Reklama

Kościół

Piesza pielgrzymka ojców synodalnych do grobu św. Piotra

Piesza pielgrzymka ojców synodalnych do grobu św. Piotra odbyła się dziś na ulicach Rzymu. Sześciokilometrową trasę zakończyła Msza św. w bazylice watykańskiej z udziałem papieża Franciszka.

Do uczestnictwa w pielgrzymce, organizowanej przez Papieską Radę ds. Nowej Ewangelizacji zaproszono około 300 osób: ojców i audytorów synodalnych oraz grupę młodzieży z różnych parafii Rzymu.

Pielgrzymka rozpoczęła się o 8.30 przy ośrodku terapii uzależnień w dzielnicy Monte Mario, prowadzonym przez księży orionistów, i trwała trzy godziny. Jej trasa przebiegała m.in. ostatnim fragmentem średniowiecznego szlaku pątniczego Via Francigena, prowadzącego z Canterbury do Rzymu. Pielgrzymi trzykrotnie zatrzymali się na chwilę wspólnej modlitwy i medytacji. Po drodze odmawiali prywatnie różaniec, odpowiadając w ten sposób na papieską prośbę z 29 września o modlitwę w intencji obrony Kościoła przed diabłem, który chce podzielić Kościół.

Reklama

O 11.30 pątnicy dotarli do bazyliki św. Piotra, gdzie dołączył do nich papież Franciszek. W towarzystwie dwojga młodych ludzi Ojciec Święty poprowadził pielgrzymów do grobu Apostoła. Papież wezwał ich do „ponowienia wyznania wiary w miejscu, gdzie Apostoł Piotr świadectwem swego życia wyznał swoją wiarę w Jezusa umarłego i zmartwychwstałego”.

Po modlitwie rozpoczęła się Msza św. przy ołtarzu Katedry pod przewodnictwem kard. Lorenza Baldisseriego, sekretarza generalnego Synodu Biskupów. Jednym z jej uczestników był papież Franciszek, który siedział obok biskupów - uczestników zgromadzenia synodalnego.

Homilię wygłosił abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji. Przypominając biografię pierwszego papieża, odwołał się do połowu ryb, w czasie którego zmęczony i rozczarowany bezowocnym połowem Piotr jeszcze raz zarzucił sieci na polecenie Jezusa. Powoli zrozumiał, że powinien Mu zaufać, że potrzebuje łaski Bożej. - Ale ledwo zobaczył, że zdanie się na Jezusa przynosi owoce, że połów się powiódł, uświadamia sobie coś więcej o sobie: „Odejdź ode mnie, bo jestem człowiekiem grzesznym”, „Odejdź ode mnie, bo nie jestem godzien”. Ale Jezus ma inny plan: „Piotrze, nie bój się, uczynię cię rybakiem ludzi”. Nadal mi ufaj, bądź przy mnie, nie opuszczaj mnie - mówił abp Fisichella.

Reklama

Zauważył, że Piotr miał wielkoduszny charakter, co jest cechą typową dla ludzi młodych. Zostawia więc wszystko, nie powątpiewa i bezzwłocznie idzie za Jezusem. Jednocześnie stopniowo „musi zrozumieć, że sam się nie zbawia, lecz że zbawia go Jezus, Bóg”. Podczas drugiego powołanie Piotra po zmartwychwstaniu Jezusa, Nauczyciel pyta go trzykrotnie o miłość. Jest to wezwanie do oddania wszystkiego, całego siebie siebie. Lecz Piotr jeszcze tego nie rozumie. Musi upłynąć kolejnych 30 lat, by był zdolny do takiego daru z siebie.

- To jest dar męczeństwa: nikt ci nie odbiera życia, oddaję je sam. Potrwa to 30 lat. Bóg ma do nas cierpliwość, jego czas nie jest naszym czasem, wychodzi nam naprzeciw, kiedy tak postanowi. I musi znaleźć otwarte serce - wskazał przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, dodając, że „wyznanie wiary Piotra powinno stać się także naszym”.

2018-10-25 16:19

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pielgrzymka pokoju

2020-11-10 10:07

Niedziela Ogólnopolska 46/2020, str. 29

[ TEMATY ]

pielgrzymka

Arturo Mari

Podczas spotkania w szpitalu w Nagasaki

Podczas spotkania w szpitalu w Nagasaki

Święty Jan Paweł II chciał być zawsze blisko ludzi cierpiących, dlatego bardzo ważna i wyjątkowa była dla niego pielgrzymka do Japonii w 1981 r.

Szczególne wrażenie wywarły na mnie dwa spotkania Ojca Świętego, mianowicie to w szpitalu Megumi-No-Oka w Nagasaki i w pobliżu pomnika Pokoju w Hiroszimie. Ważne było to, że podczas wizyty w Japonii Jan Paweł II mówił po japońsku, co bardzo ucieszyło wiernych z tego kraju.

Ojciec Święty udał się do Japonii jako pielgrzym pokoju. Był człowiekiem, który pragnął go całym sercem. Sam przecież doświadczył okrucieństw II wojny światowej i dlatego podczas modlitwy na Anioł Pański wołał: „Nigdy więcej wojny”. Jan Paweł II był człowiekiem cierpienia. Doświadczył go już w czasie wojny, kiedy to musiał ciężko pracować, a także uczęszczał do tajnego seminarium. Zawsze powracał do tamtych czasów. Wspominał z miłością wszystkich ludzi, swoich przyjaciół, którzy byli blisko niego w tamtym trudnym okresie. Cierpienia doświadczył też w czasie swojego pontyfikatu. Nie mam na myśli jedynie zamachu na jego życie. Papież był również często nierozumiany przez świat polityki oraz mediów. Musiał pokonywać wiele trudności. Warto podkreślić, że każda, nawet najkrótsza, pielgrzymka, mogła być tą trudną. Jan Paweł II podczas swoich pielgrzymek podejmował trudne sprawy, bronił godności człowieka, rodziny, wstawiał się za biednymi. Rozmowy ze światowymi przywódcami też nie były łatwe. W takich momentach słyszałem słowa papieża: „Boże, dodaj mi siły”.

Podczas pielgrzymki do Japonii Ojciec Święty cały czas myślał o tych, którzy przeżyli wybuch bomby atomowej. W Nagasaki, gdy przemawiał do ofiar tej tragedii, wskazał, że ci biedni ludzie na swoim ciele noszą wciąż ślady zniszczenia, które spadło na nich w tamtym strasznym dniu – „dniu ognia”. Przemawiał również do przedstawicieli rządu japońskiego, prosił o możliwość spotkania się osobiście z ludźmi, którzy przeżyli tamten wybuch. Prośbę tę Jan Paweł II wyraził już na koniec swojej wizyty, gdy wchodził do samochodu. Zawrócił i powiedział: „Poproszę o protokół tego wszystkiego dobrego, co robicie dla mnie. Proszę was, abym mógł zobaczyć się z ludźmi, którzy przeżyli wybuch bomby atomowej”. Zawieźli go więc do tych osób. To musiało być trudne, zobaczyć te wszystkie osoby, ich kondycję i to, jak wyglądali. Ojciec Święty porozmawiał z nimi i dał im do zrozumienia, że ma ich w swoim sercu. Zatrzymał się, żeby dodać im otuchy. Również dla mnie było to duże przeżycie. To były niesamowite momenty, widziałem, jak ci ludzie niejako wrócili do życia. Mogę zaświadczyć, że chwile, które Ojciec Święty poświęcił tym poszkodowanym, były dla nich najważniejsze w życiu. Spotkanie to pokazało całą miłość papieża do człowieka cierpiącego. Nigdy nie pytał on o to, czy ktoś jest katolikiem albo jakiego jest wyznania. Dla niego każdy był ważny. Należy zauważyć, że ta pielgrzymka dla Jana Pawła II była wędrówką po śladach św. Maksymiliana Kolbego. To właśnie wtedy papież spotkał się z niezwykłym świadkiem, bratem Zenonem, który wyjechał z o. Maksymilianem do Japonii, do Nagasaki. Pamiętam, że gdy Jan Paweł II go przytulił, to brat Zenon rozpłakał się i ciągle powtarzał: „Papież, papież”. Dla mnie to też było wzruszające.

Podróże Jana Pawła II czasem były bardzo trudne, ale zawsze czerpał on odwagę i siły z modlitwy.

Tłumaczenie z języka włoskiego: ks. Mariusz Frukacz

Arturo Mari
wybitny fotograf sześciu papieży. Podczas pontyfikatu Jana Pawła II wykonał blisko 6 mln zdjęć.

CZYTAJ DALEJ

KGP: kierowcy nie muszą mieć przy sobie prawa jazdy; obowiązek jego posiadania mają obcokrajowcy

2020-12-04 07:15

[ TEMATY ]

prawo jazdy

Adobe Stock

Od soboty polscy kierowcy nie będą mieli obowiązku posiadania przy sobie prawa jazdy podczas kontroli. Policjant sprawdzi, czy kierowca posiada uprawnienia za pośrednictwem informatycznego systemu centralnej ewidencji kierowców - poinformował komisarz Robert Opas z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. Dodał, że obowiązek posiadania prawa jazdy nadal dotyczyć będzie obcokrajowców.

Jak przekazał komisarz Robert Opas, od soboty wchodzą życie przepisy, które znoszą obowiązek posiadania prawa jazdy. "Policjant podczas kontroli sprawdzi, czy kierowca posiada uprawnienia za pośrednictwem informatycznego systemu centralnej ewidencji kierowców" - powiedział policjant.

Wskazał, że zmiany w przepisach przyniosą przede wszystkim oszczędność czasu i uproszczą procedurę kontroli drogowej. "Prawo jazdy będzie można zostawić w domu i plastikowego dokumentu nie trzeba będzie okazywać funkcjonariuszowi dokonującymi kontroli" - podkreślił.

Zaznaczył, że osoby, które będą próbowały wprowadzić w błąd policjantów podając fałszywe dane lub nie będą chciały ich podać, mogą się spodziewać konsekwencji prawnych. "Takie zachowanie może dać podstawę do zatrzymania przez policjantów i doprowadzenia do najbliższej jednostki policji, w celu ustalenia danych osobowych" - poinformował dodając, że w takiej sytuacji zatrzymanie osoby następuje na podstawie kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia.

"Należy więc pamiętać, że chociaż nie musisz mieć przy sobie dokumentu tożsamości, to masz prawny obowiązek przekazać prawdziwe dane, takie jak imię i nazwisko czy adres zamieszkania" - dodał.

Przekazał również, że z braku posiadania prawa jazdy będą mogli skorzystać jedynie osoby posiadające krajowe prawo jazdy. "Obcokrajowcy wjeżdżający na teren Polski muszą pamiętać, że ich nadal obowiązuje obowiązek posiadania zarówno właściwego prawa jazdy, jak i dowodu rejestracyjnego i potwierdzenia aktualnego ubezpieczenia OC" - tłumaczył.

Zachęcił także wszystkich kierowców do sprawdzenia swoich danych w systemie informatycznym na stronie rządowej https://www.gov.pl/web/gov/sprawdz-uprawnienia-kierowcy. Na stronie powinny znaleźć się takie informacje, jak dane z prawa jazdy lub pozwolenia na kierowanie tramwajem, data ważności dokumentu, czy status dokumentu, np. czy dokument jest zatrzymany.

Jak wcześniej informował resort cyfryzacji, razem ze zmianą przepisów od soboty w aplikacji mObywatel pojawi się mPrawo Jazdy, które zastąpi dokument uprawniający do kierowania pojazdem mechanicznym.

Aplikacja mPojazd jest odzwierciedleniem danych z dowodu rejestracyjnego, polisy OC i karty pojazdu. Z tego rozwiązania - jak wskazał resort - "mogą korzystać właściciele i współwłaściciele pojazdów, więc wszyscy ci, którzy są zarejestrowani w Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEP) jako posiadacze samochodów, motorów, skuterów, itd.".

Dodano, że usługa pokazuje informacje o obowiązkowym ubezpieczeniu OC pojazdu – w tym nazwę ubezpieczenia, serię i numer polisy, okres ubezpieczenia oraz jego wariant. Ponadto - jak czytamy – aplikacja na 30 dni przed terminem wygaśnięcia OC lub przed końcem ważności badania wyświetli komunikat z przypomnieniem. W mPojeździe - jak dodano - są także dane takie jak: marka i model, rok produkcji, numer rejestracyjny, numer VIN, termin badania technicznego. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Kard. Pell: słowa Chrystusa kluczem do życia

2020-12-04 12:08

[ TEMATY ]

kard. Pell

Vatican News

O lekcji, jaką był dla niego 13 miesięczny pobyt w zakładzie karnym oraz znaczeniu wiary w przeżywaniu trudnych doświadczeń związanych z fałszywymi czy bezpodstawnymi oskarżeniami, skazaniem i uwięzieniem - mówi były arcybiskup Syndey oraz były prefekt watykańskiego Sekretariatu ds. Gospodarki, kardynał George Pell w wywiadzie opublikowanym na łamach portalu „National Catholic Register”.

Z australijskim purpuratem rozmawiał Edward Pentin. Dziś 4 grudnia zostanie opublikowana przez Ignatius Press pierwsza część zapisków więziennych kard. Pella, obejmujących okres od 27 lutego 2019 r., kiedy kardynał został aresztowany do 13 lipca 2019 r., na miesiąc przed tym, jak Sąd Najwyższy stanu Wiktoria podtrzymał wcześniej wydany wyrok.

Kardynał Pell oskarżony został w Australii o molestowanie seksualne dwóch chórzystów w zakrystii katedry w Melbourne w 1996 r. Po unieważnionym procesie w 2018 roku, w drugim procesie jednogłośnie został skazany na sześć lat więzienia. Przebywał w więzieniu przez 404 dni, do czasu, gdy Australijski Sąd Najwyższy jednogłośnie uniewinnił go. Wyszedł na wolność 7 kwietnia br.

Edward Pentin: Wasza Eminencja w swoim dzienniku daje żywy obraz swoich przeżyć - fakt, że został fałszywie uznanym za winnego i uwięziony. Ale co pragnie Eminencja osiągnąć publikując ten dziennik?

Kard. Pell: To dobre pytanie. Po pierwsze, mam nadzieję, że pomoże to ludziom nieco lepiej zrozumieć chrześcijaństwo, pomóc chrześcijanom, którzy mogą znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji. To znaczy, było wiele powodów, by go napisać. Są też inne powody, aby dziennik opublikować, czego bym nie uczynił, gdyby nikogo to nie interesowało. Ponadto chcę też, aby nie przytrafiło się to nazbyt szybko ponownie w Australii komuś, kto wywodzi się z bardzo niepopularnej grupy, wyznaje poglądy niepoprawne politycznie i zostaje zmieciony przez falę wrogiej opinii.

EP: Często słyszymy dziś, że jako katolicy wkraczamy w mroczny okres prześladowań na Zachodzie, nawet jeśli obecnie jest to „łagodne” prześladowanie. Czy Wasza Eminencja postrzega tę książkę jako pomoc w radzeniu sobie z tym problemem?

- Zawsze chcę być sentymentalnym optymistą, więc mam nadzieję, że czasy nie są takie złe. Jedną z rzeczy, o których dane mi było nawet wspomnieć w tym dzienniku i które mnie uderzyły, była bardzo duża liczba osób, które do mnie napisały - 4000 listów z wielu części świata - tak to odczuwały. Czuły, że presja narasta.

Powiedziałbym jeszcze tylko, i trochę się nad tym zastanawiałem, że nikt nie chce prześladowań jakiegokolwiek rodzaju, ale przeciwieństwa niekoniecznie są dla Kościoła złe. Napisało bowiem do mnie kilka osób, które oddaliły się od swojej religii, a które stwierdziły, że są tak zbulwersowane sposobem, w jaki zostałem potraktowany, że powróciły do praktykowania chrześcijaństwa.

EP: Eminencja powiedział, że w więzieniu pisał codziennie i że do tego się dyscyplinował. Czy ksiądz kardynał zawsze zamierzał publikować swoje zapisy w dzienniku, czy też głównym celem było zachowanie zdrowia psychicznego?

- Pisałem podobne dzienniki, z których większość nie była publikowana, zwłaszcza kiedy podróżowałem jako przewodniczący Caritas [Australii]. Byłem jej przewodniczącym przez dziewięć lat. Jestem bardzo dumny z tego, że jestem z nią związany. Jeździłem do pewnych dość egzotycznych miejsc, więc pisałem. Zapiski te nigdy nie zostały opublikowane. Wiele rzeczy zostało napisanych w więzieniu, byłem świadomy, że ludzie mogą być nimi zainteresowani. Wielu więźniów pisze z powodów terapeutycznych, i potrafię to zrozumieć.

Chciałbym ponadto zauważyć, że sporo piszę. Napisałem sześć czy siedem dość obszernych książek. Często zdarzało mi się pisać solidną pracę, i musiałem to wykonywać w czasie wolnym. Ale okazało się, że podczas pobytu w więzieniu zadziwiająco łatwo było mi pisać. Obecnie uważam, że ta forma literacka jest dla mnie odpowiedniejsza. Przez 13 lat pisałem cotygodniowy felieton w Daily Telegraph, będącym gazetą o największym nakładzie w Australii, i jest to gatunek dość podobny. Mimo wszystko pisanie przychodzi mi łatwo.

EP: Czy Ksiądz Kardynał wszystko pisał ręcznie?

- Tak, wszystko napisałem odręcznie.

EP: Dziennik jest pełen szczegółów codziennych czynności Waszej Eminencji i osobistych myśli, modlitw, ale czego nauczyło Księdza Kardynała życie w więzieniu jako takie?

- Czego mnie nauczyło? To dobre pytanie. Myślę, że jedną z nich jest to, że zbiór chrześcijańskich prawd wiary działa. Wierzę, że nauczanie Jezusa jest absolutnie prawdziwe, że klucz do życia znajduje się w słowach Chrystusa. Próbowałem, chociaż niedoskonale, podążać za tym nauczaniem. W sumie, udało mi się z tego wyjść całkiem nieźle.

EP: Jakie myśli nurtowały Księdza Kardynała na temat cierpienia i odkupienia przez swoje własne cierpienie? Czy postrzegał Eminencja całą tę udrękę jako szczególny i być może uprzywilejowany sposób udziału w cierpieniu?

- Myślę, że jest mi zbyt dobrze i wygodnie, by uznać ją za uprzywilejowany środek. Byłem świadomy, że jest to szansa, do której powinienem podejść w wierze jako chrześcijanin. Zdaje mi się, że tak uczyniłem.

EP: Czy dało to księdzu Kardynałowi wgląd, głębsze spojrzenie na cierpienie?

- Myślę, że jest to z pewnością prawda. Nie chcę przeceniać trudności mojej sytuacji. To znaczy, to nie było tak, jakbym był w Hiltonie, Dorchesterze czy gdziekolwiek indziej. Zwłaszcza w MAP, w areszcie śledczym w [Melbourne] i w odosobnieniu, gdzie byłem przez osiem czy dziewięć miesięcy, niektórzy z tych ludzi byli - moi współwięźniowie - potwornie, strasznie zniszczeni i udręczeni, wściekli i strasznie, potwornie nieszczęśliwi.

EP: Czy Ksiądz Kardynał mógł nawiązać z nimi kontakt?

- Nie, nie w najmniejszym stopniu. W wielu przypadkach, nawet gdyby nawiązać z nimi kontakt, jeśli idzie o przebywanie z nimi, byłoby bardzo trudno skutecznie im pomóc. To była trudna praca; a strażnicy w tej konkretnej sekcji, byli dobrze prowadzeni i w przytłaczającej większości wykonali dobrą robotę.

EP: Czy niektórzy z więźniów byli dla Eminencji okrutni?

- Jeden w pewnym momencie mnie opluł... to jest chyba opisane w następnym tomie. Słyszałem jednak, że kilka osób w celach, jak pan zobaczy, wykrzykiwali [moje nazwisko], potępiając mnie. Czasami niektórzy mnie bronili. Jeden z więźniów odbywających długoletnią karę powiedział, że po raz pierwszy zdarzyło się, aby niektórzy więźniowie bronili księdza, skazanego za pedofilię.

EP: Uczynił Ksiądz Kardynał ciekawą uwagę, nie wiem czy to jest w książce, że niektórzy dostrzegali niewinność Waszej Eminencji, a system prawny - nie, i że w ich sercach w gruncie rzeczy nadal było obecne prawo naturalne.

- Być może w sposób niedoskonały, ale, tak - to interesujące. Niektórzy z więźniów bardzo zdecydowanie obrali złą stronę, lecz myślę, że nawet oni są świadomi wyboru pomiędzy dobrem a złem.

EP: W pewnym momencie Ksiądz Kardynał mówi: „Wiemy, że Bóg nigdy nie jest dla nas okrutny, bez względu na to, co ma się wydarzyć. Bóg nie jest jak przełożony, który nas porzuca lub odmawia dalszego wspierania naszych najlepszych wysiłków, który zwraca się przeciwko nam. Bóg jest zawsze z nami, zwracając nasze cierpienie ku dobru, łącząc je z cierpieniami i śmiercią Jezusa. Bóg zawsze słucha, zwłaszcza gdy milczy". Czy to właśnie ta mocna wiara w dobrego Boga trzymała Eminencję przy życiu? Że nawet będąc niewinnym, wierzyłeś, że to nie Bóg był dla ciebie okrutny, ale mogło się to wydarzyć z jakiegokolwiek powodu?

- Tak, myślę, że to na pewno jest jego wymiar. Ale dla kogoś, kto wierzy w Chrystusa i Jego obietnicę, że powróci, będzie sąd ostateczny. Angielska mistyczka, Julianna z Norwich wyraziła przekonanie, że ostatecznie wszystko będzie dobrze, że wszystko się zrównoważy. To wielka pociecha.

Kolejną pociechą było to, że był to straszny cios, kiedy zostałem uznany za winnego, gorszy cios, kiedy sąd najwyższy w stanie Wiktoria podtrzymał zarzuty przeciwko mnie – niezwykła decyzja w każdym sensie. Naprawdę na wpół serio rozważałem, że nie będę wnosił kolejnej apelacji. Wtedy pomyślałem, że jeśli sędziowie po prostu zewrą szyki i będą podejmowali głupie i na wskroś błędne decyzje, będzie to kosztowało moich przyjaciół piekielnie dużo pieniędzy, które musieliby zebrać, bym mógł to wykonać i podjąć ten wysiłek. Jeśli to ma być kosztowna farsa, to pewnie lepiej się z tego wycofać.

Dobrzy ludzie namawiali mnie na [wycofanie apelacji], nie tylko szef więzienia. Nie wiem, może nie potrzebowałem zbyt wiele perswazji. Dla chrześcijanina wielką pociechą jest wiara w Boże przebaczenie, ale [również] wiara w to, że naprawdę ważny sąd to ten, który nadejdzie. Twoja reputacja, twój honor i szkoda dla Kościoła - cóż, byłem bardzo wyraźnie świadomy tych wymiarów i to był jeden z powodów, dla których tak się cieszyłem, że zostałem zrehabilitowany.

EP: W swoim dzienniku Ksiądz Kardynał pisze: „Potrzebujemy Boga w przyszłym życiu, aby naprawił te rzeczy” - jest to odniesienie do niesprawiedliwości wymierzonej niewinnym.

- Myślę, że jest to wielki argument na rzecz teizmu, ponieważ nie ma ostatecznej sprawiedliwości dla wielu, bardzo wielu ludzi w życiu doczesnym, chociaż wszyscy są w pewnym stopniu błogosławieni. Wielu jest błogosławionych w sposób, którego można nie doceniać. Ale z tego samego powodu wielu ludzi cierpi. Pomyślcie o wszystkich niewolnikach, o wszystkich ludziach, którzy są źle traktowani, o współczesnym niewolnictwie i na pewno w dawnych czasach. Bóg to zrównoważy w życiu przyszłym.

EP: Czy ta koncepcja Bożej sprawiedliwości trzymała Eminencję przy życiu?

- Tak, to jedna z tych rzeczy, które to sprawiały. Moje katolickie, chrześcijańskie przekonania pomogły mi utrzymać się przy życiu.

EP: W pewnym momencie Ksiądz Kardynał pisze: „Wierzę w Bożą Opatrzność. Nigdy nie wybrałem tej sytuacji i bardzo się starałem, aby jej uniknąć, ale oto jestem i muszę usiłować czynić wolę Bożą".

- Rozmawiałem ostatnio z grupą seminarzystów. Wygłosiłem tylko trzy uwagi, a jedna z nich, pierwsza, była właśnie taka: zaakceptować, że jesteśmy tam, gdzie jesteśmy. Chciałbym być gdzie indziej. Chciałbym, aby to się nie wydarzyło. Chciałbym, aby nie doszło do skandali pedofilskich, chciałbym, aby rozwiązywano je lepiej, ale tak się nie stało. Chciałbym, żeby sytuacja Kościoła była inna, ale tak nie jest. Więc to jest pierwszy krok: Uświadomić sobie, że jesteśmy tam, gdzie jesteśmy.

EP: W innym wpisie jest mowa: „Kolejna niedziela bez Eucharystii”. Jak to Ksiądz Kardynał wynagrodził, nie tylko nie mogąc przyjąć Eucharystii, ale także nie mogąc odprawiać Mszy św.?

- Cóż, wiedziałem, że Bóg wciąż jest ze mną. Wiedziałem, że wciąż mogę do Niego dotrzeć przez modlitwę. Właściwie miałem niezwykle religijne niedzielne poranki. Przez dłuższy czas nie miałem budzika, albo nie działał. Mass at home [transmisja Mszy św. w australijskiej telewizji] jest transmitowana o 6 rano, co jest wielkim smutkiem. Nie wiem, dlaczego nie możemy sobie pozwolić na transmisję Mszy św. dla staruszków i niepełnosprawnych w niedzielę o przyzwoitej porze, ale to już inna sprawa. Więc w mojej celi chciałem wstawać na Mszę. Potem przez pół roku obserwowałem protestanckie nabożeństwo z Australii o nazwie Hillsong, tylko kazanie. Potem oglądałem dwóch bardzo zdolnych ewangelistów w Stanach Zjednoczonych: Josepha Prince’a z Kalifornii i Joel’a Osteen’a z Teksasu.

EP: Czy w jakiś sposób dodawali otuchy?

- Niektórzy z nich na pewno, ale regularnie poddawałem ich teologicznej krytyce.

EP: Tak. To jest w tej książce, prawda?

- Zgadza się. Oglądałem „Pieśni pochwalne” BBC, które bardzo mi się podobały.

EP: Zatem miał Ksiądz Kardynał telewizor?

- Tak, to jedna z tych rzeczy. Wszyscy więźniowie mają odbiornik w celi. Byłem tym nieco zaskoczony. Powiedziałbym, że mój pobyt w izolatce nie był jak 12-miesięczne rekolekcje, bo miałem telewizor, którego bym nie miał [na rekolekcjach].

EP: Eminencja musiał mieć okresy ufności, a może czasami rozpaczy, że może nie zostać zwolniony. Czy te myśli przechodziły Księdzu Kardynałowi przez głowę, że rzeczywiście zakończy swoje dni w więzieniu?

- Och, nie, miałem okres zwolnienia warunkowego wynoszący sześć lat. Nie było na to szans, ale nie sądzę, żebym kiedykolwiek wpadł w rozpacz. Oczywiście są wzloty i upadki. Przez lata prowadziłem dość gorączkowe życie publiczne i nauczyłem się nie popadać zbytnio w melancholię, a na pewno nie stawać się zbyt pobudzonym czy optymistycznym. Zdałem sobie sprawę, że po tym, jak zostałem uznany za winnego, te racjonalne rozważania nie były nieuchronnie decydujące, bo nie ulega wątpliwości, że prawnie było to wielką tajemnicą, iż zostałem skazany. Jeszcze większą tajemnicą było to, że przegrałem w Sądzie Najwyższym stanu Wiktoria [w apelacji].

Prokurator, jak sądzę, był dobrym człowiekiem i nie próbował blefować w sądzie apelacyjnym stanu Wiktoria, a więc jedynym argumentem, jaki miał, było to, że świadek był wiarygodny. Był ogromnie zestresowany. Był maltretowany przez grupy ofiar wychodzące z sądu, które uważały, że nie wykonał dobrej roboty. Mój bardzo jawny przeciwnik powiedział, że sprawa oskarżenia była „cholerną katastrofą”. Niektórzy z moich sprzymierzeńców byli w sądzie, modląc się do Matki Bożej rozwiązującej węzły. Kiedy biedny stary prokurator szczerze się zmagał ze swoją kiepsko udowodnioną sprawą, ktoś powiedział: „To działa. Idzie na dno”.

EP: Tak, pamiętam, że wiele osób uważało wtedy, że przesłuchanie apelacyjne poszło bardzo dobrze, w dużej mierze dzięki pomocy prokuratora.

- Nie sądzę, żeby mógł wiele zrobić. Był ograniczony dowodami.

EP: Co Ksiądz Kardynał sądzi o swoim oskarżycielu teraz i tych wszystkich, którzy nadal są przekonani o jego winie, ponieważ jest jeszcze kilka osób - widziałem na Twitterze i innych miejscach - które plują jadem i nadal uważają, że Eminencja jest winny. Co Ksiądz Kardynał chciałby powiedzieć przede wszystkim, oskarżycielowi?

- Cóż, do oskarżyciela, myślę, że obydwaj powinniśmy odwołać się do prawdy. Jeśli stało się jemu coś strasznego, to uczynił to jemu ktoś inny. Na pewno nie ja.

EP: Czy Ksiądz Kardynał mu wybaczy?

- Och, tak, na pewno. Na pewno. Współczuję mu. Nie kusi mnie, by być nastawionym do niego tak wrogo, jak do niektórych innych. To nie do końca racjonalne, ale wie pan, on nie miał łatwego życia. A tym, którzy nie wierzą, że jestem niewinny, zawsze mówię: spójrzcie na dowody. Nawet wiarygodny świadek nie może być w dwóch miejscach na raz. Sąd stwierdził, a dowody zdecydowanie tego wymagały, że to [rzekome wykorzystanie] musiało mieć miejsce pięć lub sześć minut po Mszy, między pierwszymi pięcioma lub sześcioma minutami po Mszy. Przez większą część tego czasu skarżący, zgodnie z własnym wyjaśnieniem, szedł w procesji. Nie można iść w procesji i być molestowanym.

EP: A co z tymi, którzy doznali wykorzystywania i być może niektórymi z tych, którzy nadal uważają Eminencję za winnego, byli kiedyś wykorzystywani? Co by Ksiądz Kardynał im powiedział?

- Jedyną długotrwałą obroną dla każdego z nas jest prawda. Temu, że ludzie są strasznie okaleczani i krzywdzeni, nie pomaga, jeśli jakiś niewinny człowiek zostaje skazany. To po prostu trwa dalej. Wierzę w sprawiedliwy proces. Wierzę w sprawiedliwość, a przede wszystkim w sprawiedliwość dla skarżących. Myślę, że to całkiem rozsądne, że muszą wykazać, udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że w ich sytuacji doszło do przestępstwa.

Sądzę, że wiele uczyniłem w tej sprawie poprzez Melbourne Response [przełomowe zasady ustanowione wówczas przez arcybiskupa George'a Pella w 1996 r. w celu zadośćuczynienia ofiarom wykorzystywania seksualnego] i poprzez moje wierne wdrożenie w Sydney, przez 13 lat „Towards Healing” [dokumentu opublikowanego w 1996 r. przez australijską konferencję biskupów określającego zasady postępowania w przypadkach wykorzystywania seksualnego]. Popełniliśmy poważny błąd taktyczny, gdy rozpoczęła swoje prace Komisja Królewska. Postanowiliśmy nie zwracać uwagi na to, że przytłaczająca większość wykroczeń ustała od połowy lub początku lat 90-tych.

Melbourne Response i Towards Healing powstały w latach 96 i 97. Spotlight, film o Bostonie, opowiedział o wydarzeniach z roku 2002. Niedawno mój przyjaciel był na spotkaniu i powiedział: "Ile przestępstw pedofilskich miało miejsce w waszych diecezjach w obecnym wieku?" Oficer odpowiedział: "Właściwie, to chyba nie ma żadnych". Ludzie, byli absolutnie zdumieni. Większość Australijczyków byłaby zdumiona. Są skłonni myśleć, że Królewska Komisja ma do czynienia z atakami pedofilii, które miały miejsce w ciągu ostatnich 20 lub 25 lat, ale w przeważającej mierze były to lata 80., wczesne 90. lub 70. Nie ma więc żadnej uczciwości, gdy jesteśmy malowani gorszymi, niż jesteśmy.

Mieliśmy kompleksowy pakiet, który był mocno krytykowany. Kiedy opuściłem Melbourne w 2001 roku, wiele osób powiedziało mi: "Cóż, to jest jedna rzecz, co do której miałeś rację, tworząc Melbourne Response". To było w 2001 roku. I zostało to przyjęte pozytywnie przez policję. Sugestia komisarza policji, że Melbourne Response nie wysłał nikogo na policję, jest całkowicie fałszywa.

EP: Niektórzy twierdzą, że Ksiądz Kardynał przetarł szlak z zasadami przeciwko wykorzystywaniu seksualnemu nieletnich, ogłoszonymi w "Melbourne Response".

- Co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

EP: Wracając do dziennika, czy przypomina sobie Eminencja treść niektórych listów, które otrzymał. Czy są jakieś, które szczególnie się wyróżniają, o których chciałby Ksiądz Kardynał wspomnieć? Które wlewały sporo otuchy?

- Cóż, byłem bardzo podniesiony na duchu, gdy otrzymaniem przesłania wsparcia od Ojca Świętego papieża Franciszka, i od papieża Benedykta. Myślę, że obaj z wielkim szacunkiem podchodzili do właściwego postępowania sądowego, australijskiego systemu sprawiedliwości, ale jasno wyrazili swoje poparcie dla mnie. Kardynał [Pietro] Parolin, również. Czasami dali o sobie znać przyjaciele, o których nie słyszałem od 20, 30, 40 lat, i to było bardzo dobre.

EP: Jeden z listów, o których wspomina Ksiądz Kardynał w książce, pochodzi od kobiety, która twierdziła, że wyczuła obecność zła w ławie przysięgłych na sali sądowej. Eminencja pisze, że tego nie odczuł. Czy mimo to wyczuwał Ksiądz Kardynał toczącą się walkę duchową?

- Tak. Bez wątpienia ta cała sprawa z pedofilią jest kwestią zła. To rak, a Kościół został przez to bardzo osłabiony. Ale myślę, że na wiele sposobów udało nam się wyciąć tego raka. Myślę, że w życiu Kościoła katolickiego zwyciężyły złe siły i bardzo ślepy zapał - trochę jak linczujący tłum - pragnienie kozła ofiarnego. Sporo osób powiedziało to publicznie, w tym jeden z moich bardziej znanych krytyków (powiedział wiele na temat tego, czy jestem winny, czy nie), ale jedną z rzeczy, które stwierdził w grupie, przyjacielowi stojącemu dokładnie obok niego: „Cóż, tak, może nie jest winny, ale Kościół zasługuje na ciosy. Przywódcy Kościoła zasługują na to, by zostać za to ukaranymi". Jak sądzę, stałem się klasycznym kozłem ofiarnym.

EP: Ksiądz Kardynał mówi też o przesłaniu, które zostało wysłane przez wizjonerkę, która nazywa się Christinę Gallagher. Napisała, że Matka Boża powiedziała jej, iż „powodem, dla którego moc ciemności przyćmiła cię fałszywymi oskarżeniami, była praca, którą wykonywałeś, aby naprawić finansowe nadużycia i występki seksualne w Watykanie". Następnie Eminencja pisze, że nie ma żadnego dowodu na takie powiązania, ale nie wykluczył tej możliwości. Ksiądz Kardynał mówi również, że biskup powinien być pełen szacunku dla takich stwierdzeń, ale również głęboko sceptyczny. Czy ostatnie wydarzenia związane z tymi zarzutami utwierdziły Eminencję w przekonaniu, że takie twierdzenia są prawdziwe?

- Nie jestem przekonany, że te stwierdzenia są prawdziwe, ale na pewno jest więcej dowodów sugerujących, że mogą być one prawdziwe teraz niż wtedy, gdy je pisałem, ale ława przysięgłych nadal ich nie ma.

EP: Nadal nie ma prawdziwych dowodów?

- Ja tego nie powiedziałem. Nie ma żadnych rozstrzygających dowodów. Są dowody. Według prasy, jeden z prałatów, który został oskarżony, twierdził, że z Watykanu zostały posłane pieniądze, żeby mi przeszkodzić, ale są to publiczne akta. Może się mylić, albo raport może się mylić.

EP: Będziemy musieli poczekać, aż trybunał watykański pozna to z całą dozą pewności?

- Tak, jest proces, obiecano proces, uczciwy proces, ale sądzę, że są pewne wskazówki, że w Australii nadal trwają dochodzenia. To policja stanu Wiktoria powiedziała, że przestała prowadzić śledztwo. Ciekawe jest to, co nieformalnie domniemano, że pieniądze wysłano. Ale, nie oznacza to, że inne agencje federalne w Australii nie prowadzą jeszcze dochodzenia w tej sprawie, nie jestem pewien, czy prowadzą, czy też nie. Ale nie zdementowano, że dochodzenia nie są prowadzone.

EP: Często Ksiądz Kardynał wspomina w książce o św. Tomaszu Morusie.

- Wspomniałem.

EP: Czy jego wzór i modlitwa o jego wstawiennictwo dały Eminencji też wiele otuchy?

- Cóż, zawsze go podziwiałem i naśladowałem. Podejrzewam, że w tym czasie moje początkowe pokusy, moje początkowe instynkty byłyby bardziej podobne do [biskupa Jana] Fishera niż Morusa, ponieważ Morus był prawnikiem, a Fisher napisał potajemnie do króla hiszpańskiego i kazał mu wypełniać swój obowiązek. Myślę, że to, co miał na myśli każąc mu wypełniać swój obowiązek, to przyjście i oczyszczenie tego miejsca militarnie.

Zaczerpnąłem natomiast pocieszenie w modlitwie włoskiego księdza [ojca Dolindo Ruotolo, neapolitańskiego księdza, który zmarł w 1970 r.], którą przysłało mi kilka osób. Mówi ona: Nie powinieneś nic robić i pozostawić wszystko w rękach Boga. Powinniśmy być po prostu obojętni, ulegli, nie nic nie czynić - podczas gdy czerpałem pocieszenie, ponieważ More używał każdej strategii prawnika, jaką posiadał, by próbować trzymać się z dala od kłopotów, i czułem, że miałem pełne prawo uczynić to samo. Czułem, że jestem do tego zobowiązany zarówno ze względu na imię Kościoła, jak i moje własne.

EP: Podobnie, jak telewizja, Ksiądz Kardynał mógł czytać książki – czy były one do dyspozycji?

- Więzień ma prawo do sześciu książek i sześciu czasopism, które można wymienić.

EP: Zauważyłem, że Eminencja oglądał sport, a kiedy Anglia pokonała Australię w krykieta, powiedział, że zamierza wyjaśnić swojemu angielskiemu przyjacielowi, księdzu, iż „mniejszy był wstyd osadzenia w więzieniu niż wstyd takiej zagłady z rąk 'starego wroga'". To musiało być mocne uderzenie - czy to był najtrudniejszy moment?

- [Śmiejąc się] Nie bardzo, ale podobało mi się, gdy to pisałem. To trochę nonsensowne.

EP: Dziennik czyta się pod wieloma względami, jak rekolekcje duchowe. Ksiądz Kardynał mówił, że trochę tak to było. Czy Eminencja chciałby, żeby ta książka była wykorzystywana podczas rekolekcji?

- Mam nadzieję, że może być pomocna dla ludzi. Jak? To nie ja decyduję, jak to uczynić.

EP: A ile jeszcze jest do zrobienia?

- Jeszcze dwa tomy.

EP: Czy w tych tomach mowa cokolwiek na temat obecnego kryzysu w Kościele, zwłaszcza na temat doktryny, podziałów i presji wymiaru doczesnego na duchowy?

- Do pewnego stopnia. Nie szukałem kłopotów. Kiedy je zobaczysz, możesz wyciągnąć swoje własne wnioski. Czym innym jest posiadanie własnych poglądów, a czym innym rozważenie, na ile użyteczne może być ich opublikowanie.

EP: Mówi też Ksiądz Kardynał o papieżach rezygnujących i potrzebie jasnych ustaleń dla wszystkich przyszłych papieży, którzy zrezygnują. Dlaczego Wasza Eminencja poczuł potrzebę przedstawienia swoich poglądów na ten temat?

- Ponieważ być może wkraczamy w nową erę, w której wielu papieży może złożyć rezygnację.

EP: Mówi Eminencja, że „nie powinniśmy być nierozważni”.

- Wspomniałem o tej idei wielu ludziom, nie za wielu, ale nie trzeba dwóch rąk, aby policzyć tych, którym o tym wspomniałem; i jedną rzeczą, która mnie zaskoczyła, jest to, że w całym spektrum teologicznym istnieje przytłaczające poparcie, niekoniecznie dla tych konkretnych ustaleń, które zostały zaproponowane. Odpowiedź była przemożna, ze względu na pojawiające się i ujawniające podziały doktrynalne jedność Kościoła jest nadal fantastycznym osiągnięciem, a my często bierzemy ją po prostu za pewnik. Prawosławni nie mogli nawet zgromadzić wszystkich swoich hierarchów narodowych na krótką próbę zwołania soboru panprawosławnego.

CZYTAJ DALEJ
NIE PRZEGAP
#NiezbednikAdwentowy

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję