Reklama

Wiadomości

„Najdroższe Stópki” ratują życie!

Była połowa lat 70. ubiegłego wieku. W Stanach Zjednoczonych obowiązywały już okrutne przepisy aborcyjne pozwalające zabijać nienarodzone dzieci niemal bez ograniczeń. Przemysł aborcyjny rozwijał się w zastraszającym tempie. W środowisku pro-life kolportowano fotografie uśmierconych dzieci, które miały uzmysłowić, że nie mamy do czynienia ze „zlepkiem komórek”. Jedno z takich zdjęć, na którym bardzo wyraźnie widać było stópki dziesięciotygodniowego nienarodzonego dziecka, trafiło w ręce młodej projektantki Virginii Evers. Kobieta była wstrząśnięta. To zdjęcie prześladowało ją przez kolejne tygodnie.

2019-03-25 12:09

[ TEMATY ]

życie

Była pewna, że musi coś z tym zrobić. Na podstawie zdjęcia zaprojektowała model stópek w skali 1:1 i zleciła wykonanie pierwszej niewielkiej partii metalowych odlewów w formie zawieszek. „Najdroższe Stópki” – bo tak je nazwała – spotkały się z dużą aprobatą w środowisku pro-life. Okazało się, że ich widok jest znakomitym pretekstem dla obrońców życia do podjęcia rozmowy z kobietami zdecydowanymi na aborcję i próby odwiedzenia ich od decyzji. „Najdroższe Stópki” były tak sugestywne i przemawiające do wyobraźni, że wiele kobiet po ich zobaczeniu i wyjaśnieniu, że właśnie tak wyglądają teraz nóżki ich dziecka, rezygnowało z aborcji. Virginia Evers wiedziała już, że to niezwykłe dzieło. Wraz z mężem podjęli radykalną decyzję. Porzucili dotychczasowe zajęcia i postanowili resztę życia poświęcić na rozpowszechnianie po całym świecie „Najdroższych Stópek”. Założyli fundację „Heritage House 76” i przyjęli założenie, że wszystkie środki pozyskane z rozpowszechniania odlewów będą przeznaczać na produkcję i dystrybucję kolejnych. Tym samym liczba rozprowadzanych zawieszek gwałtownie rosła i przekroczyła granice Stanów Zjednoczonych. Niedługo po tym „Najdroższe Stópki” zostały uznane za międzynarodowy symbol ruchów pro-life. Kilka lat temu Państwo Evers przeszli na emeryturę. Dzieło ich życia – fundację „Heritage House 76” – prowadzą dzisiaj ich dzieci.

W Polsce dziełem rozpowszechnia oryginalnych „Najdroższych Stópek” fundacji Eversów zajmuje się pracownia San Gabriele, tworząca rękodzielnicze dewocjonalia. „Najdroższe Stópki” dostępne są w formie bransoletki na rękę. „Staraliśmy się, by wzór był uniwersalny zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn oraz był bardzo prosty, by nic nie rozpraszało najważniejszego elementu: «Najdroższych Stópek». Wiedzieliśmy od państwa Eversów, że najważniejsze, by stópki zwróciły uwagę i sprowokowały pytanie: co to jest?” – dowiadujemy się w San Gabriele.

Reklama

Jeśli ktoś chciałby bransoletkę z „Najdroższymi Stópkami” i w ten sposób pragnąłby się włączyć w dzieło ich popularyzacji, znajdzie je na stronie pracowni: Zobacz

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież: życie jest święte i należy do Boga

2020-01-03 19:03

[ TEMATY ]

życie

służba zdrowia

chorzy

papież Franciszek

Vatican Media

Papież Franciszek

„Wasz profesjonalizm, ożywiany chrześcijańską miłością, jest najlepszą formą służby wobec podstawowego prawa człowieka, jakim jest prawo do życia” – napisał Papież Franciszek zwracając się do pracowników służby zdrowia w orędziu na 28. Światowy Dzień Chorego. Podkreśla w nim ponadto solidarność Jezusa z ludzkością, która dotknięta jest smutkiem i cierpieniem. Przywołuje aktualność Jego słów: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście,a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28).

Ojciec Święty przypomina osobom przeżywającym przygnębienie z powodu swojej sytuacji słabości i bólu, że Jezus Chrystus nie narzuca przepisów prawa, ale oferuje swoje miłosierdzie, czyli samego siebie, jako odnawiającą moc. Papież zwraca uwagę na potrzebę osobistego podejścia do chorego, objęcie opieką całego człowieka, nie tylko jego ciała.

Oprócz samej terapii ważne jest wsparcie, troskliwość i uwaga, jednym słowem – miłość.

Franciszek przypomina, że to Kościół chce być coraz bardziej i lepiej „gospodą” Dobrego Samarytanina, którym jest Chrystus, to znaczy domem, w którym można znaleźć Jego łaskę, wyrażającą się w gościnności, w akceptacji oraz w podniesieniu na duchu. Zwracając się do pracowników służby zdrowia: lekarzy, pielęgniarek, personelu pomocniczego, administracji placówek sanitarnych oraz wolontariuszy, Ojciec Święty przypomina, że każda interwencja powinna być wykonana ze względu na dobro osoby chorej, gdzie rzeczownik „osoba” zawsze pojawia się przed przymiotnikiem „chory”.

Dlatego wasze działanie niech będzie stale nakierowane na godność i życie człowieka, bez jakiejkolwiek zgody na działania o charakterze eutanazji, wspomaganego samobójstwa, zaprzestania podtrzymywania życia, nawet wtedy, gdy stan choroby jest nieodwracalny. W obliczu sytuacji krytycznych i możliwej porażki nauk medycznych, wobec przypadków klinicznych coraz bardziej problematycznych i wobec niekorzystnych diagnoz, jesteście wezwani do otwarcia się na wymiar transcendentny, który może ukazać najgłębszy sens waszej profesji. Pamiętamy, że życie jest święte i należy do Boga, dlatego jest nienaruszalne i nietykalne (por. Instr. Donum vitae, 5; Enc. Evangelium vitae, 29-53). Życie ma być przyjmowane, chronione, szanowane i trzeba mu służyć od jego zaistnienia, aż do śmierci: domagają się tego zarówno rozum, jak i wiara w Boga, autora życia.

Ojciec Święty przypomina na zakończenie, że dostęp do leczenia jest jednym z podstawowych wymiarów sprawiedliwości społecznej i nikt nie powinien być go pozbawiony, np. ze względu na ubóstwo.

CZYTAJ DALEJ

Tajna misja: Małżeństwo

2020-01-19 08:20

[ TEMATY ]

rodzina

małżeństwo

freelyphotos.com

Dawniej słowo misja kojarzyło mi się z dwoma obrazkami: karabiny w rękach wojskowych w odległych krajach i małe afrykańskie dzieci bawiące się w promieniach słońca. Nigdy nawet nie pomyślałem, że misja może stać się częścią mojego życia.

Nie chodzi o to, że nagle zostawiam wszystko i wskakuję w mundur, bądź strój misjonarza, choć do tego drugiego znacznie mi bliżej i nie ukrywam, że jest to moim cichym marzeniem, chodzi o to, że misja stała się jakby częścią mojego życia, nadała jemu nowy, dotąd nieznany tor.

Osiem miesięcy temu w podhalańskim kościele parafialnym odbyło się „posłanie na misje” mnie oraz mojej już teraz.. Żony. Podjęliśmy decyzję aby być z sobą na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie, w radości i smutku, już do końca życia. Podjęliśmy jedną z najtrudniejszych misji w tych czasach, misji w której wróg naciera z coraz większą siłą, w której współczesny świat chce zatrzeć jej właściwy sens. Misja małżeństwa, oto największa walka współczesności. To właśnie o rodzinę toczy się największy bój, w którym nie możemy pozostać bierni.

Choć osiem miesięcy to nieduży okres czasu, już zdążyłem zauważyć jak wiele dobra i miłości Bóg czyni poprzez sakrament małżeństwa.

Nie jest to na pewno łatwa droga, jednak jest idealna do tego, aby pokonywać swoje własne słabości, swój egoizm, swoją pychę i zadumanie, pomagać rozwijać się współmałżonkowi.

Małżeństwo każdego dnia uczy mnie pokory i prawdziwego sensu życia, którym nie jest zdobywanie kolejnych sukcesów, ale pokorne służenie drugiej osobie. Miłość to coś więcej niż romantyczne przytulenia o zachodzie słońca. Miłość to znoszenie wad drugiej osoby i kochanie mimo wszystko. Pragnienie dobra i czynienie go dla współmałżonka.

Małżeństwo i rodzina są dziś na celowniku szatana. Nie boję się stwierdzenia, że to właśnie od obrony rodziny przed jej rozbiciem, zależą nasze dalsze losy. Czeka nas największa i najtrudniejsza misja o jakiej słyszał świat. Zachód Europy, większość mediów i tzw. nowoczesna kultura tolerancji, już wytaczają ciężkie działa.

Propagowanie rozwiązłości, moda na zdrady i rozwody, szybkie życie, używki w rodzinie, popieranie aborcji, in vitro, czy rozbijanie pojęcia rodziny i próba tworzenia z niej karykatury tworzonej przez osoby tej samej płci.. Ataki na chrześcijańskie wartości prowadzone są dziś na każdym polu i to właśnie od nas zależy, czy będziemy umieli je obronić. Od nas zależy czy wypełnimy naszą misję dzieci Bożych należycie, czy poddamy się i popłyniemy z prądem współczesności.

Bóg tworząc ludzi na swoje podobieństwo, stworzył nas jako kobiety i mężczyzn i jedynie w takim połączeniu możemy tworzyć nierozerwalne z Nim małżeństwo, mogące z miłości rodzić nowe życie. Podstawą w dobrze wypełnionej misji, jest zrozumienie jej prawdziwego sensu. Kryzys małżeństwa moim zdaniem zaczyna się właśnie tutaj, w niezrozumieniu jego istoty, bo nie jest ono przestrzenią do zaspokajania swoich żądz i pobudek seksualnych, jak wielu się wydaje. Małżeństwo to przestrzeń cudów, w której na mocy sakramentu obecny jest sam Jezus.

Bóg obecny pośród małżonków tworzy z nimi wspólnotę miłości, w której podstawowym celem jest poznawanie tej miłości i dzielenie się nią. Małżeństwo powinno kierować małżonków w stronę Boga.

Wspólna modlitwa, udział w Eucharystii, częsta spowiedź, zgłębianie lektury chrześcijańskiej, to wszystko otwiera nas na głębsze poznanie Stwórcy i chęć wspólnego służenia Jemu oraz bliźnim, co właśnie jest istotą małżeństwa. Wspólne wzrastanie w wierze, głębokie praktykowanie jej i pokorna służba miłością, oto przepis na udane małżeństwo.

Nadchodzą trudne czasy, o ile już nie nadeszły. Dziś jak nigdy musimy paść na kolana i z różańcem w ręku „zbroić się” na tą jakże ciężką misję. Misję obrony małżeństwa, rodziny i wartości chrześcijańskich. Wróg ma cały arsenał wymierzonych w nas broni, ale czy naprawdę mamy się tego lękać? Czy to nie raczej zło powinno się bać? W końcu nasza misja to misja zlecona od Najwyższego, a jeśli On, „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana” jest z nami, to kogóż mielibyśmy się lękać?!

____________________________________________________

Artykuł zawiera treść tekstu pochodzącego z miesięcznika "Wzrastanie". Więcej: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Kraków: święto Najświętszego Oblicza Jezusa

2020-01-19 11:40

[ TEMATY ]

Kraków

Ks. Zenon Czumaj

Chrystus Miłosierny na obrazie z Grodziska k. Siemiatycz, wzorowany na dziele R. Skempy

W drugą niedzielę po uroczystości Objawienia Pańskiego w Zakonie Ducha Świętego obchodzone jest święto Najświętszego Oblicza Jezusa, zwane Niedzielą Dobrych Uczynków. Tradycja celebrowania tego dnia ma ponad 800 lat.

W 1208 r. papież Innocenty III ustanowił w Szpitalu Ducha Świętego w Rzymie tzw. Świętą Stację. Tam, gdzie okazywano miłosierdzie cierpiącym, miała być wystawiana chusta z wizerunkiem Jezusa, zwana "Weroniką". Niesiona uroczyście przez kanoników bazyliki watykańskiej w bogato zdobionym relikwiarzu, w obecności papieża, kardynałów, przyjmowana była w Szpitalu Ducha Świętego.

Papież odprawiał wtedy uroczystą Mszę św., podczas której głosił homilię o miłosierdziu, porównując je do ewangelicznych sześciu stągwi wody przemienionej przez Jezusa w wino. Podkreślał, że w Szpitalu Ducha Świętego stągwie te są zawsze pełne. Na zakończenie procesji skarbnik papieski rozdawał po 3 denary każdemu z 300 chorych przebywających w szpitalu oraz dla tysiąca ubogich biorących udział w święcie, by mogli kupić chleb, wino i mięso. To właśnie dla upamiętnienia tego gestu druga niedziela po Objawieniu Pańskim w tradycji duchackiej do dziś zwana jest Niedzielą Dobrych Uczynków.

Miłość miłosierna wpisana jest w charyzmat Zakonu Świętego Ducha. - To poszukiwanie człowieka w tym, co on przeżywa, dostrzeganie jego głodów, nie tylko fizycznych, zmęczenia życiem, jego odarcia z godności, jego choroby, zamknięcia, w którym tkwi - wyjaśnia s. Agnieszka Radziwanowska CSS. Dodaje, że chodzi o to, by potrzebujący doświadczyli miłosierdzia i na nowo uwierzyli, że miłość naprawdę istnieje, i że ma ona twarz Jezusa.

Duchackie święto nie jest znane. Świętują je ci, którym posługują siostry kanoniczki, a także grupy dzieci, młodzieży i dorosłych, związane z charyzmatem zgromadzenia. W Krakowie, odwołując się do średniowiecznej tradycji Zakonu Ducha Świętego, co roku w kościele pw. św. Tomasza Apostoła spotykają się tego dnia lekarze. - Coraz bardziej jednak wydaje się, że to święto potrzebne nam wszystkim, bo jest ono wołaniem o szacunek i godność dla drugiego człowieka, o dostrzeganie jego potrzeb - zauważa s. Radziwanowska.

- Przede wszystkim trzeba zobaczyć tego, kto jest najbliżej nas. Popatrzeć na niego inaczej niż zwykle, dostrzec w nim dobro i spróbować je wydobyć na światło dzienne - radzi s. Agnieszka. Według niej, ważne są obecność i czas - bez telefonu, telewizora, internetu. - Niedziela Dobrych Uczynków jest właśnie po to, aby zatrzymać się i dostrzec drugiego człowieka - dodaje, zastrzegając, że nie sposób świętować tego dnia bez odniesienia do Chrystusa. Dlatego siostry rozpoczynają świętowanie od adoracji Oblicza Jezusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję