Reklama

Mowa nienawiści – katolicy wykluczeni z ochrony

2019-01-30 18:56

Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa (KAI)

Po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza do debaty publicznej powrócił temat mowy nienawiści. Szok po dokonanej zbrodni sprowokował też pytania o jej przyczyny. Wiele osób wskazywało, że mord jest pochodną atmosfery wzajemnej wrogości i oskarżeń, które opanowały przestrzeń publiczną i mowy nienawiści, która jest codziennością. Zwalczając zjawisko hejtu i wymieniając grupy jego ofiar badacze w niezrozumiały sposób wykluczają chrześcijan, szczególnie katolików oraz księży katolickich.

Lekcje przeciw nienawiści

„Nienawiść ma niszczycielskie skutki. A wszystko zaczyna się od słów” – stwierdził Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy, który polecił, aby w warszawskich szkołach jeszcze przed feriami zostały przeprowadzone lekcje na temat mowy nienawiści, jej istoty, jak na nią reagować oraz jak jej przeciwdziałać.

Na stronach Urzędu Miasta dostępne są materiały, które mogą być pomocne w przeprowadzeniu takich lekcji. Jest to podręcznik Rady Europy „Bez nienawiści”, a w Zakładkach są informacje nt. przeciwdziałania mowie nienawiści w sieci poprzez edukację. Zawiera dwadzieścia dwa scenariusze „zajęć i działań z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, wiedzę o prawach człowieka oraz możliwe sposoby przeciwdziałania mowie nienawiści”.

Reklama

Do materiałów pomocniczych dołączona jest też infografika, firmowana przez Centrum Wielokulturowe, która przedstawia grupy szczególnie narażone na hejt w internecie. Przedstawiony jest na niej uchodźca, gej, wyznawca islamu, Rom, czarnoskóry, feministka i osoba starsza. (Warto zauważyć, że zamordowanego prezydenta Gdańska nie można zaliczyć do żadnej z wymienionych grup).

Na wyodrębnionym pasku pod grafiką wydrukowano informację, która tłumaczy celowość organizowania podobnych akcji. „Prawie połowa Polek i Polaków zetknęło się z mową nienawiści w telewizji. 75 proc. młodzieży deklaruje, że widziało w internecie wypowiedzi antysemickie, 80 proc. islamofobiczne, a 71 proc. antyukraińskie. Dziś połowa młodych Polaków przyznaje się do używania mowy nienawiści wobec gejów, Romów, imigrantów czy muzułmanów. 30 proc. młodych Polaków przyznaje się do wypowiedzi antysemickich, skierowanych przeciw lesbijkom czy feministkom.

Podane jest też źródło, w oparciu o które owa infografika została opracowana - „Mowa nienawiści. Mowa pogardy. Raport z badania przemocy werbalnej wobec grup mniejszościowych. 2016 M. Wiśniewski, K. Hansen, M. Bilewicz, W. Soral, A. Świderska, D. Bulska”. Zakres badań zamierzono więc więc wedle z góry ustalonego klucza nie pytając, czy przedstawiciele innych grup nie są równie często ofiarą mowy nienawiści. Wątpliwości jest więcej, np. za „mowę nienawiści” uznano m.in. krytykę projektu proaborcyjnego z 2016 r., itd.

Tymczasem wystarczy pobieżnie przejrzeć portale internetowe i zajrzeć do mediów społecznościowych, by stwierdzić, że w sieci jedną z najbardziej „hejtowanych” dziś grup w Polsce są katolicy, w szczególności księża katoliccy.

Planowana akcja w szkołach wzbudziła wątpliwości Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. Na stronach Instytutu czytamy, że „Sugerowane podręczniki w wybiórczy sposób określają grupy ludzi, które miałyby być najbardziej narażone na ‘mowę nienawiści’, wymieniając wśród nich m.in. feministki czy osoby prowadzące homoseksualny tryb życia. Zmarginalizowano jednocześnie grupy takie jak chrześcijanie, rodziny wielodzietne, czy osoby ubogie, których dyskryminacja została dowiedziona ponad wszelką wątpliwość”.

„Program ten służy wprowadzeniu do edukacji treści skrajnie zideologizowanych. Sprzeciwia się on, choć pośrednio, wychowaniu dzieci i młodzieży w duchu wartości takich jak tożsamość małżeństwa i rodziny, tożsamość narodowa, zasad etyki chrześcijańskiej, itd. Założenia programu sprzeciwiają się poglądom wielu rodziców, dlatego powinni mieć oni możliwość wyboru, czy ich dzieci będą uczestniczyły w tych zajęciach” – skomentował projekt dr Tymoteusz Zych z Zarządu Ordo Iuris.

Na stronach Instytutu została również zamieszczona petycja do podpisania przez rodziców z apelem o zaniechanie zajęć „antydyskryminacyjnych” oraz „rozpoczęcia szerokiej, autentycznej debaty publicznej na temat zwalczania nienawiści, do której zaproszeni zostaną rodzice”.

Mowa nienawiści – czym jest?

Rada Europy definiuje mowę nienawiści (w języku potocznym hejt od angielskiego ‘hate’, który powszechnie funkcjonuje już w polszczyźnie) to "wypowiedzi, które szerzą, propagują i usprawiedliwiają nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm oraz inne formy nietolerancji, podważające bezpieczeństwo demokratyczne, spoistość kulturową i pluralizm". Zdaniem licznych badaczy tzw. hate speech można odnieść do grup mniejszości.

Prof. Michał Bilewicz, dyrektor Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, którego zespół opracował raport o przemocy werbalnej wobec grup mniejszościowych, uzasadniał w 2015 r. w rozmowie z KAI, że są one objęte szczególną ochroną, gdyż nie potrafią się bronić. Zapytany obecnie o ocenę tego faktu stwierdził, że „sytuacja uchodźcy muzułmańskiego jest gorsza niż sytuacja celebryty czy osoby publicznie rozpoznawalnej.

Podobna jest sytuacja księdza katolickiego, który ma wsparcie środowiskowe i cieszy się wysokim wsparciem społecznym oraz instytucji, która cieszy się wysokim prestiżem społecznym. Sytuacja uchodźcy muzułmańskiego jest znacząco gorsza, dlatego określamy ją jako mowę nienawiści” – konkluduje profesor.

Katolicy i księża – wielcy nieobecni

Dlaczego katolicy nie zostali uwzględnieni na infografice, opracowanej przez Centrum Wielokulturowe? Co prawda chrystianofobia została wymieniona wśród źródeł mowy nienawiści, ale zabrakło tu spójności przekazu, gdyż choć przyznano, że takie zjawisko istnieje, ale paradoksalnie, nie powoduje ofiar.

Jaka jest sytuacja owych osób, o których wspomina prof. Bilewicz, które „mają wsparcie w środowisku, poparcie społeczne oraz instytucji, która cieszy się wysokim prestiżem”, czyli katolików, szczególnie duchownych? – Praktycznie nie ma dnia, w którym Kościół, katolicy, księża nie zostaliby zaatakowani w internecie.

Ks. Janusz Chyła, proboszcz parafii pw. Matki Boskiej Królowej Polski w Chojnicach, aktywny na twiterze stwierdza w rozmowie z KAI, że codziennie odbiera wpisy, które obrażają księży, katolików, Kościół. „My wolimy krzyż w czole. To jedna z tortur u nas w firmie. Tobie też taką sprawimy, Januszu katolicyzmu” – pisze internauta podpisujący się nickiem Michael The Devil.

Nawet twity, które na pozór wydają się całkowicie neutralne, prowokują gwałtowne ataki, wręcz furię. Kiedyś ks. Chyła umieścił wpis, w którym zachwycił się reakcją dziecka na widok księdza, idącego do chorego z Komunią święta. Dziecko powiedziało: „O, Król idzie”, duszpasterz w twicie opisał sytuację, po czym nastąpił zmasowany atak skrajnie chamskich i agresywnych komentarzy, spośród których „Trzymaj się z daleka od dzieci, klecho” – był jednym z łagodniejszych.

– Zwłaszcza wspomnienie o dzieciach jest zapalnikiem, wzbudzającym wyjątkową agresję – wyjaśnia duchowny. Stereotyp księdza, chciwego pasibrzucha i pedofila, opanował wiele umysłów, więc takich „uczestników w dyskusji” trzeba wyciszyć lub zbanować – mówi ks. Chyła.

Proboszcz parafii w Leśnej na Żywiecczyźnie, ks. Piotr Sadkiewicz zwraca uwagę, że nawet neutralne tematy, np. artykuł o dorobku naukowym ks. prof. Michała Hellera kończy się wulgarnym hejtem i wyzwiskami.

Doktor Zych zwraca uwagę, że niekoniecznie trzeba być księdzem, by doświadczyć mowy nienawiści. Wystarczy zająć stanowisko, zbieżne z nauczaniem Kościoła, bronić życia – nawet nie powołując się na argumenty religijne – żeby zostać nazwanym co najmniej fundamentalistą religijnym. Członkom Instytutu grożono ukrzyżowaniem, koleżankom z zespołu – gwałtami. – To chleb powszedni w internecie – stwierdza prawnik.

Wszystko, co dzieje się w świecie wirtualnym jest zaś częścią większej całości, gdyż z danych, udostępnionych KAI przez Komendę Główną Policji wynika, że „w realu” odnotowuje się wzrost przestępstw wobec wspólnoty wiernych.

Wzrastają incydenty polegające na przeszkadzaniu w wykonywaniu kultu religijnego - art. 195 KK (w 2014 – 8, tyle samo rok później, w 2016 - 13, 2017 – 14, 2018 – 12). Natomiast statystyki dotyczące obrazy uczuć religijnych innych osób, publicznego znieważania przedmiotu czci religijnej lub miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, o których stanowi art. 196 także pokazują wzrost liczby tych przestępstw. W 2014 było ich 40, w 2015 – 35, w 2016 – 50, w 2017 aż 101, w 2018 – 56.

Zdarza się, że jedynym celem włamania się do kościoła nie jest już grabież, a dokonanie profanacji. Taki był cel włamywaczy, którzy sprofanowali kościół Matki Bożej w Iłży w czerwcu 2015 r. malując na ścianach świątyni satanistyczne odwrócone krzyże; św. Wojciecha w Kawicach, gdy w listopadzie tego samego roku po wtargnięciu wynieśli tabernakulum z Najświętszym Sakramentem; kradzież i profanacja Najświętszego Sakramentu w sierpniu 2017 w kościele pw. św. Antoniego w Lasówce koło Duszników-Zdroju. Tych przestępstw jest bardzo wiele, media praktycznie co kilka, kilkanaście dni, informują o kolejnych profanacjach i dewastacjach w kościołach i niszczenie pomników jak zdarzyło się ostatnio w Starogardzie Gdańskim, gdy antyrządowy aktywista w sylwestra pomazał farbami pomnik Jana Pawła II i umieścił w jego pobliżu plansze krytykujące papieża Wojtyłę. Kroniki policyjne coraz częściej odnotowują tego rodzaje przestępstwa.

Do tego rodzaju czynów dochodzi agresja wobec księży, która staje się zjawiskiem na tyle widocznym i częstym, że Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w 2014 i 2015 roku skierował pytanie do duchownych, czy spotkali się z przypadkami dyskryminacji i nierównego traktowania jako księża i 10-12 proc. z nich potwierdziło, że byli obiektem agresji.

Dr Zych zwraca uwagę, że kroniki policyjne nie odzwierciedlają w pełni rzeczywistości – przecież nie wszystkie akty agresji i obrazy religijnej są zgłaszane policji.

Fakty potwierdzają przypuszczenie, że nienawiść wobec katolików, zwłaszcza księży, która wyraża się w czynach, atakach na ich świętości oraz w słowach, jest faktem. Te zdarzenia są coraz częstsze, a jednak pozostają poza zainteresowaniem badaczy, moralizatorów, działaczy społecznych, którzy tłumaczą, że katolicka większość nie musi podlegać ochronie, a kierowany w jej stronę hejt nie jest tym samym mową nienawiści, a tylko „nienawiścią w internecie”.

„Raport OBWE jednoznacznie wskazuje, że chrześcijanie w naszym kraju są jedną z najliczniejszych grup ofiar nienawiści” – mówi dr Zych. Przypomina, że cztery lata temu Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło nawet rezolucje potępiającą akty nienawiści przeciwko chrześcijanom na naszym kontynencie. Chrześcijanie są ofiarami nienawiści nie tylko na Bliskim Wschodzie. I dodaje, że to nie ma to nic wspólnego z tym, czy chrześcijanie są mniejszością, czy większością w danym kraju. Ordo Iuris co roku opracowuje raport na temat tego zjawiska, które jest w niewystarczającym stopniu opisane. W tym roku Instytut przygotowuje obszerny raport na ten temat. Uruchomiło też Centrum Wolności Religijnej, do którego można zgłaszać akty nienawiści na tle religijnym, a do współpracy zaprosiło także członków innych Kościołów.

„Prześladowanie chrześcijan stało się niezaprzeczalnym faktem” – czytamy w broszurze, opracowanej przez Instytut.

Zaniechania katolików

Podział na mowę nienawiści, która odnosi się tylko do wyodrębnionych mniejszości a nie całej całej reszty społeczeństwa nie wytrzymuje próby, gdyż nienawiść, poniżanie rozmaitych osób, niszczy atmosferę życia społecznego, ale także samego nienawistnika. Jednak nieobecność katolików i księży w badaniach nad hejtem (nielicznej przecież, ok. 30-tysięcznej „grupy zawodowej”) jest po części zaniechaniem i zaniedbaniem samych katolików. To oni powinni upominać się o uwzględnianie ich w badaniach, ale powinni też przedstawić konkretne opracowania i statystyki, dokładnie dokumentujące to zjawisko.

Prof. Monika Przybysz, medioznawca z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego potwierdza, że zjawisko mowy nienawiści przeciwko katolikom nigdzie nie zostało kompleksowo zbadane statystycznie, a także jakościowo – ani w Polsce, ani na świecie. A przecież zwłaszcza księża powinni być zaliczeni do grupy mniejszości.

"Pomijanie grupy kapłanów wśród osób prześladowanych w internecie i mocno hejtowanych wskazuje na mocną ideologizację materiałów przygotowanych do edukacji. Tymczasem mowa nienawiści jest skierowana wobec tej niewielkiej grupy osób w Polsce w sposób masowy, uwłaczający nie tylko godności ich stanu, ale i niemal wszystkim działaniom tej grupy społecznej, ponadto często poniżający wiarę w Jezusa Chrystusa oraz wartości chrześcijańskie i same osoby wierzące. Jeśli na etapie przygotowania materiałów zabrakło wszystkich grup prześladowanych w internecie, to twórcy materiałów stają po stronie prześladowców kapłanów" – uważa prof. Przybysz.

Ks. Sadkiewicz zwraca uwagę na istotny aspekt nieobecności katolików w głównym nurcie dyskursu publicznego – Kościół jest przecież ważnym wychowawcą, który powinien włączyć się w akcję kształtowania pokojowej atmosfery w mediach społecznościowych i debacie publicznej. Z jego obserwacji wynika, że wierni wciąż nie są uczulani na grzechy z rodzaju „zgrzeszyłem mową”. Wielką rzadkością są spowiedzi, w których penitenci wyznają grzechy nienawiści, popełnione w internecie.

Ludzie Kościoła powinni więc z jednej strony domagać się ochrony, tak jak wszystkie inne dyskryminowane grupy, z drugiej – wpływać na ograniczenie agresji. W ograniczeniu hejtu Kościół powinien być sprzymierzeńcem, a nie wykluczonym z grupy społeczników i działaczy NGO.

Prof. Bilewicz, który sceptycznie odnosi się do efektów pojedynczych lekcji dotyczących hejtu, uważa jednak, że każda próba zmiany stosunku do jakiejś grupy, która podlega dyskryminacji, jest warta wsparcia. „Każda poprawa jakości naszego życia, o ile będzie skuteczna, jest” - stwierdza. Jednak zdaniem badacza najlepsze efekty przyniesie kształtowanie bardziej świadomych użytkowników internetu, którzy będą reagować z równą wrażliwością, gdy ktoś będzie poniżany.

Dr Piotr Wajs z Uniwersytetu Opolskiego, który badał zjawisko hejtu radzi: „Dziś parafrazując należałoby ostrzec katolików: Usuńcie swój hejt z klawiatury, bo ci, którzy hejtują sami będą hejtowani. Lekarstwem na hejt jest szacunek dla drugiego człowieka. W każdym człowieku winniśmy dostrzec bliźniego, a co za tym idzie należy tak tworzyć treści w internecie, aby spełniły się słowa Jana Pawła II, który dał zadanie Kościołowi, aby na milionach monitorów, w pojawiających się miliardach obrazów ukazała się twarz Chrystusa”.

Tagi:
katolicy mowa

Czy katolik ma ojczyznę?

2019-01-16 11:02

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 3/2019, str. 29

ChristArt/Fotolia.com

Często słyszymy, że katolicy i hierarchia katolicka tak naprawdę nie mają władz i ojczyzny, są podlegli Watykanowi. Od takiego twierdzenia blisko już nawet do oskarżeń o zdradę. Najczęściej podobne argumenty padają z ust ludzi, którzy mają niewiele wspólnego z Kościołem i raczej szukają możliwości wyszydzenia naszej religii. To, oczywiście, argument stary jak świat i znakomicie rozwinięty na kursach młodych (pryszczatych jak Wiktor Woroszylski) agitatorów ludowych PZPR. Czasem takie argumenty padają także z ust wyznawców panslawizmu (radykalnie Moskwą podszytych).

Na kanwie takiej wątpliwości warto się jednak zastanowić nad problemem „ojczyzny katolików”. Może istotnie ojczyznę mamy jedynie niebieską, a na ziemi zastępuje ją Watykan? O niebieskiej ojczyźnie nie potrafię wiele napisać, to domena teologów i lepiej niech tak zostanie. Intryguje mnie jednak stosunek katolika do ziemskiej ojczyzny – polskich katolików do Polski po prostu.

Czy istotnie jesteśmy jakąś „piątą kolumną Watykanu”? Tego typu twierdzenia nie wytrzymują jednak najprostszych nawet dowodów logicznych. Skoro w katolickiej nauce społecznej jako podstawowy mamy przedstawiony tzw. ład, porządek kochania, to właściwie sprawa już jest rozstrzygnięta. Obowiązki zaczynają się w rodzinie i najbliższym sąsiedztwie, a sięgają służby całej wspólnocie zamieszkującej narodowy teren. Ojczyzna jest – jak to celnie ujął Norwid – wielkim zbiorowym obowiązkiem. Czy zatem można być katolikiem, nie będąc Francuzem, Włochem, Polakiem? Czy można być katolikiem, nie poczuwając się do służby żadnej bliskiej zbiorowości?

Nieprzypadkowo dzisiejsi wrogowie idei państw narodowych grupują się w najbardziej antykatolickich kręgach. Czasem wystarczy spojrzeć na wrogów, aby zrozumieć, kim się jest. Dzisiejsi neomarksistowscy włodarze kontynentu, w większości uzurpatorzy, niepodlegający żadnej grupie wyborców, agresywnie propagują ideę „odnarodowienia” kontynentu. Twierdzą wręcz, że pozbycie się państw narodowych jest bramą do nowego, szczęśliwego świata i wspaniałej przyszłości. W rzeczywistości pozbycie się narodów i tradycyjnych ludzkich związków – bo przecież rodzina też stanowi dla nich zbędny artefakt rozwoju ludzkości – sprawi, że ludzie stracą wypróbowany grunt pod nogami, staną się w pełni zależni od coraz bardziej anonimowych i niepodlegających kontroli administratorów. Właściwie zostaną poddani absolutnej administracyjnej tresurze, w której eliminowane będą wszelkie zachowania i myśli odstające od pożądanego modelu mieszkańca kontynentu.

W większości krajów naszego kontynentu kampanie propagujące Europę bez ojczyzn zostały ze sobą nieprzypadkowo sprzęgnięte. Walka z religią oznacza także walkę z patriotyzmem i umiłowaniem własnej wspólnoty. Ludzie oderwani od narodowych wspólnot stracą pewność siebie, stracą siłę sądzenia i podejmowania decyzji w oparciu o tradycyjne modele weryfikacji. To wszystko zostanie zastąpione przez wszechwładzę biurokratycznego molocha.

Ci sami zatem, którzy walczą z ideą narodów i poszanowania dla tradycji, przekonują nas do tego, że jako katolicy nie mamy żadnych ojczyźnianych powinności. Wręcz wciskają nam do głów twierdzenie, że właśnie jako wyznawcy Chrystusa nie możemy mieć powinności wobec ziemskiej ojczyzny. Oni uważają wręcz, że oddanie życia za ojczyznę, służba jej wielkości – to zaprzeczenie naszych ideałów i droga wiodąca do nazizmu i ksenofobii.

Odkąd to jednak my, ludzie niezależni i do wolności wyprowadzeni z jaskini, zwykliśmy przejmować sposób myślenia naszych przeciwników? Jeśli oni wiedzą lepiej, co my wyznajemy, to właściwie po co nam księża i Kościół? – wystarczy udać się do najbliższego agitatora, a on rozwieje nasze wątpliwości. Tylko odkąd to wilki troszczą się o bezpieczeństwo owczarni?

Kilka dni przed swoim uwięzieniem prymas Stefan Wyszyński powiedział: „Gdy będę w więzieniu, a powiedzą wam, że Prymas zdradził sprawy Boże – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas ma nieczyste ręce – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas stchórzył – nie wierzcie. Gdy będą mówili, że Prymas działa przeciwko narodowi i naszej ojczyźnie – nie wierzcie. Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej”.

Nie ma polskiego Kościoła bez polskiego patriotyzmu. Kto nie kocha Polski, nie ukocha także naszego Mistrza. To banalne i każde dziecko, znające słynny wiersz Bełzy, to wie.

Smutne jest, że dziś tak fundamentalnie pewne dla Polaków twierdzenia muszą być dowodzone i ponownie propagowane w publicznej przestrzeni.

W obliczu tego, co dziś rozgłaszają ludzie wytrzebieni z przynależności i czyniący sobie z tego sztandar, znów możemy posłuchać Wielkiego Prymasa, który sprawę podsumował w swoim – jednoznacznym i lapidarnym – stylu: „I biskup katolicki, i kapłan katolicki, i każdy katolik w Polsce też jest Polakiem i też stanowi naród. My, ludzie ochrzczeni, weszliśmy całą siłą naszego chrześcijańskiego ducha w życie narodu i temu narodowi ani krzywdy, ani ujmy nie przynieśliśmy. Dlatego nie pozwolimy sobie zatkać ust przekupną dłonią”.

Czy pozostały nam w świadomości jeszcze jakieś wątpliwości? Jeżeli tak, to spróbujcie – na użytek myślowego eksperymentu – oddzielić dziś polskość od katolicyzmu i odwrotnie. Katolicyzm na polskich ziemiach bez polskich pierwiastków jest po prostu niemożliwy i szybko zostałby rozpuszczony i zdominowany przez żywioł germański lub ruski. Z kolei jak zdefiniować polskość, unikając jej odniesienia do kwestii religii? Toć bez krzyża nawet orzeł staje się ptakiem, którego można zamknąć w każdym ogrodzie zoologicznym na świecie. Czy to przypadek, że tylu wspaniałych księży zginęło w obronie Polski? Czy walcząc w obronie ojczyzny, popełniali świętokradztwo?

Skąd zatem wzięło się teologiczne pojęcie „wojny sprawiedliwej”? Pisali o niej zarówno św. Augustyn, jak i św. Tomasz. Wojna sprawiedliwa musi być zaakceptowana przez legalną władzę i jednocześnie musi mieć słuszne podstawy do jej rozpoczęcia – twierdził św. Tomasz i dodawał: „Każda wojna sprawiedliwa musi mieć słuszną intencję”. Soborowa konstytucja „Gaudium et spes” dokładnie precyzuje warunki prowadzenia wojny sprawiedliwej i określa jednocześnie, co w przebiegu takiej wojny jest zbrodnią popełnioną nie tylko przeciwko ludzkości, ale też przeciwko Bogu.

Skoro zatem nasz Kościół tyle rozważań poświęcił wojnie sprawiedliwej, to chyba jest oczywiste, że dostrzega konieczność obrony ziemskiej ojczyzny i jej mieszkańców przed agresją ze strony innych: kultury, nacji czy światopoglądu.

Jeśli więc Bóg (w Starym i Nowym Testamencie) dopuszcza walkę w obronie ojczyzny, to jak może nas wyzuć ze wspólnoty, która nas określa i nadaje nam wartość? Nie można sobie wyobrazić prawdziwego wyznawcy Jezusa, który nie posiadałby realnej ojczyzny i obowiązków wobec niej. Jeśli bowiem nie cenimy ziemskiej ojczyzny, to nie tęsknimy także do tej niebieskiej. Bez ojczyzny stajemy się bezwolni i bezpańscy. Groźny stan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Marek Dziewiecki: Uczciwość nie znosi tabu!

2019-04-24 17:24

Salve TV

- Ponieważ kochamy się w naszym małżeństwie, to zwierzamy się przede wszystkim sobie nawzajem. Wymagamy od siebie bezwzględnej uczciwości. Nie mamy tematów tabu - mówi ks. Marek Dziewiecki.

SALVE TV

- Jeśli któreś z małżonków zaczyna kłamać i manipulować, to drugi ma prawo zapytać wprost, o co chodzi - to jest uczciwość małżeńska. Jeśli dojdzie do zdrady i wyjdzie to na jaw, to oszukany małżonek ma święte prawo do zaglądania do telefonu, maila i porównywania bilingów, czyli sprawdzania uczciwości małżonka aż do przywrócenia zaufania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W 2018 r. zginęło na świecie ponad 4,3 tys. chrześcijan

2019-04-24 17:43

kg (KAI/ABC) / Kolombo

W ubiegłym roku na świecie zginęło co najmniej 4305 chrześcijan a ponad 1,8 tys. świątyń zostało zniszczonych lub przynajmniej zaatakowanych. Dane powyższe przedstawił w rozmowie z madryckim dziennikiem „ABC” dyrektor krajowego oddziału papieskiego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKWP) Jaime Menéndez Ros.

Twitter

Przypomniał, że papież Franciszek wspomniał niedawno, że obecne prześladowania wyznawców Chrystusa znacznie przewyższają rozmiary ich prześladowań z pierwszych trzech wieków istnienia nowej religii w Cesarstwie Rzymskim. Tendencje te potwierdza też najnowszy raport wspomnianego stowarzyszenia, przedstawiony pod koniec ub.r., z którego wynikało m.in., że ponad 327 mln chrześcijan żyje w krajach, w których dochodzi do prześladowań lub dyskryminacji na tle religijnym.

„Chrześcijaństwo jest nadal najbardziej prześladowaną religią na świecie. Wszyscy wiemy, że zagrożenie wolności religijnej jest czymś bardzo poważnym, stanowi bowiem barometr wobec innych praw podstawowych” – oświadczył Menéndez. Zauważył, że wolność religijna jest wprawdzie bardzo ceniona, ale zarazem coraz bardziej ograniczana w niektórych częściach świata. Dodał, że 61 proc. ludności świata żyje w krajach, których obywatele nie mogą w pełni swobodnie wyrażać swej wiary. Za większością przypadków łamania wolności religijnej stoją radykalizm islamski, państwa autorytarne i skrajne nacjonalizmy.

Nawiązując do wielkanocnych krwawych zamachów na Sri Lance dyrektor hiszpańskiej sekcji PKwP zaznaczył, że zajmuje ona „szczególne” miejsce na mapie ograniczania wolności religijnej. Przypomniał, że ponad 75 proc. mieszkańców tego wyspiarskiego kraju południowoazjatyckiego wyznaje buddyzm, „cieszący się tam przywilejami konstytucyjnymi”. Zwrócił uwagę, że ludzie z zewnątrz nie wiedzą, że tamtejszy buddyzm jest bardzo agresywny, odmienny od ogólnie znanego pokojowego wizerunku tej religii. Tymczasem na wyspie ma ona bardzo radykalne nastawienie i jej wyznawcy byli odpowiedzialni za akty przemocy w ostatnich 3 latach wobec hinduistów, stanowiących 13,2 proc. ludności i muzułmanów – 8,6 proc.

Również Narodowy Chrześcijański Alians Ewangeliczny Sri Lanki potwierdza, że ekstremiści buddyjscy prowadzą „akcje zastraszania” mniejszości religijnych. Takie organizacje jak Brygada Buddyjska czy „Sinha Lei” (Krew Lwa) od dawna szerzą swą ideę jednego „narodu syngaleskiego”. Alians odnotował dotychczas 89 ataków na chrześcijan w 2016 i 36 – do maja 2017. Wyznawcom Chrystusa, stanowiącym 9,1 proc. mieszkańców wyspy, odmawia się ponadto m.in. prawa do grzebania swych zmarłych na cmentarzach publicznych, ich świątynie są niszczone i zamykane, ekstremiści buddyjscy dopuszczali się też wobec nich aktów przemocy fizycznej oraz grozili im śmiercią.

Według najnowszych doniesień, do krwawych zamachów na trzy kościoły (dwa katolickie i jeden protestancki) i cztery luksusowe hotele w kilku miastach Sri Lanki na Wielkanoc przyznało się tzw. Państwo Islamskie (IS). Jeden z wiceministrów oświadczył, że zamachy były odwetem za marcowy atak na meczety w Christchurch w Nowej Zelandii, gdzie zginęło 50 osób. Zdaniem rządu, co potwierdził Premier Ranil Wickremesinghe, IS rzeczywiście mogło mieć powiązania z zamachami. Ostrzegł też, że na wyspie wciąż są bojownicy i materiały wybuchowe.

Ruwan Gunasekara, rzecznik policji Sri Lanki, podał, że było 9 terrorystów, w tym jedna kobieta - żona jednego z nich, przy czym 8 z nich już zidentyfikowano. Z kolei minister obrony narodowej Ruwan Wijewardene przyznał, że część z nich była wcześniej zatrzymywana za udział w bójkach, ale żaden z tych incydentów nie był aż tak poważny. Dodał, że większość zamachowców pochodziła z dobrze sytuowanych rodzin, była wykształcona i stabilna finansowo, a jeden z terrorystów studiował w Wielkiej Brytanii, potem być może też w Australii, po czym wrócił na Sri Lankę i tu zamieszkał.

Zamachy, w których zginęło ponad 320 osób, a przeszło 500 odniosło rany, były największymi atakami terrorystycznymi na wyspie od zakończenia w niej w 2009 roku 30-letniej wojny domowej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem