Reklama

Kultura potwierdzeniem człowieczeństwa

2018-12-05 19:49

Agata Pniewska

Agata Pniewska

Konferencja Strefa Chwały Festiwal – Kultura fundamentem bezpieczeństwa odbyła się 1 grudnia w Auli Zespołu Szkół nr 14 przy al. A. Brücknera 10 we Wrocławiu. Jednodniowe spotkanie było finałowym wydarzeniem projektu Kultura fundamentem bezpieczeństwa. Rozpoczęło się o godz. 12:00 i zakończyło wieczorem uwielbienia po godz. 21:00. Wstęp na wydarzenie był bezpłatny. Wzięło w nim udział kilkaset osób.

Strefa Chwały Festiwal – Kultura fundamentem bezpieczeństwa otworzyło muzyczne uwielbienie z zespołem Strefa Chwały Festiwal. Po oficjalnym przywitaniu gości oraz uczestników konferencji przez Paulinę Guzik i Łukasza Iżyka miał miejsce panel dyskusyjny Kultura fundamentem bezpieczeństwa. Rozmowę z Agnieszką Musiał, Markiem Mutorem, Andrzejem Kocem i Andrzejem Dubielem moderowała wspomniana już dziennikarka TVP – Paulina Guzik. W następnym punkcie programu Tomasz Gubała krótko omówił ogólnopolską kampanię profilaktyczno – edukacyjną Bądźmy poszukiwaczami autorytetu. Jest to projekt promujący postawę autorytetu jako fundamentu relacji między dziećmi i dorosłymi. Uczy szukać mistrzów i nie mylić ich z idolami czy celebrytami. Tomasz Gubała podkreślił, że osoba, która zasługuje na miano „autorytetu” jest prawdziwa, wskazuje na swoje wzorce i kocha ludzi. Niewątpliwie kandydatami mogą być twórcy i realizatorzy profilaktyczno-motywacyjnego projektu Znajdź pomysł na siebie, czyli Full Power Spirit, którzy zagrali koncert. O godz. 15:30 o. Michał Murzyn OP – w zastępstwie za ks. bp. Jacka Kicińskiego – przewodniczył Mszy Św. Po kolejnej przerwie z zespołem Strefa Chwały Festiwal, kilku słowach i błogosławieństwie ks. bpa. Kicińskiego, zobaczyliśmy spektakl poetycki Jeszcze słowo… w wykonaniu Dariusza Kowalskiego. Poezji C. K. Norwida towarzyszyła lira korbowa, na której zagrał Joachim Mencel. Następnie Dominika Figurska i Michał Chorosiński opowiedzieli o kulturze w życiu rodziny i wychowaniu. Wieczór uatrakcyjnił koncert Justyny Różewicz & Amazing Band. Ostatnim prelegentem konferencji był Andrzej Koc. Prezes Fundacji Wychowanie w dialogu poprowadził warsztat profilaktyczny, podczas którego mówił o kulturze i bezpieczeństwie korzystania z multimediów oraz budowaniu relacji w dzisiejszym świecie.

Zobacz zdjęcia: Kultura potwierdzeniem człowieczeństwa

Podczas Strefa Chwały Festiwal we Wrocławiu miały miejsce Strefa Chwały YOUNG i Strefa Chwały KIDS, czyli specjalne przestrzenie animacji oraz zabawy dla dzieci i młodzieży. Wydarzeniu towarzyszyła rodzinna atmosfera. Można było wziąć udział w warsztatach profilaktycznych, zajęciach interakcyjnych. Każdy, niezależnie do wieku, miał możliwość rozmowy z specjalistą.

Reklama

W ramach projektu Kultura fundamentem bezpieczeństwa, oprócz wydarzenia we Wrocławiu, organizowane są konferencje profilaktyczne w Warszawie, Dąbrowie Górniczej i Krakowie. Wszystkie mają charakter spotkania ze specjalistami oraz dyskusji dotyczącej przeciwdziałania i zapobiegania przestępczości. Przedsięwzięcie przygotowało Stowarzyszenie Muza Dei przy współfinansowaniu ze środków Funduszu Sprawiedliwości, którego dysponentem jest Minister Sprawiedliwości.

Tagi:
Wrocław Strefa Chwały

Ludwik Hirszfeld – wybitny lekarz stąd

2019-07-24 11:33


Edycja wrocławska 30/2019, str. 6

Wrocław był w życiu Ludwika Hirszfelda ostatnim miastem. Urodził się w Warszawie, w Berlinie studiował, w Heidelbergu odkrył prawo dziedziczenia grup krwi, w Zurychu uczył studentów, w Valjevie walczył z epidemią, która zaatakowała milion ludzi. Widział śmierć i zniszczenia dwóch wojen światowych, a jednak, gdy umierał 7 marca 1954 r., powiedział, że wierzy, że ludzie będą lepsi... To Hirszfeldowi zawdzięczamy odkrycie dziedziczności grup krwi i wprowadzenie w 1928 r. obowiązującego do dziś ich oznaczania: A, B, AB, 0. To on oznaczył również czynnik Rh i odkrył przyczynę konfliktu serologicznego, co uratowało życie wielu noworodkom.

Radek Mokrzycki
Urszula Glensk

Z autorką książki pt. „Hirszfeldowie. Zrozumieć krew”, prof. Urszulą Glensk – wrocławską badaczką reportażu, krytykiem literackim i wykładowcą w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego – rozmawia Wanda Mokrzycka

WANDA MOKRZYCKA: – Skąd Pani przyjaźń z Hirszfeldami?

PROF. URSZULA GLENSK: – To pewna koincydencja zdarzeń. Chciałam napisać książkę, która byłaby utrzymana w lekkim, nieakademickim stylu, ale przy pomocy umiejętności, jakie nabyłam jako pracownik uniwersytetu. Pomyślałam o biografii z elementem reportażu – szukałam postaci, która jest wciąż pamiętana i ktoś może jeszcze o niej coś powiedzieć. Zastanawiałam się nad Ludwikiem Hirszfeldem, odkrywcą zasady dziedziczności grup krwi, lekarzem i mikrobiologiem.
Kiedy powiedziałam mojemu tacie, że chcę napisać o nim książkę, okazało się, że przyjaciółka rodziny pracowała w jego laboratorium. I wtedy wiedziałam, że już znalazłam...
W Hannie Hirszfeldowej widziałam jedynie żonę Ludwika. Miałam jednak szczęście odnaleźć jej siostrzenicę, Joannę Belin, która opowiadała o naukowcu, ale co i rusz wtrącała anegdoty o ciotce. Wtedy zrozumiałam, że skoro pracowali razem, to nie może być tylko jego biografia. Oboje byli profesorami medycyny, badaczami i idealistami. Szybko zdecydowałam także, że należy opowiedzieć o ich życiu w kontekście historii XX wieku. Wybrałam więc narrację, w której przeplatają się dwie historie: indywidualna – o życiu moich bohaterów, i dramatyczna – pierwszej połowy XX stulecia.

– Można zaznaczyć sporo miejsc na mapie Europy, w których mieszkali Hirszfeldowie. Gdzie się Pani wybrała ich śladem?

– Moja mapa poszukiwań trochę odzwierciedla ich wędrówki życiowe, choć może niechronologicznie. Zaczynałam od Wrocławia. Tu spotkałam ich asystentów, którzy znali Hirszfeldów już jako prominentnych naukowców. Wybrałam się śladem lekarzy do Warszawy, gdzie zamieszkali po odzyskaniu niepodległości. Byłam w Zurychu i dzięki tej wizycie rozwiałam swoje wątpliwości co do zdjęć, czy zostały wykonane na Bałkanach, czy jeszcze w Szwajcarii. Ważnym miastem był dla mnie Londyn i spotkania z Joanną Belin – wiele wiedziała o Hirszfeldach, ponieważ w latach trzydziestych mieszkała z wujostwem na Saskiej Kępie. Rozmawiając z nią, miałam poczucie upływającego czasu, czułam, że nie zdołam zadać jej wszystkich pytań, bo sama dopiero ich szukałam. A opowiadała z wielką dbałością o szczegół – od niej dowiedziałam się, jak wyglądało biurko Marysi Hirszfeldówny, gabinet lekarski Hanny, a także pokój dla służby i kuchnia – były to pomieszczenia poniżej poziomu ziemi, niezbyt przyjemne. Joanna Belin odeszła w trakcie mojej pracy nad książką. Jestem jej wdzięczna, że zechciała podzielić się ze mną tymi historiami.
Odwiedziłam Jadwisin, w którym Hirszfeldowie spędzali wakacje. Byłam tam z dziś już nieżyjącym prof. Andrzejem Kiełbasińskim – siostrzeńcem Hanny, który znał to miejsce ze swojego dzieciństwa. Opowiadał o przedwojennych zabawach tak sugestywnie, że oczami wyobraźni widziałam grupkę dzieci bawiących się w wodzie, wśród nich biedną, anorektyczną Marysię, bo córka Hirszfeldów cierpiała na tę zupełnie nieznaną wtedy chorobę. Nikt nie potrafił jej pomóc, pomimo że matka współpracowała z najlepszymi ówczesnymi pediatrami z Paryża i Zurychu. Byłam też w miejscach, gdzie w czasie okupacji Hirszfeldowie ukrywali się po ucieczce z getta warszawskiego.

– Hirszfeldowie to lekarze na miarę naszych czasów, w których ponownie pytamy o szczepienia, eugenikę...

– Trudno sobie wyobrazić świat bez szczepionek i ludzi nękanych przez koszmarne choroby, o których dziś nie mamy pojęcia – nikt nie choruje na dur plamisty, który zdziesiątkował żołnierzy I wojny światowej bardziej, niż działania wojenne. Hirszfeldowie przyglądali się epidemii tej choroby w Valjevie na Bałkanach. Potem, w okresie międzywojennym, w Państwowym Zakładzie Higieny w Warszawie, w instytucji współtworzonej przez profesora produkowano szczepionki przeciwko ospie, durom brzusznym czy gruźlicy. W laboratoriach Hirszfelda szukano także sposobu na szczepienia przeciwnowotworowe. Badaniem raka zajmowała się Wanda Halberówna, która sama zmarła na tę chorobę tuż przed wojną.
Hirszfeld brał udział w komisji pracującej nad ustawą eugeniczną. Relacjonuję w książce toczone wówczas dyskusje, choć muszę przyznać, że głos Hirszfelda zawsze studził entuzjastów tej idei, co pokazują zachowane protokoły.

– Hirszfeldowie nie przywiązywali wagi do wiary. Dlaczego, wracając na ziemie polskie, przyjęli chrzest?

– Oboje pochodzili z rodzin żydowskich o prospołecznej postawie. Jedna z żyjących w XIX wieku ciotek mawiała: „Mam skórę mieszczki, a umysł socjalistki”, a wuj był zaangażowany w działalność narodowowyzwoleńczą. Ludwik też był polskim patriotą, Hanna prezentowała bardziej kosmopolityczną postawę, znała zresztą 7 języków, ale jej krajem były kliniki pediatryczne, w których pracowała. Gdy Polska odzyskała niepodległość, Hirszfeldowie zostawili Szwajcarię i wrócili do Warszawy. Chcieli budować nowy świat. Przyjęli chrzest wraz ze swoją córką, w roku 1920. Zdawali sobie sprawę, że Polska narzuca im pewną przynależność religijną, tym bardziej, że instytucje wyznaniowe pełniły wówczas, na terenie dawnego zaboru rosyjskiego, rolę urzędów stanu cywilnego.

– Czy jest jakiś prezent, który Hirszfeldowie zostawili w Pani życiu?

– Tak... metry archiwaliów. Znajomi, swego czasu, mieli ze mną kłopot, bo wciąż męczyłam ich opowieściami o swoich bohaterach – tak byłam nimi zajęta. Wiele spraw wciąż mnie intryguje, zdarza się, że piszą do mnie czytelnicy, dzięki którym dowiaduję się nowych szczegółów związanych z życiem Ludwika i Hanny. Dzięki jednej z czytelniczek dowiedziałam się kim w istocie był „pan Potocki”, który pojawia się cztery razy w zapiskach Hirszfelda, ale zawsze bez imienia. Otóż nazywał się Konstanty Potocki i był aptekarzem, który pomógł Hirszfeldom w ucieczce z getta. Przeznaczył na ten cel własne pieniądze. Mieli wielkie szczęście, że przetrwali wszystkie epidemie i zagrożenia, o jakie się ocierali. Przetrwali pewnie dzięki dobrej intuicji i mądrości, ale siłą napędową ich życia była pasja do medycyny. Hirszfeld mawiał, że kto chce zapalać innych, sam musi płonąć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: znowu nam trzeba bronić Polski i Europy

2019-09-17 11:41

Archidiecezja krakowska / Kraków (KAI)

Jesteśmy w obliczu nowych wyzwań, trudności i zagrożeń. Nie tyle politycznych, co kulturowych. Znowu nam trzeba bronić Polski i Europy - powiedział metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski w Katedrze na Wawelu podczas Mszy św. sprawowanej w 80. rocznicę agresji sowieckiej na Polskę.

Joanna Adamik/archidiecezja karkowska

W homilii hierarcha przypomniał, że 17 września 1939 dokonał się IV rozbiór Polski. Ambasador RP w Moskwie Wacław Grzybowski został pilnie wezwany do moskiewskiego Komisariatu Spraw Zagranicznych, gdzie odczytano mu uzgodnioną wcześniej z Niemcami notę dyplomatyczną, w której Związek Sowiecki uzasadniał swoją agresję na Polskę z powodu „rozpadu państwa polskiego”, a tym samym konieczności „wzięcia pod swoją opiekę” Ukraińców i Białorusinów.

Ambasador Grzybowski wykazał kłamliwość przytoczonej argumentacji - mówił metropolita - mając świadomość, że rząd polski przygotowuje się do dalszych walk i czeka na obiecaną pomoc ze strony Francji i Anglii. Dodał również, że działania Sowietów są złamaniem paktu o nieagresji.

Wobec braku jednoznacznego rozkazu Wodza Naczelnego, niektóre polskie oddziały podjęły heroiczną walkę, inne poddały się. Rosja sowiecka i III Rzesza podpisały 28 września tzw. traktat o granicach i przyjaźni, zwany też drugim paktem Ribbentrop-Mołotow, przypieczętowując tym samym IV rozbiór Polski. W konsekwencji Armia Czerwona wzięła do niewoli 250 tys. żołnierzy.

– Długo trzeba było czekać w Polsce, by o tych tragicznych wydarzeniach mówić otwarcie - przypomniał abp Jędraszewski. - Dopiero po 1990 r. na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie pojawiła się tablica z napisem: „Obrona granicy wschodniej RP 17 IX – 1 X 1939”. Rozważamy tę tragedię i wsłuchujemy się w głos Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii, który lituje się nad płaczem matki: „Na widok [matki, której jedyny syn umarł,] Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz!»”.

Arcybiskup zaznaczył, że choć Polacy płakali nad losem oficerów, żołnierzy i ich rodzin, to nigdy nie poddali się i nie zrezygnowali z dążenia do wolności. - Te straszliwe wydarzenia – 1 i 17 września 1939 r. - nie złamały polskiego ducha, ponieważ wierzono w Boga. Polska, katolicki kraj wydany na łup bezbożnych systemów totalitarnych, nie złamała się, trwając w swoim oporze i przekonaniu, że Bóg użali się na jej losem i że Polska zmartwychwstanie na nowo - mówił abp Jędraszewski.

Przypomniał następnie o długiej drodze Polaków do wolności - przez bitwę o Anglię, Tobruk, Monte Cassino, Powstanie Warszawskie, a po 1945 r. w trakcie powstawania Solidarności i stan wojenny. - Ostatni żołnierze sowieccy opuścili Polskę w dniu symbolicznym, 16 września 1992 r., po 53 latach okupacji. Ale Polska przetrwała dzięki swojej kulturze budowanej na chrześcijańskich wartościach, umacniających jej tożsamość, dających siłę z pokolenia na pokolenie - stwierdził metropolita krakowski.

Na zakończenie arcybiskup zaznaczył, że przed współczesną Polską stoją jednak nowe zadania. – Jesteśmy w obliczu nowych wyzwań, trudności i zagrożeń. Nie tyle politycznych, co kulturowych. Znowu trzeba nam bronić Polski i Europy, a także wracać do fundamentów prawdziwego autentycznego humanizmu, które zawsze były naszą ostoją. Zrąb tego humanizmu tworzą cztery słowa: Bóg, osoba ludzka, rodzina, naród - powiedział.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wystawa na jubileusz duchaczek

2019-09-18 18:26

Magda Nowak

Siostry Kanoniczki Ducha Świętego w przyszłym roku przeżywać będą 800-lecie pobytu zgromadzenia na ziemiach polskich. Z tej okazji 18 września br. w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie otworzona została wystawa przedstawiająca historię i działalność zakonu na przełomie ośmiu wieków istnienia w Polsce. Wystawę zaprezentowano w ramach 91. spotkania „Z Janem Pawłem II ku przyszłości”, którego gościem był o. Leon Knabit – benedyktyn, przeor opactwa w Tyńcu. W części artystycznej wystąpiła Agata Bernadt przy akompaniamencie Tomasza Grzybowskiego. Jubileuszową wystawę oglądać można do 11 października br.

Magda Nowak/Niedziela

Zgromadzenie Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia zostało założone we Francji przez bł. Gwidona z Montpellier, a zatwierdzone przez papieża Innocentego III w 1198 r. Powołaniem Gwidona była służba chorym i ubogim. Za odziedziczony majątek wybudował ok. roku 1180 szpital na przedmieściu Montpellier. Widział biedę ówczesnego świata, i dlatego gromadził w nim porzucone dzieci, chorych, ubogich. Zgromadził wokół siebie naśladowców, którzy dali początek nowemu zakonowi. Powstałe dzieło o. Gwidon oddał w opiekę Duchowi Świętemu. Jako godło przyjął podwójny krzyż o dwunastu rozgałęzieniach, który symbolizował Trójcę Świętą i dwanaście owoców Ducha Świętego, którymi powinna żyć wspólnota zakonna.

Siostry popularnie nazywane kanoniczkami lub duchaczkami sprowadził do Polski w 1220 r. biskup krakowski Iwo Odrowąż. Aktualnie siostry posługują chorym m.in. w szpitalach, domach prywatnych, w Domu Opieki dla kobiet w Leżajsku, w Domu Księży Emerytów w Częstochowie. Prowadzą przedszkola w Lublinie i w Krakowie, Placówkę Opiekuńczo-Wychowawczą w Pacanowie, Dom Samotnej Matki w Gdańsku Matemblewie oraz Dom Obrony Życia w Pisarówce na Ukrainie. Podejmują pracę parafialną jako pielęgniarki, organistki, zakrystianki i kancelistki, uczą katechezy w szkołach. Od 1981 r. posługują również na misjach w Afryce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem