykujących tych, którzy niosą pomoc potrzebującym, ks. Dzierzkowski przytoczył tragiczne fakty z historii. – To echo totalitaryzmów, niemieckiego i komunistycznego, zbudowanych na filozofii Nietzschego. Bo jak można im pomagać, kiedy oni nie mogą nic dać?

– Jezus głosi Ewangelię miłości, przebaczenia, miłosierdzia i sprawiedliwości, gdzie człowiek jest wyniesiony bardzo wysoko. Jezus nie miał w pogardzie nikogo, nawet wtedy, gdy wpadał w gniew, wyrzucał przekupniów ze świątyni, czy kiedy zapowiadał, jak słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, zburzenie pięknej Świątyni Jerozolimskiej. Jego słowa i czyny wypływały z troski o zbawienie człowieka – podkreślił ks. Dzierzkowski.

Kaznodzieja przyznał, że osoby starsze, którym również pomaga Caritas, często ubolewają, że najbliżsi nie mają czasu, żeby ich odwiedzić. – Światowy Dzień Ubogich jest więc wielkim wołaniem do każdego z nas, abyśmy byli dla siebie wrażliwi i otwarci. Jak mówi Jezus, to, co nas ocali, obok naszej wierności, to będzie miłosierdzie. Kiedy doświadczamy tego, że Bóg przebacza nam grzechy, możemy z tą miłością wyjść do drugiego człowieka. Tu nie potrzeba wiele. Chodzi o najprostsze gesty – wyjaśnił ks. Dzierzkowski.

– „Zaprawdę powiadam wam: wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” – te słowa mają pomóc ponownie postawić drugiego człowieka na właściwym miejscu. Słowo Dobrej Nowiny jest nieustannym wezwaniem do nawrócenia, do zmiany myślenia, do spoglądania na świat Bożymi oczami – kontynuował zastępca dyrektora częstochowskiej Caritas.

– Wyobraźnia miłosierdzia, o której mówił św. Jan Paweł II, stanowi dla nas wyzwanie także i dziś, a może szczególnie dziś, aby od pięknych słów o miłosierdziu przejść do działania, gdyż widząc i czując miłosierdzie, czyni się je kreatywnie i twórczo – powiedział ks. Dzierzkowski.

– Przejawem tego zmagania się, najpierw z samym sobą, a później w walce o dobro, będzie nie tylko skuteczność pomocy, ale nade wszystko zdolność bycia z bliźnim i współodczuwanie, które sprawi, że będziemy „weselić się z tymi, którzy się weselą, i płakać z tymi, którzy płaczą” – wyjaśnił kaznodzieja.

Ks. Dzierzkowski zakończył słowami modlitwy św. Pawła VI: „Spraw, Panie, żeby moja wiara była skuteczna. Niech się w miłości objawia na zewnątrz, jako prawdziwa przyjaźń z Tobą i dobroć dla ludzi”.

Mszę św. koncelebrował proboszcz parafii św. Zygmunta ks. dr Jacek Marciniec.

Podczas Mszy św. śpiewała schola liturgiczna Domine Jesu pod batutą ks. Mateusza Ociepki. Wierni mogli również po Eucharystii wysłuchać utworów w jej wykonaniu.

W odpowiedzi na apel papieża Franciszka, abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, zarządził w niedzielę 17 listopada zbiórkę do puszek we wszystkich kościołach i kaplicach archidiecezji częstochowskiej. Zbiórka ta zostanie przeznaczona na działania prowadzone przez Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, takie jak m.in. streetworking – wyjście do osób przebywających w miejscach publicznych lub w ukryciu, zagubionych życiowo, które nie korzystają z pomocy zinstytucjonalizowanej, edukacja dla wolontariuszy w ramach programów Caritas czy dofinansowanie placówek Caritas dla bezdomnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem