Reklama

Przewodniczący Episkopatu: W osobie i życiu śp. Jana Olszewskiego skupiło się wszystko to, co polskie, patriotyczne i demokratyczne

2019-02-16 13:03

BPKEP / Warszawa (KAI)

BP KEP
Abp Stanisław Gądecki

W osobie i życiu ś.p. Jana Olszewskiego – jak w soczewce – skupiło się wszystko to, co polskie, wszystko to, co patriotyczne i demokratyczne, wszystko to, co budowało silną i niepodległą Rzeczpospolitą, wszystko to, dzięki czemu naszej ojczyźnie udawało się wielokrotnie i skutecznie przeciwstawiać przygniatającej tyranii zła i powstawać z upadku - napisał abp Stanisław Gądecki, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w kondolencjach odczytanych podczas Mszy św. pogrzebowej ś.p. Jana Olszewskiego.

Publikujemy pełną treść kondolencji:

W imieniu Konferencji Episkopatu Polski składam wyrazy współczucia wszystkim, których zasmuciła śmierć ś.p. Jana Olszewskiego – żołnierza Szarych Szeregów, uczestnika powstania warszawskiego, działacza opozycji w czasach PRL, pełnomocnika rodziny ks. Jerzego Popiełuszki podczas procesu jego zabójców z Służby Bezpieczeństwa, prezesa Rady Ministrów w latach 1991-1992, posła na Sejm I, III, IV kadencji, członka Trybunału Stanu oraz kawalera Orderu Orła Białego.

Jako przewodniczący Episkopatu łączę się duchowo z uczestnikami liturgii żałobnej, obejmując modlitewnym wsparciem rodzinę zmarłego – a zwłaszcza Małżonkę Martę i innych członków rodziny, przyjaciół, znajomych oraz tych naszych rodaków, którzy przyjechali do Warszawy z całej Polski, aby towarzyszyć ś.p. Janowi w jego ostatniej ziemskiej drodze.

Reklama

W osobie i życiu ś.p. Jana Olszewskiego – jak w soczewce – skupiło się wszystko to, co polskie, wszystko to, co patriotyczne i demokratyczne, wszystko to, co budowało silną i niepodległą Rzeczpospolitą, wszystko to, dzięki czemu naszej ojczyźnie udawało się wielokrotnie i skutecznie przeciwstawiać przygniatającej tyranii zła i powstawać z upadku.

Gdy dziś, wielu odnosząc się z pogardą do innych sięga po wszelkie sposoby, aby zabić w sobie resztki honoru i godności, a ojczyznę położyć w zastaw własnych interesów i nieuporządkowanych prywatnych ambicji, śp. Jan Olszewski jawi się jako prawdziwy symbol, człowiek wiary i solidarności, mąż stanu i polski patriota, człowiek odwagi, prawdy i uczciwości.

Odwagi – co pokazał najpierw jako dzielny i młody żołnierz Szarych Szeregów i powstaniec warszawski, a późnej jako niepozorny, ale mężny obrońca opozycjonistów przed zbrodniczą machiną PRL-owskiej propagandy, kłamstwa i pogardy wobec Polaków.

Prawdy – bo wiedział, że odzyskana po okresie komunistycznym wolność będzie trwała tylko wtedy, gdy przyszłość Polski będziemy budować na fundamencie prawdy, a wszelkie jej zniekształcenia prowadzą do restytucji zakamuflowanego zła, niewoli i pogardy. Ta właśnie myśl przyświecała mu, gdy jako prezes Rady Ministrów podjął decyzję o konieczności rozliczenia się z historią.

Uczciwości – bo wiedział, że cel nigdy nie uświęca środków i dlatego do końca życia mógł z podniesioną głową chodzić po ulicach Warszawy i patrzeć swoim rodakom w oczy.

Niech Miłosierny Bóg – Pan historii i ludzkich sumień – przyjmie cię do swojej chwały. Odpoczywaj w pokoju.

+ Stanisław Gądecki

Arcybiskup Metropolita Poznański

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

Wiceprzewodniczący Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE)

Tagi:
abp Stanisław Gądecki Jan Olszewski

Reklama

Uczestniczyli w pogrzebie śp. Jana Olszewskiego

2019-02-27 10:07

Krystyna Smerd

W sobotę 16 lutego miliony Polaków towarzyszyło ostatniej drodze śp. Jana Olszewskiego, polityka, adwokata, publicysty, premiera. Osoby ogromnie zasłużonej dla naszego kraju.

Archiwum Anny Kardeli
Pod tym transparentem gromadzili się Dolnoślązacy, żegnając Premiera

Jako młody człowiek w czasie II wojny światowej i okupacji Jan Olszewski działał w Szarych Szeregach i uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie był obrońcą w procesach politycznych okresu PRL. W procesie przeciwko mordercom śp. ks. Jerzego Popiełuszki reprezentował rodzinę księdza jako adwokat - oskarżyciel posiłkowy. Od 23 grudnia 1991 do 23 lipca 1992 r. był prezesem Rady Ministrów. Stanął na czele pierwszego w pełni demokratycznego rządu, który nie miał resortów obsadzonych przez komunistów. Jako premier za cel postawił sobie przede wszystkim dobro Polaków i polskiej gospodarki. Był zwolennikiem spowolnienia prywatyzacji majątku narodowego i opowiadał się za pełną dekomunizacją poprzez całkowite ujawnienie archiwów SB. Jego rząd został odwołany w czasie tzw. nocnej zmiany. Jan Olszewski był posłem na Sejm RP I, III i IV kadencji. Zmarł 7 lutego 2019 r.

W całym kraju w dniu pogrzebu zmarłemu oddawano cześć, śledząc jego ostatnią drogę w telewizji albo, jak to zrobili także niektórzy z mieszkańców naszej diecezji – osobiście uczestnicząc w jego pogrzebie w Warszawie.

– Pojechało nas do stolicy - troje z naszego miasta – mówi Ryszard Rossa ze Strzegomia. - Oprócz minie był także Jarosław Kardela oraz jego córka Ania. Mieliśmy ze sobą transparent z dużym napisem „Klub Gazety Polskiej Strzegom” i to sprawiło, że już na placu zamkowym gromadzili się wokół nas i szli razem z nami też mieszkańcy Wałbrzycha, Wrocławia i innych miejscowości z Dolnego Śląska. Przyjechaliśmy do stolicy w sobotę o świcie. Zależało nam bardzo na udziale w pogrzebie śp. Jana Olszewskiego, bo to był wielki patriota i człowiek honoru. I tego człowieka trzeba było uczcić obecnością w jego ostatniej ziemskiej drodze. Niestety, nie było mi dane poznać Jana Olszewskiego osobiście. Nigdy się z nim nie spotkałem. Braci Kaczyńskich poznałem wcześniej, ale jego nie. Nie miałem możliwości, ale nie to jest ważne, czy się go osobiście znało. On swoim życiem udowodnił, jak mu na dobru i niezależności Polski zależało. Oczekiwaliśmy przed katedrą, a gdy kondukt pogrzebowy z niej się uformował i przechodził obok nas, dołączyliśmy do niego. Doszliśmy do Pomnika Powstania Warszawskiego. Panowała bardzo podniosła atmosfera. Wysłuchaliśmy na żywo wiele wystąpień, które były treściwe i ogromnie wzruszające. Spod pomnika, autobusami wszystkich uczestników przewieziono na Cmentarz Powązkowski, gdzie braliśmy udział w ostatniej części ceremonii pogrzebowej śp. Jana Olszewskiego. Tuż po niej od razu odjechaliśmy tramwajami na Dworzec Centralny, a stamtąd pociągiem do domu. Na miejscu byliśmy o 2 w nocy. Była powtarzana relacja z pogrzebu w telewizji – dodaje Ryszard Rossa. – Wśród osób, które na pogrzebie nas dostrzegły w wielkim tłumie dzięki transparentowi z napisem Strzegomia i przyszły nam podziękować za to, że uczestniczyliśmy w pogrzebie zmarłego premiera Jana Olszewskiego, był m.in. poseł Ireneusz Zyska – podkreśla.

Swój wpis na stronie Gazety Polskiej Strzegom uczestnicy pogrzebu opatrzyli cytatem- „To nie jest tak, że oni umarli, a my żyjemy. To oni żyją, a my umieramy” homilia - ks. Pawlukiewicza. Podkreślili w nim też, że ostatnia droga śp. Jana Olszewskiego to były emocje, które wdzierały się do serca, żal i smutek ustąpiły po tej niesamowitej homilii.

– Jesteśmy wdzięczni i dumni, że mogliśmy pożegnać Pana Premiera i dumni, że był jednym z tych, którzy służyli dla Rzeczpospolitej z pełnym szacunkiem, miłością i oddaniem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sutanna utkana przez mamę

2019-05-21 13:10

Wysłuchała Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 21/2019, str. 24-25

Do kapłaństwa Bóg wybiera, kogo chce. Ale wybrany nie jest znikąd, ma swoją historię: mamę, tatę i dom. Korzenie i źródło. Jeśli korzeń był mocny – byle wiatr go nie wyrwie. Jeśli źródło czyste – łatwo napoi innych.
O rodzinnych domach oraz swoich mamach Agnieszce Bugale opowiadają bp Antoni Długosz i ks. Marek Dziewiecki

Bożena Sztajner

Janina Długosz
O swojej mamie Janinie mówi bp Antoni Długosz

– Mamusia miała na imię Janina, ale mówili do niej Janeczka. Miała zaledwie dwa lata, gdy zmarł jej tato. Owdowiała wcześnie babcia Frania nigdy nie wyszła powtórnie za mąż i sama wychowała pięcioro dzieci. Mama, najmłodsza z rodzeństwa, wybrała zawód fryzjerki. Czesała pięknie, pracowała chętnie i dużo nie tylko w domu, ale kilka razy w tygodniu odwiedzała domy żon właścicieli fabryk na terenie Częstochowy – otrzymywała duże wynagrodzenie za pracę. W 1940 r. poślubiła Józefa, mojego ojca. Podjęła obowiązki żony i nadal pracowała zawodowo, pomagała mężowi w utrzymaniu rodziny. Tak było do moich urodzin. Dziadek Jan Długosz odwiedził kiedyś rodzinę syna, chcąc się zorientować, jak spełnia swoje nowe zadania. Mamusia czesała znajomą, a ja wyrywałem się z rąk babci z płaczem, upominając się o... mamusię. Wtedy dziadek odwołał tatusia „na stronę” i oświadczył, że Janeczka nie powinna pracować zawodowo, bo to ojciec ma obowiązek zapracować na utrzymanie rodziny. Dziadek Jan cieszył się dużym autorytetem, dlatego tatuś, bez dyskusji, zabronił mamusi pracować. Od tej pory z pomocą babci Frani, która do końca życia mieszkała z nami, mama uczyła się sztuki gotowania. Pierwszą zupę grochową przesoliła, ale potem było już coraz lepiej. Każdego dnia czekały na nas rano śniadanie i po szkole smaczny obiad.

Więź z Panem Bogiem odczytywałem przez całe jej życie. Wyrazem postawy wiary była częsta modlitwa, a szczególnie świętowanie niedzieli. W sobotę kierowała kąpielą dzieci, przygotowywała produkty na niedzielny obiad, pomagała w czyszczeniu obuwia. W niedzielę po modlitwie całą rodziną jedliśmy śniadanie, a po nim szliśmy na Mszę św.

Od mamy uczyłem się przebaczania ludziom oraz pamięci o nieobecnych podczas wspólnego posiłku. Zawsze pamiętała, by sprawiedliwą ilość jedzenia odłożyć dla osoby nieobecnej, która nie mogła zasiąść do stołu z całą rodziną.

Ważnym miejscem dla niej była Jasna Góra. Zazwyczaj szła pieszo, pokonując 5 km, by odprawić nowenny, modlić się z racji różnych zdarzeń rodzinnego życia. Kiedy w trzeciej klasie zostałem ministrantem, budziła mnie wcześniej, gdy miałem dyżury służenia do Mszy św., bym mógł z jej pomocą jak najlepiej wywiązać się z tego zadania. Nie pozwalała na krytykowanie księży, zawsze stawała w ich obronie. Gdy powiedziałem, że chcę zostać księdzem, ucieszyła się i z pomocą swych starszych sióstr przygotowywała mi tzw. wyprawkę do seminarium. Głęboko przeżyła moje kapłańskie święcenia i prymicje... Na drugiej placówce, w której pracowałem z poważnie chorym proboszczem, bardzo często mnie odwiedzała, przywoziła smakołyki, a także wspierała mnie finansowo. Z ojcem kupili gry planszowe i piłkę dla moich ministrantów. Modliła się dużo, zwykle na różańcu. Nie uwierzyła, gdy otrzymałem nominację na biskupa. W rodzinie uchodziłem za pogodnego człowieka, dlatego gdy zadzwoniłem po ogłoszeniu nominacji, odpowiedziała: „Nie wygłupiaj się!”.

Archiwum rodzinne
Sabina Dziewiecka, Janina Długosz

Odkąd zmarła, ciągle czuję jej obecność. Widzę ją jak dawniej: siedzi w fotelu, a ja klękam przy niej, układam głowę na jej piersi, słyszę bicie serca, a ona obejmuje mnie swoimi ramionami...

* * *

Sabina Dziewiecka
O swojej mamie Sabinie mówi ks. Marek Dziewiecki

– Mama wstawała o piątej rano, by pójść pieszo na Mszę św. do kościoła oddalonego o 2 km od domu. Gdy się budziłem, zdążyła już zrobić zakupy i przygotować śniadanie dla mnie i dla młodszego brata. Pewnego ranka zobaczyłem, że wróciła z kościoła zmoknięta i zziębnięta. Zrobiło mi się jej tak żal, że nie mogłem powstrzymać łez. Poprosiłem, by odtąd nie chodziła codziennie na Mszę św., ale by dłużej spała, bo wtedy będzie bardziej wypoczęta. Mama mnie przytuliła, uśmiechnęła się i wyjaśniła, że właśnie wtedy ma siły, gdy zaczyna dzień od spotkania z Jezusem. Promieniowała przy tym taką mocą i pewnością siebie, że odtąd już nigdy nie zaproponowałem jej postu od Eucharystii.

Nauczyła mnie tego, co decyduje o dojrzałości mężczyzny: zaufania do Boga i szacunku do kobiet. Przy rodzicach czułem się nieskończenie ważny i całkowicie bezpieczny. Wiedziałem, że mogli mnie z jakiegoś powodu upomnieć, a nawet skrzyczeć, nie mogli tylko jednego: przestać mnie kochać. Tuż przed siódmymi urodzinami chciałem przekonać rodziców, że do szczęścia jest mi koniecznie potrzebna pewna zabawka. Mama cierpliwie tłumaczyła, że nie stać nas na zakup elektrycznego autka, a miał takie jeden z kolegów w mojej klasie. W wieku siedmiu lat byłem jednak całkiem podobny do niektórych dorosłych, tzn. zupełnie nie reagowałem na rozsądne argumenty. Oznajmiłem mamie, że nie podniosę się z chodnika, dopóki nie dostanę upragnionej zabawki. Po kilku minutach mama uległa... i kupiła. Wieczorem w czasie kolacji zauważyłem, że mama je suchy chleb i pije herbatę bez cukru. Gdy zapytałem o powód takiego zachowania, odpowiedziała: „Tłumaczyłam ci dzisiaj przed sklepem, że nie stać nas na kupno takiej zabawki, jednak nie chciałeś mnie posłuchać i dlatego przez tydzień będę musiała jeść suchy chleb, żeby zaoszczędzić pieniądze wydane na samochodzik dla ciebie”. W oczach stanęły mi łzy. Przez chwilę patrzyłem to na zabawkę, to na mamusię, to na suchą kromkę chleba w jej dłoniach. Uświadomiłem sobie, że żadne zabawki świata nie mogą mi dać takiej radości, jak jeden uśmiech mamusi czy jedno radosne spojrzenie tatusia. Rzuciłem się mamie w ramiona i zacząłem płakać. Powiedziałem, że też chcę przez tydzień jeść tylko suchy chleb i popijać herbatą bez cukru. Mama szepnęła mi do ucha, że mnie bardzo kocha, i mocno przytuliła. To była dla mnie lekcja panowania nad sobą i odróżniania tego, co jest mi potrzebne do szczęścia, od tego, co jest tylko chwilowym pragnieniem.

Od wczesnego dzieciństwa mama pomagała mi żyć w obecności Boga, ufać Mu nad życie i rozmawiać z Nim o wszystkim, co było dla mnie ważne. Wcześnie nauczyła mnie znaku krzyża i pacierza. Wieczorami czytała mi Biblię i z radością opowiadała o największej historii miłości w dziejach wszechświata: o miłości Boga do ludzi. I do mnie! Moja mama żyła w obecności Boga. Na dziesiątki sposobów zapewniała mnie codziennie o tym, że warto słuchać Boga bardziej niż samego siebie. Może czuła, że przyjdą takie miesiące, w których będę musiał podjąć decyzję o tym, czy pójść za moimi marzeniami, czy też za głosem powołującego mnie Boga? Umiała mnie kochać. Była w tym naprawdę genialna! Potrafiła być czuła i jednocześnie wymagająca, gdy tylko tego potrzebowałem. Jednym spojrzeniem, gestem czy słowem potrafiła mnie mobilizować do rozwoju i do pracy nad sobą. Kształtowała moje sumienie. Fascynowała mnie świętością, którą sama promieniowała na co dzień.

Na wieczną stronę istnienia obydwoje rodzice odchodzili spokojnie. Najpierw – w wieku 88 lat – odszedł tata. Pięć tygodni po jego śmierci mama zaczęła być coraz bardziej zamyślona. I zaczęła słabnąć w oczach. Po sześciu dniach zamyślenia dała mi znak, bym ją przytulił mocniej. I usnęła, po raz ostatni w doczesności. Najwyraźniej uznała, że z tamtej strony istnienia tata nie powinien tęsknić za nią dłużej niż sześć tygodni...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„…by świat usłyszał’…po raz siódmy!

2019-05-27 12:39

Magdalena Ewertowska

Wraz z początkiem lata w Ostródzie ma miejsce wydarzenie muzyczne, wyjątkowe w swoim rodzaju, przecież jest to wydarzenie z duszą. Podczas Koncertu Ewangelizacyjnego „…by Świat usłyszał”, dzieje się wiele: i do posłuchania i obejrzenia, jednak najbardziej liczy się doświadczanie Pana Boga we wrażliwości młodych ludzi, ale również i starszych odbiorców.

Na deskach amfiteatru nad jeziorem Drwęckim w poprzednich latach wystąpiły czołowe zespoły katolickiej sceny muzycznej. W 2013 roku publiczność powtarzała refreny zespołu „Mocni w wierze” z Olsztyna. W późniejszych latach grał „New Life’M”, „Deus Meus i dwukrotnie „Gospel Rain” z Lublina. W minionym roku, podczas koncertu, swoją wiarą przekazaną w muzyce dzielili się Siewcy Lednicy, Michał Bukowski, znany szerzej jako „Pax” oraz Play&Pray.

Jeśli muzyka jest językiem duszy, to kompozycje prezentowane przez te zespoły były poezją. Tak! O sprawach najważniejszych, o uwielbieniu Boga, o radości bycia dzieckiem Bożym trzeba śpiewać jak najlepiej i te zespoły potrafią to zrobić.

W tym roku zapraszamy już 23 czerwca na deski ostródzkiego amfiteatru aby usłyszeć Bożą chwałę wyśpiewaną z ust zespołu… niemaGOtu!

„Zespół niemaGOtu powstał w 2015 roku, kiedy opracowany przez jego członków utwór Błogosławieni miłosierni został wybrany Hymnem Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016. Przebojem Nie mądrość świata tego [Marana tha] grupa potwierdziła swój twórczy potencjał, zaś kolejnymi, takimi jak Nie ma Go tu, wstał!, Psalm 126 czy Biada – zyskała dziesiątki tysięcy fanów oraz miliony wyświetleń na YouTube’ie.

W lot rozpoznawane teksty i melodie autorstwa Kuby Blycharza, folkowy, bezkompromisowy zaśpiew wokalistki – Oli Maciejewskiej oraz zaangażowana, pełna pasji gra instrumentalistów: Kuby Chmury, Pawła Harańczyka, Bartka Krawczyka i Szymona Pawlusia stały się cechami wyróżniającymi niemaGOtu na tle innych zespołów chrześcijańskich. „

Przed główną gwiazdą wieczoru wystąpią młodzi katolicy znani jako Ostródzka Łódź Ratunkowa. Jest to grup ludzi, która swoją modlitwą i muzycznym zaangażowaniem pomaga kolegom i koleżankom poznać wiarę katolicką i zaprzyjaźnić się z Panem Jezusem. Występ zespołu muzycznego Ostródzkiej Łodzi Ratunkowej będzie niewątpliwie dawką pozytywnej energii i radości. Wykonawcy z Ostródy i okolic zaprezentują różne style muzyki uwielbienia, wykorzystując znane utwory, ale również tworząc i aranżując własne, autorskie piosenki.

Koncert poprowadzi Bartosz Gołębiowski, dziennikarz TVP3 Olsztyn.

Dzień wcześniej, tj. 22 czerwca, odbędą się warsztaty muzyki liturgicznej, mające na celu uświadomić wszystkim śpiewającym i grających sens muzyki liturgicznej podczas sprawowania np. Mszy Świętej. Na to wydarzenie można zapisywać się przez formularz na stronie www.byswiatuslyszal.pl , który pojawi się już niebawem.

Zapraszamy również do śledzenia naszego fanpage’a: Zobacz

Zapraszamy!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem