Reklama

Wielkanoc na obczyźnie

Margita Kotas
Edycja przemyska 13/2005

Autokar zadymił i zatrzymał się definitywnie na autostradzie kilka kilometrów przed Hannoverem. Na szczęście siłą rozpędu wtoczył się na stację benzynową, którą podczas kolejnych wojaży zagranicznych mijaliśmy zawsze z rozrzewnieniem niezrozumiałym dla nowych członków zespołu. Przez kilka godzin kierowcy walczyli z awarią na własną rękę. Bezskutecznie. Nawet nie myśleli o wezwaniu pomocy drogowej. Co ważne w tej opowieści - był rok 1987. Byliśmy przybyszami zza żelaznej kurtyny. Nie było nas stać na fachową pomoc, a nasz autokar wyglądał w dodatku jak oddział muzealny. Tym bardziej zdziwiło nas pojawienie się pomocy drogowej. - Stoicie tu od kilku godzin, może w czymś pomóc? - zapytał nas czystą polszczyzną mechanik. Mieliśmy szczęście. Właściciel pomocy drogowej okazał się Polakiem i zrobił wszystko, żeby nam pomóc. Najpierw szukał w okolicy nowej sprężarki, ale nigdzie nie zdobył pasującej do naszego muzeum na kółkach. - Trzeba sprowadzić z Polski, ale to potrwa z dobry tydzień - usłyszeliśmy wyrok. A potem rozdzwoniły się telefony, jeszcze nie te komórkowe, bo o nich nikt z nas nawet wtedy nie słyszał. Miejscowa Polonia zabrała nas na noc do swych domów - to również za sprawą miłego rodaka. A rano, po pertraktacjach z uczelnią i organizatorami naszego tournee ruszyliśmy wynajętym niemieckim autokarem do Francji.
Zdążyliśmy w ostatniej chwili, przebierając się w stroje chóralne w autokarze. Kiedy wjechaliśmy w poranek Niedzieli Palmowej do Evreux, przed kościołem Saint-Michel stali już zgromadzeni wierni. Nie było nawet czasu na powitania. Każdy chórzysta dostał w rękę palemkę i rozpoczęła się uroczysta Msza św. oprawiona naszym śpiewem. Byłoby tak jak u nas w Polsce, gdyby nie ministrantki, świeccy szafarze Eucharystii, Komunia przyjmowana przez Francuzów na rękę i pieśń, która zaintonowana przez miejscowych wiernych wprowadziła nas w pełne osłupienie. Patrzyliśmy na siebie w zdumieniu słysząc nic innego jak Góralu, czy ci nie żal. Rozwiązanie zagadki przyszło podczas wspólnego śniadania z naszymi gospodarzami. Wyjaśnił nam to Patryk, urodzony na ziemi francuskiej wnuk pani Aliny, przemyślanki całym sercem. Okazało się, że Francuzom tak bardzo spodobała się melodia piosenki śpiewanej przez polskich emigrantów, że dopisali do niej zupełnie inne, pobożne, słowa i śpiewają ją jako pieśń na podwyższenie krzyża. Z każdym dniem pobytu na francuskiej ziemi obecność tej melodii w kościołach szokowała nas coraz mniej. W przeciwieństwie do nadzwyczajnych szafarzy Eucharystii. Pamiętam jak w katedrze Notre Dame w Rouen, podczas obchodów Wielkiego Tygodnia uciekaliśmy przed skądinąd przemiłą siostrą zakonną rozdzielającą Komunię św.
Francja, najstarsza córka Kościoła, zadziwiała nas nieustannie sprzecznościami. Z jednej strony porujnowane, niemal opustoszałe opactwa, które jak tłumaczył nam jeden z zakonników, nie podźwignęły się już po rewolucji francuskiej. Z drugiej - tłumy ludzi na liturgii Wielkiego Tygodnia i Wielkiej Nocy. Młodzi praktykujący codzienne uczestnictwo w Eucharystii i przedstawiciele średniego pokolenia, dla których odległość 500 m od kościoła była odległością nie do pokonania. Wspaniałe katolickie rodziny, u których gościliśmy i Francuzi żyjący wygodnie, bez Boga i zobowiązań wobec drugiego człowieka. Nieustanne kontrasty.
Jedno muszę przyznać, gdziekolwiek się nie pojawialiśmy, przyjmowano nas z prawdziwą życzliwością. Wręczano nam prezenty, wpuszczano gratis do obiektów muzealnych, w mniejszych miasteczkach, dzięki audycjom i komunikatom w lokalnych rozgłośniach radiowych byliśmy powszechnie znani i doceniani. Niemalże wszyscy słysząc nasz język rozpoznawali w nas chórzystów z Polski. Byliśmy przybyszami z innego, egzotycznego świata. Nie do końca zrozumiałego - bo jak wytłumaczyć goszczącym nas Francuzom, że papieru toaletowego też u nas nie ma - ale tym bardziej budzącego nieustanną ciekawość. Trwała swoista moda na Europę Wschodnią, a dla Francuzów czy Niemców byliśmy jej przedstawicielami. Mieliśmy też wrażenie, że docenia się wysiłki Polski w walce z komunizmem. Słowo „Solidarność” otwierało nam wówczas wszystkie drzwi. Skorych do wzruszeń Francuzów wzruszaliśmy do łez, ale i zadziwialiśmy na każdym kroku.
Kiedy w Niedzielę Zmartwychwstania dotarliśmy wynajętym autokarem do Paryża, pod kościołem, gdzie mieliśmy dać koncert czekała na nas niespodzianka. W promieniach wiosennego słońca ukazało się naszym oczom naprawione muzeum na kółkach. Radość zdawała się nie mieć końca. Nie mógł się nadziwić francuski kierowca, jak można się tak bardzo cieszyć na widok takiego gruchota. On najwyraźniej nie poznał się na polskiej duszy.
Poznali się na niej słuchacze paryskiego koncertu. Gdy śpiewaliśmy, dwukrotnie świątynią wstrząsał szloch. Pierwszy raz, gdy wykonywaliśmy utwór Eli, Eli Gyorgy’a Deakbardosa, węgierskiego kompozytora, który komponował ten utwór zamknięty w budapesztańskiej katedrze, gdy do stolicy Węgier wjeżdżały radzieckie czołgi. Drugi raz, gdy po wielokrotnych bisach, wśród których znalazły się piosenki ludowe, zostaliśmy poproszeni o zaśpiewanie czegoś bardzo polskiego. Po krótkiej konsultacji z dyrygentem zaśpiewaliśmy Boże coś Polskę. Do dziś nie wiem, jak Francuzi mogli zrozumieć w obcym dla siebie języku wezwanie: „Ojczyznę wolną, racz nam wrócić Panie”, ale szloch, jaki rozległ się po świątyni był tak głośny i powszechny, że z trudem, na ściśniętych gardłach, zakończyliśmy nasz śpiew.
Minęło sporo czasu od tej mojej pierwszej podróży za granicę i jednocześnie pierwszej Wielkanocy na obczyźnie, pamiętam jednak doskonale, jak dumni wówczas byliśmy z tego, że jesteśmy Polakami i że mogliśmy podzielić się z innymi swoimi wartościami i bogactwem nieprzeliczalnym na żadną obcą walutę.

Post w intencji ks. Piotra Pawlukiewicza

2019-11-29 09:16

Red.

Ks. Piotr zmaga się z chorobą w ogromnej pokorze. Przez wiele lat robił to po cichu – nic o niej nie mówiąc, nie czekając na politowanie. W tej chwili wszyscy wiemy, że choroba jest nieustępliwa, powoduje coraz większe cierpienie. Potrzebne jest leczenie, operacje. Ksiądz Piotr też coraz więcej o niej mówi. Społeczność zgromadzona na Facebooku rozpoczyna post w intencji kaznodziei!

Nagranie „Łagiewnicka »22«, spotkanie z ks. Piotrem Pawlukiewiczem, maj 2016”, Faustyna 2016

„Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej”. („Idę po śmierć, idę po życie” Krzysztof Tadej)

Organizatorami inicjatywy są profile Dopóki walczysz - Konferencje ks. Piotra Pawlukiewicza i Kazania inne niż wszystkie, które ewangelizują na portalu Facebook.

Organizatorzy zapraszają:

Proponujemy tutaj formułę: post i modlitwa w określony dzień – 2 grudnia – w dowolnej formie. Może o chlebie i wodzie, a może odmawiając sobie mięsa/słodyczy?

Pościć można także i w inne dni, również wcześniej (do czego zachęcamy), ale 2 grudnia zarezerwujmy sobie jako szczególny dzień w modlitwie i poście za ks. Piotra. 2 grudnia to dzień szczególny – początek adwentu - okresu, który kończy się narodzinami Chrystusa. Wierzymy, że i nasza modlitwa może wiązać się z narodzinami.

„Niektórzy mówią mi o cudzie. Tak, rzeczywiście byłby to spektakularny cud, gdybym z tego wyszedł i rozstał się z panem Parkinsonem”. („Spowiedź ks. Pawlukiewicza” Paweł Kęska)

O cudzie być może nie mamy śmiałości mówić, ale o uldze w cierpieniu - tak. To dobry moment, aby dobry Bóg dał dużo zdrowia i siły.

---

Boże Ojcze Wszechmogący

oto My Twoje dzieci

urzeknięci słowami Jezusa,

Twojego jednorodzonego Syna

"O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje,

Ja to spełnię." J14,14

Prosimy Cię, abyś dał księdzu Piotrowi Pawlukiewiczowi

zdrowie i siłę oraz uświęcał Duchem Świętym,

aby mógł pełnić Twoja wolę tak,

aby nadal mógł poruszać nasze serca,

abyśmy mogli bardziej rozumieć Twoje słowa,

abyśmy mogli być lepszymi Twoimi dziećmi,

aby na ziemi nastała jedna rodzina.

---

Jako tygodnik "Niedziela" zachęcamy serdecznie do włączania się w akcję modlitewną w intencji ks. Piotra!

strona wydarzenia: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Mastalski o związkach niesakramentalnych: nie znaczy, że gorsi

2019-12-09 21:33

BPAK / Kraków (KAI)

Nawet jeśli nie żyjemy w związku sakramentalnym, to nie znaczy, że jesteśmy gorsi, że nie jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. To nie oznacza, że jesteśmy zwolnieni z podążania za Nim – mówił bp Janusz Mastalski podczas adwentowego dnia skupienia Duszpasterstwa Niesakramentalnych Związków Małżeńskich w archidiecezji krakowskiej.

Joanna Adamik

Spotkanie adwentowe odbyło się 7 grudnia w kościele pw. Miłosierdzia Bożego na Wzgórzach Krzesławickich. Rozpoczęło się Mszą św., której przewodniczył bp Janusz Mastalski. W homilii wyjaśnił, iż zawarte w Ewangelii polecenie Jezusa „Idźcie i głoście” jest skierowane do każdego z nas. – Nawet jeśli jesteśmy ludźmi, którzy nie mają do końca łączności z Jezusem, ponieważ nie mogą przystępować do komunii św., nawet jeśli gdzieś te nasze drogi się poplątały, często nie z własnej winy, to na pewno nadal możemy być świadkami i pokazywać, ze Bóg, Kościół jest dla mnie ważny – powiedział biskup i zaznaczył, że powyższe słowa Jezusa są wskazaniem, jak być świadkiem.

Jak tłumaczył, słowo „idźcie” zawiera w sobie trzy konkretne elementy: kierunek, cel oraz wysiłek. – To, że nie przystąpię do komunii św., lecz do komunii duchowej, nie oznacza, że nie idę za Jezusem. To nie oznacza, że On nie jest dla mnie ważny. Znać kierunek, to znaczy iść za Jezusem, a nie obok albo przed Nim. Znać kierunek, to likwidować wszystko, co przysłania Jezusa – wymieniał. – Dzielenie się doświadczeniem wiary, głoszenie Ewangelii jest poleceniem, które Pan daje całemu Kościołowi, także tobie. Jest to nakaz, który nie wynika jednak z woli panowania czy władzy, ale z miłości, z faktu, że Jezus pierwszy przyszedł do nas i dał nam całego siebie. Jezus nie traktuje nas jako niewolników, lecz ludzi wolnych, przyjaciół, braci. Nawet jeśli nie żyjemy w związku sakramentalnym, to nie znaczy że jesteśmy gorsi, że nie jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. To nie oznacza, że jesteśmy zwolnieni z podążania za Nim – podkreślił bp Mastalski.

Następnie wskazał, że do celu, jakim jest zbawienie, świadectwo i realizacja powołania prowadzi angażowanie się w duszpasterstwo, a poprzez to coraz większe przybliżanie się do Boga i drugiego człowieka, a także pokazywanie Go innym, gdyż „Pan poszukuje wszystkich, pragnie, aby wszyscy poczuli ciepło Jego miłosierdzia i Jego miłości”.

Decyzja o wyruszeniu w konkretnym kierunku i do określonego celu wiąże się także z wysiłkiem. Bycie dobrym mężem, dobrą żoną, dobrym rodzicem, to zgoda na ofiarę. – To zgoda na to, aby walczyć, kiedy już nie mam siły. Jak ważne jest to, żebyście poprzez swoją miłość ciągle zapraszali Jezusa do swojej rodziny i do swojego domu. I mówili: „Panie, może nie mogę przyjąć komunii, ale mogę się modlić, przekraczać siebie, bo Cię kocham, bo jestem zdecydowany na ofiarę” – mówił biskup. Na koniec przytoczył wypowiedź papieża Franciszka, która zawiera zapewnienie Jezusa, iż On „nigdy nikogo nie zostawia samym, zawsze nam towarzyszy”.

Po komunii św. została odczytana modlitwa komunii duchowej, zaś później nastąpiło indywidulane błogosławieństwo. Po Eucharystii wszyscy zebrani udali się do salki na konferencję dotyczącą małżeństwa. Bp Mastalski podzielił się dziewięcioma zasadami, które odgrywają ważną rolę w małżeństwie, związku i rodzinie.

Jedną z nich jest zasada przebaczenia. Zakłada ona dawanie drugiej szansy, ale również świadomość doznanych krzywd. Przebaczenie wymaga dojrzałości, która umożliwia pokonanie siebie i zachowanie dystansu, by móc powiedzieć „Wybaczam, ale im częściej będzie się to zdarzało, tym trudniej będzie ci przebaczyć”. – Nie ma normalnego związku bez zasady przebaczenia. To jest wpisane w naszą wiarę, bo przecież Bóg jest przebaczający, miłosierny, a nie taki, który chodzi i się mści. Może właśnie w Adwencie warto zastanowić się nad tym, czego jeszcze nie przebaczyłem albo komu nie przebaczyłem – zachęcał biskup.

– Ale to, że trudno przebaczyć nie oznacza, że łatwo powiedzieć „przepraszam”. I tutaj jest kolejna kwestia, ponieważ „przepraszam” oznacza: pomyliłem się albo zrobiłem coś z premedytacją, albo nie wiedziałem, że to tak wyjdzie. Ale zawsze będzie to przekaz „Tak, skrzywdziłem cię”. Dlatego nie jest łatwo powiedzieć „przepraszam”, szczególnie kiedy ma się dogmat o nieomylności i generalnie zawsze ma się rację. Jaki jest piękny człowiek, kiedy potrafi powiedzieć „przepraszam”. To słowo ma weryfikować moje postępowanie. Nie chodzi o takie „dla świętego spokoju”; to „przepraszam” nic nie da, nie o takie nam chodzi – podkreślił bp Mastalski.

Duszpasterstwo Niesakramentalnych Związków Małżeńskich zostało założone przez ks. dr. Jana Abrahamowicza w 2000 r. przy kościele św. Krzyża w Krakowie. Od 2010 r. działa ono w parafii Miłosierdzia Bożego. Jego celem jest towarzyszenie osobom, które żyją w niesakramentalnych związkach małżeńskich, w dorastaniu do dojrzałej wiary i w szukaniu dróg do Jezusa. – Przyznam się, że początkową trudnością, na jaką uskarżali się przychodzący na spotkania, było to, że czuli się odrzucani przez Kościół. A tymczasem słyszą tutaj, że są w Kościele, więcej - jako ochrzczeni mają określone obowiązki i możliwości. Owszem, nie mogą korzystać ze wszystkich sakramentów, ale klucz do problemu leży w ich rękach. Można tak pokierować swoim życiem, żeby to, co dziś niemożliwe, w końcu stało się możliwe – wyjaśniał ks. Abrahamowicz. – Niektórzy z duszpasterstwa mogą już przyjmować komunię św. sakramentalną; spełnili wszystkie warunki, które są konieczne i uznali Chrystusa za wartość najważniejszą – dodał duszpasterz. Spotkania odbywają się w trzeci piątek miesiąca o godz. 18. Na formację składają się również wyjazdy, które umożliwiają wspólne przeżywanie wiary i doświadczenie wspólnoty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem