Reklama

Amb. J. Kotański: Kazimierz Papée to wzór etosu służby Polsce

2019-03-05 08:14

azr (KAI) / Rzym

Grzegorz Gałązka

Dziś potrzeba wzorów etosu służby Polsce. Kazimierz Papée, który od najmłodszych lat służył Polsce, jest dla nas takim wzorem - mówi w rozmowie z KAI ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej Janusz Kotański. Wybitnego dyplomatę wspomina z okazji uroczystości w 40. rocznicy śmierci Kazimierza Papée.

- Uważam, że takie postaci, jak pan ambasador Kazimierz Papée są godne przypominania w każdych czasaach, ale zwłaszcza teraz, kiedy sytuacja naszej Ojczyzny, wolnej po dziesięcioleciach zniewolenia, nie jest łatwa. Dziś potrzeba wzorów etosu służby Polsce. A Kazimierz Papée, który od najmłodszych lat najpierw służył Polsce z bronią w ręku Legionach Polskich, a następnie wybrał drogę dyplomacji, jest dla nas takim wzorem – mówi w rozmowie z KAI ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej i Zakonie Maltańskim Janusz Kotański.

Jak podkreśla, misja dyplomatyczna Kazimierza Papée przypadła na szczególnie trudny okres w historii Polski i miała kluczowe znaczenie dla przekazywania światu informacji o dramatycznych wydarzeniach II wojny światowej, które rozgrywały się na ziemiach polskich.

- Ambasador Papée wiódł ciekawe życie, ale też pełne wyzwań, ponieważ służył Polsce w niezwykle trudnych posterunkach: w Królewcu, w Gdańsku międzywojennym, który coraz bardziej stawał się miastem nazistowskim, następnie w Pradze, aż wreszcie znalazł się w Rzymie, przy Stolicy Apostolskiej. Wybuchła II wojna światowa i choć jako żołnierz stawił się do dyspozycji dowódców Wojska Polskiego, to przyszło mu służyć Ojczyźnie właśnie tu. Przez cały okres II wojny światowej to on mówił, co się działo w Polsce, on opowiadał o represjach sowieckich i niemieckich, o potwornym ludobójstwie. To dzięki niemu Stolica Apostolska była poinformowana, mimo że sam był niejako więźniem Watykanu. I ten trudny moment, który dla innych ambasadorów zakończył się w latach 40. radosnym wyzwoleniem ich państw, dla niego był początkiem kolejnego zniewolenia, tym razem ustrojem narzuconym przez Związek Sowiecki. On jednak trwał jako ambasador Rządu RP na uchodźstwie, który uznawało stopniowo coraz mniej państw, aż wreszcie tylko Stolica Apostolska. W jego pamiętnikach, które teraz czytam, bardzo miło wspominał on postać Prymasa kard. Wyszyńskiego. W listach do rządu w Londynie często użalał się na fakt, że został pozostawiony sam sobie, ale podkreślał też, że to dzięki moralnemu wsparciu Prymasa Wyszyńskiego trwa na tym posterunku – wspomina ambasador Kotański. – Tacy ludzie, jak Kazimierz Papée są nam dziś niezwykle potrzebni. Łączą odwagę, odpowiedzialność, wiarę, patriotyzm i profesjonalizm. Połączyć te cechy w jednym człowieku nie jest łatwe.

Reklama

Pytany o to, w jaki sposób Kazimierz Papée może inspirować współczesnych dyplomatów, ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej przypomina o konieczności jasnego reprezentowania polskiej racji stanu we współczesnych relacjach międzynarodowych, w tym także ze Stolicą Apostolską.

- Owa polska racja stanu jest w Watykanie rozumiana coraz lepiej. Np. coraz bardziej jest czytelne, że pomagamy, o wiele bardziej niż niektóre państwa migrantom na miejscu, nie upokarzając ich, by błagali o zasiłki. To jest rozumiane coraz bardziej w kontekście etycznym i aksjologicznym. Nasz rząd reprezentuje wszakże te same wartości, co Stolica Apostolska. To nie ma żadnych sprzecznych interesów – konkluduje.

Uroczystości z okazji 40. rocznicy śmierci ambasadora Kazimierza Papée, odbyły się w Rzymie w poniedziałek 4 marca. Wzięli w niej udział m.in. ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej Janusz Kotański z małżonką, kard. Zenon Grocholewski, który przewodniczył Mszy św. w kościele pw. św. Stanisława BM w Rzymie, prof. Jan Żaryn, który wygłosił wykład poświęcony pamięci ambasadora Papée i szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk wraz z delegacją Rady do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych i Rady do Spraw Opozycji Antykomunistycznej oraz Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych.

Tagi:
ambasador

Polacy ze wschodu wracają do Ojczyzny

2019-09-25 09:51

Rozmawia Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. 16-17

Jesteśmy wielkim, dumnym 60-milionowym narodem, a ponad 22 mln Polaków żyje poza Polską. Oni często są ambasadorami polskości – mówi Anna Schmidt-Rodziewicz, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełnomocnik Premiera ds. dialogu międzynarodowego

Artur Stelmasiak/Niedziela
Min. Anna Schmidt-Rodziewicz

ARTUR STELMASIAK: – Pani Minister zajmuje się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów m. in. sprawami Polonii. Który kierunek jest Pani najbliższy?

MIN. ANNA SCHMIDT-RODZIEWICZ: – Wschód, oczywiście. To jednak nie jest Polonia, ale Polacy na Wschodzie, którym zabrano ojczyznę. Często jeżdżę na Wschód, a szczególnie na Ukrainę, Litwę, Białoruś i do Rosji.

– To ma Pani wspólną pasję z min. Michałem Dworczykiem, który od lat zajmuje się wspieraniem Polaków.

– Dokładnie. Zanim objęłam funkcję w KPRM, byłam przewodniczącą sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, której wcześniej szefował min. Dworczyk, a w poprzedniej kadencji – min. Adam Lipiński. Poruszam się więc po ich śladach. W tamtym roku wybrałam się w daleką podróż, na spotkanie wielkanocne z Polakami na Syberii – do Irkucka i Władywostoku, to 50 km od granicy z Koreą Północną. Według danych konsularnych, przez 90 lat nie było tam żadnego przedstawiciela Rzeczypospolitej. W tym roku podczas wielkanocnej Mszy św. modliliśmy się wspólnie z Polakami w Pietropawłowsku na Kamczatce. Byłam pierwszym polskim politykiem, który tam dotarł. To było bardzo poruszające spotkanie.

– Odnoszę wrażenie, że jest Pani właściwą osobą na właściwym miejscu. Czy mam rację?

– Panie Redaktorze. Mój zawód – bycie posłem, a także angażowanie się w sprawy rodaków poza granicami naszego kraju są moją pasją i jestem w to emocjonalnie zaangażowana. Myślę, że to wielkie szczęście mieć możliwość łączenia pasji z pracą, szczególnie jeśli się jest członkiem rządu i ma się skuteczne narzędzia do realizacji tych celów. Czy można chcieć więcej?

– Gdzie obecnie jest najtrudniejsza sytuacja Polaków na Wschodzie?

– Wszędzie są różne problemy, ale chyba najgorzej mają Polacy na Białorusi. W ostatnim czasie odbyłam tam kolejną podróż, ale pierwszą jako członek rządu. Zaprosiłam swojego odpowiednika z rządu białoruskiego do Polski, by zobaczył, jak u nas traktuje się mniejszości narodowe, w tym białoruską. My nie robimy problemów ze szkołami czy nauką języka białoruskiego. Na Białorusi natomiast ciągle napotykamy ograniczenia w tej materii. O tym trzeba głośno mówić.

– Sytuacja na Białorusi się poprawia, pogarsza czy w ogóle się nie zmienia?

– Największy Związek Polaków na Białorusi, na czele z p. Angeliką Borys, od 2005 r. ciągle jest uznawany przez władze za nielegalny, choć strona polska – bez względu na opcję polityczną – przy każdej okazji podkreśla, że Warszawa uznaje właśnie tę organizację. Od pewnego czasu obserwujemy jednak delikatną odwilż, ustały represje wobec związku i pani prezes. Wcześniej dochodziło do zatrzymań, przesłuchań i rozpraw sądowych pod pretekstem łamania prawa białoruskiego, którego przecież nikt nie łamie. Teraz władze białoruskie „przymykają oko”.

– Pamiętam, jak rząd PO-PSL przesunął środki na Polaków i Polonię z Senatu do MSZ. Na tę zmianę bardzo narzekali Polacy z Białorusi, Ukrainy i Litwy. Czy teraz udało się ten błąd naprawić?

– Tak, te pieniądze wróciły do Senatu i została podniesiona kwota z 75 mln do 100 mln zł. Ale tych środków jest ciągle mało. Na pewno jednak jest lepiej, niż było, i mam nadzieję, że w kolejnych latach uda się te kwotę zwiększać. Jest wiele potrzeb.

– W Polsce widzimy bardzo dużą falę emigracji zarobkowej z Ukrainy. Czy z tą falą przyjeżdżają także Polacy?

– Polacy przyjeżdżają do nas głównie w ramach programu repatriacji. My ten proces odblokowaliśmy i staramy się jeszcze bardziej go udrażniać. Przypomnę miażdżący raport NIK z 2015 r., który wskazywał, że jeżeli mechanizm nie zostanie zmieniony, repatriacja nie skończy się w ciągu najbliższych 25 lat. Dane z MSZ mówią, że na Wschodzie może być ok. 10 tys. chętnych, ale im trzeba pomóc, stosując odpowiednie instrumenty finansowe. Nie wystarczy powiedzieć: przyjeżdżajcie, bo my tu na was czekamy. To za mało.

– To jak pomagamy?

– Musimy tworzyć narzędzia finansowe, bo stopa życia na Wschodzie jest dużo niższa niż w Polsce. Dla naszych rodaków problemem był fakt, za co i gdzie przyjechać. Osoby pracujące, w tzw. wieku produkcyjnym, były zapraszane przez samorządy, ale w o wiele trudniejszej sytuacji znaleźli się starsi Polacy. Im trzeba pomagać, bo trudniej się aklimatyzują. To dla nich stworzyliśmy już 2 ośrodki repatriacyjne i powstaje trzeci. Pierwszy taki ośrodek działa w Domu Polonii w Pułtusku, drugi – w Środzie Wielkopolskiej. Przyjmujemy tam ludzi, którzy nie mają się gdzie podziać. Nie mają zaproszenia od samorządu ani od rodziny, nie mają gotowego miejsca pracy ani mieszkania. Jest też duży pakiet pomocy finansowej na start. Czteroosobowa rodzina Polaków może otrzymać nawet 125 tys. zł, ponadto dach nad głową i pomoc w adaptacji przez pierwszych kilka miesięcy pobytu w Polsce. To bardzo dużo.

– A jaka sytuacja była za poprzednich rządów?

– Całe instrumentarium finansowe, zmiany ułatwiające przyjazd, przyspieszenie wydawania wiz repatriacyjnych oraz tworzenie ośrodków – to zmiany, które my wprowadziliśmy, w tej kadencji Sejmu.

– Ilu Polaków sprowadzamy do Polski?

– W 2018 r. sprowadziliśmy ok. 1000 osób – w tym będzie pewnie więcej. Cały czas jest przyrost, bo wreszcie są narzędzia finansowe na repatriację. Powołaliśmy specjalne stanowisko w MSWiA – pełnomocnika rządu ds. repatriacji w randze ministra, który osobiście odpowiada za ten proces.

– A zatem te 10 tys. uda się zapewne szybciej sprowadzić niż jak za PO, w ciągu 25 lat. A czy zmieniło się także nastawienie władzy wobec Polonii na Zachodzie?

– Oczywiście, że tak. Wszystkie najważniejsze ośrodki władzy mają specjalne stanowiska ds. Polonii i Polaków. Znowelizowaliśmy ustawę Karta Polaka, dzięki której stworzyliśmy most między Polską a Polonią na całym świecie. Wcześniej Karta Polaka dotyczyła tylko osób ze Wschodu, z terenu byłych republik Związku Radzieckiego, teraz mogą się o nią starać także przedstawiciele Polonii na Zachodzie. Do tej pory niewiele osób wie, że druga co do wielkości – po Polonii amerykańskiej – jest Polonia w Brazylii, która liczy aż 3 mln Polaków i osób polskiego pochodzenia. Obecnie w Brazylii jest bardzo duże zainteresowanie Kartą Polaka.

– Teraz zadam banalne pytanie, ale niestety, niektórzy je sobie stawiają: Dlaczego powinno nam zależeć na Polonii?

– Jesteśmy wielkim, dumnym 60-milionowym narodem, a ponad 22 mln Polaków żyje poza Polską. Z tego wielu naszych obywateli tu, w Polsce, nie zdaje sobie sprawy. Rodacy poza granicami są naszym dobrem narodowym i bezwzględnie musimy się o nich upominać. Oni często są ambasadorami polskości, a czasem wystarczy jedynie wzmocnić tę ich więź z ojczyzną, by się takimi ambasadorami stali.

– A jeśli chodzi o naszych rodaków na Wschodzie, to chyba mamy moralny obowiązek, naprawiamy winy naszych zaborców i okupantów. Wiele tych rodzin trafiło tam przecież za to, że kochali Polskę...

– Dokładnie tak. Część Polaków trafiło tam w wyniku zsyłek i rozłąki z ojczyzną za bycie Polakami, a druga część to ofiary zmiany granic po II wojnie światowej. Oni zostali z dnia na dzień pozbawieni swojej matki ojczyzny i dlatego, jak każda dobra matka, Polska musi się o swoje dzieci troszczyć, a także się o nie upominać.

– Zmieńmy temat. Pani Minister jest też posłem z Podkarpacia. A media ostatnio donoszą, że jako poseł zbyt często poróżuje Pani w rodzinne strony.

– To są nie tylko moje rodzinne strony, ale także mój okręg wyborczy. A przecież taka jest rola posła, by słuchał ludzi ze swojego terenu i był ambasadorem ich spraw tu, w parlamencie. Po to zostałam wybrana, aby wypełniać wolę suwerena – zabiegać o sprawy Podkarpacia i stale być z moimi wyborcami.

– Czyli dostało się Pani za to, że jest Pani gorliwym posłem i ministrem.

– Odnoszę wrażenie, że moja aktywność nie została uwzględniona przy opisywaniu moich podróży między Podkarpaciem a Warszawą. Najlepiej siedzieć w domu i nic nie robić. Nie jestem typem polityka, który na dwa tygodnie przed wyborami przypomina sobie o swoich wyborcach. Ja tam mam swoje biura poselskie i muszę spotykać się z ludźmi. Muszę też pracować w Warszawie. Za to mi płacą – wyborcy i polski rząd.

– To co się Pani udało zrobić dla Podkarpacia?

– Tę kadencję zamykam wynikiem ponad 250 mln zł. To kwota środków pozyskanych dla mojego okręgu wyborczego. Nic jednak nie dzieje się samo. Trzeba słuchać potrzeb mieszkańców Podkarpacia, a potem skutecznie w tych sprawach pukać do drzwi członków rządu.

– Jakiś przykład tych inwestycji...

– To długo tu posiedzimy... (śmiech). Rok temu premier Mateusz Morawiecki ogłosił program „Mosty+” i pierwszą inwestycją w ramach tego projektu będzie budowa mostu na rzece San w moim rodzinnym Jarosławiu. Wyborcy prosili mnie także o interwencję ws. remontu zniszczonej drogi krajowej 77, biegnącej przez powiat jarosławski. Gdy 1,5 roku temu odbyłam pierwszą rozmowę w tej sprawie z ministrem infrastruktury, inwestycja znajdowała się na 625. pozycji listy rezerwowej. Teraz jest w trakcie realizacji. To koszt ponad 50 mln zł. Na moją prośbę minister kultury objął finansowaniem utworzenie państwowej szkoły muzycznej II stopnia, aby zdolna młodzież mogła się kształcić za darmo. Za kilka dni Polska Spółka Gazownictwa otwiera w Jarosławiu nową placówkę, o którą zabiegałam ponad 2 lata. To 80 nowych miejsc pracy. Tego naprawdę jest dużo i trzeba za tym chodzić, bo z Warszawy nie widać, czego potrzebują mieszkańcy na południowo-wschodnich rubieżach Polski. Od tego są posłowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Premier Morawiecki w expose: nie ma naszej zgody na rewolucje ideologiczne

2019-11-19 12:30

lk / Warszawa (KAI)

Rodzina, jak mówił prymas Stefan Wyszyński, to bastion całej Polski. Nie ma naszej zgody na eksperymenty społeczne i rewolucje ideologiczne. Kto chce bez zaproszenia wejść do szkół i pisać ideologiczne podręczniki, ten podkłada pod Polskę ładunek wybuchowy i chce wywołać wojnę kulturową. Nie dopuszczę do niej - powiedział premier Mateusz Morawiecki we wtorek w wygłoszonym przez siebie expose nowego rządu.

Artur Stelmasiak/Niedziela

Do Sejmu na przedstawienie planu prac Rady Ministrów tradycyjnie przybył korpus dyplomatyczny z jego dziekanem abp. Salvatore Pennacchio, nuncjuszem apostolskim w Polsce. Obecni byli także przedstawiciele Kościołów i związków wyznaniowych działających w Polsce.

- Polacy powierzyli PiS zadanie budowy państwa dobrobytu, bezpiecznego i nowoczesnego - rozpoczął swoje przemówienie premier Mateusz Morawiecki.

Przyznał, że przez 30 lat od upadku komunizmu wiele w Polsce udało się zrobić i za to należą się podziękowania wszystkim poprzednim rządom, jednak nie wszystko udało się naprawić i, zdaniem premiera, dopiero rządy PiS starają się znaleźć właściwe odpowiedzi na pytania o to, co do tej pory było niemożliwe, jeśli chodzi o reformy polskiego państwa.

Polska staje przed dziejową szansą, wyzwaniem - mówił premier. - Od naszych decyzji zależy, czy będziemy kształtować nowy porządek, czy ktoś ustali go za nas. Dlatego w obliczu globalnych wyzwań liczę na porozumienie wszystkich sił politycznych, dla Polski, dla rozwoju, w imię normalności - kontynuował.

Premier skrytykował panującą do tej pory mikromanię w odniesieniu do brania odpowiedzialności za rozwój kraju. - Potrzebujemy odważnej wizji Polski - stwierdził.

"Naszym głównym celem, celem celów, jest zbudowanie Polski jako najlepszego miejsca do życia. Polski codziennej normalności, dobrobytu, spokoju na ulicach i na jej granicach. To marzenie milionów Polaków" - zadeklarował szef rządu i podkreślił, że ostatnie lata pod względem gospodarczym były dla Polski dobre, przyspieszyły inwestycje, nastąpił rozwój projektów innowacyjnych, co zaczęły zauważać międzynarodowe instytucje finansowe jak Bank Światowy.

Premier pochwalił się też, że za rządów PiS Polacy zaczynają wracać do kraju, gdyż tu widzą swoją szansę na dalszy rozwój i bezpieczny byt dla swoich rodzin. Do Polski wróciło około 100 tys. osób, wreszcie Polacy walizki rozpakowują, a nie walizki pakują - powiedział.

Wyraził nadzieję, że wkrótce zacznie być realizowana skuteczna polityka demograficzna. Wspomniał o programach społecznych PiS: 500+, 13. emeryturze czy obniżonym PIT. Dodał, że te działania składają się na budowanie modelu "polskiego państwa dobrobytu". Premier zapowiedział dodatkowe wsparcie, w tym ulgi podatkowe, dla rodzin z co najmniej trójką dzieci.

Następnie przytoczył art. 1 Konstytucji, mówiący o Rzeczpospolitej jako dobru wszystkich obywateli i podkreślił, że program rządu PiS jest oparty na takich wartościach jak: wolność, sprawiedliwość, demokracja, poszanowanie własności i dialog społeczny, a także na kulturze budującej tożsamość narodową, na małżeństwie i rodzinie, podlegającej szczególnej ochronie.

Mówiąc szerzej o sytuacji polskich rodzin i planowanym dalszym ich wsparciu zaznaczył, że rodzina musi pozostać fundamentem społeczeństwa. - Wiem, że dziś jest traktowana jak przeżytek przez niektórych. Im głośniej mówi się o nowych modelach rodziny, tym bardziej pewne, że chodzi o mniejszościowe eksperymenty. Nie zgadzamy się, by wyjątki określały, co jest normą - stwierdził premier.

"Wierzymy, że przyszłość naszych dzieci powinna być budowana na stabilnym fundamencie rodziny. Kiedy człowiek przychodzi na świat, rodzina staje się jego pierwszym bastionem, ale rodzina to nie tylko bastion każdego Polaka. Rodzina, jak mówił prymas Stefan Wyszyński, to także bastion całej Polski" - podkreślił premier.

"Nie ma naszej zgody na eksperymenty społeczne i rewolucje ideologiczne" - zaznaczył szef rządu.

Jak podkreślił premier, "dzieci są nietykalne". - Kto podniesie na nie rękę, tę ideologiczną rękę, ten podnosi rękę na całą wspólnotę - powiedział Mateusz Morawiecki. - Kto chce rozbić więzi rodzinne, kto chce bez zaproszenia wejść do szkół i pisać ideologiczne podręczniki, ten podkłada pod Polskę ładunek wybuchowy, ten chce wywołać w Polsce wojnę kulturową. Nie będzie tej wojny, nie dopuszczę do niej. A jeśli znajdą się tacy, którzy ją wywołają, to my ją wygramy - wygra ją rodzina, bo rodzina to wartość arcypolska - dodał premier.

Przy kwestii wolności gospodarczej, którą chce wspierać rząd, premier wspomniał sprawę drukarza, który odmówił wydrukowania plakatów propagujących środowiska LGBT. Zdaniem premiera, ów drukarz już nie będzie zmuszany do tego, by drukował plakaty niezgodne z jego wartościami. - Jesteśmy narodem tolerancji. Polskość to wolność, solidarność, normalność - zaznaczył Mateusz Morawiecki.

Szef rządu zadeklarował ponadto inwestowanie w tych, którzy będą decydować o przyszłości Polski: nauczycieli i uczniów, czyli w system oświaty. - Od nowego roku szkolnego będą nowe środki na podwyżkę wynagrodzeń dla nauczycieli - zapowiedział Morawiecki.

Premier zapowiedział też w najbliższych latach szereg wielkich inwestycji poprawiających infrastrukturę naszego kraju: przekop Mierzei Wiślanej, budowę tunelu w Świnoujściu, Via Baltica i Via Carpatia, remonty setek szpitali i dworców, wybudowanie ponad 9 tys. torów kolejowych.

Premier zapowiedział też walkę z niekorzystnymi zmianami klimatycznymi, zapowiedział "transformację proklimatyczną" Polski, w tym rozwijanie rozpoczętego w poprzedniej kadencji programu "Czyste powietrze". - Polacy mają prawo, by ich dzieci oddychały czystym powietrzem. To nie jest temat tylko prawicy czy lewicy - powiedział.

Rozwijając plany w polityce europejskiej, szef rządu zaznaczył, że Europa potrzebuje powrotu do swoich korzeni, do chrześcijańskich wartości, które wnieśli ojcowie założyciele. - Nie żyjemy już w czasach bezpiecznej dominacji Zachodu. Na Dalekim Wschodzie, Bliskim Wschodzie i najbliższym Wschodzie są gracze, którzy chętnie skorzystają na słabości Unii. Dlatego chcemy ambitnej Unii Europejskiej, otwartej na przyjęcie nowych członków oraz UE blisko współpracującej z Wielką Brytanią po Brexicie - zapowiedział premier.

Premier zadeklarował też aktywne wspieranie Polonii. Zapowiedział m.in. tworzenie letnich szkół polonijnych dla dzieci i młodzieży o polskich korzeniach, żyjących ze swoimi rodzinami poza granicami kraju.

Na zakończenie premier powiedział, że Polska potrzebuje zgody, a jego rząd otwiera się na szeroką współpracę z różnymi środowiskami, chcąc w pełni wykorzystać potencjał narodu do tej pory niewykorzystany. Parlament złożony z 560 posłów i senatorów jest przecież reprezentacją całego narodu. - Wszyscy nosimy duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska. Polska jest tu, gdzie zostawili ją nasi przodkowie i zajdzie tam, gdzie zaniosą ja nasze wysiłki - zakończył premier Mateusz Morawiecki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Weszły w życie przepisy zwalczające nielegalne adopcje

2019-11-20 13:50

ar, lk, Ministerstwo Sprawiedliwości / Warszawa (KAI)

Weszła w życie nowelizacja, zgodnie z którą za nielegalne lub przeprowadzone z obejściem prawa adopcje dzieci, grozi do 5 lat pozbawienia wolności. Zmiana ta ma pomóc w zwalczaniu procederu oddawania dzieci do nielegalnych adopcji za pieniądze.

Agnieszka Bugała

Po tym, jak nowe prawo zwalczające nielegalne adopcje 16 października 2019 r. jednogłośnie przyjął Sejm, a dwa dni później bez poprawek Senat, 25 października przepisy o karach za nielegalne adopcje podpisał Prezydent RP. Dziś weszły one w życie.

Dziecko nie może być przedmiotem transakcji. - Stawiamy dobro dzieci na pierwszym miejscu. Zapełniamy lukę w prawie, która pozwalała na groźny proceder nielegalnych adopcji. Podejmujemy zdecydowaną walkę z szarą strefą adopcyjną – podkreślał Sekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Michał Wójcik, który nadzorował prace nad ustawą.

Do tej pory odpowiedzialność karna groziła jedynie za organizowanie nielegalnych adopcji na szeroką skalę. Można za to trafić do więzienia na okres od 3 miesięcy do 5 lat. Dlatego konieczne były zmiany w prawie.

Nowelizacja Kodeksu karnego powoduje, że bezkarne nie pozostaną również „pojedyncze” nielegalne adopcje. Karę poniesie zarówno matka, jak i osoba przyjmująca dziecko. Nowy przepis stanowi, że kto odda lub przyjmie dziecko do adopcji z pominięciem odpowiedniego postępowania sądowego (np. poprzez fałszywe wskazanie ojcostwa), może trafić do więzienia nawet na 5 lat.

Taka sama kara będzie grozić osobie, która zatai przed sądem, że oddała dziecko za pieniądze lub inną korzyść. Jeśli to zatai, narazi się na 5 lat więzienia. Jeśli nie zatai – sąd uzna, czy doszło do transakcji, która wyklucza możliwość adopcji, czy jedynie do nieznaczącej gratyfikacji.

Chodzi o to, by nie przekreślać adopcji w przypadkach, gdy matka przyjmie od przyszłych rodziców adopcyjnych drobny prezent, np. pieluszki czy mleko dla niemowlęcia.

Zdaniem ministerstwa sprawiedliwości, nie można tolerować sytuacji, w której bezpieczeństwo dziecka w wielu aspektach życiowych, psychologicznych i prawnych jest zagrożone. A takie są konsekwencje bezprawnych adopcji. Groźne zjawisko rozszerzyło się do tego stopnia, że państwowe ośrodki zajmujące się znajdowaniem rodzin dla samotnych dzieci alarmowały o istnieniu w Polsce szarej strefy adopcyjnej.

Według szacunkowych ocen, w Polsce może dochodzić rocznie nawet do 2 tys. przypadków handlu dziećmi, przy około 3 tys. legalnych adopcji. Część dzieci nielegalną drogą trafia za granicę.

Nowe regulacje uderzą w szarą strefę adopcyjną, przeciwdziałając ogromnemu ryzyku dla dzieci. Legalni rodzice adopcyjni są sprawdzani w państwowych ośrodkach, przechodzą szkolenia, muszą spełniać odpowiednie wymogi prawne i etyczne. W szarej strefie nie obowiązują natomiast żadne zasady, rządzi jedynie pieniądz.

Nowe rozwiązania mają umożliwić skuteczne ściganie uczestników groźnego procederu. Będą też miały skutek prewencyjny: surowe kary powinny odstraszyć od zawierania bulwersujących transakcji, w których dziecko jest „żywym towarem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem