Reklama

Jedność małżonków - czy to jest najważniejsze?

Biskup Andrzej Dzięga
Edycja sandomierska 13/2005

(słowo czwarte)

Zawarcie małżeństwa wprowadza człowieka w zupełnie nowe uwarunkowania jego prywatnego życia. Wprawdzie każdy dojrzały człowiek do tej zmiany przygotowuje się jeszcze przed zawarciem małżeństwa, ale dopiero po jego zaistnieniu musi się z tymi zmianami zmierzyć. Dotychczasowe: „Ja” oraz „Ty” musi świadomie i odpowiedzialnie ustąpić miejsca nowej jakości: „My”. Rodzina dotychczasowa, rodzice, krewni, przyjaciele itp., ustępuje miejsca wspólnocie małżeńskiej. Własna wola ustępuje miejsca decyzjom podejmowanym wspólnie. Własne plany życiowe, często z karierą zawodową włącznie, ustępują miejsca potrzebom wynikającym z życia małżeńskiego i rodzinnego. Pogłębia się to szczególnie w momencie narodzenia pierwszego dziecka, które w nowy sposób zmienia rytmikę dotychczasowego małżeńskiego i rodzinnego życia. Niejeden człowiek uderza w te wszystkie realia jak w barierę nie do pokonania i nie potrafi sobie z nową sytuacją poradzić. Silna świadomość, że przez sakramentalną łaskę sam Bóg jest obecny pomiędzy małżonkami w tych wszystkich uwarunkowaniach i prowadzi ich niemal „za rękę” poprzez te sytuacje, pozwala też zwracać się do Boga na modlitwie, przedstawiając Mu te wszystkie sprawy, pozwala też uzyskiwać konkretną duchową pomoc.
Dojrzałe życie małżeńskie, związane dzisiaj w Polsce z wieloma niepokojami i zagrożeniami płynącymi z trudności w znalezieniu pracy, a nawet z koniecznością dojeżdżania do pracy, a w konsekwencji z wielogodzinną lub wielodniową nieobecnością w domu, wprowadza nowe obszary zagrożeń dla duchowej jedności małżonków, a jednocześnie nowe szanse trwania w owocnej jedności. W tych sytuacjach jeden współmałżonek przez dłuższe lub krótsze okresy czasu musi pozostawać sam z codziennymi sprawami, rozwiązując je jednak w duchu realnej jedności, czyli tak, jakby byli oboje nieustannie razem. Oczywistą pomocą są dzisiejsze techniczne możliwości komunikowania się na odległość, jednak potrzebna jest w tych sytuacjach szczególna gwarancja duchowej jedności, która jest źródłem rzeczywistej siły. Wielu polskich małżonków w takich sytuacjach uzgadnia moment jednoczenia się w modlitwie, co pozwala również na odległość, w pewnym sensie także w czasie wykonywania obowiązków, o tej samej porze zwracać się do Boga w duchowym zjednoczeniu serc i myśli. Zwykła codzienna modlitwa: pacierz, Różaniec, medytacja, coraz częściej modlitwa brewiarzowa, jest w tych sytuacjach niezwykle przydatna.
Wiele małżeństw w pewnym okresie swojego życia z różnych powodów dotkniętych jest kryzysem. Kryzys pojawia się, gdy jakiś istotny dla małżeńskiego i rodzinnego życia obszar spraw zostaje naruszony. Może to dotyczyć kwestii majątkowych lub wychowawczych, może wypływać z wątpliwości religijnych lub z pewnych zjawisk społecznych. Najpoważniejsze i najbardziej dramatyczne są zawsze kryzysy naruszające prawdziwą jedność małżonków, czyli każda zdrada małżeńska, każde podjęcie przez jednego z małżonków z inną osobą kontaktu o charakterze małżeńskim. Osoba zdradzona zostaje wtedy głęboko zraniona. Inna, chociaż nie mniej głęboka rana, pojawia się także w osobie zdradzającej. Po ludzku biorąc, osoba zdradzona nabywa wtedy faktycznych uprawnień do odejścia od jedności małżeńskiej, z zachowaniem jednak formalnej ciągłości dotychczasowego związku, czyli bez prawa wchodzenia w nowy związek (Kościół z jednej strony dopuszcza decyzję o separacji małżeńskiej, z drugiej strony jednak usilnie zachęca małżonków do udzielenia sobie wielkodusznego przebaczenia i do kontynuacji jedności małżeńskiej).
Wydaje się, że właśnie w takich sytuacjach powrót do jedności, połączony z nawróceniem i z sakramentem pojednania, połączony z darem modlitwy, ze szczególnym rozważaniem tajemnic Męki i Śmierci Jezusa prowadzących do Jego Zmartwychwstania, może być dla małżonków realną szansą na przezwyciężenie kryzysu ich małżeństwa i odnalezienie w sobie niezwykłej, heroicznej woli przebaczenia i dalszego trwania w bezwarunkowej zgodzie i jedności. Może to również dotyczyć sytuacji związanych nie tyle z kryzysem samej jedności małżeńskiej, ile ze szczególną próbą miłości małżeńskiej wynikającej np. z długotrwałej choroby, wymagającej wielu ofiar i wyrzeczeń, a także niezwykłej cierpliwości.
Trwa Święte Triduum Paschalne. To nie tylko przepiękne liturgie Wielkiego Tygodnia. To szczególna Droga odnowy, nawrócenia i pojednania, przeżywana bezpośrednio z Jezusem Chrystusem. To poznanie tajemnicy zdrady i przebaczenia, Cierpienia i Zwycięstwa, Śmierci i Zmartwychwstania. Tajemnica Miłości. Prawdziwej Miłości. To szczególnie ważna droga dla każdego małżeństwa, na której współmałżonkowie mogą i powinni być razem. Mogą spojrzeć na siebie nowym wzrokiem i rozradować się sobą w blasku Zmartwychwstałego. Mogą sobie przebaczyć wszystko, zrozumieć wszystko, rozpocząć nowe życie - w Zmartwychwstałym. To Droga Chrystusa otwarta dla każdego i wzywająca każdego.

Reklama

Maria Magdalena - zwiastunka Zmartwychwstania

Edyta Malinowska-Klimiuk
Edycja podlaska 15/2012

ARKADIUSZ BEDNARCZYK
Obraz Marii Magdaleny z parafii Brzyska ukazuje świętą podczas medytacji

Maria Magdalena była niezamężna, nie miała dzieci. Pozostawiła wszystko, co posiadała, całą swoją przeszłość i poszła za Jezusem. W tamtych czasach kobiety wspierały rabbich pieniędzmi, posiłkiem. Opuszczenie jednak przez kobietę domu i podróżowanie za rabbim było czymś niespotykanym, wręcz skandalicznym. Jeszcze bardziej skandaliczne było to, że wśród wędrujących z Jezusem znajdowały się kobiety niecieszące się dobrą reputacją, jak wówczas Maria Magdalena. W tradycji Kościoła katolickiego utożsamiano ją najczęściej z Marią jawnogrzesznicą, którą Chrystus ocalił od ukamienowania. Z wdzięczności za uratowanie życia służyła Jezusowi, stając się jedną z Jego najwierniejszych uczennic. Św. Łukasz wspomina też o wypędzeniu z niej siedmiu złych duchów, co może symbolizować wypędzenie skłonności do popełniania grzechu. Na długie stulecia Maria Magdalena stała się symbolem pokutnicy i grzesznicy. Ten „model” kobiety głęboko się zakorzenił w świadomości chrześcijan i ciągle jeszcze pokutuje w niejednych kazaniach, dziełach sztuki, wierszach. Mimo późniejszych prób wyniesienia i oczyszczenia imienia Marii Magdaleny taki obraz pozostał w świadomości wyznawców kultury Kościoła zachodniego. Dopiero w 1969 r. papież Paweł VI oficjalnie oczyścił imię Marii Magdaleny i jej niechlubną tradycję.
Wśród kobiet towarzyszących Jezusowi Maria Magdalena jest wymieniana prawie zawsze na pierwszym miejscu, co może świadczyć o jej szczególnej pozycji w grupie wędrujących i usługujących Jezusowi kobiet. Dla Magdaleny spotkanie z Chrystusem stało się przełomem duchowym. Była ona obecna przy śmierci Jezusa i podczas złożenia Go do grobu: „Były tam również niewiasty, które przypatrywały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, i Salome” (Mk 15, 40). To ona jako pierwsza spotkała Jezusa po zmartwychwstaniu: „Rzecze jej Jezus: «Mario!». Ona zaś, obróciwszy się, rzecze mu: «Rabbuni!» - co znaczy: Mistrzu” (J 20, 16). Było to szczególne wyróżnienie. Marię Magdalenę św. Hipolit, teolog z początków III wieku, nazwał później „apostołką Apostołów”. Kiedy Jezus wypowiedział jej imię, wszystko nagle się przemieniło. Magdalena odnalazła swego Mistrza. Zwróciła się do Niego, używając uroczystej formy aramejskiej, tłumaczonej jako: „Nauczycielu!” lub: „Mistrzu!”. Musiała być bardzo poruszona, może nawet chciała przypaść do nóg Jezusa, który powiedział: „Nie dotykaj mnie, bo jeszcze nie wstąpiłem do Ojca; ale idź do braci moich i powiedz im: «Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, do Boga mego i Boga waszego»” (J 20, 17). Maria Magdalena być może pragnęła - co jest zrozumiałe - ziemskiej, codziennej i żywej obecności Jezusa i tego, by wszystko było jak przedtem. Tymczasem otrzymała od Mistrza ważną misję do spełnienia. To właśnie ona, a nie kto inny, ma iść i oznajmić uczniom o zmartwychwstaniu. Ona ma przekazać dalej prawdę i świadectwo tak bardzo ważne dla wiary Apostołów i całego Kościoła. Spełniła tę misję: „I przyszła Maria Magdalena, oznajmiając uczniom, że widziała Pana i że jej to powiedział” (J 20, 18). Jednak uczniowie Chrystusa nie uwierzyli w jej słowa - zeznanie kobiety było w tamtych czasach pozbawione legalnej wartości, a zatem zaniżało wiarygodność relacji o zmartwychwstaniu. Świadectwo przedstawione przez kobietę nie miało mocy prawnej. Apostołom nie mieściło się w głowie, że Jezus mógł powierzyć tak ważną misję kobiecie. Maria Magdalena pobiegła, żeby zanieść uczniom radosną nowinę i niepotrzebne jej były żadne „dowody” - w przeciwieństwie do Apostołów, którzy - by uwierzyć - musieli Go dotknąć, nawet kiedy Jezus przyszedł do nich.
Magdalena, jako naoczny świadek ukrzyżowania Jezusa i Jego pogrzebu, czuła się w szczególny sposób związana z Jezusem. Była gorliwa w okazywaniu Mu czci, także po utracie wszelkiej nadziei. Łączność z Jezusem istniała dla niej w sposób oczywisty także po Jego śmierci. Ze względu na charakterystyczną dla kobiet zdolność empatii, brak niedowiarstwa, pełną akceptację dla czynów i słów swojego Nauczyciela Magdalenie przypisuje się istotną rolę: niezrozumiałą dla ludzi prawdę, że śmierć na krzyżu była odkupieniem ludzkich grzechów, początkiem nowego, lepszego życia, Jezus objawia kobiecie - nakazuje cieszyć się z cudu i dodać odwagi uczniom. Charakterystyczna jest różnica w przyjęciu tej nowiny przez Magdalenę i przez uczniów. Ona nie analizuje, nie sprawdza, nie docieka. Jej wiara jest tak wielka i tak szczera jak wiara dziecka. Ona kocha Jezusa. Może nie rozumie do końca, ale wierzy. Apostołowie nie wierzą - dla nich Jezus jest człowiekiem i jako taki nie jest w stanie zmartwychwstać. Są „ślepi” na pewne sprawy. Dlatego Chrystus wybiera na „zwiastuna nowiny” kobietę. To niezwykłe wyróżnienie. Stanowi dowód na to, że płeć nie jest dla Chrystusa istotna. Dla Niego istotna jest wiara.
Odbieram to jako wywyższenie Marii Magdaleny, zwłaszcza biorąc pod uwagę panujące wówczas zwyczaje. Historia tej kobiety trwa do dziś: jest symbolem otwierania się każdego człowieka na dar wiary, będący darem miłości.

Maria Magdalena jest patronką kobiet szczerze pokutujących, uczniów i studentów, więźniów, ludzi sprowadzonych na złą drogę, fryzjerów, ogrodników, właścicieli winnic, sprzedawców wina, producentów perfum, dzieci mających trudności z chodzeniem. Jej atrybutami są księga i świeca - jako znak kontemplacji; klejnoty i lustro - które oznaczają odrzucenie dóbr tego świata; czaszka - symbolizująca pamięć o przemijaniu i śmierci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Asyż: kurs jak mówić o Biblii osobom niepełnosprawnym

2019-07-23 16:28

vaticannews.va / Asyż (KAI)

Celem naszego kursu było uwrażliwianie całego Kościoła na prawdę, że Biblia jest dla wszystkich, nikogo z jej poznania nie można wykluczyć. Tymi słowami odpowiedzialny w episkopacie Włoch za apostolat biblijny nakreślił zadania kursu, jaki odbył się w Asyżu, a w którego tematem było przybliżanie Pisma Świętego osobom niepełnosprawnym.

Archiwum

Ks. Dionisio Candido zaznaczył, że ważna rzeczą jest, aby umieć poruszać się w tych dwóch obszarach: z jednej strony znajomość Biblii, a z drugiej umiejętność przekazania jej osobom niepełnosprawnym.

- Trzeba mieć cierpliwość i zespolić ze sobą te dwie rzeczywistości, wchodząc coraz bardziej w świat Słowa Bożego, jego sposobu wyrażania się, jego obrazów i metafor, których używa. Ale w tym samym czasie trzeba wiedzieć, jak się odpowiednio wyrazić, wypowiedzieć, aby osoby z różnymi rodzajami niepełnosprawności, zarówno fizycznej, jak i psychicznej, mogły wejść w świat Biblii – podkreślił w wywiadzie dla Radia Watykańskiego ks. Candido. - Współpraca tych dwóch sektorów wychodzi naprzeciw potrzebom Kościoła i służy diecezjom. Osoby uczestniczące w tych kursach mogą przenieść to potem na życie lokalnych wspólnot.

Włoski duchowny przypomniał, że Kościół od zawsze pamiętał o potrzebie przekazu biblijnego także osobom biednym. Do nich przecież przemawiał Jezus. Wskazał, że pierwszą Biblią dla biednych była sztuka, zarówno malarska, jak i architektoniczna czy muzyczna. Dzięki niej opowiadano Biblię tym, którzy inaczej poznać jej nie potrafili. Przyznał jednak, że Kościół potrzebował wieków, aby dojrzeć do odpowiedniej wrażliwości na osoby niepełnosprawne i także im przekazywać treści biblijne, a przekaz ten czynić spersonalizowanym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem