Reklama

Jeśli to pomoże Laskom...

Nie przestaje myśleć jak pomagać niewidomym dzieciom. A niedawno ukończyła 100 lat. Kiedy chciano uhonorować ją Orderem Orła Białego i statuetką TOTUS-a, powiedziała skromnie: „Jeśli to pomoże Laskom, to proszę”.

Niedziela warszawska 8/2005

Codziennie kilka godzin spędza w biurze. Jak rozporządzić w tym miesiącu skromnym budżetem Lasek, na co starczy, na co zabraknie, czy ofiarodawcy otrzymali podziękowanie za pomoc? - to jej codzienne troski. Od 1947 r. Zofia Morawska jako skarbnik Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi zajmuje się finansami. Ale Laski zawdzięczają jej znacznie więcej.

Dzień kwiatka

Zastrzega, że nie poświęciła swojego życia dla Lasek, ale takie życie wybrała. Ojciec był rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ona sama władała kilkoma językami. Świat stał przed nią otworem. Miała 26 lat, kiedy przed 75 laty zaczynała pracę w Laskach. Bynajmniej nie zmuszała jej do tego sytuacja materialna. Jako młoda dziewczyna myślała też o założeniu rodziny. Jednak zrezygnowała z jedynej miłości swojego życia i wybrała Laski.
Najpierw pracowała w tzw. Patronacie. Organizowała warsztaty, świetlice, opiekę, pośrednictwo pracy. Zajmowała się też kwestą. Raz w roku na rzecz Lasek odbywał się tzw. „Dzień kwiatka”. Pieniądze zbierano na ulicy, przed kościołami, teatrami. Wcześniej trzeba było odwiedzić wiele miast, pisać listy do proboszczów, przedstawicieli organizacji. Od powodzenia kwesty w dużej mierze zależało utrzymanie dzieci w ośrodku.
Obok tych ofiar zakład miał też pieniądze ze sprzedaży rękodzieła do Cepelii. Na terenie Lasek znajdowały się warsztaty, które produkowały wyroby dziewiarskie i szczotkarskie. Cepelia zamawiała 200-300 sztuk danego modelu, np. robiono modne wtedy chustki na głowę czy materiały na suknie ślubne. Wyroby wykańczały osoby widzące. Podopieczni mogli jednocześnie szkolić się w warsztatach. Opuszczając Laski byli przygotowani do pracy w spółdzielniach inwalidzkich.

Z rowerem po Ministerstwie Edukacji

Najtrudniejsze lata dla Lasek przypadły na okres powojenny. Zakład był częściowo zniszczony, brakowało jedzenia. W ośrodku mieszkała wtedy około setka dzieci. - W Pruszkowie po wojnie utworzony został magazyn żywności - UNRY, która wcześniej służyła amerykańskiej armii. Pamiętam, pojechaliśmy żeby coś uzyskać dla Lasek - wspomina pani Zofia. - W ogromnym magazynie piętrzyły się paczki z żywnością ułożone na wysokość kilkunastu metrów. Oczy wychodziły ze zdumienia od takiej ilości jedzenia. Jedna z sióstr wystarała się o przydział czekolady. Rarytas zapakowany był w blaszane, eleganckie pudełka. Jak tylko transport dojechał do Lasek, każde dziecko dostało grubą tabliczkę.
- Kiedy już wszystkie zjadły, jedna z sióstr przyniosła mi opakowanie, żebym przetłumaczyła co jest napisane na nim po angielsku. „Całodzienna racja żywnościowa dla spadochroniarza” - odczytałam. Czekolada wzbogacona była witaminami. A nasze dzieci zjadły ją na deser poobiedni - śmieje się pani Zofia.
Rząd komunistyczny był nieprzychylnie nastawiony do instytucji prowadzonych przez zgromadzenia zakonne. Dlatego sytuacja materialna Lasek pogarszała się. Przed wojną gminy, które kierowały dzieci do podwarszawskiego zakładu miały obowiązek płacić na ich utrzymanie. Po wojnie rząd komunistyczny próbował zakład upaństwowić. Dotował pobyt dziecka w niewielkiej części, o resztę Laski musiały wystarać się same.
- Pamiętam jak Ministerstwo Oświaty wezwało nas, abyśmy zgłosili liczbę wszystkich dzieci. Pojechałam rowerem. Był to najczęstszy środek lokomocji, jakiego używało się podróżując do Warszawy. Żeby było czym wrócić, trzeba było rower nosić ze sobą chodząc od pokoju do pokoju po piętrach w Ministerstwie na Pradze - wspomina pani Zofia.

Reklama

Teksańskie mleko dla Lasek

Laski ratowała po wojnie pomoc organizacji charytatywnych z zagranicy. Znajomość języków obcych pani Zofii okazała się wtedy zbawienna. Fundacja ze Szwajcarii pomagała umeblować domy, przysyłała także leki. Najbardziej oryginalne darowizny pochodziły od rolników z Teksasu. Jeśli kochasz swojego brata, daj mu krowę, jałówkę albo ciele - głosiło hasło na rzecz pomocy potrzebującym. Z Teksasu przyjechał statek krów. Do ośrodków potrzebujących pomocy zwierzęta kierowało Ministerstwo Rolnictwa. - Otrzymaliśmy 30 krów. Dzięki przychylnej nam pani z Ministerstwa, z którą do dzisiaj utrzymuję kontakty - wspomina pani Zofia. I tak w Laskach dzieci mogły pić mleko.
Za kontakty zagraniczne odpowiadała pani Morawska. Ona oprowadzała po ośrodku darczyńców z obcych krajów. - Pamiętam jak fundatorzy krów po 3 latach przyjechali i pytali czy krowa, którą dali, ma cielę. Nie wiedziałam, które jest od której krowy. Ale była przemiła siostra, która mogła to objaśnić - śmieje się pani Zofia. Do Lasek przyjeżdżali także studenci SGGW, żeby móc obejrzeć oborę uważaną za prowadzoną wzorowo.
Dzięki pomocy ze strony Zachodu udało się wybudować przedszkole, drugi dom dla dzieci niewidomych i z lekkim niedorozwojem umysłowym, a także mały szpital z ambulatorium. Pomoc płynęła do czasu, kiedy zakazali jej komuniści. Darczyńcy zawiedzeni opuszczali Polskę. Ale na potrzeby dzieci nie zamknęły się serca Polaków mieszkających w USA. Komitet, który zawiązał się po wojnie niestrudzenie służył pomocą finansową. Potem kontakty z Laskami nawiązali także darczyńcy z Kanady, Australii, Anglii. Z Niemiec przyjeżdżali do pracy młodzi ludzie skupieni w organizacji „Znak pokuty”. Chcąc w jakimś stopniu zadośćuczynić za winy swoich rodaków, którzy niszczyli Polskę, pomagali w przygotowywaniu kanalizacji, malowaniu czy kopaniu rowów pod nowe fundamenty w Laskach. Kontakty nawiązane zostały także z Polakami mieszkającymi w Norwegii i w Szwecji. - Czy ja byłam osobą odpowiadającą za te relacje? - odpowiada pytaniem na pytanie pani Zofia. - Może tak, ale głównie to Pan Bóg - dodaje.

Społecznik od urodzenia

- W mojej rodzinie dużo było osób angażujących się społecznie. Wstępujących do zgromadzeń. Nie było to czymś niezwykłym, raczej rzeczą bardzo normalną - mówi Zofia Morawska. W Krakowie, gdzie spędziła dzieciństwo, istniało wiele organizacji charytatywnych. W czasie I wojny światowej jako 9-letnia dziewczynka chodziła z mamą do felicjanek, które prowadziły jadłodajnię. Tam roznosiła obiady.
Obydwoje państwo Morawscy byli najlepszymi nauczycielami dla dzieci. Ojciec, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego i prezes Akademii Umiejętności w Krakowie był tytanem pracy. Nawet w wakacje organizował sobie zajęcie - zwykle pisał książki. Od ojca pani Zofia nauczyła się szacunku do pracy. - Nigdy nie moralizował - mówi pani Morawska. W domu panowała dość swobodna atmosfera, ale dzieci znały swoje miejsce. Wiedziały, że w gronie starszych nie zabiera się głosu, ale trzeba uważnie słuchać. - Wydaje mi się, że dlatego mam dobrą pamięć - podsumowuje pani Zofia.
Codziennie rano chodziła na Mszę św. Wychowanie religijne było w domu ważne. - Naukę religii mieliśmy prowadzoną indywidualnie. Uczył na ksiądz, który był wizytatorem lekcji katechezy. Jako kanonik mieszkał w starym domu, więc wszystko miało szczególną atmosferę. Ale najważniejszy dla mnie i dla mojego rodzeństwa był sposób w jaki mówił nam o Panu Bogu - opowiada Zofia Morawska. - Wtedy raczej skupiano się na grzechu, piekle, na tym czego nie należy robić w niedzielę. On takie dyskusje ucinał. Mówił o Bogu kochającym, o miłości, przyjaźni, o tym, co uczynił dla nas Jezus - wspomina pani Zofia.
W domu państwa Morawskich dbano też o staranne wykształcenie dzieci. Pani Zofia włada angielskim, włoskim, francuskim, niemieckim i łaciną. W czasie kiedy rodzina mieszkała na wsi nauczyła się jeździć konno, potem także gry w tenisa i jazdy na nartach. Sprawność i erudycja przydały jej się w pracy w Laskach. Aż trudno uwierzyć, że jako dziecko była osobą wątłą i delikatną. - Dokarmiano mnie koglem-moglem i innymi specjałami, pewnie dlatego zachowałam dobre zdrowie do późnych lat - ocenia pani Zofia.
Wielkim autorytetem była dla niej Matka Czacka. To świadectwo jej życia sprawiło, że pani Zofia została w Laskach. Matka Czacka, choć zwracała dużą uwagę, by inni dbali o zdrowie, nie pozwalała mówić o chorobach. - Nie myśleć ciągle o sobie to dobra dewiza - mówi pani Morawska.
Na dziewięćdziesiąte urodziny za pracę społeczną otrzymała Order Orła Białego. Wcześniej pytano ją, co by powiedziała, gdyby dostała jakieś odznaczenie. - Mnie nie jest to potrzebne. Ale jeśli może pomóc Laskom... - odpowiedziała. Kilka tygodni przed 100-leciem życia odebrała nagrodę TOTUS przyznawaną w związku z obchodami Dnia Papieskiego w Polsce.
- Czy ta nagroda jest dla Pani tak samo ważna jak poprzednia? - pytam. Pani Zofia odpowiada krótko: Potrzeby Lasek są wciąż duże. Cieszę się, że uroczystość była transmitowana przez telewizję. Bo o Laskach przypomniano i nam tu w Polsce i Polonii na całym świecie.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Ryś: człowiek jest ważniejszy niż przepisy prawne czy instytucje

2020-07-05 08:25

[ TEMATY ]

list

abp Grzegorz Ryś

youtube.com/archidiecezjalodzka

Dobro osoby jest najwłaściwszym uzasadnieniem poddania się najpierw Bożym przykazaniom, a potem także wszystkim przepisom i regulacjom ustanowionym przez Kościół - napisał administrator apostolski abp Grzegorz Ryś w liście skierowanym do wiernych diecezji kaliskiej.

Jak podkreślił, człowiek jest ważniejszy niż przepisy prawne czy instytucje. - Najpierw osoba i jej rzeczywiste dobro! Zwłaszcza osoba skrzywdzona i wykorzystana. Zwłaszcza osoba, która nie ma możliwości dochodzenia i ochrony swoich praw - zaznaczył w liście, który zostanie w niedzielę odczytany w kościołach całej diecezji.

W specjalnym słowie do diecezjan abp Grzegorz Ryś odwołał się do Ewangelii św. Mateusza o rozterkach św. Jana Chrzciciela i wskazał na problemy Kościoła we współczesnych czasach.

- Myślę, że w ostatnim czasie wielu z nas znalazło się w podobnej do Jana sytuacji. Konfrontowani raz po raz z czynami ludzi Kościoła, musimy się zmagać z narastającymi w nas wątpliwościami, a na usta ciśnie się Janowe pytanie: „Czy to naprawdę ty? Czy nie innego mamy prawo oczekiwać?!”

Nasze pytanie jest pewnie nawet boleśniejsze: Jan zmagał się z niezrozumieniem jakoś kontrowersyjnych, ale dobrych czynów Jezusa. My zderzamy się z grzechem - ciężkim i skrywanym, dramatycznie uderzającym w dzieci i młodzież, gorszącym i deprawującym Kościół „od środka” – zaznacza administrator apostolski diecezji kaliskiej.

Arcybiskup przekonuje, że wierni mają prawo zadawać pytania dotyczące Kościoła. - Macie więc prawo pytać: „Kościele Święty, czy to naprawdę Ty?”. Macie to prawo zwłaszcza Wy, którzy podobnie jak Jan postawiliście w życiu wszystko na Kościół, utrzymujecie go swoją ofiarnością, budujecie gorliwością i radykalizmem wiary, świadczycie o chrześcijaństwie w świecie, który mu wcale nie sprzyja, a nie rzadko czyni przedmiotem drwin i ataków – czytamy w liście.

Abp Ryś wskazuje na Jezusa, który pokrzepia i daje pokój. - Jezus mówi: przyjdźcie do Mnie! To nie zachęta do zdystansowania się do Kościoła, tylko mocne wskazanie na to, po co jest Kościół! „Żyjąc w Kościele - przyjdźcie do Mnie!” Na nowo odkryjcie Mnie w Kościele, i skupcie się wokół Mnie. Więcej, „weźcie na siebie Moje jarzmo!”, to znaczy uznajcie we Mnie Pana i bądźcie mi posłuszni! To wezwanie do nas wszystkich: przyznać w Kościele pierwszeństwo Jezusowi! Oddać Mu je na nowo! Być może, za dużo w Kościele jest nas, a za mało Jezusa – zaznacza.

Administrator apostolski podkreśla, że człowiek jest ważniejszy niż przepisy prawne czy instytucje. - To drugi klucz, który otrzymujemy w dzisiejszej Ewangelii od Jezusa: skupić się na dobru osoby. Przyznać pierwszeństwo osobie przed przepisem, prawem i instytucją. Najpierw osoba i jej rzeczywiste dobro! Zwłaszcza osoba skrzywdzona i wykorzystana. Zwłaszcza osoba, która nie ma możliwości dochodzenia i ochrony swoich praw. Dobro osoby jest najwłaściwszym uzasadnieniem poddania się najpierw Bożym przykazaniom, a potem także wszystkim przepisom i regulacjom ustanowionym przez Kościół - w szczególności tych także, które są zawarte w motu proprio papieża Franciszka "Vos estis lux mundi" – akcentuje hierarcha.

Arcybiskup wyjaśnia, że 27 czerwca objął w diecezji kaliskiej władzę biskupią jako administrator z nadania Ojca Świętego Franciszka. - Tak długo, jak długo będzie to potrzebne, jestem do waszej dyspozycji. Wyznaczyłem do końca grudnia br. 16 dni, kiedy będę w Kaliszu - tu proszę o zrozumienie: na co dzień muszę pozostawać w archidiecezji łódzkiej, która przygotowuje się właśnie do Jubileuszu 100-lecia powstania. Oczywiście, w ciągu tych 16 dni będę przyjmował wszystkich, którzy potrzebują się ze mną spotkać; w sprawach bardzo pilnych zawsze można także poprosić o takie spotkanie w Łodzi – czytamy w liście.

Abp Ryś informuje także, że w najbliższym czasie wystąpi do Nuncjatury apostolskiej w Polsce o przywrócenie mu kompetencji w sprawach oskarżeń o nadużycia seksualne, wysuwanych wobec duchownych diecezji kaliskiej.
Duchowieństwo diecezji kaliskiej zaprasza na rekolekcje, które wygłosi w dniach 21-23 września w Narodowym Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu.

- Ufam - jak zapewne Wy wszyscy - iż moja nadzwyczajna posługa w Kaliskim Kościele nie potrwa długo, i że w niedługim czasie Kościół ten na nowo będzie się cieszył swoim diecezjalnym biskupem. Znam swoją rolę z natury przejściową; w tej jednak mierze, jaka jest mi wyznaczona chcę Wam wszystkim posłużyć. I takim mnie przyjmijcie – napisał do wiernych.

List zostanie odczytany w niedzielę 5 lipca we wszystkich kościołach i kaplicach diecezji kaliskiej.

CZYTAJ DALEJ

Pożar w polsko-francuskim kościele w Corbeil-Essonnes

2020-07-05 08:43

[ TEMATY ]

pożar

Francja

https://polskifr.fr

Poważne zniszczenia spowodował pożar, który wybuchł w sobotę rano w kościele należącym do polsko-francuskiej parafii Paroisse St. Paul w Corbeil-Essonnes w regionie paryskim w regionie Île-de-France. Spalona została całkowicie zakrystia oraz większość dachu. Zalane są niższe kondygnacje.

Jeden z francuskich strażaków w czasie pożaru wyniósł z kościoła Najświętszy Sakrament. Wnętrze świątyni jest doszczętnie zniszczone

„Z ciężkim sercem i głębokim smutkiem oraz troską zawiadamiam, iż dzisiaj rano wybuchł pożar w naszym kościele parafialnym. Zniszczenia są duże. Spalona jest całkowicie zakrystia oraz większość dachu. Zalane są niższe kondygnacje. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Będziemy informować o rozwoju sytuacji. Prosimy o modlitwę” – napisał proboszcz ks. Andrzej Barnaś.

https://polskifr.fr

Portal polskifr.fr, wydawany przez Polską Misję Katolicką we Francji, opublikował prośbę o wsparcie parafii w usuwaniu skutków pożaru i remoncie. Kontakt: paroissestpaul.corbeil@gmail.com, +33 1 64 96 09 01.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję