Reklama

Aspekty

Pieśni prosto z polskiego serca

Odśpiewaniem hymnu rozpoczął się 27 października VIII Przegląd Pieśni Patriotycznej w Sulechowie. Tegoroczna edycja przyciągnęła rekordową liczbę wykonawców. Przeglądy co roku odbywają się w sali widowiskowej Sulechowskiego Domu Kultury, a organizuje je Akcja Katolicka. - Pieśń patriotyczna zabrzmi tutaj po raz ósmy, ale w sercach Polaków brzmi przez stulecie – powiedziała Urszula Furtak, prezes ogólnopolskiej AK.

[ TEMATY ]

Akcja Katolicka

przegląd

pieśni patriotyczne

sulechów

Maciej Krawcewicz

Pierwszy na scenie zaprezentował się chór Laudate Dominum z Sulechowa pod dyrekcją Leszka Knoppa

Do udziału w przeglądzie zgłosiło się 32 wykonawców, chórów i zespołów. - Myślimy, że ta frekwencja jest też spowodowana 100. rocznicą odzyskania niepodległości. Cieszymy się, że doczekaliśmy tak pięknego jubileuszu, a jako Akcja Katolicka chcemy przy tej okazji szczególnie podkreślić nasz patriotyzm, właśnie poprzez pieśń – mówią Liliana Kurkowiak z parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Sulechowie i Krystyna Koszylowska z parafii Narodzenia NMP w Nowym Kramsku. Obie panie podkreślają, że zorganizowanie tego wydarzenia zajęło parafialnym oddziałom AK miesiąc. - Bardzo nas cieszy, że z każdym rokiem wymieniają się występujące zespoły i soliści, i że przybywa dzieci i młodzieży. W tym roku występują nawet przedszkolaki. Smuci nas tylko, że sala widowiskowa nie może pomieścić więcej osób – dodają.

2018-10-29 15:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Trwa wymiana dachu sulechowskiej fary

[ TEMATY ]

remont

fara

sulechów

dach

Wiktorai Dmytruk

Przeciekający dach sulechowskiego kościoła nie mógł dłużej czekać. Jednak nie chodzi tylko o zabezpieczenie zabytku. Remont dachu ma także inny wymiar, o czym opowiada ksiądz Andrzej Szkwarek, proboszcz parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Sulechowie.

Wiktoria Dmytruk: - Ostatnio rozmawialiśmy o remoncie dachu, na który zbierano w parafii środki. Teraz zauważyliśmy, że prace ruszyły. Kiedy właściwie się to zaczęło?

Zobacz zdjęcia: Remont dachu fary w Sulechowie

Ksiądz Andrzej Szkwarek: - Przygotowanie do tego „wydarzenia”, bo tak trzeba byłoby to ująć, zaczęły się już w ubiegłym roku. Wtedy były podjęte pierwsze prace naprawcze, jednak nie zdały one egzaminu. Stąd decyzja pani konserwator o remoncie poszycia dachowego naszej świątyni. Nie było to łatwe. Jest to bardzo duże i kosztowne przedsięwzięcia, aczkolwiek była taka potrzeba. Woda zaczęła wlewać się do środka kościoła. Poczyniono pewne zabezpieczenia, jednak to było tylko tymczasowe.

Obecna sytuacja w Polsce i na świecie nie sprzyjała takiej decyzji. Koronawirus sprawił, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy to podjęcie remontu będzie w ogóle realne. To tak, patrząc w wymiarze czysto ludzkim. Trzeba było rozważać, czy może w przyszłym roku, czy za dwa lata. Po dłuższym namyśle, podeszliśmy do tego z zaufaniem, że jeśli to jest sprawa Boża, to ona się ostoi. Prace na dachu rozpoczęły się 5 maja 2020. Trwają, posuwają się i liczę na to, że z Bożą pomocą zostaną zakończone pozytywnie, czy też opatrznościowo – jak kto woli to określić.

Z drugiej strony, jest też ważne przygotowanie duchowe. Ktoś może zapytać: ale co to ma wspólnego z remontem? Bardzo dużo. Zawierzyliśmy to przedsięwzięcie Matce Bożej Fatimskiej. To stało się przed podjęciem decyzji o faktycznym remoncie dachu naszej świątyni. Zaufaliśmy, że Ona patronuje, że nasze modlitwy są pomostem pomiędzy parafią a Jej wstawiennictwem. Dlatego z większym spokojem można było podjąć tę decyzję. Ponadto, patronat modlitewny podjęła nasza parafialna grupa fatimska oraz członkowie Żywego Różańca. Sam prosiłem parafian, aby podjęli się odmówienia w tej intencji jednego „Zdrowaś Mario” dziennie. To nie jest dużo, ale w perspektywie całej parafii – tworzy się szturm modlitewny.

Zdaję sobie sprawę, że intencji w ostatnim czasie w Kościele jest bardzo dużo – chociażby newralgiczna sytuacja spowodowana przez COVID-19. Jednak wiemy, że modlitwa to moc ludzi wierzących, więc decyzja o remoncie dachu była podjęta również w oparciu o wymiar duchowy. Jestem ogromnie wdzięczny, że wiele osób poleca tę sprawę w swoich modlitwach.

- W związku z pracami została zamknięta część terenu przy kościele. Czy przeprowadzany remont wpływa w jakiś sposób na uczestnictwo wiernych w nabożeństwach, co już teraz w pewien sposób ograniczone jest regulacjami związanymi z pandemią?

- Jest wiadomą rzeczą, że musza być wprowadzone pewne zabezpieczenia. Firma, która wygrała przetarg, odpowiada za bezpieczeństwo swoich pracowników, ale też ludzi, którzy przychodzą do kościoła czy też przechodzą obok niego. Nie wpływa to jednak na przebywanie w świątyni, gdyż mamy sporo drzwi wejściowych. Niekoniecznie używamy wejścia głównego, ale są jeszcze pozostałe.

Przy dzisiejszych obostrzeniach związanych z koronawirusem wchodzimy i wychodzimy z kościoła w bezpiecznych odległościach. Po poluzowaniu przepisów, aktualnie może przebywać wewnątrz 85 osób.

- A czy pandemia wpływa na przeprowadzanie remontu?

- Dzięki Bożej Opatrzności i profesjonalizmie ludzi, którzy podjęli się tego zadania, w zasadzie nie było przykrych, nadzwyczajnych sytuacji, które uniemożliwiłyby prace. Nie ukrywam, że trzeba było wiele przemodlić, przemyśleć, ale i przedyskutować z różnymi osobami. Nie mogliśmy dopuścić do sytuacji, w której coś rozpoczynamy i tego nie kończymy. Otrzymałem zapewnienia, po których mogliśmy podjąć się tego wyzwania.

Prędzej czy później i tak musiało to nastąpić, gdyż są kolejne prace, które czekają. Ta wymiana dachu, właściwie, nie była jakiś czas temu w planie. W tym roku mieliśmy odnowić wnętrze świątyni, ale trzeba było to zostawić. Nie można odnawiać wnętrza, kiedy występują zacieki...

- Na kiedy przewidziane jest zakończenie remontu?

- Wszystkie takie prace mają swoje umowy. Jest to zapisane, nie robimy niczego na słowo. Nad całością czuwa pani konserwator, która kontroluje przebieg. Według umowy, prace mają zakończyć się do końca czerwca tego roku. Jest to bliski termin, gdyż zakres prac obejmuje wymianę dużej powierzchni - pokrycie nawy głównej to prawie 700 m2. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem i mamy nadzieję, że zostanie to zrealizowane.

Ktoś może powiedzieć, że nie jest to taka istotna sprawa. To prawda, że obecnie wiele osób boryka się z różnymi trudnościami, chociażby zdrowotnymi… Jednak nie zapominajmy, że takie prace, podjęte w świątyni, to także odpowiedzialność względem społeczności, użytkującej ten kościół. My jesteśmy jego spadkobiercami. My go przecież nie budowaliśmy, ale przez 7 wieków poszczególne pokolenia o dbały o ten kościół. Pamiętajmy, że nasza świątynia ma początki wraz z grodem Sulechowa. Przeobrażenia, które następowały w przeciągu 700 lat to spuścizna, jaką otrzymaliśmy w darze od ludzi wierzących tamtych wieków. Naszą odpowiedzialnością jest przekazanie tego kolejnym pokoleniom.

Jest to także wyznanie wiary – są takie sytuacje, gdy ludzie z innych parafii przychodzą i przynoszą ofiary. Mówią, że w tej świątyni byli chrzczeni, zawierali sakrament małżeństwa. Teraz mieszkają gdzie indziej, ale mają świadomość, że to było istotne na drodze ich życia. To jest nie tylko kwestia wymiany dachu. Dbanie o ten kościół ma o wiele szerszy wymiar, szczególnie duchowy. Ten kościół to nie tylko pomnik historii Sulechowa – to odpowiedź ludzi na wiarę, ich świadectwo wiary, które trwa przez lata.

CZYTAJ DALEJ

W sprawie drugiego ślubu Jacka Kurskiego

2020-07-28 12:29

[ TEMATY ]

komentarz

ślub

opinie

PAP

Niedawno w mediach pojawiła się informacja o ślubie kościelnym Pana Jacka Kurskiego. Chciałbym choć ogólnie odnieść się do niektórych zarzutów, które pojawiły się po tym fakcie, a do napisania tego artykułu skłoniły mnie rozmowy z ludźmi, którzy wyrażali swój niepokój, a także pewne prasowe tytuły, między innymi takie jak: „Być jak Jacek Kurski. Jak unieważnić ślub kościelny”.

Oczywiście z różnych komentarzy możemy się dowiedzieć, jakie ekspresowe tempo przybrał sam proces, a także jakie znajomości i ile pieniędzy trzeba mieć, aby uzyskać stwierdzenie nieważności małżeństwa. Mam świadomość, że nie da się w krótkim tekście opisać całej procedury kanonicznej, ale kilka jej wątków może rozwiać niektóre wątpliwości, które rodzą się także w ludziach wierzących. Moim moralnym obowiązkiem jest trzymanie się faktów, a więc od początku…

Pierwszą sprawą jest terminologia. Świeccy dziennikarze zachowali pewną dozę przyzwoitości, ujmując w cudzysłów sformułowanie „rozwód kościelny”. Ostatecznie czytelnik dowie się, że w Kościele nie ma rozwodów, ale pojęcie „unieważnienia małżeństwa” jest nagminnie nadużywane.

Prawda jest taka, że biskupi nie „unieważniają małżeństwa”, a sam proces dotyczy ewentualnego stwierdzenia nieważności małżeństwa, czyli czy zaistniała ważna umowa małżeńska, czy też na skutek jakiejś przyczyny lub przyczyn małżeństwo od samego początku nie było ważnie zawarte.

Biskup diecezjalny jest oczywiście pierwszym sędzią, ale w praktyce rzadko korzysta z tego przywileju i to kolegium sędziowskie zwane składem czy turnusem, po przeprowadzeniu całego dochodzenia, wydaje decyzję w postaci wyroku.

Sprawy o stwierdzenie nieważności małżeństwa zastrzeżone są dla kolegium składającego się z trzech sędziów (czasami są wyjątki od tej zasady: jeżeli w diecezji lub sąsiednim trybunale nie ma możliwości ustanowienia trybunału kolegialnego może orzekać sędzia jednoosobowy, będący duchownym, który jednak winien sobie dobrać dwóch asesorów; w Rocie Rzymskiej zdarza się, że sądzenie spraw o nieważność małżeństwa powierzone jest kolegium składającemu się z pięciu sędziów). Rozwodów kościelnych więc nie ma, nie istnieje pojęcie „unieważnienia” małżeństwa, ale każdy z małżonków po rozpadzie związku ma prawo do procesu i do zbadania ewentualnej nieważności małżeństwa.

Czas postępowania, czyli ile trwa proces?

Nie wiem na ile fakty mieszały się z plotkami w przekazach medialnych dotyczących Pana Kurskiego, ale w jednej relacji pisano o 2-letnim procesie, w innych o trochę krótszym.

Okraszone było to czasami obraźliwymi komentarzami, ile i komu trzeba zapłacić za przyśpieszenie procesu. Nie wiem czy 2 lata procesu to jest ekspresowe tempo. Jak powinno być i ile powinien trwać proces? Prawodawca kościelny podpowiada, aby „sprawy w trybunale pierwszej instancji nie przeciągały się powyżej roku”, sędziowie i trybunały mają zatem starać się jak najszybciej, ale z zachowaniem sprawiedliwości, zakończyć sprawy. Wiadomo, że wskazany czas to pewien ideał i od obsady personalnej sądu, ilości spraw w konkretnym trybunale, miejsca przebywania stron i świadków zależy, czy da się w tym czasie przeprowadzić cały proces, ale znam sądy kościelne, które spokojnie radzą sobie z przeprowadzeniem instrukcji dowodowej i wydaniem wyroku w przeciągu roku od złożenia skargi powodowej. Zupełnie inny czas postępowania przewidziany jest na przeprowadzenie tzw. procesu skróconego, ale jest to proces rzadki, w którym nieważność małżeństwa wydaje się oczywista. Taka forma procesu zastrzeżona jest dla biskupa diecezjalnego (biskupa stojącego na czele kościoła partykularnego). Rozumiem, że czasami wierni porównują swój czas oczekiwania na wyrok czy dekret, ale proszę pamiętać, że przed wejściem w życiu dokumentu Mitis Iudex Dominus Iesus postępowanie w przypadku decyzji pozytywnej było dwuinstancyjne, a czasami sprawa trafiała do trybunału trzeciego stopnia postępowania, natomiast po reformie papieża Franciszka wyrok stwierdzający po raz pierwszy nieważność małżeństwa może stać się wykonalny (gdy strony i obrońca węzła małżeńskiego rezygnują ze złożenia apelacji) i taki sposób niewątpliwie przyczynił się do skrócenia całej procedury. Nie da się zatem jeden do jednego porównać i przełożyć procesów przed 2015 rokiem i po tym czasie.

Meritum procesu, czyli przyczyna nieważności

Tak naprawdę nie wiemy, jaka była przyczyna nieważności małżeństwa w przypadku Pana Jacka Kurskiego, a także jakie argumenty i okoliczności zostały wskazane i zebrane w instrukcji dowodowej. Fakt jest taki, że kolegium sędziowskie uznało z moralną pewnością, że wspomniane małżeństwo zostało zawarte w sposób nieważny. Nie będę wymieniał przyczyn nieważności małżeństwa, ale dotyczą one zarówno przeszkód do zawarcia małżeństwa, braku przepisanej prawem formy kanonicznej i wreszcie wad zgody małżeńskiej. Przyczyn jest sporo, ale nie oznacza to automatycznie, że dla każdego coś się trafi. Niektórzy, zaskarżając swoje małżeństwo, wskazują w skardze powodowej prawie wszystkie przyczyny wymienione w Kodeksie prawa kanonicznego, ale działa to bardziej według metody „na chybił trafił” i niekoniecznie ma przełożenie na pozytywny wyrok. Adwokaci kościelni, którzy pomagają stronom w redakcji skargi powodowej, wiedzą, że należy „dobrać” jeden lub kilka najbardziej prawdopodobnych tytułów ewentualnej nieważności, odpowiadających historii poznania się stron, kojarzenia się małżeństwa i przebiegu życia małżeńskiego. Czas trwania małżeństwa, posiadanie dzieci, błogosławieństwo papieskie nie mają aż tak wielkiego znaczenia (są to tylko okoliczności, które mogą, ale nie muszą potwierdzać domniemanie o ważności związku małżeńskiego). Należy pamiętać, że generalnie małżeństwo cieszy się przychylnością prawa i uznaje się je za ważne, dopóki nie udowodni się czegoś przeciwnego.

Zamiast zakończenia

Nie ma wątpliwości, że Pan Jacek Kurski jest osobą publiczną i w stosunku do niego łatwiej formułować zarzuty niż do wielu wiernych, którzy uzyskali pozytywny wyrok stwierdzający nieważność małżeństwa. Im nikt nie wypomina, w jakim kościele i z udziałem ilu gości brali ślub kościelny. Wydaje mi się, że nie ma co spekulować czy obligować Kościół do wypowiedzenia się w tej sprawie. Rokrocznie sądy kościelne w Polsce wydają kilka tysięcy decyzji i nie trzeba się tłumaczyć z poszczególnych wyroków. Sędziowie i współpracownicy trybunału są zobligowani do zachowania tajemnicy urzędowej i nie ma podstawy, aby formułować wnioski w stosunku do określonego sądu kościelnego, aby publicznie wypowiadał się o przebiegu tego konkretnego postępowania. Natura spraw o nieważność małżeństwa dotyczy bardzo często delikatnych i intymnych spraw, których nie powinno się ujawniać na forum publicznym.

CZYTAJ DALEJ

Dzisiejsze transmisje z 40. PPW [3 sierpnia 2020]

2020-08-03 22:49

Michalina Stopka

Pomimo ciężkich warunków pogodowych udało się nam transmitować kilka punktów tegorocznej 40. Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej, która dziś wyruszyła z Katedry Wrocławskiej. W "Sztafecie do Maryi" szły dzisiaj grupa 8 - Salwatoriańska oraz 20 - młodzieżowa. Do Trzebnicy dotarła także gr. 14.

2 sierpnia 2020 - konferencja ks. Macieja Szeszki:

Fragment etapu MALIN - WYSOKI KOŚCIÓŁ:

Dojście do Trzebnicy:

Apel wieczorny:

Trasa grupy 14:

Msza św. w Prusicach:

I Etap z pola za Dobrosławicami do Prusic:


GALERIA ZDJĘĆ

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję