Reklama

Papieska diagnoza świata

Z o. Wacławem Oszajcą rozmawiała Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 13/2005

Książka Papieża mówi o złu, śmierci i cierpieniu, ale jest bardzo optymistyczna i daje radość życia. Tylko pozornie jest trudna i warto zacząć ją czytać, bo jest słowem skierowanym do każdego.

Z o. Wacławem Oszajcą, jezuitą, poetą, który był jednym z pierwszych czytelników nowej książki Papieża, rozmawia Milena Kindziuk

Milena Kindziuk: - Co jest najbardziej zaskakujące w książce „Pamięć i tożsamość”?

O. Wacław Oszajca: - Światło.

- To znaczy?

- Ta książka świeci. Jest jak źródło. Daje życie. Kiedy się ją czyta, człowiek widzi jaśniej, jakby przez rozświetlające okulary. Wyraźniej wprawdzie widać przez nie również zło, ale po tysiąckroć wyraźniej - dobro. W człowieku i w świecie.

- Czy ma Ojciec ulubiony fragment papieskiego dzieła?

- Raczej może ulubione powiedzenia Jana Pawła II.

- Na przykład?

- Dosłownie nie zacytuję, ale w przybliżeniu. Byłoby śmieszne, gdybym mówił, że Papież własnoręcznie obalił komunizm. Słowa te wypowiada człowiek, który wiele uczynił w świecie, ale przecież nie sam. Pokornie stwierdza, że był jednym z wielu. Podobał mi się też fragment, w którym Ojciec Święty z właściwym sobie humorem pisze o swojej chorobie: No, widać serce mam mocne! Wreszcie, kluczowe chyba stwierdzenie odnoszące się do całego pontyfikatu: Zważywszy na to, co się wokół mnie dzieje, mogę powiedzieć, że świadomość nieużytecznego sługi jest we mnie coraz silniejsza - i myślę, że mi z tym dobrze.

- Jak traktować Papieża, który jest „nieużytecznym sługą?”. Czy jest to dowód braku samowystarczalności z jego strony?

- Jan Paweł II określa w ten sposób swoje miejsce w Kościele i przed Bogiem. Dla niego wszystko, co się dzieje w świecie jest wyrazem przedziwnego działania Stwórcy. Myślę jednak, że Papież nawiązuje w tych słowach również do swoich poprzednich dokumentów, m.in. do Listu do osób w podeszłym wieku oraz do Salvifici Doloris. Przekonuje, że mimo dolegliwości podeszłego wieku, mimo choroby i cierpienia, nadal kocha życie, bo nadal jest ono piękne i warto je przeżyć od początku do samego końca. Jan Paweł II zdaje się więc wołać do nas, współczesnych, byśmy nie bali się cierpienia i śmierci. Kto bowiem boi się śmierci, boi się życia i odwrotnie. Kto boi się życia, boi się też śmierci. Ojciec Święty przypomina też w swej książce, że najgłębszy sens historii wykracza poza historię, a chrześcijańska nadzieja sięga poza granice czasu. Umieramy więc nie tylko z powodu grzechu, ale dla spełnienia. Wiemy o tym od Norwida, którego Papież nie bez powodu tak kocha.

- Książka Papieża, zanim jeszcze została opublikowana, stała się obiektem polemik w niemieckiej prasie. Pojawiły się zarzuty, że Jan Paweł II zrównał holokaust z aborcją. Czy słuszne?

- Oczywiście, że nie. Owszem, Papież pisze o eksterminacji Żydów, Romów, Polaków czy chłopów na Ukrainie i później dodaje, że trzeba też zauważyć, że po upadku „ideologii zła” nadal utrzymuje się legalna eksterminacja poczętych istnień ludzkich przed ich narodzeniem. Podkreśla, że jest to eksterminacja zalegalizowana przez demokrację, która - o ile jest źle używana, pozbawiona norm etycznych i moralnych - również może dopuścić się zbrodni. Nadużyciem jednak byłoby twierdzenie, że Jan Paweł stawia znak równości między holokaustem a aborcją. Te zarzuty były efektem zbyt „gorącego” dziennikarstwa. Wynikały po prostu z braku zapoznania się z treścią tej książki lub jej tendencyjnego odczytania.
Byłbym natomiast zdziwiony - i bardzo bym nawet żałował - gdyby ta książka nie stała się na Zachodzie głosem sprzeciwu. I gdyby nie została zaatakowana, nawet brutalnie.

- Dlaczego?

- Ponieważ Jan Paweł II postawił tu problem, od którego Zachód czy też środowiska opiniotwórcze dzisiaj uciekają: jakości ludzkiego życia i jego końca. Ojciec Święty idzie tu pod prąd i mówi, że dobra jakość nie jest równoznaczna z długowiecznością, z dobrym zdrowiem, komfortem psychicznym i dobrymi warunkami materialnymi. Bo od takiego rozumowania tylko krok do eutanazji, aborcji, do spychania ludzi chorych i starych na margines. Głos Papieża w tej sprawie jest jeszcze bardziej donośny w obliczu jego choroby, przebytej operacji i kolejnego pobytu w klinice Gemelli. Jan Paweł II, leżąc na szpitalnym łóżku jest sługą, który milcząc, mówi. I okazuje jeszcze większą moc niż wtedy, gdy był silny i zdrowy, wysportowany i pełen energii. Głośno woła, że cierpienie, choć niezawinione i niezrozumiałe, ma sens - choć ukryty.

- Powiedział Ojciec w jednym z wywiadów, że już same tytuły pierwszych rozdziałów książki Papieża zniechęcają do dalszego czytania. Czy zatem nie warto ich czytać?

- Warto. Ale z większą uwagą. Bo ich tematem jest zło. A przecież na pytanie: skąd, dlaczego i po co zło, w pełni zadowalającej odpowiedzi nie ma. Wobec tego pytania stoi bezradnie od początku ludzkości cała filozofia, nauka, kultura, nawet teologia. Także Jan Paweł II pisze, że tajemnica zła w pełni nie może być wyjaśniona w ramach naszych tutejszych, teraźniejszych, możliwości poznawczych.

- Ale odsyła do innego świata.

- Tak, podkreśla, że wszystko, co niezrozumiałe na ziemi, czeka na wyjaśnienie w dniu, w którym dopełnią się dzieje świata, a więc przy powtórnym przyjściu Chrystusa. Ciekawe też jest, że na świadków tej bezradności Jan Paweł powołuje Arystotelesa, Augustyna, Rahnera czy Kotarbińskiego, którzy zło próbowali nazwać i mu zaradzić.

- Ale też przywołuje postać św. Faustyny, która odsyła do Tego, kto udziela odpowiedzi na pytanie o zło.

- Tak. Papież wskazuje w tym kontekście, że zło jest brakiem dobra. I że koegzystuje, współistnieje, w świecie z dobrem. Bo im zło jest większe, tym bardziej rozprzestrzenia się obok niego jeszcze większe dobro. Na dodatek Bóg potrafi ze zła to dobro wyprowadzić. Tak jak uczynił z męką swego Syna. Ojciec Święty kolejny raz przypomina ludzkości tajemnicę Bożego miłosierdzia.
Pisze, że Bóg jest Tym, który w niezrozumiały dla nas, ludzi, sposób łączy w sobie sprawiedliwość i miłosierdzie. Przywołuje tu literatów, poetów, odsyłając w ten sposób do innego sposobu pojmowania świata.

- „Pamięć i tożsamość” można więc interpretować na wielu płaszczyznach?

- Z pewnością jest to wielopłaszczyznowa panorama dziejów kultury, Kościoła, Polski, także tego pontyfikatu.

- Jaka wizja Kościoła wyłania się z tej książki?

- Jan Paweł II pisze - proroczo zresztą - o Kościele europejskim w kontekście odwrócenia dotychczasowego porządku. Warte uwagi są jego słowa, że być może za jakiś czas Kościół w starej Europie będzie oczekiwał pomocy od młodych Kościołów w Afryce czy Azji. Papież dostrzega odradzający się Kościół we Francji, zastanawia się nad rolą Kościołów w państwach postkomunistycznych. Wreszcie, wiele mówi też o zmaganiu się Kościoła z sobą samym.

- Podejmuje tu rozrachunek z oświeceniem, które było dla Kościoła przełomem.

- Oczywiście, Papież dostrzega ciemne strony oświecenia i postmodernizmu, ale widzi też i dobre. Czytamy bowiem na kartach książki, że przedstawiciele współczesnego postmodernizmu oceniają krytycznie zarówno wartościową spuściznę, jak i iluzje oświecenia. Ale dodaje zaraz, że nierzadko jest to krytyka przesadna, która nie docenia doniosłości oświeceniowych postaw w zakresie humanizmu, wiary w rozum i postępu. A zatem łagodność, bardziej niż zapalczywy gniew, pomaga w osądzaniu rzeczywistości.
Ciekawe jest również to, co Papież mówi o Kościołach pozaeuropejskich i akceptuje ich inność, chociażby to, że Kościół afrykański ma swoją liturgię, która stanowi bogactwo całego Kościoła.

- A jak wypada Polska w papieskich rozważaniach?

- Odniesień polskich w tej książce jest bardzo wiele. Wspomnę może jedno: oto Jan Paweł II zwraca uwagę, że Polska zatraciła w dzisiejszej kulturze rozmach, jaki cechował nas za Batorego, Jagiełły czy Sobieskiego. Podkreśla, że nasza kultura powinna być wieloraka i pluralistyczna, a więc że potrzebny jest nam dialog z innymi kulturami. Papież idzie w tej książce dalej - wręcz stawia zarzut, że jesteśmy za ciaśni w naszym myśleniu, a nasza kultura staje się płaska. Nie powinna naszej kultury cechować ciasnota ani zamknięcie. Sądzę, że za tego typu wskazówki powinniśmy być Janowi Pawłowi serdecznie wdzięczni.

- A co w tej książce może znaleźć zwykły śmiertelnik, który czyta książkę i znajduje w niej wiele stwierdzeń, których nie rozumie?

- Myślę, że warto tę książkę po prostu zacząć czytać. Tylko pozornie jest ona trudna. Też tak sądziłem, zanim nie wziąłem jej do ręki.
Z pewnością ta lektura daje radość życia. Ukazuje głębię przesłania Jana Pawła II, który ludzkie życie postrzega jako całość. Nie dzieli go na sacrum i profanum, na to, co święte i nieświęte. Bo gdy ktoś tak jak Ojciec Święty wierzy, że w świecie obecny jest nieustannie zmartwychwstały, a więc wciąż żywy Chrystus, to jest On obecny także w naszej codzienności, a nie tylko w niedzielę w kościele. I w tej perspektywie zupełnie inaczej wyglądają nasze starania o pracę, dobre zarobki, zdrowie czy o naszych bliskich. Podobnie, przekonuje Papież, inaczej postrzegamy wtedy nasze upadki, największe nawet przewinienia. „Bóg pochyla się nad człowiekiem, aby podać mu dłoń, ażeby go dźwignąć za każdym razem, gdy upada, ażeby go stale podnosić i wspomagać w podejmowaniu z mocą nowej drogi. Człowiek nie potrafi powstać o własnych siłach”.
Książka Papieża jest bardzo optymistyczna. Jan Paweł II, tak jak u początku pontyfikatu, tak dziś, u jego schyłku, głośno woła: „Nie lękajcie się!”, „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”!

- A jak Ojciec interpretuje tytuł? Co to znaczy zachować tożsamość i ocalić pamięć?

- Ocalić pamięć - to pamiętać, że w ludzkiej historii było i jest dobro i zło. Nie upraszczać historii, nie preparować tradycji, nie idealizować jej, ale odważnie patrzeć na własne życie i świat. Papież pisze, że dotychczasowa ewolucja świata wskazuje na to, że ktoś ten potworny chaos trzyma w ręku, i że nic nie dzieje się siłą rozpędu, bezwładu.

- Jak mówił już w „Przekroczyć próg nadziei”: „Jest Ktoś, Kto dzierży losy świata, kto trzyma bramy śmierci i otchłani”.

- Tym kimś jest dla Jana Pawła II Chrystus. Jeśli natomiast chodzi o tożsamość - trzeba wciąż na nowo odkrywać to, co jest w świecie sensowne, co prowadzi w inny, nieznany świat, który nie ma końca. Zachować tożsamość, to także, jak mówi Papież, pamięć o tym, że dzień dzisiejszy też stwarza Bóg, i że dziś także zbawia. Zatem nie warto wciąż oglądać się wstecz i żyć przeszłością. Nie można się też łudzić, że przyszłość będzie idealna. Bo nie będzie. Ciągle przecież, jak mówi Pismo, grzech się łasi koło naszych kolan.

- Ile czasu zajęła Ojcu lektura tej książki?

- Kilka godzin. Ale nie chciałbym przez to zniechęcić do jej czytania, ja czytam powoli. Zazwyczaj podkreślam jakieś fragmenty. Czasem się nad nimi zastanawiam.
Ta książka jest o tyle specyficzna, że może również stanowić okazję do modlitwy. Bo słowo Boże to nie tylko Kościół i msza w niedzielę. Chrystus mówi do nas również przez dzieła literackie. I tak tę książkę odbieram: jako słowo Boga skierowane również do mnie.

Bp Guzdek: ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła

2019-10-19 21:12

ar / Warszawa (KAI)

Ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła. W jego życiu nie było nienawiści - powiedział biskup Józef Guzdek w 35. rocznicę śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Eucharystia w intencji kanonizacji kapelana Solidarności, odbyła się w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu.

Łukasz Krzysztofka

Rozpoczynając uroczystą Mszę św. kard. Kazimierz Nycz, dokonał poświęcenia kaplicy, w której wystawiono relikwie sutanny jaką miał na sobie męczennik w momencie śmierci.

Metropolita warszawski podkreślił, że wierni upamiętniają dziś dzień narodzin ks. Popiełuszki dla nieba - To jednoczenie dzień jego męczeńskiej śmierci w obronie godności człowieka, obronie naszej Ojczyzny i ewangelicznej zasady “zło dobrem zwyciężaj” - powiedział.

Duchowny przypomniał, że kapelan Solidarności wielokrotnie zaznaczał, że jego mistrzami, od których uczył się głoszenia Ewangelii, są Jan Paweł II i kard. Wyszyński. Kard. Nycz zauważył, że ks. Popiełuszko wyprzedził swoich mistrzów w drodze na ołtarze. – Wiemy jednak, że 10 lat po beatyfikacji ks. Jerzego będziemy mieć beatyfikację kard. Wyszyńskiego. Przez wstawiennictwo tych trzech wielkich postaci módlmy się za Kościół polski, za naszą Ojczyznę, z prośbą o siłę dla tych, którzy nią kierują – zaapelował.

Homilię wygłosił bp Józef Guzdek. Ordynariusz wojskowy zauważył, że w momencie kiedy większość narodów po zakończeniu drugiej wojny światowej doświadczało pokoju, w Polsce nadal “panoszyło się zło”, a “brat wydawał brata na śmierć”. - W takich czasach zajaśniał blask ks. Jerzego Popiełuszki, który jako kapłan był gorliwym obrońcą wiary i godności człowieka. Zawsze stosował się do słów Jezusa “zło dobrem zwyciężaj” - podkreślił, dodając, że kapelan Solidarności był uosobieniem dobroci oraz cierpliwości, i zawsze powtarzał, że przemoc jest oznaką słabości, nie siły.

- Dziś kiedy wspominamy rocznicę śmierci ks. Jerzego, możemy stwierdzić, że walka ze złem nie należy do przeszłości – stwierdził biskup polowy. - W wielu rejonach świata deptane są podstawowe prawa człowieka, o które walczył nasz błogosławiony męczennik – dodał.

Duchowny zauważył, że wciąż trzeba walczyć w obronie najsłabszych np. o prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Zdaniem bp. Guzdka żyjemy w świecie, w którym polityczna poprawność nie pozwala nazywać zła po imieniu, z obawy, że ktoś poczuje się dotknięty. Nie można czegoś nazwać grzechem, mimo, że katolicy niejednokrotnie spotykają się z pogardą i profanacją tego co dla nich święte.

- Niezwykle potrzebne jest dziś spotkanie z ks. Jerzym, który uczy nas, że złu nie można ulegać i wyrażać na nie zgody. Mamy wypowiadać słowa prawdy, gdy inni milczą – podkreślił duchowny.

Biskup wspomniał, że ks. Popiełuszko niejednokrotnie powtarzał “oni mnie zabiją”, dodając, że rolą księdza jest głosić prawdę, a jeśli trzeba, cierpieć za nią, a nawet oddać życie. ”Jestem gotów na wszystko” – deklarował wówczas. Podkreślał, że aby zachować godność człowieka nie można odnosić się do przemocy, która jest przejawem słabości.

Ordynariusz polowy wspomniał również, że ks. Popiełuszko przestrzegał przed niechrześcijańskim radykalizmem i wykluczeniem kogokolwiek - Nie dążył do budowania ekskluzywnej wspólnoty. Podkreślał, że jego kazania nie są przeciw komuś, że walczy z systemem zła, a nie z człowiekiem. Mówił: “To co robię to nie polityka, moja bronią jest prawda. Prawda i miłość” - zaznaczył.

- Świadkowie jego życia mówili, że potrafił wyjść z kawą do śledzących go funkcjonariuszy SB, mówiąc, że to nie ich wina, że tu stoją. Niektórzy chcieli żeby piętnował po nazwisku swoich prześladowców, ale ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła. W jego życiu nie było nienawiści - wspominał biskup Guzdek.

Zdaniem duchownego dzisiejsza uroczystość jest okazją do “zawstydzenia” niektórych wiernych i przemyślenia, czy Kościół stara się dotrzeć do wszystkich ludzi nikogo nie wykluczając.

- W pluralistycznym społeczeństwie zawsze znajdą się nurty przeciwne Kościołowi i trzeba reagować, ale nie każda reakcja jest zgodna z duchem Ewangelii – zauważył duchowny. Dodał, że jeśli “oburzenie stanie się sposobem duszpasterstwa” to wierni i księża przestaną być apostołami, a staną się inkwizytorami.

- Ks. Popiełuszko nigdy nie zdradził prawdy, nawet za cenę męczeńskiej śmierci. Był orędownikiem przebaczenia i pogodzenia zwaśnionych stron – zaznaczył biskup, pytając wiernych czy przed przystąpieniem do Komunii będą mogli z czystym sercem wypowiedzieć słowa: “I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. - Te słowa są dziś weryfikacją prawdy o naszym chrześcijaństwie – stwierdził.

- Błogosławiony księże Jerzy męczenniku! Uczyń wyznawców Chrystusa apostołami prawdy, przebaczenia i pojednania. Błogosław nam i naszej umiłowanej Ojczyźnie – zakończył biskup Guzdek.

Po Eucharystii nastąpiło uroczyste złożenie wieńców przy grobie bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

***

Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się w 1947 r. w wiosce Okopy na Białostocczyźnie, był kapelanem związanym z “Solidarnością” i robotnikami. Podczas Mszy za Ojczyznę sprawowanych w kościele św. Stanisława Kostki na stołecznym Żoliborzu publicznie krytykował nadużycia władzy komunistycznej. Równocześnie – zgodnie z głoszoną przez siebie zasadą “zło dobrem zwyciężaj” – przestrzegał przed nienawiścią do funkcjonariuszy systemu.

19 października 1984 r. został porwany przez oficerów Służby Bezpieczeństwa z IV Departamentu MSW. Po brutalnym pobiciu, oprawcy wrzucili księdza do Wisły na tamie koło Włocławka. Został pochowany na placu przed kościołem św. Stanisława Kostki, gdzie był duszpasterzem. W pogrzebie ks. Popiełuszki uczestniczyły setki tysięcy ludzi.

Ks. Jerzy Popiełuszko został beatyfikowany 6 czerwca 2010 r. podczas Mszy św. na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Obecnie trwa jego proces kanonizacyjny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp. Jędraszewski: ludzki duch musi mieć dwa skrzydła – wiary i rozumu

2019-10-19 21:15

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej / Kraków (KAI)

– Ludzki duch, aby się rozwijać i uwznioślać innych musi mieć dwa skrzydła – i wiary, i rozumu - mówił metropolita krakowski Marek Jędraszewski podczas Mszy św. w Kolegiacie św. Anny z okazji 100-lecia Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska

W homilii abp Marek Jędraszewski zacytował fragment preambuły encykliki Jana Pawła II „Fides et ratio”: „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek – poznając Go i miłując – mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie”. Nawiązując do liturgii Słowa i do pierwszego skrzydła ludzkiego ducha – wiary, arcybiskup zauważył, że postawa Abrahama jest niezwykłym darem i łaską.

– Abraham uwierzył nie tyle w Boga, co Bogu. Zawiązały się wtedy między nim a Najwyższym relacje prawdziwie osobowe (…) Wiara Abrahama była wiarą trudną – musiał on niejako wbrew rozumowi, uwierzyć, że zostaną przekroczone prawa biologii – zwracał uwagę hierarcha i podkreślał, że Abraham uwierzył wbrew nadziei, stając się tym samym wzorem zawierzenia.

Metropolita przywołał także słowa homilii Jan Paweł II z inauguracji pontyfikatu oraz fragment listu „Porta fidei” Benedykta XVI. – Święty Paweł w Liście do Rzymian stawia nam Abrahama jako ojca wszystkich wierzących. Jan Paweł II wzywa, byśmy uwierzyli w Chrystusa jako tego, który odsłania prawdę o człowieku. Benedykt XVI mówi, że wiara – skrzydło ludzkiego umysłu – jest ciągle otwarta dla tych, którzy chcą wejść w jej tajemnicę, dla własnego i innych zbawienia – mówił abp Jędraszewski.

Odnosząc się do „skrzydła rozumu”, arcybiskup przywołał „Myśli” B. Pascala. XVII-wieczny filozof i matematyk dowodził, że wielkość człowieka wynika z faktu myślenia i poznawania. Najważniejszą rzeczą jest jednak umiejętne korzystanie z rozumu: „myśleć, jak się należy”. – Żeby nasze myślenie było dobre, musi równocześnie dotykać trzech rzeczywistości. Człowiek musi zaczynać myślenie od siebie samego i od początków istnienia, czyli od Stwórcy. Ale gdy chodzi o człowieka, nie wystarczy wiedzieć skąd pochodzi, trzeba też wiedzieć dokąd zmierza, dlatego trzeba myśleć o celu ludzkiego życia – komentował Pascala abp Jędraszewski.

Hierarcha odwołał się także do interpretacji „Myśli” przez Jana Pawła II, który w 1992 roku, podczas spotkania z przedstawicielami świata nauki i kultury w Trieście, zaznaczył, że myśl ma służyć całemu człowiekowi. – Myśleć jak się należy, myśleć dobrze, to służyć człowiekowi, każdemu człowiekowi – bez wyjątku. Nasze myślenie musi mieć charakter uniwersalny, nasze odkrycia mają służyć całej ludzkości. Przez to buduje się poczucie solidarności, wspólnoty ludzkiego ducha przekraczającej granice państw, narodów i religii – podkreślał kaznodzieja.

– Wierzyć w Boga i myśleć tak, żeby to myślenie było prawdziwie dobroczynne – oto zadania ludzkiego ducha, oto szanse, jakie stoją przed każdym człowiekiem, którego umysł jest otwarty na prawdy przekraczające jego codzienność, a jednocześnie możliwości, które domagają się świadectwa – mówił abp Jędraszewski podkreślając, że dzisiejszy świat potrzebuje czytelnego świadectwa przyznania się do Chrystusa i odwagi, aby otworzyć się na działania Ducha Świętego.

Odnosząc się do 100-lecia Akademii Górniczo-Hutniczej abp Jędraszewski przypomniał o dwóch rzeźbach Jana Raszki przed głównym gmachem uczelni: górnika i hutnika oraz posągu św. Barbary – patronki AGH umieszczonej na dachu budynku. – To niezwykłe i symboliczne połączenie owych dwóch „skrzydeł wiary”. Połączenie jednocześnie wielu wymiarów przestrzeni. Praca górnika to praca głęboko pod ziemią, wspomagana myślą techniczną, która ma miejsce w laboratoriach i salach wykładowych akademii. Postać hutnika mówi o ciężkiej odpowiedzialnej pracy na ziemi. Ale wszystko to łączy się z Bogiem przez postać św. Barbary – patronki górników i hutników – mówił abp Jędraszewski.

Hierarcha przypomniał, że podczas II wojny światowej naziści zrzucili z dachu figurę św. Barbary, nie chcąc, by wiązano ludzką myśl z wiarą. – Pracownicy naukowi AGH tego czasu, w wieloraki sposób pokazywali w tych trudnych czasach, co to znaczy „myśleć jak się należy” – zwracał uwagę abp Jędraszewski wskazując na niezłomną postawą profesorów w czasie okupacji niemieckiej, która doprowadziła – przynajmniej w części – do ocalenia dziedzictwa akademii. Metropolita krakowski przywołał także zasługi rektora Ryszarda Tadeusiewicza, dzięki któremu na przełomie XX i XXI wieku na dach uczelni powróciła rzeźba św. Barbary. – Ludzki duch, aby się rozwijać i uwznioślać innych musi mieć dwa skrzydła – i wiary, i rozumu – podkreślił jeszcze raz abp Jędraszewski.

– Prosimy Tego, który jest naszym Stwórcą i który sprawia, że ciągle myśl ludzka wykracza poza granice codzienności i doświadczenia zmysłowego, aby On, przez Ducha Świętego, ciągle rozjaśniał nasze umysły, a jednocześnie dawał natchnienia w chwilach, kiedy trzeba będzie dać świadectwo prawdzie – zakończył homilię abp Jędraszewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem