Reklama

Zwyczaje polskie

Boże Ciało i wianki

Kalina Wielicka
Edycja łowicka 21/2005

www.swietarodzina.pila.pl

Boże Ciało, zwane od czasów Soboru Watykańskiego II Uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, jest liturgicznym świętem wdzięczności za dar wiecznej obecności Jezusa na ziemi. Chrześcijanie od początków Kościoła zbierali się na łamaniu Chleba, sławiąc Boga ukrytego w ziemskim chlebie. Święto jest przedłużeniem Wielkiego Czwartku, czyli pamiątki ustanowienia Eucharystii. A z tego wynika, że uroczystość ta skryta jest w cieniu Golgoty, w misterium męki i śmierci Jezusa.

Historia święta Bożego Ciała sięga XIII wieku. W klasztorze w Mont Cornillon, w pobliżu Liege we Francji, przebywała zakonnica Julianna, która wielokrotnie miała wizję koła na wzór księżyca, a na nim widoczną plamę koloru czarnego. Nie rozumiała tego, więc zwróciła się do przełożonej. Gdy ta ją wyśmiała, Julianna zaczęła się modlić i pewnego razu usłyszała głos, oznajmiający, że czarny pas na tarczy księżyca oznacza brak osobnego święta ku czci Eucharystii, które ma umocnić wiarę, osłabioną przez różne herezje.
Władze kościelne sceptycznie odnosiły się do widzeń prostej Zakonnicy. Jednak kolejne niezwykłe wydarzenie dało im wiele do myślenia. W 1263 r. w Bolsenie, niedaleko Rzymu, kapłan odprawiający Mszę św. zaczął mieć wątpliwości, czy to możliwe, aby kruchy opłatek był Ciałem Pańskim. I oto, gdy nastąpił moment przełamania Hostii, zauważył, że sączy się z niej krew i spada na białe płótno korporału na ołtarzu. Papież Urban IV nie miał już wątpliwości, że to sam Bóg domaga się święta Eucharystii i rok po tym wydarzeniu wprowadził je w Rzymie, a papież Jan XXII (1334 r.) nakazał obchodzić je w całym Kościele. Do dziś korporał z plamami krwi znajduje się we wspaniałej katedrze w Orvieto, niedaleko Bolseny. Wybudowano ją specjalnie dla tej relikwii.
W Polsce po raz pierwszy święcono Boże Ciało w 1320 r., za biskupa Nankera, który przewodził diecezji krakowskiej. Nie było jednak jeszcze tak bogatych procesji, jak dziś. Dopiero wiek XVI przyniósł rozbudowane obchody święta Bożego Ciała, zwłaszcza w Krakowie, który był wówczas stolicą. Podczas procesji krakowskich prezentowały się proporce z orłami na szkarłacie, obecne było całe otoczenie dworu, szlachta, mieszczanie oraz prosty lud z podkrakowskich wsi.
W czasie procesji Bożego Ciała urządzano widowiska obrzędowe lub ściśle teatralne, aby przybliżyć ich uczestnikom różne aspekty obecności Eucharystii w życiu. Nasiliło się to zwłaszcza pod koniec XVI wieku, kiedy przechodzenie na protestantyzm znacznie się nasiliło i potrzebna była zachęta do oddania czci Eucharystii.
W okresie rozbiorów religijnemu charakterowi procesji Bożego Ciała przydano akcentów patriotycznych. Była to wówczas jedna z nielicznych okazji do zademonstrowania zaborcom żywej wiary. W procesjach niesiono prastare emblematy i proporce z polskimi godłami, świadczące o narodowej tożsamości.
Najpiękniej jednak Boże Ciało obchodzono na polskiej wsi, gdzie dekoracją są łąki, pola i zagajniki leśne. Procesje imponowały wspaniałością strojów asyst i wielką pobożnością prostego ludu, wyrażającego na swój sposób uwielbienie dla Eucharystii. Do dziś przetrwał zwyczaj zdobienia ołtarzy zielonymi drzewami brzóz i polnymi kwiatami. Kiedyś nawet drogi wyścielano tatarakiem. Do dziś bielanki sypią też przed kroczącym z monstrancją kapłanem kolorowe płatki róż i innych kwiatów.
Boże Ciało to również dzień święcenia wianków z wonnych ziół, młodych gałązek drzew i kwiatów polnych. Wieniec w starych pojęciach Słowian był godłem cnoty, symbolem dziewictwa i plonu. Wianki z ruty i kwiatów mogły nosić na głowach tylko dziewczęta.
Na wsiach wierzono, że poświęcone wianki, powieszone na ścianie chaty, odpędzają pioruny, chronią przed gradem, powodzią i ogniem. Dymem ze spalonych wianków okadzano krowy, wyganiane po raz pierwszy na pastwisko. Zioła z wianków stosowano też jako lekarstwo na różne choroby.
Gdzieniegdzie do poświęconych wianków dodawano paski papieru, z wypisanymi słowami czterech Ewangelii. Paski te zakopywano następnie w czterech rogach pola, dla zabezpieczenia przed wszelkim złem.
Dziś Boże Ciało to jedna z niewielu już okazji, aby przyodziać najpiękniejszy strój świąteczny - strój ludowy. W Łowickiem tego dnia robi się tęczowo od łowickich pasiaków. Kto wie, czy stroje ludowe zachowałyby się do dziś, gdyby nie możliwość ich zaprezentowania podczas uroczystości kościelnych. Chwała zatem i wielkie dzięki tym duszpasterzom, którzy kładą nacisk, aby asysty procesyjne występowały w regionalnych strojach. Dzięki temu procesje Bożego Ciała są jeszcze wspanialsze, okazalsze, barwniejsze. Ukazują różnorodność bogactwa sztuki ludowej i oby tak było jak najdłużej.
W ostatni czwartek oktawy Bożego Ciała, oprócz święcenia wianków z ziół i kwiatów, szczególnym ceremoniałem w naszych świątyniach jest błogosławieństwo małych dzieci. Kościoły wypełniają się najmłodszymi, często także niemowlętami, by i na nich spłynęło błogosławieństwo Boże. Wszak sam Pan Jezus mówił: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im, do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Mk 10, 13-15).

Reklama

Od specjalsów do terytorialsów

2019-11-05 12:48

Z płk. Tomaszem Białasem rozmawiała Margita Kotas
Niedziela Ogólnopolska 45/2019, str. 16-18

O służbie ojczyźnie w żołnierskim mundurze z płk. Tomaszem Białasem – dowódcą 13. Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej – rozmawia Margita Kotas

media.terytorialsi.wp.mil.pl

MARGITA KOTAS: – Wojska Obrony Terytorialnej cieszą się coraz większą popularnością, przynajmniej wyraźnie widać to na Śląsku. Można nawet mówić o pewnej modzie na wojsko. Czy wstępujący w ich szeregi kierują się pobudkami patriotycznymi, czy może jest to raczej chęć przeżycia przygody...?

PŁK TOMASZ BIAŁAS: – Służba żołnierza zawodowego, którym jestem, to sposób na życie, na 100 proc. – decyzja, by od początku kariery aż do jej zakończenia związać się z wojskiem. Ten sposób na życie – w moim przypadku, jak też w przypadku wielu innych żołnierzy zawodowych – podyktowany jest przede wszystkim patriotyzmem, ale też, nie ukrywam, chęcią doświadczenia męskiej przygody. Co do żołnierzy terytorialnej służby wojskowej, którzy często mają już na koncie karierę w życiu cywilnym – myślę, że w pierwszej kolejności podejmują decyzję właśnie z pobudek patriotycznych. Dlaczego jestem o tym przekonany? W szeregach brygady mamy bowiem żołnierzy, którzy wykonują zawody na co dzień niosące ze sobą sporą dawkę adrenaliny, np. ratowników medycznych. W tym przypadku pierwszą pobudką jest patriotyzm, chęć służenia ojczyźnie, a dodatkowo – chęć osobistego rozwoju.

– Czy więcej ochotników stanowią ludzie młodzi czy raczej dojrzali, z ugruntowanymi wartościami i postawami?

– Z prowadzonych przez nas statystyk wynika, że najwięcej żołnierzy mamy między 25. a 35. rokiem życia. Są jednak także ochotnicy grubo po czterdziestce czy też uczniowie klas maturalnych, czyli osoby bardzo młode.

– Ile czasu potrzeba, by wyszkolić żołnierza WOT?

– Zgodnie z programem szkolenia WOT – 3 lata. Dopiero po tym okresie ochotnik staje się w pełni wyszkolonym żołnierzem. Nie jest to więc okres krótki. Nie jest prawdą, jak mówią niektórzy, że okres szkolenia trwa 16 dni. 16 dni trwa pierwsze szkolenie, podczas którego ochotnik może podjąć decyzję, czy jest to droga dla niego.

– Jak wiele osób rezygnuje, nie daje rady?

– Retencję, czyli odpływ żołnierzy z brygady, mamy na poziomie ogólnym 10-12 proc. Różne są powody odchodzenia ze służby. Większość z nich stanowi przecenienie swoich możliwości psychofizycznych. Wielu żołnierzy, gdy składają wniosek o rezygnację, dopisuje uwagę, że jeśli tylko poprawią swoją kondycję fizyczną, postarają się wrócić do służby. Częstym powodem rezygnacji jest również trudność pogodzenia służby z pracą zawodową. I tu mój gorący apel do pracodawców, by swoim pracownikom, którzy są żołnierzami, umożliwili służbę. My także w nich inwestujemy. Wiele umiejętności, które nabywają w czasie służby terytorialnej, mogą wykorzystać w swojej pracy zawodowej.

– Przeciwnicy Wojsk Obrony Terytorialnej wysuwają zarzuty, że wydawane na nie środki można by przeznaczyć na zawodową armię...

– To niedorzeczne. Koszt utrzymania żołnierza wojsk terytorialnych jest sześciokrotnie niższy niż żołnierza zawodowego. Poza tym żołnierz WOT nie wchodzi w wojskowy system emerytalny, a to jest bardzo duży składnik budżetu wojskowego. Również sama struktura naszych oddziałów i nasze wyposażenie nie generują wysokich kosztów. Są dużo mniejsze niż w wojskach operacyjnych, jednostkach zawodowych, i to jest normalne, bo technika wojskowa musi kosztować. W przypadku naszych oddziałów mamy do czynienia z lekką piechotą, owszem – nasze wyposażenie może w pierwszym momencie wydawać się drogie, ponieważ kupujemy je nowe, ale po to, by służyło przez kolejnych 20-30 lat.

– Pojawiają się również negatywne opinie dotyczące kadry szkoleniowej i samego szkolenia w WOT. Gdy się sugeruje, że przypomina to zabawę chłopców w lesie, podważa się nierzadko zasadność istnienia tej formacji...

– Każdego oponenta zapraszam na szkolenie. Trudno w inny sposób wytłumaczyć, że przyjęty przez nas model szkoleniowy jest właściwy. Nie bez kozery większość programów szkoleniowych tworzyli żołnierze wywodzący się z jednostek specjalnych, w których wsparcie militarne, czyli szkolenie, prowadzi się nowymi czy specyficznymi metodami, po to, by jak najszybciej osiągnąć jego efekt. To jedno z zadań wojsk specjalnych. Mobilne zespoły szkoleniowe, teamy, które szkolą instruktorów, dowodców plutonów, dowódców drużyn w batalionach czy na kompaniach WOT, też wywodzą się z wojsk specjalnych. A wszystko po to, by przez nich niejako nadzorować utrzymanie odpowiedniej jakości.

– Pan Pułkownik nie jest wyjątkiem w tej regule. Trafił Pan do terytorialsów od specjalsów z Lublińca...

– Do 1. Pułku Specjalnego w Lublińcu trafiłem podczas pierwszego przydziału w 1997 r. Obecnie jest to jednostka wojskowa komandosów. Tę służbę, z dwuletnią przerwą na zdobywanie doświadczenia w też nowo formowanym dowództwie wojsk specjalnych, pełniłem do 2017 r., kiedy to podjąłem się wyzwania, by budować jednostki w ramach WOT. Mam za sobą również doświadczenie misyjne. Kilkakrotnie byłem w Afganistanie. Przeszedłem drogę od dowódcy sekcji, czyli tego najmniejszego elementu, do dowódcy zespołu, a tak naprawdę – szefa szkolenia jednostki. Ot, cała moja kariera.

– Bardzo skromnie mówi Pan Pułkownik o sobie, ale jest Pan pierwszym żołnierzem polskich wojsk specjalnych uhonorowanym w 2011 r. w Kabulu w imieniu prezydenta Stanów Zjednoczonych medalem za chwalebną służbę – Meritorious Service Medal.

– Zawsze będę to powtarzał: ja tylko dowodziłem, to moi podwładni – i ich praca – stali się powodem, dla którego otrzymałem to odznaczenie.

– Jestem kompletnym laikiem w tej dziedzinie, mogę jedynie się domyślać, jak trudno jest trzymać kogoś na celowniku. Jak do tak trudnego zadania przygotowywani są ochotnicy WOT? Oby nigdy nie doszło w Polsce do sytuacji realnego zagrożenia, ale i takiego scenariusza nie można przecież wykluczyć.

– Najlepszym rozwiązaniem jest zbudować takie siły zbrojne, które zapobiegną konfliktowi. Tu jest też rola Wojsk Obrony Terytorialnej, by pokazać, że ten potencjał w społeczeństwie jest bardzo duży. O pewnych umiejętnościach wojskowych, proszę mi wybaczyć, nie rozmawiamy natomiast z osobami, które nie przystępują do szkolenia. Powiem tyle: wszystko jest kwestią treningu i my ten trening mamy zaprogramowany w sposób odpowiedni i nadzorowany.

– Wojska Obrony Terytorialnej mają również swoje zadania w czasie pokoju.

– Nasze podstawowe hasło: „Zawsze gotowi, zawsze blisko”, wynika z tego, że nie przygotowujemy się jedynie na ewentualność zagrożenia wojennego, ale w sposób bardzo realny przygotowujemy się do zagrożeń związanych z klęskami żywiołowymi. Nie chodzi o to, by wchodzić w kompetencje innych służb, ale by wesprzeć czy uzupełnić naszymi działaniami ich pracę. Brygada śląska jako pierwsza brygada w ramach wojsk terytorialnych buduje zdolność grup poszukiwawczo-ratowniczych z wykorzystaniem psów. Nie robimy tego po to, by wchodzić w paradę straży pożarnej czy policji; przygotowujemy psy do działań wojennych, ale nie przeszkadza to w rozszerzeniu ich szkolenia, tak aby nabyły umiejętności niezbędnych do udziału w akcjach poszukiwawczo-ratowniczych w terenach: leśnym i zurbanizowanym.

– Atutem terytorialsów jest fakt, że mają działać na własnym, dobrze znanym terenie.

– Brygady są formowane pod kątem województw. Każda brygada zajmuje jedno województwo, jedynym wyjątkiem jest województwo mazowieckie, w którym – ze względu na jego specyfikę – są dwie brygady. W ramach województw budowane są poszczególne bataliony, składające się z ok. 50 żołnierzy zawodowych i ponad 700 terytorialsów. W województwie śląskim planowane są 3 bataliony lekkiej piechoty: w Gliwicach, Cieszynie oraz Częstochowie.

– Tradycją, do której odwołują się Wojska Obrony Terytorialnej, jest Armia Krajowa...

– Tradycje są w wojsku bardzo ważne. Umożliwiają żołnierzom gromadzenie się wokół pewnych ideałów. My jako Wojska Obrony Terytorialnej chcemy, by identyfikowano nas z żołnierzami Armii Krajowej, gdyż w bardzo podobny sposób odczuwamy naszą potrzebę służby ojczyźnie. Mamy nadzieję, że nie będziemy musieli powtarzać ich doświadczeń życia pod okupacją, dlatego szkolimy siebie i naszych żołnierzy, ale ich przykład daje nam siłę. My, na Śląsku, obok tego, że dziedziczymy tradycję Armii Krajowej, identyfikujemy się także z naszymi poprzednikami z powstań śląskich. To oni zdecydowali, że Śląsk jest teraz polski. Patronem brygady jest ppłk dypl. Tadeusz Puszczyński ps. Wawelberg, bohater trzeciego powstania śląskiego, dowódca słynnej akcji „Mosty”.

* * *

Płk Tomasz Białas
Absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu, dowódca zespołu bojowego, szef pionu szkolenia Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu, a także uczestnik misji poza granicami kraju, podczas których m.in. szkolił Irakijczyków i Afgańczyków do walki z terrorystami. Budował policję antyterrorystyczną w Ghazni. Instruktor spadochronowy.
W 2011 r. w Kabulu odznaczony Meritorious Service Medal. Laureat Buzdygana 2012 za osiągnięcie bezprecedensowych w historii misji ISAF efektów operacyjnych. Odznaczony Orderem Krzyża Wojskowego klasy II za umiejętne i skuteczne dowodzenie jednostką bojową, wybitne czyny połączone z wyjątkową ofiarnością i odwagą w czasie działań bojowych przeciwko aktom terroryzmu w kraju lub podczas użycia Sił Zbrojnych RP poza granicami państwa w czasie pokoju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Ryś do Wspólnot Neokatechumenalnych: bądź sługą niekoniecznym, by Jezus mógł działać!

2019-11-13 10:22

Ks. Paweł Kłys

- My jako Kościół też możemy mieć taką pokusę, by podkreślać siebie, zadbać o siebie, My Kościół jesteśmy sługą niekoniecznym! Kościół nie jest ważny – ważny jest Jezus i ważny człowiek i świat do którego Kościół jest posłany! Kościół jest narzędziem. Nie jest celem dla siebie, nie jest celem samym w sobie! – mówił abp Grzegorz Ryś do Wspólnot Neokatechumenalnych.

Ks. Paweł Kłys

W parafii pw. św. Alberta Chmielowskiego na łódzkim osiedlu Widzew odbyła się niecodzienna uroczystość. Podczas Eucharystii wspólnota łódzkiego Seminarium Redemptoris Mater w obecności pasterza Archidiecezji Łódzkiej przedstawiła się łódzkim Wspólnotom Drogi Neokatechumenalnej.

Wszystkich zebranych w świątyni przywitał proboszcz parafii – ks. kan. Przemysław Góra, który podkreślił, że dzisiejsza uroczystość wpisuje się w historię tej wspólnoty parafialnej, jak i całej Archidiecezji.

Następnie zostały przedstawione Wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej regionu łódzkiego, do którego należą wierni trzech diecezji: Archidiecezji Łódzkiej, Diecezji Włocławskiej oraz Diecezji Kaliskiej.

Po prezentacji wspólnot zaprezentowała się też wspólnota łódzkiego Seminarium Redemptoris Mater do której należy sześciu kleryków: trzech z Polski - Tomasz (32 lata), Hieronim (26 lat), Michał (19 lat), dwóch z Włoch - Piotr (27 lat) i Andrea (20 lat) i jeden z Hiszpanii Karlos (22 lata). Nad formacją czuwa rektor – ks. Michał Jaworski oraz ojciec duchowny – ks. Janusz Świeca.

W homilii łódzki pasterz zwrócił uwagę zebranych na to, że - Jezus mówi– przy odrobinie waszej wiary działyby się rzeczy niemożliwe. A co w tym przeszkadza? To, że nie chcecie być sługami niekoniecznymi! To jest przeszkoda, aby Bóg przez was mógł robić rzeczy niewyobrażalne, niesłychane, niemożliwe! – tłumaczył arcybiskup. -Tych sześciu się przygotowuje do kapłaństwa, nas tu jest już kilku, którzy są księżmi – co my możemy sami z siebie wam dać? Ja nie umiem wskrzeszać. Nie umiem oczyszczać trędowatych. Sam nie jestem w stanie nikomu odpuścić grzechów. Sam nie wiedziałbym - sam ze siebie - jakie znaleźć słowo, by porozmawiać z kimś, komu umarł ojciec, matka albo dziecko. Macie jakieś własne słowa na takie sytuacje? Macie coś do powiedzenia od siebie? Mogłyby się - przy odrobinie naszej wiary - dziać w ludziach rzeczy niemożliwe tylko, że my musimy zniknąć! – podkreślił kaznodzieja.

- Im będziesz mniej miejsca zajmował, tym będzie więcej przestrzeni dla Boga, a On będzie działał. Będą się działy rzeczy niesamowite, bo ty się robisz mały. Ty mówisz – ja jestem nieważny. Ja jestem sługa niekonieczny! Wtedy otwierasz przestrzeń Bogu do działania, to znaczy, otwierasz innych na przestrzeń z Jezusem, z Jego miłością, z Jego mocą, z Jego mądrością, z Jego obecnością! A jeśli za każdym razem będziemy słudzy konieczni, to człowiek, któremu teoretycznie mówimy o Jezusie, nawet nie ma szans Go zobaczyć, bo wszędzie jestem ja!- zauważył hierarcha.

Odnosząc się do medialnych odniesień o kryzysie Kościoła, łódzki pasterz powiedział: dziś mówi się kryzys, kryzys, kryzys w Kościele. Wiecie skąd się bierze kryzys? Bierze się z tego, że nas jest za dużo! Jest za dużo gadania o Kościele – a za mało o Jezusie! Jest za dużo o Kościele – a za mało o ludziach. Jest kryzys bezowocności, a mogłyby się dziać rzeczy niemożliwe, tylko trzeba być takim małym. – zakończył łódzki pasterz.

Międzynarodowe Archidiecezjalne Seminarium Misyjne Redemptoris Mater pod patronatem Najświętszej Maryi Panny Redemptoris Mater, Patrona Archidiecezji Łódzkiej św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, czterech Ewangelistów i świętego Anterosa papieża, męczennika zostało powołane do istnienia dekretem arcybiskupa łódzkiego Grzegorza Rysia w święto św. Mateusza ewangelisty tj. 21 września br. Na urząd rektora tegoż seminarium powołany ks. Michał Jaworski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem