Reklama

Odpowiedź prezes TK Julii Przyłębskiej na apel ws. aborcji eugenicznej

2018-12-06 19:17

Artur Stelmasiak

Trybunał Konstytucyjny

"Pragnę zapewnić, że zarówno w tej sprawie (aborcji eugenicznej przy. red), jak i w innych sprawach, które są rozpatrywane przez Trybunał Konstytucyjny nie ma żadnych opóźnień" - napisała w odpowiedzi na apel 79. posłów prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska.

Odpowiedź prezes TK na apel (Zobacz) , pod którym podpisało się aż 1/3 posłów partii rządzącej, jest bardzo zdawkowa i dzięki temu wymijająca. W piśmie nie tłumaczy jakiego typu działania Trybunał Konstytucyjny podjął, a jedynie enigmatycznie pisze, że sprawa jest w toku "postępowania merytorycznego". Według konstytucjonalisty dr. Marcina Olszówki z Uczelni Łazarskiego oznaczać to może tylko tyle, że został wyznaczony skład orzekający, a sprawa nie ruszyła z miejsca. - Trybunał Konstytucyjny orzekał już w sprawach, które trafiły później niż wniosek ws. aborcji eugenicznej - przypomina dr Olszówka, prawnik z Ordo Iuris.

Julia Przyłębska napisała, że z "chwilą gdy na niejawnej naradzie skład orzekający wyznaczy termin rozprawy ww. wniosku, zostanie on niezwłocznie opublikowany na stronie internetowej Trybunału Konstytucjnego."

Reklama

Przypomnijmy, że wcześniej Julia Przyłębska mówiła, że sprawa aborcji eugenicznej jest priorytetowa i zostanie rozpoznana w przeciągu kilku miesięcy. Kilka tygodni temu tygodnik "Niedziela" ujawnił, że procedowanie nad wnioskiem ws. aborcji eugenicznej jest celowo wstrzymywane przez Prezes Julię Przyłębską (Zobacz).


Tagi:
aborcja

Trybunał Konstytucyjny: termin rozprawy ws. aborcji eugenicznej "nie został jeszcze wyznaczony"

2019-04-29 14:01

lk / Warszawa (KAI)

Termin rozprawy w sprawie rozpatrzenia niezgodności z Konstytucją zapisanej w ustawie z 1993 r. tzw. przesłanki eugenicznej nie został jeszcze wyznaczony - usłyszała Katolicka Agencja Informacyjna po raz kolejny od służb prasowych Trybunału Konstytucyjnego. Od złożenia poselskiego wniosku w tej sprawie minęło już ponad półtora roku.

Wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności tzw. przesłanki eugenicznej, dopuszczającej aborcję ze względu na podejrzenie upośledzenia lub nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu nienarodzonego dziecka, trafił do Trybunału Konstytucyjnego 27 października 2017 r. Dokument autorstwa posła Bartłomieja Wróblewskiego poparło wówczas 107 posłów z różnych ugrupowań.

We wniosku zapytano, czy możliwość przerywania ciąży ze względu na chorobę dziecka - zapisaną w ustawie z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży - jest zgodna z kilkoma artykułami Konstytucji RP.

Chodzi o art. 30 (przyrodzona i niezbywalna godność człowieka), art. 32 (równe traktowanie przez władze publiczne) i art. 38 (gwarancje prawnej ochrony życia dla każdego człowieka), a także art. 2, mówiący o tym, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, a w szczególności przyporządkowaną tej zasadzie zasadą określoności przepisów prawa.

Z petycją o jak najszybsze wydanie przez TK orzeczenia w tej sprawie zwróciła się 25 lutego br. do TK Fundacja Życie i Rodzina.

Dzień później Katolicka Agencja Informacyjna zadała Trybunałowi Konstytucyjnemu kilka pytań: Kiedy jest planowane wydanie orzeczenia w sprawie przesłanki eugenicznej? Kto będzie przewodniczył składowi sędziowskiemu? Czy do TK wpłynęła petycja o niezwlekanie z wydaniem wyroku? Czy możliwe jest spotkanie prezes TK Julii Przyłębskiej z członkami Fundacji? Wreszcie pytanie najważniejsze: dlaczego rozpatrywanie tej sprawy trwa tak długo?

Odpowiedź przyszła dopiero po dwóch miesiącach i brzmi niemal identycznie jak poprzednie: "Zgodnie z obowiązującymi przepisami terminy rozpraw/publicznych ogłoszeń orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego wyznaczane są na niejawnych naradach sędziów składów orzekających. Jeżeli termin zostanie wyznaczony, to informacja ta będzie dostępna na stronie internetowej Trybunału. Termin w tej sprawie nie został jeszcze wyznaczony".

Pytanie o termin orzeczenia KAI zadała już po raz czwarty od chwili wpłynięcia poselskiego wniosku. W sierpniu 2018 usłyszeliśmy, że wniosek jest "w toku postępowania merytorycznego", a termin posiedzenia w tej sprawie nadal nie został wyznaczony. O braku terminu rozprawy TK informował też w kwietniu 2018. Z kolei w marcu tegoż roku służby prasowe TK poinformowały KAI, że "sprawa jest w toku".

KAI usłyszała też ponownie, że sprawę o sygnaturze akt K 13/17 rozpatrzy pełny skład sędziowski pod przewodnictwem prezes Przyłębskiej, a w razie przeszkód w przewodniczeniu przez nią, będzie to wyznaczony przez nią inny sędzia.

Na pytanie o petycję działaczy pro-life służby prasowe TK odpowiedziały, że jest ona "w rozpoznaniu", a do 16 maja Trybunał oczekuje na ewentualne dalsze petycje w tej sprawie.

Czy istnieje możliwość spotkania pro-liferów z Julią Przyłębską? "Informacje dotyczące kalendarza spotkań Prezesa Trybunału Konstytucyjnego nie są informacją publiczną" - usłyszeliśmy od Obsługi Medialnej TK.

Pytanie o to, co konkretnie przeszkadza sędziom w doprowadzeniu sprawy przesłanki eugenicznej do finału i dlaczego ciągnie się ona tak długo, skoro np. w 1997 r. przygotowanie i wydanie orzeczenia zajęło Trybunałowi kilka miesięcy, pozostało bez jasnej odpowiedzi.

"Informujemy, że wyjaśnienia, polemika, w tym ustosunkowywanie się do wypowiedzi czy informacji wnioskodawcy nie stanowi informacji publicznej w rozumieniu ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2018 r. poz. 1330)" - odpowiedział Trybunał Konstytucyjny.

Trybunał Konstytucyjny nie jest zobligowany do zajęcia się danym wnioskiem w konkretnych ramach czasowych. Nie ma przepisów, które by tę kwestię regulowały.

Członkowie Fundacji Życie i Rodzina tworzą też Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję", odpowiedzialny za złożenie w Sejmie obywatelskiego projektu ustawy postulującej wykreślenie przesłanki eugenicznej z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży.

Sejmowa podkomisja, która miała rozpatrywać ten projekt, do tej pory nie zebrała się ani razu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ataki są testem dla nas, wierzących

2019-05-15 09:02

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 20/2019, str. 6-7

Z aktorką i kandydatką do Europarlamentu Dominiką Chorosińską, z domu Figurską, rozmawia Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak
Aktorka Dominika Chorosińska (dawniej Figurska) zamierza w Europarlamencie lobbować za prawami rodziny

ARTUR STELMASIAK: – Dlaczego znana aktorka, działaczka społeczna i katolicka zdecydowała się wejść do polityki?

DOMINIKA CHOROSIŃSKA: – W polityce podejmowane są decyzje, które mają wpływ na nasze życie. Nie chcę biernie patrzeć na to, z czym się w sumieniu nie zgadzam. Misją, której chciałabym się poświęcić, jest obrona rodziny, a zarazem zabieganie o prawo, które będzie wspierało jej rozwój. Może dlatego, że jestem spoza polityki potrafię nazywać rzeczy po imieniu i uważam, że ludziom nie można z góry narzucać wyssanych z palca teorii społecznych. Nikt rozsądny przecież nie uwierzy, że jest 56 różnych płci człowieka. Uważam, że tradycyjnej rodzinie zagraża dobrze zorganizowana, bogata i niebezpieczna mniejszość, i że czas temu zagrożeniu stawić czoła.

– Na jednej z konferencji o chrześcijanach w polityce dr Barbara Fedyszak-Radziejowska powiedziała, że katolicy nie chcą iść do polityki, bo ona jest zła i brudna. A przez to, że nie idą do polityki, właśnie ta polityka zła się staje.

– Podzielam zdanie pani doktor. Dlatego moje wejście do trudnego świata polityki jest wyrazem niezgody na to, co się wokół nas dzieje i co zagraża naszym rodzinom i dzieciom. Jeżeli my, katolicy, nie zaangażujemy się w sprawy publiczne, to ktoś inny weźmie je w swoje ręce. Wejście w politykę nie jest to dla mnie łatwe, bo spotkał mnie na starcie wielki anonimowy hejt. Ale to jest cena, którą muszę zapłacić, jeśli pragnę stanąć na froncie walk o rodzinę. Otuchy dodają mi natomiast wyrazy wsparcia i solidarności, które otrzymuję z całego kraju. Serdecznie za nie dziękuję!

– Chce Pani wyjechać do Brukseli bo...

– Gdy otrzymałam propozycję startu w wyborach z listy Prawa i Sprawiedliwości, pomyślałam sobie, że w wypadku zwycięstwa zapiszę się do Komisji Rodziny w Parlamencie Europejskim. W końcu mamy na kontynencie poważny kryzys demograficzny oraz kryzys więzi międzypokoleniowych. W poszukiwanie rozwiązań takich problemów chciałabym się zaangażować. Okazało się jednak, że w Unii taka komisja nie istnieje. To jest dla mnie niewiarygodne! Zapomniano o rodzinie, która jest jedyną nadzieją na odrodzenie naszego kontynentu. Dlatego będę walczyć o powstanie tej komisji. Pamiętajmy, że ok. 70 proc. polskiego prawa to wdrażane do naszego ustawodawstwa unijne dyrektywy, których treść ma poważny wpływ na życie każdego z nas. Obecnie w Parlamencie Europejskim nikt nie opiniuje europejskiego prawa pod kątem jego wpływu na życie rodziny, mimo że wpływ ten jest ogromny.

– Ale za to są inne komisje, które raczej zwalczają rodzinę.

– Prężnie działa Komisja FEMM zrzeszająca europejskie feministki, które za instytucją tradycyjnej rodziny zdecydowanie nie przepadają. Przypomnę, że w roku 2017 europosłanki z tej komisji złożyły wizytę w Polsce. W oświadczeniu prasowym podsumowującym wyjazd zwróciły uwagę m.in. na konieczność dalszego ograniczania ochrony życia dzieci w prenatalnym okresie ich rozwoju i likwidacji ograniczeń w dystrybucji przez koncerny farmaceutyczne preparatów antykoncepcyjnych i wczesnoporonnych. Funkcjonują również tzw. intergrupy zrzeszające europosłów ponad frakcjami i narodowościami. Mało kto zdaje sobie sprawę, że najliczniejsza intergrupa działa na rzecz środowiska LGBT. Ma swój sekretariat i pracowników. Dąży do tego, by różne przepisy unijne sprzyjały interesom środowisk LGBT i feministek. Członkowie wspomnianej intergrupy są skutecznymi lobbystami tych przepisów w swoich środowiskach politycznych.

– Pani chciałaby stworzyć przeciwwagę dla tej intergrupy?

– Uważam, że czas, by w Europarlamencie powstało silne środowisko, które będzie lobbowało za prawami rodziny i dobrze rozumianymi prawami kobiet. Warto wspomnieć, że mamy niezwykle wartościową naukę o społecznej roli kobiety autorstwa Jana Pawła II, z której możemy czerpać przy stanowieniu mądrego prawa. Potrzebujemy przeciwwagi wobec Komisji FEMM, której sposób postrzegania rodziny i roli kobiet we współczesnym świecie pozostawia wiele do życzenia.

– Słyszałem, że w mediach społecznościowych przeprowadzono na Panią frontalny atak, bo Dominika Chorosińska startuje z listy PiS. Czy dużo znajomych ze środowiska aktorskiego tak zareagowało?

– Wielu znajomych straciłam, ale też wielu nowych zyskałam. Moje wejście do polityki jest następstwem dotychczasowej działalności na polu społecznym. Przecież w sprawy promowania rodziny i obrony życia jestem zaangażowana od wielu, wielu lat. Jestem również ambasadorką szeregu inicjatyw społecznych, takich jak Marsz dla Życia i Rodziny, Orszak Trzech Króli czy Pomoc Polakom na Grodzieńszczyźnie. Angażuję się, bo mam pragnienie kształtowania rzeczywistości. I w ten sposób doszłam do świata polityki. Niestety wiele drzwi się przede mną zamknęło, bo w niektórych środowiskach moje poglądy jawią się jako kontrowersyjne.

– A co jest kontrowersyjnego w niezabijaniu i w obronie rodziny?

– Też się nad tym zastanawiam i choć znam mechanizmy takiego myślenia, to jest mi ono kompletnie obce. Jedno mogę zadeklarować. Swoich poglądów w tych ważnych sprawach nie zmieniłam i nie zamierzam zmieniać. Obojętnie jak duża będzie fala hejtu. Najważniejsze jest dla mnie, że w swojej działalności mam wsparcie rodziny i męża. Bliscy stoją za mną murem i to dodaje mi sił.

– Skoro jesteśmy przy obronie fundamentalnych wartości, to przypomnę, że była Pani jedną z osób wspierających kampanię i akcję zbierania podpisów pod projektem #ZatrzymajAborcję. Jak czuje się Dominika Chorosińska z tym, że partia, z której list startuje, jest odpowiedzialna za blokowanie tego projektu w Sejmie?

– Wydaje mi się, że to jest tylko odłożone w czasie. Wierzę, że ten projekt zostanie w końcu uchwalony.

– A nie boli panią, że czekamy już tyle czasu... tyle dzieci zostało zabitych?

– Były czarne protesty i politycy się wystraszyli.

– Ale strach to jedna z ostatnich cech, której ja oczekuję od polityków.

– Trudno mi szukać usprawiedliwienia dla innych polityków. Chciałabym przede wszystkim odpowiadać za swoje czyny. Nie jestem przecież polskim parlamentarzystą. Uważam natomiast, że każde życie jest bezcenne i w swoich początkach bezbronne. Dlatego potrzebuje ochrony ze strony państwa.

– Od lat jest Pani bardzo aktywna w środowisku katolickim. Jest Pani zawsze tam, gdzie promuje się wartości prorodzinne i prolife. Jak ta aktywność się zaczęła?

– Po pięciu latach mojego małżeństwa przeżyliśmy bardzo poważny kryzys. Myśleliśmy, że się rozwiedziemy, że nasza rodzina podzieli los tysięcy innych rozpadających się małżeństw. W tej beznadziejnej sytuacji dane mi zostało osobiste nawrócenie, a później przyszła walka o małżeństwo. Kilka lat temu, z uwagi na zagrożoną ciążę, wiele osób sugerowało mi również dokonanie aborcji. To doświadczenie zrodziło we mnie niezwykle silne przekonanie o wartości każdego życia. Można zatem powiedzieć, że swoją aktywnością prorodzinną chcę podziękować Panu Bogu za ocalenie mojej rodziny.

– Polacy znają popularną Dominikę Figurską, a Pani niedawno zmieniła nazwisko na Chorosińska. W kontekście wyborów nie był to rozsądny krok.

– Decyzję podjęłam na rekolekcjach ignacjańskich przed Bożym Narodzeniem. Poczułam potrzebę, by mieć to samo nazwisko, co mój mąż i nasze dzieci. Popularność nazwiska, na które pracowałam, jest dla mnie o wiele mniej ważna od jedności naszej rodziny.

– Jako aktorka zna się Pani też na sztuce, kulturze i mechanizmach, którymi się rządzi artystyczne środowisko. W ostatnich dniach mieliśmy przejaw „artystycznej” akcji – na budynku klasztoru przy ul. Żytniej pojawiły się plakaty Matki Bożej Częstochowskiej z tęczowym nimbem. Co Pani o tym myśli?

– Jestem bardzo związana z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej i zdarzenie to było dla mnie bolesne. Jednak sztuka nowoczesna już od wielu lat polega bardziej na prowokacji i niekiedy agresywnym odniesieniu się do sfery sacrum niż na tworzeniu nowej jakości artystycznej, posiadającej własny sens. Skoro intencją twórcy była prowokacja, to uważam, że mądrością jest jej po prostu nie ulegać. Inaczej dajemy się wciągnąć w zaplanowany ciąg zdarzeń… A skoro cała Polska mówi teraz o Maryi – w pracy czy podczas rodzinnych spotkań – to może jest to miejsce i czas, byśmy powiedzieli bliskim i znajomym jak bardzo Ona jest dla nas ważna.

– A jak się Pani podobał wykład Prezydenta Europy 3 maja na Uniwersytecie Warszawskim?

– Uczestniczyłam w pięknych patriotycznych uroczystościach w tym czasie i nie słuchałam go na żywo. Znam to przemówienie tylko z przekazów medialnych.

– Pytam, bo prowokacja z wizerunkiem Matki Bożej trochę się wpisuje w słowa, które padły z ust przedmówcy Donalda Tuska, redaktor Leszka Jażdżewskiego.

– Uważam, że na tak wysokim politycznym szczeblu przypadki nie istnieją. W takich sytuacjach konsultuje się każde zdanie i słowo. Żaden poważny polityk nie zgodzi się na to, by nie wiedział, co zostanie powiedziane tuż przed jego wykładem. Myślę, że to był test dla nas i próba sprawdzenia, jak daleko można się w Polsce posunąć w obrażaniu osób wierzących.

– A czy nie ma Pani wrażenia, że to był kolejny akt słynnej już „sztuki” pt. „Klątwa” w Teatrze Powszechnym? W obydwu przypadkach doszło do brutalnego ataku na Kościół i nawet owacyjna reakcja publiczności była bardzo podobna.

– Oczywiście, że tak. Na naszych oczach toczy się wojna o dusze Polaków. I my nie możemy tej wojny przespać i obudzić się, gdy będzie już za późno. Trzeba się mądrze przygotować i uzbroić. Choć ta wojna dla uformowanych dorosłych nie jest taka niebezpieczna, bo my sobie jakoś poradzimy. Prawdziwy bój toczy się o to, w jakiej Polsce będą żyć nasze dzieci. Ja swoje dzieci bardzo kocham i zamierzam wytrwale walczyć o ich przyszłość.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wrocławski Marsz Pamięci Rotmistrza Witolda Pileckiego

2019-05-24 22:54

Agata Pieszko

W przeddzień 71 rocznicy śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego ulicami miasta przeszedł Wrocławski Marsz Pamięci zorganizowany przez Stowarzyszenie KoLiber, Akademię Patriotów, Inicjatywę Historyczną, Stowarzyszenie Odra Niemen oraz Federację dla Rzeczpospolitej.

Agata Pieszko

Dla wielu pozostał więźniem nr 4859 bez znanego miejsca pochówku, jednak wszyscy idący dziś z Placu Solnego przez ul. Ruską, Kazimierza Wielkiego, Krupniczą, Podwale, Most Sądowy i Promenadę Staromiejską, upamiętnili Witolda Pileckiego jako żołnierza z imieniem i nazwiskiem, służącego od 1918 roku w Wojsku Polskim i Armii Krajowej, walczącego w wojnie polsko-bolszewickiej, kampanii wrześniowej i powstaniu warszawskim. Upamiętnili założyciela Tajnej Armii Polskiej, dwukrotnie odznaczonego Krzyżem Walecznych. Upamiętnili więźnia Auschwitz, który stworzył w tym piekielnym obozie ruch oporu. Upamiętnili męża i ojca dwójki dzieci straconego 25 maja 1948 r. w więzieniu mokotowskim na Rakowieckiej przez strzał w tył głowy.

– Sama data urodzin rotmistrza Pileckiego może być uznawana za symboliczną, biorąc pod uwagę fakt, że dokładnie 16 lat później, 13 maja 1917 r., na przeciwległym krańcu Europy, w portugalskiej wiosce Fatima miało miejsce pierwsze z szeregu wydarzeń znanych pod nazwą objawień fatimskich – mówił pod pomnikiem Witolda Pileckiego Wojciech Lica, były przewodniczący Regionu Zagłębie Miedziowe NSZZ „Solidarność”

Matka Boska w Drugiej Tajemnicy Fatimskiej prosiła o poświęcenie sowieckiej Rosji swemu Niepokalanemu Sercu i mimo że doszło do I i II wojny światowej, trzeba nam pamiętać o tej modlitwie także dziś, szczególnie w maju, w miesiącu, w którym Maryja po raz pierwszy ukazała się Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie.

Zanim Pilecki został włączony pomiędzy żelazne tryby reżimu hitlerowskiego i sowieckiego, był młodym człowiekiem, który tak jak i my miał pasje i marzenia. W 1922 r. podjął studia na Uniwersytecie im. Stefana Batorego w Wilnie, jako nadzwyczajny słuchacz Wydziału Sztuk Pięknych. Po dziś dzień w kościele parafialnym w litewskiej miejscowości Krupie, na północ od miasta Szawle, znajdują się dwa obrazy autorstwa Pileckiego. Ten młody człowiek, który był uzdolniony plastycznie, kochał, marzył, nie mógł się spodziewać, że zostanie tak ważną częścią historii. Niestety wielu z nas nadal niewiele o niej wie...

Na zakończenie marszu, pod pomnikiem rotmistrza Witolda Pileckiego na Promenadzie Staromiejskiej odczytano wiersz Zbigniewa Herberta „Przesłanie Pana Cogito”, po czym wspólnie zaśpiewano Rotę.

„Na jednym z ostatnich posiedzeń, gdy już było wiadomo, że zginie, Ojciec dał mamie mały metalowy grzebyk i powiedział, żeby koniecznie kupiła książkę Tomasza á Kempis O naśladowaniu Chrystusa. Chciał, żeby mama codziennie czytała nam fragmenty tej cudownej książeczki. To ci da siłę –powiedział do niej. Bardzo sobie cenię tę książeczkę i przez cały czas ją czytam. Jest to także testament dla mnie” – mówiła Zofia Pilecka-Optułowicz, córką rotmistrza Witolda Pileckiego, w wywiadzie z Bogusławem Rąpałą. Możemy zatem przyjąć książkę O naśladowaniu Chrystusa, jako testament dla wszystkich, którym postać Witolda Pileckiego jest bliska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem