Reklama

18-25 stycznia - Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan

2019-01-02 16:08

lk / Warszawa (KAI)

Adam Łazar

Co roku między 18 a 25 stycznia, czyli między dawnym świętem katedry św. Piotra a świętem nawrócenia św. Pawła, chrześcijanie różnych wyznań z całego świata spotykają się na ekumenicznych nabożeństwach, modlitwach, konferencjach, koncertach i innych spotkaniach. Tegorocznym hasłem Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan są słowa z Księgi Powtórzonego Prawa "Dąż do sprawiedliwości". Centralne nabożeństwo odbędzie się 20 stycznia w Warszawie.

Materiały na tegoroczny Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan pod hasłem "Dąż do sprawiedliwości" (Pwt 16,20) zostały przygotowane przez chrześcijan z Indonezji. Teksty zostały ostatecznie opracowane i zatwierdzone przez członków Międzynarodowego Komitetu mianowanego przez Komisję Wiara i Ustrój Światowej Rady Kościołów i Papieską Radę ds. Popierania Jedności Chrześcijan.

Po raz dwudziesty drugi polską wersję materiałów przygotował ekumeniczny zespół redakcyjny, powołany przez Komisję ds. Dialogu między Polską Radą Ekumeniczną a Konferencją Episkopatu Polski. Komisji współprzewodniczą: bp Jerzy Samiec (Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP) i bp Krzysztof Nitkiewicz (Kościół rzymskokatolicki).

Indonezja liczy 256 mln ludności, z czego szacunkowo 86% to wyznawcy islamu. Około 10% stanowią chrześcijanie należący do różnych tradycji (3% katolicy i 7% protestanci). Jest też największym krajem w Azji Południowo-Wschodniej. Tworzy ją ponad 17 tys. wysp, 1340 różnych grup etnicznych i ponad 740 lokalnych języków.

Reklama

Mimo to, kraj jest zjednoczony w swym pluralizmie dzięki jednemu urzędowemu językowi indonezyjskiemu, "bahasa indonesia", i pięciu zasadom zwanym "Pancasila", przyjmującym za motto zasadę "Bhineka Tunggal Ika", czyli jedność w różnorodności.

Chrześcijaństwo dotarło do Indonezji (na północną Sumatrę) już w VII w. za pośrednictwem nestorian, których misja jednak nie przetrwała. Na początku XVI w. Ewangelia była głoszona przez katolickich misjonarzy, którzy przybyli w ślad za portugalskimi kupcami. Pierwszy chrzest odbył się w 1534 r. Wśród misjonarzy był również jezuita św. Franciszek Ksawery, który pracował na wyspach Maluku w latach 1546-1547.

Mimo pierwszych sukcesów misyjnych w XVI w. katolicyzm, w czasie holenderskiego panowania, został zakazany aż do 1807 r. Przetrwał jedynie na ograniczonych obszarach. W XX w., dzięki nowym wysiłkom misyjnym, powstały szkoły, seminaria i wspólnoty modlitewne.

Od 1950 r. działa Wspólnota Kościołów w Indonezji (do 1980 jako Rada Kościołów w Indonezji), do której obecnie należy 89 Kościołów różnych tradycji. Od wielu lat WKI i Indonezyjska Konferencja Biskupów ściśle ze sobą współpracują. Co roku publikują bożonarodzeniowe przesłanie, odnoszące się przeważnie do problemów krajowych, odczytywane w kościołach katolickich i protestanckich. Jednym z problemów zajmujących obie instytucje jest propagowanie i wdrażanie wolności religijnej dla wszystkich obywateli, co gwarantuje konstytucja.

W swym etnicznym, językowym i religijnym pluralizmie Indonezyjczycy żyją zgodnie z zasadą "gotong royong", czyli solidarności i współpracy. Oznacza to podejmowanie wspólnych działań na różnych płaszczyznach życia oraz traktowanie wszystkich Indonezyjczyków jak braci i siostry. Ta krucha harmonia jest obecnie zagrożona.

Wzrost gospodarczy w Indonezji w ostatnich dekadach został osiągnięty w głównej mierze dzięki dążeniu do konkurencyjności, a tym samym do zdobywania coraz większych zysków. Stoi to w jaskrawej sprzeczności z ideą "gotong royong". Rozprzestrzeniająca się korupcja dotyka polityki i biznesu, często skutkuje też niszczeniem środowiska. W szczególności narusza sprawiedliwość i stosowanie prawa.

Ci, którzy mieli krzewić sprawiedliwość i chronić słabszych, nader często postępują odwrotnie. Pogłębia się przepaść między bogatymi a biednymi. Kraj obfitujący w rozmaite zasoby musi mierzyć się ze zjawiskiem wielkiego ubóstwa. W takim środowisku społeczności chrześcijańskie stają się na nowo świadome swej jedności i łączą się w powszechnej trosce o sprawiedliwość.

Chrześcijanie czują się zobowiązani do przyjrzenia się w jaki sposób sami stali się współwinni różnych form niesprawiedliwości. Tylko wtedy, gdy wezmą sobie do serca modlitwę Jezusa, „abyśmy stanowili jedno”, mogą świadczyć o żywej jedności w różnorodności. Dzięki jedności w Chrystusie będziemy mogli zwalczyć niesprawiedliwość i odpowiedzieć na potrzeby jej ofiar.

Poruszeni tymi problemami indonezyjscy chrześcijanie uznali, że słowa z Księgi Powtórzonego Prawa: „Dąż do sprawiedliwości” (Pwt 16,20) są najbardziej adekwatne do opisu ich sytuacji i potrzeb.

W kontekście indonezyjskim istnieje żywy związek między świętami, w których powinni uczestniczyć wszyscy, i sprawiedliwością. Indonezyjscy chrześcijanie pragną odzyskać tego ducha wspólnych świąt, który niegdyś im towarzyszył.

"Żałujemy za wyrządzaną niesprawiedliwość tworzącą podziały, ale jako chrześcijanie wierzymy również w moc Chrystusowego przebaczenia i uzdrowienia. Dlatego jednoczymy się pod krzyżem Chrystusa, prosząc zarówno o Jego łaskę, by położyć kres niesprawiedliwości, jak i o miłosierdzie dla tych, których grzeszne postępowanie przyczyniło się do utrwalenia przemocy i powstania nowych napięć i rozłamów" - czytamy w materiałach na tegoroczny Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan.

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan trwa od 18 do 25 stycznia. Termin ten został zaproponowany przez pioniera ruchu ekumenicznego Paula Wattsona z USA w 1908 r., aby obejmował czas między dniem wspominającym św. Piotra, a dniem upamiętniającym nawrócenie św. Pawła.

W ramach Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan niektóre Kościoły, diecezje czy miasta organizują jedno nabożeństwo, inne spotykają się każdego dnia Tygodnia (właściwie oktawy). Jeszcze inne spośród tych ośmiu nabożeństw wybierają jedno, któremu nadają charakter obchodów centralnych, najczęściej w niedzielę. Należy tu podkreślić, że przypadająca w Tygodniu Modlitw niedziela ma szczególne znaczenie duszpasterskie.

Tagi:
Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan

Podążali ku sprawiedliwości

2019-02-06 11:52

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 6/2019, str. II

Biskup sosnowiecki Grzegorz Kaszak przewodniczył nabożeństwu ekumenicznemu, które odbyło się 25 stycznia w ramach Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan. Tym razem miejscem ekumenicznego spotkania była sosnowiecka bazylika katedralna pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Piotr Lorenc
Nabożeństwo ekumeniczne w sosnowieckiej katedrze

Hasłem tegorocznego spotkania były słowa „Dąż do sprawiedliwości”. Zostały zaczerpnięte z Księgi Powtórzonego Prawa 16, 19-20. Słowa te zaproponowali chrześcijanie z Indonezji. – Ze zwycięskiego znaku Chrystusa wypływają strumienie mocy, aby burzyć mury podziałów, aby przekraczać to, co nas dzieli, aby poznając prawdę, wybaczać i poznaną prawdę przemienić w dobro. My, spod znaku Chrystusowego Krzyża, jednoczymy się, błagając i czerpiąc siłę do tego, aby natchnieni w tym miejscu przenieść ten entuzjazm do tych wyzwań, które dziś wydają się być niemożliwe do pokonania. Bóg zna tę drogę, a my nie. Musimy ją zatem poznać – powiedział, witając przybyłych do sosnowieckiej katedry gości, ks. dr Paweł Pielka, delegat biskupa sosnowieckiego ds. ekumenizmu.

W nabożeństwie, które przygotował ks. Paweł Pielka, wziął udział bp Marian Niemiec – zwierzchnik Kościoła ewangelicko-augsburskiego z diecezji katowickiej, jednocześnie przewodniczący Polskiej Rady Ekumenicznej. Po raz pierwszy w historii sosnowieckich spotkań uczestniczył ks. dr Grzegorz Giemza – dyrektor Polskiej Rady Ekumenicznej w Warszawie. Obecni byli: ks. Adam Stelmach reprezentujący Kościół polskokatolicki, proboszcz parafii Matki Bożej Bolesnej w Sosnowcu oraz wiceprzewodniczący śląskiego oddziału Polskiej Rady Ekumenicznej; prezbiter Jerzy Rogaczewski, który reprezentował Kościół Chrześcijan Baptystów, jego pierwszy zbór w Katowicach; Ks. Waldemar Dąbrowski z parafii Nowego Przymierza, przedstawiciel Kościoła ewangelicko-metodystycznego. W nabożeństwie uczestniczyli także ks. dr Adam Malina – prezes Synodu Kościoła ewangelicko-augsburskiego oraz ks. prof. Józef Budniak – teolog z Uniwersytetu Śląskiego. Ponadto obecni byli: ks. dr Mariusz Karaś – obecny kanclerz Kurii Diecezjalnej w Sosnowcu, były delegat biskupa sosnowieckiego ds. ekumenizmu; ks. prał. Jan Szkoc – również były duszpasterz ekumeniczny; ks. Andrzej Domagała – proboszcz parafii pw. św. Tomasza Apostoła w Sosnowcu i oczywiście proboszcz miejsca – ks. Jan Gaik. Całość spotkania uświetnił występ chóru katedralnego „Lutnia”. Tradycyjnie zebrani kapłani i wierni podzielili się opłatkiem i złożyli sobie noworoczne życzenia. Jest także zwyczajem, że kazanie wygłasza przedstawiciel Kościoła zrzeszonego w Polskiej Radzie Ekumenicznej. Tym razem kazanie w Sosnowcu wygłosił ks. dr Grzegorz Giemza.

Ks. Giemza, choć obecnie pracuje w Warszawie, pochodzi z nieodległych od Sosnowca Świętochłowic. Studiował teologię ewangelicką w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie w latach 1989-93. Praktykę kandydacką i wikariat odbył w warszawskiej parafii Świętej Trójcy. Ordynowany został 14 maja 1994 r. w Łodzi. Pełnił obowiązki Diecezjalnego Duszpasterza Młodzieży Diecezji Warszawskiej. W latach 2002-15 był Ogólnopolskim Duszpasterzem Młodzieży. Od stycznia 1996 r. pełni obowiązki Ogólnopolskiego Duszpasterza Misyjno-Ewangelizacyjnego z siedzibą w Dzięgielowie na Śląsku Cieszyńskim. W 2016 r. Prezydium Polskiej Rady Ekumenicznej wybrało ks. Giemzę na stanowisko dyrektora Polskiej Rady Ekumenicznej. Zastąpił on na tym stanowisku ks. dr. Ireneusza Lukasa, który rozpoczął pracę w Światowej Federacji Luterańskiej w Genewie.

W kazaniu ks. Giemza podkreślił, że Bóg nie robi różnicy między ludźmi – między mężczyzną i kobietą, między starszym i młodszym, bogatym i biednym. A my i owszem. – W Liście św. Jakuba są takie słowa: „czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli” (Jk 1, 27a). Nieść pomoc wykluczonym, bo Jezus nikogo nie wykluczał – powiedział kaznodzieja. Zaznaczył także, że jesteśmy sprawiedliwi tylko dlatego, że Chrystus nam przebaczył. – To jest nasza siła, żeby żyć w świecie i postępować sprawiedliwie. A to jest niezależne od wyznania, bo świadectwo o Chrystusie składamy razem – zaakcentował kapłan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Śmiertelna pułapka

2019-09-25 09:51

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. 48-49

W cieniu smutku i czterech ścian skrywają swoją samotność czy agresję ludzie uzależnieni behawioralnie, wśród nich – od hazardu czy pracy. W ostatnich latach często też od internetu. Szczególnie dotyczy to dzieci i młodzieży

evannovostro – stock.adobe.com

Marta ma dzisiaj 11 lat. Od 3. roku życia oglądała bajki na tablecie, wtedy jeszcze z rodzicami. Od 5. roku życia – już tylko we własnym pokoju. Rodzice pojawiali się podczas śniadania i wieczorem na obiadokolację. Niania nie bardzo się interesowała, czym zajmuje się dziecko. Była zadowolona, że dziewczynka taka spokojna. Na Komunię Marta dostała komputer. Od tego momentu przestała się interesować szkolnymi koleżankami, które miały takie „smarkate” zainteresowania. Sama już oglądała filmy dla dorosłych – te mniej i bardziej drastyczne, modę, praktyczne porady w kuchni. Rodzice chwalili się nią, że taka zaradna. Potrafiła upiec ciasto, przyciąć na działce krzewy. Nie miała problemów z nauką. Rodzice byli z niej coraz bardziej dumni. Pewnego dnia znaleźli ją na domowym tarasie z podciętymi żyłami. Uratowano ją. Trzy miesiące spędziła w szpitalu psychiatrycznym. Powiedziała później psychiatrze, że chciała się odłączyć od samotności jak jedna z jej ulubionych bohaterek internetowej gry.

Wojtek zawsze interesował się sportem. Od wczesnych lat szkoły podstawowej stał na bramce, bo jako chłopiec otyły poruszał się na boisku powoli. Uwielbiał ciastka, a rodzice mu ich nie bronili, uważali, że swoją nadwagę zgubi na murawie. Kilka przepuszczonych bramek podczas podwórkowych rozgrywek zniechęciło go jednak do obecności na osiedlowym stadionie. Pod pretekstem nauki piłkarskich gier symulacyjnych namówił rodziców do kupna PlayStation. Od tego momentu ograniczał swoją obecność na podwórku. Grał namiętnie w domu. Namawiał rodziców do kupienia następnych gier. Gdy ci odmawiali, podkradał im pieniądze. Najpierw drobne sumy, później większe. Wreszcie wszystko się wydało i dostał solidne lanie. Przyrzekł, że więcej kradł nie będzie. I nie kradł – w domu. Zaczął obrabowywać młodsze dzieci. Bił, zastraszał. Siał postrach wśród maluchów przez prawie cały rok szkolny. I kupował kolejne gry. Coraz częściej też chodził na wagary. W końcu za pobicie pierwszoklasisty trafił do Izby Dziecka i pod opiekę kuratora. Później – na blisko dwuletnią terapię do prywatnego ośrodka leczenia uzależnień.

Odrealnione dzieci

Takich i podobnych przypadków jest coraz więcej. Nierzadko komputerowe ofiary kończą komputerowe życie całkiem niekomputerową przedwczesną śmiercią. Bywa też, że w więzieniach. Szczęśliwi ci, którzy trafią do ośrodków terapeutycznych, rozmieszczonych w całym kraju. Takie ośrodki prowadzi m.in. istniejące od ćwierćwiecza stowarzyszenie Katolicki Ruch Antynarkotyczny KARAN.

– Dziecko może popaść w uzależnienie, gdy spędza dużo czasu przed telewizorem, internetem czy przy grach komputerowych, słowem – przy urządzeniach multimedialnych. Po kilka godzin łącznie. Nie rozgraniczamy, że telefon to godzina, telewizor – 2 godziny, internet – 3 godziny. Trzeba to zsumować i daje nam to określoną wiedzę o tym, przez jak długi czas dziecko jest narażone na oddziaływanie tych urządzeń – mówi Anna Chlebna, psycholog i terapeuta z warszawskiej placówki stowarzyszenia KARAN. – Moim zdaniem, uzależnienie behawioralne jest groźniejsze niż alkohol i narkotyki, bo te są szybko widoczne. Przy uzależnieniach behawioralnych jest to o wiele trudniejsze, bo przecież telewizję oglądamy niemal wszyscy, podobnie wszyscy korzystamy z komputera czy telefonu komórkowego. Więc jakież to uzależnienie – pytają niekiedy dorośli. Niestety, objawy u dziecka są widoczne dopiero po dłuższym czasie i niekiedy są nieodwracalne. Z mojego doświadczenia wynika, że rodzice zgłaszają się do nas bardzo późno. Mieliśmy chłopaka, który niemal całe swoje dziecięce życie spędzał przy komputerze, grając w gry. Przez 12 godzin i więcej. Doszło do tego, że swoje potrzeby fizjologiczne załatwiał na miejscu, pod siebie. Rodzice donosili mu jedzenie, byle tylko cokolwiek jadł i pił. Po kilku miesiącach było to nieomal „dzikie” dwunastoletnie dziecko. Nie było z nim żadnego kontaktu. Na próby odłączenia go od sieci reagował agresją fizyczną. Rzucał się na wszystkich. Najpierw został więc umieszczony w szpitalu psychiatrycznym, później skierowano go na leczenie do nas. Wyszedł z tego, ale trwało to wiele długich miesięcy. Na ile pozostawiło to ślady w mózgu – nie wiemy do dzisiaj. Te dzieci często są odrealnione, bo świat wirtualny miesza im się ze światem realnym. Powoduje to ogromne problemy w rozwoju dziecka. Przede wszystkim nieumiejętność przewidywania konsekwencji. Życie takich dzieci to życie w odrealnieniu, bez jakichkolwiek planów. Wszystko jest skoncentrowane albo wokół gier, albo wokół internetu. Takie dziecko nie ma innych planów, jak te skoncentrowane na internecie. Nie idzie do szkoły. Jeśli rodzice blokują internet, to ono kombinuje, jak zdobyć od kogoś telefon, żeby grać dalej. Bądź idzie do biblioteki, ale nie po to, żeby czytać, lecz by mieć dostęp do internetu. Korzysta z kawiarenki internetowej. A w domu zaczynają się kłamstwa, mataczenie, manipulowanie rodzicami.

Kliknij życie

– Pracuję z dziesięciolatkami, jedenastolatkami, ale mam i młodszych pacjentów, którzy już mają poważne problemy z uzależnieniem behawioralnym – mówi psycholog i terapeuta Monika Chrupek ze stowarzyszenia KARAN. – To znaczy, że już wcześniej było coś nie tak w ich sferze emocjonalnej, ale nie zostało zauważone przez rodziców. Niewątpliwym dzwonkiem ostrzegawczym zawsze powinno być dla nich izolowanie się pociechy od nich czy od rówieśników. Niestety, rodzice przychodzą do psychologa dopiero wtedy, kiedy alarmuje szkoła bądź kiedy dziecko jest już w skrajnej sytuacji. Miałam kiedyś młodziutkiego pacjenta, który zaniemówił, bo rodzice odstawili mu komputer. Nie komunikował się zupełnie ze światem. Czekali... dwa miesiące, aż coś się zmieni – opowiada Monika Chrupek. – My apelujemy o to, żeby jeśli nie dziecko – na początku nie chce ono pójść do psychologa – to aby sami rodzice nas odwiedzili. Często bowiem rodzice uważają, że jest to przede wszystkim problem dziecka. To ono ma problem – powiadają – po co więc ja mam być u psychologa czy psychiatry? A tymczasem najważniejsza, kluczowa jest wspólna praca z rodziną. Rodzic nie może udawać, że nie ma problemu – musi reagować. Im wcześniej, tym lepiej – kontynuuje psycholog. – Jeszcze inny problem pojawia się, kiedy zdiagnozujemy, że potrzebna jest pomoc stacjonarna, a więc w ośrodku leczenia. Jak do tej pory nie ma ośrodka refundowanego przez NFZ dla uzależnionych behawioralnie. Są ośrodki prywatne, ale drogie. Trudno jest też z dziesięciolatkami, bo starsze, powiedzmy: szesnastolatki, mają już jakąś osobowość prawną. Dziesięciolatek nie. I trudno go odseparować od rodziców – jest to możliwe dopiero w skrajnych sytuacjach, kiedy idzie do szpitala psychiatrycznego, bo się okaleczył, albo też grozi samobójstwem. W szpitalu wyrównują stan psychiczny dziecka i zalecają dalsze leczenie. Apelujemy więc do rodziców, by poświęcali czas dzieciom, a nie pozwalali, żeby smartfon, telewizor czy tablet zastępował tatę i mamę. Żeby zapoznawali się z problemami własnych dzieci, bo większość ich kłopotów wynika z wcześniejszych zaniedbań wychowawczych. Bo smartfon czy internet to sposób dziecka na radzenie sobie z problemem. Od jakiegoś czasu prowadzimy program z zakresu profilaktyki „Kliknij życie”. Jest to pogram edukacyjny skierowany do szkół. Prowadzimy zajęcia dla młodzieży oraz spotkania informacyjne dla rodziców na temat objawów uzależnienia. I apelujemy, żeby nie bagatelizować edukacji, aby nie okazało się później, że w sposób nieodwracalny zaniedbaliśmy własne dziecko – podkreśla Monika Chrupek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Krzyżyk z drewna wraku „Titanica” sprzedany za 11600 euro

2019-10-21 21:14

ts / Wiltshire (KAI)

Na aukcji w Wielkiej Brytanii sprzedano krzyż, wyrzeźbiony z drewna pochodzącego z wraku legendarnego „Titanica”. Jak poinformowały media brytyjskie, prosty, 13-centymetrowy krzyżyk, sprzedano 19 października w Wiltshire w pobliżu kurortu Bath. Nabywca zapłacił za niego 10 tys. funtów (około 50 tys. zł). Dom aukcyjny oczekiwał, że będzie to cena około 12-18 tys. funtów.

F.G.O. Stuart (1843-1923)/pl.wikipedia.org

Krzyżyk wyrzeźbiono w zakładzie Samuela Smitha. Był on członkiem załogi statku SS „Minia”, który po katastrofie zbierał na swój pokład zwłoki zmarłych pasażerów. Członkowie załogi zbierali także wyrzucone przez morze przedmioty, w tym części wraku z drzewa dębowego. Z tego drzewa Smith wyrzeźbił później krzyżyk, upamiętniający ponad 1500 ofiar zatopionego „Titanica”. Do czasu aukcji znajdował się on w posiadaniu potomków byłego marynarza.

Luksusowy parowiec „Titanic”, swego czasu największy statek świata, podczas swego pierwszego rejsu z Wielkiej Brytanii do Nowego Jorku w kwietniu 1912 r. zderzył się z górą lodową i zatonął. Przedmioty z wraku odkrytego w 1985 r. osiągają wysokie ceny na aukcjach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem