Reklama

Życie jest darem, który trzeba chronić, i zadaniem, które należy wypełnić

Z ks. Kazimierzem Kurkiem rozmawiała Elżbieta Adamczyk
Edycja łódzka 13/2005

W 15-lecie uchwalenia ustawy o ochronie dziecka poczętego z salezjaninem ks. Kazimierzem Kurkiem, współtwórcą i uczestnikiem batalii o nowe prawo, rozmawia Elżbieta Adamczyk.

Elżbieta Adamczyk: - Czy mógłby Ksiądz przypomnieć okoliczności w jakich powstawało prawo o ochronie życia poczętego w Polsce postsolidarnościowej?

Ks. Kazimierz Kurek SDB: - W PRL-u aborcja była legalna, a obronę życia nienarodzonych traktowano jak działanie antypaństwowe i nawet karano - o czym wiedzą starsze instruktorki życia rodzinnego. Przez kilkadziesiąt lat zranieniem sumienia zostali dotknięci wszyscy uczestnicy tej zbrodni: kobiety, mężczyźni, całe rodziny, ale także lekarze i pielęgniarki, którzy często stawali się zakładnikami, przymuszanymi do zabijania nienarodzonych. Wyzwolenie Polaków z opresji zła i włączenie ich w obszar niesienia pomocy człowiekowi - to było wielkie zadanie u progu niepodległości. Niosę w sobie taki obraz z mojego lekarskiego stażu: kobieta zgłosiła się do szpitala, aby przerwać ciążę. Próbowałem odwieźć ją od tej decyzji. Nic nie pomagało. Na propozycję, aby urodziła dziecko i przekazała je do adopcji, odparła: to jest nieludzkie oddawać komuś na wychowanie własne dziecko. Zabieg wykonano. Kobiecie wydawało się, że nie ma już problemu, a tak naprawdę jej problem dopiero się zaczął.

- Jak to się stało, że znalazł się Ksiądz w gronie twórców ustawy?

- Sprawa ochrony życia zawsze leżała w sferze mojego głębokiego zainteresowania. W kilka lat po święceniach zostałem krajowym duszpasterzem rodzin. Z wielu środowisk, m.in. z Jasnej Góry, docierały pytania, co zamierzamy zrobić z wciąż obowiązującą ustawą, legalizującą aborcję. Wówczas w gronie poradników rodzinnych, lekarzy i prawników podjąłem temat zmiany istniejącego prawa. O tym, że nie będzie to łatwe, przekonywała nas już Biblia, w której od Księgi Rodzaju do Apokalipsy szatan walczy z kobietą mającą urodzić. Modliliśmy się o światło i zrozumieliśmy, że nie należy skupiać się na zakazie usuwania ciąży, tylko na obronie życia poczętego. Myśl ta narodziła się w Szczecinie, w rozmowie z prof. Zbigniewem Szymańskim.

- Co stanowiło największy problem dla twórców nowego prawa?

- Najtrudniejsze było, oczywiście, doprowadzenie do uznania, że poczęte dziecko jest człowiekiem z pełnią przysługujących mu praw. Podstawa prawna znalazła się w obowiązujących wówczas przepisach spadkowych, które nadawały prawo do dziedziczenia także dziecku przebywającemu jeszcze w łonie matki.

- Co było dalej?

- Jesienią 1988 r. w 20. rocznicę wydania encykliki Humanae vitae, udaliśmy się w kilkudziesięcioosobowej grupie na grób Pawła VI i na spotkanie z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Celem tej pielgrzymki było uproszenie błogosławieństwa dla rozpoczętych prac nad ustawą. W styczniu 1989 r. dokument był gotowy. Zamiar wprowadzenia go na któryś z „podstolików” Okrągłego Stołu nie powiódł się i dziś, z perspektywy czasu widać, że dobrze się stało. Rozpoczęła się, bowiem narodowa debata, w której my troszczyliśmy się bardzo o zachowanie czystości języka, podkreślając wszędzie, że chodzi o prawo do życia człowieka poczętego. Arcybiskup Dąbrowski spowodował, że projekt ustawy trafił do ostatniego Sejmu dawnego reżimu, za pośrednictwem grupy posłów, którzy zebrali pod nim kilkadziesiąt podpisów. W tym czasie udałem się też do Ziemi Świętej, na zaproszenie pochodzących z Palestyny moich kolegów ze studiów medycznych. Tam złożyłem kopie projektu ustawy w miejscach związanych z narodzinami, życiem i śmiercią Jezusa Chrystusa, powierzając wstawiennictwu Maryi losy tego historycznego dokumentu. Papież Jan Paweł II żywo interesował się losem ustawy. Po paru latach zmagań w Parlamencie, ustawa weszła w życie - wprawdzie niedoskonała, bo niechroniąca każdego życia, ale otaczająca ochroną większość poczętych dzieci.

- Ustanowienie prawa nie oznaczało osiągnięcia celu, jaki sobie wyznaczyli obrońcy życia...

- Mówiąc językiem lekarskim, udało się zatamować krwotok, którym było bezkarne zabijanie nienarodzonych, ale naród poważnie okaleczony, zraniony w swojej miłości do najmniejszych nadal wymagał leczenia. Trzeba było poszerzyć pracę wychowawczą nad kształtowaniem postawy życzliwości dla dziecka przed narodzeniem. Kościół w Polsce od lat 50. wdrażał sformułowaną przez Teresę Strzembosz wraz z kard. Prymasem Wyszyńskim ideę rozwijania poradnictwa rodzinnego. Należało to wielokrotnie pomnożyć, aby przybyło kadr zdolnych wychować całe pokolenie do tej trudnej miłości. Trzeba było m.in. uczyć naturalnego planowania rodziny, rozwinąć struktury miłości miłosiernej: domy samotnej matki, katolickie ośrodki adopcyjno-opiekuńcze, telefony zaufania - wszystko, co służyło ochronie matek, które z różnych powodów nie mogą same zaopiekować się poczętym dzieckiem. Zmiana, jaka zaszła w świadomości społecznej, wymaga obecnie stałego utrwalania, aby wszyscy rodzice mogli kiedyś powiedzieć swemu dziecku: kochaliśmy cię od poczęcia. Jeżeli naród będzie potrafił powiedzieć to swoim dzieciom, wygrana zostanie jedna z największych dziejowych batalii o nasze istnienie i będzie to źródłem niezwykłej siły. Życie jest najważniejsze, a solidarność z życiem jest miarą wartości solidarności społecznej. Pokolenie duszpasterzy i laikatu lat 90. stawiało sobie pytanie, jak budować rzeczywistość doczesną w Polsce po marksizmie. Jesteśmy bowiem społeczeństwem postmarksistowskim. Doktryna marksizmu widzi swych podstawowych wrogów we własności i rodzinie. W Polsce, mimo że nie udało się wdrożyć wszystkich założeń tej doktryny, wciąż jesteśmy pod jej wielkim wpływem. Trzeba więc wrócić do normy, czyli dać własność i stworzyć warunki rozwoju rodziny. Ośrodki katolickie powinny wyraźniej się tego domagać od sprawujących władzę. Na czym budować? Stolica Apostolska podarowała wszystkim Kartę Praw Rodziny, czyli fundament, zakres prawa naturalnego, na którym ma być wsparte prawo stanowione. 3 kwietnia 1991 r. w Łomiankach po raz pierwszy Karta została uroczyście przekazana instytucjom związanym z rodziną oraz samym rodzinom przez Nuncjusza Apostolskiego. Następnie dokument trafił do diecezji i parafii. Zaczęła się praca, która być może teraz potrzebuje na nowo animacji.

- Niestety, często można odnieść wrażenie, że podjęta wówczas praca utknęła w zaspie nadmiernej instytucjonalizacji i biurokratycznych procedur.

- Pocieszające jest to, że dzieło zostało dobrze ubezpieczone. 31 sierpnia 1996 r. przy grobie Księdza Jerzego przedstawiciele różnych środowisk podpisali deklarację, że będą stosować się do Karty Praw Rodziny. Dokument, zamknięty w metalowej tulei, został złożony na Ołtarzu Ojczyzny na Jasnej Górze i oddany pod opiekę Matki Bożej. Ubezpieczenie działa, ale zadanie tworzenia nowego społeczeństwa wciąż jest przed nami. I nie wystarczy, aby było to społeczeństwo demokratyczne - jak chcą niektórzy - ale chodzi o społeczeństwo oparte na prawach rodziny. Taki fundament mogłaby przyjąć dla siebie np. zjednoczona prawica i po wyborach rozpocząć budowanie gospodarki służącej rozwojowi rodziny. Polska wciąż nie podjęła polityki wzrostu dochodów. Problemem do podjęcia pozostaje także wycena pracy. Jednocześnie, prawie co drugi 18-latek w Unii Europejskiej mieszka w Polsce, a więc potencjał rozwoju społeczeństwa jest w tej chwili ogromny. Tworzenie dla tej rzeszy młodych ludzi stabilnego rynku pracy jest naczelnym zadaniem państwa. Powinni sobie uświadomić to wszyscy, którym zależy na Polsce. Słyszy się często, że nic się nie da zrobić. Jeżeli Franciszek Stefczyk potrafił dźwignąć w Galicji pod zaborem całe wsie, zakładając kasy oszczędnościowe, jeżeli tak wiele udało się zmienić w gospodarce II Rzeczypospolitej, to i teraz wiele można zrobić - trzeba tylko mieć jasną wizję i patrzeć perspektywicznie. Pilną sprawą jest, moim zdaniem, uwolnienie szkolnictwa spod wpływów sięgających aż Rewolucji Francuskiej. W Karcie Praw Rodziny istnieje zapis o prawie rodziców do swobodnego wyboru szkoły dla dziecka. W rzeczywistości w Polsce dominuje szkolnictwo publiczne, na którego poziom i kształt rodzice nie mają żadnego wpływu. Nowe programy szkolne ograniczają dzieciom polskim m.in. dostęp do kultury. Taniec, muzyka, malarstwo ani teoretycznie, ani praktycznie nie istnieją w programach. Brakuje w szkolnicwie: zespołów tanecznych, kół teatralnych, orkiestr szkolnych, zespołów sportowych. Nie ma pieniędzy, ale przecież utrzymanie jednego pensjonariusza w Ignacewie czy później w zakładzie karnym jest o wiele droższe. Czy ktoś to przeliczył?

c.d.n.

Niedzielna Msza święta w sobotę

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 10/2004

Nie tak dawno w czasie lekcji jeden z licealistów zapytał mnie w intrygującej go sprawie. „Proszę księdza, Kościół uczy, że jeżeli z ważnych powodów nie możemy iść do kościoła w niedzielę (np. idziemy na zabawę karnawałową trwającą do białego rana, lub będziemy musieli w niedzielę pracować) to powinniśmy to uczynić w sobotę wieczorem.

Bożena Sztajner/Niedziela

Takie uczestnictwo nie będzie pociągało konsekwencji grzechu. Niestety, coraz częściej słyszę, iż niektórzy moi znajomi, dla wygody, by mieć niedzielę tylko dla siebie, idą w sobotę, a nie w niedzielę na Mszę św. Czy jest to postawa słuszna, prawidłowa? W Piśmie Świętym czytamy, jak to Pan Bóg polecił świętować siódmy dzień, a nie szósty. Wyznaczył niedzielę na świętowanie, a nie sobotę wieczorem. Czy więc regularne uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. w sobotę wieczorem nie jest nadużyciem?”

Otóż tytułem wstępu przypomnę, iż obowiązek uczestniczenia we Mszy św. wiąże katolika w sumieniu. Dobrowolne zaniedbanie uczestniczenia we Mszy św. w niedzielę jest grzechem śmiertelnym i powoduje zerwanie kontaktu z Bogiem. Wracając do kwestii dnia, którego powinniśmy świętować, zgodnie z poleceniem Boga Izraelici zobowiązani byli do świętowania szabatu czyli siódmego dnia, dnia Bożego odpoczynku po dokonanym dziele stworzenia. Jednak po Zmartwychwstaniu Chrystusa, które miało miejsce w pierwszym dniu tygodnia (w niedzielę), rozpoczął się nowy etap w historii zbawienia. Etap ten jest czasem nowego stworzenia. I właśnie ten dzień nowego stworzenia, bo zostało ono zapoczątkowane Zmartwychwstaniem i umocnione zesłaniem Ducha Świętego też w niedzielę, obchodzimy jako najważniejsze święto każdego tygodnia. Świętujemy niedzielę, jako pierwszy dzień tygodnia. Wyraźnie słyszymy to w II Modlitwie Eucharystycznej, w której kapłan wypowiada słowa: „Dlatego stajemy przed Tobą i zjednoczeni z całym Kościołem uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus Zmartwychwstał i zesłał na Apostołów Ducha Świętego”.

Kościół o sposobie spełnienia obowiązku uczestniczenia we Mszy św. wypowiada się w kanonie 1248 Kodeksu Prawa Kanonicznego w następujący sposób: „Nakazowi uczestniczenia we Mszy św. czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego”. Jak widać, kanon ten nic nie mówi na temat przyczyn naszej decyzji co do dnia uczestniczenia we Mszy św. Termin, w którym udamy się na Mszę św. - w sobotę wieczorem (lub inny dzień poprzedzający święto) czy też w sam dzień świąteczny - zależy tylko od nas. Tak więc z formalnego punktu widzenia wszystko jest w porządku. Każdy jednak medal ma dwie strony. Stąd warto w tym miejscu przypomnieć, na czym polega zadanie świętowania. Otóż do istoty chrześcijańskiego świętowania należy uczestniczenie w liturgicznym spotkaniu, które wielbi Pana, rozważa Jego słowa i umacnia się wzajemnym świadectwem wiary. Kościół od samego początku prosił swoje dzieci, aby pilnowały niedzielnej Eucharystii. Już około 108 r. pisał św. Ignacy z Antiochii: „Niechaj nikt nie błądzi. Ten, kto nie jest wewnątrz sanktuarium, sam pozbawia się Chleba Bożego.

Jeśli modlitwa wspólna dwóch zwykłych ludzi ma moc tak wielką, o ileż potężniejsza jest modlitwa biskupa i całego Kościoła! Kto nie przychodzi na zgromadzenie, ten już popadł w pychę i sam siebie osądził” (List do Efezjan 5,2-3). A dwie strony dalej dodaje św. Ignacy następujący argument: „Gdy się bowiem często schodzicie, słabną siły szatana i zgubna moc jego kruszy się jednością waszej wiary” (13,1).

Stąd jeśli z czystego wygodnictwa pomijamy Mszę św. w sam dzień świąteczny, nasze świętowanie stałoby się niepełne. To jest podstawowa racja, dla której winniśmy dążyć do zachowania niedzielnej Mszy św. Warto zobaczyć dla jakich powodów ludzie najczęściej rezygnują w ogóle z Mszy św. w niedzielę, przychodząc na nią w sobotę wieczorem. Wygodne wylegiwanie się w łóżku, oglądanie telewizji, wycieczka, goście, widowisko sportowe - to są dla nich w niedzielny dzień ważniejsze rzeczy, aniżeli uczestniczenie we Mszy św. Oczywiście, - zauważmy - że w takim przypadku nie mówimy o grzechu (bo przecież można przyjść na Mszę św. w sobotę). Pojawia się natomiast coś, co można nazwać apelem do naszego serca, do naszego sumienia, by nie wybierać tego, co łatwiejsze, ale to, co stosowne, co buduje wiarę naszą i wiarę całej wspólnoty. W przeciwnym razie można pokusić się o stwierdzenie, że wybierając to, co łatwiejsze, czyli sobotnią Liturgię, jakby w sposób pośredni dajemy dowód, iż uczestnictwo w Ofierze Chrystusa jest dla nas jakimś ciężarem, obowiązkiem, a nie radosnym spotkaniem przy stole na wspólnej uczcie.

Kiedy przeżywamy okres Wielkiego Postu, czas nawracania się, pracy nad sobą, podejmowania dobrych postanowień celem przybliżenia się do Boga i pogłębienia swej wiary, miłości, może warto byłoby podjąć trud podjęcia decyzji o prawdziwym świętowaniu niedzieli w połączeniu z uczestnictwem właśnie tego dnia w Eucharystii. Może będzie mnie to kosztować godzinę mniej snu, ale to przecież wszystko ad maiorem Dei gloriam - na większą chawałę Boga.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Guzdek: ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła

2019-10-19 21:12

ar / Warszawa (KAI)

Ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła. W jego życiu nie było nienawiści - powiedział biskup Józef Guzdek w 35. rocznicę śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Eucharystia w intencji kanonizacji kapelana Solidarności, odbyła się w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu.

Łukasz Krzysztofka

Rozpoczynając uroczystą Mszę św. kard. Kazimierz Nycz, dokonał poświęcenia kaplicy, w której wystawiono relikwie sutanny jaką miał na sobie męczennik w momencie śmierci.

Metropolita warszawski podkreślił, że wierni upamiętniają dziś dzień narodzin ks. Popiełuszki dla nieba - To jednoczenie dzień jego męczeńskiej śmierci w obronie godności człowieka, obronie naszej Ojczyzny i ewangelicznej zasady “zło dobrem zwyciężaj” - powiedział.

Duchowny przypomniał, że kapelan Solidarności wielokrotnie zaznaczał, że jego mistrzami, od których uczył się głoszenia Ewangelii, są Jan Paweł II i kard. Wyszyński. Kard. Nycz zauważył, że ks. Popiełuszko wyprzedził swoich mistrzów w drodze na ołtarze. – Wiemy jednak, że 10 lat po beatyfikacji ks. Jerzego będziemy mieć beatyfikację kard. Wyszyńskiego. Przez wstawiennictwo tych trzech wielkich postaci módlmy się za Kościół polski, za naszą Ojczyznę, z prośbą o siłę dla tych, którzy nią kierują – zaapelował.

Homilię wygłosił bp Józef Guzdek. Ordynariusz wojskowy zauważył, że w momencie kiedy większość narodów po zakończeniu drugiej wojny światowej doświadczało pokoju, w Polsce nadal “panoszyło się zło”, a “brat wydawał brata na śmierć”. - W takich czasach zajaśniał blask ks. Jerzego Popiełuszki, który jako kapłan był gorliwym obrońcą wiary i godności człowieka. Zawsze stosował się do słów Jezusa “zło dobrem zwyciężaj” - podkreślił, dodając, że kapelan Solidarności był uosobieniem dobroci oraz cierpliwości, i zawsze powtarzał, że przemoc jest oznaką słabości, nie siły.

- Dziś kiedy wspominamy rocznicę śmierci ks. Jerzego, możemy stwierdzić, że walka ze złem nie należy do przeszłości – stwierdził biskup polowy. - W wielu rejonach świata deptane są podstawowe prawa człowieka, o które walczył nasz błogosławiony męczennik – dodał.

Duchowny zauważył, że wciąż trzeba walczyć w obronie najsłabszych np. o prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Zdaniem bp. Guzdka żyjemy w świecie, w którym polityczna poprawność nie pozwala nazywać zła po imieniu, z obawy, że ktoś poczuje się dotknięty. Nie można czegoś nazwać grzechem, mimo, że katolicy niejednokrotnie spotykają się z pogardą i profanacją tego co dla nich święte.

- Niezwykle potrzebne jest dziś spotkanie z ks. Jerzym, który uczy nas, że złu nie można ulegać i wyrażać na nie zgody. Mamy wypowiadać słowa prawdy, gdy inni milczą – podkreślił duchowny.

Biskup wspomniał, że ks. Popiełuszko niejednokrotnie powtarzał “oni mnie zabiją”, dodając, że rolą księdza jest głosić prawdę, a jeśli trzeba, cierpieć za nią, a nawet oddać życie. ”Jestem gotów na wszystko” – deklarował wówczas. Podkreślał, że aby zachować godność człowieka nie można odnosić się do przemocy, która jest przejawem słabości.

Ordynariusz polowy wspomniał również, że ks. Popiełuszko przestrzegał przed niechrześcijańskim radykalizmem i wykluczeniem kogokolwiek - Nie dążył do budowania ekskluzywnej wspólnoty. Podkreślał, że jego kazania nie są przeciw komuś, że walczy z systemem zła, a nie z człowiekiem. Mówił: “To co robię to nie polityka, moja bronią jest prawda. Prawda i miłość” - zaznaczył.

- Świadkowie jego życia mówili, że potrafił wyjść z kawą do śledzących go funkcjonariuszy SB, mówiąc, że to nie ich wina, że tu stoją. Niektórzy chcieli żeby piętnował po nazwisku swoich prześladowców, ale ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła. W jego życiu nie było nienawiści - wspominał biskup Guzdek.

Zdaniem duchownego dzisiejsza uroczystość jest okazją do “zawstydzenia” niektórych wiernych i przemyślenia, czy Kościół stara się dotrzeć do wszystkich ludzi nikogo nie wykluczając.

- W pluralistycznym społeczeństwie zawsze znajdą się nurty przeciwne Kościołowi i trzeba reagować, ale nie każda reakcja jest zgodna z duchem Ewangelii – zauważył duchowny. Dodał, że jeśli “oburzenie stanie się sposobem duszpasterstwa” to wierni i księża przestaną być apostołami, a staną się inkwizytorami.

- Ks. Popiełuszko nigdy nie zdradził prawdy, nawet za cenę męczeńskiej śmierci. Był orędownikiem przebaczenia i pogodzenia zwaśnionych stron – zaznaczył biskup, pytając wiernych czy przed przystąpieniem do Komunii będą mogli z czystym sercem wypowiedzieć słowa: “I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. - Te słowa są dziś weryfikacją prawdy o naszym chrześcijaństwie – stwierdził.

- Błogosławiony księże Jerzy męczenniku! Uczyń wyznawców Chrystusa apostołami prawdy, przebaczenia i pojednania. Błogosław nam i naszej umiłowanej Ojczyźnie – zakończył biskup Guzdek.

Po Eucharystii nastąpiło uroczyste złożenie wieńców przy grobie bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

***

Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się w 1947 r. w wiosce Okopy na Białostocczyźnie, był kapelanem związanym z “Solidarnością” i robotnikami. Podczas Mszy za Ojczyznę sprawowanych w kościele św. Stanisława Kostki na stołecznym Żoliborzu publicznie krytykował nadużycia władzy komunistycznej. Równocześnie – zgodnie z głoszoną przez siebie zasadą “zło dobrem zwyciężaj” – przestrzegał przed nienawiścią do funkcjonariuszy systemu.

19 października 1984 r. został porwany przez oficerów Służby Bezpieczeństwa z IV Departamentu MSW. Po brutalnym pobiciu, oprawcy wrzucili księdza do Wisły na tamie koło Włocławka. Został pochowany na placu przed kościołem św. Stanisława Kostki, gdzie był duszpasterzem. W pogrzebie ks. Popiełuszki uczestniczyły setki tysięcy ludzi.

Ks. Jerzy Popiełuszko został beatyfikowany 6 czerwca 2010 r. podczas Mszy św. na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Obecnie trwa jego proces kanonizacyjny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem