Reklama

W Sejmie o bohaterskim duchowieństwie

2018-11-22 14:32

Archiwum RT
Robert Telus

Z posłem Robertem Telusem, przewodniczącym Parlamentarnego Zespołu Członków i Sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, rozmawia Andrzej Tarwid

Andrzej Tarwid: - Już w najbliższą sobotę w Sejmie odbędzie się - współorganizowana przez zespół na czele, którego Pan stoi - konferencja „Duchowieństwo w walce o wolność i suwerenność Polski w XX wieku”. Jakie są cele tego spotkania i na jakich zagadnieniach zamierzacie się skupić?

Robert Telus: - Obchodzimy w tym roku 100. lecie odzyskania niepodległości. W związku z tym jubileuszem w całym kraju odbyło się bardzo dużo uroczystości, konferencji i seminariów. Jednak zgodnym zdaniem członków naszego zespołu za mało mówiliśmy o roli duchowieństwa w odzyskaniu niepodległości. A jeszcze mniej było spotkań poświęconych znaczeniu Kościoła Katolickiego na przestrzeni całego XX wieku. Właśnie dlatego postanowiliśmy zorganizować konferencję, która w sposób szerszy przedstawi dorobek Kościoła oraz postawę kapłanów na wirażach naszej najnowszej historii.

- Tylko tych najważniejszych wirażów było kilka, jak zamierzacie to zaprezentować?

- Udało nam się zaprosić znakomitych prelegentów. I to oni opowiedzą o kolejnych ważnych, ale i tragicznych okresach w naszych dziejach.

Reklama

- Kogo więc będzie można usłyszeć 24 listopada w Sali Kolumnowej Sejmu RP?

- W tematykę konferencji wprowadzą nas dwaj wybitni kapłani oraz naukowcy - biskup dr hab. Piotr Turzyński z diecezji radomskiej oraz ks. dr Piotr Kulbacki, który jest przewodniczący Instytutu im. ks. Franciszka Blachnickiego z Krościenka nad Dunajcem.

Następnie wykład wygłosi dr hab. Martyna Deszczyńska, która niedawno razem z prof. Andrzejem Nowakiem wydała książkę pt. „Kościół na straży polskiej niepodległości” (recenzję tej książki zamieściliśmy w 45. numerze Tygodnika „Niedziela” - przyp. at). Pani Deszczyńska opowie, jak była rola Kościoła w utrzymaniu narodowości polskiej na przełomie XIX i XX wieku. Drugim prelegentem będzie prof. Mieczysław Ryba z KUL. Temat jego wystąpienia to „Kościół Katolicki w procesie budowania II Rzeczpospolitej”.

- II RP trwała raptem 21 lat. A w 1939 roku zaczęła się najtragiczniejsza w dziejach świata wojna…

- ...która dla naszej Ojczyzny oznaczała dwie okupację niemiecką i sowiecką. O tym, jaką rolę w tych nieludzkich czasach odegrał Kościół opowie znany m.in. z łam „Niedzieli” historyk i senator RP, prof. Jan Żaryn. Ostatnim prelegentem będzie natomiast dr Robert Derewenda. Jest on pracownikiem naukowym KUL, ale jest również związany z Ruchem Światło-Życie. Dr Derewenda przedstawi dzieje Kościoła w latach 1944-89.

- XX wiek podzieliliście Państwo na cztery okresy. Który z nich najbardziej interesuje Pana?

- Trudny wybór. Natomiast z czysto osobistej perspektywy szczególnie ciekawi mnie okres powojenny. Pewne wątki wykładu dr Derewendy będą dla mnie szansą na konfrontację własnej pamięci z tym, co udało się ustalić zawodowym historykom. Natomiast patrząc na wykłady od strony mniej osobistej a bardziej poznawczej, to bardzo liczę na to, że dowiem się dużo więcej o roli Kościoła w czasie odzyskiwania niepodległości.

- Jest Pan przewodniczącym Parlamentarnego Zespołu Członków i Sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich. Jakie działania podejmujecie w jego ramach?

- Zacznę od historii. Zespół ten powstał w tamtej kadencji. Był to wynik prywatnych rozmów między parlamentarzystami w trakcie których okazało się, że wielu spośród nas było lub nadal formuje się w różnych wspólnotach katolickich. Postanowiliśmy więc, że powołamy zespół. W poprzedniej kadencji zapisało się do niego ok. 50 parlamentarzystów, a w tej jest nas ponad 50. Nasze główne cel to dalsze pogłębianie swojej formacji duchowej, propagowanie wartości chrześcijańskich oraz praca nad ustawami, które nas jako katolików najmocniej dotyczą.

- Zacznijmy od formacji. Ludzie dzisiaj narzekają na brak czasu, a dziennikarze wiedzą, że najczęściej narzekają na to politycy.

- To prawda, że z wygospodarowaniem wolnego czasu jest ciężko. Ale ja zawsze powtarzam, że są są sprawy ważne i najważniejsze. A te dotyczące wiary są fundamentalne, bo one m.in. kształtują nasz kręgosłup moralny. Dlatego mimo obowiązków co roku wyjeżdżam razem z żoną na kilkunastodniowe rekolekcje z Domowym Kościołem, który jest gałęzią Ruchu Światło-Życie.

- Pan mówi o kręgosłupie moralnym, tymczasem coraz więcej osób uważa, że polityka i etyka nie mają ze sobą nic wspólnego.

- Dlatego zawsze przypominam, że musimy przywrócić wartość słowu „polityka”. A zgodnie z klasyczną definicją polityka jest to roztropna służba dla dobra wspólnego.

- Ma Pan pomysł, jak ten cel służby osiągnąć w praktyce?

- Nie można zapominać, że polityka jest taka, jacy są w niej ludzie. Jeśli będą ludzie, którzy kierują się wartościami, to jestem przekonany, że nie będzie mówiło się, iż polityka jest brudna, zła, itd.

- Przejdźmy w takim razie do kolejnych zadań podejmowanych przez Zespół Członków i Sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich. Co konkretnie robicie?

- Co roku organizujemy konferencje skierowane na tematy etyczne. W sumie zorganizowaliśmy ich ponad 10. Ich przewodnimi tematami była np. rola chrześcijan w życiu publicznym czy też odpowiedź na pytanie, jak katolik ma się postępować w polityce w świetle nauczania św. Jana Pawła II?

- Takie konferencje to także w dużej mierze element formacji. Ale jak to się przełożyło na Państwa prace w Parlamencie?

- W tamtej kadencji to właśnie członkowie zespołu napisali projekt ustawy o zakazie handlu w niedziele i święta. Niestety, nie udało nam się go wówczas przeforsować. Ale kiedy w tej kadencji pojawił się projekt obywatelski ograniczający handel, to członkowie naszego zespołu byli najbardziej zaangażowani w jego jak najszybsze procedowanie i przyjęcie. Inną ważną inicjatywą podjętą przez nas w tej kadencji jest skierowanie wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z ustawą zasadniczą przepisu dopuszczającego tzw. aborcję eugeniczną. Bardzo czekamy na ten wyrok, bo naszym zdaniem obecne prawo jest niezgodne z Konstytucją RP.

- Na koniec wróćmy do sobotniej konferencji. Kto weźmie w niej udział?

- Rozmawiamy w dniu (22 listopada – przyp. at), w którym kończy się proces akredytacyjny. Pełnych informacji jeszcze więc nie mam. Ale z tego, co wiem, swoje przybycie potwierdziło już ponad 250 osób. Największe będą grupy młodzieży oraz członków Ruchu Światło-Życie, z którym współorganizujemy sobotnią konferencję.

Zaproszenia wysłaliśmy do wszystkich diecezji, zapewne więc każda z nich będzie miała swojego reprezentanta na naszym spotkaniu. I każdy z tych reprezentantów zawiezie do siebie stanowisko, jakie przyjmiemy na koniec naszego spotkania. A dokument ten będzie pokazywał prawdę o niezwykle ważnej roli duchowieństwa w życiu naszego Narodu.

Tagi:
sejm duchowieństwo

Reklama

Spadek powołań kapłańskich, a religijność młodego pokolenia

2019-11-05 14:20

Łukasz Kasper / Warszawa (KAI)

W ciągu ostatniej dekady liczba seminarzystów spadła w Polsce z 5,5 tys. do niespełna 3 tysięcy, a w skali dwudziestolecia ten spadek jest nawet większy, bo 60-procentowy. Warto te dane porównać z systematycznym spadkiem religijności młodego pokolenia od lat 90. do dziś oraz deklaracją celów życiowych Anno Domini 2019.

Bożena Sztajner/Niedziela

Statystyki powołaniowe

Od roku 2004, kiedy seminaria diecezjalne i zakonne liczyły łącznie 7465 alumnów, ich liczba z roku na rok spada. Statystyki przedstawiane corocznie przez Krajowe Duszpasterstwo Powołań nie pozostawiają w tym względzie wątpliwości. Szczególnie uwidoczniły to lata 2006 i 2007, w których z każdym rokiem w seminariach ubywało w całym kraju niemal po 500 alumnów.

W 2008 r. w diecezjalnych i zakonnych seminariach duchownych kształciło się łącznie 5583 kandydatów do kapłaństwa, w tym na I roku - 953. Rok wcześniej było ich odpowiednio 6025 (ogółem) i 1078 (I rok).

Rok 2012 przyniósł dalszy spadek liczby seminarzystów. Na uczelniach diecezjalnych i zakonnych było ich wtedy łącznie 4262 na wszystkich rocznikach, w tym na I roku 828.

Kolejne lata nie spowodowały zahamowania trendu spadkowego w statystyce powołań. W 2017 r. po inauguracji, czyli w październiku, alumnów na I roku było ok. 600, a wszystkich ok. 3030.

W roku akademickim 2016/2017 było 3400 seminarzystów diecezjalnych i zakonnych.

W 2015 r. do seminariów duchownych zgłosiło się 725 nowych kandydatów, choć i wówczas (wrzesień) dane te były z pewnością niepełne, gdyż nabór trwał nawet do przełomu września i października. Analogicznie, ogółem na wszystkich rocznikach studia rozpoczęło wtedy formację ok. 3600 kleryków, podczas gdy rok wcześniej (2014 r.) było ich 3850, w tym 804 na I roku.

W 2018 r. na I roku formację kapłańską rozpoczęło 620 alumnów diecezjalnych i zakonnych, a łącznie studiowało ich wtedy 3015 - informowała KAI Konferencja Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych w Polsce.

W 2019 r. do polskich seminariów wstąpiło 498 kandydatów do kapłaństwa, czyli o 122 mniej niż rok wcześniej. W sumie, na wszystkich latach kształcenia bieżący rok akademicki rozpoczęło 2853 alumnów.

Zdaniem, ks. Wojciecha Wójtowicza, przewodniczącego Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych, zanim z kolejnego spadku zacznie się wyciągać wnioski odnoszące się do szeroko pojętego kryzysu wiary czy religijności, albo też do sfery motywacyjnej kandydatów, trzeba uwzględnić czynniki demograficzne.

Ks. Wójtowicz przypomina, że dwadzieścia lat temu, tj. w 1999 r. w polskich seminariach formowało się blisko 6800 kandydatów do kapłaństwa. Większość z nich urodziła się w drugiej połowie lat 70., a więc wtedy, gdy w Polsce na świat przychodziło rocznie około 660–690 tys. dzieci.

Kapłan przyznał w komentarzu dla KAI, że najnowsze statystyki powołaniowe oznaczają około 60-procentowy spadek w ciągu dwóch minionych dekad. „Spoglądając jednak na statystykę urodzin w drugiej połowie lat 90., gdy na świat przyszła większość dzisiejszych seminarzystów, zauważamy, że w kraju rodziło się wtedy 420-380 tys. dzieci rocznie. Gdy idzie o potencjalnych kandydatów do formacji, wkraczamy więc właśnie w lata najgłębszego dołka demograficznego – zaznacza duchowny. "Choćby z tego tytułu może być niestety jeszcze trudniej” – dodaje.

Jednocześnie rektor seminarium w Koszalinie nie wyklucza także innych przyczyn spadku powołań. „Wydaje się, że jest on także prostą konsekwencją osłabienia wiary wśród samej młodzieży. Inny aspekt dotyczy kontekstów społecznych, w których ta młodzież funkcjonuje. Coraz częściej młody człowiek rozważający możliwość wstąpienia na drogę powołania spotyka się z formami negacji ze strony tych, od których miałby prawo oczekiwać wsparcia” – wskazuje ks. Wójtowicz.

Statystyki wskazujące na spadkowy trend powołań do kapłaństwa warto zatem porównać z danymi o spadającej religijności młodzieży w kontekście postaw dotyczących wiary innych grup wiekowych.

Wiara młodych

Z badań przeprowadzonych w ub. roku pod kierownictwem prof. Mirosławy Grabowskiej, dyrektor CBOS wśród młodzieży u progu wejścia w dorosłość (projekt "Młodzież", 80 dziennych szkół ponadgimnazjalnych różnego typu - liceów, techników i zasadniczych szkół zawodowych, próba 1609 uczniów), wynika, że zaledwie w ciągu ostatnich 10 lat nastąpił spadek deklaracji wiary u młodzieży o prawie 20 punktów procentowych.

O ile wiara w starszym pokoleniu pozostaje w ostatnich dziesięcioleciach na podobnym poziomie, wśród młodzieży zaczęła ona szybko spadać. Jest to zjawisko nowe, którego wcześniej w Polce nie było. Można je nazwać przerwaniem, czy raczej poważnym zaburzeniem, międzypokoleniowego przekazu wiary.

Można spojrzeć na to zjawisko w dłuższym okresie. W 1996 r. za wierzących uważało się 74 proc. młodych, w 2008 podobnie - 73 proc. W 2013 nastąpił spadek o 8 pkt. procentowych (do 65 proc.), a w 2018 o kolejne 10 punktów (do 55 proc.). Rośnie też szybko grupa młodych niewierzących - z 5 proc. w 1996 r. do 10 proc. w roku 2013, 13 proc. w 2016 i 17 proc. w 2018 r.

Na uwagę zasługuje fakt, że w ciągu ponad 20 lat wzrosła też liczba tzw. osób niezdecydowanych co do deklaracji wiary (1996 – 14%, 2013 – 18%, 2018 – 21%).

Uczniowie, którzy uważają się za osoby wierzące, w zdecydowanej większości deklarują jednocześnie, że wierzą w osobowego Boga. Z kolei ci, którzy określają się jako niewierzący, w większości wybierają stanowisko odpowiadające ateizmowi.

Interesujące może być bliższe przyjrzenie się tym młodym ludziom, którzy określają się jako niezdecydowani w kwestiach religijnych. Okazuje się, że w większości wahają się co do istnienia Boga lub skłaniają się ku agnostycyzmowi. Znacząca część z nich wierzy także "w pewnego rodzaju siłę wyższą" lub twierdzi, że wierzy w Boga, chociaż ma chwile zwątpienia w Jego realność. Jest to więc szeroka kategoria, obejmująca wiele możliwych postaw religijnych.

W świetle danych ISKK i GUS (2015 r.) niewierzących wśród ogółu społeczeństwa mamy 2,6 proc., a wśród młodych 17 proc. (więcej o niemal 15 pkt. procentowych).

Także według projektu CBOS "Młodzież", religijność młodych, poza grupą najbardziej zaangażowaną, jest mniejsza na tle ogółu Polaków. W praktykach religijnych (mszach, nabożeństwach, spotkaniach religijnych) uczestniczy kilka razy w tygodniu 7% młodych (Polacy ogółem – 5%), raz w tygodniu – 28% (ogółem – 47%), 1-2 razy w miesiącu – 11% (ogółem 16%), kilka razy w roku – 18% (ogółem 21%). Nie uczestniczy w ogóle w praktykach religijnych 35% 18-19 latków w porównaniu z 11% ogółu Polaków.

Z postawami wiary warto też skorelować uczestnictwo młodych w lekcjach religii. Uczęszczanie na katechezę w 2018 r. deklarowało 70%, podczas gdy jeszcze w 2010 było to 93%, następnie w 2013 – 89%, a w 2016 – 75%.

Na frekwencję na szkolnej katechezie wpływa miejsce zamieszkania. Uczęszczanie na religię deklaruje 78% młodzieży wiejskiej, 77% pochodzącej z miast poniżej 20 tys. mieszkańców, 69% z miast 20-100 tys., 59% z miast 100-500 tys. i tylko 44% z miast powyżej 500 tys. mieszkańców.

Badanie CBOS ze względu na swoją metodologię nie uwzględniło motywacji, jakimi młodzi ludzie ewentualnie tłumaczyliby swoją przynależność do kategorii osób wierzących lub niewierzących oraz np. to, czy jakieś konkretne zdarzenie wpłynęło na utratę wiary.

„To, co możemy powiedzieć, to jak zmienia się sytuacja religijna tych ludzi w tym momencie, w stosunku do osób w tym samym wieku kilka lat wcześniej. Natomiast w takim przypadku ciężko jest badać motywacje lub jakieś skomplikowane powody. Widzimy tylko, że jest to zjawisko systematyczne, czyli nie jest nowe” – powiedział KAI Antoni Głowacki, analityk CBOS.

Hierarchia celów życiowych

Jakimi wyborami kierują się młodzi ludzie wchodzący w dorosłość? Czy takie dane również można w jakikolwiek sposób odnieść do ewentualnych deklaracji o wstąpieniu do seminarium duchownego?

CBOS od początku lat 90. pyta też młodych ludzi o hierarchię celów życiowych. Podczas, gdy takie kwestie jak miłość i przyjaźń lub udane życie rodzinne oraz ciekawa, zgodna z zainteresowaniami praca systematycznie zyskują na znaczeniu lub przynajmniej (pomimo spadku) nadal utrzymują się na wysokim poziomie, to życie zgodne z zasadami religijnymi ma coraz mniejsze znaczenie dla młodzieży.

Okazuje się, że miłość i przyjaźń w 1994 r. była istotna dla 39 proc. młodych a w 2018 dla 52 proc. Udane życie rodzinne i dzieci w 1994 było ważnym celem dla 48 proc., a w 2018 dla 42 proc. Z kolei ciekawa praca była istotna w latach 90. dla 52 proc. a obecnie dla 40 proc. młodych.

Do życia wedle zasad religijnych przywiązuje dziś wagę dwukrotnie mniej młodzieży niż w latach 90. W 1994 było to 10 proc., a w 2018 - 5 proc.

Dzisiejsza młodzież chce po ukończeniu szkoły ponadpodstawowej kontynuować naukę na uczelni wyższej, ale coraz częściej planuje łączyć studia z pracą zarobkową. W porównaniu z rokiem 2016 takich osób przybyło z 27 do 32 proc.

W kwestii wyboru studiów, niezmiennie najbardziej liczą się studia magisterskie (49 proc.), najczęściej z kierunków społecznych (pedagogika, psychologia, socjologia, ekonomia, prawo czy administracja) - 30 proc., dalej kierunki techniczne (informatyka, budownictwo, elektronika) - 21 proc. Trzecie w kolejności są kierunki medyczne (15 proc.), z dopiero czwarte humanistyczne: historię, filozofię, filologię lub teologię chce studiować jedynie 8 proc.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego nie lubią księży?

2019-11-05 12:48

Piotr Grzybowski
Niedziela Ogólnopolska 45/2019, str. 7

Krytyka Kościoła i jego pasterzy nie jest już chwilowym uniesieniem, emocją, lecz precyzyjnie zaplanowanym działaniem

Ks. Paweł Kłys

Obojętny, negatywny lub czasem nawet wrogi stosunek części społeczeństwa do duchowieństwa katolickiego staje się coraz bardziej powszechny. Znamienne przy tym, że jedynie katolickiego – w większości to Kościół katolicki podlega narastającej krytyce. Krytyce, która przeradza się ostatnio w jawną walkę.

Rozpoczęta przez zadeklarowanych ateistów – rozszerza się, obejmuje swym zasięgiem coraz szersze środowiska. Krytyka Kościoła i jego pasterzy nie jest już chwilowym uniesieniem, emocją, lecz precyzyjnie zaplanowanym działaniem wielu przywódców, grup, organizacji czy środowisk. Zostaje wpisana w programy wyborcze. Staje się podstawą budowy wizerunku czy manifestów politycznych i światopoglądowych. A wszystko jest wsparte siłą środków masowej komunikacji.

Działanie to zawsze ma swój precyzyjny scenariusz. Rozpoczyna się od wybrania celu. Stają się nim z reguły księża, którzy stanowią rdzeń Kościoła. Powszechnie uznani i szanowani. Za tym idzie krytyka ich nauczania. Pokrętne interpretacje – czy wręcz manipulacja – kazań i wystąpień. Często mianem „skandalu” określa się ich słowa płynące wprost z Ewangelii. Linczowi medialnemu poddaje się organizowanie pielgrzymek, które gromadzą setki tysięcy wiernych. Wszystko to, aby ośmieszyć, poniżyć i upokorzyć.

Dlaczego tak się dzieje? Co zachodzi w umysłach ludzi, którzy decydują się podjąć walkę z Kościołem? O co chodzi w ich działaniu? Dokąd się skierują w swych dalszych planach?

W większości przypadków motorem zła, które ich nakręca, jest olbrzymia chęć władzy – chęć rządzenia, panowania, kierowania, niezależnie od tego, co pod tymi pojęciami sami rozumieją.

Podnoszą bunt przeciw księżom, czując fizyczny strach przed ich wielką wiarą. Przed nauką, którą głoszą w imieniu Jezusa Chrystusa. Czują wyraźnie, że ci, którzy nie chcą władzy nad „rzędem dusz”, otrzymali ją i mają. Boją się ich wpływu na szerokie rzesze. Wiedzą bowiem, że to za ich przykładem gromadzi się coraz więcej młodych ludzi, którzy na kolanach oddają cześć Stwórcy. Boją się, że ta młodzież pójdzie za nimi, a nie za pseudowartościami ofiarowywanymi w wielu popularnych mediach. Boją się ponadto, że takie myślenie będzie się upowszechniać. Że rozścieli się po kraju i sprawi, iż ludzie staną się lepsi, uczciwsi. Że będą dalej jak przez wieki czcić Boga, a Jego naukę stosować w rodzinach, w miejscach pracy, w życiu społecznym.

Boją się w końcu, że kiedyś i ich żony, synowie i córki uznają, iż wartości przez nich głoszone są puste i niewarte zainteresowania. Że to, co oni z takim trudem budowali, co ciułaczym wysiłkiem zgromadzili, uznają za bezwartościowe, a w konsekwencji nie będą ich za te dokonania cenili. Boją się, że resztki ich pseudoautorytetu legną w gruzach. Że będą musieli oddać coś ze swego stanu posiadania, wycofać się ze swoich miałkich tez, które były napędem ich życia. Boją się w końcu, że będą musieli zostać tymi, których jedynie czasami udają. Ludźmi Chrystusowymi – chrześcijanami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek w Tajlandii

2019-11-22 17:32

st, tom, kg, pb (KAI) / Bangkok

„Uczniowie Chrystusa, uczniowie misjonarze” - takie było motto trzydniowej (20-23 listopada) wizyty papieża Franciszka w Tajlandii. W ramach swej 32. podróży zagranicznej papież odwiedzi jeszcze Japonię (23-26 listopada).

Vatican News

Franciszek przyleciał do Bangkoku 20 listopada. Na lotnisku powitano go tradycyjnym wieńcem z kwiatów. Jako pierwsza podeszła do papieża jego 77-letnia kuzynka, s. Ana Rosa Sivori, która była jego tłumaczką podczas całej wizyty. Urodzona w Argentynie salezjanka mieszka i pracuje w Tajlandii od ponad 50 lat.

W kaplicy nuncjatury Ojciec Święty odprawił Mszę, a za pośrednictwem nagranego telefonem krótkiego filmu, pozdrowił młodzież uczestniczącą w czuwaniu modlitewnym w Bangkoku. W improwizowanym przesłaniu Franciszek podkreślił, że „dwie rzeczy są potrzebne w życiu: serce otwarte na Boga i wyruszenie w drogę”. Przywołał alpejską pieśń, która mówi, że w sztuce wspinania się nie jest ważne to, by nie upadać, ale to, by nie pozostawać na ziemi. Zaproponował młodym dwie rzeczy: po pierwsze, aby nie trwali w upadku, ale podnosili się szybko, a przede wszystkim pozwalali, aby inni pomagali im powstać. Apelował, by nie spędzali swego życia siedząc na kanapie, ale byli twórczy w życiu, kształtowali je, działali, szli naprzód, zawsze wyruszali w drogę. Franciszek zapewnił młodych, że angażując się wielkim sercem otwierają się na prawdziwe szczęście.

Spotkanie z władzami

Rano 21 listopada Franciszek przybył do Pałacu Rządowego. Powitał go tam premier gen. Prayuth Chan-ocha wraz z oddziałem kompanii honorowej. Odegrano hymny państwowe i przedstawiono delegacje obydwu stron. Po zakończeniu oficjalnej ceremonii powitania, papież i szef rządu odbyli 15-minutową rozmowę, po czym wygłosili przemówienia podczas spotkania z przedstawicielami władz, zwierzchnikami religijnymi, korpusem dyplomatycznym oraz reprezentantami społeczeństwa obywatelskiego.

Chan-ocha przypomniał, że wizyta Franciszka zbiega się z 350. rocznicą ustanowienia misji katolickiej w ówczesnym Syjamie i z 50. rocznicą nawiązania stosunków dyplomatycznych między Tajlandią a Stolicą Apostolską. Wyraził „najwyższy podziw dla szlachetnych inicjatyw” papieża na rzecz wspierania zgody między ludźmi, rozwijania zasobów ludzkich, szczególnie wśród młodzieży, wykorzeniania ubóstwa, propagowania równości społecznej, zachowaniu stworzenia i pokoju na całym świecie.

Z kolei Franciszek wskazał na globalne problemy, przed którymi stoi dziś świat, a które wymagają rozwijania stanowczego wysiłku na rzecz sprawiedliwości międzynarodowej i solidarności między narodami. Zdystansował się od globalizacji widzianej w kategoriach ściśle ekonomiczno-finansowych, która anuluje najważniejsze różnice kształtujące piękno i duszę narodów. Wezwał do ich poszanowania w imię dobra przyszłych pokoleń.

Przestrzegł przed ignorowaniem kryzysu migracyjnego. Przypomniał, że sama Tajlandia, znana z gościnności udzielonej migrantom i uchodźcom, stanęła w obliczu tego kryzysu z powodu napływu uchodźców z krajów sąsiednich. Wezwał wspólnotę międzynarodową do odpowiedzialnego i dalekowzrocznego rozwiązania problemu uchodźców i promocji bezpiecznej, uporządkowanej i uregulowanej migracji.

Podziękował rządowi tajlandzkiemu za wszelkie działania podejmowane na rzecz pomocy ofiarom wyzysku, niewolnictwa, przemocy i wykorzystania. Nawiązując do obchodzonej w tym roku 30. rocznicy Konwencji o Prawach Dziecka, zaapelował o ochronę dzieci, ich rozwoju społecznego i intelektualnego, dostępu do edukacji, a także ich rozwoju fizycznego, psychicznego i duchowego.

Tego dnia Ojciec Święty złożył również wizytę królowi Ramie X. Prywatne spotkanie w Pałacu Królewskim Amphorn, czyli Królewskiej Siedzibie w Niebie, trwało pół godziny.

W świątyni buddyjskiej

Z Pałacu Rządowego Ojciec Święty udał się do buddyjskiej świątyni Ratchabophit Sathit Maha, która jest siedzibą najwyższego patriarchy Tajlandii. Wchodząc tam papież oraz towarzyszące mu osoby zdjęli buty.

Witając Franciszka 92-letni patriarcha Ariyavongsagatanana IX przypomniał, że 35 lat temu w tej samej świątyni jego poprzednik podejmował Jana Pawła II. Towarzyszyła temu atmosfera wzajemnego szacunku i serdecznego dialogu, a obydwaj okazali wzajemną gościnność, „dając w ten sposób świadectwo, że są dobrymi ludźmi i świętymi przywódcami”.

Patriarcha przypomniał, że pod posągiem Buddy w tej pagodzie znajdują się relikwie króla Ramy V, którego w 1897 r. przyjął w Watykanie Leon XIII. Nieco dalej spoczywają prochy innych monarchów, również przyjętych przez papieży: Ramy VII i jego małżonki – przez Piusa XI w 1934 r. oraz Ramy IX – przez Jana XXIII w 1960 r.; ten ostatni władca podejmował później Jana Pawła II w Bangkoku w 1984 r. „Nasi przodkowie w wierze cieszyliby się na nasz widok i widząc postęp w naszej głębokiej i trwałej przyjaźni” - powiedział 20. patriarcha. Swe przemówienie zakończył słowami Buddy: „Ci, którzy nie czynią źle swym przyjaciołom, są szanowani w każdym miejscu”.

Z kolei Ojciec Święty przypomniał, że większość Tajów wyznaje buddyzm i przepoiła nim swój sposób oddawania czci życiu i swoim przodkom, prowadzenia wstrzemięźliwego stylu życia opartego na kontemplacji, oderwaniu od świata, ciężkiej pracy i dyscyplinie, zaś szczególnym znakiem buddysty jest uśmiech.

Papież przypomniał wkład w dialog buddyjsko-katolicki swoich poprzedników: Pawła VI, który prawie 50 lat temu przyjął w Watykanie 17. patriarchę wraz z grupą mnichów buddyjskich, oraz Jana Pawła II, który 35 lat temu odwiedził 18. patriarchę. Zwrócił też uwagę, że sam niedawno przyjął delegację mnichów ze świątyni Wat Pho. „Są to małe kroki, które pomagają świadczyć nie tylko w naszych wspólnotach, ale także w naszym świecie, tak bardzo pobudzającym do propagowania i generowania podziałów i wykluczeń, że możliwa jest kultura spotkania” - zaznaczył Franciszek.

Wskazał, że wobec istniejących różnic i podziałów ważne jest, aby religie ukazywały się coraz bardziej jako światło nadziei, będąc promotorami i gwarantami braterstwa. Podziękował za to, że katolicy cieszą się w Tajlandii wolnością religijną i od lat żyją w zgodzie z wyznawcami buddyzmu. Zapewnił o zaangażowaniu Kościoła katolickiego „na rzecz umocnienia otwartego i nacechowanego szacunkiem dialogu w służbie pokoju i dobrobytu tego narodu”.

Ojciec Święty wręczył patriarsze Dokument o Ludzkim Braterstwie, podpisany w lutym br. w Abu Zabi. Skomentował go słowami: „Musimy wspólnie pracować, aby ludzkość była bardziej braterska”. Po krótkiej rozmowie ze zwierzchnikiem tajskiego buddyzmu, papież pozował do zdjęcia z 35 mnichami z klasztoru Wat Pho.

Wśród chorych

W szpitalu św. Ludwika Franciszek spotkał się z chorymi i niepełnosprawnymi. W audytorium oczekiwało go około 700 osób. „Jesteś dla nas «Człowiekiem Słowa», żyjącym tym, co głosi i który zawsze ma ramiona otwarte dla każdego. Twoja obecność jako Wikariusza Chrystusa jest zawsze dla nas błogosławieństwem od samego Chrystusa” – powiedział, witając papieża, dyrektor placówki. Zwrócił uwagę, że szpitale katolickie w Tajlandii pokazują jasno, że nie są nastawione na zysk i nigdy nie rywalizują z innymi, ale chcą jedynie głosić Dobrą Nowinę Jezusa Chrystusa „miłością i współczuciem”, bo „tam, gdzie jest miłość, tam jest Bóg”.

Ze swej strony Franciszek zwrócił uwagę, że pracownicy szpitala pełnią jedno z najwspanialszych dzieł miłosierdzia, ponieważ ich wysiłek na rzecz zdrowia znacznie wykracza poza godne pochwały samo tylko praktykowanie medycyny. „Trzeba przyjąć i podtrzymywać życie, jak to się dzieje na ostrym dyżurze szpitala, aby zostało potraktowane ze szczególnym współczuciem, rodzącym się z szacunku i umiłowania godności każdego człowieka” - zaznaczył papież.

Przypomniał, że w tym roku szpital św. Ludwika obchodzi 120-lecie istnienia. „Ileż osób zyskało ulgę w swoim bólu, pocieszenie w swoich utrapieniach i towarzyszenie w samotności!” - powiedział i poprosił pracowników szpitala, aby ich „apostolstwo” było „coraz bardziej znakiem i symbolem Kościoła wychodzącego, który, pragnąc przeżywać swoją misję, odnajduje odwagę niesienia uzdrawiającej miłości Chrystusa cierpiącym”.

Następnie papież odwiedził chorych przebywających w salach szpitalnych.

Msza na stadionie

Na stadionie narodowym Supachalasai Franciszek odprawił Mszę św. Wcześniej pojechał w papamobile na sąsiedni stadion Thephasadin, by pozdrowić zebranych również tam wiernych (uczestniczyli oni w liturgii za pośrednictwem wielkiego telebimu), a następnie wjechał na właściwy stadion narodowy, pozdrawiając i błogosławiąc zgromadzonych, którzy powiewali chorągiewkami w watykańskich i tajlandzkich barwach. Była też grupa pielgrzymów z flagami chińskimi. Skandowano okrzyki po włosku: „Viva il Papa!”. W sumie w Eucharystii wzięło udział ponad 60 tys. osób., wśród których byli wierni z krajów sąsiedzkich: Laosu i Kambodży.

Ołtarz ustawiono pośrodku płyty stadionu. Msza św. odprawiana była po angielsku (z Modlitwą Eucharystyczną po łacinie), pieśni śpiewano po łacinie i po tajsku, czytania biblijne zabrzmiały po tajsku, zaś homilię Franciszek wygłosił po hiszpańsku (z tłumaczeniem na tajski).

Wskazał, że pierwsi misjonarze, którzy przybyli na te ziemie, zrozumieli, że „należą do rodziny znacznie większej niż ta, która jest zrodzona z więzów krwi, kultury, regionu lub przynależności do określonej grupy”. Wyruszyli oni „w drogę, by szukać członków tej swojej rodziny, których jeszcze nie znali”. - Uczeń-misjonarz nie jest najemnikiem wiary ani werbownikiem prozelitów, lecz żebrakiem, który uznaje, że brakuje mu braci, sióstr i matek, z którymi mógłby celebrować i świętować nieodwołalny dar pojednania, jaki Jezus daje nam wszystkim: uczta jest gotowa, wyjdźcie na poszukiwanie tych wszystkich, których spotkacie po drodze - podkreślił Franciszek. Dlatego 350. rocznica utworzenia wikariatu apostolskiego Syjamu „nie oznacza nostalgii za przeszłością”, ale jest wdzięcznym wspomnieniem, „które pomaga nam wyjść z radością, aby dzielić się nowym życiem, pochodzącym z Ewangelii, ze wszystkimi członkami naszej rodziny, których jeszcze nie znamy”.

- Wszyscy jesteśmy uczniami-misjonarzami, kiedy postanawiamy stać się żywą częścią rodziny Pana i czynimy to, dzieląc się z innymi, tak jak On to uczynił: nie bał się zasiąść do stołu z grzesznikami, aby ich zapewnić, że u stołu Ojca i stworzenia było miejsce zarezerwowane także dla nich. Dotknął tych, którzy uważali się za nieczystych, a pozwalając się im dotknąć, pomógł im zrozumieć bliskość Boga, a ponadto zrozumieć, że byli błogosławieni - mówił Ojciec Święty, myśląc szczególnie o „dzieciach i kobietach narażonych na prostytucję i handel, oszpeconych w swojej najbardziej autentycznej godności”; o „młodych niewolnikach narkotyków i nonsensu, co doprowadza do przyćmienia ich spojrzenia i zniweczenia ich marzeń”; o „migrantach pozbawionych swoich domów i rodzin, a także o wielu innych, którzy podobnie jak oni mogą czuć się zapomniani, osieroceni, porzuceni, pozbawieni siły, światła i pociechy z przyjaźni z Jezusem Chrystusem, bez przygarniającej ich wspólnoty wiary, bez perspektywy sensu i życia; o „wyzyskiwanych grzesznikach, lekceważonych żebrakach”.

- Należą oni do naszej rodziny, są naszymi matkami i naszymi braćmi. Nie pozbawiajmy naszych wspólnot ich twarzy, ich ran, uśmiechów, ich życia. Nie pozbawiajmy też ich ran i urazów miłosiernego namaszczenia Bożej miłości. Uczeń-misjonarz wie, że ewangelizacja nie polega na pomnażaniu akcesów ani wydawaniu się możnymi, ale na otwieraniu drzwi, aby przeżywać i dzielić się miłosiernym i uzdrawiającym uściskiem Boga Ojca, który czyni nas rodziną - wskazał papież.

Zachęcił tajskich katolików, by szli „naprzód drogą, śladami pierwszych misjonarzy, aby spotkać, odkryć i rozpoznać z radością wszystkie twarze matek, ojców i braci, którymi Pan chce nas obdarzyć, a których brakuje na naszej niedzielnej uczcie”.

Pod koniec liturgii arcybiskup Bangkoku, kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij podziękował Franciszkowi za jego „stałe świadectwo”, które skłania do wcielania w życie - za jego przykładem - „miłosiernej miłości Chrystusa do każdego człowieka, do całej ludzkości”. Po papieskim błogosławieństwie przedstawiono tradycyjne tańce z czterech regionów Tajlandii. Opuszczającemu stadion Ojcu Świętemu towarzyszyła pieśń „Let love be the bridge” (Niech miłość będzie mostem) i światło kilkudziesięciu tysięcy latarek telefonów komórkowych trzymanych wysoko w dłoniach przez wiernych.

Spotkanie z duchowieństwem

Trzeci dzień swej wizyty (22 listopada) papież rozpoczął od spotkania z kapłanami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami i katechetami w parafii św. Piotra. Witając Ojca Świętego bp Joseph Prathan Sridarunsil z diecezji Surat Thani na południu kraju podkreślił, że katolicy tajscy są częścią kontynentu azjatyckiego, na którym „ludzie są bardzo dumni ze swych wartości religijnych i kulturalnych, obejmujących umiłowanie milczenia i kontemplacji, prostotę, harmonię, nieprzywiązywanie wagi do dóbr materialnych, niestosowanie przemocy, ducha twardej pracy, dyscyplinę, umiarkowane życie, pragnienie wiedzy i poszukiwania filozoficzne”. Swe świadectwo nawrócenia na wiarę w Chrystusa złożyła s. Benedykta ze Zgromadzenia Misjonarek Maryi (ksawerianek), pochodząca z rodziny buddyjskiej

Papież wyraził wdzięczność wszystkim osobom konsekrowanym za ich ciche męczeństwo wierności i codzienne poświęcenie, które wydaje owoce. „Pan nie powołał nas po to, by nas posłać w świat, abyśmy ludziom narzucili obowiązki czy brzemiona cięższe, od tych, które już dźwigają, i których jest wiele, ale aby dzielić z innymi radość, piękną perspektywę, nową i zadziwiającą” - powiedział papież i przywołał „pragmatyczne i prorocze” słowa swojego poprzednika Benedykta XVI, że Kościół nie rozszerza się poprzez prozelityzm, ale przez przyciąganie.

Zachęcił zgromadzonych, aby nie bali się szukać nowych symboli i obrazów, szczególnej muzyki, które pomogłyby Tajlandczykom rozbudzić zadziwienie, które chce dać Pan. „Nie powinniśmy obawiać się coraz większej inkulturacji Ewangelii. Trzeba poszukiwać nowych form dla przekazywania Słowa zdolnego, by wstrząsnąć i rozbudzić pragnienie poznania Pana: Kim jest ten człowiek? Kim są ci ludzie, którzy idą za krzyżem?” - tłumaczył Franciszek.

Powiedział, że z pewnym bólem stwierdził, gdy przeczytał, że dla wielu wiara chrześcijańska jest obca, że jest to religia obcokrajowców. Zachęcił do głoszenia wiary „w dialekcie”, tak jak matka śpiewa kołysanki swojemu dziecku. Trzeba „nadać jej tajlandzkie oblicze i «ciało», co oznacza o wiele więcej, niż sporządzenie tłumaczeń. To pozwolenie, aby Ewangelia pozbyła się dobrych, ale obcych szat, aby zabrzmiała muzyką, która jest dla was na tych ziemiach swojską i sprawienie, aby dusze naszych braci pulsowały tym samym pięknem, które rozpaliło nasze serca” - przekonywał papież.

Wezwał, by w imię powołania, wyjść ze swoich ograniczeń, i w obliczu osób, które spotykamy na ulicy, najbardziej potrzebujących, usuniętych na margines, pogardzanych w mieście, sierot, osób starszych odkrywać piękno i drugiego jak brata. Wtedy nie jest on już sierotą, porzuconym, usuniętym na margines czy pogardzanym. „Teraz ma oblicze brata, brata odkupionego przez Chrystusa. To znaczy być chrześcijaninem!” - zaznaczył Franciszek.

Za św. Pawłem VI przypomniał, że jednym z najgorszych wrogów ewangelizacji jest brak zapału. „Gorliwość zakonnika, zakonnicy, kapłana i katechety karmi się tym podwójnym spotkaniem: z obliczem Pana i z obliczem braci” - zaznaczył papież. Na zakończenie wezwał: „Proszę was bardzo, nie ulegajcie pokusie, by myśleć, że jesteście nieliczni. Myślcie raczej, że jesteście małymi narzędziami w twórczych rękach Pana. On napisze waszym życiem najpiękniejsze karty historii zbawienia na tych ziemiach”.

Spotkanie z biskupami Azji

W sanktuarium bł. Mikołaja Bunkerda Kritbanrunga Franciszek spotkał się z biskupami Tajlandii i Federacji Konferencji Biskupich Azji (FABC). Witając papieża, kard. Kriengsak Kovithavanij zapewnił, że przybyli oni, aby posłuchać, co Ojciec Święty ma im do powiedzenia na temat ich roli jako pasterzy „małej trzódki” w Azji - ojczyźnie największych tradycyjnych religii świata.

Franciszek zachęcił ich do gorliwości o ewangelizację we wszystkich Kościołach lokalnych Azji. Przypomniał, że w 2020 r. planowane jest Zgromadzenie Ogólne FABC w 50. rocznicę jej powstania. Wezwał, by biskupi Azji, idąc za przykładem pierwszych misjonarzy, zmierzyli się i oceniali teraźniejszość oraz misję ze znacznie szerszej i bardziej nowatorskiej perspektywy, na wzór „świętych, którzy nas poprzedzili i stawili czoło trudnościom występującym w ich epoce”.

Papież przestrzegł przed budowaniem struktur i mentalności kościelnej, które mogą warunkować ewangelizacyjny dynamizm. „Dobre struktury służą, kiedy jest życie, które je ożywia, podtrzymuje i osądza. Bo bez autentycznego ewangelicznego ducha, bez wierności Kościoła swojemu powołaniu, każda nowa struktura w krótkim czasie ulega degradacji” - zaznaczył Franciszek. Zachęcił azjatyckich hierarchów, aby w misjonarskiej pracy kierowali się „impulsami Ducha Świętego” i nie odrzucali żadnej ziemi, ludu, kultury ani sytuacji oraz nie szukali jakiejś ziemi z gwarancjami sukcesu. „Chciałbym podkreślić, że misja, zanim zostaną podjęte działania, które trzeba przeprowadzić lub projekty do realizacji, wymaga wyrobienia spojrzenia i «węchu»; wymaga ojcowskiej i matczynej troski, ponieważ owca ginie, kiedy pasterz uważa ją za zaginioną, a nigdy wcześniej” - powiedział papież.

Przestrzegł biskupów przed zajmowaniem lub domaganiem się nie wiadomo jakiego miejsca i pierwszeństwa. „Jak wiele musimy się nauczyć od was, którzy w wielu waszych krajach lub regionach jesteście mniejszością, i nie dajecie się dlatego ponieść czy zarazić kompleksem niższości czy narzekaniem, że nie czujecie się uznani!” - podkreślił Franciszek. Wezwał, aby pamiętali, że także oni są częścią ludu z którego pochodzą. „Zostaliśmy wybrani sługami, a nie jako szefami lub panami. Oznacza to, że musimy towarzyszyć tym, którym służymy, z cierpliwością i życzliwością, słuchając ich, szanując ich godność, zawsze promując i doceniając ich inicjatywy apostolskie” - powiedział papież.

Przypomniał, że wiele spośród krajów azjatyckich zostało zewangelizowanych przez osoby świeckie. „Miały one możliwość mówienia dialektem swego ludu, dokonując prostej i bezpośredniej inkulturacji, nie teoretycznej ani ideologicznej, ale będącej owocem pasji dzielenia się Chrystusem” - powiedział Franciszek.

Po spotkaniu z biskupami, które zakończyła wspólna modlitwa „Anioł Pański”, w sali przy sanktuarium papież odbył rozmowę z członkami Towarzystwa Jezusowego, do którego sam należy.

Na uniwersytecie

O budowanie dialogu społecznego i międzyreligijnego , a także wnoszenie wkładu w obronę godności człowieka zaapelował Franciszek spotykając się przedstawicielami różnych religii oraz świata akademickiego Tajlandii na Uniwersytecie Chulalongkorna. Papież przywitał się z każdym z 18 przywódców religijnych: buddyzmu, islamu, braminizmu-hinduizmu i sikhizmu, jak również różnych wyznań protestanckich i prawosławia.

Przewodniczący Komisji ds. Dialogu Międzyreligijnego i Ekumenizmu episkopatu Tajlandii, bp Chusak Sirisut poprosił Franciszka, by zechciał się podzielić „swoją mądrością i dobrymi radami nie tylko z katolikami, ale także z całą ludzkością”. Chór młodzieżowy, złożony z przedstawicieli różnych religii, wykonał pieśń - modlitwę w intencji pokoju.

Papież przypomniał, że uniwersytet nosi imię króla, który był pierwszą głową państwa niechrześcijańskiego przyjętą na audiencji w Watykanie przez Następcę św. Piotra. Podkreślił zasługi tego monarchy dla zniesienia niewolnictwa i w tym kontekście zaapelował o walkę z procederem handlu ludźmi.

Nawiązał do obecnej sytuacji w świecie, gdzie szybkie postępy współistnieją z konfliktami i degradacją środowiska naturalnego człowieka. „Dziś naszedł czas, aby odważnie wyobrazić sobie logikę spotkania i wzajemnego dialogu jako drogę, wzajemną współpracę jako sposób zachowania oraz wzajemne poznanie jako metodę i kryterium, aby w ten sposób zaoferować nowy paradygmat rozwiązywania konfliktów, przyczynić się do porozumienia między osobami i do ochrony stworzenia” - przekonywał Franciszek.

Wskazał na znaczenie wkładu, jaki w to dzieło mogą wnieść religie i uniwersytety. Chodzi o budowanie na uznaniu i poszanowaniu godności osób, na promowaniu integralnego humanizmu, zdolnego do uznania i obrony naszego wspólnego domu, na odpowiedzialnym zarządzaniu, które chroniłoby piękno i obfitość przyrody. Dlatego papież zaapelował o tworzenie instancji, w których możliwe byłyby spotkanie i współpraca. Zachęcił do budowania kultury opartej na wspólnych wartościach, które prowadzą do jedności, wzajemnego szacunku i zgodnego współistnienia.

Msza dla młodzieży

Wieczorem w katedrze pw. Wniebowzięcia NMP Franciszek odprawił Mszę św. dla młodzieży. Entuzjastycznie witały go tysiące młodych ludzi, dla których nie starczyło miejsca w świątyni, lecz mogli oni uczestniczyć w liturgii na zewnątrz dzięki telebimom. Msza odprawiana była w języku angielskim i po łacinie, z czytaniami biblijnymi po tajsku. Homilię papież wygłosił po hiszpańsku (jeden z księży tłumaczył ją na tajski).

Franciszek przypomniał młodym, że są „dziedzicami wspaniałej historii ewangelizacji”, która została im „przekazana jako święty skarb”. Głęboko zakorzeniona wierność ich przodków skłoniła ich do czynienia dobrych uczynków i do wzniesienia „świątyni, zbudowanej z żywych kamieni, aby mogli nieść miłosierną miłość Boga ludziom swoich czasów”. Mogli to uczynić, ponieważ byli przekonani o tym, że „Bóg przemówił do nich z czułością, ogarnął ich miłością silną, na zawsze”.

- Drodzy przyjaciele, aby ogień Ducha Świętego nie zgasł i abyście mogli utrzymać wasze oczy i serca przy życiu, trzeba być dobrze zakorzenionymi w wierze naszych starszych: ojców, dziadków i nauczycieli. Nie po to, aby być więźniami przeszłości, ale by nauczyć się tej odwagi, która pomoże nam odpowiedzieć na nowe sytuacje historyczne. Ich życie przetrwało wiele prób i cierpień. Ale po drodze odkryli, że tajemnicą szczęśliwego serca jest bezpieczeństwo, które odnajdujemy, gdy jesteśmy zakotwiczeni, zakorzenieni w Jezusie: w Jego życiu, w Jego słowach, w Jego śmierci i zmartwychwstaniu - przekonywał Franciszek.

Stwierdził, że bardzo go boli, gdy „niektórzy proponują młodym ludziom budowanie przyszłości bez korzeni, jakby świat zaczął się w tej chwili”. Albowiem bez „tego silnego poczucia zakorzenienia możemy zostać zdezorientowani przez «głosy» tego świata, które ubiegają się o naszą uwagę. Wiele z nich jest kuszących, są propozycjami dobrze «zmanipulowanymi», które początkowo wydają się piękne i intensywne, choć z czasem zostawiają jedynie pustkę, znużenie, samotność i apatię i doprowadzają do zgaszenia tej iskry życia, którą Pan zapalił pewnego dnia w każdym z nas”.

- Drodzy młodzi! Jesteście nowym pokoleniem, z nowymi nadziejami, marzeniami i nowymi pytaniami. Z pewnością także z pewnymi wątpliwościami, ale zakorzenionymi w Chrystusie. Zachęcam was, abyście nadal żyli radością i nie bali się ufnie patrzeć w przyszłość. Zakorzenieni w Chrystusie, patrzcie z radością i ufnością. Taki stan wynika ze świadomości, że Pan nieskończenie nas szuka, spotyka i miłuje. Pielęgnowanie przyjaźni z Jezusem jest oliwą niezbędną, by oświecić drogę, waszą drogę, ale także tych wszystkich, którzy was otaczają: przyjaciół, sąsiadów, kolegów ze szkoły, studiów i pracy, nawet tych, którzy się z wami całkiem nie zgadzają - zapewnił Ojciec Święty.

Na zakończenie Mszy św. kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij podziękował papieżowi za wizytę w Tajlandii i wyraził nadzieję, że to „dziękczynienie woli” przemieni się w działania i oddanie życia Bogu; i że „od tej pory Kościół katolicki w Tajlandii krok po kroku, dzień po dniu, stawać się będzie wspólnotą świadków”, przyczyniając się do budowy „braterskiej ludzkości”, potrzebnej naszym czasom, i uformowaną na wzór relacji miłości Trójcy Świętej.

Przed końcowym błogosławieństwem także papież podziękował wszystkim, którzy umożliwili jego wizytę w Tajlandii i współpracowali przy jej realizacji. - Niech Pan wynagrodzi was swoją pociechą i pokojem, którą tylko On może obdarzyć. I pozostawiam wam zadanie: nie zapomnijcie o mnie w modlitwie - powiedział Franciszek.

Opuszczając katedrę papież błogosławił jeszcze i przytulał młodych niepełnosprawnych, głuchych, niewidomych, dotykając ich chorych oczu, uszu... Przeszedł także wśród młodzieży zgromadzonej przed świątynią, witając się ze stojącymi najbliżej. W domu parafialnym pobłogosławił jeszcze 25 kamieni węgielnych do nowo budowanych kościołów w Tajlandii, po czym odjechał do nuncjatury apostolskiej.

Był to ostatni publiczny punkt programu jego wizyty w Tajlandii, skąd jutro (23 listopada) rano, po Mszy św. odprawionej w kaplicy nuncjatury, odleci do Japonii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem