Reklama

Polski biskup na pierwszej stronie panamskiego dziennika

2019-01-23 22:27

pb (KAI Panama) / Panama

By. Mivielk Perez/flickr.com

Zdjęcie polskiego biskupa znalazło się na okładce panamskiego dziennika „La Prensa”. Przedstawia ono bp. Jana Piotrowskiego z Kielc przemawiającego podczas przyjęcia dla pielgrzymów z Polski, uczestniczących w Światowych Dniach Młodzieży, wydanego w synagodze Kol Szearit Israel w dzielnicy Costa del Este w Panamie.

Na fotografii figuruje także miejscowy rabin Gustavo Kraselnik, który współpracuje z lokalną parafią katolicką św. Łukasza. Kilka miesięcy temu w czasie prywatnego spotkania katolicy mówili o potrzebie przyjęcia uczestników ŚDM i wówczas rabin spontanicznie wyraził gotowość włączenia się w to dzieło. W rezultacie wspólnota żydowska gości w swoim budynku 49 Polaków.

Obecnie podkreśla, że taka współpraca jest owocem dialogu katolicko-żydowskiego, podjętego w połowie XX w. Umożliwiła ona serdeczne i pełne szacunku relacje, dzięki którym „uczymy się, że pomimo dzielących nas różnic, możemy współdziałać z korzyścią dla wspólnego społeczeństwa i wartości, które podzielamy”.

Gazeta publikuje także trasę dzisiejszego przejazdu papieża Franciszka ulicami Panamy z lotniska Tocumen do budynku nuncjatury apostolskiej. Z detalami technicznymi opisuje papieski pojazd – papamobile.

Reklama

„La Prensa” podkreśla również, że „anonimowymi bohaterami” ŚDM są panamskie rodziny przyjmujące pielgrzymów w swoich domach.

Cytuje też pielgrzymów z Gwatemali. 21-letni Guillermo González Ramírez opowiada, że w 2016 r. babcia ufundowała mu bilet na ŚDM w Krakowie. Dla tego studenta informatyki pobyt w Polsce był ważnym momentem w życiu, dlatego postanowił przeżyć podobne doświadczenie w Panamie.

Również 30-letnia Alejandra Bran była w lipcu 2016 r w Polsce. Podkreśliła, że wielu młodych, którzy chcą uczestniczyć w ŚDM musi znaleźć sobie dodatkową pracę, by móc pokryć koszty przejazdu i pobytu zagranicą.

Tagi:
bp Jan Piotrowski ŚDM w Panamie

Reklama

Ten Kościół budzi mój podziw

2019-11-19 12:18

Z bp. Janem Piotrowskim rozmawiała Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 47/2019, str. 1-3

Z biskupem kieleckim Janem Piotrowskim z okazji 5. rocznicy objęcia diecezji rozmawia Agnieszka Dziarmaga

TD
Bp Jan Piotrowski u franciszkanów w Chęcinach

AGNIESZKA DZIARMAGA: – 29 listopada 2019 r. mija pięć lat od uroczystego ingresu do kieleckiej bazyliki. Zdążył Ksiądz Biskup doskonale poznać diecezję. Czymś zaskoczyła, a może ma jakiś rys charakterystyczny?

BISKUP JAN PIOTROWSKI: – Nominację na biskupa kieleckiego przyjąłem bardzo spokojnie, aczkolwiek było to dla mnie zaskoczeniem, szczególnie podczas pierwszej informacji, jaką otrzymałem od Nuncjusza Apostolskiego, gdyż zaledwie od niespełna roku byłem biskupem pomocniczym tarnowskim.
Kościół kielecki, którego jestem biskupem diecezjalnym od 2014 r. z woli Ojca Świętego Franciszka, jest Kościołem, który budzi we mnie podziw, i nie są to puste słowa – spotkałem tu wiele dobrych, życzliwych,pobożnych wiernych świeckich oraz gorliwych kapłanów. Gdyby się posłużyć obrazem biblijnym – zawsze gdzie jest zasiew, wyrastają dorodne kłosy zboża obok chwastów, traw, roślin, które nie zawsze dają rolnikowi satysfakcję. Podobnie jest w ludzkim świecie, w przestrzeni życia Kościoła.
Kościół kielecki w swojej drugiej historycznej odsłonie, począwszy od grudnia 1882 r. i bycia diecezją na nowo, jest wspólnotą żywą, którą dziś tworzy ok. 800 tys. mieszkańców, gdzie duszpasterstwo jest realizowane w 303. parafiach, rozdzielonych na 33 dekanaty. Dzięki Bogu, duchowieństwo jest jeszcze liczne, to 700 księży diecezjalnych, wspomaganych przez księży zakonnych z kilkunastu zakonów i zgromadzeń zakonnych.
Pierwszym zadaniem biskupa jest uświęcenie ludu Bożego, głoszenie Słowa, sprawowanie sakramentów świętych, co przecież w diecezji nie było nowością. Od pięciu lat z księżmi biskupami pomocniczymi, współpracownikami – nie tylko z kurii, ale i z księżmi dziekanami, członkami diecezjalnej rady kapłańskiej i duszpasterskiej, wciąż szukamy lepszych sposobów ewangelizacyjnych.
Nie bez znaczenia jest całe dzieło katechetyczne naszej diecezji, bowiem katecheza ma prowadzić nie tylko dzieci i młodzież, ale dorosłych, do dojrzałości wiary. Każdy biskup troszczy się też o jakość życia rodzin zamieszkujących diecezję. Rodziny są pierwszą szkołą wiary, wychowania, dobrych obyczajów – dotyczy to nie tylko sfery powołań do stanu kapłańskiego czy zakonnego, ale do autentycznego życia człowieka. Na kolanach świętych, dobrych rodziców rodzą się święte dzieci. Może to język przenośny, ale też i rzeczywisty. Tam, gdzie jest dobro, dobro się pomnaża, bo przykłady pociągają, a słowa tylko uczą.

– Przed pięciu laty, w jednym z wywiadów, Ksiądz Biskup powiedział: „Chciałbym jak najlepiej odpowiedzieć na ewangeliczne oczekiwania ludzi, do których zostałem posłany, aby rodziło się tam jak najwięcej powołań kapłańskich i zakonnych. Chciałabym, aby wiernym żyło się jak najlepiej, także w wymiarze materialnym i abyśmy nieustannie budowali w sobie nowego człowieka, jak uczy św. Paweł”.

– Czasy, w których żyjemy są wymagające, aczkolwiek w ludzkie myślenie wkrada się wiele nowoczesnych idei, których, niestety, my ochrzczeni także jesteśmy tragarzami, idei niezgodnych z duchem Ewangelii.
Chrześcijanie są też członkami każdej innej społeczności – świeckiej zawodowej, miejskiej, wiejskiej, są przecież mieszkańcami regionu. Nie jest obojętne, jakimi jesteśmy w Kościele. Przez naszą dojrzałość ubogacamy środowisko naszego świata. Trafnie powiedział papież Franciszek, że świętość codzienna nie czyni nas bezużytecznymi w świecie. Te wyzwania, które rodzą się z ducha Ewangelii były ważne pięć lat temu i są nadal ważne, bo punktem odniesienia ewangelicznego jest Jezus Chrystus, Odkupiciel człowieka, Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki (Hbr 13, 8).
Zwykle przy rocznicach i jubileuszach dokonuje się bilansów. Byłbym daleki od bilansowania, ale mogę powiedzieć, że osobiście nie jestem zawiedziony Kościołem kieleckim, i tak jak pozwala mi moje serce i możliwości – kocham tę diecezję. Może to wielkie słowa, ale prawdziwe. Miłość pasterska musi być wymagająca, sprawiedliwa, musi też widzieć dalej niż codzienność i własne potrzeby, które bywają utkane z ludzkiego egoizmu. Natomiast to wszystko, co jest służbą, musi mieć charakter uniwersalny, żeby ogarnąć wszystkich ludzi, dobrych, szlachetnych, bez jakiegokolwiek wykluczenia, choć nie jest to łatwe. Oceny, nawet pracy biskupów bywają krytyczne, ale to mnie nie zraża – byle oceny były słuszne. Natomiast dziś, w epoce subiektywizmu, jest też wiele krzywd wyrządzonych tym sposobem myślenia i formułowania opinii. Tak dzieje się przecież w różnych sytuacjach i środowiskach: rodzinnych, zawodowych i społecznych.

– Ożywił Ksiądz Biskup ducha misyjnego diecezji, powołując Misyjne Dzieło Diecezji Kieleckiej, w kręgu spraw misyjnych wiele się w diecezji dzieje. Czy Polska – Europa nie stają się obecnie terenami misyjnymi?

– Kościół jest misyjny z natury i taki być musi, musi żyć duchem głoszenia Ewangelii, posłania, bo to zadanie przekazane przez samego Jezusa: Idźcie (...) i nauczajcie wszystkie narody (Mt 28, 19). Jest to wielkie polecenie misyjne, które Chrystus pozostawił całemu Kościołowi i które jest wciąż aktualne, także dzisiaj, po dwóch tysiącach lat. Obecnie polecenie to winno rozbrzmiewać na nowo z mocą w naszych sercach.
Jednocześnie przy pewnym wychłodzeniu religijnym, czy obojętności, które również wkradają się do Polski i do naszej diecezji, potrzebna nam jest ta świadomość i pewna ostrożność. Posłużyłbym się słowami Ojca Świętego Jana Pawła II, który w adhortacji „Ecclesia in Europa” przypomina, że brak zaangażowania misyjnego Kościoła w Europie byłby znakiem braku nadziei, a przecież wiara chrześcijańska jest na wskroś wiarą nadziei. My mamy określony cel pielgrzymowania – mimo życiowych trudów, które ponosimy. My chrześcijanie mamy zawsze na horyzoncie spotkanie w Chrystusem. W tym jest ta dynamika wiary, aby dzielić się nią z innymi. W tym zakresie widzę naglącą potrzebę aktywnego świadectwa wiernych zrzeszonych w ruchach i stowarzyszeniach katolickich.
Kościół ma do zaoferowania Europie najcenniejszy z darów, którego nikt inny nie może dać: wiarę w Jezusa Chrystusa, który jest jedynym źródłem niezawodnej nadziei. To dar leżący u początku duchowej i kulturowej jedności narodów europejskich, który obecnie i w przyszłości może wnieść to, co najistotniejsze w jej rozwoju i integracji.

– Wracając do spraw naszej diecezji, chciałabym zapytać o los malejących parafii, bo przybywa małych wspólnot, liczących zaledwie kilkaset osób. Co czeka małe wspólnoty parafialne w niedalekiej przyszłości?

– Mimo że w diecezji kieleckiej mamy sporo niewielkich, a nawet bardzo małych wspólnot parafialnych, to mała liczebność parafii wcale nie świadczy o jej ubóstwie duchowym, a czasami wręcz przeciwnie – dostrzegam tam bardzo dużo zaangażowania, pracy duszpasterskiej kapłanów i gorliwości wiernych, którzy mają tak wiele satysfakcji, gdy mówią o swych małych wspólnotach. Nie ma też u nas sytuacji z dramatycznie małymi parafiami,czy ich wyludnianiem się, jak to już bywa w innych diecezjach. Być może będzie to pytanie na przyszłość, jak duszpastersko ogarnąć te małe wspólnoty. W najbliższym czasie Kościół kielecki będzie w stanie obsłużyć personalnie te parafie i duszpastersko je prowadzić. Zarazem, im więcej będzie odkrywania prawdy, że parafia jest moją wspólnotą wiary – tym żywsza będzie zdolność do ducha solidarności,przejawiającego się przede wszystkim w caritas, czy w trosce o dobra materialne, jakimi są kościoły i kaplice.

– Jednym z charakterystycznych rysów pasterzowania Księdza Biskupa w diecezji kieleckiej jest troska o sanktuaria i powoływanie nowych, tak jak w Nowym Korczynie ku czci św. Kingi, we Włoszczowie bł. Józefa Pawłowskiego, czy w Wolicy-Tokarni św. Maksymiliana Kolbego. Dlaczego sanktuaria są tak ważne?

– W przestrzeni życia Kościoła i w sferze życia duszpasterskiego sanktuaria są miejscami, które pomagają kształtować duchowość Maryjną i Pańską, czy wyrastającą z przykładu życia świętych i, dzięki Bogu, diecezja kielecka cieszy się obecnością sanktuariów maryjnych z obrazami koronowanymi koronami papieskimi w: kieleckiej bazylice, Wiślicy, Piotrkowicach, Piekoszowie, Włoszczowie, Zielenicach, Smardzowicach. Mamy także silny kult świętych w Jędrzejowie, Ojcowie/Grodzisku, Nowym Korczynie, jest także sanktuarium Męki Pańskiej w Imbramowicach i Krzyża Świętego w Pacanowie, i sanktuarium Grobu Bożego w Miechowie. Niektóre z nich miałem zaszczyt podnieść do rangi sanktuariów diecezjalnych czy regionalnych, mając głębokie przekonanie, że pielgrzymowanie do sanktuariów jest drogą do duchowego wzrostu i budowania wewnętrznego człowieka. Z pewnością przykładem udanego pielgrzymowania są nasze diecezjalne pielgrzymki róż Żywego Różańca do różnych sanktuariów w diecezji, które rokrocznie gromadzą kilkutysięczne rzesze wiernych różnego wieku, nie tylko osoby starsze. Jest to zarazem piękna katecheza do wychowania w wierze młodszego czy średniego pokolenia.

– Jakie przesłanie przekazałby Ksiądz Biskup czytelnikom „Niedzieli” z perspektywy tych pięciu lat, ale zarazem i na przyszłość?

– Nawiązując do słowa pasterskiego, jakie skierowałem do wiernych z racji kanonicznego objęcia diecezji i ingresu do katedry kieleckiej – wspomniałem o życiu eucharystycznym – chciałbym ponownie zwrócić uwagę na Eucharystię.
Od Adwentu 2019 r. staniemy też przed wyzwaniem duszpasterskim na kolejne trzy lata, gdy będziemy przede wszystkim zwracać się w refleksji teologicznej i duszpasterskiej ku Eucharystii, w myśl prawdy, że Eucharystia buduje Kościół, a Kościół buduje Eucharystię. Wspominając to słowo sprzed pięciu lat, ponawiam moją prośbę i czynię to bardzo gorąco, abyśmy kochali Eucharystię, bo tam gdzie jest obecny Jezus Eucharystyczny, wiara autentycznie się umacnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy Kościół jest potrzebny?

2019-11-19 12:16

Ks. Jarosław Grabowski
Niedziela Ogólnopolska 47/2019, str. 24-25

Czy Kościół jest potrzebny, by wierzyć w Boga? – pytają ludzie zarówno wierzący, jak i poszukujący Boga. Dzieje się tak zapewne dlatego, że Kościół jawi się wielu jako swoista przeszkoda w wierze. Pragnęliby kochać Chrystusa i Jego Ewangelię, jednak bez tego wszystkiego, co nazywają instytucją: wszystkich instytucji papieskich, diecezjalnych, prawnych, moralnych, sakramentalnych i tym podobnych, które wielu ciążą jak ołowiany kaftan

Bożena Sztajner/Niedziela

Czy można dojść do Boga z pominięciem Kościoła? W tym pytaniu kryje się pułapka. We wszystkich innych religiach człowiek również dąży do Boga, bo ludzie od zarania dziejów przeczuwali, że ponad rzeczywistością istnieje byt transcendentny i wszechmocny, i wszystkie religie starały się sprawić, by człowiek mógł do tego Boga dotrzeć. Można usiłować wznieść się do Boga, podobnie jak wznosimy się ku jakiemuś ideałowi.

Artyści mają swój ideał estetyczny, uczeni – ideał naukowy, politycy – polityczny. Podobnie w religiach istnieje ideał religijny. Jeśli bowiem mówimy o zbawieniu ludzkości, jeśli taki jest cel naszej wiary i na tym polega oryginalność chrześcijaństwa, to wcale nie chodzi o zdążanie do Boga. Człowiek nie jest w stanie sam siebie zbawić, zresztą byłoby to zupełnie pozbawione sensu. To Bóg do nas przychodzi. A Kościół jest drogą od Boga do człowieka. Kościół to droga, którą Bóg wyrusza na spotkanie z nami. Bóg pragnie, „aby wszyscy ludzie zostali zbawieni” (1 Tm 2, 4). Kościół, założony przez Jezusa Chrystusa, jest narzędziem zbawienia całej ludzkości (por. Dz 17, 30-31).

Po co więc Kościół?

Żeby człowiek miał łatwy i pewny dostęp do zbawienia. Bóg się nam daje, Kościół jest tego widzialnym znakiem w historii. Jest tą częścią ludzkości, która w widzialny sposób przyjmuje ten Boży dar. Bardziej niż instytucją Kościół jest „przyjmowaniem” Chrystusa, płaszczyzną zjednoczenia dla tych, którzy Jezusa przyjmują.

Jezus nie ustanowił zwyczajnej wspólnoty uczniów, lecz założył Kościół jako tajemnicę zbawczą. On sam jest w Kościele, a Kościół jest w Nim. Jezus Chrystus bowiem nadal jest obecny i prowadzi swoje dzieło odkupienia w Kościele i przez Kościół, który jest Jego Ciałem (por. 1 Kor 12, 12-13; Kol 1, 18). Tak jak głowa i członki żywego ciała, chociaż nie są tożsame, są nierozdzielne, tak również Chrystusa i Kościoła nie należy utożsamiać, ale nie można też oddzielać.

Realia i karykatura

Kościół jest trwałą obecnością Chrystusa, a nie klubem przyjaciół czy partią. Jest Ciałem Chrystusa. To On tworzy Kościół przez słowo i sakramenty. Mieszkanie Boga znajduje się pośród ludzi. Jezus po Ostatniej Wieczerzy mówi: „Każdy, kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go. Przyjdziemy do niego i będziemy u niego mieszkać” (J 14, 23). Wiara w Kościół opiera się więc na wierze w Boga. Kochać Kościół to kochać Boga, który do nas przychodzi. Bóg nie jest kimś nieruchomym, skostniałym w swojej wieczności, On żyje i jest obecny w swoim Kościele.

Pytamy: Dlaczego tak wielu ludzi odrzuca dziś Kościół? Zapewne dlatego, że nie dostrzegają w Kościele objawiającego się Chrystusa, uważają Kościół za przestarzałą instytucję, za siedlisko wszystkich możliwych przesądów; utrzymują, że powiązany jest z potęgami tego świata itd. Krótko mówiąc, widzą w Kościele wyłącznie karykaturę. Jak mówił św. Augustyn: „Są tacy, którzy myślą, że są w Kościele, a naprawdę są poza nim, i tacy, którzy myślą, że są poza Kościołem, a naprawdę są w Kościele”. Cały problem polega na tym, czy rzeczywiście wszyscy ci ludzie, uważani za niewierzących lub wątpiących, przystąpiliby do Kościoła, gdyby ukazać im go takim, jaki jest w rzeczywistości, czyli organizmem Chrystusa, nie zaś jego karykaturę.

Gdzie spotkać Boga?

Kościół nie jest instytucją, która by władała z zewnątrz życiem chrześcijan. Kościół jest przekazicielem Boskiego życia, głosi je nam i reguluje zarazem. Życie ludzkie musi być równocześnie ożywiane i regulowane. Bez istnienia jasnych reguł sam tylko dynamizm mógłby nas zaprowadzić do najgorszych wypaczeń. I na odwrót: tam, gdzie istnieją wyłącznie reguły i prawa, bez jakiegokolwiek życia i zapału – mamy do czynienia z czystym legalizmem, który nie daje odpowiedzi na żadną z naszych głębszych potrzeb. Dlatego tak ważne jest źródło tego życia. Tym źródłem jest Chrystus. Nie można spotkać Boga w inny sposób, jak tylko przez Jezusa. A Chrystusa odnajdujemy jedynie przez Kościół. Jak bez Kościoła dowiedzielibyśmy się, że Bóg jest miłością, że stał się człowiekiem dla naszego zbawienia itd.? Gdybyśmy zlikwidowali Kościół, to za kilkadziesiąt lat nikt by już nie wiedział, po co Bóg przyszedł na świat i co powiedział człowiekowi.

Kościół nie jest czymś w rodzaju pośrednika między człowiekiem a Bogiem, tzn. tym, który nie zezwala na bezpośredni kontakt z Bogiem. Nie jest mediatorem. Kościół nie stoi między człowiekiem i Bogiem, przeciwnie – on właśnie stanowi o ich spotkaniu. W pewnym sensie jest światłem, dzięki któremu istnieje bezpośrednia łączność między człowiekiem i Bogiem, w Chrystusie. Święty Jan XXIII powiedział wymownie: „Świat potrzebuje Chrystusa, a Kościół musi dać Chrystusa światu”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wspomnienie Matki Bożej Loretańskiej

2019-12-10 07:24

brewiarz.pl

Kult Matki Bożej Loretańskiej wywodzi się z sanktuarium domu Najświętszej Maryi Panny w Loreto. Jak podaje tradycja, jest to dom z Nazaretu, w którym Archanioł Gabriel pozdrowił przyszłą Matkę Boga i gdzie Słowo stało się Ciałem.

Monika Książek

Sanktuarium w Loreto koło Ankony (we Włoszech) jest pierwszym maryjnym sanktuarium o charakterze międzynarodowym i stało się miejscem modlitw wiernych. Wewnątrz Domku nad ołtarzem umieszczono figurę Matki Bożej Loretańskiej, przedstawiająca Maryję z Dzieciątkiem na lewej ręce. Rzeźba posiada dwie charakterystyczne cechy: jedna dalmatyka okrywa dwie postacie, a twarze Matki Bożej i Dzieciątka mają ciemne oblicza. Pośród kaplic znajdujących się w bazylice warto wspomnieć Kaplicę Polską, ozdobioną freskami w latach 1920-1946, przedstawiającymi dwa wydarzenia z historii Polski: zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem oraz cud nad Wisłą.

Zobacz także: Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny

2000 lat temu w ciepłym klimacie Palestyny ludzie znajdowali schronienie w grotach wykuwanych w skałach. Czasem dobudowywano dodatkowe pomieszczenia. I tak pewnie postąpili Joachim i Anna, bo ich dom znajdował się obok groty, zbyt małej dla powiększającej się rodziny. Już pierwsi chrześcijanie otaczali to skromne domostwo opieką i szacunkiem. Między innymi cesarzowa Helena w IV w. zwiedziła je, pielgrzymując po Ziemi Świętej, i poleciła wznieść nad nim świątynię. Obudowany w ten sposób Święty Domek przetrwał do XIII w., chociaż chroniący go kościół był parokrotnie burzony i odbudowywany.

Gdy muzułmanie zburzyli bazylikę chroniącą Święty Domek, sam Domek przetrwał, o czym świadczą wspomnienia pielgrzymów odwiedzających w tym czasie Nazaret. Jednak po 1291 r. brakuje już świadectw mówiących o murach tego Domku. Kilka lat później domek Maryi "pojawił się" we włoskim Loreto. Dało to pole do powstania legendy o cudownym przeniesieniu Świętego Domku przez anioły.

Okazało się, że legenda ta wcale nie jest taka daleka od prawdy. W archiwach watykańskich znaleziono dokumenty świadczące o tym, że budynek z Nazaretu został przetransportowany drogą morską przez włoską rodzinę noszącą nazwisko Angeli, co po włosku znaczy aniołowie. Cała operacja przeprowadzona była w sekrecie ze względu na niespokojne czasy i strach o to, by cenny ładunek nie wpadł w niepowołane ręce. Była to na tyle skomplikowana akcja, że bez udziału Opatrzności i wojska anielskiego wydaje się, że była nie do przeprowadzenia. Nie od razu przewieziony budynek znalazł się w Loreto. Trafił najpierw do dzisiejszej Chorwacji, a dopiero po trzech latach pieczołowicie złożono go w całość w lesie laurowym, stąd późniejsza nazwa Loreto. Nie ulega też wątpliwości, że to ten sam Domek. W XIX w. prowadzono szczegółowe badania naukowe, które w pełni potwierdziły autentyczność tego bezcennego zabytku.

Do Loreto przybywali sławni święci, m.in. Katarzyna ze Sieny, Franciszek z Pauli, Ignacy Loyola, Franciszek Ksawery, Franciszek Borgiasz, Ludwik Gonzaga, Karol Boromeusz, Benedykt Labre i Teresa Martin.

Jest to miejsce szczególnych uzdrowień i nawróceń. Papież Leon X w swojej bulli wysławiał chwałę tego sanktuarium i proklamował wielkie, niezliczone i nieustające cuda, które za wstawiennictwem Maryi Bóg czyni w tym kościele.

Ciekawa jest także historia papieża Piusa IX i jego uzdrowienia, które zawdzięcza właśnie Matce Bożej z Loreto. Według historyków, młody hrabia Giovanni Maria Mastai-Ferretti już od wczesnego dzieciństwa poświęcony był Dziewicy Maryi. Jego rodzice wraz z dziećmi każdego roku jeździli do Świętego Domu. Początkowo ich syn miał być żołnierzem broniącym Stolicy Apostolskiej. Zachorował jednak na epilepsję. Lekarze przepowiadali bliski koniec. Jednak za namową papieża Piusa VIII postanowił poświęcić się całkowicie służbie Bożej. Odbył pielgrzymkę do Loreto, aby błagać o uzdrowienie. Ślubował tam, że jeśli otrzyma tę łaskę, wstąpi w stan kapłański. Gdy Święta Dziewica wysłuchała go, po powrocie do Rzymu został księdzem, mając 21 lat.

To właśnie papież Pius IX ogłosił światu dogmat o Niepokalanym Poczęciu. "Oprócz tego, że został mi przywrócony wzrok, to jeszcze ogarnęło mnie ogromne pragnienie modlitwy. To było największe wydarzenie w moim życiu, bo właśnie w tym miejscu narodziłem się z łaski i Maryja odrodziła mnie w Bogu, gdzie Ona poczęła Jezusa Chrystusa".

Warto pamietać, że rejon Marchii Ankońskiej, gdzie leży Loreto, był w lipcu 1944 r. wyzwolony spod władzy hitlerowców przez 2. Korpus Polski pod dowództwem gen. Andersa. Bitwa o Loreto i później bitwa o Ankonę to wielki sukces militarny Polaków w ramach tzw. Kampanii Adriatyckiej. Włosi byli wdzięczni Polakom za uchronienie najcenniejszych zabytków, w tym Domku Loretańskiego. W Loreto, u stóp bazyliki, znajduje się polski cmentarz wojenny, gdzie pochowanych jest ponad 1080 podkomendnych gen. Władysława Andersa. Natomiast wewnątrz bazyliki jest polska kaplica. W jej ołtarzu widać portrety polskich świętych: św. Jacka Odrowąża, św. Andrzeja Boboli i św. Kingi.

Z Loreto związana jest też Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny, która rozbrzmiewa również w polskich kościołach i kapliczkach każdego roku, zwłaszcza podczas nabożeństw majowych. Mimo że w historii powstało wiele litanii maryjnych, to powszechnie i na stałe przyjęła się właśnie ta, którą odmawiano w Loreto. Została ona oficjalnie zatwierdzona przez papieża Sykstusa V w 1587 r.

Wnętrze kościoła w polskim Loretto. Święty Domek w Loreto stał się wzorem do urządzania podobnych miejsc kultu w całym chrześcijańskim świecie. Również w Polsce wybudowano kilka Domków Loretańskich (znane miejsca to Gołąb, Głogówek, Warszawa-Praga, Kraków, Piotrkowice, Bydgoszcz).

Bardzo znane jest sanktuarium maryjne w Loretto niedaleko Wyszkowa. Jego początki sięgają 1928 roku. Wówczas bł. Ignacy Kłopotowski, założyciel Zgromadzenia Sióstr Loretanek i ówczesny proboszcz parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie, zakupił od dziedzica Ziatkowskiego duży majątek - Zenówkę nad Liwcem w pobliżu Warszawy. 27 marca 1929 roku zmieniono urzędową nazwę miejscowości na Loretto, nawiązując w ten sposób bezpośrednio do Sanktuarium Świętego Domku Matki Bożej w Loreto.

Na początku była tu tylko skromna kapliczka w lesie. Z uwagi na wzrastającą liczbę wiernych przychodzących na nabożeństwa, konieczne było wybudowanie dużej kaplicy poświęconej Matce Bożej Loretańskiej. Mimo utrudnień ze strony PRL-owskich władz, prace rozpoczęto w 1952 roku. Pierwsza Msza św. została odprawiona 19 marca 1960 roku. Prace nad wykończeniem kaplicy trwały przez wiele lat.

Ostateczny wystrój nadał kaplicy artysta Jerzy Machaj, a jej poświęcenia dokonał 19 lutego 1984 r. ks. bp Jerzy Modzelewski. Początkowo kaplica była pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej. W 1981 roku sprowadzono z Włoch wierną kopię figury Matki Bożej Loretańskiej. Od tej pory kaplica znana jest pod wezwaniem Matki Bożej Loretańskiej. Obecnie w polskim Loretto mieści się klasztor sióstr loretanek i dom nowicjatu, dom dla osób starszych pod nazwą "Dzieło Miłości im. ks. Ignacego Kłopotowskiego", domy rekolekcyjne, wypoczynkowe i kolonijne. Sanktuarium to jest celem pielgrzymek nie tylko z okolicznych dekanatów i parafii. Odpust w Loretto odbywa się w niedzielę po święcie Narodzenia Matki Bożej, czyli po 8 września. Wierni modlą się przed figurą Matki Bożej Loretańskiej i przy grobie bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem