Reklama

Izrael/Strefa Gazy: „Droga do pokoju” (reportaż)

2018-11-05 16:48

Łukasz Kasper (KAI) / Sederot

Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported (CC BY-SA 3.0)

Rozwiązanie leży we wzajemnym dialogu i zaufaniu. Trzeba usiąść do rozmów i wysłuchać drugiej strony. To jedyny cywilizowany sposób na porozumienie. A przemoc prowadzi tylko do coraz większej rozpaczy – mówi KAI Tsameret Zamir, izraelska osadniczka z wioski w pobliżu Strefy Gazy, twórczyni projektu „Path to Peace” (Droga do pokoju), próbującego jednać społeczność izraelską i palestyńską tam, gdzie o pojednaniu słychać rzadziej niż o eksplozjach i bombardowaniach. W Netiw ha-Asara gościła grupa dziennikarzy mediów katolickich w Polski.

Z kibucu do moszawu

Moszaw (hebr. wioska, osada) Netiw ha-Asara leży przy Strefie Gazy w północno-zachodniej części pustyni Negew, w otoczeniu kibuców Zikim, Karmijja, Jad Mordechaj i Erez. Osada została założona w 1982 r. przez grupę 70 żydowskich rodzin, które ewakuowano z likwidowanej osady Netiw ha-Asara na półwyspie Synaj. Była to jedna z konsekwencji zawarcia przez Izrael i Egipt Porozumienia Camp David (1978) po tzw. wojnie Jom Kippur (1973).

Netiw ha-Asara to osada licząca niespełna 900 mieszkańców, położona najbliżej muru między Strefą Gazy a terytorium Izraela. Jedynie 5 kilometrów dzieli ją od Beit Lahiya i Beit Hanun, najbliższych osad palestyńskich. Wzdłuż liczącej 60 kilometrów granicy Izrael buduje betonowe ogrodzenie, naszpikowane czujnikami i chronione zarówno przez uzbrojone oddziały, jak i drony oraz patrole lotnicze. Mury są tak naprawdę dwa. Pierwszy wzdłuż całej granicy, a drugi wzniesiony w najwyższych punktach pobliskich osad izraelskich tak, aby chronić konkretne domy.

Reklama

Moszaw tworzy 250 rodzin, z czego 70 zajmuje się rolnictwem, a reszta dojeżdża do pracy w pobliskich miastach. Izraelski rząd zachęca do osadnictwa na tych terenach wieloma ulgami podatkowymi i dofinansowaniem.

Na przełomie października i listopada 2018 r. moszaw Netiw ha-Asara wraca do życia kilka dni po tym, jak na okolicę po raz kolejny spadły pociski wystrzelone ze Strefy Gazy w kierunku Izraela. Lotnictwo izraelskie odpowiedziało nalotami m.in. na główną kwaterę Hamasu. Wcześniej siły izraelskie zastrzeliły pięciu i raniły co najmniej 50 Palestyńczyków podczas cotygodniowych protestów w Strefie Gazy.

Tsameret Zamir, matka czworga dzieci, przyjechała do moszawu wraz z mężem w 1998 r. Wychowała się w jednym z pobliskich kibuców, czyli typowych dla Izraela spółdzielczych gospodarstw rolnych, w których ziemia i środki produkcji oraz dochód są własnością całej wspólnoty.

„To jest mój dom”

Jak określa to miejsce, w którym palące przez 360 dni w roku słońce i częsty brak wody to najmniejszy z problemów? „To jest mój dom. Kocham go. Jedyne czego chcę, to sprawić, by życie moich dzieci tutaj było szczęśliwe. W chwili naszego przyjazdu było to miejsce piękne i spokojne. Nigdy nie sądziłam, że moje życie od tego momentu tak bardzo ulegnie zmianie” – wspomina izraelska osadniczka.

Dwa lata po przyjeździe zaczęły się ataki rakietowe. Pociski spadały na budynki mieszkaniowe i między nimi. - Dowiedzieliśmy się też, że Hamas buduje podziemne tunele [przez które uzbrojeni Palestyńczycy przedostają się ze Strefy Gazy na teren Izraela – KAI]. Kto wie, być może kiedyś odkryję taki tunel w moim ogrodzie i zobaczę wychodzącego z niego terrorystę. To jest traumatyczne doświadczenie. Przez ostatnie siedem miesięcy doświadczaliśmy także protestów ludzi, którzy próbowali przedostać się przez mur dzielący nas od Strefy Gazy. To wszystko dzieje się bardzo blisko mojego domu. Znam tu każdy kawałek ziemi i każde drzewo, które teraz są czarne od spalenizny. To bardzo smutne – mówi Tsameret.

Mieszkańcy moszawu żyją w nieustannym napięciu. W każdym domu znajduje się system alarmowy i schron, do którego muszą trafić wszyscy znajdujący się w pobliżu w ciągu pięciu sekund od chwili, gdy zacznie wyć syrena. W telefonach komórkowych zainstalowano aplikację z systemem wczesnego ostrzegania. Dzieci uczęszczają do szkoły wyłącznie w żółtym, z daleka widocznym autobusie. Dachy domostw, szkoły i przedszkola zostały specjalnie wzmocnione, aby uchronić je przed atakiem pocisków. Mimo tego, osada stara się zapomnieć czasem o konflikcie. Między domami można dostrzec plac zabaw, boisko do gry w piłkę nożną i odkryty basen. Przy dwóch rondach rosną rozłożyste palmy, zza których gdzieniegdzie nie widać betonowego muru.

Tsameret podkreśla, że w obliczu ataków mieszkańcy moszawu czują solidarność ze strony reszty izraelskiego społeczeństwa, rządu i wojska, któremu bezgranicznie ufają i dziękują za opiekę. – Ludzie zapraszają nas do swoich domów, choć przecież nas nie znają. Czujemy, że im na nas zależy. Domy patrolują oddziały złożone z żołnierzy, którzy się tu wychowali – twierdzi.

Enklawa bez perspektyw?

Ale sytuacja na terenach izraelskich to tylko jedna strona medalu. W Strefie Gazy, terytorium nieuznawanym przez żadne państwo na świecie, w stłoczonych warunkach żyje prawie 2 mln ludzi pozbawionych jakichkolwiek perspektyw rozwoju. Brakuje pracy i opieki zdrowia. W ustabilizowaniu życia nie pomaga ani nieprzejednana postawa Izraela, ani faktyczne oddanie władzy nad tymi terenami przez rząd Autonomii Palestyńskiej terrorystom z Hamasu.

Inspirowane przez Hamas protesty mają zwrócić uwagę na los setek tysięcy mieszkańców Strefy Gazy, których rodziny uciekły lub zostały wysiedlone ze swoich domów na terenach zajętych przez Izrael podczas tzw. pierwszej wojny izraelsko-arabskiej, która wybuchła w 1948 roku po proklamacji niepodległości państwa żydowskiego.

Poprzez wzniecanie protestów Hamas stale buduje poparcie dla siebie wśród mieszkańców Strefy Gazy. Według Izraelczyków, Hamasowi bardziej zależy na sianiu zniszczenia na przygranicznych osiedlach żydowskich niż na poprawie losu Palestyńczyków. - Po ostatnich atakach trwa awaria w dostawie prądu. Terroryści wolą niszczyć stacje rozrządowe po naszej stronie niż dostarczać energię swoim mieszkańcom - twierdzi Tsameret. Ale wiadomo, że kilka lat temu również Izrael wstrzymywał dostawy paliwa i prądu do Strefy Gazy. Uzależnienie enklawy od pomocy humanitarnej czyni zrozumiałym to, że w społeczności palestyńskiej narasta frustracja, będąca zarzewiem nieustannego konfliktu. Zdaniem izraelskich władz, tego właśnie chce Hamas.

Tego, w jakim stanie jest sytuacja gospodarcza w całej Autonomii Palestyńskiej, mogą doświadczyć także chrześcijanie. Trasę od Jerozolimy do Jeziora Galilejskiego wyznacza bowiem droga ekspresową nr 90, przecinająca Izrael z północy na południe, od kurortu Ejlat nad Morzem Czerwonym, wzdłuż Równiny Jordanu, aż do granicy z Libanem. W znacznej mierze droga 90 przemierza Zachodni Brzeg Jordanu, czyli historyczne obszary Judei i Samarii. Tereny te przypominają "nieziemską krainę", zdominowaną przez pustynię, skalne garby i wiecznie piekące słońce. Co kilka kilometrów wzdłuż drogi widać tereny użyźnione przez izraelskie władze pod uprawę bananowca i palmy daktylowej - jedyny znak ludzkiej aktywności. W oddali gdzieniegdzie majaczą białe kwadraciki osiedli.

Zdaniem Tsameret Zamir, Hamas wykorzystuje Palestyńczyków w Strefie Gazy do stawiania oporu wobec sił izraelskich. – Oni wykorzystują tych niewinnych ludzi, zdesperowanych i ubogich, bez pracy i pieniędzy. Płacą im kilka szekli i wysyłają pod mur. Ukrywają między nimi snajperów lub wystrzeliwują pociski. Smutne, że to mówię, bo uważam, że większość mieszkańców Strefy Gazy to dobrzy ludzie. Moglibyśmy być wspaniałymi sąsiadami, żyć i pracować obok siebie. Sądzę, że większość ludzi po tamtej stronie myśli tak samo jak ja i chce dla swoich rodzin szczęśliwego życia - uważa kobieta.

- Moim zdaniem, ludzie tam bardzo cierpią. Różnica jest taka, że nas wspiera rząd, dając schronienie i pieniądze, a im nikt nie pomaga. Nie robi tego Hamas, któremu zależy tylko na tym, by pokazać światu, że „okrutni” izraelscy żołnierze zabijają niewinnych młodych Palestyńczyków w pobliżu muru – dodaje izraelska osadniczka.

Ta sytuacja trwa już 18 lat, gdy wybuchła palestyńska intifada, a Hamas i Islamski Dżihad rozpoczęły rakietowy ostrzał przygranicznych terenów należących do Izraela. – Żyjemy w ciągłym strachu. Gdy pociski spadają na nasze domy, a ściany trzęsą się od eksplozji, wtedy naprawdę się boimy. Nigdy nie wiesz, co się stanie. Może dzień przebiegnie spokojnie, a może za parę minut stanie się coś przeciwnego – opowiada Tsameret Zamir.

Droga do pokoju

Czy istnieje jakaś nadzieja na pokój? – Zawsze staram się ją w sobie mieć. I zawsze powtarzam, że rozwiązanie leży we wzajemnym dialogu i zaufaniu. Trzeba usiąść do rozmów, wysłuchać drugiej strony, dowiedzieć się, kto czego potrzebuje. To jest jedyny cywilizowany sposób na porozumienie. Nie jest nim przemoc, bo ona prowadzi tylko do coraz większej rozpaczy – tłumaczy.

Kilka lat temu Tsameret wraz z jedną z córek stworzyły inicjatywę nazwaną Path to Peace (Droga do pokoju). Rozpoczęły produkcję niewielkich kamyków z gliny, ozdabianych następnie kolorowymi wzorami i słowami takimi jak „pokój” czy „nadzieja”. Do moszawu zaczęły przyjeżdżać grupy młodzieży z całego świata, którym rodzina opowiada o codziennym życiu na granicy ze Strefą Gazy.

Dwa lata temu Tsameret wpadła na pomysł, aby szary przygraniczny mur przyozdobić kolorowymi rysunkami, słowem „pokój” w języku angielskim, hebrajskim i arabskim oraz właśnie kamykami, a przez to symbolicznie pokazać, że w izraelsko-palestyńskim konflikcie jest nadzieja na pokój. – Mały kamyczek z własnymi życzeniami wpisanym na odwrocie może przytwierdzić do muru każdy, kto tu przyjedzie. Na całym świecie jesteśmy do siebie podobni. Chcemy żyć w pokoju – dodaje twórczyni projektu „Path to Peace”.

Tagi:
Izrael

Reklama

Izrael: z okazji Bożego Narodzenia ułatwienia dla chrześcijan ze Strefy Gazy

2019-12-10 13:25

tom (KAI) / Jerozolima

Izrael chce ułatwić chrześcijanom ze Strefy Gazy uczestnictwo w uroczystościach z okazji świąt Bożego Narodzenia. Jak poinformowało niemiecką agencję katolicką KNA biuro koordynatora działań rządu izraelskiego na terenach okupowanych (COGAT), chrześcijanie z tego obszaru otrzymają odpowiednie zezwolenia na wyjazd do chrześcijańskich miejsc w Ziemi Świętej.

radiomaryja.pl

Biuro nie podało jednak konkretnej liczby zezwoleń na opuszczenie Strefy Gazy. Ponadto w okresie od 30 grudnia br. do 20 stycznia 2020 r. 600 chrześcijan z Zachodniego Brzegu będzie mogło skorzystać z wyjazdu przez lotnisko Ben Guriona w Tel Awie, co na co dzień nie jest możliwe. Jak zapewnia COGAT działania te mają na celu „promowanie i wdrażanie wolności wyznania i kultu oraz umożliwienie ludności uczestniczenia w uroczystościach związanych z obchodzonymi przez nią świąt". Wydane przez biuro zezwolenia będą jednak ostatecznie zatwierdzane przez siły bezpieczeństwa.

Według informacji COGAT zostanie wydanych 400 zezwoleń na wjazd dla chrześcijan z krajów arabskich, którzy chcą odwiedzić swoje rodziny na Zachodnim Brzegu. Ma być też zwiększona liczba zezwoleń dla osób duchownych z Kościołów chrześcijańskich. Palestyńskie duchowieństwo chrześcijańskie będzie mogło również przekroczyć punkt kontrolny Bezeq w Dolinie Jordanu, aby odwiedzić chrześcijańskie miejsca w Galilei.

Izraelskie władze nie podały żadnych informacji, czy palestyńscy chrześcijanie, podobnie jak w poprzednich latach, będą mogli odwiedzać krewnych w Strefie Gazy i czy chrześcijanie z tego regionu będą mogli podróżować do Jerozolimy Wschodniej i na Zachodni Brzeg. Ostatnio Izrael zaostrzył warunki dla chrześcijan ze Strefy Gazy po tym, jak kilku z nich nie powróciło do miejsc zamieszkania po wygaśnięciu zezwoleń. Jednak pod wpływem ostrej krytyki ze strony zwierzchników Kościołów chrześcijańskich izraelskie władze na Wielkanoc zezwoliły 300 chrześcijanom ze Strefy Gazy na wjazd na Zachodni Brzeg i do Jerozolimy.

Jak poinformował o. Gabriel Romanelli z parafii Świętej Rodziny w Gazie dotychczas nikt z jego 117 wiernych nie ubiega się o pozwolenie na wyjazd do Izraela. Według szacunków Patriarchatu Łacińskiego Jerozolimy całkowita liczba chrześcijan, w tym w większość greckich chrześcijan prawosławnych, spadła do mniej niż 800 osób w liczącej 1,8 mln mieszkańców Strefie Gazy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tymoteusz Szydło złożył prośbę do papieża o przeniesienie do stanu świeckiego

2019-12-11 07:16

dg / Warszawa (KAI)

- Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia - napisał Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przesłanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego z Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

diecezja.bielsko.pl

Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przekazanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego, napisał, że do publikacji czuje się zmuszony przez krzywdzące spekulacje, towarzyszące dopuszczalnej przez prawo kanoniczne zgodzie biskupa bielsko-żywieckiego na to, by udał się na urlop. "W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem" - wyjaśnia T. Szydło.

– W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama – napisał w oświadczeniu.

Przyznaje, że w kontaktach z mediami popełniał błędy, zwłaszcza nie sprzeciwiając się próbom kojarzenia go z konkretną opcją polityczną i dając się uwikłać w wydarzenia sprzyjające takim opiniom.

– Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji - wyjaśnia, prosząc media o uszanowanie prywatności i zaprzestanie publikacji jego temat.

Przeprosił także osoby, które czują się zawiedzione jego decyzją, "zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni".

– Mam nadzieję, że to oświadczenie ostatecznie przetnie wszelkie spekulacje oraz plotki na temat mojego klienta i pozwoli mu dalej normalnie żyć - powiedział w rozmowie z KAI adwokat Maciej Zaborowski, pełnomocnik Tymoteusza Szydło.

Oświadczenie dotyczące prośby o przeniesienie do stanu świeckiego

Wobec narastających spekulacji dotyczących mojego urlopu, na który otrzymałem zgodę od biskupa bielsko-żywieckiego, czuję się zmuszony zabrać głos. Chciałbym przeciąć w ten sposób krzywdzące spekulacje, które poza mną dotykają przede wszystkim moich bliskich a także osoby postronne. W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem.

Biskup bielsko-żywiecki przyjął prośbę o urlop, co jest dopuszczalne w ramach prawa kanonicznego. W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama. Oczywiście dziś zdaję sobie sprawę, że sam także popełniłem szereg błędów w kontaktach z mediami, zwłaszcza tuż po święceniach, kiedy nie oponowałem, gdy próbowano skojarzyć mnie z określoną opcją polityczną. Nigdy nie było to moim celem ani ambicją, jednak zabrakło mi siły woli, by zaprotestować przeciwko publikacjom na mój temat. Co gorsza, dałem się uwikłać w wydarzenia, które mogły zostać błędnie odczytane jako udzielenie poparcia politycznego. Przez następne lata mojej posługi unikałem mediów i protestowałem prywatną drogą przeciw publikacjom na mój temat.

Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji.

Żałuję, że moja historia potoczyła się w ten sposób, ale mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się poukładać życie na nowo. W tym miejscu mogę jedynie prosić media o uszanowanie mojej prywatności i zaprzestanie publikacji na mój temat. Zdaję sobie sprawę, że moja decyzja jest bolesna dla wielu osób, ale nie mogę postąpić inaczej. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem, zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni.

Tymoteusz Szydło

Bielsko-Biała, 10.12.2019

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież na 53 Dzień Pokoju apeluje o dialog, pojednanie i nawrócenie ekologiczne

2019-12-12 12:36

tłum. o. Stanisław Tasiemski OP (KAI) / Watykan

O postrzeganie pokoju jako drogi nadziei, w której nie ma miejsca na strach, ale obejmującej dialog, pojednanie i nawrócenie ekologiczne, zaapelował Ojciec Święty w orędziu na 53 Światowy Dzień Pokoju, obchodzony 1 stycznia 2020 roku. Tradycyjnie już treść tego dokumentu została podpisana w Watykanie 8 grudnia.

POKÓJ JAKO DROGA NADZIEI:

DIALOG, POJEDNANIE I NAWRÓCENIE EKOLOGICZNE

1. Pokój, droga nadziei w obliczu przeciwności i prób

Pokój jest dobrem cennym, przedmiotem naszej nadziei, do którego dąży cała ludzkość. Nadzieja na pokój to postawa ludzka, która zawiera napięcie egzystencjalne, ze względu na które nawet niekiedy uciążliwą teraźniejszość „można przeżywać i akceptować, jeśli ma jakiś cel i jeśli tego celu możemy być pewni, jeśli jest to cel tak wielki, że usprawiedliwia trud drogi” [1]. Dzięki temu nadzieja jest cnotą, która każe nam wyruszyć w drogę, daje nam skrzydła, by iść naprzód, nawet gdy przeszkody wydają się nie do pokonania.

Nasza ludzka wspólnota nosi w pamięci i ciele znaki wojen i konfliktów, które następowały po sobie z coraz większymi możliwościami zniszczenia, a które nie przestają dotykać szczególnie najuboższych i najsłabszych. Nawet całym narodom trudno wyzwolić się z okowów wyzysku i korupcji, podsycających nienawiść i przemoc. Do dziś, wielu mężczyznom i kobietom, dzieciom i osobom starszym odmawia się godności, nietykalności fizycznej, wolności, w tym wolności religijnej, solidarności wspólnotowej, nadziei na przyszłość. Wiele niewinnych ofiar znosi udrękę upokorzenia i wykluczenia, żałoby i niesprawiedliwości, a nawet urazów wynikających z systematycznych zaciekłych prześladowań przeciw swemu ludowi i swoim bliskim.

Straszliwe doświadczenia konfliktów wewnętrznych i międzynarodowych, często pogłębiane przemocą bez jakiejkolwiek litości, odcisnęły piętno na ciele i duszy ludzkości. Każda wojna okazuje się bowiem bratobójstwem, które niszczy sam projekt braterstwa, wpisany w powołanie rodziny ludzkiej.

Wiemy, że wojna często zaczyna się od nietolerancji wobec odmienności drugiego, co wywołuje chęć posiadania i wolę panowania. Rodzi się w sercu człowieka z egoizmu i pychy, z nienawiści prowadzącej do zniszczenia, aby zamknąć drugiego w obrazie negatywnym, żeby go wykluczyć i usunąć. Wojna jest podsycana przez wypaczanie relacji, ambicje hegemoniczne, nadużycia władzy, lęk przed drugim i różnicę postrzeganą jako przeszkodę; i jednocześnie to wszystko podsyca.

Paradoksalne jest, jak zauważyłem podczas ostatniej podróży do Japonii, że „nasz świat żyje przewrotną dychotomią chęci obrony i zapewnienia stabilności i pokoju, opartych na fałszywym bezpieczeństwie wspieranym mentalnością strachu i nieufności, co doprowadza do zatrucia relacji między narodami i uniemożliwienia jakiegokolwiek dialogu. Nie da się pogodzić pokoju między narodami i stabilności z jakimkolwiek usiłowaniem budowania na strachu przed wzajemnym zniszczeniem lub na groźbie całkowitej zagłady. Jest to możliwe jedynie wychodząc z globalnej etyki solidarności i współpracy w służbie przyszłości kształtowanej przez współzależność i współodpowiedzialność całej rodziny ludzkiej dziś i jutro” [2].

Każda sytuacja zagrożenia wywołuje nieufność i skupienie się na swoim statusie. Nieufność i strach zwiększają kruchość relacji i zagrożenie przemocą, w błędnym kole, które nigdy nie może prowadzić do relacji pokojowych. W związku z tym, nawet odstraszanie nuklearne może stworzyć jedynie złudne bezpieczeństwo.

Dlatego nie możemy oczekiwać utrzymania stabilności na świecie poprzez strach przed unicestwieniem, w bardzo niestabilnej równowadze, zawieszonej na skraju otchłani nuklearnej i zamkniętej w murach obojętności, gdzie podejmowane są decyzje społeczno-gospodarcze otwierające drogę do dramatów odrzucenia człowieka i stworzenia, zamiast strzec siebie nawzajem [3]. Jak zatem zbudować drogę pokoju i wzajemnego uznania? Jak przełamać chorobliwą logikę pogróżek i strachu? Jak pokonać dominującą obecnie dynamikę nieufności?

Musimy dążyć do prawdziwego braterstwa opartego na wspólnym pochodzeniu od Boga, braterstwa realizowanego w dialogu i wzajemnym zaufaniu. Pragnienie pokoju jest głęboko zakorzenione w sercu człowieka i nie wolno nam rezygnować, godząc się na coś, co byłoby od niego mniejsze.

2. Pokój, droga słuchania oparta na pamięci, solidarności i braterstwie

Hibakusha, osoby, które przeżyły bombardowania atomowe w Hiroszimie i Nagasaki, należą do tych, którzy dziś podtrzymują płomień zbiorowej świadomości, świadcząc następnym pokoleniom o potworności tego, co wydarzyło się w sierpniu 1945 r. oraz o niewypowiedzianych cierpieniach, jakie po tym nastąpiły aż po dzień dzisiejszy. Ich świadectwo rozbudza i zachowuje w ten sposób pamięć o ofiarach, aby ludzkie sumienie stawało się coraz silniejsze w obliczu wszelkiej woli dominacji i zniszczenia: „nie możemy pozwolić, by obecne i nowe pokolenia utraciły pamięć o tym, co się wydarzyło, tę pamięć, która jest gwarantem i bodźcem do budowania bardziej sprawiedliwej i braterskiej przyszłości” [4].

Podobnie jak oni, wiele osób na całym świecie oferuje przyszłym pokoleniom nieodzowną posługę pamięci, której należy strzec nie tylko po to, aby nie popełniać na nowo tych samych błędów, albo by nie proponowano na nowo złudnych wzorców przeszłości, ale także dlatego, aby jako owoc doświadczenia stanowiła ona korzeń i podpowiadała drogę dla obecnych i przyszłych decyzji pokojowych.

Co więcej, pamięć jest perspektywą nadziei: często w mrokach wojen i konfliktów, pamięć o nawet niewielkim otrzymanym geście solidarności może zainspirować decyzje odważne, a nawet heroiczne, może uruchomić nowe energie i rozpalić nową nadzieję w poszczególnych osobach i wspólnotach.

Otwarcie i wytyczanie drogi pokoju jest wyzwaniem o tyle bardziej złożonym, o ile wchodzące w grę interesy w stosunkach między osobami, wspólnotami i narodami są wielorakie i sprzeczne. Przede wszystkim należy odwoływać się do sumienia moralnego oraz do woli osobistej i politycznej. Pokój czerpiemy bowiem z głębi ludzkiego serca, a wola polityczna zawsze musi być umacniana, aby rozpocząć nowe procesy, które jednają i jednoczą osoby i wspólnoty.

Świat nie potrzebuje pustych słów, ale przekonanych świadków, budowniczych pokoju otwartych na dialog, bez wykluczenia i manipulacji. Nie można bowiem naprawdę osiągnąć pokoju, jeśli nie będzie pełnego przekonania dialogu mężczyzn i kobiet, którzy szukają prawdy pomijając ideologie i różne opinie. Pokój „należy budować bezustannie” [5], jest drogą, którą przebywamy razem, zawsze szukając dobra wspólnego i zobowiązując się do dotrzymywania danego słowa i poszanowania prawa. We wzajemnym słuchaniu mogą też wzrastać poznanie i szacunek dla drugiego, aż po rozpoznanie w nieprzyjacielu twarzy brata.

Proces pokojowy jest zatem zaangażowaniem, które trwa w czasie. Jest to cierpliwe dzieło poszukiwania prawdy i sprawiedliwości, szanujące pamięć ofiar i otwierające krok po kroku wspólną nadzieję, silniejszą niż zemsta. W państwie prawa demokracja może być znaczącym paradygmatem tego procesu, jeżeli opiera się na sprawiedliwości i dążeniu do ochrony praw każdego, zwłaszcza słabych lub zmarginalizowanych, w nieustannym poszukiwaniu prawdy [6]. Chodzi o konstrukcję społeczną i dzieło w toku, w które każdy odpowiedzialnie wnosi swój wkład na wszystkich poziomach społeczności lokalnej, krajowej i ogólnoświatowej.

Jak podkreślał św. Paweł VI, „podwójna tendencja, do równości i do udziału w zarządzaniu zmierza do wytworzenia pewnego typu społeczeństwa demokratycznego [...]. Stąd wynika doniosłość wychowywania do życia społecznego, wychowania, w którym obok pouczenia o prawach należnych każdemu znajdzie się przypomnienie o wzajemnych obowiązkach, które są koniecznym odpowiednikiem praw. Świadomość zaś obowiązków i wykonywanie ich zależą najbardziej od panowania nad sobą, a także od podjęcia odpowiedzialności i uznania granic wolności jednostki czy grupy” [7].

Przeciwnie, rozdźwięk między członkami społeczeństwa, wzrost nierówności społecznych i odmowa użycia narzędzi służących integralnemu rozwojowi człowieka zagrażają dążeniu do dobra wspólnego. Natomiast cierpliwa praca, oparta na sile słowa i prawdy, może rozbudzić w osobach zdolność do współczucia i twórczej solidarności.

W naszym chrześcijańskim doświadczeniu nieustannie upamiętniamy Chrystusa, który oddał swoje życie dla naszego pojednania (por. Rz 5, 6-11). Kościół w pełni uczestniczy w dążeniu do sprawiedliwego ładu, nieustannie służąc dobru wspólnemu i pielęgnując nadzieję pokoju, poprzez przekaz wartości chrześcijańskich, nauczanie moralne oraz dzieła społeczne i wychowawcze.

3. Pokój, droga pojednania w braterskiej komunii

Biblia, zwłaszcza poprzez słowo proroków, nawołuje sumienia i ludy do przymierza Boga z ludzkością. Chodzi o porzucenie chęci panowania nad innymi i nauczenie się patrzenia na siebie nawzajem jako na osoby, jako na dzieci Boże, jako na braci. Drugi nigdy nie powinien być spychany do tego, co mógł powiedzieć lub uczynić, ale powinien być widziany przez pryzmat obietnicy, którą w sobie niesie. Tylko wybierając drogę szacunku można przełamać spiralę zemsty i wejść na drogę nadziei.

Prowadzi nas fragment Ewangelii przytaczający następującą rozmowę między Piotrem a Jezusem: „«Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?». Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy»”(Mt 18, 21-22). Ta droga pojednania wzywa nas do odnalezienia w głębi naszych serc siły przebaczenia i umiejętności uznania siebie za braci i siostry. Uczenie się życia w przebaczeniu zwiększa naszą zdolność do stawania się kobietami i mężczyznami pokoju.

To, co jest prawdą o pokoju w sferze społecznej, jest również prawdziwe w sferze politycznej i gospodarczej, ponieważ kwestia pokoju przenika wszystkie wymiary życia wspólnotowego: nigdy nie będzie prawdziwego pokoju, dopóki nie będziemy zdolni do zbudowania bardziej sprawiedliwego systemu gospodarczego. Jak dziesięć lat temu napisał Benedykt XVI w encyklice Caritas in veritate: „Przezwyciężenie niedorozwoju wymaga interwencji nie tylko w zakresie polepszenia transakcji opierających się na wymianie, nie tylko tworzenia struktur opiekuńczych natury publicznej, ale przede wszystkim stopniowego otwarcia, w kontekście światowym, na formy działalności ekonomicznej charakteryzujące się elementami darmowości i komunii” (n. 39).

4. Pokój, droga nawrócenia ekologicznego

„Jeśli złe zrozumienie naszych zasad prowadziło nas czasami do usprawiedliwiania nadużyć w traktowaniu natury lub despotycznego panowania człowieka nad stworzeniem czy też wojen, niesprawiedliwości i przemocy, to jako ludzie wierzący możemy uznać, że w ten sposób byliśmy niewierni względem skarbu mądrości, którego powinniśmy strzec”[8].

W obliczu następstw naszej wrogości wobec innych, braku szacunku dla wspólnego domu i rabunkowej eksploatacji zasobów naturalnych – postrzeganych jako użyteczne narzędzia wyłącznie dla doraźnego zysku, bez poszanowania wspólnot lokalnych, dobra wspólnego i dobra przyrody – potrzebujemy nawrócenia ekologicznego.

Niedawny Synod na temat Amazonii pobudza nas do skierowania w nowy sposób apelu o pokojową relację między wspólnotami a ziemią, między teraźniejszością a pamięcią, między doświadczeniami a nadziejami.

Ta droga pojednania jest także słuchaniem i kontemplacją świata, który został nam dany przez Boga, abyśmy go uczynili naszym wspólnym domem. Istotnie, zasoby naturalne, liczne formy życia i sama Ziemia zostały nam powierzone, abyśmy je „uprawiali i strzegli” (por. Rdz 2, 15), także dla przyszłych pokoleń, z odpowiedzialnym i aktywnym udziałem każdego. Ponadto potrzebujemy przemiany przekonań i spojrzeń, która otworzyłaby nas bardziej na spotkanie z drugim człowiekiem i na przyjęcie daru stworzenia, które odzwierciedla piękno i mądrość Stwórcy.

Stąd wypływają zwłaszcza głębokie motywacje i nowy sposób zamieszkiwania we wspólnym domu, bycia obecnymi jedni dla drugich ze swoimi różnorodnościami, celebrowania i szanowania życia otrzymanego i dzielonego z innymi, zatroszczenia się o warunki i modele społeczeństwa, które sprzyjałyby rozkwitaniu i trwałości życia w przyszłości, rozwijania dobra wspólnego całej rodziny ludzkiej.

Nawrócenie ekologiczne, o które apelujemy, prowadzi nas zatem do nowego spojrzenia na życie, biorąc pod uwagę szczodrość Stwórcy, który dał nam Ziemię i który wzywa nas do radosnej wstrzemięźliwości dzielenia się. Takie nawrócenie należy rozumieć w sposób integralny, jako przekształcenie relacji utrzymywanych z naszymi siostrami i braćmi, z innymi istotami żywymi, ze stworzeniem w jego niezwykle bogatej różnorodności, ze Stwórcą, który jest źródłem wszelkiego życia. Dla chrześcijanina wymaga to „rozwijania wszystkich konsekwencji swego spotkania z Jezusem w relacjach z otaczającym go światem” [10].

5. Tyle się zyskuje, ile się spodziewa[10]

Droga pojednania wymaga cierpliwości i zaufania. Nie można osiągnąć pokoju, jeśli się go nie spodziewamy.

Chodzi przede wszystkim o wiarę w możliwość pokoju, wiarę w to, że druga osoba ma – tak samo, jak my – potrzebę pokoju. Może nas w tym inspirować miłość Boga do każdego z nas, miłość wyzwalająca, miłość nieograniczona, darmowa, niestrudzona.

Często źródłem konfliktu jest strach. Dlatego ważne jest, aby wyjść poza nasze ludzkie obawy, uznając siebie za potrzebujące dzieci, w obliczu Tego, który nas miłuje i na nas czeka, jak Ojciec na syna marnotrawnego (por. Łk 15, 11–24). Kultura spotkania między braćmi i siostrami zrywa z kulturą pogróżek. Sprawia, że każde spotkanie staje się szansą i darem szczodrej miłości Boga. Prowadzi nas do przekroczenia granic naszych ograniczonych horyzontów, aby zawsze zmierzać do życia w powszechnym braterstwie, jako dzieci jednego Ojca Niebieskiego.

Dla uczniów Chrystusa droga ta jest także wspierana sakramentem Pojednania, danym przez Pana na odpuszczenie grzechów osób ochrzczonych. Ten sakrament Kościoła, który odnawia osoby i wspólnoty, wzywa nas, byśmy patrzyli na Jezusa, który pojednał „wszystko z sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża” (Kol 1, 20); i prosi nas, byśmy zrezygnowali z wszelkiej przemocy w naszych myślach, słowach i czynach, zarówno wobec bliźniego, jak i wobec stworzenia.

Łaska Boga Ojca daje się jako miłość bez warunków. Otrzymawszy Jego przebaczenie w Chrystusie, możemy wyruszyć w drogę, aby je ofiarować mężczyznom i kobietom naszych czasów. Dzień po dniu Duch Święty podpowiada nam postawy i słowa, abyśmy stali się budowniczymi sprawiedliwości i pokoju.

Niech Bóg pokoju nas błogosławi i przyjdzie nam z pomocą.

Niech Maryja, Matka Księcia Pokoju i Matka wszystkich ludów ziemi towarzyszy nam i wspiera nas na drodze pojednania, krok po kroku.

I oby każda osoba, przychodząc na ten świat, mogła zaznać życia w pokoju i w pełni rozwinąć obietnicę miłości i życia, jaką w sobie nosi.

Watykan, 8 grudnia 2019 r. Franciszek

PRZYPISY:

1. BENEDYKT XVI, Enc. Spe salvi (30 listopada 2007), 1.

2. Przemówienie o broni nuklearnej, Nagasaki, „Atomic Bomb Hypocenter”, 24 listopada 2019.

3. Por. Homilia na Lampedusie, 8 lipca 2013.

4. Przemówienie na temat pokoju, Hiroszima, Pomnik Pokoju, 24 listopada 2019.

5. SOBÓR WATYKAŃSKI II, Konst. duszp. Gaudium et spes, 78.

6. Por. BENEDYKT XVI, Discorso ai dirigenti delle Associazioni Cristiane Lavoratori Italiani, 27 stycznia 2006.

7. List apost. Octogesima adveniens (14 maja 1971), 24.

8. Enc. Laudato si’ (24 maja 2015), 200.

9. Tamże, 217

10. Por. ŚW. JAN OD KRZYŻA, Noc ciemna, II, 21, 8.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem