Reklama

Abp Głódź: ustanowienie Biskupstwa Polowego znakiem zmartwychwstającej Rzeczypospolitej

2019-02-09 19:00

mip (KAI) / Warszawa

BP KEP

Abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański przewodniczył w katedrze polowej WP Mszy św. w intencji kapelanów oraz pracowników Ordynariatu Polowego. Abp Głódź był pierwszym biskupem polowym po przywróceniu Ordynariatu Polowego w 1991 r. Jak podkreślał w homilii „dzieje Biskupstwa Polowego i Ordynariatu splotły się nierozerwalnie z dziejami narodu i Ojczyzny”.

Publikujemy homilię arcybiskupa metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia wygłoszoną podczas Mszy św. z okazji 100. rocznicy utworzenia Ordynariatu Polowego, 9 lutego 2019 roku w Katedrze Polowej w Warszawie.

Ekscelencjo, Księże Biskupie Generale! Księża Kapelani służby czynnej wszystkich stopni i godności! Księża Kapelani w stanie spoczynku, wielu z was to świadkowie pierwszych lat drogi odnowionego Ordynariatu Polowego! Kapłani Goście! Siostry zakonne! Cywilni pracownicy w służbie Ordynariatu Polowego! Drodzy Braci i Siostry radujący się jubileuszem stulecia Biskupstwa Polowego w Polsce!

Dziś Chrystus zachęca nas, abyśmy wzorem apostołów, zafundowali sobie czas wytchnienia, odpoczynku. Po to, aby zebrać myśli, spojrzeć na bieg własnych spraw, tych, co minęły, i tych, które mają nadejść. Biskup Józef zaproponował nam taki czas wytchnienia. Określił jego temat. Wskazał także na historyczną okoliczność przemawiającą za potrzebą naszego spotkania. Zamiast miejsca osobnego, pustynnego, miejscem spotkania uczynił tę szacowną katedrę Biskupów Polowych, która swym wezwaniem głosi cześć i chwałę Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Przyszliśmy na jego zaproszenie i pasterskie wezwanie. I jak przystało na uczniów Jezusa czas tego spotkania wypełnimy po części Eucharystią.

Reklama

Ofiarę dziękczynienia składaną Bogu Ojcu przez Chrystusa i z Chrystusem za wszystkie Jego dobrodziejstwa. Dziś z tego plonu dobra, mającego swe źródło w Bogu, wydobywamy szczególnie nam bliski i ważny motyw. Ustanowienie przed stu laty Biskupstwa Polowego w Polsce i jego drogę. Splotła się nierozerwalnie z drogą Narodu, z dziejami Ojczyzny. Wpisana w misję Kościoła, który pokoleniom ofiaruje zbawienie dokonane przez Jezusa Chrystusa i dary chrześcijańskiego odkupienia.

I. Wiara święta umacnia naród

Jesteście, drodzy kapelani, przybyli na dzisiejsze jubileuszowe spotkanie, żywymi kamieniami tworzącymi cząstkę Kościoła powszechnego. „Bożą budowlę” (1 Kor 3, 9), którą Chrystus złączył ze sobą nierozerwalnym węzłem i nieustannie ją „żywi i pielęgnuje” (Ef 5, 29). Zwie się ta cząstka Ordynariatem Polowym, a u swego początku Biskupstwem Polowym. Z woli Ojca Świętego Benedykta XV została powołana 5 lutego 1919 roku do ewangelizacyjnej i uświęcającej posługi wobec tych, którzy służą w wojsku. Stanowi wymowny znak zmartwychwstającej do życia w wolności Rzeczypospolitej.

Na czele Biskupstwa Polowego w Polsce Ojciec Święty postawił biskupa Stanisława Galla. Młodego pasterskim stażem, ledwie kilkutygodniowym, ale przecież dojrzałego kapłańskim doświadczeniem.

Stanął przed wielkim wyzwaniem. Zbudowaniem podstaw organizacyjnych i pastoralnych Biskupstwa Polowego. Pierwszego w dziejach Polski. Wykonał je sprawnie. A czynił to w okresie niezwykłym. Rzeczpospolita zrywała pęta niewoli. Społeczne, prawne, strukturalne, także mentalne. Wstawała do życia w wolności. Wspierana entuzjazmem i pospólnym wysiłkiem swych obywateli. Niespełna tydzień przed ustanowieniem Biskupstwa Polowego Sejm Ustawodawczy, jeden z najważniejszych filarów odzyskanej wolności, zainaugurował swoją służbę narodowi i państwu.

Pod pieczę pastorału biskupa Galla garneli się księża kapelani. Towarzysze polskich żołnierskich dróg ku Niepodległej w latach Wielkiej Wojny. Z brygad legionowych. Korpusów Polskich w Rosji. Dywizji syberyjskich. Błękitnej Armii gen. Hallera. Wielkopolskiego powstania. Z reduty Orląt Lwowskich. W polskich formacjach podejmowali kapelańską służbę motywowani imperatywem miłości ojczyzny. Prawdę wiary o zmartwychwstaniu Pańskim z płaszczyzny teologicznej przenosili w wymiar narodowej nadziei – zmartwychwstanie Ojczyzny. Wielu z nich otwierało swe serca na słowa charyzmatycznego wskrzesiciela narodowego ducha, biskupa Władysława Bandurskiego, sufragana lwowskiego. Tego Pasterza, który „sycił patriotyzm wiarą, a wiarę zespolił z największym patriotyzmem”.

Przypomnę, że Katedra Polowa w 1996 roku stała się przystanią pamięci i chwały tego Hetmana Żołnierskich Serc. Spoczęła w niej jego trumna. Wydobyliśmy ją z krypt Archikatedry wileńskiej, niedostępną od powojennych czasów, zapomnianą. Spoczęła w nowej krypcie biskupów polowych – dziele waszego Pasterza, Księdza biskupa Józefa.

Kapłani pierwszego zaciągu Biskupstwa Polowego. Weterani Wielkiej Wojny lat 1914–1918. I kapelani ochotnicy. Jednym z ich był ks. Władysław Miegoń, kapelan Marynarki Wojennej II RP, ofiara misterium iniquitatis, dziś wyniesiony do chwały błogosławionych. Wielu ma trwałe miejsce w panteonie pamięci Kościoła, Wojska Polskiego, w niepodległościowej tradycji. Czas nie pozwala na ich wymienienie.

Stella Maris – Gwiazda Morza. Takie zawołanie obrał biskup Gall. Latem 1920 roku z wielu polskich serc, ku Niej Matce Chrystusowej – Gwieździe Morza – Królowej Korony Polskiej płynęła błagalna modlitwa: Pod Twoja obronę uciekamy się święta Boża Rodzicielko.

U wrót Warszawy rozpoczął się bój o polskie być, albo nie być. Naprzeciw najezdniczej, pogańskiej Armii Czerwonej stanęła zjednoczona „armia narodowego zbawienia”. Armia zwycięska. W tej świątyni bp Gall żegnał na drogę wieczności ks. Ignacego Skorupkę, kapelana Legii Akademickiej Kapłana, który stał się symbolem Bitwy Warszawskiej. „Za wpojoną miłość ojczyzny, płacę miłością serca”. Taki zostawił testament.

Za dar kapłaństwa, za posłanie na posługę duszpasterską do Wojska Polskiego odrodzonej Ojczyzny odpłacali się miłością serca księża kapelani. W garnizonach, w koszarach, na poligonach. W codzienności i w świątecznych dniach. W służbie Bogu i Rzeczypospolitej. Bo przecież wiara święta umacnia naród. Wtedy i dziś. Doskonali życie wspólnotowe. Tworzy jego duchowy fundament. Wiara święta i wsiewany w żołnierskie serca patriotyzm. Doskonalony, pogłębiany. Także przez posługę księży kapelanów.

Był tego świadom biskup Józef Gall - organizator struktur Biskupstwa Polowego. Niezłomny strażnik zasad życia chrześcijańskiego w szeregach Wojska Polskiego.

II. Był wszędzie tam, gdzie żołnierze

Także jego następca, Józef Gawlina „z Łaski Bożej i Zmiłowania Stolicy Apostolskiej Biskup tytularny Mariammeński i Biskup Polowy Wojsk Polskich”. Syn ziemi śląskiej, proboszcz robotników w Królewskiej Hucie, dzisiejszym Chorzowie, powołany w 1933 roku do biskupiej posługi Wojsku Polskiemu.

Znał realia wojskowej służby. Podczas Wielkiej Wojny, wtedy student teologii we Wrocławiu, dwukrotnie był wcielany do armii pruskiej. Polak z krwi i kości. Pasterz w najtrudniejszych dla Polski latach. Wielka postać wyrastająca ponad poziom swoich współczesnych. Od lat jestem zafascynowany jego życiem, posługą, przenikliwym oglądem współczesnych mu spraw i ludzi, ujętym po mistrzowsku na kartach jego Wspomnień. Jego oddaniem sprawie Bożej i sprawie polskiej.

Rozwijał i umacniał duszpasterstwo wojskowe w okresie politycznych napięć, nadciągającego nieuchronnie widma wojny. Porywający kaznodzieja. Pasterz wedle Serca Jezusowego i wedle serca Ojczyzny. „Ręce nasze są czyste. Nie z naszej winy wybuchła wojna […] Wojna nasza to wojna święta. Otwórzcie więc serca i uświęcajcie dusze wasze. Bądźcie godnymi bojownikami Boga i Polski – pisał 1 września 1939 roku w liście pasterskim.

Żołnierze września 39 okazali się nimi. Stawili czoła agresji dwóch bezbożnych systemów: niemieckiego narodowego socjalizmu i sowieckiego komunizmu, które sprzysięgły się na zgubę Polski. Bronili nie tylko polskiej Niepodległości. Także – pierwsi – fundamentalnych, chrześcijańskich wartości, stanowiących kościec Europy.

Byli z nimi wasi poprzednicy. Kapelani Wojska Polskiego. Umacniali ducha walczących, błogosławili, opatrywali, grzebali. Na mogiłach polowych cmentarzy stawiali krzyże. Znaki największej miłości Boga do człowieka. Drogowskazy ku zmartwychwstaniu.

Ileż lat upłynęło, kiedy Chrystusowe krzyże stanęły na miejscach kaźni: w Katyniu, Miednoje, Charkowie, Bykowni. Kaźni wielu obrońców Ojczyzny we wrześniu 39 roku, także kapelanów Wojska Polskiego. Pamiętaliśmy o nich. W 2002 roku poświeciłem w tej świątyni Kaplicę Pamięci. Wzniesioną w hołdzie: Vinctis, non victis – Zwyciężonym, ale niepokonanym. W jej centrum relikwia katyńska. Wizerunek Bożej Miłosierdzia wytrzebiony w obozie w Kozielsku.

Umiłowani! Wracam do „męża sprawiedliwego” – Józefa Gawliny. Biskup i mąż stanu. W latach wojny na służbie odradzającego się Wojska Polskiego i Rządu Rzeczypospolitej na uchodźstwie. Był wszędzie tam, gdzie polscy żołnierze. Na Środkowym Wschodzie, w Związku Sowieckim, w kampanii włoskiej. Pod Monte Cassino w fartuchu sanitariusza. Niekwestionowany autorytet dla tych, który podjęli walkę o Niepodległą. Przyswoili sobie Chrystusowe słowa: „Nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewole (J 8, 33).

Znał dobrze smak goryczy i zawodu. Bolesny finał sprawy polskiej u schyłku wojny. Słowami nabrzmiałymi bolesnym patosem pisał o tym w liście pasterskim po upadku Powstania Warszawskiego: „A może już pomieszany jest język nasz? Może już nie mamy wszyscy tego samego na myśli, gdy mówimy „wolność i niepodległość”. Pytał targany niepokojem: „Byłoby sprawiedliwością mimo poświęcenia się Warszawy i w zamian za to, żeśmy pierwsi stanęli w obronie sprawiedliwości oddać w niewolę połowę Ojczyzny naszej”.

Kiedy okazało się, że to prawda, nie zaprzestał głosić swego przesłania nadziei: „W Imię Boże walczymy, W Imię Boże zwyciężymy. Będzie Polska w Imię Pana”. Powtarzał te słowa polskim żołnierzy, których okrutnie zdradził świat. Zatrzymał ich w drodze ku ojczyźnie - ojcowiźnie, którą odrąbano od pnia Rzeczypospolitej. Zamiast radości zwycięstwa ofiarował gorzki emigracyjny chleb.

Posługę Biskupa Polowego pełnił do 1947 r. Z woli Ojca świętego Piusa XII, już jako arcybiskup, został Protektorem Emigracji Polskiej „bezdomnym Pasterzem najrozleglejszej diecezji na świecie – bo rozciągała się wszędzie tam, gdzie tylko nieszczęście Ojczyzny wygnało Polaków poza kraj”. Przez długie lata rozlegał się jego stanowczy głos przypominający o niezbywalnym prawie Polski do utraconej Niepodległości. „Wątpię – pisał śp. Kardynał Józefa Glemp – czy ktoś potrafi wskazać drugiego biskupa katolickiego, który w takim wymiarze zakosztowałby życia żołnierskiego, przemierzył tyle krajów, który – jako duszpasterz wojskowy—[...] rozmawiał z tyloma władcami, dowódcami, dyplomatami z całego świata, co arcybiskup Gawlina”. Do końca swoich dni głosił to zwięzłe, niczym żołnierska komenda, przesłanie nadziei: „Będzie Polska w Imię Pana”.

III. Wracała normalność

Umiłowani! W naszych czasach spełniło się przesłanie nadziei biskupa Gawliny. Przyszła Polska w Imię Pana! Wolna i Niepodległa. Wielki dar Bożej Opatrzności. Oczekiwany przez lata, wymodlony, zdobywany, wycierpiany, wywalczony. Dar dla Kościoła, który wierny swemu posłannictwo „nigdy nie opuścił Narodu, nigdy Polski nie opuścił (kardynał Stefan Wyszyński). Także dla Wojska Polskiego. Także dla duszpasterstwa wojskowego.

21 stycznia 1991 roku św. Jan Paweł II odnowił Ordynariat Polowy w Polsce. Ustanowił mnie, dawnego żołnierza kleryckiej jednostki, trzecim Biskupem Polowym Wojska Polskiego.

Powracają wspomnienia. Przylot z Rzymu, gdzie pracowałem 10 lat w służbie Stolicy Apostolskiej. Sakra na Jasnej Górze. Ingres do Katedry polowej, wtedy uporczywie nazywanej kościołem garnizonowym. Bo przecież, „był taki czas, że i same te mury zwątpiły, aby kiedykolwiek miał w nie wstąpić prawowity biskup Polowy Wojska Polskiego” – mówiłem w ingresowym kazaniu.

Wiedziałem, że w imię laickiej armii starano się wyrugować Chrystusa z Wojska Polskiego. Że był czas łamania sumień zawodowych wojskowych i ich rodzin. Że kadra wojskowa była angażowana w polityczne akcje wymierzone przeciw Kościołowi. Choćby podczas obchodów millenijnych.

W mej pamięci tkwiła bolesna zadra z czasów służby w kleryckiej kompanii. Powoływano nas z seminariów do wojska nie po to, aby wyszkolić na sprawnych żołnierzy, ale stłumić nasze powołanie. Trzeba było czasu, abym zrozumiał – tak jak pewnie wielu z was, dawnych żołnierzy – że naszą klerycką służbę winniśmy traktować jako błogosławioną winę. Dzięki niej poznaliśmy wojsko od podszewki.

Trzeba też było czasu, abym się dowiedział, że w tamtym trudnym okresie wielu ludzi wojska nie odstąpiło od swej przyjaźni z Chrystusem, uczestnictwa w życiu sakramentalnym. Choć musiało to czynić niczym ewangeliczny Nikodem w innej parafii, miejscowości.

Gdym rozpoczynał swą biskupią posługę już od półtora roku, trwał proces przekształcania PRL-u w demokratyczne państwo. Kruszyły się skamieliny dawnego systemu. Wracała – wydawało się na dobre – dawno zaniechana normalność. Także do wojska. Na żołnierskich przysięgach poczęli pojawiać się kapelani Generalnego Dziekanatu Wojska Polskiego. Struktury ustanowionej po wojnie bez zgody władz kościelnych. Traktowanej propagandowo jako wyraz wolności religijnej. W rzeczywistości używanej do realizowania ideologicznych zadań. Kardynał Józef Glemp, Prymas Polski, był pierwszym hierarchą, który począł odwiedzać instytucje wojskowe. Na Wybrzeżu czynił to ks. Henryk Jankowski, kapelan Solidarności. W Warszawie biskup Zbigniew Kraszewski, duszpasterz kombatantów. To on 9 września 1990 roku przewodniczył pierwszej po wojnie pielgrzymce kombatantów Armii Krajowej i żołnierzy Wojska Polskiego na Jasną Górę.

Bramy koszar i instytucji wojskowych uchylały się z wolna przed Chrystusem. W pierwszym posłaniu do Wojska Polskiego, apelowałem, aby otworzyły się szeroko. Bo Chrystus chce towarzyszyć żołnierskim trudom. Pragnie wejść do żołnierskich serc.

IV. Mój czas w ordynariacie polowym

Umiłowani! Są wśród nas kapelani pierwszej godziny. Ci, którzy o poranku weszli do winnicy Kościoła wojskowego. Pamiętacie pewnie wyraziście tamten czas. Do jednostek, do garnizonów nieśliście dar Niebios – Ciało Chrystusa. I Słowo, które pochodzi z ust Boga.

Rozpoczynał się pamiętny czas sprzężenia Kościoła z Wojskiem Polskim i Wojska Polskiego z Kościołem. Wiele przybrał form. Uzewnętrzniał się w różnych sytuacjach. Kościół uczył się Wojska i Wojsko uczyło się Kościoła. Już nie zdarzało się, jak to bywało na starcie, że tytułowano mnie: Wasza Ewidencja.

Ileż było tych spotkań. Przyjaznych rąk, gestów, rozmów. Powrotów do Kościoła. Do życia sakramentalnego. W katedrze polowej zawsze było zielono od mundurów. Zawiązywały się przyjaźnie. Jedność żołnierskich i kapłańskich serc.

Wspominam ze wzruszeniem mój czas w Ordynariacie polowym. Was, drodzy Kapelani, którzyście tworzyli jego fundament. Przychodziliście z rożnych diecezji i wspólnot zakonnych. Dziękowałem biskupom i władzom zakonnym, że was posyłali do duszpasterstwa wojskowego. Rozsyłałem was po terytorium Rzeczpospolitej. Mieliście pełne ręce roboty. Trwały budowy i przebudowy świetlic, stołówek, magazyny przeobrażały się w kaplice. Przyjeżdżałem, święciłem, błogosławiłem.

Poznawałem coraz to nowych ludzi wojska. Przyszły nowe zdania. Misje pokojowe i stabilizacyjne. Wyjazdy kapelanów do różnych krajów Europy i świata. Swoista duszpasterska przygoda. Ale przecież niekiedy naznaczona dramatem żołnierskiej śmierci. Ruszyły sierpniowe pielgrzymki na Janą Górę. Peregrynacje. Nawiedzenia.

Kolejny motyw. Warto go wydobyć. Odbudowa tradycji Wojska Polskiego. Tej niepodległościowej. Związanej z dziedzictwem II Rzeczypospolitej. W latach komunizmu zatraconej, fałszowanej, rugowanej. Wspartej o ten wątek tradycji Oręża Polskiego, co u Chrystusa stawał na ordynansach. Zespalający sprawy polskie ze sprawami Bożymi.

Pod niebo wolnej Ojczyzny z tułaczego emigracyjnego szlaku poczęły wracać doczesne szczątki najdzielniejszych z dzielnych: wodzów, generałów, mężów stanu. Aby w ojczyźnie swej oczekiwać chwały zmartwychwstania. Powtórne pożegnania w Katerze Polowej, m.in. Prezydenta Mościckiego, generałów Hallera, Bora- Komorowskiego, biskupa Bandurskiego. Liturgią żałobną. Celebrą biskupią. Z asystą wojskową. Udziałem przedstawicieli najwyższych instytucji życia narodu. W splendorze chwały i sławy.

Przychodzili do Katedry Polowej, matki świątyń wojskowej diecezji, kombatanci dróg ku Niepodległej. Niektórzy, po latach, gdy już skończył się czas żelaznej kurtyny. Bywało, że niejeden z nich przed alabastrową figurą Maryi Hetmanki Żołnierza Polskiego, przybieraną w hetmański płaszcz, składał jako wotum swe żołnierskie odznaczenia. Przychodzili kombatanci Powstania Warszawskiego w wigilię pamiętnego zrywu na doroczna celebrę na placu Krasińskich. Także, aby odprowadzać swych towarzyszy broni na wieczną wartę. W Wielki Czwartek umywałem nogi sędziwym kombatantom. Kiedyś do roli „Apostołów” zasiedli dawni więźniowie z wyrokami śmiercią. Z uroczystości na uroczystość przed prezbiterium na warcie pamięci stawał wyprężony jak struna śp. Romuald Bardzyński, z proporcem „Krysiaków”, oddziału z Ziemi Nowogródzkiej.

A jakże nie przywołać dnia 8 czerwca 1991 roku! Niespodziewane, niezaplanowane odwiedziny katedry przez św. Jana Pawła II. Zostawił słowa błogosławieństwa dla tych, którzy z duszpasterstwem polowym będą związani jako duszpasterze i jako świeccy. To błogosławieństwo Świętego Papieża jest wciąż aktualne. Skierowane także do was, Bracia i Siostry.

Trzeba przypomnieć o słynnych słowach św. Jan Pawła II o rezurekcyjnym odkryciu, jakiego doświadczył o poranku 2 czerwca 1991 roku w Zegrzu Pomorskim patrząc na tysięczne szeregi Wojska Polskiego, śpiewającego „Bogurodzicę” i „Błękitne rozwińmy sztandary”. Znaku „nowego początku”. Zmartwychwstania naszej Ojczyzny do życia w wolności. Związało się z Ojcem Świętym najmocniejszymi węzłami serca i miłości Wojsko Polskie i duszpasterstwo wojskowe. Było dumne, że jest synem polskiego oficera. Obecne na stacjach Jego pielgrzymek do Ojczyzny. W watykańskiej auli w Roku świętym 2000. Reprezentacyjny Zespół Artystyczny Wojska Polskiego przybył przed Klinikę Gemeli, w czasie rekonwalescencji Ojca Świętego i przywiózł polskie pieśni oraz żołnierskie melodie.

Okryło się żałobą, kiedy Papież odszedł do Domu Ojca. Cieszyło się radością Jego kanonizacji. A czy jest jeszcze wojsko w Zambrowie, pytał mnie święty Papież w czasie mej ostatniej u Niego wizyty.

V. Mroczna plama pleśni

Był wielkim promotorem polskiej wolności. I uważnym obserwatorem jak ta wolność jest utrwalana. Wtedy, podczas wiosny duszpasterstwa polowego wzywał do „strząśnięcia pleśni zwątpienia”, do tego „by ducha nie gasić”, by wielkich dzieł Bożych nie zapominać. Przestrzegał „nie dajcie się zwodzić złym duchom, które duchowi Ewangelii są przeciwne”.

Przyszedł taki czas, połowa lat 90., kiedy ta pleśń zwątpienia, zgorszenia, grzechu, także amnezji historycznej poczęła dawać o sobie znać w naszej Ojczyźnie. Spór o kształt nowej konstytucji niezbędnej w wolnej Polsce, o obecność Invocatio Dei w jej preambule. Długotrwały proces ratyfikacji konkordatu. Promocja ateistycznych form kultury. Poniżanie godności ludzi wiary. Trzeba było o tym głośno mówić. Nazywać po imieniu zło, które poczynało zamącać kształt życia publicznego. Podważało niewzruszone zasady moralne. Krzywdziło dobro wspólne. Uderzało w Prawdę objawiona przez Boga... Trzeba było przywoływać Pawłową przestrogę: „Nie poddawajcie się na nowo w jarzmo niewoli” (Ga 5,1). Czynił to Episkopat, czynił to Biskup polowy. Pamiętam, jak rzuciło się na mnie stado wilków, nie tylko tych medialnych, z żądaniem dymisji, kiedy w kazaniu w dniu Święta Niepodległości w 1996 roku, powiedziałem, że uchwalona wtedy ustawa liberalizująca możliwość przerywania ciąży „jest agresją na Polską niepodległość. Stawia pod znakiem zapytania sens żołnierskiej służby która ma chronić i osłaniać polskie życie – także o najmłodsze”.

I przez taki przechodziliśmy czas z duszpasterstwem wojskowym. Przypominam o tym dziś. Nie bez przyczyny. Mroczna plama pleśni – negacji dla negacji, kontestacji dla kontestacji, podważania wartości, dzięki którym Polska trwa, wciąż daje o sobie znać. Trzeba i dziś przypominać przestrogę św. Pawła Apostoła: „Nie poddawajcie się na nowo w jarzmo niewoli” (Ga 5,1).

VI. Dziękuję za wspólną drogę

Umiłowani! W 2004 roku zakończyło się włodarstwo moje w Ordynariacie polowym. Objąłem diecezję warszawsko-praską. Mego następcę, biskupa Tadeusza Płoskiego, podczas jego konsekracji zachęcałem, aby swą młodą dłonią trzymał mocno biskupi pastorał. Szedł z nim z odwagą drogami Ordynariatu polowego. Zostawiał mocny ślad swej dynamicznej biskupiej posługi.

Kolega i przyjaciel wielu z was. Potem wasz duchowy Ojciec. Wiemy co się stało 10 kwietnia 2010 roku na lotnisku pod Smoleńskiem. Tragiczna śmierć 96 braci i sióstr, delegatów Ojczyzny na czele z Panem Prezydentem Lechem Kaczyńskim w drodze do Katynia. Mieli tam złożyć wieniec narodowej pamięci. Wielka rana narodu. Jeszcze nie zakrzepła, choć już niebawem 9 lat minie. Zginął Biskup Tadeusz. Zginął ks. Jan Osiński, jego, a wcześniej mój, sekretarz.

Dziękowałem ci, Drogi biskupie Tadeuszu, podczas pogrzebu, za to między innymi, że „podejmowałeś klarownym kompetentnym słowem, walkę o polską pamięć, o sprawiedliwość i uznanie dla zepchniętych na margines bohaterów, że przypominałeś, że trzeba stawiać tamy temu, co wartości polskie rozmywa, deprecjonuje, często obraża. Dziękowałem za wspólne lata w biskupim domu, za Twoją obecność w moim życiu – ważną i potrzebną. Dziękuję i Tobie, księże Janie, za twoją kapłańską młodość ofiarowaną duszpasterstwu wojskowemu.

Pamiętam o kapelanach, pracownikach Ordynariatu, którzy przeszli już na drugą stronę życia. Należycie do wspólnoty, pamięci, i modlitwy prezbiterium ordynariatu polowego. Dołączmy do nich modlitwę w intencji Pana premiera Jana Olszewskiego. Wczoraj w śmierci Bóg powołał go do siebie. Prawy Polak. Wierny ideałom niepodległościowym, od harcerskiej służby w Szarych Szeregach w Powstaniu Warszawskim. Obrońca w procesach politycznych w latach PRL-u. Pamiętny premier rządu Rzeczypospolitej. Kawaler Orła Białego. Prawy, szlachetny Polak. Każdy, kto go znał lub śledził bieg jego życia powie o nim z czystym sercem, że dobrze zasłużył się ojczyźnie, jej niepodległości i wolności.

Umiłowani! Patrzę na wasze twarze. Tyle znajomych, bliskich, pamiętanych. Dziękuję Wam za wspólną drogę. Kapłanom, siostrom zakonnym, pracownikom ordynariatu, ludziom wojska i służb mundurowych. Posługa biskupa polowego. Jakże ważny czas mego życia. Powracają często obrazy z tamtej przeszłości, mocne, wyraźne. Przepojone sentymentem, powiewem tęsknoty za tym co minęło, bezpowrotnie, ale trwa w pamięci, w sercu. Pamiętajcie o mnie w waszej modlitwie. Drogi Biskupie Józefie! Przewodniku na drogach ku zbawieniu ludzi wojska i służb mundurowych powierzonych Twojej pasterskiej pieczy. Dziękuję za zaproszenie. Dziękuję za zorganizowanie tego jubileuszu. Za czas modlitwy i refleksji nad drogą stulecia kapelańskiej posługi. Jesteś już piątym Pasterzem, który tej wspólnocie przewodzi.

Prowadź ją dalej ręką pewną i miłującym pasterskim sercem drogami Chrystusa i Jego Matki – ku zbawieniu! Pogłębiaj i umacniaj swoją pasterską posługą wieź ludzi w mundurach z Chrystusem, Kościołem, także z Ojczyzną, która jest wielkim darem Boga. Bądź stróżem wartości Bożych i ojczystych, z których wyrasta piękno i sens żołnierskiej służby! Twej pasterskiej drodze niech błogosławi Hetmanka Żołnierza Polskiego – Matka Naszego Pana! Niech ją wspomagają z wyżyn nieba błogosławieni kapelani Wojska Polskiego.

A wam Bracia i Siostry, na ten czas refleksji nad drogą stulecia dedykuję fragment z dzisiejszego pierwszego czytania: „Bóg zaś pokoju, który na mocy krwi przymierza wiecznego wywiódł spomiędzy zmarłych Wielkiego Pasterza owiec, Pana naszego Jezusa, niech was uzdolni do wszelkiego dobra, byście czynili Jego wolę, sprawując w was, co miłe jest w oczach Jego, przez Jezusa Chrystusa, któremu chwała na wieki wieków!”

Amen.

Tagi:
abp Głódź

List metropolity gdańskiego do prezydent Gdańska ws. Marszu Równości

2019-05-30 13:36

diecezja.gda.pl, BP KEP, maj / Gdańsk (KAI)

- Z satysfakcją przyjąłem oświadczenie Pani Prezydent w związku z V Trójmiejskim Marszem Równości, aczkolwiek nie wyczerpuje ono w pełni zaistniałych zdarzeń – pisze abp Sławoj Leszek Głódź w liście do Prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz. Metropolita gdański zwraca uwagę, że po tragicznych styczniowych wydarzeniach w Gdańsku, zarówno miasto, jak i cała Ojczyzna, potrzebują spokoju, refleksji i odpowiedzialnych decyzji.

Bożena Sztajner

Publikujemy treść listu:

Gdańsk-Oliwa, 29 maja 2019 r.

Szanowna Pani Prezydent,

Z satysfakcją przyjąłem oświadczenie Pani Prezydent w związku z V Trójmiejskim Marszem Równości, aczkolwiek nie wyczerpuje ono w pełni zaistniałych zdarzeń. Naruszona została harmonia życia społecznego i rażąco pogwałcono prawa i godność ludzi wierzących. Tymczasem, naszą wspólną troską winno być budowanie społeczeństwa opartego na wzajemnym szacunku. Po zaistniałych styczniowych tragicznych wydarzeniach, Gdańsk i jego mieszkańcy, a także cała nasza Ojczyzna potrzebują spokoju, refleksji i odpowiedzialnych decyzji służących dobru naszego miasta.

+ Sławoj Leszek Głódź Arcybiskup Metropolita Gdański

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Matka Dawida dziękuje służbom i prosi o modlitwę

2019-07-22 08:41

PAP

Matka 5-letniego Dawida Żukowskiego, którego ciało „z prawdopodobieństwem graniczącym prawie z pewnością” znaleziono w sobotę pod wiaduktem przy węźle Pruszków na autostradzie A2, podziękowała służbom, które prowadziły akcję poszukiwawczą.

screenshot/TVN
Ciało dziecka odnaleziono w sobotę w okolicach węzła Pruszków

„Składam podziękowania Służbom, które z ogromną determinacją, nie szczędząc środków i wysiłku prowadziły akcję poszukiwawczą” – napisała.

– Dziękuję lokalnej Społeczności, Mediom i wszystkim tym, którym los mojego Synka nie był obojętny, którzy do końca okazywali wsparcie wierząc w szczęśliwe zakończenie – dodała kobieta, prosząc pod koniec swego oświadczenia „o modlitwę”.

Jej oświadczenie – przekazane w niedzielę – zostało opublikowane przez magazyn reporterów Uwaga! emitowany na antenie TVN24. Kopię listu matki Dawida zamieszczono na stronie internetowej magazynu Uwaga!.

W sobotę stołeczna policja poinformowała, że na trasie A2 między Warszawą a Grodziskiem Mazowieckim, w okolicach węzła Pruszków, znaleziono ciało dziecka. – Z prawdopodobieństwem graniczącym prawie z pewnością jesteśmy przekonani, że jest to 5-letni Dawid – przekazał w sobotę dziennikarzom asp. sztab. Mariusz Mrozek z Biura Prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Poszukiwania 5-letniego Dawida z Grodziska Mazowieckiego trwały od 10 lipca, kiedy to utratę kontaktu z nim i jego ojcem zgłosiła rodzina.

Dawid został zabrany przez ojca z Grodziska Mazowieckiego około godz. 17.00 w środę. Według ustaleń policji tego samego dnia przed godz. 21.00 ojciec odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem