Reklama

Amb. J. Kotański: Kazimierz Papée to wzór etosu służby Polsce

2019-03-05 08:14

azr (KAI) / Rzym

Grzegorz Gałązka

Dziś potrzeba wzorów etosu służby Polsce. Kazimierz Papée, który od najmłodszych lat służył Polsce, jest dla nas takim wzorem - mówi w rozmowie z KAI ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej Janusz Kotański. Wybitnego dyplomatę wspomina z okazji uroczystości w 40. rocznicy śmierci Kazimierza Papée.

- Uważam, że takie postaci, jak pan ambasador Kazimierz Papée są godne przypominania w każdych czasaach, ale zwłaszcza teraz, kiedy sytuacja naszej Ojczyzny, wolnej po dziesięcioleciach zniewolenia, nie jest łatwa. Dziś potrzeba wzorów etosu służby Polsce. A Kazimierz Papée, który od najmłodszych lat najpierw służył Polsce z bronią w ręku Legionach Polskich, a następnie wybrał drogę dyplomacji, jest dla nas takim wzorem – mówi w rozmowie z KAI ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej i Zakonie Maltańskim Janusz Kotański.

Jak podkreśla, misja dyplomatyczna Kazimierza Papée przypadła na szczególnie trudny okres w historii Polski i miała kluczowe znaczenie dla przekazywania światu informacji o dramatycznych wydarzeniach II wojny światowej, które rozgrywały się na ziemiach polskich.

- Ambasador Papée wiódł ciekawe życie, ale też pełne wyzwań, ponieważ służył Polsce w niezwykle trudnych posterunkach: w Królewcu, w Gdańsku międzywojennym, który coraz bardziej stawał się miastem nazistowskim, następnie w Pradze, aż wreszcie znalazł się w Rzymie, przy Stolicy Apostolskiej. Wybuchła II wojna światowa i choć jako żołnierz stawił się do dyspozycji dowódców Wojska Polskiego, to przyszło mu służyć Ojczyźnie właśnie tu. Przez cały okres II wojny światowej to on mówił, co się działo w Polsce, on opowiadał o represjach sowieckich i niemieckich, o potwornym ludobójstwie. To dzięki niemu Stolica Apostolska była poinformowana, mimo że sam był niejako więźniem Watykanu. I ten trudny moment, który dla innych ambasadorów zakończył się w latach 40. radosnym wyzwoleniem ich państw, dla niego był początkiem kolejnego zniewolenia, tym razem ustrojem narzuconym przez Związek Sowiecki. On jednak trwał jako ambasador Rządu RP na uchodźstwie, który uznawało stopniowo coraz mniej państw, aż wreszcie tylko Stolica Apostolska. W jego pamiętnikach, które teraz czytam, bardzo miło wspominał on postać Prymasa kard. Wyszyńskiego. W listach do rządu w Londynie często użalał się na fakt, że został pozostawiony sam sobie, ale podkreślał też, że to dzięki moralnemu wsparciu Prymasa Wyszyńskiego trwa na tym posterunku – wspomina ambasador Kotański. – Tacy ludzie, jak Kazimierz Papée są nam dziś niezwykle potrzebni. Łączą odwagę, odpowiedzialność, wiarę, patriotyzm i profesjonalizm. Połączyć te cechy w jednym człowieku nie jest łatwe.

Reklama

Pytany o to, w jaki sposób Kazimierz Papée może inspirować współczesnych dyplomatów, ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej przypomina o konieczności jasnego reprezentowania polskiej racji stanu we współczesnych relacjach międzynarodowych, w tym także ze Stolicą Apostolską.

- Owa polska racja stanu jest w Watykanie rozumiana coraz lepiej. Np. coraz bardziej jest czytelne, że pomagamy, o wiele bardziej niż niektóre państwa migrantom na miejscu, nie upokarzając ich, by błagali o zasiłki. To jest rozumiane coraz bardziej w kontekście etycznym i aksjologicznym. Nasz rząd reprezentuje wszakże te same wartości, co Stolica Apostolska. To nie ma żadnych sprzecznych interesów – konkluduje.

Uroczystości z okazji 40. rocznicy śmierci ambasadora Kazimierza Papée, odbyły się w Rzymie w poniedziałek 4 marca. Wzięli w niej udział m.in. ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej Janusz Kotański z małżonką, kard. Zenon Grocholewski, który przewodniczył Mszy św. w kościele pw. św. Stanisława BM w Rzymie, prof. Jan Żaryn, który wygłosił wykład poświęcony pamięci ambasadora Papée i szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk wraz z delegacją Rady do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych i Rady do Spraw Opozycji Antykomunistycznej oraz Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych.

Tagi:
ambasador

Polacy ze wschodu wracają do Ojczyzny

2019-09-25 09:51

Rozmawia Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. 16-17

Jesteśmy wielkim, dumnym 60-milionowym narodem, a ponad 22 mln Polaków żyje poza Polską. Oni często są ambasadorami polskości – mówi Anna Schmidt-Rodziewicz, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełnomocnik Premiera ds. dialogu międzynarodowego

Artur Stelmasiak/Niedziela
Min. Anna Schmidt-Rodziewicz

ARTUR STELMASIAK: – Pani Minister zajmuje się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów m. in. sprawami Polonii. Który kierunek jest Pani najbliższy?

MIN. ANNA SCHMIDT-RODZIEWICZ: – Wschód, oczywiście. To jednak nie jest Polonia, ale Polacy na Wschodzie, którym zabrano ojczyznę. Często jeżdżę na Wschód, a szczególnie na Ukrainę, Litwę, Białoruś i do Rosji.

– To ma Pani wspólną pasję z min. Michałem Dworczykiem, który od lat zajmuje się wspieraniem Polaków.

– Dokładnie. Zanim objęłam funkcję w KPRM, byłam przewodniczącą sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, której wcześniej szefował min. Dworczyk, a w poprzedniej kadencji – min. Adam Lipiński. Poruszam się więc po ich śladach. W tamtym roku wybrałam się w daleką podróż, na spotkanie wielkanocne z Polakami na Syberii – do Irkucka i Władywostoku, to 50 km od granicy z Koreą Północną. Według danych konsularnych, przez 90 lat nie było tam żadnego przedstawiciela Rzeczypospolitej. W tym roku podczas wielkanocnej Mszy św. modliliśmy się wspólnie z Polakami w Pietropawłowsku na Kamczatce. Byłam pierwszym polskim politykiem, który tam dotarł. To było bardzo poruszające spotkanie.

– Odnoszę wrażenie, że jest Pani właściwą osobą na właściwym miejscu. Czy mam rację?

– Panie Redaktorze. Mój zawód – bycie posłem, a także angażowanie się w sprawy rodaków poza granicami naszego kraju są moją pasją i jestem w to emocjonalnie zaangażowana. Myślę, że to wielkie szczęście mieć możliwość łączenia pasji z pracą, szczególnie jeśli się jest członkiem rządu i ma się skuteczne narzędzia do realizacji tych celów. Czy można chcieć więcej?

– Gdzie obecnie jest najtrudniejsza sytuacja Polaków na Wschodzie?

– Wszędzie są różne problemy, ale chyba najgorzej mają Polacy na Białorusi. W ostatnim czasie odbyłam tam kolejną podróż, ale pierwszą jako członek rządu. Zaprosiłam swojego odpowiednika z rządu białoruskiego do Polski, by zobaczył, jak u nas traktuje się mniejszości narodowe, w tym białoruską. My nie robimy problemów ze szkołami czy nauką języka białoruskiego. Na Białorusi natomiast ciągle napotykamy ograniczenia w tej materii. O tym trzeba głośno mówić.

– Sytuacja na Białorusi się poprawia, pogarsza czy w ogóle się nie zmienia?

– Największy Związek Polaków na Białorusi, na czele z p. Angeliką Borys, od 2005 r. ciągle jest uznawany przez władze za nielegalny, choć strona polska – bez względu na opcję polityczną – przy każdej okazji podkreśla, że Warszawa uznaje właśnie tę organizację. Od pewnego czasu obserwujemy jednak delikatną odwilż, ustały represje wobec związku i pani prezes. Wcześniej dochodziło do zatrzymań, przesłuchań i rozpraw sądowych pod pretekstem łamania prawa białoruskiego, którego przecież nikt nie łamie. Teraz władze białoruskie „przymykają oko”.

– Pamiętam, jak rząd PO-PSL przesunął środki na Polaków i Polonię z Senatu do MSZ. Na tę zmianę bardzo narzekali Polacy z Białorusi, Ukrainy i Litwy. Czy teraz udało się ten błąd naprawić?

– Tak, te pieniądze wróciły do Senatu i została podniesiona kwota z 75 mln do 100 mln zł. Ale tych środków jest ciągle mało. Na pewno jednak jest lepiej, niż było, i mam nadzieję, że w kolejnych latach uda się te kwotę zwiększać. Jest wiele potrzeb.

– W Polsce widzimy bardzo dużą falę emigracji zarobkowej z Ukrainy. Czy z tą falą przyjeżdżają także Polacy?

– Polacy przyjeżdżają do nas głównie w ramach programu repatriacji. My ten proces odblokowaliśmy i staramy się jeszcze bardziej go udrażniać. Przypomnę miażdżący raport NIK z 2015 r., który wskazywał, że jeżeli mechanizm nie zostanie zmieniony, repatriacja nie skończy się w ciągu najbliższych 25 lat. Dane z MSZ mówią, że na Wschodzie może być ok. 10 tys. chętnych, ale im trzeba pomóc, stosując odpowiednie instrumenty finansowe. Nie wystarczy powiedzieć: przyjeżdżajcie, bo my tu na was czekamy. To za mało.

– To jak pomagamy?

– Musimy tworzyć narzędzia finansowe, bo stopa życia na Wschodzie jest dużo niższa niż w Polsce. Dla naszych rodaków problemem był fakt, za co i gdzie przyjechać. Osoby pracujące, w tzw. wieku produkcyjnym, były zapraszane przez samorządy, ale w o wiele trudniejszej sytuacji znaleźli się starsi Polacy. Im trzeba pomagać, bo trudniej się aklimatyzują. To dla nich stworzyliśmy już 2 ośrodki repatriacyjne i powstaje trzeci. Pierwszy taki ośrodek działa w Domu Polonii w Pułtusku, drugi – w Środzie Wielkopolskiej. Przyjmujemy tam ludzi, którzy nie mają się gdzie podziać. Nie mają zaproszenia od samorządu ani od rodziny, nie mają gotowego miejsca pracy ani mieszkania. Jest też duży pakiet pomocy finansowej na start. Czteroosobowa rodzina Polaków może otrzymać nawet 125 tys. zł, ponadto dach nad głową i pomoc w adaptacji przez pierwszych kilka miesięcy pobytu w Polsce. To bardzo dużo.

– A jaka sytuacja była za poprzednich rządów?

– Całe instrumentarium finansowe, zmiany ułatwiające przyjazd, przyspieszenie wydawania wiz repatriacyjnych oraz tworzenie ośrodków – to zmiany, które my wprowadziliśmy, w tej kadencji Sejmu.

– Ilu Polaków sprowadzamy do Polski?

– W 2018 r. sprowadziliśmy ok. 1000 osób – w tym będzie pewnie więcej. Cały czas jest przyrost, bo wreszcie są narzędzia finansowe na repatriację. Powołaliśmy specjalne stanowisko w MSWiA – pełnomocnika rządu ds. repatriacji w randze ministra, który osobiście odpowiada za ten proces.

– A zatem te 10 tys. uda się zapewne szybciej sprowadzić niż jak za PO, w ciągu 25 lat. A czy zmieniło się także nastawienie władzy wobec Polonii na Zachodzie?

– Oczywiście, że tak. Wszystkie najważniejsze ośrodki władzy mają specjalne stanowiska ds. Polonii i Polaków. Znowelizowaliśmy ustawę Karta Polaka, dzięki której stworzyliśmy most między Polską a Polonią na całym świecie. Wcześniej Karta Polaka dotyczyła tylko osób ze Wschodu, z terenu byłych republik Związku Radzieckiego, teraz mogą się o nią starać także przedstawiciele Polonii na Zachodzie. Do tej pory niewiele osób wie, że druga co do wielkości – po Polonii amerykańskiej – jest Polonia w Brazylii, która liczy aż 3 mln Polaków i osób polskiego pochodzenia. Obecnie w Brazylii jest bardzo duże zainteresowanie Kartą Polaka.

– Teraz zadam banalne pytanie, ale niestety, niektórzy je sobie stawiają: Dlaczego powinno nam zależeć na Polonii?

– Jesteśmy wielkim, dumnym 60-milionowym narodem, a ponad 22 mln Polaków żyje poza Polską. Z tego wielu naszych obywateli tu, w Polsce, nie zdaje sobie sprawy. Rodacy poza granicami są naszym dobrem narodowym i bezwzględnie musimy się o nich upominać. Oni często są ambasadorami polskości, a czasem wystarczy jedynie wzmocnić tę ich więź z ojczyzną, by się takimi ambasadorami stali.

– A jeśli chodzi o naszych rodaków na Wschodzie, to chyba mamy moralny obowiązek, naprawiamy winy naszych zaborców i okupantów. Wiele tych rodzin trafiło tam przecież za to, że kochali Polskę...

– Dokładnie tak. Część Polaków trafiło tam w wyniku zsyłek i rozłąki z ojczyzną za bycie Polakami, a druga część to ofiary zmiany granic po II wojnie światowej. Oni zostali z dnia na dzień pozbawieni swojej matki ojczyzny i dlatego, jak każda dobra matka, Polska musi się o swoje dzieci troszczyć, a także się o nie upominać.

– Zmieńmy temat. Pani Minister jest też posłem z Podkarpacia. A media ostatnio donoszą, że jako poseł zbyt często poróżuje Pani w rodzinne strony.

– To są nie tylko moje rodzinne strony, ale także mój okręg wyborczy. A przecież taka jest rola posła, by słuchał ludzi ze swojego terenu i był ambasadorem ich spraw tu, w parlamencie. Po to zostałam wybrana, aby wypełniać wolę suwerena – zabiegać o sprawy Podkarpacia i stale być z moimi wyborcami.

– Czyli dostało się Pani za to, że jest Pani gorliwym posłem i ministrem.

– Odnoszę wrażenie, że moja aktywność nie została uwzględniona przy opisywaniu moich podróży między Podkarpaciem a Warszawą. Najlepiej siedzieć w domu i nic nie robić. Nie jestem typem polityka, który na dwa tygodnie przed wyborami przypomina sobie o swoich wyborcach. Ja tam mam swoje biura poselskie i muszę spotykać się z ludźmi. Muszę też pracować w Warszawie. Za to mi płacą – wyborcy i polski rząd.

– To co się Pani udało zrobić dla Podkarpacia?

– Tę kadencję zamykam wynikiem ponad 250 mln zł. To kwota środków pozyskanych dla mojego okręgu wyborczego. Nic jednak nie dzieje się samo. Trzeba słuchać potrzeb mieszkańców Podkarpacia, a potem skutecznie w tych sprawach pukać do drzwi członków rządu.

– Jakiś przykład tych inwestycji...

– To długo tu posiedzimy... (śmiech). Rok temu premier Mateusz Morawiecki ogłosił program „Mosty+” i pierwszą inwestycją w ramach tego projektu będzie budowa mostu na rzece San w moim rodzinnym Jarosławiu. Wyborcy prosili mnie także o interwencję ws. remontu zniszczonej drogi krajowej 77, biegnącej przez powiat jarosławski. Gdy 1,5 roku temu odbyłam pierwszą rozmowę w tej sprawie z ministrem infrastruktury, inwestycja znajdowała się na 625. pozycji listy rezerwowej. Teraz jest w trakcie realizacji. To koszt ponad 50 mln zł. Na moją prośbę minister kultury objął finansowaniem utworzenie państwowej szkoły muzycznej II stopnia, aby zdolna młodzież mogła się kształcić za darmo. Za kilka dni Polska Spółka Gazownictwa otwiera w Jarosławiu nową placówkę, o którą zabiegałam ponad 2 lata. To 80 nowych miejsc pracy. Tego naprawdę jest dużo i trzeba za tym chodzić, bo z Warszawy nie widać, czego potrzebują mieszkańcy na południowo-wschodnich rubieżach Polski. Od tego są posłowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Żywy Bóg na Dworcu Głównym

2019-11-13 11:47

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 46/2019, str. 1

Delikatna, szklana monstrancja z wizerunkiem Maryi tulącej i całującej Syna – w otwartych ramionach Matki kustodium z białą Hostią: Jezus eucharystyczny – to będzie centrum kaplicy na Dworcu Głównym we Wrocławiu, której otwarcie zaplanowano na koniec roku

Archiwum
Projekt kaplicy na wrocławskim Dworcu Głównym

Kaplica zostanie wpisana do prowadzonej przez Stowarzyszenie „Communita Regina della Pace” modlitwy o pokój na świecie.

Autorem projektu kaplicy św. Katarzyny Aleksandryjskiej jest biuro projektowe inż. Andrzeja Gacka. Monstrancję wymyślił i wykona gdański artysta Mariusz Drapikowski – znany na całym świecie autor „12 Gwiazd w Koronie Maryi Królowej Pokoju”.

Dworcowa kaplica funkcjonowała do stycznia 2010 r., wtedy odprawiono w niej ostatnią Mszę św. Po rewitalizacji dworca, w miejscu po niej urządzono komisariat policji. Starania o powrót kaplicy na dworzec trwały od 2012 r. Ks. Jan Kleszcz, proboszcz parafii pw. św. Jerzego Męczennika i Podwyższenia Krzyża Świętego we Wrocławiu-Brochowie i duszpasterz kolejarzy archidiecezji wrocławskiej, od siedmiu lat, krok po kroku, nie ustaje w zbudowaniu na dworcu miejsca modlitwy – dla kolejarzy i podróżnych. Dzięki porozumieniu zawartemu w 2016 r. między PKP SA a Kurią Metropolitalną Wrocławską prace na dworcu wreszcie mogły się rozpocząć. – Pomysł jest prosty: wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu w nowej kaplicy i konfesjonał z dyżurującymi kapłanami – mówi ks. Jan Kleszcz.

Prace w miejscu przeznaczonym na kaplicę już trwają, a w pozyskiwanie środków na realizację przedsięwzięcia włączyło się wiele osób. Aktywnie kwestują młodzi z brochowskiej parafii pod opieką ks. Arkadiusza Krzeszowca.

Chętni do włączenia się w budowę kaplicy mogą kupić cegiełki albo dokonywać wpłat na konto. Inicjatywa jest tak ważna, że warto mieć w niej swój udział, nawet, gdybyśmy swoją wpłatą przyczynili się do sfinansowania choćby kawałka podłogi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

I Poznańskie Forum Charyzmatyczne

2019-11-21 08:23

Notatka prasowa

„Tajemnica Wiary” to hasło pod którym powstaje I Poznańskiego Forum Charyzmatycznego. Ponad 300 uczestników będzie otwierać się na działanie Ducha Świętego poprzez Żywe Słowo, Żywą Muzykę i Żywą Wiarę. Honorowy patronat nad wydarzeniem objął ks.abp Stanisław Gądecki Metropolita Poznański.

Materiały prasowe

Konferencje i modlitwę poprowadzą goście z całej Polski, a o oprawę muzyczną i finałowy koncert zadba zespół Razem za Jezusem. Mszy Świętej będzie przewodniczył ks.bp Szymon Stułkowski. „Dziś także dzieją się cuda - trzeba tylko z wiara i miłością stanąć w obecności Boga!” – zachęca współorganizator ks.Mikołaj Konarski.

Spotkanie otwarte, skierowane do każdego kto chce pogłębić swoje życie duchowe, organizują Przyjaciele Ducha Świętego wspólnie z Odnową w Duchu Świętym Archidiecezji Poznańskiej.

Całodzienne Forum odbędzie się w sobotę 14 grudnia 2019 w nowoczesnej Hali Widowiskowej w Puszczykowie. Rejestracja i informacje na stronie: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem