Reklama

Wręczono Nagrodę Społeczną im. Prymasa Wyszyńskiego

2019-01-20 08:12

Łukasz Krzysztofa

Łukasz Krzysztofka/Niedziela


Katolicki Uniwersytet Lubelski, Anna Rastawicka i Marian Romaniuk to laureaci Nagrody Społecznej im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego za rok 2018.

Uroczysta gala, w czasie której wręczono wyróżnienia, odbyła się w Muzeum Pałacu Jana III Sobieskiego w warszawskim Wilanowie.

Nagroda Społeczna im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego przyznawana jest obecnie przez Kapitułę powoływaną przez Fundację “SPES”. Wyróżnienie swymi początkami sięga nagrody przyznawanej od lat 70-tych przez Ośrodek Dokumentacji i Studiów Społecznych. W latach 1987 – 2002 nagroda nie była przyznawana. Wznowiono ją dzięki Fundacji „SPES”, która została powołana w 2002 r. Fundacja skupia obecnie środowisko znanych ekspertów i promotorów Katolickiej Nauki Społecznej.

Reklama

Zobacz zdjęcia: Wręczono Nagrodę Społeczną im. Prymasa Wyszyńskiego

Słowo do zebranych na uroczystości skierował poprzez nagranie wideo abp Henryk Muszyński, były Prymas Polski. Hierarcha zwrócił uwagę na wielkie zasługi św. Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego w zachowaniu religijnej pamięci narodu ochrzczonego i żyjącego określonymi wartościami. Podkreślił też, że jako chrześcijanie powinniśmy dzisiaj wnosić w świat tchnienie Ewangelii i wartości, które wypływają z chrześcijaństwa, do których tak często odwoływał się Prymas Tysiąclecia – jak godność człowieka, nierozerwalność małżeństwa i świętość rodziny.

Katolicki Uniwersytet Lubelski nagrodzono w 100-lecie istnienia za olbrzymi wkład w rozwój polskiej kultury, nauki i myśli społecznej w oparciu o chrześcijańską wizję człowieka i wartości wynikające z Ewangelii. Obecny na uroczystości abp Stanisław Budzik, metropolita lubelski i Wielki Kanclerz KUL przypomniał związki Stefana Wyszyńskiego z tą uczelnią, połączone niejako wspólnym mianownikiem, który stanowią słowa: Prawdę czynić w miłości.

Ks. prof. Stanisław Fel, dziekan Wydziału Nauk Społecznych KUL zwrócił uwagę, że relacja Stefana Wyszyńskiego z KUL-em miała charakter związku dwukierunkowego. – Na KUL-u Stefan Wyszyński zrozumiał mechanizmy społeczne, co przyczyniło się do powstania Wielkiej Nowenny i Millenium Chrztu Polski. Szybko doszedł do wniosku, że związek Kościoła z narodem na bazie kultury chrześcijańskiej jest kategorią, która pozwoliła przetrwać okres zaborów. Zdawał sobie sprawę z faktu, że ogromną rolę w tym odgrywa wykształcenie – mówił ks. prof. Fel. Dodał, że KUL bardzo ceni sobie związki z Prymasem Tysiąclecia i pielęgnuje jego myśl min. organizując konferencje i wydając publikacje poświęcone kard. Wyszyńskiemu.

Anna Rastawicka, wieloletnia przełożona Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, otrzymała nagrodę za kultywowanie pamięci o Prymasie Tysiąclecia i upowszechnianie jego nauki. W rozmowie z „Niedzielą” podkreśliła, że przesłanie kard. Wyszyńskiego aktualne na czasy współczesne to wołanie o autentyczny, a nie tylko deklamowany szacunek do człowieka. - Dziś często słyszy się, że mamy skończyć z mową nienawiści, a jest to podszyte tak wielką nienawiścią. Szacunek do każdego człowieka, aby był prawdziwy, musi być oparty o prawdę i wiarę w to, że człowiek jest ogromną wartością przede wszystkim jako dziecko Boga – stwierdziła laureatka. Zaznaczyła też, że nauczanie Prymasa Tysiąclecia o naszym miejscu w Europie i o tym, że Polska ma wnieść do Europy wiarę, za którą zawsze walczyła, a często była w tej walce osamotniona, sprawdza się również dzisiaj. - Największą nagrodą jest dla mnie przede wszystkim łaska życia przez wiele lat w pobliżu kard. Wyszyńskiego, współpracy z nim, a teraz pracy nad jego spuścizną duchową – mówi skromnie i dodaje, że mądrość kard. Wyszyńskiego jest skarbem, z którego czerpać będzie jeszcze wiele pokoleń Polaków.

Nagroda powędrowała także do wybitnego biografa Prymasa Tysiąclecia Mariana Romaniuka – za dzieła przedstawiające życie i sylwetkę kard. Wyszyńskiego, w tym monumentalne, czterotomowe kalendarium życia Stefana Wyszyńskiego i dwa wydania obszernych przewodników bibliograficznych. W laudacji o. dr Gabriel Bartoszewski OFMCap, postulator w procesie beatyfikacyjnym Prymasa Tysiąclecia, podkreślił, oprócz bogatej działalności publicystycznej, olbrzymi wkład laureata w prace nad przygotowaniem tzw. „Positio”, czyli dokumentu o heroiczności cnót, wymaganego w procesie beatyfikacyjnym.

Na zakończenie gali odbył się koncert muzyki barokowej dedykowany laureatom Nagrody.

Łukasz Krzysztofka

Tagi:
nagroda

Reklama

Fundacja Polish Orphans Charity otrzymała tegoroczną nagrodę Viventi Caritate

2019-10-19 10:31

rm / Radom (KAI)

Fundacja Polish Orphans Charity, która przyznaje stypendia uzdolnionej artystycznie młodzieży i dzieciom, otrzymała tegoroczną nagrodę Viventi Caritate - Żyjącemu Miłością. Uroczystość odbyła się 18 października wieczorem po mszy świętej w radomskiej katedrze. Tego dnia wspominano również biskupa Jana Chrapka, w dniu 18. rocznicy jego tragicznej śmierci.

FB/Polish Orphans Charity

Wyróżnieniem Viventi Caritate honorowane są osoby, ruchy, instytucje, które są aktywne charytatywnie, społecznie, czy kulturalnie i w ten sposób wypełniają ewangeliczne wezwanie do miłowania czynem. Wielokrotnie mówił o tym w czasie posługi duszpasterskiej bp Chrapek. Dlatego też nagrodę otrzymują osoby i instytucje, które - zdaniem kapituły - kierują się na wzór bp. Jana pasją wiary i wynikającą z niej chęcią służenia bliźnim.

- Biskup Jan w swojej agendzie z 2000 roku zapisał: "Życie należy przeżywać z pasją wiary i chęcią służenia Chrystusowi w bliźnich". Tę sentencję umieściliśmy również na dyplomie nagrody. Tą nagrodą chcemy honorować te osoby czy instytucje, które z pasją wychodząc naprzeciw ewangelicznemu wezwaniu do miłowania czynem zmieniają na lepszą rzeczywistość wokół siebie - powiedział Zbigniew Miazga z Funduszu im. bpa Jana Chrapka, współtwórca wyróżnienia.

Nagrodę odebrał Krzysztof Gajewski, który od 2002 r. koordynuje w Polsce prace Fundacji.

- Powinna tu być dr Ryszarda Russ, założycielka Fundacji Polish Orphans Charity, kobieta z paszportem kanadyjskim i brytyjskim oraz z wielkim polskim sercem. To ona wybrała mnie, bym w Polsce koordynował prace Fundacji, a ja zaufałem Bogu, że to wszystko wyjdzie - powiedział Krzysztof Gajewski. Dziękował prezydentom Radomia Zdzisławowi Marcinkowskiemu, Andrzejowi Kosztowniakowi i Radosławowi Witkowskiemu za wspieranie działań Fundacji, a ta od 2002 roku przyznała stypendia w wysokości miliona dolarów dla około 700 dzieci i młodzieży, w tym 400 z Radomia.

Uroczystość wręczenia nagrody poprzedziła Msza św. sprawowana w intencji bp. Jana Chrapka. Przewodniczył jej bp Piotr Turzyński. - Niezwykle ważne dla niego były sprawy społeczne. Nie obrażał się na mechanizmy świata i budował mosty. Wielką rolę przyznawał tutaj mediom. Jako budowniczy mostów docierał do tych, co często byli daleko od Kościoła. Całe życie bliskie mu były słowa Chrystusa: "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili". Jako Kościół radomski serdeczną pamięcią i dziękczynieniem ogarniamy postać bp. Jana Chrapka, drugiego ordynariusza radomskiego.

Bp Jan Chrapek (1948-2001) był od 1975 r. kapłanem zgromadzenia św. Michała Archanioła (michalitów). Przez wiele lat pracował w środkach społecznego przekazu, m.in. był redaktorem naczelnym wydawanego przez jego zgromadzenie miesięcznika "Powściągliwość i Praca".

25 marca 1992 r., po przeprowadzeniu reformy administracyjnej Kościoła w Polsce, Jan Paweł II mianował go biskupem pomocniczym diecezji drohiczyńskiej, skąd w 1994 przeniósł go na podobne stanowisko w diecezji toruńskiej, a 28 czerwca 1999 mianował go biskupem radomskim. Stanowisko to pełnił tylko dwa lata - do tragicznej śmierci w wypadku samochodowym 18 października 2001 r.

Bp Chrapek kontynuował i rozwijał dzieła charytatywne w diecezji radomskiej. Szczególny też akcent kładł na duszpasterstwo młodzieży – w pamięci wielu pozostały Apele Młodych gromadzące kilkutysięczne rzesze młodzieży. Odbywają się do dzisiaj.

Przypomnijmy, że 18 października Kościół obchodzi liturgiczne wspomnienie św. Łukasza Ewangelisty. W tym dniu świętuje cała służba zdrowia: lekarze, pielęgniarki, czy siostry zakonne pracujące w szpitalach i domach opieki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Sprawa” tragicznie zmarłego ks. Palimąki

2012-11-23 13:21

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 48/2012, str. 4-5

Ks. Stanisław Palimąka - pierwszy proboszcz Klimontowa, twórca tamtejszej parafii i budowniczy kościoła, należy do grona tych kapłanów, którzy ponieśli śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach. Tragiczne zdarzenie miało miejsce stosunkowo niedawno - w 1985 r., sprawę badały poważne gremia, m.in. tzw. Komisja Rokity i delegatura krakowska IPN. Postępowanie badawcze nie wniosło zbyt wiele. Faktem jest natomiast, że ks. Palimąka, przejechany ze skutkiem śmiertelnym przez własny samochód, staczający się po pochyłości do garażu, był kaznodzieją i katechetą, który nigdy się komunistom nie kłaniał, a jego kazania i wystąpienia publiczne zaowocowały specjalną teczką w aktach SB

Archiwum
Ks. Stanisław Palimąka

Był 27 lutego 1985 r. Rankiem, tuż po śniadaniu proboszcz ks. Stanisław Palimąka wsiadł w swojego niebieskiego Fiata 125, aby odwieźć katechetę (alumna Stanisława Olesińskiego) do pracy. Prowadząca mu gospodarstwo siostra - Otylia Kaczmarek, nie mogąc doczekać się powrotu brata, wyszła ok. 12.30 przed dom. Ksiądz leżał przy drzwiach garażowych, na których zatrzymał się samochód. Był martwy.

Tragiczne zdarzenie

Jak pisze ks. Daniel Wojciechowski w „Księża niezłomni. Diecezja kielecka” („Print”, Włoszczowa-Kurzelów 2011) „Według oficjalnej wersji auto staczając się do garażu z podjazdu o długości 12 m i o nachyleniu 12 stopni, najechało na ks. Palimąkę, powodując jego śmierć. Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Krakowie musiał się bardzo spieszyć z ustaleniem przyczyny zgonu kapłana, skoro już 30 marca 1985 r. umorzył dochodzenie, nie stwierdzając przestępstwa. Sekcja zwłok wykazała złamanie podstawy czaszki, stłuczenie mózgu, krwiak podpajęczynkowy, rany tłuczone twarzy po stronie prawej i złamanie prawego uda”.

Z Kroniki parafii Klimontów: „Ciało księdza spoczywało wbite w nowe, masywne drzwi garażowe Został przygnieciony przez półtoratonowego fiata. Zszokowana tym widokiem [siostra - przyp. red] najprawdopodobniej wykonała telefony na milicję, do Kurii w Kielcach i do brata Mieczysława do Kielc. Na miejscu tragedii szybko zjawił się tłum ludzi. Plac przed plebanią zapełnili nie tylko zrozpaczeni parafianie, ale także milicja, pogotowie, brat księdza i biskup kielecki. Śledztwo przejęła komenda krakowska. Oględziny wykonywali eksperci z Krakowa i Warszawy”. Sekcja została przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Krakowie.

Pogrzeb ks. Stanisława Palimąki odbył się 2 marca 1985 r. w Klimontowie. Liturgii pogrzebowej przewodniczył bp Stanisław Szymecki, który wygłosił homilię, kończąc ją słowami św. Pawła Apostoła: „Czuwajcie, trwajcie mocno w wierze, bądźcie mężni i umacniajcie się. Wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości” (1Kor 16, 13-14). Uczestniczyło około 290 kapłanów i tłumy wiernych nie tylko z parafii, ale i z okolicznych miejscowości.

Co na to śledztwo i Komisja?

Sejmowa Komisja Nadzwyczajna do badania działań MSW, którą kierował poseł Jan Maria Rokita (zwana Komisją Rokity), dopatrzyła się wielu wątpliwości w orzeczeniach Urzędu ds. Wyznań. W raporcie napisano m.in.: „Postępowanie zostało ukierunkowane na niestwierdzenie przestępstwa już w momencie dokonywania pierwszych czynności procesowych. Dopuszczono do utraty (na skutek niezabezpieczenia) wielu istotnych dowodów (m.in. nie dokonano badań, czy na monecie blokującej dźwignię hamulca ręcznego znajdują się odciski palców). Nie przesłuchano wszystkich świadków, wykonane przez biegłych ekspertyzy są obarczone uchybieniami, nie odpowiadają na podstawowe pytania. Wreszcie nie przeprowadzono eksperymentu, który miałby określić wielkość siły uderzenia staczającego się samochodu na przeszkodę umieszczoną bezpośrednio pod drzwiami garażu”. Jaki z tego wniosek?

Ks. Daniel Wojciechowski badający tę sprawę uważa, że przyczyna „wypadku” mogła być złożona: patriotyczne, niewygodne dla aparatu władzy homilie ks. Palimąki i wiedza, jaką nabył podczas budowy kościoła i tzw. załatwiania materiałów budowlanych. Działało to, zdaniem księdza, jak katalizator. - To, że Proboszcz Klimontowa wiedział zbyt wiele, potwierdził słuchacz Radia Maryja, który zadzwonił do mnie, gdy byłem gościem „Rozmów niedokończonych”. Dzwonił z Krakowa, ze szpitala, nie chciał jednak podać danych personalnych - opowiada ks. Wojciechowski. Jako krewny zmarłego był na miejscu wypadku i dotąd ma przed oczami tamten tragiczny widok.

Na wniosek Komisji Rokity w 1991 r. sporządzono dodatkowo raport o działalności „grupy D” (do specjalnych działań dezintegracyjnych w walce z Kościołem), utajniony jednak przez MSW… Z kolei prokurator Aleksander Herzog z Prokuratury Generalnej uznał, że śledztwo było prowadzone nieprawidłowo. W „Gazecie Wyborczej” (nr 237/11 października 1990) ukazał się tekst pt. „MSW się spieszyło”, w którym tenże prokurator opiniuje: „Zbyt wcześnie, często przed wpłynięciem opinii biegłych, umarzano sprawy, nie brano pod uwagę wszystkich możliwych wersji popełnienia przestępstwa”. Obok ks. Palimąki wymienia sprawy: Piotra Bartoszcze, Grzegorza Przemyka, ks. Jerzego Popiełuszki, ks. Stanisława Zycha.

Z Kroniki parafii Klimontów: „W 2008 r. na polecenie IPN krakowska policja ds. kryminalnych przez dwa dni podejmowała czynności dotyczące miejsca i przebiegu tragicznej śmierci ks. Palimąki w Klimontowie. Istotnych zmian w tej sprawie do dzisiaj nie stwierdzono. Od czasu do czasu ukazują się jakieś artykuły w prasie małopolskiej dotyczące tej śmierci, które powielają uprzednie wersje i opinie, a jest ich tyle, ilu ludzi, a każdy uważa siebie za eksperta. Wydaje się, że tajemnicę okoliczności śmieci zabrał ks. Stanisław ze sobą. Być może, że nadejdzie taki czas, kiedy poznamy prawdę o tej śmierci”. Tak więc sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona.

Zanim został księdzem

Kim był tragicznie zmarły ks. Palimąka i w jaki sposób sprawował kapłańską posługę? Czy styl jego pracy mógł spowodować zabójstwo, jeśli wykluczy się tezę wypadku? Choć „sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona”, warto przyjrzeć się nie tylko okolicznościom „sprawy”, ale również tak tragicznie przerwanemu życiu ks. Stanisława Palimąki.

Urodził się 1 grudnia 1933 r. w Rębiechowie, należącym do parafii Węgleszyn, w rolniczej rodzinie. Gdyby żył, wkrótce świętowałby 79. urodziny. Rodzice - Piotr i Marianna z Dąbrowskich byli autentycznymi świadkami żywej wiary i w tym duchu wychowywali dzieci. Zawsze, pomimo odległości od kościoła, musiała być coniedzielna Msza św., a rano i wieczorem wspólny pacierz. Niewielu pozostało świadków tamtych lat; w Rębiechowie wciąż mieszka siostra śp. ks. Palimąki, w Kielcach żyje brat. - Pamiętamy o nim w wypominkach, w rocznicę tragicznej śmierci jest zawsze zamawiana Msza św. - mówi proboszcz z Węgleszyna, ks. Andrzej Żuber.

Po zdaniu matury w Liceum Ogólnokształcącym w Jędrzejowie (1954 r.) Stanisław Palimąka zdecydował się wstąpić na drogę kapłaństwa, rozpoczynając naukę i formację w WSD w Kielcach. Czas był szczególny - aresztowanie i proces bp. Czesława Kaczmarka musiały zapisać się w pamięci kleryka i odcisnąć ślad na kształcie późniejszej kapłańskiej posługi. Równie mocno utrwaliły się rozmowy w grupie szkolnych kolegów i nauczyciela historii z liceum w Jędrzejowie, gdzie potajemnie poznawano prawdę o Katyniu i innych zdarzeniach, o których milczała wówczas historia. Kleryk Palimąka zainteresowania historią Polski wyniósł także z domu rodzinnego. To był jeden aspekt jego dojrzewania, doroślenia. Poza tym koledzy kursowi z Seminarium zapamiętali go jako radosnego, pełnego optymizmu człowieka. Święcenia kapłańskie ks. Palimąka otrzymał z rąk bp. Czesława Kaczmarka 11 czerwca 1960 r. - Zawsze cechował go niesamowity humor. Był pełen energii, prędki - mówił, co myślał. Tę energię przekładał na duszpasterstwo - wspomina ks. Wojciechowski.

Odważne kazania w parafiach diecezji

Najpierw był wikariat w Łopusznie - trzy lata w rozległej terytorialnie parafii, z katechizacją dzieci w punktach dojazdowych, z głoszeniem odważnych kazań, co skutkowało nachodzeniem księdza przez ludzi w mundurach lub w cywilu i zadawaniem pytań, głównie o stosunek do PRL i jej władz. Potem był (krótko) Słaboszów k. Miechowa.

W Archiwum Diecezjalnym w Kielcach zachował się list do bp. Jana Jaroszewicza, dotyczący tamtego okresu, napisany przez 48-letniego rolnika ze Słaboszowa, który pisze m.in.: „Bardzo a bardzo pragnę podziękować za tak dobrego kaznodzieję, jakim jest ks. Palimąka, wikary parafii Słaboszów (…). Słyszę często, co ludzie mówią o jego kazaniach i co na nich działa i na mnie samego (…). Ksiądz wikary chce naprawdę dużo pracować i dużo może zrobić” (Akta personalne XP -56). W liście była także mowa o obowiązkowości księdza w doprowadzaniu dzieci na religię, szczególnie tych, które unikały katechezy.

W grudniu 1963 r. ks. Palimąka zainstalował się w Pierzchnicy. W związku z wygłoszonym przezeń kazaniem (z 11 kwietnia 1966 r.) Wojewódzki Urząd ds. Wyznań skierował do Kurii w Kielcach pismo o wszczęciu postępowania w sprawie działalności ks. Palimąki „szkodliwej dla państwa ludowego”. Wytoczony zarzut dotyczył „publicznego piętnowania historyków polskich za rzekome zniekształcanie prawdy historycznej narodu i Ojczyzny”. Ks. Palimąka nie zaprzeczał; ponadto nie chciał dopuścić świeckich władz oświatowych do wizytacji katechezy w punktach katechetycznych. SB przyglądała się coraz uważniej młodemu wikariuszowi...

W 1966 r. ks. Palimąka został mianowany wikariuszem w Białogonie k. Kielc. Po trzech latach przeniesiono go do Kazimierzy Wielkiej. Od 1972 r. jest już w Proszowicach, gdzie daje się poznać jako aktywny, zaradny i przedsiębiorczy kapłan.

Na probostwie w Klimontowie

Bp Jan Jaroszewicz w porozumieniu z ks. kan. Janem Kurczabem - proboszczem w Proszowicach zlecił ks. Stanisławowi Palimące organizację parafii i budowę kościoła w Klimontowie. - Do tego dzieła przystąpił z wiarą i entuzjazmem, mając nadzieję, że z pomocą Bożą i ludzi wykona zadanie - uważa ks. Daniel Wojciechowski. Zakupiono plac pod budowę, a 3 lipca 1977 r. została odprawiona pierwsza Msza św. na placu budowy kościoła. Sama budowa świątyni ruszyła wiosną 1978 r., a jesienią bp Jaroszewicz dokonał wmurowania kamienia węgielnego. Tempo pracy było szybkie, ksiądz dwoił się i troił, nie żałował zdrowia, które zaczynało szwankować, tym bardziej że budowa w tamtych czasach to było wyzwanie wymykające się normom, połączone z karkołomnymi zabiegami i tzw. „załatwieniami” wszystkiego, od pozwoleń po materiały.

Proboszcz był lubiany przez swoich parafian w Klimontowie i cieszył się ich szacunkiem. „Przyjaźnie nastawiony do każdego człowieka, wzbudzał zaufanie i łatwo nawiązywał kontakty. Był lubiany przez młodzież i dzieci. Te cechy jego charakteru pomagały mu przy budowie kościoła oraz tworzenia wspólnoty parafialnej. Parafianie podziwiali jego zaangażowanie w budowę i chętnie mu pomagali. Trud budowy kościoła i plebanii bez wytchnienia i wypoczynku przypłacił zawałem serca” - pisze w swej książce ks. Daniel Wojciechowski. Proboszcz dbał też o Kościół duchowy. Katechizacja, przepowiadanie Ewangelii - pozostawały na dobrym, ambitnym, zaangażowanym poziomie.

Od 1978 r. ks. Palimąka został samodzielnym duszpasterzem w Klimontowie. Równolegle z budową kościoła stawiano plebanię. Parafię pw. NMP Królowej Polski erygował bp Stanisław Szymecki 4 stycznia 1983 r. W tym samym roku bp Mieczysław Jaworski poświęcił cmentarz grzebalny. Od maja 1984 r. Proboszcz mieszkał już u siebie, na plebanii.

Życie parafialne potoczyło się wartkim, stabilnym nurtem, umacniały się więzi wspólnoty, parafia powoli krzepła. Proces w miarę spokojnego budowania wspólnoty przerwała nagła, tragiczna śmierć Księdza Proboszcza, 27 lutego 1985.

Ks. Palimąka został pochowany na cmentarzu, ale wkrótce ciało jego złożono w nowym grobie obok kościoła. Napis na nagrobku brzmi: „Oto miejsce mego odpoczynku na wieki” (Ps 131, 14). Bp Jan Gurda w 1990 r. poświęcił w kościele tablicę upamiętniającą postać tragicznie zmarłego kapłana. W czerwcu 2004 r. uporządkowano grób ks. Stanisława Palimąki wykonując nowe podesty granitowe i odkrywając mogiłę z zarośli. Teraz widnieje obok nowo wybudowanej kaplicy przedpogrzebowej. - Pamiętamy o kolejnych rocznicach śmierci, zamawiane są Msze św. 8 maja w dniu jego imienin czy we Wszystkich Świętych. Pozostaje nam obowiązek pamięci o nim - wyjaśnia proboszcz Klimontowa ks. Jan Kukowski. Postać tragicznie zmarłego Proboszcza przypominano m.in. w numerach pisma parafialnego „Klimontowska wspólnota”.

Dziękuję ks. Janowi Kukowskiemu za pomoc w zebraniu materiału do artykułu i udostępnienie zdjęcia.

W następnym numerze sylwetka Jadwigi Stano, wdowy konsekrowanej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od Ducha Świętego do ludu lubelskiego

2019-10-21 05:14

Ks. Mieczysław Puzewicz

Archiwum KUL

Gdy opuszczałem Lublin, zostawiłem w pałacu biskupim wszystko, nawet moje sutanny fioletowe i dary osobiste. Nie chciałem „robić majątku” na pasterzowaniu. Drugi raz uczyniłem to samo we wrześniu pamiętnego roku. Wszystko, co posiadam w tej chwili, nie pochodzi z moich starań. Jest zwykłym owocem współczucia ludzkiego. Wszystko dałeś, wszystko jest Twoje - tak Prymas Tysiąclecia pisał pod datą 20 czerwca 1956 r.

Wobec bolszewickiej zarazy

W autobiograficznych „Zapiskach więziennych”, obejmujących lata aresztowania i internowania kard. Stefana Wyszyńskiego, Lublin nie pojawia się często. Oprócz powyższej refleksji, odnoszącej się do wyjazdu z Lublina w dn. 12 listopada 1948 r. bardzo zabawnie brzmi opis snu. Wyszyński wspomina, że przyśnił mu się spacer z ówczesnym prezydentem Polski, pochodzącym z Lublina Bolesławem Bierutem. Szli razem alejami Racławickimi i Krakowskim Przedmieściem, Bierut łamiąc zasady przeszedł pod skosem ulicę, co kardynał skomentował: „Jemu wszystko wolno, nawet gwałcić przepisy o ruchu ulicznym”. Tego samego dnia wieczorem Wyszyński dowiedział się o tajemniczej śmierci Bieruta w Moskwie. W „Zapiskach” kardynał pisał też o swojej nominacji na biskupa lubelskiego: - „Duch Święty wymagał wtedy, bym poszedł do kleru i ludu lubelskiego”. Duchowieństwu i wiernym naszej diecezji służył dwa i pół roku, od maja 1946 do listopada 1948 r. Za biskupią dewizę przyjął słowa „Soli Deo”, czyli „Samemu Bogu”.

W opowieściach lubelskich księży seniorów zachowała się historia wizytacji w jednej z parafii pod Szczebrzeszynem. Na przywitanie pasterza ustawiono na placu przed kościołem kołchoźniki, czyli uliczne głośniki odkupione przez kogoś z parafian od żołnierzy radzieckich. Wyszyńskiego przez kilka kilometrów eskortowała banderia z dwunastoma końmi, a kiedy rozległy się słowa: „Jego Ekscelencjo! Z radością gościmy Cię …”, spłoszone rykiem megafonów wierzchowce stanęły dęba. Bp Wyszyński chcąc rozładować sytuację zażartował do proboszcza: - „Patrz, nawet konie poznały się na bolszewickiej zarazie!”.

Pół wieku z KUL

Rok po przyjęciu święceń kapłańskich we włocławskiej katedrze ks. Stefan Wyszyński trafia w 1925 r. do Lublina, aby podjąć studia na KUL. Tak zaczęła się jego ponad 50-letnia miłość do uniwersytetu. Studia na wydziale prawa i nauk społecznych wieńczy doktoratem pt. „Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły”. Jednocześnie prowadzi spotkania dla młodzieży w Stowarzyszeniu Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie” i w „Bratniaku”. Obydwie organizacje zorientowane na zaangażowanie świeckich katolików wywarły duży wpływ na społeczną wrażliwość późniejszego Prymasa Tysiąclecia.

Uniwersytet zawdzięcza swoje przetrwanie w czasach komunizmu nieugiętej postawie Prymasa Wyszyńskiego, świadomego roli katolickiej uczelni w kształtowaniu elit inteligenckich. Zapis o nienaruszalności KUL znalazł się w porozumieniu Państwo - Kościół z 1950 r. Fenomenem KUL na skalę światową było jego utrzymanie materialne realizowane przez tace zbierane dwa razy do roku we wszystkich kościołach, co szczególnie gorąco wspierał Prymas Wyszyński. Do 1978 r. gościł także często na inauguracji roku akademickiego; legendarne były jego przemówienia pocieszające peerelowskich dygnitarzy delegowanych na te uroczystości i niemiłosiernie wygwizdywanych przez studentów. Kazimierz Kąkol, słynny kierownik Urzędu ds. Wyznań usłyszał, żeby się nie martwił, bo „kąkol” ma swoje niezbywalne miejsce w Ewangelii (chodzi o przypowieść z 13 rozdziału Ewangelii św. Mateusza).

W czasie studiów na KUL ks. Wyszyński zaprzyjaźnił się także z ks. Władysławem Korniłowiczem, twórcą dzieła pomocy osobom niewidomym w Laskach. W okresie okupacji, ukrywający się wówczas przed hitlerowcami ks. Wyszyński, na prośbę ks. Korniłowicza opiekuje się wychowankami Lasek najpierw w Kozłówce (parafia Kamionka), a potem w Żułowie (parafia Kraśniczyn).

Moc słowa

Cytowane na wstępie „Zapiski więzienne” długo krążyły jako maszynopis powielany przez osoby bliskie Prymasowi Wyszyńskiemu. Władze komunistyczne bały się mocy jego słowa. Po raz pierwszy książka opublikowana została w Paryżu w 1982 r. już po śmierci hierarchy. Lęk przed słowami prawdy płynącymi z jego ust datował się od słynnego „Non possumus” („Nie możemy”), ostrego sprzeciwu wobec działań komunistów w 1953 r., co doprowadziło do uwięzienia Prymasa. Fundamenty prymasowskiej niezłomności kształtowały się już wcześniej, najpierw podczas studiów na KUL, a potem w trakcie jego posługi biskupiej w Lublinie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem