Reklama

Bp Bronakowski: od wybranych przedstawicieli narodu zależy, czy Polska nie utonie w morzu wódki

2019-04-02 11:59

lk / Warszawa (KAI)

Andrey Cherkasov/fotolia.com

To od nas zależy, w tym od wybranych przedstawicieli narodu i liderów społecznych zależeć będzie, czy Polska nie utonie w morzu wódki i oceanie piwa - mówił bp Tadeusz Bronakowski we wtorek podczas zorganizowanej w Sejmie konferencji "Odpowiedzialność parlamentarzystów i władzy za trzeźwość Narodu. Wdrażanie Narodowego Programu Trzeźwości". Jej organizatorem jest Parlamentarny Zespół ds. Rozwiązywania Problemów Uzależnień oraz Zespół Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych.

Konferencja rozpoczęła się modlitwą za wstawiennictwem św. Jana Pawła II. "Cieszymy się, że mamy tak wspaniałego patrona, także naszych działań trzeźwościowych. Pomódlmy się o trzeźwość całego naszego narodu" - zachęcił bp Tadeusz Bronakowski, przewodniczący Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości.

W swoim wystąpieniu bp Bronakowski przypomniał następnie, że podczas obrad Narodowego Kongresu Trzeźwości na UKSW we wrześniu 2017 r. delegaci ze wszystkich polskich diecezji, przedstawiciele różnych instytucji państwowych i samorządowych oraz organizacji pozarządowych, ruchów i wspólnot kościelnych dyskutowali nad założeniami Narodowego Programu Trzeźwości.

Eliza Bartkiewicz / BP KEP
Bp Tadeusz Bronakowski

Po tymże Kongresie Zespół KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości wraz z ekspertami przez kilka miesięcy pracował nad ostatecznym kształtem Programu, który zaprezentowano w lutym 2018 r. Główną intencją programu stała się troska o trzeźwość rozumiana jako fundament wolności osobistej i narodowej.

Reklama

- Wprawdzie inicjatywa powstania Narodowego Programu Trzeźwości wyszła z Kościoła katolickiego, to jednak od początku osoby odpowiedzialne za to dzieło miały pragnienie zjednoczenia wokół niego jak najszerszego grona osób. Do dyskusji nad projektem zaproszono przedstawicieli różnych środowisk społecznych, politycznych i religijnych - przypomniał bp Bronakowski.

Narodowy Program Trzeźwości od początku był tworzony tak, aby integrował w działaniach na rzecz trzeźwości wszystkie środowiska, które mają w tej dziedzinie ważną rolę do spełnienia. - Nie możemy bowiem traktować tak istotnej sprawy jak wolność Polaków od uzależnień jako zadania tylko dla rodziny lub tylko dla Kościoła. To także zadanie państwa i samorządu - podkreślił biskup.

Dalej argumentował, że problem uzależnień dotyczy przecież całego społeczeństwa, a mimo usilnej pracy różnego rodzaju stowarzyszeń, fundacji i grup pomocowych, tak kierowanych przez osoby świeckie, jak i duchowne, niestety pogłębia się.

- Wielu rodaków straciło już nadzieję, że Polska może wybić się na wolność, niezależność i trzeźwość tak jak ponad 100 lat temu wybiła się na niepodległość. A przecież jest to konieczne, jeśli chcemy dalej istnieć jako naród. To od nas zależy, w tym od wybranych przedstawicieli narodu i liderów społecznych zależeć będzie, czy Polska nie utonie w morzu wódki i oceanie piwa - mówił bp Bronakowski.

Skrytykował też proalkoholową mentalność Polaków, którzy - jak wskazuje Narodowy Program Trzeźwości - uznają picie wysokoprocentowych trunków za coś normalnego i powszechnego, za czynność bez ryzyka.

Z listem do uczestników konferencji zwrócił się prezes PiS Jarosław Kaczyński. Powtórzył w nim za ks. Franciszkiem Blachnickim, twórcą abstynenckiego ruchu Krucjata Wyzwolenia Człowieka, że "jeżeli dziś jest potrzebny Polakom jakiś czyn patriotyczny, czyn wyzwoleńczy, to jest nim czyn abstynencki. Rezygnacja z picia alkoholu, odrzucenie trucizny, która rozkłada ducha narodu".

"Dziś żyjemy - Panu Bogu dziękować - w innej, bo niepodległej i demokratycznej Polsce, ale też widzimy, że przywrócenie wolności politycznej nie tylko nie jest tożsame z zapanowaniem prawdziwej niezawisłości duchowej, ale też rodzi z ogromną intensywnością nowe pokusy i zagrożenia" - stwierdził prezes PiS.

"W przestrzeni publicznej - napisał Jarosław Kaczyński - nasila się lansowanie indywidualnego stylu życia, zorientowanego na konsumpcję i dobrą zabawę, w którym jest coraz mniej miejsca na zobowiązania wobec wspólnoty. A skoro tak, to tym większa jest nasza współodpowiedzialność za - mówiąc jak najogólniej - stwarzania jak najlepszych warunków ku temu, by jak najwięcej z nas wstępowała na drogę wyzwolenia i stawała się panem samego siebie, realizującym swą wolność w życiu na sposób Boży".

Konferencja odbywająca się w Sali Kolumnowej Sejmu RP gromadzi m.in. duszpasterzy trzeźwości oraz wspólnoty zajmujące się propagowaniem trzeźwości z całej Polski. Organizatorem spotkania jest Parlamentarny Zespół ds. Rozwiązywania Problemów Uzależnień oraz Zespół Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych.

Tagi:
alkohol alkoholizm

Zatrzymać alkoholowy potop

2019-09-17 14:31

Z Rafałem Porzezińskim rozmawiała Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 38/2019, str. 38-40

Co sprawia, że alkoholik przestaje pić? Dlaczego jednym się udaje, a innym nie? Z Rafałem Porzezińskim – trenerem terapii uzależnień, ekspertem Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych, dziennikarzem, autorem programu „Ocaleni” w TVP 1 – rozmawia Anna Wyszyńska

stock.adobe.com

ANNA WYSZYŃSKA: – Statystyki dotyczące rosnącego spożycia alkoholu i liczby uzależnionych są znane i zatrważające. Jak zatrzymać alkoholowy potop?

RAFAŁ PORZEZIŃSKI: – Dobrze byłoby zacząć od siebie. Próbować prześledzić, w jaki sposób traktujemy alkohol w codziennych rozmowach i zachowaniach. Niezależnie od tego, czy mamy lat 18 czy 88, zastanówmy się: Czy alkohol postrzegamy jako równoprawny środek spożywczy, równoprawny napój, a może jako lekarstwo? Czy nie przeszkadza nam sposób, w jaki alkohol jest eksponowany w sieciach sklepów i na stacjach benzynowych? Czy nie dziwi nas, że prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek oraz selekcjoner naszej reprezentacji reklamują piwo w czasie, gdy rozpoczynają się mistrzostwa świata w piłce nożnej? Jeżeli na takie sytuacje jesteśmy znieczuleni, to będzie nam trudno przeciwdziałać alkoholizmowi wśród młodych. Dziś przyzwolenie na napicie się czy zrobienie prezentu z alkoholu jest ogromne.

– Kiedyś było mniejsze?

– Nie mówię, że społeczne przyzwolenie było mniejsze, ale na pewno był mniejszy nacisk środków przekazu na tę sprzedaż. I to, co się udało w latach 90., czyli wyrugowanie z przestrzeni publicznej reklam papierosów, chociaż koncerny nikotynowe robiły wszystko, by do tego nie dopuścić, nie udaje się, niestety, z producentami piwa. Także my, dziennikarze, dajemy czasem dodatkowe wsparcie producentom i konsumentom, kiedy w audycjach, artykułach czy programach puszczamy takie oczko, że np. dobra zabawa musi być „polana”. U didżejów radiowych „bliski piąteczek” czy „piątunio” pojawiają się jako zajawka czegoś fajnego, bo będzie okazja, by się napić.

– Kamyczek do medialnego ogródka jest uzasadniony, choć nie dotyczy wszystkich. A co poza tym?

– Na pewno problemem są niska cena i duża dostępność alkoholu. Dziś za niewielkie pieniądze jesteśmy w stanie szybko się doprowadzić do absolutnego upodlenia. Cena nie ma znaczenia dla dorosłego, dobrze zarabiającego konsumenta, który gdy będzie chciał się upić, to się upije. Ale ma znaczenie jako element inicjujący – chodzi o to pierwsze piwo czy kieliszek wypite przez licealistę czy gimnazjalistę, którzy nie muszą się długo zastanawiać, skąd wziąć kilka złotych na piwko czy tzw. małpkę. Nie ma też problemu z zakupem, bo alkohol jest dostępny przez 24 godziny na dobę w wielu miejscach. Nie widzę powodu, aby alkohol był sprzedawany tak, jak każdy podstawowy produkt spożywczy, bo nim nie jest. Oczywiście, jest legalny i niech tak zostanie. Nie jestem za prohibicją, która nie sprawdziła się nigdzie na świecie, ale traktujmy alkohol tak, jak na to zasługuje. To jest toksyna, która zmienia naszą świadomość w sposób ewidentny, i to już od pierwszych działek. Toksyna, po której spożyciu nie jesteśmy sobą, tylko kimś zupełnie innym. Traktowanie tego płynu jako równoprawnego produktu spożywczego, a przez niektórych nawet jako uprzywilejowanego, przeraża.

– Ksiądz Marek Dziewiecki mówi, że nikt w młodości nie planuje, że zostanie alkoholikiem. Niestety, w konfrontacji z dorosłością wiele osób wchodzi w uzależnienia. Gdzie następuje błąd?

– Inicjacja alkoholowa, wejście do świata alkoholowego zamiast trzeźwego, jest wynikiem braku zgody na siebie i braku prawdziwych relacji. Liczba różnego rodzaju uzależnień rośnie lawinowo, nie tylko zresztą w Polsce, m.in. z tego powodu, że brakuje nam normalnych, zdrowych i prawdziwych więzi, które zastępujemy namiastką serwowaną przez komunikatory internetowe i smartfony. One stwarzają nam pozór bycia w świecie, bycia z ludźmi, bycia w relacji. A tak naprawdę nie jest to nic innego jak ogromne oszustwo i kolejne uzależnienie, które dzisiaj dziesiątkuje ludzi w każdym wieku. Na randkach chłopak i dziewczyna wysyłają sobie wiadomości zamiast rozmawiać, to samo dzieje się przy rodzinnym stole...

– ...bo zamiast na osoby obok patrzymy na ekran telewizora, komputera lub telefonu.

– Mam też obawy, że wkrótce psów przewodników będą potrzebować nie tylko ci, którzy nie widzą lub niedowidzą, ale wszyscy, którzy chodzą po ulicach, gapiąc się w ekran smartfona.

– To przejaw szerzącego się smartfonoholizmu.

– Ale wracając do tematu alkoholu, dodam, że jestem abstynentem, chociaż nigdy nie byłem uzależniony od alkoholu. Podpisałem Krucjatę Wyzwolenia Człowieka w duchu ks. Franciszka Blachnickiego i jestem z tego powodu szczęśliwy.

– Kiedy zdecydował się Pan na podpisanie krucjaty?

– Mam w swojej biografii uzależnienie – nie był to alkohol, lecz hazard. Nałóg, który zabrał mi kilka lat życia. Ale przyszedł moment, w którym zawołałem o pomoc i tę pomoc otrzymałem, i to z samej góry. Potem była praca pod kierunkiem specjalistów, program 12 kroków itd. Wyszedłem z hazardu, ale nie zrezygnowałem z wina czy piwa, które czasem się pojawiały na stole. Kiedyś byłem na spotkaniu z grupą uzależnionych w Chicago i rozmawialiśmy o tym, jak program 12 kroków pomógł mi w odzyskiwaniu człowieczeństwa, godności i siebie. Ktoś zapytał, czy mój proces trzeźwienia z hazardu spowodował, że odstawiłem alkohol. Przyznałem się, że zdarza mi się wypić piwo czy wino. Po spotkaniu organizator, który mnie odwoził, zapytał, dlaczego powiedziałem, że czasem piję. Odpowiedziałem, że taka jest prawda, nie mogłem kłamać. On na to: – Nie kłamać, nie. Ale może nie pij? – I wtedy uznałem, że to świetny pomysł. Nie tylko dla czystości przekazu, co w przypadku trenera terapii czy dziennikarza mówiącego o wychodzeniu z uzależnień też jest istotne, ale przede wszystkim dla spokoju wewnętrznego. Alkoholu nie ma w naszym domu, nie robimy z niego prezentów, nie jest nam do niczego potrzebny i mam nadzieję, że nigdy nie będzie.

– Co jakiś czas dowiadujemy się, że policja zatrzymała znanego dziennikarza, polityka czy posła na jeździe po pijanemu.

– Uważam, że osoby wykonujące zawód publicznego zaufania, które zostały przyłapane na tego typu przestępstwach, powinny ponieść surową karę, bo ich pogarda dla przepisów jest wyjątkowo gorsząca. Niestety, te spektakularne upadki kończą się często na paru enuncjacjach medialnych, a potem sprawa rozchodzi się po kościach. Zresztą, w każdym przypadku wsiadanie za kierownicę po wypiciu alkoholu jest podobne do strzelania na oślep z karabinu maszynowego ustawionego na ruchliwym skrzyżowaniu.

– Co więcej, te osoby próbują się tłumaczyć problemami osobistymi.

– Próba szukania w alkoholu rozwiązania problemów osobistych to fatalny błąd. Problemy, w większości, biorą się stąd, że nie ma prawdziwej miłości w relacjach. Brak wpatrzenia się w drugiego człowieka, z którym jestem jedną rodziną, to źródło większości uzależnień. Alkohol, narkotyki, hazard albo sporty ekstremalne, które są modne, a które są w stanie wejść głęboko w krew i uzależnić, są próbami kojenia emocji lub – jak mówią specjaliści – regulowania uczuć. To iluzoryczne próby szukania szczęścia tam, gdzie go nie ma. Alkohol nie wygeneruje nam szczęścia, może jedynie przez chwilę dać trochę pewności siebie, kurażu, nawet buty, ale koniec końców zostawi nas samych. Alkoholizm najlepiej opisuje definicja ks. Marka Dziewieckiego – jest to zakochanie w swoim śmiertelnym wrogu.

– To wyjątkowo patologiczna miłość.

– Tak, bo to zakochanie oznacza, że nie widzimy świata poza używką, dla której jesteśmy w stanie zrezygnować z własnej godności, zdrowia, rodziny, pracy. To jest przerażające. W rozmowach z tymi osobami lub ich rodzinami wielokrotnie miałem okazję się przekonać, że człowiek uzależniony nie jest wrażliwy ani na miłość bliskich, ani na ich ból – po prostu na nic. Jedyne, co może go uratować, to własne cierpienie i własny ból. Otoczenie często chroni pijącego, a ja apeluję: dajcie im cierpieć, nie ponoście konsekwencji ich picia, nie załatwiajcie fałszywych zwolnień lekarskich, nie kłamcie. Jeżeli będą ponosić konsekwencje swoich wyborów, może zechcą szukać pomocy. W Polsce pomocy jest pod dostatkiem, jeżeli tylko ktoś chce się leczyć. Są grupy samopomocowe, Kościoły, bardzo wiele ośrodków, gdzie prowadzona jest świetna psychoterapia, kluby abstynentów. Profesjonalne formy pomocy bardzo polecam także osobom współuzależnionym: rodzicom, małżonkom, rodzeństwu, dzieciom. Warto zrobić ten krok. Stawką jest odzyskanie wewnętrznej wolności.

– Dobry materiał do przemyślenia, konfrontacji swojej sytuacji z sytuacją innych, to także Pański program „Ocaleni”, emitowany w TVP1 w czwartki przed północą.

– Zapraszam.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: tuż przed Bożym Narodzeniem odbędzie się beatyfikacja abp. Fultona J. Sheena

2019-11-21 20:39

kg (KAI) / Peoria

W sobotę 21 grudnia w katedrze pw. Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej w Peorii, stan Illinois w Stanach Zjednoczonych, odbędzie się beatyfikacja abp. Fultona J. Sheena na zakończenie obchodów setnej rocznicy jego święceń kapłańskich. Obrzędowi przewodniczyć będzie w imieniu papieża kard. Angelo Becciu, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Przyszły błogosławiony żył w latach 1895-1979, zasłynął jako znakomity mówca i kaznodzieja a w latach 1951-69 był czynnym biskupem, w tym przez 3 lata stał na czele diecezji Rochester.

Fred Palumbo / Wikipedia
abp. Fulton J. Sheen w 1952 r.

Wiadomość o beatyfikacji ogłosił 18 listopada „z wielką radością i wdzięcznością” podczas Mszy św. w katedrze w Peorii miejscowy biskup Daniel R. Jenky, powołując się na pismo z Watykanu. Ujawnił, że 6 marca br. dowiedział się, że 7-osobowy zespół ekspertów lekarskich, działający przy Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, uznał jednogłośnie cud przypisywany wstawiennictwu sługi Bożego, wymagany do ogłoszenia go błogosławionym. W lipcu br. Franciszek zatwierdził tę decyzję, co bezpośrednio otworzyło drogę do beatyfikacji.

Uroczysta Msza św. beatyfikacyjna rozpocznie się o godz. 10 rano czasu miejscowego w katedrze pw. Niepokalanego Poczęcia Maryi, „w tej samej, w której sto lat temu [przyszły arcybiskup] Sheen przyjął święcenia kapłańskie” – powiedział z zadowoleniem bp Jenky. Tam też, w marmurowym grobowcu spoczywają obecnie doczesne szczątki kandydata na ołtarze.

Wspomniany cud dotyczy niewytłumaczalnego z naukowego punktu widzenia uzdrowienia Jamesa Fultona Engstroma, który urodził się martwy 16 września 2010. Jego rodzice – Bonnie i Travis Engstromowie natychmiast zaczęli się modlić za przyczyną abp. Sheena, zachęcając też innych do szukania wstawiennictwa u niego. Dokładnie w chwili, gdy lekarze ze szpitala św. Franciszka w Peorii mieli ogłosić śmierć chłopca, jego delikatne serce zaczęło bić w rytmie, typowym dla noworodków. Do tego czasu przez 61 minut chłopczyk nie miał tętna. Wzruszona matka opowiedziała o tym w 2011 w katedrze w Peorii przed wielkim portretem abp. Sheena obok ołtarza.

Mimo złych rokowań co do przyszłości malca, łącznie z przewidywaniami, iż prawdopodobnie będzie on niewidomy i nie będzie mógł chodzić, zaczął się on normalnie rozwijać. Obecnie 8-latek lubi zjeść udka kurczaka, oglądać „Gwiezdne wojny” i jeździć na rowerze.

Dekret o uznaniu uzdrowienia ukazał się mniej więcej w tydzień po przeniesieniu prochów arcybiskupa z Nowego Jorku do katedry w Peorii. „To naprawdę wspaniałe, jak Bóg nadal tworzy cuda” – skomentował bp Jenky dokument papieski.

Peter (Fulton) John Sheen urodził się 8 maja 1895 w El Paso w stanie Illinois jako najstarszy z czterech synów w średniozamożnej rodzinie rolniczej. Rodzice byli bardzo pobożni i w tym duchu wychowali swoje dzieci, które odznaczały się dużą inteligencją. Przyszły biskup ukończył studia w St. Paul oraz na uniwersytetach w Waszyngtonie i Lovanium, na którym jako pierwszy Amerykanin uzyskał w 1923 Nagrodę im. Kard. J. Merciera za najlepszą rozprawę filozoficzną. Święcenia kapłańskie przyjął 20 września 1919, po czym pracował duszpastersko w swej rodzimej diecezji Peorii i jako wykładowca w Waszyngtonie.

Szybko zasłynął jako znakomity kaznodzieja, rekolekcjonista, nauczyciel i wychowawca. W latach 1930-50 wygłaszał wieczorne pogadanki religijne w radiu, a w latach 1952-57 w telewizji. W szczytowym okresie jego audycji słuchało i oglądało ponad 30 mln Amerykanów. Pod wpływem jego nauk nawróciło się wiele sławnych osobistości, w tym działacze komunistyczni, agnostycy, aktorzy, np. producent samochodów Henry Ford II czy skrzypek i kompozytor Fritz Kreisler.

W 1948 na ks. Sheena zwrócił uwagę ówczesny arcybiskup Nowego Jorku kard. Francis Spellman. Na jego wniosek Pius XII mianował 28 maja 1951 (sakra – 11 czerwca) 56-letniego kapłana biskupem pomocniczym archidiecezji. Wkrótce potem rozpoczął on cykl cotygodniowych programów telewizyjnych pt. „Life is Worth Living”, cieszących się ogromną popularnością. Biskup mówił na żywo na różne tematy. Cykl ten trwał w latach 1951-57 i 1961-68.

21 października 1966 Paweł VI przeniósł go na stolicę biskupią Rochester, którą kierował prawie 3 lata – do 6 października 1969. Gdy hierarcha na własną prośbę ustąpił z tego urzędu, papież Montini obdarzył go godnością arcybiskupa. Mimo przejścia na emeryturę był nadal bardzo aktywny, pozostał znakomitym mówcą, którego nauki i kazania przyciągały tłumy. Zachowało się wiele nagrań z jego wystąpień. Napisał 66 książek, z których co najmniej 9 ukazało się też po polsku, i wiele artykułów. Tempa życia nie zwolnił nawet wtedy, gdy okazało się, że jest chory na serce. Podczas swej wizyty w Nowym Jorku w październiku 1979 św. Jan Paweł II nazwał arcybiskupa Sheena „wiernym synem Kościoła”. Zmarł on 9 grudnia tegoż roku w swej nowojorskiej kaplicy przed Najświętszym Sakramentem.

Jego zwłoki złożono w krypcie pod głównym ołtarzem katedry św. Patryka w Nowym Jorku, skąd 27 czerwca br., na prośbę jego bratanicy Joan Sheen Cunningham przewieziono je do nowego grobowca w katedrze w Peorii.

W 2002 rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. 28 czerwca 2012 roku Benedykt XVI zatwierdził dekret o heroiczności cnót arcybiskupa, a 5 lipca 2019 Franciszek podpisał wspomniany dekret uznający cud za wstawiennictwem sługi Bożego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek w Tajlandii

2019-11-22 17:32

st, tom, kg, pb (KAI) / Bangkok

„Uczniowie Chrystusa, uczniowie misjonarze” - takie było motto trzydniowej (20-23 listopada) wizyty papieża Franciszka w Tajlandii. W ramach swej 32. podróży zagranicznej papież odwiedzi jeszcze Japonię (23-26 listopada).

Vatican News

Franciszek przyleciał do Bangkoku 20 listopada. Na lotnisku powitano go tradycyjnym wieńcem z kwiatów. Jako pierwsza podeszła do papieża jego 77-letnia kuzynka, s. Ana Rosa Sivori, która była jego tłumaczką podczas całej wizyty. Urodzona w Argentynie salezjanka mieszka i pracuje w Tajlandii od ponad 50 lat.

W kaplicy nuncjatury Ojciec Święty odprawił Mszę, a za pośrednictwem nagranego telefonem krótkiego filmu, pozdrowił młodzież uczestniczącą w czuwaniu modlitewnym w Bangkoku. W improwizowanym przesłaniu Franciszek podkreślił, że „dwie rzeczy są potrzebne w życiu: serce otwarte na Boga i wyruszenie w drogę”. Przywołał alpejską pieśń, która mówi, że w sztuce wspinania się nie jest ważne to, by nie upadać, ale to, by nie pozostawać na ziemi. Zaproponował młodym dwie rzeczy: po pierwsze, aby nie trwali w upadku, ale podnosili się szybko, a przede wszystkim pozwalali, aby inni pomagali im powstać. Apelował, by nie spędzali swego życia siedząc na kanapie, ale byli twórczy w życiu, kształtowali je, działali, szli naprzód, zawsze wyruszali w drogę. Franciszek zapewnił młodych, że angażując się wielkim sercem otwierają się na prawdziwe szczęście.

Spotkanie z władzami

Rano 21 listopada Franciszek przybył do Pałacu Rządowego. Powitał go tam premier gen. Prayuth Chan-ocha wraz z oddziałem kompanii honorowej. Odegrano hymny państwowe i przedstawiono delegacje obydwu stron. Po zakończeniu oficjalnej ceremonii powitania, papież i szef rządu odbyli 15-minutową rozmowę, po czym wygłosili przemówienia podczas spotkania z przedstawicielami władz, zwierzchnikami religijnymi, korpusem dyplomatycznym oraz reprezentantami społeczeństwa obywatelskiego.

Chan-ocha przypomniał, że wizyta Franciszka zbiega się z 350. rocznicą ustanowienia misji katolickiej w ówczesnym Syjamie i z 50. rocznicą nawiązania stosunków dyplomatycznych między Tajlandią a Stolicą Apostolską. Wyraził „najwyższy podziw dla szlachetnych inicjatyw” papieża na rzecz wspierania zgody między ludźmi, rozwijania zasobów ludzkich, szczególnie wśród młodzieży, wykorzeniania ubóstwa, propagowania równości społecznej, zachowaniu stworzenia i pokoju na całym świecie.

Z kolei Franciszek wskazał na globalne problemy, przed którymi stoi dziś świat, a które wymagają rozwijania stanowczego wysiłku na rzecz sprawiedliwości międzynarodowej i solidarności między narodami. Zdystansował się od globalizacji widzianej w kategoriach ściśle ekonomiczno-finansowych, która anuluje najważniejsze różnice kształtujące piękno i duszę narodów. Wezwał do ich poszanowania w imię dobra przyszłych pokoleń.

Przestrzegł przed ignorowaniem kryzysu migracyjnego. Przypomniał, że sama Tajlandia, znana z gościnności udzielonej migrantom i uchodźcom, stanęła w obliczu tego kryzysu z powodu napływu uchodźców z krajów sąsiednich. Wezwał wspólnotę międzynarodową do odpowiedzialnego i dalekowzrocznego rozwiązania problemu uchodźców i promocji bezpiecznej, uporządkowanej i uregulowanej migracji.

Podziękował rządowi tajlandzkiemu za wszelkie działania podejmowane na rzecz pomocy ofiarom wyzysku, niewolnictwa, przemocy i wykorzystania. Nawiązując do obchodzonej w tym roku 30. rocznicy Konwencji o Prawach Dziecka, zaapelował o ochronę dzieci, ich rozwoju społecznego i intelektualnego, dostępu do edukacji, a także ich rozwoju fizycznego, psychicznego i duchowego.

Tego dnia Ojciec Święty złożył również wizytę królowi Ramie X. Prywatne spotkanie w Pałacu Królewskim Amphorn, czyli Królewskiej Siedzibie w Niebie, trwało pół godziny.

W świątyni buddyjskiej

Z Pałacu Rządowego Ojciec Święty udał się do buddyjskiej świątyni Ratchabophit Sathit Maha, która jest siedzibą najwyższego patriarchy Tajlandii. Wchodząc tam papież oraz towarzyszące mu osoby zdjęli buty.

Witając Franciszka 92-letni patriarcha Ariyavongsagatanana IX przypomniał, że 35 lat temu w tej samej świątyni jego poprzednik podejmował Jana Pawła II. Towarzyszyła temu atmosfera wzajemnego szacunku i serdecznego dialogu, a obydwaj okazali wzajemną gościnność, „dając w ten sposób świadectwo, że są dobrymi ludźmi i świętymi przywódcami”.

Patriarcha przypomniał, że pod posągiem Buddy w tej pagodzie znajdują się relikwie króla Ramy V, którego w 1897 r. przyjął w Watykanie Leon XIII. Nieco dalej spoczywają prochy innych monarchów, również przyjętych przez papieży: Ramy VII i jego małżonki – przez Piusa XI w 1934 r. oraz Ramy IX – przez Jana XXIII w 1960 r.; ten ostatni władca podejmował później Jana Pawła II w Bangkoku w 1984 r. „Nasi przodkowie w wierze cieszyliby się na nasz widok i widząc postęp w naszej głębokiej i trwałej przyjaźni” - powiedział 20. patriarcha. Swe przemówienie zakończył słowami Buddy: „Ci, którzy nie czynią źle swym przyjaciołom, są szanowani w każdym miejscu”.

Z kolei Ojciec Święty przypomniał, że większość Tajów wyznaje buddyzm i przepoiła nim swój sposób oddawania czci życiu i swoim przodkom, prowadzenia wstrzemięźliwego stylu życia opartego na kontemplacji, oderwaniu od świata, ciężkiej pracy i dyscyplinie, zaś szczególnym znakiem buddysty jest uśmiech.

Papież przypomniał wkład w dialog buddyjsko-katolicki swoich poprzedników: Pawła VI, który prawie 50 lat temu przyjął w Watykanie 17. patriarchę wraz z grupą mnichów buddyjskich, oraz Jana Pawła II, który 35 lat temu odwiedził 18. patriarchę. Zwrócił też uwagę, że sam niedawno przyjął delegację mnichów ze świątyni Wat Pho. „Są to małe kroki, które pomagają świadczyć nie tylko w naszych wspólnotach, ale także w naszym świecie, tak bardzo pobudzającym do propagowania i generowania podziałów i wykluczeń, że możliwa jest kultura spotkania” - zaznaczył Franciszek.

Wskazał, że wobec istniejących różnic i podziałów ważne jest, aby religie ukazywały się coraz bardziej jako światło nadziei, będąc promotorami i gwarantami braterstwa. Podziękował za to, że katolicy cieszą się w Tajlandii wolnością religijną i od lat żyją w zgodzie z wyznawcami buddyzmu. Zapewnił o zaangażowaniu Kościoła katolickiego „na rzecz umocnienia otwartego i nacechowanego szacunkiem dialogu w służbie pokoju i dobrobytu tego narodu”.

Ojciec Święty wręczył patriarsze Dokument o Ludzkim Braterstwie, podpisany w lutym br. w Abu Zabi. Skomentował go słowami: „Musimy wspólnie pracować, aby ludzkość była bardziej braterska”. Po krótkiej rozmowie ze zwierzchnikiem tajskiego buddyzmu, papież pozował do zdjęcia z 35 mnichami z klasztoru Wat Pho.

Wśród chorych

W szpitalu św. Ludwika Franciszek spotkał się z chorymi i niepełnosprawnymi. W audytorium oczekiwało go około 700 osób. „Jesteś dla nas «Człowiekiem Słowa», żyjącym tym, co głosi i który zawsze ma ramiona otwarte dla każdego. Twoja obecność jako Wikariusza Chrystusa jest zawsze dla nas błogosławieństwem od samego Chrystusa” – powiedział, witając papieża, dyrektor placówki. Zwrócił uwagę, że szpitale katolickie w Tajlandii pokazują jasno, że nie są nastawione na zysk i nigdy nie rywalizują z innymi, ale chcą jedynie głosić Dobrą Nowinę Jezusa Chrystusa „miłością i współczuciem”, bo „tam, gdzie jest miłość, tam jest Bóg”.

Ze swej strony Franciszek zwrócił uwagę, że pracownicy szpitala pełnią jedno z najwspanialszych dzieł miłosierdzia, ponieważ ich wysiłek na rzecz zdrowia znacznie wykracza poza godne pochwały samo tylko praktykowanie medycyny. „Trzeba przyjąć i podtrzymywać życie, jak to się dzieje na ostrym dyżurze szpitala, aby zostało potraktowane ze szczególnym współczuciem, rodzącym się z szacunku i umiłowania godności każdego człowieka” - zaznaczył papież.

Przypomniał, że w tym roku szpital św. Ludwika obchodzi 120-lecie istnienia. „Ileż osób zyskało ulgę w swoim bólu, pocieszenie w swoich utrapieniach i towarzyszenie w samotności!” - powiedział i poprosił pracowników szpitala, aby ich „apostolstwo” było „coraz bardziej znakiem i symbolem Kościoła wychodzącego, który, pragnąc przeżywać swoją misję, odnajduje odwagę niesienia uzdrawiającej miłości Chrystusa cierpiącym”.

Następnie papież odwiedził chorych przebywających w salach szpitalnych.

Msza na stadionie

Na stadionie narodowym Supachalasai Franciszek odprawił Mszę św. Wcześniej pojechał w papamobile na sąsiedni stadion Thephasadin, by pozdrowić zebranych również tam wiernych (uczestniczyli oni w liturgii za pośrednictwem wielkiego telebimu), a następnie wjechał na właściwy stadion narodowy, pozdrawiając i błogosławiąc zgromadzonych, którzy powiewali chorągiewkami w watykańskich i tajlandzkich barwach. Była też grupa pielgrzymów z flagami chińskimi. Skandowano okrzyki po włosku: „Viva il Papa!”. W sumie w Eucharystii wzięło udział ponad 60 tys. osób., wśród których byli wierni z krajów sąsiedzkich: Laosu i Kambodży.

Ołtarz ustawiono pośrodku płyty stadionu. Msza św. odprawiana była po angielsku (z Modlitwą Eucharystyczną po łacinie), pieśni śpiewano po łacinie i po tajsku, czytania biblijne zabrzmiały po tajsku, zaś homilię Franciszek wygłosił po hiszpańsku (z tłumaczeniem na tajski).

Wskazał, że pierwsi misjonarze, którzy przybyli na te ziemie, zrozumieli, że „należą do rodziny znacznie większej niż ta, która jest zrodzona z więzów krwi, kultury, regionu lub przynależności do określonej grupy”. Wyruszyli oni „w drogę, by szukać członków tej swojej rodziny, których jeszcze nie znali”. - Uczeń-misjonarz nie jest najemnikiem wiary ani werbownikiem prozelitów, lecz żebrakiem, który uznaje, że brakuje mu braci, sióstr i matek, z którymi mógłby celebrować i świętować nieodwołalny dar pojednania, jaki Jezus daje nam wszystkim: uczta jest gotowa, wyjdźcie na poszukiwanie tych wszystkich, których spotkacie po drodze - podkreślił Franciszek. Dlatego 350. rocznica utworzenia wikariatu apostolskiego Syjamu „nie oznacza nostalgii za przeszłością”, ale jest wdzięcznym wspomnieniem, „które pomaga nam wyjść z radością, aby dzielić się nowym życiem, pochodzącym z Ewangelii, ze wszystkimi członkami naszej rodziny, których jeszcze nie znamy”.

- Wszyscy jesteśmy uczniami-misjonarzami, kiedy postanawiamy stać się żywą częścią rodziny Pana i czynimy to, dzieląc się z innymi, tak jak On to uczynił: nie bał się zasiąść do stołu z grzesznikami, aby ich zapewnić, że u stołu Ojca i stworzenia było miejsce zarezerwowane także dla nich. Dotknął tych, którzy uważali się za nieczystych, a pozwalając się im dotknąć, pomógł im zrozumieć bliskość Boga, a ponadto zrozumieć, że byli błogosławieni - mówił Ojciec Święty, myśląc szczególnie o „dzieciach i kobietach narażonych na prostytucję i handel, oszpeconych w swojej najbardziej autentycznej godności”; o „młodych niewolnikach narkotyków i nonsensu, co doprowadza do przyćmienia ich spojrzenia i zniweczenia ich marzeń”; o „migrantach pozbawionych swoich domów i rodzin, a także o wielu innych, którzy podobnie jak oni mogą czuć się zapomniani, osieroceni, porzuceni, pozbawieni siły, światła i pociechy z przyjaźni z Jezusem Chrystusem, bez przygarniającej ich wspólnoty wiary, bez perspektywy sensu i życia; o „wyzyskiwanych grzesznikach, lekceważonych żebrakach”.

- Należą oni do naszej rodziny, są naszymi matkami i naszymi braćmi. Nie pozbawiajmy naszych wspólnot ich twarzy, ich ran, uśmiechów, ich życia. Nie pozbawiajmy też ich ran i urazów miłosiernego namaszczenia Bożej miłości. Uczeń-misjonarz wie, że ewangelizacja nie polega na pomnażaniu akcesów ani wydawaniu się możnymi, ale na otwieraniu drzwi, aby przeżywać i dzielić się miłosiernym i uzdrawiającym uściskiem Boga Ojca, który czyni nas rodziną - wskazał papież.

Zachęcił tajskich katolików, by szli „naprzód drogą, śladami pierwszych misjonarzy, aby spotkać, odkryć i rozpoznać z radością wszystkie twarze matek, ojców i braci, którymi Pan chce nas obdarzyć, a których brakuje na naszej niedzielnej uczcie”.

Pod koniec liturgii arcybiskup Bangkoku, kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij podziękował Franciszkowi za jego „stałe świadectwo”, które skłania do wcielania w życie - za jego przykładem - „miłosiernej miłości Chrystusa do każdego człowieka, do całej ludzkości”. Po papieskim błogosławieństwie przedstawiono tradycyjne tańce z czterech regionów Tajlandii. Opuszczającemu stadion Ojcu Świętemu towarzyszyła pieśń „Let love be the bridge” (Niech miłość będzie mostem) i światło kilkudziesięciu tysięcy latarek telefonów komórkowych trzymanych wysoko w dłoniach przez wiernych.

Spotkanie z duchowieństwem

Trzeci dzień swej wizyty (22 listopada) papież rozpoczął od spotkania z kapłanami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami i katechetami w parafii św. Piotra. Witając Ojca Świętego bp Joseph Prathan Sridarunsil z diecezji Surat Thani na południu kraju podkreślił, że katolicy tajscy są częścią kontynentu azjatyckiego, na którym „ludzie są bardzo dumni ze swych wartości religijnych i kulturalnych, obejmujących umiłowanie milczenia i kontemplacji, prostotę, harmonię, nieprzywiązywanie wagi do dóbr materialnych, niestosowanie przemocy, ducha twardej pracy, dyscyplinę, umiarkowane życie, pragnienie wiedzy i poszukiwania filozoficzne”. Swe świadectwo nawrócenia na wiarę w Chrystusa złożyła s. Benedykta ze Zgromadzenia Misjonarek Maryi (ksawerianek), pochodząca z rodziny buddyjskiej

Papież wyraził wdzięczność wszystkim osobom konsekrowanym za ich ciche męczeństwo wierności i codzienne poświęcenie, które wydaje owoce. „Pan nie powołał nas po to, by nas posłać w świat, abyśmy ludziom narzucili obowiązki czy brzemiona cięższe, od tych, które już dźwigają, i których jest wiele, ale aby dzielić z innymi radość, piękną perspektywę, nową i zadziwiającą” - powiedział papież i przywołał „pragmatyczne i prorocze” słowa swojego poprzednika Benedykta XVI, że Kościół nie rozszerza się poprzez prozelityzm, ale przez przyciąganie.

Zachęcił zgromadzonych, aby nie bali się szukać nowych symboli i obrazów, szczególnej muzyki, które pomogłyby Tajlandczykom rozbudzić zadziwienie, które chce dać Pan. „Nie powinniśmy obawiać się coraz większej inkulturacji Ewangelii. Trzeba poszukiwać nowych form dla przekazywania Słowa zdolnego, by wstrząsnąć i rozbudzić pragnienie poznania Pana: Kim jest ten człowiek? Kim są ci ludzie, którzy idą za krzyżem?” - tłumaczył Franciszek.

Powiedział, że z pewnym bólem stwierdził, gdy przeczytał, że dla wielu wiara chrześcijańska jest obca, że jest to religia obcokrajowców. Zachęcił do głoszenia wiary „w dialekcie”, tak jak matka śpiewa kołysanki swojemu dziecku. Trzeba „nadać jej tajlandzkie oblicze i «ciało», co oznacza o wiele więcej, niż sporządzenie tłumaczeń. To pozwolenie, aby Ewangelia pozbyła się dobrych, ale obcych szat, aby zabrzmiała muzyką, która jest dla was na tych ziemiach swojską i sprawienie, aby dusze naszych braci pulsowały tym samym pięknem, które rozpaliło nasze serca” - przekonywał papież.

Wezwał, by w imię powołania, wyjść ze swoich ograniczeń, i w obliczu osób, które spotykamy na ulicy, najbardziej potrzebujących, usuniętych na margines, pogardzanych w mieście, sierot, osób starszych odkrywać piękno i drugiego jak brata. Wtedy nie jest on już sierotą, porzuconym, usuniętym na margines czy pogardzanym. „Teraz ma oblicze brata, brata odkupionego przez Chrystusa. To znaczy być chrześcijaninem!” - zaznaczył Franciszek.

Za św. Pawłem VI przypomniał, że jednym z najgorszych wrogów ewangelizacji jest brak zapału. „Gorliwość zakonnika, zakonnicy, kapłana i katechety karmi się tym podwójnym spotkaniem: z obliczem Pana i z obliczem braci” - zaznaczył papież. Na zakończenie wezwał: „Proszę was bardzo, nie ulegajcie pokusie, by myśleć, że jesteście nieliczni. Myślcie raczej, że jesteście małymi narzędziami w twórczych rękach Pana. On napisze waszym życiem najpiękniejsze karty historii zbawienia na tych ziemiach”.

Spotkanie z biskupami Azji

W sanktuarium bł. Mikołaja Bunkerda Kritbanrunga Franciszek spotkał się z biskupami Tajlandii i Federacji Konferencji Biskupich Azji (FABC). Witając papieża, kard. Kriengsak Kovithavanij zapewnił, że przybyli oni, aby posłuchać, co Ojciec Święty ma im do powiedzenia na temat ich roli jako pasterzy „małej trzódki” w Azji - ojczyźnie największych tradycyjnych religii świata.

Franciszek zachęcił ich do gorliwości o ewangelizację we wszystkich Kościołach lokalnych Azji. Przypomniał, że w 2020 r. planowane jest Zgromadzenie Ogólne FABC w 50. rocznicę jej powstania. Wezwał, by biskupi Azji, idąc za przykładem pierwszych misjonarzy, zmierzyli się i oceniali teraźniejszość oraz misję ze znacznie szerszej i bardziej nowatorskiej perspektywy, na wzór „świętych, którzy nas poprzedzili i stawili czoło trudnościom występującym w ich epoce”.

Papież przestrzegł przed budowaniem struktur i mentalności kościelnej, które mogą warunkować ewangelizacyjny dynamizm. „Dobre struktury służą, kiedy jest życie, które je ożywia, podtrzymuje i osądza. Bo bez autentycznego ewangelicznego ducha, bez wierności Kościoła swojemu powołaniu, każda nowa struktura w krótkim czasie ulega degradacji” - zaznaczył Franciszek. Zachęcił azjatyckich hierarchów, aby w misjonarskiej pracy kierowali się „impulsami Ducha Świętego” i nie odrzucali żadnej ziemi, ludu, kultury ani sytuacji oraz nie szukali jakiejś ziemi z gwarancjami sukcesu. „Chciałbym podkreślić, że misja, zanim zostaną podjęte działania, które trzeba przeprowadzić lub projekty do realizacji, wymaga wyrobienia spojrzenia i «węchu»; wymaga ojcowskiej i matczynej troski, ponieważ owca ginie, kiedy pasterz uważa ją za zaginioną, a nigdy wcześniej” - powiedział papież.

Przestrzegł biskupów przed zajmowaniem lub domaganiem się nie wiadomo jakiego miejsca i pierwszeństwa. „Jak wiele musimy się nauczyć od was, którzy w wielu waszych krajach lub regionach jesteście mniejszością, i nie dajecie się dlatego ponieść czy zarazić kompleksem niższości czy narzekaniem, że nie czujecie się uznani!” - podkreślił Franciszek. Wezwał, aby pamiętali, że także oni są częścią ludu z którego pochodzą. „Zostaliśmy wybrani sługami, a nie jako szefami lub panami. Oznacza to, że musimy towarzyszyć tym, którym służymy, z cierpliwością i życzliwością, słuchając ich, szanując ich godność, zawsze promując i doceniając ich inicjatywy apostolskie” - powiedział papież.

Przypomniał, że wiele spośród krajów azjatyckich zostało zewangelizowanych przez osoby świeckie. „Miały one możliwość mówienia dialektem swego ludu, dokonując prostej i bezpośredniej inkulturacji, nie teoretycznej ani ideologicznej, ale będącej owocem pasji dzielenia się Chrystusem” - powiedział Franciszek.

Po spotkaniu z biskupami, które zakończyła wspólna modlitwa „Anioł Pański”, w sali przy sanktuarium papież odbył rozmowę z członkami Towarzystwa Jezusowego, do którego sam należy.

Na uniwersytecie

O budowanie dialogu społecznego i międzyreligijnego , a także wnoszenie wkładu w obronę godności człowieka zaapelował Franciszek spotykając się przedstawicielami różnych religii oraz świata akademickiego Tajlandii na Uniwersytecie Chulalongkorna. Papież przywitał się z każdym z 18 przywódców religijnych: buddyzmu, islamu, braminizmu-hinduizmu i sikhizmu, jak również różnych wyznań protestanckich i prawosławia.

Przewodniczący Komisji ds. Dialogu Międzyreligijnego i Ekumenizmu episkopatu Tajlandii, bp Chusak Sirisut poprosił Franciszka, by zechciał się podzielić „swoją mądrością i dobrymi radami nie tylko z katolikami, ale także z całą ludzkością”. Chór młodzieżowy, złożony z przedstawicieli różnych religii, wykonał pieśń - modlitwę w intencji pokoju.

Papież przypomniał, że uniwersytet nosi imię króla, który był pierwszą głową państwa niechrześcijańskiego przyjętą na audiencji w Watykanie przez Następcę św. Piotra. Podkreślił zasługi tego monarchy dla zniesienia niewolnictwa i w tym kontekście zaapelował o walkę z procederem handlu ludźmi.

Nawiązał do obecnej sytuacji w świecie, gdzie szybkie postępy współistnieją z konfliktami i degradacją środowiska naturalnego człowieka. „Dziś naszedł czas, aby odważnie wyobrazić sobie logikę spotkania i wzajemnego dialogu jako drogę, wzajemną współpracę jako sposób zachowania oraz wzajemne poznanie jako metodę i kryterium, aby w ten sposób zaoferować nowy paradygmat rozwiązywania konfliktów, przyczynić się do porozumienia między osobami i do ochrony stworzenia” - przekonywał Franciszek.

Wskazał na znaczenie wkładu, jaki w to dzieło mogą wnieść religie i uniwersytety. Chodzi o budowanie na uznaniu i poszanowaniu godności osób, na promowaniu integralnego humanizmu, zdolnego do uznania i obrony naszego wspólnego domu, na odpowiedzialnym zarządzaniu, które chroniłoby piękno i obfitość przyrody. Dlatego papież zaapelował o tworzenie instancji, w których możliwe byłyby spotkanie i współpraca. Zachęcił do budowania kultury opartej na wspólnych wartościach, które prowadzą do jedności, wzajemnego szacunku i zgodnego współistnienia.

Msza dla młodzieży

Wieczorem w katedrze pw. Wniebowzięcia NMP Franciszek odprawił Mszę św. dla młodzieży. Entuzjastycznie witały go tysiące młodych ludzi, dla których nie starczyło miejsca w świątyni, lecz mogli oni uczestniczyć w liturgii na zewnątrz dzięki telebimom. Msza odprawiana była w języku angielskim i po łacinie, z czytaniami biblijnymi po tajsku. Homilię papież wygłosił po hiszpańsku (jeden z księży tłumaczył ją na tajski).

Franciszek przypomniał młodym, że są „dziedzicami wspaniałej historii ewangelizacji”, która została im „przekazana jako święty skarb”. Głęboko zakorzeniona wierność ich przodków skłoniła ich do czynienia dobrych uczynków i do wzniesienia „świątyni, zbudowanej z żywych kamieni, aby mogli nieść miłosierną miłość Boga ludziom swoich czasów”. Mogli to uczynić, ponieważ byli przekonani o tym, że „Bóg przemówił do nich z czułością, ogarnął ich miłością silną, na zawsze”.

- Drodzy przyjaciele, aby ogień Ducha Świętego nie zgasł i abyście mogli utrzymać wasze oczy i serca przy życiu, trzeba być dobrze zakorzenionymi w wierze naszych starszych: ojców, dziadków i nauczycieli. Nie po to, aby być więźniami przeszłości, ale by nauczyć się tej odwagi, która pomoże nam odpowiedzieć na nowe sytuacje historyczne. Ich życie przetrwało wiele prób i cierpień. Ale po drodze odkryli, że tajemnicą szczęśliwego serca jest bezpieczeństwo, które odnajdujemy, gdy jesteśmy zakotwiczeni, zakorzenieni w Jezusie: w Jego życiu, w Jego słowach, w Jego śmierci i zmartwychwstaniu - przekonywał Franciszek.

Stwierdził, że bardzo go boli, gdy „niektórzy proponują młodym ludziom budowanie przyszłości bez korzeni, jakby świat zaczął się w tej chwili”. Albowiem bez „tego silnego poczucia zakorzenienia możemy zostać zdezorientowani przez «głosy» tego świata, które ubiegają się o naszą uwagę. Wiele z nich jest kuszących, są propozycjami dobrze «zmanipulowanymi», które początkowo wydają się piękne i intensywne, choć z czasem zostawiają jedynie pustkę, znużenie, samotność i apatię i doprowadzają do zgaszenia tej iskry życia, którą Pan zapalił pewnego dnia w każdym z nas”.

- Drodzy młodzi! Jesteście nowym pokoleniem, z nowymi nadziejami, marzeniami i nowymi pytaniami. Z pewnością także z pewnymi wątpliwościami, ale zakorzenionymi w Chrystusie. Zachęcam was, abyście nadal żyli radością i nie bali się ufnie patrzeć w przyszłość. Zakorzenieni w Chrystusie, patrzcie z radością i ufnością. Taki stan wynika ze świadomości, że Pan nieskończenie nas szuka, spotyka i miłuje. Pielęgnowanie przyjaźni z Jezusem jest oliwą niezbędną, by oświecić drogę, waszą drogę, ale także tych wszystkich, którzy was otaczają: przyjaciół, sąsiadów, kolegów ze szkoły, studiów i pracy, nawet tych, którzy się z wami całkiem nie zgadzają - zapewnił Ojciec Święty.

Na zakończenie Mszy św. kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij podziękował papieżowi za wizytę w Tajlandii i wyraził nadzieję, że to „dziękczynienie woli” przemieni się w działania i oddanie życia Bogu; i że „od tej pory Kościół katolicki w Tajlandii krok po kroku, dzień po dniu, stawać się będzie wspólnotą świadków”, przyczyniając się do budowy „braterskiej ludzkości”, potrzebnej naszym czasom, i uformowaną na wzór relacji miłości Trójcy Świętej.

Przed końcowym błogosławieństwem także papież podziękował wszystkim, którzy umożliwili jego wizytę w Tajlandii i współpracowali przy jej realizacji. - Niech Pan wynagrodzi was swoją pociechą i pokojem, którą tylko On może obdarzyć. I pozostawiam wam zadanie: nie zapomnijcie o mnie w modlitwie - powiedział Franciszek.

Opuszczając katedrę papież błogosławił jeszcze i przytulał młodych niepełnosprawnych, głuchych, niewidomych, dotykając ich chorych oczu, uszu... Przeszedł także wśród młodzieży zgromadzonej przed świątynią, witając się ze stojącymi najbliżej. W domu parafialnym pobłogosławił jeszcze 25 kamieni węgielnych do nowo budowanych kościołów w Tajlandii, po czym odjechał do nuncjatury apostolskiej.

Był to ostatni publiczny punkt programu jego wizyty w Tajlandii, skąd jutro (23 listopada) rano, po Mszy św. odprawionej w kaplicy nuncjatury, odleci do Japonii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem