Reklama

Sposób na patologię - rodzina!

Z ks. Henrykiem Grządko rozmawiał Jerzy Krzyżanowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska (Aspekty) 8/2005

Przed kilkoma tygodniami przez Polskę przetoczyła się dyskusja na temat przemocy w rodzinie, której jednym z wątków było pytanie o sposoby, możliwości, skalę zaangażowania Kościoła i kapłanów w sprawę pomocy ludziom prześladowanym. Pytano również, na ile księża są przygotowani do udzielania pomocy ofiarom przemocy w rodzinie. Słuchając różnych wypowiedzi, postanowiłem porozmawiać z człowiekiem niewątpliwie doświadczonym w tej mierze.

Z ks. Henrykiem Grządko pracującym przy Centrum Pomocy Człowiekowi im. Jana Pawła II, który od wielu lat z powodzeniem niesie pomoc dzieciom oraz ludziom uzależnionym od alkoholu, rozmawia Jerzy Krzyżanowski

Jerzy Krzyżanowski: - Pamiętam, jak przed laty bp Edward Dajczak powiedział: „O, Ksiądz Heniu znowu jakiegoś dzieciaka wyciągnął z bramy”. Później usłyszałem o pierwszej świetlicy dla dzieci przy parafii katedralnej i o pracy Księdza z alkoholikami. To praca niełatwa i wymagająca przygotowania. Na ile do takiej pracy przygotowały Księdza studia w seminarium, w jaki sposób później pogłębiał Ksiądz swoją wiedzę? Jak Ksiądz dzisiaj widzi sprawę przygotowania księży do pomagania w skrajnych sytuacjach rodziny?

Ks. Henryk Grządko: - Dzisiaj wyraźnie widzę potrzebę przygotowania się księży do podejmowania takich tematów. W czasie nauki i formacji kapłańskiej dostajemy to, co najważniejsze: kręgosłup moralny przy równoczesnej miłości i woli niesienia pomocy ludziom. Oczywiście, musimy uczyć się dalej. W czasach seminarium wysłano nas na długi kurs do Apostolstwa Trzeźwości w Zakroczymiu, jedynego w tamtym czasie w Polsce tego rodzaju zakładu. Tam dostaliśmy rzetelną wiedzę na temat przeciwdziałania alkoholizmowi i szkodliwym zjawiskom, które mu towarzyszą. Wtedy otworzono mi szeroko oczy na skalę i straszne skutki tego zjawiska w naszym kraju. Wiedza to nie wszystko, wykładowcy potrafili zaszczepić w nas żar, ogień do walki z tą patologią. Byłbym szczęśliwy, gdyby wszyscy klerycy mogli skorzystać z takiego kursu. Później wielokrotnie byłem szkolony, uczestniczyłem w kursach organizowanych przez Kościół, jak i przez instytucje świeckie na temat przemocy w rodzinie. Zbierałem doświadczenia w czasie pracy, zmagając się i z tym problemem. Sprawy patologii w rodzinie, których ważną przyczyną jest nadużycie alkoholu, są troską naszych biskupów diecezjalnych. Dzisiaj trzech księży: Andrzej Kołodziejczyk, Wojciech Miłek i ja zostało wyłączonych z pracy parafialnej, żeby kierować pomoc do ludzi, którzy jej potrzebują. W naszym działaniu stykamy się z różnorodnymi kryzysowymi sytuacjami w rodzinie i w wielu wypadkach jesteśmy pomocni. Ksiądz Biskup co roku spotyka się z neoprezbiterami, żeby rozmawiać o problemie uzależnień i ich skutkach dla ludzi. Konieczny jest teraz w większym stopniu model kapłaństwa służebnego. To trudne wyzwanie dla księży. Musimy akceptować człowieka takiego, jakim jest, co nie znaczy, że nie mamy próbować zmieniać go na lepsze.

- Co wynika z doświadczeń pracy Księdza, jakiej pomocy ludzie oczekują? Czy pomagacie wszystkim? Jakie są, zdaniem Księdza, główne źródła patologii w rodzinie?

- Nasza pomoc idzie w dwóch kierunkach, w zależności od potrzeb, które mogą być różne. Nie pomagamy wszystkim, nikt nie jest w stanie pomagać wszystkim, to niemożliwe. Pomagamy tym, którzy się do nas o pomoc zwrócą. Z jednej strony jest to pomoc psychologiczna, duchowa czy prawna, z drugiej - materialna. Osobno podchodzimy do każdego przypadku, unikamy wszelkich szablonów.
Z moich doświadczeń wynika, że problem przemocy w rodzinie, choć realny i ważny, jest nieco wyolbrzymiony, a przy tym często stawiany na głowie. Pokazuje się rodzinę jako źródło patologii i zagrożeń. To oczywiście jest absurd. Jest zupełnie odwrotnie - to rodzina jest najlepszym lekarstwem dla ludzi, panaceum na zachowania patologiczne. Mówił o tym Ojciec Święty. Prawdziwe źródło patologii to otoczenie rodziny, które źle na nią wpływa. Jestem przekonany, że tym, co negatywnie wpływa na rodziny, jest ciągle modny i stosowany relatywizm moralny. Nie liczą się Boże przykazania, a tolerancja jest rozumiana jako przyzwolenie na zło. Wszystko to w efekcie szkodzi ludziom. Pracując z alkoholikami, a wśród nich często była przemoc w rodzinie, zwykle słyszałem: „żyłem, jak chciałem” lub „miałem swój pomysł na życie”. Tak opacznie rozumiana przez nich wolność doprowadziła do totalnego uzależnienia i stoczenia się na dno. Pomagając im, kształtujemy w nich ludzi sumienia. To początek. Żyjąc wyłącznie według swoich przykazań, nie wychodzą z nałogu. Musimy przebudować ich świadomość. To ważne zadanie i nie możemy z nim zostać sami. Widzę potrzebę włączenia w nie mediów, organizacji społecznych i władz wszelkich szczebli. Należy uzdrawiać od źródła, a nie tylko walczyć ze skutkami.

- Pracuje Ksiądz w Centrum Charytatywnym. Na ile ta instytucja pomaga w rozwiązywaniu patologii w rodzinie? Przed kilku laty były tu pokoje dla matek z dziećmi, czy są nadal? W jakich sprawach możecie ludziom pomóc?

- Rzeczywiście zorganizowaliśmy hostel dla samotnych matek i w ten sposób pomagaliśmy tym kobietom, które do nas dotarły. Po pewnym czasie okazało się, że koszty prowadzenia takich działań przerastają nasze możliwości finansowe. Z tym problemem z trudem boryka się 130-tysięczny Gorzów, nie powinien więc dziwić fakt, że nie podołała organizacja społeczna. Otworzyliśmy noclegownię dla mężczyzn, gdyż była taka potrzeba, a umieszczenie jej pod jednym dachem z kobietami i dziećmi nie było możliwe.
Pracując w Centrum, codziennie spotykam się z takimi problemami. Muszę znaleźć czas, żeby człowieka spokojnie wysłuchać, zastanowić się i dobrze go pokierować. Jeżeli jest to problem alkoholowy, to do grupy, klubu AA czy na terapię. Często jest potrzebna doraźna pomoc materialna: żywność, odzież, jakieś sprzęty domowe. Przychodzą do nas pijący mężowie, przychodzą żony z dziećmi, wreszcie przychodzą rodzice pijących dorosłych dzieci, które nie mają gdzie się podziać. Zdarzały się już przypadki, w których z pozytywnym skutkiem prowadziliśmy mediacje zwaśnionych małżonków. Kierujemy ludzi do właściwych urzędów, często są to osoby, które same nie potrafią załatwiać tam swoich spraw. Po pomoc do Centrum zgłasza się do 2 tys. osób i pomagamy im na wiele sposobów. Działając w ramach Centrum Pomocy, możemy liczyć na grupę ok. 40 wolontariuszy, to jest ogromna siła organizacyjna. Wśród ludzi, którzy z nami pracują, są wychowankowie naszych świetlic dla dzieci. To mnie szczególnie cieszy, gdyż w wielu wypadkach udało się uratować dzieci dla społeczeństwa. Pamiętam przypadki dzieci zebranych wprost z ulicy, które dzięki pomocy w świetlicy ukończyły szkoły, pozakładały rodziny i żyją w nich godnie. Sprawdził się nasz model prowadzenia świetlic - otwarty dla wszystkich dzieci, i tych zagrożonych patologią, i tych z bardzo dobrych rodzin. Nie ma lepszych wychowawców dla dzieci niż inne dzieciaki. One najłatwiej przekazują sobie dobre wzorce, trzeba tym tylko dobrze pokierować. Jeszcze raz powtórzę, że zajmujemy się sprawami konkretnej osoby, która zgłosi się do nas ze swoimi problemami. Pilnujemy jej spraw do końca. Jeżeli ją gdzieś kierujemy, to nadal interesujemy się, w jaki sposób jej sprawy zostały załatwione. Moglibyśmy zrobić dużo więcej przy pomocy miasta, ale tu się trzeba dogadać.

- A co z radnymi, może przez Radę Miasta łatwiej będzie dotrzeć do prezydenta?

- Z radnymi jest ten problem, że wielu z nich przypomina sobie o nas zawsze przed wyborami. Wtedy licznie nas odwiedzają. Stale możemy liczyć jedynie na kilka osób, szczególnie na Elżbietę Rafalską. Ona pomaga nam w załatwianiu problemów ludzi, którzy się zgłaszają do Centrum. Myślę, że ważną sprawą jest zorganizowanie się ludzi, którym się nieźle wiedzie. Uaktywnienie dobrych rodzin dla pomocy innym. Przykładem tego, że tak zorganizowana pomoc może być skuteczna, jest sukces akcji „Rodzina - Rodzinie”. Przed nami wiele pracy, nie tylko przed Kościołem, ale i przed rządem, organizacjami społecznymi, samorządami i rodzinami, które będą chciały pomagać innym. Tak jak przy leczeniu alkoholików, należy zacząć od nazywania rzeczy po imieniu.

- Dziękuję za rozmowę.

Centrum Charytatywne im. Jana Pawła II, ul. Słoneczna 63, Gorzów Wlkp., tel. (0-95) 722-54-40.
Otwarte w dni powszednie od 9.00 do 15.00.

Reklama

Oczy Maryi żyją

2014-07-08 13:29

Bernadeta Grabowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 14-15

Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

Graziako/Niedziela

BERNADETA GRABOWSKA: - Czym jest acheiropoietos?

EWA KOWALEWSKA: - Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie - z włókien agawy - niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień...

- Jak doszło do jego powstania?

- 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak - trudno się dziwić - nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów - róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

- Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi...

- Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie...

- Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

- Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem... Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii - Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

- To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe...

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa - „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

- Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia...

- Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą - wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu - Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

- Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

- Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów - niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli... Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

- Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

- Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

- Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin - Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

- Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

- Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes - biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie - trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie - dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka - Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

- O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

- Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych - nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga - jest ono święte i nienaruszalne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Adrian Józef Galbas SAC – biskupem pomocniczym diecezji ełckiej

2019-12-12 12:37

KAI

Ks. Adrian Józef Galbas SAC, prowincjał Księży Pallotynów w Poznaniu został mianowany przez Ojca Świętego Franciszka biskupem pomocniczym diecezji ełckiej. Decyzję Papieża ogłosiła dziś w południe Nuncjatura Apostolska w Polsce.


Ks. Adrian Józef Galbas SAC

Biskup nominat Adrian Józef Galbas ma 51 lat. Jest doktorem teologii duchowości. Studiował też dziennikarstwo. W czasie dotychczasowej posługi pełnił m.in. funkcję prefekta alumnów w Wyższym Seminarium Duchownym Księży Pallotynów w Ołtarzewie. Był też proboszczem parafii pw. św. Wawrzyńca w Poznaniu oraz radcą prowincjalnym. Od 2011 roku pełni funkcję przełożonego prowincjalnego pallotyńskiej Prowincji Zwiastowania Pańskiego z siedzibą w Poznaniu.

Ks. Adrian Józef Galbas SAC, urodził się 26 stycznia 1968 roku w Bytomiu. W 1987 roku został przyjęty do Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego. W latach 1987-1993 studiował w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie. Śluby wieczyste złożył 10 września 1993 roku w Zakopanem, a 7 maja 1994 r. roku w Ołtarzewie został wyświecony na kapłana.

Ks. Adrian Józef Galbas SAC od 1994 do 1995 r. był wikariuszem w parafii św. Michała Archanioła w Łodzi. W latach 1995 – 1998 studiował na KUL-u teologię oraz komunikacje i dziennikarstwo. W latach 1998-2002 pełnił funkcje prefekta w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie., a od 2002 do 2005 był radcą w zarządzie Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu. W latach 2002 – 2003 był też sekretarzem ds. Apostolstwa w Częstochowie. W 2003 roku został proboszczem parafii św. Wawrzyńca w Poznaniu i był nim do 2011 roku. Jednocześnie od 2008 do 2011 roku pełnił także funkcję radcy w zarządzie Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu.

Ks. Adrian Józef Galbas SAC w 2012 roku otrzymał tytuł doktora teologii na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Od 2011 roku jest prowincjałem Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu.

BP KEP

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem