Reklama

Franciszek: modlitwa wymaga odkrycia, że jesteśmy dziećmi Bożymi

2019-01-02 10:54

tłum. st (KAI) / Watykan

www.papafranciscoencolombia.co

Na znaczenie synowskiej relacji z Bogiem, jako punktu wyjścia modlitwy chrześcijańskiej wskazał Ojciec Święty podczas pierwszej w roku 2019 audiencji ogólnej. Papież kontynuował cykl katechez o modlitwie „Ojcze nasz”. Jego słów w auli Pawła VI wysłuchało dzisiaj 7 tys. wiernych.

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry i także dobrego roku!

Kontynuujemy nasze katechezy o modlitwie „Ojcze nasz”, w świetle niedawno obchodzonej tajemnicy Bożego Narodzenia.

Reklama

Ewangelia św. Mateusza umieszcza tekst „Ojcze nasz” w miejscu strategicznym, w centrum Kazania na górze (por 6, 9-13). Tymczasem obserwujmy scenę: Jezus wyszedł na wzgórze w pobliżu jeziora, usiadł; wokół siebie ma krąg swoich najbliższych uczniów, a dalej wielki tłum anonimowych twarzy. Właśnie to zróżnicowane wielkie zgromadzenie jako pierwsze otrzymuje „Ojcze nasz”.

Jak wspomniałem umieszczenie tej sceny jest bardzo znaczące; ponieważ w tej długiej nauce, która nosi nazwę „Kazania na górze” (Mt 5, 1-7, 27), Jezus przedstawia w sposób zwięzły podstawowe aspekty swojego orędzia. Wprowadzenie jest jakby łukiem przyozdobionym na święto: Błogosławieństwa. Jezus obdarza wieńcem szczęśliwości szereg kategorii osób, które wówczas - ale także w naszych czasach! - nie były zbytnio poważane. Błogosławieni ubodzy, cisi, miłosierni, osoby pokornego serca ... To właśnie jest rewolucja Ewangelii. Gdzie jest Ewangelia tam też i jest rewolucja. Ewangelia nie pozostawia w spokoju. Pobudza nas. Jest rewolucyjna. Wszystkie osoby zdolne do miłości, wprowadzający pokój, którzy do tej pory lądowali na marginesie dziejów, są przeciwnie budowniczymi królestwa Bożego. To tak, jakby Jezus powiedział: naprzód wy, którzy nosicie w swoich sercach tajemnicę Boga, który objawił swoją wszechmoc w miłości i przebaczeniu!

Z tych drzwi wejściowych, które wywracają wartości dziejowe wypływa nowość Ewangelii. Prawo nie powinno być zniesione, ale wymaga nowej interpretacji, która doprowadziłaby je do jego pierwotnego znaczenia. Jeśli dana osoba ma dobre serce, predysponowane do miłości, to wówczas rozumie, że wszelkie słowo Boga musi zostać wprowadzone w życie, aż do ostatecznych konsekwencji. Miłość nie ma granic: można kochać współmałżonka, przyjaciela a nawet wroga w zupełnie innej perspektywie. Jezus mówi: „A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5,44-45).

Oto wielka tajemnica, która leży u podstaw całego Kazania na górze: bądźcie dziećmi Ojca waszego, który jest w niebie. Pozornie te rozdziały Ewangelii św. Mateusza zdają się dyskursem moralnym, wydają się przywoływać etyką tak wymagającą, że wydaje się on nieżyciowa, tymczasem odkrywamy, że są one przede wszystkim dyskursem teologicznym. Chrześcijanin nie jest kimś, kto stara się być lepszym od innych: wie, że jest grzesznikiem, tak jak wszyscy. Chrześcijanin to po prostu człowiek, który zatrzymuje się przed nowym płonącym krzewem, w obliczu objawienia Boga, nie noszącego zagadki imienia, którego nie można wymówić, lecz który żąda od swoich dzieci, by przyzywały Go imieniem „Ojcze”, aby dać się odnowić Jego mocą oraz odzwierciedlać promień Jego dobroci dla tego świata, tak bardzo spragnionego dobra, tak bardzo oczekującego na dobre wieści.

W ten zatem sposób Jezus wprowadza nauczanie modlitwy „Ojcze nasz”. Czyni to, odcinając się od dwóch grup swoich czasów. Przede wszystkim od hipokrytów: „Nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać” (Mt 6,5). Są ludzie, którzy potrafią tworzyć modlitwy ateistyczne, bez Boga: czynią to, aby być podziwianymi przez ludzi. Ileż razy widzimy zgorszenie powodowane przez te osoby, które chodzą do kościoła, przebywają w nim cały dzień, czy chodzą codziennie, a potem żyją nienawidzą innych, lub źle mówiąc o ludziach. To budzi zgorszenie. Lepiej, by nie chodzili do kościoła, bo żyją jak ateiści. Ale jeśli chodzisz do kościoła, żyj jak dziecko Boże, jako brat i dawaj prawdziwe świadectwo, a nie antyświadectwo. Jednakże modlitwa chrześcijańska nie ma innego wiarygodnego świadka oprócz własnego sumienia, w którym nawiązuje się intensywny stały dialog z Ojcem: „Gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (Mt 6, 6).

Następnie Jezus odcina się od modlitwy pogan: „Nie bądźcie gadatliwi [...] oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani” (Mt 6, 7). Być może Jezus nawiązuje tutaj do owego pozyskiwania sobie życzliwości, które było konieczną przesłanką wielu modlitw starożytnych: trzeba było w pewien sposób oswoić bóstwo, przez długą serię uwielbienia, czy nawet modlitw. Pomyślmy o tej scenie na górze Karmel, gdy prorok Eliasz staje do zakładu z prorokami Baala (1 Krl 18, 20-40), którzy krzyczeli, tańczyli, ranili się, żeby ich bóg och wysłuchał. A Eliasz stał w milczeniu i Bóg objawił się Eliaszowi. Poganie myślą, że modlitwa polega na wypowiadaniu wielu słów. Także i ja myślę o chrześcijanach, którzy sądzą, że modlitwa - wybaczcie za takie określenie - to mówienie do Boga jak papuga. Nie – modlitwa wypływa z serca, z wnętrza. Natomiast jak mówi Jezus - kiedy się modlisz, zwróć się do Boga jak syn do swego ojca, który wie, czego potrzebujesz, zanim go o to poprosisz (por. Mt 6, 8). Może to być także milczące odmawianie „Ojcze nasz”: skoro staniemy pod spojrzeniem Boga, przypomnimy sobie o Jego ojcowskiej miłości, to wystarczy, by być wysłuchanym.

Jakże wspaniale pomyśleć, że nasz Bóg nie potrzebuje ofiar, abyśmy zdobyli Jego życzliwość! Nasz Bóg niczego nie potrzebuje: w modlitwie prosi tylko, abyśmy otworzyli kanał komunikacji z Nim, abyśmy zawsze odkrywali, że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi. A on nas bardzo miłuje. Dziękuję.

Tagi:
Franciszek

Reklama

Watykan: w tym tygodniu nie będzie środowej audiencji

2019-08-12 13:47

st (KAI) / Watykan

W tym tygodniu nie będzie zwyczajowej audiencji ogólnej w środę 14 sierpnia, natomiast w czwartek, 15 sierpnia w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny papież spotka się z wiernymi w południe na modlitwie „Anioł Pański” – informuje Prefektura Domu Papieskiego.

Grzegorz Gałązka

CZYTAJ DALEJ

Reklama

We Włoszech zmarła Paola Bonzi

2019-08-21 16:00

Włodzimierz Rędzioch

Jej nazwisko prawie nikomu nic nie mówi, nawet we Włoszech, gdzie się urodziła, działała i zmarła nagle w wieku 76 lat, 9 sierpnia w Brindisi, gdzie spędzała wakacje. A Paola Bonzi była jedną z najwspanialszych postaci ruchu obrońców życia.

YouTube

Od kiedy założyła jesienią 1984 r. pierwszy Ośrodek Pomocy Życiu (Centro di Aiuto alla Vita – CAV)) w mediolańskiej klinice Mangiagalli, wraz z wieloma wolontariuszami uratowała od aborcji 22 702 dzieci. Aborcja została zalegalizowana we Włoszech w 1978 r., kilka miesięcy przed wyborem na papieża kard. Karola Wojtyły, co doprowadziło do wielkiego rozłamu w społeczeństwie i licznych kontrowersji. W maju 1981 r. prawo, które przeszło do historii jako „Legge 194” zostało poddane pod głosowanie w referendum, które obrońcy życie przegrali. Jednak „Prawo 194” dawało pewne możliwości obrony życia. Przede wszystkim podkreślało, że dobrowolne przerwanie ciąży „nie jest środkiem kontroli urodzeń”. Państwo, regiony i władze lokalne, w ramach swoich funkcji i kompetencji powinny „promować i rozwijać usługi socjalne i zdrowotne, a także inne niezbędne inicjatywy mające na celu zapobiegania aborcji jako środka kontroli urodzeń”. Prawo to nakładało na doradców rodzinnych „zadanie aktywnego wspierania kobiety znajdującej się w trudnej sytuacji z powodu ciąży, aby ograniczyć przyczyny, które mogą skłonić kobietę do podjęcia decyzji o aborcji”.

Biura doradztwa rodzinnego miały możliwości korzystania ze współpracy z „dobrowolnymi stowarzyszeniami, które mogą również pomóc w trudnym macierzyństwie po porodzie”. I to otwierało drogę do współpracy z ruchami broniącymi życia i zorganizowanymi w Ośrodkach Pomocy Życiu. Tak jak inny, wybitny działacz ruchu „pro-life”, Carlo Casini, pracował na polu kultury i polityki, tak Bonzi poświęciła się codziennej pracy z kobietami. A były to osoby przeżywające dramatyczne chwile swojego życia – kobiety, które zaszły w ciążę w wyniku gwałtu lub przypadkowego raportu seksualnego, kobiety samotne, bez stałego partnera, kobiety w trudnej sytuacji ekonomicznej, ale przede wszystkim kobiety zagubione i przestraszone. I to takim kobietom Paola Bonzi pomagała przez 35 lat. W młodości straciła wzrok, co sprawiło, że potrzebowała w kontaktach z innymi bliskości i osobistego ciepła. Ale to samo potrafiła dać innym. Dlatego kobiety, które w większości były pod presją społeczną i kulturalną namawiającą je do aborcji, otwierały się przed nią, zwierzały, wyrażały wątpliwości prosząc o pomoc. Potrafiła być delikatna, dyskretna i wyrozumiała, nigdy nikogo nie krytykowała ani nie potępiała. Zawsze powtarzała, że dzieci rodzą się dzięki ich matkom, ponieważ to w sercu kobiety kryje się „tak” dla życia. Dlatego aby urodziło się dziecko, najpierw musi „urodzić się” matka, a Paola potrafiła wzbudzać w kobietach pragnienie macieżyństwa. Nie wystarczą prawa ograniczające czy zakazujące aborcję. Możnaby powiedzieć, że Bonzi była prawdziwą feministką – broniła kobiet pomagając im zrobić najpięknięjszą rzecz w życiu – wydać na świat dziecko. Często powtarzała, że „nigdy nie poznała kobiety, która żałowała tego, że urodziła dziecko” a jednocześnie „spotkała wiele kobiet, które przez całe życie cierpiały i płakały, ponieważ dokonały aborcji”.

Oczywiście aby pomagać trzeba było najpierw zdobyć środki na pomoc kobietom. Bonzi potrafiła przekonać przedsiębiorców i znaleźć benefaktorów, którzy gotowi byli dawać oferty Ośrodkom Pomocy Życiu, bo mieli pewność, że ich pieniądze służą ratowaniu życia. Aby zbierać fundusze Paola organizowała między innymi specjalne wieczory galowe – w tym roku też przygotowała taki wieczór, który miał być też okazją do świętowania 35° rocznicy założenia pierwszego Ośrodka CAV. Nie dożyła tej chwili ale pozostał po niej ten wielki spadek jakim jest 22702 dzieci (dzisiaj niektórzy mają już ponad 30 lat) i tyleż kobiet, które zostały matkami dzięki jej pomocy i wsparciu. Była świadkiem godności i świętości ludzkiego życia, ponieważ uważała, że obrona życia jest fundamentem każdego cywilizowanego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W siedem dni 1000 km!

2019-08-23 19:21

Marian Florek

Najdłuższa polska pielgrzymka jaka w tym roku dotarła na Jasną Górę liczyła 640 km. Na jej pokonanie pątnicy z Helu mieli 19 dni. A ile dni potrzebowali uczestnicy, liczącej ponad 1000 km. „Pielgrzymki Biegowej” wiodącej z Şumuleu Ciuc w Rumunii na Jasną Górę? 7 dni! I własnie po tygodniu od startu w dniu 23 sierpnia br. biegacze dotarli do Częstochowy.

Marian Florek

Idea takiej formy uczczenia Matki Bożej Jasnogórskiej zrodziła sie trzy lata temu – powiedział w rozmowie z „Niedzielą” pomysłodawca pielgrzymki Marian Płaszczyk, który corocznie organizuje pielgrzymki biegowe z miasteczka Knurów w woj. śląskim na Jasną Górę.

Trasa była ciężka, pełna niespodzianek i dramatycznych wydarzeń. Do pomocy w pokonywaniu trudności na szlaku poproszono rowerzystów, którzy osłaniali biegnących od np. watah bezpańskich psów – zwierzał się p. Plaszczyk. Czasami trzeba było się bronić i przed nieżyczliwymi ludźmi. Ale dzięki opiece Matki Najświętszej wszystko dobrze się skończyło – podkreślił w dalszej części rozmowy nasz interlokutor. Oczywiście było też sporo radości, zwłaszcza na postojach w poszczególnych miejscowościach, gdzie witali się z Matką Bożą o różnych obliczach ale zawsze o jednym sercu i gdzie ojcowie paulini okazywali wiele troski wobec zmęczonych pielgrzymów. Tę opinię potwierdziło w rozmowie z naszym tygodnikiem wielu młodych i starszych uczestników biegu.

Biegaczy było dziesięciu a rowerzystów dwóch. System biegu jaki obrali uczestnicy pielgrzymki był nie tyle sztafetowy co – jak określił pomysłodawca - „po sznurku”. Na Szczycie pielgrzymów powitał abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, który z serca ich pobłogosławił, odmówił wspólną modlitwę i chwilę życzliwie porozmawiał.

Hasłem Biegowej Pielgrzymki były słowa papieża św. Jana Pawła II: „Bóg dokonał już rzeczy niezwykłych, trzeba dalej iść w tym kierunku z ufnością i zapałem (…), wierząc w Chrystusa”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem